Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Kryzys niespełna po niecałym roku małżeństwa
Autor Wiadomość
narwil
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-26, 18:54   Kryzys niespełna po niecałym roku małżeństwa

Proszę o pomoc.
Pokrótce przedstawie. W małżeństwie jestem od blisko 10 miesięcy. Przed zawarciem związku małżeńskiego znałam się z mężem 10 miesięcy, wcześniej byłam w dwóch niesformalizowanych związkach, które bardziej opierały się na przyzwyczajeniu - gdy dowiedziałam się,że nie ma szans na poważny związek - ewakuowałam się. Zdałam sobie sprawę, że raczej nigdy nie kochałam tych osób oraz, że było to jedynie zauroczenie. Potem żałowałam swojego postępowania. Jakimś cudem po niespełna miesiącu od zakończenia poprzedniego związku poznałam męża. Zaczęliśmy się spotykać, najpierw rzadziej potem coraz częściej, głównie na mieście, na kawę spacer, doszło do tego, że odprowadzał mnie do pracy i z pracy. Koleżanki z pracy mówiły mi, że on jest jakiś nawiedzony i żebym sobie dała z nim spokój. Ale ja czułam, że nasza znajomość się rozwija, najpierw zauroczenie potem było to coraz więcej, i wreszcie M. wyznał mi miłość podczas spaceru, aż mi się w głowie zakręciło do takiego stopnia, że co omal nie upadłam. I spotykaliśmy się coraz częściej, praktycznie codziennie. Po około 4-5miesięcy znajomości zaszłam w ciąże. Był to działanie planowane, z uwagi na to, iż po 2-3 miesiącach mąż chciał zawrzeć związek małżeński. Z jednej strony byłam niesamowicie zaskoczona, ale z drugiej strony bardzo tego chciałam, bo wiedziałam, że on mnie kocha naprawdę, a ja jego. Jego mam bruździła kazała mu czekać, w żaden sposób nie chciała się zgodzić, M. chciał cichy ślub do momentu do póki M. nie wpadł na pomysł, abym zaszła w ciąży, że jego rodzice się zgodzą. I tak się stało, ale ślub nie był w żaden sposób ze względu na dziecko. Miałam stałą pracę od 2 lat - i mam ją nadal, mąż był osobą bezrobotną - kończył studia z geografii. Zaczęłam troszeczkę chorować podczas ciąży, a ponadto wynajem mi się kończył. Postanowiłam, że wrócę do domu rodzinnego i byłam na zwolnieniu lekarskim, potem się zaręczyliśmy, a po niecałych 3 miesiącach wzięliśmy ślub. Mąż miał 28 lat dziś 29 nigdzie nie pracował do tej pory, ze względu na to, że rodzice go utrzymywali i utrzymują do dnia dzisiejszego - otrzymuję stałą kwotę co miesiąc, niby szukał pracy, ale nic go nie motywowało, bo rodzice mu dawali, jeśli znalazł już jakąś pracę - jego mama mu odradzała, że słabe warunki płacowe, miejsce i wiele innych. Nie naciskałam na M. Jego rodzice kupili mieszkanie córce 2 lata wcześniej, która nie pracuje, nie szuka męża, ma ponad 27lat, codziennie kilka razy się modli, i uważa, że bez żadnego swojego wysiłku - wszystko będzie jej dane. Co do mieszkania rodzice wmówili M.,że mieszkanie jest na nich oboje. Mniejsza z tym, ustaliliśmy po ślubie, że ja będę mieszkać w domu (100km od miejsca pracy, dom jest duży), do końca urlopu macierzyńskiego i mąż na to się zgodził, że on będzie mieszkał ze mną a do Warszawy będzie dojeżdżał jeśli znajdzie pracę. Moi rodzice obiecali, iż dadzą mi dom na tym samym osiedlu w surowym stanie, ale zadaszony, ze sporą działką, jego rodzice mieli pomóc i moi w wyszykowaniu go. Oczywiście jego rodzice kłamali - nigdy nie zamierzali tego robić. I było tak, że mąż mieszkał więcej z siostrą niż ze mną. I zaczęły się liczne konflikty. Jak się ze mną pokłócił - pokazywał smsy ode mnie swojej mamie, jak miał humor to przyjeżdżał. Byłam w zaawansowanej ciąży - często się denerwowałam. Jego mama go odciągała ode mnie, że co on będzie u mnie w domu robił - pierdział w stołek. On czasami przyjeżdżał do mnie ja do niego do siostry mieszkania. Ona zawsze była mimo, że niem miała pracy. Chodziła na język 2 razy w tygodniu, a tak siedziała cały czas w tej kawalerce 32 m2z połączoną kuchnią. Wegetowała i często spała nawet w ciągu dnia, nie gotowała, bo nie potrafi... szkoda gadać. Po 3 miesiącach M. znalazł pracę, bo 2 tygodniach ją rzucił. Chodziłam do lekarza sama, dbałam bardzo o swojego nienarodzonego synka, robiłam badania na swój koszt, mąż nie wspierał mnie finansowo, nawet nie chodził ze mną do lekarza. Wyprawkę kompletowałam sama na swój koszt. Przed narodzeniem synka - miał już wszystko. Ja już miałam całą wyprawkę dla siebie do szpitala. Mąż zakupił mu jedynie łóżeczko za 190zł. Przez miesiąc przed porodem mieszkałam w tej kawalerce z mężem i jego siostrą. Gotowałam obiady, często sprzątałam. Po porodzie miałam się stamtąd wyprowadzić i tak się stało, urodziłam synka ważył 4630g miał 62cm naturalnie. Mąż zdecydował, że będzie przy porodzie, na sali porodowej zadzwoniła do niego mama i powiedziała, że może lepiej, żeby wyszedł - ja wszystko słyszałam, już rodziłam, byłam zszokowana. Mąż jednak nie wyszedł był z nami do