Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Malzenstwo z rozsadku/niedojrzalosc emocjonalna
Autor Wiadomość
Pavel
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-23, 09:38   

zenia1780 napisał/a:
Paweł, masz rację trzeba wskazywać, nakierowywać, rozmawiać, ale jednocześnie przyglądać się reakcjom drugiej strony. Jeśli jest jakiś opór, nawet tylko bierny, polegający na samym nic nierobieniu, lub wręcz zamykaniu się, to trzeba przestać to robić. Czyli po prostu zmienić brzydko mówiąc "taktykę" ( i nie mylić tego z manipulacją). Trzeba po prostu zacząć kochać druga stronę w sposób czytelny dla niej (o czym już nie raz pisałam, dlatego ta książka jest ważna), czasami stawiając granice (warto się zapoznać z tym czym one tak naprawdę są, na czym polegają i jak je stawiać, tu polecam "Granice w relacjach małżeńskich" http://www.vocatio.com.pl...&product_id=292 )
i być przy tym wszystkim szczerym w tym co się mówi i robi. Okazując dobrą i zdrową miłość drugiej stronie również możemy ją czegoś nauczyć. Przykład jest najlepszym nauczycielem.

Mówisz, że szukasz rad i pomocy. Przesłuchałeś konferencji o perle o. Szustaka, tam są konkretne rady i wskazówki. Zamówiłeś płytę? Tam tez są konkretne rady i wskazówki na rozplątywanie rożnych trudnych relacji. Wszystko w oparciu o Biblię. W Słowie Bożym są odpowiedzi na wszystkie pytania, czy szukasz tam?
Choćby z dzisiejszej Jutrzni:


Niech nie wychodzi z waszych ust żadna mowa szkodliwa, lecz tylko budująca, zależnie od potrzeby, by wyświadczała dobro słuchającym. I nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym zostaliście opieczętowani na dzień odkupienia. Niech zniknie spośród was wszelka gorycz, uniesienie, gniew, wrzaskliwość, znieważanie - wraz z wszelką złością. Bądźcie dla siebie nawzajem dobrzy i miłosierni. Przebaczajcie sobie, tak jak i Bóg wam przebaczył w Chrystusie.
Ef 4, 29-32


Czy zastanowiłeś nad tym czy twoja mowa buduje żonę, wyświadcz jej dobro, sprawia, ze czuje się ważna, kochana i przyjęta przez Ciebie, czy tylko wskazuje i uwypukla jej słabe strony i każe się z nimi rozprawić? Budujesz zonę słowem, gestem, czynem? Czy w swojej miłości jesteś miłosierny dla słabości i nieumiejętności żony?


Przyznaje to niechętnie, ale duzo w tym racji i madrosci. Faktycznie, mimo ze mowilem do zony spokojnie, forma byla daleka od idealu. Sprobuje wiec "zmienic taktyke", zobaczymy co przyniesie czas, zajmę sie soba, dziecmi. Mam nadzieje, ze te ksiazki sa dostepne jako audiobooki, bo na czytanie mam niewiele czasu...
 
 
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-23, 09:41   

Pavel napisał/a:
Mam nadzieje, ze te ksiazki sa dostepne jako audiobooki, bo na czytanie mam niewiele czasu...


Biblia na pewno ;-) :-P
 
 
Pavel
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-23, 10:51   

zenia1780 napisał/a:
Pavel napisał/a:
Mam nadzieje, ze te ksiazki sa dostepne jako audiobooki, bo na czytanie mam niewiele czasu...


Biblia na pewno ;-) :-P


Biblie mam milkukrotnie w calosci przeczytana, oczywiscie bede do niej wracal, bo jak pokazuje moje zycie, wielu rzeczy z niej nie załapałem, do wielu nie dojrzałem
 
 
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-23, 11:21   

Pavel napisał/a:

Biblie mam milkukrotnie w calosci przeczytana, oczywiscie bede do niej wracal, bo jak pokazuje moje zycie, wielu rzeczy z niej nie załapałem, do wielu nie dojrzałem


Bo Biblii nie czyta się "wrażeniowo", jak każda inna książkę, ale jak dialog Boga z Twoją duszą, gdzie Izrael lub jakiś człowiek, to zawsze Twoja dusza...

