Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Trudne małżeństwo od początku...
Autor Wiadomość
Kassia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-19, 10:15   Trudne małżeństwo od początku...

Przeczytałam Wasze wpisy (w większości) - jestem na tym forum od prawie początku swojego małżeństwa - i mogłoby się wydawać to dziwne, bo z pozoru byłam szczęśliwa.
Ślub jak z bajki, kupno nowego mieszkania, zmiana pracy na lepiej płatną.
Mój mąż pochodzi z rodziny rozbitej, z problemem alkoholowym, był zarówno świadkiem jak i ofiarą przemocy psychicznej i fizycznej. Sam nie pije, nigdy mnie nie uderzył.
Jednakże nie radzi sobie z tym co było, z własnym niskim poczuciem wartości - nie chcę tutaj stawiać diagnozy ani oceniać stanu, ale namówiłam męża na skorzystanie z pomocy lekarza. Obecnie mój mąż leczy się na depresję, zażywa antydepresanty. Jako uzupełnienie leczenia farmakologicznego zalecana jest psychoterapia, ale nic na siłę...
Jednak nie chcę opisywać jego problemów, bo mam możliwość tylko zmiany siebie... Ja też borykam się z poczuciem braku akceptacji, niską samooceną. Odkąd pamiętam, miałam problem z wagą, w tym momencie mimo wielu diet i wyrzeczeń nadal mam kilka kg nadwagi. Udało mi się schudnąć ponad 20 kg, jestem szczuplejsza niż wtedy gdy poznałam swojego obecnego męża.
Jednak ostatnio słyszę z ust męża naprawdę przykre uwagi - nie mam w ogóle ochoty nic jeść w jego towarzystwie, bo słyszę że mną się brzydzi, że ma mnie dość i że fatalnie wyglądam.
Jest to dla mnie straszne, czuję jakby mi serce pękało za każdym razem gdy mówi coś takiego. Jesteśmy już przeszło 3 lata po ślubie, oboje mamy pracę. Chciałam abyśmy postarali się o dziecko, mój mąż jednak nie ma w ogóle ochoty na pożycie małżeńskie. Ani posiadanie dziecka.
I zrzuca winę na mnie, bo gdybym była lepsza, to wtedy by miał.
Te uwagi traktuje jako szczerość wobec mojej osoby, gdy jest z czegoś niezadowolony dosłownie je z siebie wyrzuca. Dodam, że o dom (zakupy, obiady, sprzątanie) w 99% dbam ja, na to wydaję całą swoją wypłatę. Mój mąż wraca z pracy i odpoczywa.
Jestem zmęczona fizycznie i psychicznie - stres w firmie, stres w domu.
Chciałabym się schować za mur i nie pozwolić nikomu/niczemu zranić.
Nie mogę też za często odwiedzać własnej rodziny (rodziców), bo mój mąż jest niezadowolony gdy muszę wyjechać i go zostawić samego. Nie mogę rozmawiać przez telefon/spotykać się z koleżankami, bo on jest niezadowolony gdy to robię.
Wiem, że jego ojciec tak samo źle odnosił się do matki, bez późniejszych przeprosin. A potem rozmawiał tak jakby nic się nie stało. Podobne zachowanie obserwuję u męża.
Nie wiem, co robić, jak postawić granice. Unikam komunikatów "ty" i "zawsze" oraz "nigdy" - mówię, że jest mi przykro, że tak mówi, uważam że nie jest to porządku itp.
Jestem komunikatywna - potrafię jasno formułować myśli i robię z tego użytek. Tu napotykam jednak na mur. Co mam w sobie zmienić/zrobić żeby wreszcie była kochana? W tym momencie mam wrażenie, że tylko ja rozumiem co znaczy "dawać".
Bo poświęcenie to moja działka. Jeżeli taka jest wola Boża, będę nieść ten krzyż dopóki zdołam. Nie chcę jednak patologicznej sytuacji, rozpadu małżeństwa. Co mogę zrobić, gdy czuję że moja godność jest deptana, gdy jestem traktowana gorzej niż służąca i częstowana obelgami?
Dodatkowo nie pomaga fakt, że mąż jest "wierzącym niepraktykującym". Przynajmniej tak zaczął się zachowywać kilka miesięcy po ślubie.
Modlę się codziennie za niego i za siebie - o nawrócenie dla nas obojga oraz jego rodziców. Męża denerwuje fakt, gdy czasem w dzień powszedni (nie daję rady codziennie) wstaję rano przed pracą na mszę do kościoła, albo gdy modlę się w domu (rano, wieczorem) - wiara wyraża się w praktykach.
Albo ktoś wierzy, albo nie. I tu jest kolejny konflikt - kocham męża ale kocham i Boga i nie mogę męża stawiać ponad Panem Bogiem. Dla mnie niedzielna msza św. to piękno spotkania z Panem i nie opuszczę jej - nie jeden raz usłyszałam od męża że jestem głupia bo zamiast wyjechać na wycieczkę ja się przejmuję tym żeby w okolicy był kościół, w którym mogłabym uczestniczyć we mszy. I tu kolejne "uwagi".
Nikt nie jest doskonały, ja też nie :( Może powinnam milczeć i znosić to w pokorze (oj, ciężko u mnie o pokorę, choć staram się).
Ostatnio gdzieś przeczytałam, że to czego nie można zmienić - jest krzyżem i powinno się go nieść w pokorze.
Proszę o modlitwę...
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-19, 12:31   