końca - synek leząc mi na brzuchu po wyjęciu po kilkunastu minutach - złapał M. za kciuk. Byłam szczęśliwa, aż leciały mi łzy szczęścia. Rodzice M. przyszli do szpitala dosłownie kilkanaście minut przed zakończeniem wizyt blisko 20.00. Po wyjściu ze szpitala, na moją prośbę mój tata przyjechał po mnie i synka, mąż pojechał z nami. Jego rodzice nie odwiedzili synowej i swojego wnuczka - po miesiącu zaaranżowali, żebyśmy przyjechali. Później bywało różnie raz lepiej raz gorzej jak w małżeństwie. Mąż potem mieszkał dalej z siostrą, niby szukał znowu pracy, i znalazł dobrze płatne praktyki płatne tyle co nie jeden etat - dostał umowę na 3 mce z możliwością wydłużenia, miał blisko i po dwóch tygodniach rzucił. Pieniążki od rodziców nadal dostawał. Zwalał na mnie, że rzucił tę pracę przez rozłąkę i potem, że był rzucony na głęboką wodę. Nie łożył na syna,a tym bardziej na mnie. Zabiegał, abyśmy zamieszkali razem u jego siostry - razem w nią. Na początku było dobrze, ja gotowałam, sprzątałam, zajmowałam się samodzielnie synkiem. Mąż przez 2 miesiące kupował jedzenie wydawał tyle co był sam - ja robiłam listę zakupów - ustalałam grafik tygodniowy na jedzenie, wychodziło około 500zł. Były konflikty między nami - wpadłam na pomysł terapii w poradni Katolickiej i to się sprawdzało. Ksiądz odszedł na urlop. Były konflikty, siostra przekazywała wszystko mamie M. Co słodowało, że się wyprowadziłam z synem do domu rodzinnego. Kocham męża mimo, że moi rodzice nie kazali mi wracać, do mieszkania siostry dopóki mąż nie przyjedzie do nas. Przez blisko 2 tygodnie nas nie odwiedzał nie pytał o syna. Symulował, że jest chory, że sika krwią - to była zwykła manipulacja - wróciliśmy z synkiem. Mąż się stawiał nie kupował jedzenia. Kupowałam za swoje lub jego siostra i gotowałam. Znowu średni co tydzień były konflikty, niespodziewanie poważnie zachorowałam, po 5 dniach bóli, trafiłam do szpitala. Choroba okazała się dość poważna, na czas pobytu w szpitalu mąż miał zajmować się synkiem, co się okazywało przez 2 dni zostawiał go z siostrą - która nie miała zielonego pojęcia o niemowlakach, szedł do biblioteki na cały dzień, pisał mi różne przykre wyzwiska, że symuluje, że choruje - chociaż to nie prawda. Nie przyprowadzali mi synka mieli 3 przystanki do szpitala, karmiłam go piersią i miałam zgodę lekarza, bo dostawałam leki, które na to pozwalały. 3 dnia zabrałam syna, usychałam z tęsknoty i poprosiłam swoją mamę, żeby się nim zajęła. M. rodzice manipulowali, jak się dowiedzieli, że chce go zabrać to mama M. próbowała mnie udobruchać, powiedziała, że za 3 godz. przyjadą. Ja dałam się na spokój wzięłam synka z moimi rodzicami na kilka godz. i mieli go zawieść do siostry M. Do momentu do póki nie ujrzałam, że synek ma siniaka na nosku. Pojechaliśmy po rzeczy synka, a rodzice M. siedzieli w mieszkaniu, wcale nie zamierzali mnie odwiedzić - mieli tydzień urlopu, rozmowa była spokojna na początku, potem zaczęli mnie obrażać, zabrałam rzeczy synka, moje pozostały. Mąż nie odbierał tel. wyłączył tel. Nie odwiedzał mnie przez półtorej tygodnia, moi rodzice przyjeżdżali z synkiem co dwa dni, bo tata pracował. Mąż napisał mi sms przeprosiny, miał 3 przystanki, nie przyjechał, nie odpowiedziałam na nie. Zaczęły się znowu obelgi - typu kur**, dziw** - Wiktor nie jest moim synem z względu na moje wcześniejsze związki, jak napisałam mu, że założę pozew o alimenty. Znowu się wyprowadziłam. Mimo to pogodziłam się z nim. Byłam prawie 3 tygodnie w szpitalu. Kupowałam wszystko synkowi - najpierw laktator elek. blisko za 400zł - bo kazano mi ściągać pokarm, po odkryciu choroby nerek, niedokrwistości i problemu z tarczycą. Wypisali mnie do domu z lekami za 500zł, zakazano mi karmienie i odciąganie pokarmu. Musiałam kupować synkowi mleko modyfikowane, pieluchy, ubranka, zabawki, słoiczki, ale ciężko już mi nie jestem w stanie podołać. Do końca września muszę zapłacić za studia. Przez 2 tygodnie brałam leki, mieszkamy w domu rodzinnym. I po tym czasie wracam do szpitala, przez ten czas mąż znalazł pracę - pracuje 1 tydzień - nie odwiedził nas w weekend, nie pyta o synka, kłóci się ze mną straszy rozwodem. Postanowiłam, założyć sprawę o alimenty oczywiście nie w celu mojego utrzymania tylko i wyłącznie na to aby koszty utrzymania syna były podzielone. Sama go wychowuję. Pragnę dodać, że mąż chodzi do kościoła i do spowiedzi nawet co tydzień po każdej kłótni, ale nadal robi to samo, nie odwiedza nas, nie interesuje go nasz syn ani ja. Twierdzi,że nas kocha - czy to jest miłość? Czy rzeczywiście wnieść pozew o alimenty? Nie wiem co mam robić? Dziękuję za wytrwałość w czytaniu. Proszę o pomoc.
Ostatnio zmieniony przez 2014-09-09, 00:33, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
krasnobar
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-26, 19:30   