Szustak to dobrze wyjaśnia tutaj

http://swiatlopana.com/58...zytaniu-biblii/

:mrgreen:
 
 
Pavel
[Usunięty]

  Wysłany: 2015-10-23, 12:03   

zenia1780 napisał/a:
Pavel napisał/a:

Biblie mam milkukrotnie w calosci przeczytana, oczywiscie bede do niej wracal, bo jak pokazuje moje zycie, wielu rzeczy z niej nie załapałem, do wielu nie dojrzałem


Bo Biblii nie czyta się "wrażeniowo", jak każda inna książkę, ale jak dialog Boga z Twoją duszą, gdzie Izrael lub jakiś człowiek, to zawsze Twoja dusza...

Szustak to dobrze wyjaśnia tutaj

http://swiatlopana.com/58...zytaniu-biblii/

:mrgreen:


Az tak ciemna masa nie jestem ;) te całościowe czytanie służyło bardziej zapoznaniu sie nizli nauce treści. Pozniej czytalem wybrane fragmenty. Aczkolwiek dziekuje za link, chetnie przeczytam/posłucham
 
 
1803
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-23, 14:19   

Pavel, jeśli Twoja żona jest DDA to ona nie wie co znaczy kochać, nie wie czym to się objawia i nie potrafi nazwać swoich uczuć.
Ona może po prostu nie wiedzieć, że Cię kocha - może kochać i o tym nie wiedzieć.
Bierz to pod uwagę.
Jak i to, że nie każdy DDA jest taki sam. Wyodrębnia się chyba cztery grupy Dorosłych Dzieci, ona może należeć do innej niż Ty. Dlatego myślę, że niesprawiedliwie po niej pojechałeś w pierwszym poście pisząc to
Cytat:
Zaczynam myslec, ze ja przecenialem, myslac ze ma sporo w glowie.
 
 
Pavel
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-23, 16:47   

1803 napisał/a:
Pavel, jeśli Twoja żona jest DDA to ona nie wie co znaczy kochać, nie wie czym to się objawia i nie potrafi nazwać swoich uczuć.
Ona może po prostu nie wiedzieć, że Cię kocha - może kochać i o tym nie wiedzieć.
Bierz to pod uwagę.
Jak i to, że nie każdy DDA jest taki sam. Wyodrębnia się chyba cztery grupy Dorosłych Dzieci, ona może należeć do innej niż Ty. Dlatego myślę, że niesprawiedliwie po niej pojechałeś w pierwszym poście pisząc to
Cytat:
Zaczynam myslec, ze ja przecenialem, myslac ze ma sporo w glowie.


Chodzilo mi o chec nauki o związkach, przyczynach tego co miedzy nami zaszło. Przemawiała przeze mnie zlosc, ze ona nie wykazuje determinacji. Widocznie nie czuje takiej potrzeby aktualnie, aczkolwiek wiem, ze cos czyta. Masz absolutna racje - gniew, gorycz, zal i bol to nienajlepsi doradcy - bylem niesprawiedliwy i zaślepiony własnymi chęciami, brakiem cierpliwosci.
Swoja droga tak jak pisalem, teraz pasuje na jakis czas, ale co bys doradził/a na przyszlosc jesli chodzi o DDA i moja zone? Masz na ten temat wiedzę, lub wiesz gdzie pownienem szukac? Nie bede zonie nic wciskać na sile, ale dobrze wiedziec co, jak i dlaczego gdy wykaze (sama) taka wole
 
 
1803
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-23, 18:43   

Nie znam się na tym od strony fachowej:)
Mi odkrycie, że jestem DDR zajęło 10 lat. Kolejne 2 lata trawiłam to odkrycie i nie było łatwe.
Jeśli Twoja żona zdaje sobie sprawę z tego, że jest DDA to może właśnie potrzebuje czasu żeby to sobie poukładać, zdecydować co dalej zrobić z tą wiedzą. Myślę, że jeśli tego potrzebuje to powinieneś dać jej ten czas. Mojego rozwoju nic i nikt nie był w stanie przyspieszyć. Pamiętaj, że jest to dla niej nowość a DDA zwykle boją się nowości, boją się ryzyka i boją się zmian:)