Kasieńko,
brzmisz rozsądnie, czuję w Twoim poście wielki smutek ale także troskę o Was i chęć by znaleźć rozwiązanie.

Cytat:
Mój mąż pochodzi z rodziny rozbitej, z problemem alkoholowym, był zarówno świadkiem jak i ofiarą przemocy psychicznej i fizycznej. Sam nie pije, nigdy mnie nie uderzył.


Prawdopodobnie postawa męża pochodzi z utrwalonych wzorców z domu wyniesionych.
Fakt, mąż nie pije i nie używa przemocy fizycznej ale jak sama wiesz, serwuje Ci przemoc psychiczna w najczystszej postaci. Ta bywa wyjątkowo dotkliwa. Niezmiernie trudno z czymś takim sobie poradzić, zwłaszcza kiedy otrzymuje się ją od najbliższej osoby.
Oczywiście, mąż mając taką przeszłość za sobą powinien niezbędnie skorzystać z terapii celowanej dla ludzi z rodzin DDA, to priorytet.
Przemoc fizyczna i psychiczna której doznał bez wątpienia nie pozostała bez echa, zazwyczaj w każdym takim przypadku, nie pozostaje.
W jego psychice piętrzą się trudne lub wręcz niemożliwe do rozwiązania, przy obecnym stanie jego umysłu, problemy. Ponieważ nie radzi sobie z traumą z przeszłości, z nich rodzi się agresja która uderza głównie w Ciebie.
Gdyby tylko zechciał zrozumieć dlaczego w nim powstaje i jak jej zaradzić - można by mieć nadzieję na zmiany.
Natomiast obecnie, radziłabym Ci Kasiu udać się samej po poradę lub wziąć udział w terapii, która by miała na celu jak się nauczyć radzić sobie w tak trudnej rzeczywistości, jak stawiać granice, jak nie pozwalać deptać swojej godności, skąd czerpać poczucie własnej wartości i jak je odzyskać.
Wsparcie jest Ci koniecznie potrzebne.
 
     
Mrówka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-19, 12:59   

Witaj Kasiu! Jak czytam Twój post to widzę wiele z błędów które sama popełniałam:
1) na uwagi się reaguje - nie gniewem/złosliwością itd. ale sie też nie milczy (czasem można bo na pewne rzeczy słów brak...)
Kassia napisał/a:
nie mam w ogóle ochoty nic jeść w jego towarzystwie, bo słyszę że mną się brzydzi, że ma mnie dość i że fatalnie wyglądam.

Kochana pomyśl nad mądrą ripostą - np. 'a ja jestem zadowolona, bo wyglądam coraz lepiej // kochanie czy to miał byc komplement' tylko trzeba to powiedzieć z uśmiechem i pewnością siebie (chociaż pierwsza riposta jak mi sie nasuneła to: widzisz kochanie jak kończa kobiety o które mąz nie dba // jaki ogrodnik taki ogród skarbie - też bym to z usmiechem powiedziała).
2)
Kassia napisał/a:
Mój mąż wraca z pracy i odpoczywa.

Też na to pozwalałam i to trzeba zmienić - ja przestałam prać/gotować/prasować męzowi przez jakiś czas - przyjęłam jego postawę, że jestem zmęcozna i nie mam siły tego robić - przychodziłam po pracy i sobie odpoczywałam (ważne aby się tu złośliwośc nie wkradła - to jest po to aby on zatrybił a nie z zemsty).
3)
Kassia napisał/a:
Jestem zmęczona fizycznie i psychicznie

Nietstye sama na to pozwoliłas (ja też i w końcu wiem, że to moja wina)
4)
Kassia napisał/a:
Nie mogę też za często odwiedzać własnej rodziny (rodziców), bo mój mąż jest niezadowolony gdy muszę wyjechać i go zostawić samego.