narwil,w całej tej smutnej i zagmatwanej historii zabrakło mi jakiejś refleksji,potwierdzenia tego,że przemyślałaś,jakie błędy popełniliście,ale brak takich refleksji...poczęcie dziecka nazwałaś zaplanowanym czynem,chociaż narzeczony nie miał pracy,był na utrzymaniu rodziców,a oni sami byli przeciwni temu związkowi...nie wiem,ile macie lat,ale podejście do wszystkiego jest tak powierzchowne,że doprawdy nie wiem,od czego zacząć tu naprawę sytuacji....nie wiedzieliście,gdzie będziecie mieszkać,nie wiedzieliście,za co będziecie żyć-czy sądziliście,że Wasi rodzice będą Was utrzymywać?z jakiej racji?po to się zakłada rodzinę,by być samodzielnym,niezależnym.....oczywiście,że trzeba myślec o alimentach w tej sytuacji,ale zastanów się,czego Ty chcesz i jak wyobrażasz sobie swoje przyszłe życie.....w obcych i cudzych mieszkaniach,w dziwnych relacjach,w braku wsparcia,takiego elementarnego....
czy macie ślub sakramentalny?
to,co dzieje się w Twoim życiu,to konsekwencja Twoich między innymi decyzji,tak więc poza wnioskiem o alimenty,który powinnaś złożyć,także i Ty masz obowiązek jakiegoś usamodzielnienia się-nie można tak:spłodzę sobie dziecko,niech cała reszta otoczenia się martwi,rodzice,teściowie-oni wszyscy nie mają obowiązku zajmować się Wami,waszym dzieckiem,więc po pierwsze trzeba przestać tego oczekiwac,to podstawa....jesteście dorośli i jesteście rodzicami-wasze utrzymanie to wasza sprawa
1.usamodzielnienie się, 2. alimenty 3. plan na dalsze życie-na ustalenie sobie hierarchii wartości,co jest dla mnie ważne,jaka jestem,na czym polega dojrzalość,czego uczę własne dziecko....na tym polega dorosłość,czas chyba właśnie dorosnąć...tak mentalnie i duchowo.....masz moja modlitwę,pozdrawiam,Szymon
 