Sam jesteś DDA, nie masz okazji skorzystać z fachowej pomocy więc proponuję Ci czytanie. Kup kilka dobrych książek (KUP - żeby leżały w domu), czytaj, powiedz żonie co kupujesz, dlaczego kupujesz (!dla siebie!), czytaj ciekawsze przykłady, opowiadaj co odkrywczego się dowiedziałeś, co Cię zaskoczyło, z czym się identyfikujesz, opowiadaj jej o Twoim dzieciństwie i zachęcaj by ona mówiła o swoim, zastanawiaj się głośno nad może nie od razu terapią ale na początek konsultacją, sprawdzeniem czy to faktycznie dotyczy Ciebie. Powiedz jej, że ten problem dotyczy również jej ale na nic nie naciskaj, ona sama musi się tym zainteresować i czuć, że ma w Tobie wsparcie, że jej nie wyśmiejesz, nie uważasz za jakąś gorszą, wybrakowaną i jesteś otwarty na pomoc, jesteś gotowy przejść z nią tą drogę.
Druga sprawa to jak pisała hubcia
Cytat:
Wobraź sobie dwóch rannych po bitwie, jak mają sobie pomóc - skoro sami leżą na pobojowisku?

ślepy ślepego daleko nie zaprowadzi.
Potrzebujecie wsparcia z zewnątrz. Nie chcesz terapii/nie stać Cię na nią to spróbuj chociaż jakichś konsultacji żeby ktoś Ci/Wam pokazał drogę. Może połącz to z urlopem, dogadaj się z kimś na konkretny termin, weźcie dwa dni wolnego i zróbcie sobie fajne ferie zimowe połączone z godzinką/dwoma konsultacji. Może to Was zachęci do podjęcia terapii a przynajmniej pokaże Wam drogę.
Jedno jest pewne, będzie Ci strasznie ciężko, będziesz miał ochotę rzucić to wszystko w cholerę i żyć sobie dalej tak jak żyłeś do tej pory byle już się tak nie męczyć z naprawianiem czegokolwiek.
Nie możesz się poddać:)
Nawet jeśli nie uda Ci się w to wciągnąć żony to dla siebie i dzieci musisz nad sobą popracować:)
Nie wiem czy to co Ci proponuję to dobry pomysł ale ja bym tak zrobiła.

W doraźnej próbie naprawy relacji powinna Ci pomóc książka "Pięć języków miłości" Chapmana już tutaj proponowana. Zamów ją jeszcze dzisiaj - to będą bardzo dobrze wydane pieniądze :-D
Na końcu książki jest ankieta, wypełnij ją i poproś żonę by wypełniła. Dzięki niej będziesz wiedział co sprawia, że Twoja żona czuje się kochana, z treści dowiesz się jak jej to coś dać:)
 
 
Pavel
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-24, 00:40   

Kolejny dzien niesie kolejne "schody", chociaz to juz prawdziwa gora przede mna stanela. Ale tym razem nie bedzie o mnie, o moich uczuciach i pragnieniach. To teraz nieistotne. DDA na pewno, niedojrzalosc emocjonalna przynajmniej z bardzo wysokim prawdopodobienstwem. Nie jej wina. Ona jest ofiara. Dzis sie dowiedzialem, ze to nie jedyne zle doswiadczenie z dziecinstwa/mlodosci. Nie znam szczegolow, zona nie chce ich nikomu zdradzac, ale podejrzewam, ze chodzi o molestowanie seksualne. Nie zaprzeczyla, gdy wysnulem takie przypuszczenie, jej zachowanie i szczatki slow zdaja sie to potwierdzac. Pytanie teraz - czy wciaz nie pownienem dzialac? A jesli dzialac to w jaki sposob? Powiedziala, ze tylko bratu moglaby o tym powiedziec (co oznacza, ze jesli komukolwiek i kiedykolwiek, to tylko jemu). Prosze o rade, co mam z tym zrobic? Zonie tym bardziej odpuszcze wszelakie rozmowy o naszym malzenstwie, teraz ono moze poczekac, zwlaszcza ze sie nie klocimy, dzieci nie ucierpia. Ale jej jest potrzebna pomoc. Od lat nosi w sobie bol, uraze, potezny ciezar. Nie dziwne, ze nie potrafi przebaczac. Przeciez nie moge jej samej z tym zostawic. Moja przemiana to jedno. Ale w sytuacji, gdy nie chce mego wsparcia, ktos powinien jej go udzielic. Najlepiej fachowego wsparcia. Co ja mam z tym zrobic??? Jaki ja jestem glupi...glupi i bezradny
 