U mnie tak samo - gdy wreszcie zmądrzałam mówiłam do męża - wyjeżdżam na weekend do rodziców - masz ochotę jechać ze mną? On mówił, że nie. Chciał żebym została więc pytałam czy zaoferuje mi miły sposób spędzenia weekendu czy będzie siedział przed kompem? A że nie miał nic do zaoferowania to jechałam - te wyjazdy bardzo pomogły - zoabczył, że nie ma nade mną pełnej kontroli.
5)
Kassia napisał/a:
Wiem, że jego ojciec tak samo źle odnosił się do matki

Mój mąż też jest z 'trudnej' rodziny i tez próbował mnie wtłoczyć w jej schemat - nawet raz wyraźnie to powiedział - a ja na to że nie chcę skończyć tak, jak jego mama i że dziwi mnie że mi tego zyczy - chyba go to trochę otrzeźwiło.
6)
Kassia napisał/a:
Nie wiem, co robić, jak postawić granice

Obowiązkowa pozycja z tego forum: http://www.vocatio.com.pl...&product_id=292
Musisz zrozumieć, że jesteś tak traktowana, bo sama DAJESZ się tak traktować - robisz wiele dla i za męża i liczysz, że dobrem będzie Ci odpłacone - niestety jak widzisz nie. Takie postępowanie nie działa w Waszej relacji. Więc zmień swoje podejście do samej siebie i zacznij się 'stawiac' tj. szanowac, wyznaczac granice bo to własnie możesz zrobić.
7)
Kassia napisał/a:
nie ma w ogóle ochoty na pożycie małżeńskie. Ani posiadanie dziecka

To moze być wina depresji i leków
8)
Kassia napisał/a:
I zrzuca winę na mnie, bo gdybym była lepsza, to wtedy by miał.

Tu tez ripostę trzeba - pomyśl o takiej w Twoim stylu (ja bym powiedziała 'widizały gały co brały' - ofc z usmiechem i pewnościa siebie)
9)
Kassia napisał/a:
Dodam, że o dom (zakupy, obiady, sprzątanie) w 99% dbam ja, na to wydaję całą swoją wypłatę. Mój mąż wraca z pracy i odpoczywa.

Pewnie Cie to denerwuje i uważasz to za niesprawiedliwe (słusznie) ale to Ty taką sytuację stworzyłaś (mnie było to najtrudniej zrozumieć a jak trudno zmienić takie podejście....).
10)
Kassia napisał/a:
Nie mogę rozmawiać przez telefon/spotykać się z koleżankami, bo on jest niezadowolony gdy to robię.

Możesz! Tylko znowu sama pozwlasz na to, żeby on Ci dyktował warunki - jak Ci powie, że masz nie rozmawiac to zapytaj go z uśmiechem czy on w takim razie porozmawia z Toba o wacikach i kolorze farby do włosów?
11)
Kassia napisał/a:
Co mam w sobie zmienić/zrobić żeby wreszcie była kochana?

temat rzeka i to troszkę bardziej filozoficzny. Ale do Twegopostu pasowałoby też pytanie - co zrobić by zmienić to na co się uskarżam - bo akurat nad tym można popracować.

A teraz to na co mi sie nóż w kieszeni otwiera:
Kassia napisał/a:
Bo poświęcenie to moja działka. Jeżeli taka jest wola Boża, będę nieść ten krzyż dopóki zdołam

Ty sobie Kasiu sama ten krzyz nałożyłaś - przyjmując taką postawę wobec męża - myślę, że Pan Bóg takiej relacji u Was nie chce bo to obraża Jego boskie dzieło jakim jest małżeństwo - nie tak sądzę w Bożym zamyśle ono ma wyglądać.
Kassia napisał/a:
Co mogę zrobić, gdy czuję że moja godność jest deptana, gdy jestem traktowana gorzej niż służąca i częstowana obelgami?

Poprostu przestań się na to godzić.
Kassia napisał/a:
Może powinnam milczeć i znosić to w pokorze (oj, ciężko u mnie o pokorę, choć staram się).

Kasia - modlimy się słowami Jezu cichy i pokornego serca - uczyń serca nasze wg serca Twego - uznajemy,że Jezus miał najbardziej pokorne serce - a jak sie zachował gdy faryzeusze mówili do niego, że w imię Belzebuba złe duchy wygania? Milczał w "pokorze" czy się jednak odezwał? A gdy wpadł do świątyni z biczem? A jak nazywał faryzeuszy plemieniem żmijowym? A gdy zszedł z góry Tabor i podszedł do niego ojciec z opętanym synem i mówi, że aposotłowie nie mogli go uwolnić a Jezus na to 'ile jeszcze będę Was cierpiał'? Masz złe rozumienie pokory. Św. Faustyna tez na początku tak miała (pisze ona w dzienniczku, że początkowo sie nie tłumaczyła itd.) aż w końcu zrozumiała na czym polega pokora (Cytat z "Dzienniczka" nr 1502):
"Nigdy się przed nikim nie płaszczę. Nie znoszę pochlebstw, a pokora jest tylko prawdą, nie ma w prawdziwej pokorze płaszczenia się; choć się uważam za najmniejszą w całym klasztorze, to z drugiej strony cieszę się godnością oblubienicy Jezusa... Mniejsza o to, że się nieraz spotkam ze zdaniem, jakobym była pyszna, ale przecież wiem, że sąd ludzki nie dostrzega pobudek działania."
To sobie poczytasz :mrgreen: Pozdrawiam serdecznie!
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-19, 14:21   