     
narwil
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-26, 20:19   

Rodzice M. nie byli przeciwni i nie są, ponieważ wiedzą, że naprawdę się kochamy, ale się kłócimy. Oni kłócili się przez 10lat a teraz są szczęśliwym małżeństwem. Tylko chcieli, że M. poczekał. Mam 25lat, mąż 29lat. Ja mam stałą pracę w prestiżowej firmie - obecnie jestem na urlopie macierzyńskim, pracuje tam od 3 lat. Sama się utrzymuję od 21 roku życia. Mąż szukał cały czas pracy, ale jego rodzice go nie motywowali, ponieważ ciągle mu dają te pieniądze. Mieliśmy mieszkać w domu podarowanym od moich rodziców. Ja nie dostaję od rodziców nawet grosza, pomagają mi przy opiece nad synem np. kiedy byłam w szpitalu. Rodzice nauczyli mnie samodzielności, byłam i jestem niezależna. Mam teraz nowotwór nerki muszę kupować drogie leki, utrzymać siebie i synka. Tak, mamy ślub kościelny, oboje jesteśmy wierzącymi osobami. Ja przez te konflikty z mężem i chorobę nie wiem co mam robić... Napisałam, że od momentu kiedy dowiedziałam się że jestem w ciąży, kupowałam niezbędne leki, badania, wyprawkę dla dziecka, kupuje mu wszystko, za swoje własne pieniądze, nikogo o nie nie prosiłam i nie proszę. Podejście mojego męża wygląda - w małżeństwie robi się dzieci, ale już się ich nie utrzymuje. Synka wychowuję sama, mama mi tylko pomagała jak byłam w szpitalu.
 
     
sylwia1975
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-26, 21:21   

WITAJ na to wyglada ze maz i oni od niego sa wzajemnie uzaleznieni i emocjonalnie i finansowo,maz skoro taki katolik to opuscil ojca swego by stac sie jednym z zona,pamietasz?,albo mamusi i tato albo rodzina,alimenty dobra sprawa dziecko mu w drzwi nie pukalo,nie poa=zwol na ponizanie matki tego dziecka,czyli siebie,mam taka mame od poczatku malozenstwa chcialam z wszystkimi zyc jak w bajce ,a tak sie nie dalo, wkoncu tak okropnie zaeskalowalo ze zerwalam z mama kontzkt na 3 lata,teraz go mamy ze soba ,alw ja w koncu nie daje sie zaszantazowac i stawiam granice-wszystkim.powodzenia
 
     
narwil
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-26, 23:28   

Sylwia chyba trafiłaś w sedno, rzeczywiście tak jest. M. posądza moich rodziców, że się wtrącają a to naprawdę nie prawda. W złych chwilach miedzy nami, oni się jednoczą czyli M., siostra i ich rodzice. Zapewne nasze relację są na tapecie. Jedzie z nimi na rekolekcje, nie do mnie - ok nie mam nic przeciwko, ale to zawsze ja wyciągam dłoń na zgodę. Nie ma żadnej przemiany ani po rekolekcjach ani po spowiedzi, ciągle jest to samo albo jeszcze gorzej. A ja się oddalam się od Boga - widząc takie postawy.