 
Pavel
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-24, 00:55   

1803 napisał/a:
Jeśli Twoja żona zdaje sobie sprawę z tego, że jest DDA to może właśnie potrzebuje czasu żeby to sobie poukładać, zdecydować co dalej zrobić z tą wiedzą.


Nie zdaje sobie sprawy nawet z faktu, ze istnieje taki termin jak DDA.

1803 napisał/a:
Sam jesteś DDA


Pewnie cos pominalem, ale z tego co czytalem, moje objawy wynikajace z dorastania w mojej rodziny to: brak pewnosci siebie i swoich mozliwosci (chociaz mam poczucie wlasnej wartosci, chodzi mi o stosunek tego przekonania w porownaniu do potencjalu), strach przed rozpadem rodziny (ale to chyba rowniez normalne). Generalnie, poza tym, ze za malo wierze w siebie (co nie oznacza, ze nie wierze. Nie mam zadnych kompleksow), po tym wszystkim co przeszedlem w zyciu, wydaje mi sie, ze nie ma to wiekszego wplywu na moje dorosle zycie. Kocham i akceptuje zarowno siebie, jak zone dzieci.

1803 napisał/a:
Nie chcesz terapii/nie stać Cię na nią to spróbuj chociaż jakichś konsultacji żeby ktoś Ci/Wam pokazał drogę. Może połącz to z urlopem, dogadaj się z kimś na konkretny termin, weźcie dwa dni wolnego i zróbcie sobie fajne ferie zimowe połączone z godzinką/dwoma konsultacji. Może to Was zachęci do podjęcia terapii a przynajmniej pokaże Wam drogę.


Ja chce terapii. Zarowno indywidualnej, jak i malzenskiej. Swoja droga, jak wygladaja takowe terapie???
P.s. jak widac w poscie powyzej, moja wiedza o zonie, poszerzyla sie o nowe wiadomosci - bardzo zle
 
 
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-24, 06:42   

1803 napisał/a:

Sam jesteś DDA


Pavel napisał/a:
Pewnie cos pominalem, ale z tego co czytalem, moje objawy wynikajace z dorastania w mojej rodziny to: brak pewnosci siebie i swoich mozliwosci (chociaz mam poczucie wlasnej wartosci, chodzi mi o stosunek tego przekonania w porownaniu do potencjalu), strach przed rozpadem rodziny (ale to chyba rowniez normalne). Generalnie, poza tym, ze za malo wierze w siebie (co nie oznacza, ze nie wierze. Nie mam zadnych kompleksow), po tym wszystkim co przeszedlem w zyciu, wydaje mi sie, ze nie ma to wiekszego wplywu na moje dorosle zycie. Kocham i akceptuje zarowno siebie, jak zone dzieci.

Pavel, już zapomniałeś o tendencjach do nałogowych zachowań? :-?

Pavel napisał/a:
Ale w sytuacji, gdy nie chce mego wsparcia, ktos powinien jej go udzielic. Najlepiej fachowego wsparcia. Co ja mam z tym zrobic??? Jaki ja jestem glupi...glupi i bezradny

Nawet zakładając, że Twoja żona zdaje sobie sprawę z problemu, jest w niej ogromny lęk przed mówieniem o tym, i jeszcze większy lęk przed zmianą. Nie przeskoczysz tego. Nie jesteś w stanie przełożyć wajchy w jej sercu i duszy.
Możesz za to kochać ją tak jak ona chce być kochana, oraz modlić się o to, aby Pan Bóg stawiał jej na drodze pomocnych ludzi. I za siebie możesz się modlić - abyś umiał kochać żonę i rozeznawać co jest dla Waszej rodziny najlepsze na ten moment.