Odmawialiśmy nowenną do Matki Bożej rozwiązującej węzły, upominałam M. każdego dnia - dotrwał do 4 dnia, przez kolejny konflikt - ja do 6 dnia, a nowenna trwa 9 dni. Dzień wcześniej 5 dnia nowenny zeszłam do salonu po książeczkę z nowenną wchodząc na górę do pokoju - spojrzałam w kierunku drzwi dawnego pokoju mojego brata ujrzałam taką sytuację, tak jakby kiedyś mi się to przyśniło, ale nie byłam związana z mężem, że on i jego rodzice mówili, że będzie na pewno rozwód. Co może to oznaczać? Byłam przerażona, gdy usiadłam na łóżku myślałam, że serce mi wyskoczy. Odmówiłam nowennę, i tamtej nocy miałam straszliwy koszmar śniło mi się, że pewna zła kobieta zabiera mi różaniec z rąk - ten różaniec na którym się modlę. Co to może oznaczać? Jeszcze spotkała mnie jedna niemiła sytuacja moja babcia kilka dni po ślubie zło życzyła mi i mojej mamie, żeby zdechła pod płotem i różne przykre rzeczy. Wprowadzała liczne konflikty miedzy rodzicami, chciała mieszkać u nas w domu, bo oddała majątek innym synom, którzy ją wygnali - rodzicom nigdy nic nie dała, lecz okradała i wprowadzała zamęt. Czy ma to jakiś związek z moi kryzysie w małżeństwie? Na początku było dobrze, a teraz jest nieciekawie. Czy jest możliwość, że ktoś modląc się za kogoś może sprowadzić na niego złe rzeczy? (M. ciągle mówi, że jego rodzice i siostra się ciągle za mnie modlą). Np. Mąż tydzień dwa wcześniej przed tym jak trafiłam do szpitala sikał krwią, jego mama zapewniała mnie, że jest chory. Ja dotychczas byłam w pełni zdrowa, grypę miałam w czasach liceum, i nie chorowałam od tamtej pory. Ni stąd ni zowąd okazuje się, że mam chore nerki? A mąż jak mu lekarz powiedział jest zdrowy jak koń. Jak to jest możliwe? Przypomniała mi się też jedna sytuacja pierwszy raz jak się wyprowadzałam, poprosiłam mamę, żeby przyjechali do mnie, bo muszę się wyprowadzić. Mąż mnie wyganiał kilkakrotnie. Podczas powrotu nowy w pełni sprawny samochód 40km drogi od domu stanął na środku drogi podczas ulewy zagotował się silnik. Co to znaczy? Wiem, że są to jakieś znaki? Co powinnam zrobić? Jestem zdruzgotana... w tym czasie mama i siostra M. się prawdopodobnie modliły. Czy powinnam pójść do egzorcysty? Proszę o pomoc...

Jestem zagubiona, ponieważ kocham go, ale czuję się bezradna. Przedwczoraj zapytałam go, aby dał mi pieniądze na mleko dla synka, ponieważ nie mam już nawet grosza, a pieniądze będę miała dopiero pod koniec miesiąca. Dostał furii, że on będzie zdychał z głodu, że nie ma pieniędzy i nie śmie prosić rodziców. Zaczął bluzgać na moich rodziców, żeby oni kupili mu mleko. Później znowu sprzeczki,kazał mi składać pozew o alimenty rozwód oraz żebym znalazła sobie faceta, który będzie zaspokajał mnie finansowo. On nie łoży na moje utrzymanie, nie chodzi ze mną do kina, na kawę, spacery tak jak to było kiedyś - teraz nie mam nic z tych rzeczy. Chodził tylko do biblioteki, nie zajmował się synem jak mieszkaliśmy razem, zakładał stopery, albo słuchał mp3. Poinformowałam go, że pozew o alimenty jestem zmuszona złożyć, ponieważ on nie chce w żaden sposób utrzymywać syna, a ja sama nie jestem w stanie. On natomiast straszy mnie rozwodem. Każe mi się nie odzywać, i żebym go nie nękała - jak on to określił, jednocześnie blokuję mnie na telefonie i mail. Nie odzywam się do niego od wczoraj. On również milczy. Co robić?
 
     
krasnobar
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-27, 01:19   

narwil,jeśli mąż w tej chwili nie ma pracy,to proszenie go o pieniądze na mleko-do czego ma doprowadzić?no chyba tylko do żebrania u jego rodziców...i tak będziesz prosić a to na mleko,a to na pieluszki....nie ma co też obwiniać teściów,że nie motywują starego konia do roboty,bo dają mu pieniądze....ten stary koń ma prawie 30 lat i chyba już przynajmniej od 12 powinien rozumieć,że w pewnym momencie trzeba wziąć się za własne utrzymanie...z pewnością wychowanie takie a nie inne spowodowało,że dorosły facet jest mentalnym dzieckiem,nieodpowiedzialnym itd....dlatego dziwię się,że Ty,jako niezależna od wielu lat osoba,nie zwrociłaś uwagi na ten fakt,kiedy byliście narzeczeństwem,że nie zapaliła się czerwona lampka i że świadomie,celowo spłodziliście potomka....nie piszę tego,by płakać nad rozlanym mlekiem,tylko by zwrócić na to TWOJĄ uwagę,że nadal nie masz na ten temat refleksji....jakby dawał na mleko,chodził na spacery z Tobą i do kina,to już będzie dobrze?co zrobicie,jak pojawi się drugie dziecko?
byc może wniosek o alimenty będzie pierwszym prawdziwym młotem,który zmusi męża do wzięcia się do roboty......jeśli straszy Cię rozwodem,cóż za wartość mają jego spowiedzi,msze i modlitwy?musisz się zastanowić,bez czego możesz żyć-z alimentami,ale bez męża przy boku-bo może spełnić swoje groźby,czy tkwiąc w takim marazmie i utrzymywać sama siebie i dziecko i de facto i tak nie mieć tego męża z prawdziwego zdarzenia.....
sama też jesteś zagubiona i zanim nie uporządkujesz własnych emocji i tej hierarchii,o której wspomniałem,będzie Ci cieżko cokolwiek zrobić....sen mara, Bóg wiara-wiara w sny to zabobon i jest przeciwna Bogu(nie miej cudzych bogów przede mną)... i na koniec gorzka refleksja.....Narwil-proszę,nie doszukuj się opętania i działania jakichś złych mocy tam,gdzie od samego poczatku zawinił tylko i jedynie człowiek,ludzie.....
jeśli od poczatku mąż-jak narzeczony był na utrzymaniu rodziców,to czy Bóg nie dał Ci znaku,żebyś się zastanowiła nad swoją decyzją?czy 10 przykazań, w tym nie cudzołóż,co dotyczy także seksu przedmałżeńskiego-nie jest jakąś wskazówką,jak należy postępować?nie jest to znak?dostawałaś sygnały z otoczenia,że mąż jest jakiś dziwny i doradzali rozstanie-czemu wtedy nie odczytałaś tego jako znak?
to były Twoje decyzje,nie pomoże nic,jak będziesz teraz kolejno spychac odpowiedzialność na jego rodziców,na babcię,która Wam złorzeczyła, na koszmary senne.....

piszesz,ze jego rodzice nie mieli nic przeciwko temu. a te słowa co oznaczają?

narwil napisał/a:
. Jego mam bruździła kazała mu czekać, w żaden sposób nie chciała się zgodzić, M. chciał cichy ślub do momentu do póki M. nie wpadł na pomysł, abym zaszła w ciąży, że jego rodzice się zgodzą.


wychodzi na to,że matka M,którą obwiniasz za wszystko złe,była najmądrzjesza tu w tym wszystkim i wcale nie chciała dla Was źle.....zrobiliście po swojemu,czemu za zaistniała sytuację obwiniasz jego rodziców?

to w końcu na co mieli się zgodzić rodzice?na wyjście dziecka na podwórko?bo na małżenstwo chyba nie musieli,skoro syn dorosły....a zatem mieli coś przeciwko,nie witali Was po ślubie z transparentami powitalnymi, prawda?