I możesz wreszcie zająć się sobą. Żona ma swój problem, ale Ty masz też swój potężny problem do przerobienia (choć na ten moment bardzo starannie go omijasz - znane? ;-) ).
 
 
Pavel
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-24, 10:12   

Nirwanna napisał/a:
Pavel, już zapomniałeś o tendencjach do nałogowych zachowań?


Zapomnialem to dopisac, chociaz im dluzej o tym mysle, tym bardziej bardziej trafia do mnie, ze zwyczajnie to byla moja ucieczka przed stresem, odtracaniem. Dodatkowo, mam tendencje do bardzo duzego angazowania sie w to co robie - albo cos robiena maxa, albo nie robie wcale. Oczywiscie zdaje sobie sprawe, ze to moze wynikac wlasnie z dziecinstwa, moze jednak, zakladajac, ze teoria Greya jest prawdziwa - zaszywalem sie gleboko w swojej jaskini. Podjerzewam, ze wlasna terapia moglaby naprowadzic mnie na odpowiedz.

Nirwanna napisał/a:
Nawet zakładając, że Twoja żona zdaje sobie sprawę z problemu, jest w niej ogromny lęk przed mówieniem o tym, i jeszcze większy lęk przed zmianą. Nie przeskoczysz tego. Nie jesteś w stanie przełożyć wajchy w jej sercu i duszy.


Wiem. I ta bezradnosc mnie rozbija. Jednoczesnie, mimo jej ogromnej sily (przeciez mierzy sie z tym od lat), nie mozna jej zostawic samej sobie.

Nirwanna napisał/a:
Możesz za to kochać ją tak jak ona chce być kochana, oraz modlić się o to, aby Pan Bóg stawiał jej na drodze pomocnych ludzi. I za siebie możesz się modlić - abyś umiał kochać żonę i rozeznawać co jest dla Waszej rodziny najlepsze na ten moment.


W chwili obecnej, ona mnie traktuje jak wroga. Mowi ze chcialaby aby jej uczucia byly inne, ale nawet gdy stara sie nastroic pozytywnie, nie potrafi. Ciezkim okresem miedzy nami, swoimi bledami i zaniedbaniami doprowadzilem do tego, ze cos w niej peklo. Tak, jakbym uwolnil zlego dzina z butelki. Moge, i bede sie modlil, za siebie rowniez, bo to co napisalas w drugiej czesci zdania to 100% prawdy - nie potrafie rozeznac co jest najlepsze dla niej na ten moment. O pomocnych ludzi moge sie modlic, ale wiem, ze wszyscy poza mna w jej otoczeniu, umywaja rece, badz sa (przepraszam, to nie pycha ale realna ocena) zbyt ograniczeni aby madrze doradzic. Nie oznacza to, ze ja tylko madrze doradzam, bo brak mi wlasciwego rozeznania, cierpliwosci. Ale ja CHCE jej pomoc.
Ale teraz musze odpuscic. Zajac sie soba, dziecmi. Swoja droga - jak okazywac jej swa milosc i oddanie, jednoczesnie bedac nie za blisko niej?

Nirwanna napisał/a:
I możesz wreszcie zająć się sobą. Żona ma swój problem, ale Ty masz też swój potężny problem do przerobienia (choć na ten moment bardzo starannie go omijasz - znane? ).