musisz stanąć twarzą w twarz z faktami.....oboje "zabawiliście się" w rodzinę,bez myślenia o przyszłości o konsekwencjach........

pamiętaj więc,że i TERAZ również każda Twoja decyzja przyniesie konsekwencje,dlatego pisałem o przeszłości.....ucz sie na błędach!!!na własnych błędach i zacznij myśleć o tym,jakie konsekwencje przynosi każda decyzja....

w przeciwnym razie,za każdym razem będziesz tu przychodziła na forum i pytała,co robić?i forumowicze mają Ci mówić,obcy ludzie,co masz robić?czy masz prosić na mleko,czy masz nie prosić....ocknij się,to Twoje życie i Ty nim rządzisz w dużym stopniu,Ty o swoim życiu decydujesz....

chcesz,by mąż otrzymywał własne dziecko-złóż wniosek o alimenty.....
jesli nie da się dogadac z nim normalnie i po ludzku,jesli nie ma w sobie na tyle przyzwoitości,by wziąć się za robotę i być ojcem,to nie ma innej rady....
piszesz,że dla niego bycie ojcem,to tylko spłodzenie potomka,a utrzymanie dziecka już nie.....pamiętaj tylko o jednym,to Ty wybrałaś go na ojca swojego dziecka........
 
     
sylwia1975
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-27, 08:24   

zgadzam sie tez z autorem watku u gory..........rozsadny kjak na kawalera :mrgreen: z tego co pisze,gratuluje duzo p.wie na temat malozenstwa i odpowiedzialnosci,nad rozlanym mlekem zeczywiscie nie ma juz co dramatyzowac...........lepiej uczyc sie z tego pod tyttulem co moge zmienic a co nie. :lol:
 
     
narwil
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-27, 12:42   

Mąż ma pracę od 2 tygodni, ale nie mam pewności czy jej nie rzucił. Jak to robił wcześniej, z uwagi na to, że ma pieniądze od rodziców. Oni mu dają kolejna jak mu się skończą. Natomiast w najbliższym otoczeniu kłamią i mówią, że ich dzieci pracują, mieszkają samodzielne itp. ponieważ się tego wstydzą, że tak ich wychowali. Nie chcę, żeby mój syn był takim lekkoduchem. Biorę za niego odpowiedzialność, żeby wychować go na jak najlepszego człowieka moralnie i duchowo. Niestety pewne chore wzorce przenosi się z domu na swoją rodzinę. Zwróciłam uwagę na ten fakt, ale go kocham - obiecywał i szukał niby pracy, jego rodzice również zapewniali, że znajdzie pracę. Wierzyłam mu, nie jestem materialistką. Moi rodzice nie mili nic, a dzięki swojej pracy, miłości i wierności dorobili się dużego majątku. Mój brat ma 23 lata pracuję od 16 roku życia do tego studiuję, ma żonę,dziecko i ich utrzymuje -szwagierka nie pracuje, zajmuje się dzieckiem. Świetnie sobie radzi. Rodzice dobrze nas wychowali, nie kazali patrzeć na względy materialne, tylko kierować się sercem, bo dzięki miłości można uczynić wszystko i daleko zajść.

Nie będzie już drugiego dziecka, mąż przed i zanim synek się urodził pragnął mieć 3 lub 4 dzieci. Niestety to były kłamstwa. Po praktycznie każdej kłótni wyciągam dłoń, natomiast on mnie obraża, przeklina na mnie i moich rodziców, że go nękam, szukając porozumienia.


Postanowiłam wystąpić z wnioskiem o rozwód w najbliższych dniach i wychowywać syna samodzielnie.
Popadłam już w depresję, muszę uwolnić się od tych chorych relacji, dla siebie i synka.
 
     
aguś83
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-27, 13:25   

Kiedyś wyczytałam na tym forum bardzo mądrą myśl, której wcale wtedy nie zrozumiałam ale utkwiła - Daj czasowi czas... Spokojnie, nie podejmuj pochopnych wniosków. Na tym forum jesteśmy jak najdalej od postępowania rozwodowego, a przepraszam nie chcę być nie miła, ale czytając wygląda na to, że synka i tak wychowujesz sama...

Uderza mnie bardzo w Twoim wątku to postępowanie rodziny M. Katolicy, rekolekcje rodzinne, msze a działanie jakoś zupełnie nie odzwierciedlające nauki Kościoła. Kłamstwa w celu pokazania światu jak to ich rodzina nie jest wspaniała? Dziwne relacje...

Jeśli na razie mąż się nie odzywa, to daj sobie czas, odpocznij, przemyśl. Musisz mieć na uwadze swoje i synka zdrowie. Nie zakładaj od razu jak wychowasz syna (aby nie był lekkoduchem), ale poczuj się po prostu na trochę sobą i czerp uciechę z macierzyństwa,staraj się wyciszyć a nie podejmować decyzje i wprowadzać szybko w życie bo jak sama widzisz jesteśmy za każdy krok naszych działań odpowiedzialni całe życie.
 
     
narwil
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-28, 06:33   

Rzeczywiście rodzice M. i M. i jego siostra tworzą taki zamknięty krąg, relację są tam popaprane, przyjmują te prawdy, które im pasują. Wspaniali na pierwszym spotkaniu, każde kolejne jest coraz gorsze.

Odezwał się wczoraj, że czemu do niego dzwonię, ja mu odparłam, że sprawdzałam, czy mnie zablokował i rzeczywiście tak było po czym kiedy wracam do szpitala, zapytałam skąd takie nagłe zainteresowanie... Niestety od miesiąca nie pyta o syna, nie odwiedza go. Sądzę, że tylko dlatego, że został nastraszony przez rodziców, że rzeczywiście złoże wniosek o alimenty i ten balast spadnie na nich. Nie wydaje się, aby sam z siebie się odezwał - jednocześnie zablokował (dodał na czarną listę) adresy dwóch moich maili. Byłam również u prawnika i odradził mi pomysł z rozwodem, jak powiedziałam, że mąż może o pozew rozwodowy wystąpić jako reakcja na pozew o alimenty - prawnik stwierdził, że M. takiego rozwodu nie uzyska. Ponieważ wszystkie fakty przemawiają za tym, iż M. jest w głównej mierzę sprawcą obecnej sytuacji.
 
     
narwil
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-30, 22:30   

Maz na informacje o alimentach, zdenerwowal sie. Byl dzis na modlitwach. Straszyl mnie uniewaznieniem slubu twierdzi, ze zostal do niego emocjonalnie przymuszony i ze mnie nigdy nie kochal. Czy rzeczywiscie moze uniewaznic slub?
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-31, 08:46   

narwil napisał/a:
Czy rzeczywiscie moze uniewaznic slub?

Przede wszystkim nie "unieważnić" tylko "stwierdzić nieważność". W Kościele nie da się unieważnić zawartego ważnie małżeństwa. Jest możliwe natomiast - po bardzo długim procesie - stwierdzenie, że choć po ludzku patrząc małżeństwo zostało zawarte, to w oczach Boga tych dwoje małżonkami nie są, małżeństwo zostało zawarte nieważnie.
Czy faktycznie są do tego przesłanki, najlepiej zorientować się na rozmowie w kurii, ale po mojemu na razie wyciągacie na siebie coraz większe armaty na postrach, Ty mu alimenty, to on Ciebie nieważnością.
Spokojnie, już wyżej ktoś napisał: daj czasowi czas.
 
     
narwil
[Usunięty]

Wysłany: 2014-09-19, 20:04   

Mam pytanie, mój mąż chodzi do Pani psycholog do szpitala Wolskiego, która na każdej sesji, omawia temat naszego małżeństwa, bez ze mnie, kładzie do głowy mężowi, żeby się rozwiódł. Ta kobieta nie ma zasad moralnych, nie ma swojej rodziny. Czy moge coś z tym zrobić? Czy pozostawić losowi?
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-09-19, 20:44   

Narwil

Kto ci mówił, że psycholog namawia męża do rozwodu? Twój mąż pewnie.
To dla Ciebie w tej kryzysowej sytuacji wiarygodne źródło?
Nie sądzę aby psycholog namawiał do rozwodu bo po co miałby brać odpowiedzialność za taka decyzje ?
Oczywiście są wyjątki, gdy kobieta doznaje przemocy to pewnie psycholog powinien namawiać i wspierać w decyzji o separacji.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 10