Zajmuje juz sie soba, nie omijam problemu, chce sie z tym zmierzyc, chociaz mozliwe jest, ze moze nie zdaje sobie wystarczajaco sprawy z jego powagi. Ja po prostu nie potrafie zajac sie soba, widzac, ze obok ktos, kogo kocham potrzebuje pomocy duzo bardziej niz ja. I nie uwazam, ze to jest jej problem. Bo kazdy jej problem jest tez moim. Uwazasz, ze pownienem zostawic ja samej sobie? Jednoczesnie jak dlugo wytrzymam ja, i co wazniejsze, jak dlugo wytrzyma zona w domu w ktorym bedzie tyle chlodu?
Czuje potrzebe autonaprawy, chetnie poszedlbym na terapie, bo jestem swiadomy, ze moglaby tylko pomoc. Aktywnie pracuje nad soba, chociaz wciaz miewam chwile slabosci, nie da sie naprawic siebie jak za dotknieciem czarodziejskiej rozdzki. Wiem, ile mam wad, jakie to sa wady i ze da sie nad nimi pracowac. Na chwile obecna, tak jak juz pisalem, zajme sie dziecmi, soba i modlitwa. Oraz szukaniem fachowej pomocy i porad jak to "ugryzc" za jakis czas. Bez wtajemniczania w to zony, bo skoro ona nie czuje potrzeby, przekonywanie jej mialoby efekty odwrotne do zamierzonych.
 
 
1803
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-24, 15:05   

Pavel, jakie książki o DDA przeczytałeś i kiedy idziesz do terapeuty?
 
 
Pavel
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-24, 18:53   

1803 napisał/a:
Pavel, jakie książki o DDA przeczytałeś i kiedy idziesz do terapeuty?


Zadnych nie czytalem, dopiero przedwczoraj zdalem sobie sprawe, ze cos takiego jak DDA istnieje. Oczywiscie wiedzialem, ze wychowywanie sie w takich rodzinach moze niesc problemy, nie wiedzialem tylko, ze az tak powazne. Tak jak pisalem, moze sobie z jakichs defektow nie zdaje sprawy, ale osobiscie nie odczuwalem zadnego wplywu na moje emocje, stan psychiczny. bo innego typu szkody na pewno mi przyniosly. Na przyklad jestem nadpobudliwy, chociaz od ponad 18 lat pracuje nad tym, i ciezko wyprowadzic mnie z rownowagi, bardzo ciezko. Do pietnastego roku zycia, bilem sie niemal codziennie, w koncu pobilem sie z jednym z lepszych kolegow o jakas bzdure, gdyby jakis dorosly mnie z niego nie sciagnal, moglo sie roznie skonczyc. Wtedy sie ocknalem, i zaczalem owocna prace nad soba.
Tak naprawde, poza jakims brakiem wiary w siebie (ale tez nie jest jak pisalem jakis wielki problem, po prostu zmarnowalem duzy potencjal ktory we mnie byl, skonczylem jako kierowca ciezarowki, za mlodu bym nie uwierzyl, ze tak marnie wyladuje zawodowo. Wojny w domu, ataki choroby dwubiegunowej Taty w kluczowych momentach mego zycia, ale nade wszystko brak konsekwencji i lenistwo doprowadzily mnie gdzie jestem. Ale nie boleje nad tym az tak strasznie, od dziecka moim najwazniejszym celem byla szczesliwa rodzina i dzieci), jedyne co po przeczytaniu tu na forum o konsekwencjach w zyciu DDA, to nieco paniczna reakcja na to, ze zona moglaby mnie zostawic. Ale czy to takie wyjatkowe? Zycie, plany, marzenia leglyby w gruzach. Sila rzeczy, stalbym sie w efekcie weekendowym ojcem, co rowniez mnie przeraza, bo stracilbym zyciowy cel. Tyle, ze nie widze, ze to musi miec cos wspolnego z DDA. Taki strach to chyba normalna reakcja kochajacego meza i ojca.
Jest jakas literatura, ktora moglbys polecic? Bo poczytac nie zawadzi, chociaz lista lektur i tak jest pokazna. Terapeuty raczej na miejscu nie znajde, mieszkam w uk, to powoduje, ze sa spore schody, ale bede sie rozgladal tak czy owak. Bo moze cos jednak jest, a gdyby bylo, w miare gdybym mial mozliwosci, z checia skorzystam. W sumie dla siebie moglbym poszukac angielskiego specjalisty, mowie w sumie plynnie. Tyle ze ciekawe czysa jacys darmowi lub tani. Bo budzet mam mocno napiety.
Ostatnio zmieniony przez 2015-10-24, 19:04, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 10