Kassia napisał/a:
Chciałabym się schować za mur i nie pozwolić nikomu/niczemu zranić.


Dlaczego zatem na jakiś czas tego nie zrobisz? (schowanie za mur= zajęcie się sobą).
Jeśli mąż jest w depresji to też pewnie ma czasami też dość :
"a dlaczego ze mną nie rozmawiasz", "dlaczego mnie nie kochasz", "czemu jesteś dla mnie niedobry" itp...
Lepsze "odpuszczenie" na jakiś czas niż jak radzi koleżanka wyżej gierki słowne czy cięte riposty.
------
Dodam, że nikt nawet w ciężkiej depresji nie ma prawa obrażać czy poniżać.
 
     
Mrówka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-19, 16:50   

Ojej, bardzo przepraszam jeśli mój post wygląda na zachęte do utarczek słownych / gierek- nie taką miałam intencję. Chodzi mi o to aby nie dać siebie poniżać - pisząc 'z uśmiechem' nie mam na myśli żadnego cynizmu ale szczery uśmiech, życzliwy, pogodny żeby osłodzić słowa które mają na celu zwrócenie uwagi, jakąś forme przywołania do porzadku, pokazania, że sobie nie pozwalam/nie życzę takich uwag. Również użyte słowo riposta ma mieć w tej wypowiedzi charakter odpowiedzi a nie 'ukąszenia' czy inaczej pejoratywnie zabarwionego. U mnie poporstu takie podejście przyniosło dobre efekty ( choć naćwiczyłam się tych dialogów z psychologiem). Przyznam się, że nie najlepiej ubieram myśli w słowa więc może moje porpozycje odpowiedzi 'źle' wyglądają. Ale nadal uważam, że nie powinno się pozostawac biernym wobec takich 'zaczepek' od małżonka.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-19, 17:04   

Kassia,
witaj skoro juz spędziłas z nami trochę czasu to wiesz co to jest DDA i wiesz , że to trudna droga towarzyszyć w zyciu takiej osobie. Ty sama nie możesz z tym być, nie podołasz.Czy jestes w jakiejś grupie wsparcia dla wspólmałzonków czy rodzin DDA? Jakies poradniki czytałaś? Masz w rodzinie kogoś kto rozumie z czym się zmagasz? Twój mąż będzie miał problem z budowaniem bliskości dopóki Ty sama mu tego nie tylko nie uświadomisz, ale i pomożesz pokonać, tyle, że "metody" nie moga być na czucie, bo wiele moga skomplikować, z racji róznic jakich doswiadczacie z mężem w sprawie deficytów, którymi sie " obdarzacie" Linia kobieta-mężczyzna, mąż- żona, dziecko kochane i dziecko z deficytem miłości to bardzo , bardzo trudna do pozbierania łamigłówka, dobrze by było mieć kogoś kto potrafi poruszać się w tym puzlu po ludzku, bo zakładam ,że Jezusa iMaryje juz dawno zaprosiłaś do pomocy :mrgreen:
Pewnie dla ciebie nie nowośc, ale tu na forum jest troche materiałów pomocnych, jesli je czytałas może warto odświeżyć wiedzę, a jesli nie to zerknąć tam. Może wertując tamte teksty znajdziesz coś co Ci w danym momencie przyniesie pomoc?
 
     
Kassia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-19, 21:51   

Dziękuję :) Już zabieram się do czytania.
Wiem, że związek ten wygląda w ten sposób ponieważ na wiele rzeczy sama się zgadzałam.
Zanim odważyłam się napisać, co najmniej kilka miesięcy zmagałam się z sobą. Dziś poczułam że zataczam kolejne błędne koło. Potrzebowałam Waszego spojrzenia - pewnej dozy obiektywizmu, spojrzenia z boku.
Potwierdzenia tego, że potrzebna jest terapia. I to nie tylko mojemu mężowi.
Zapewne jeszcze się odezwę, jak to wszystko przemyślę i poukładam w głowie.
Widzę teraz, jak fałszywy obraz miałam w głowie dotyczący pokory, siebie w roli biernej żony z cierpliwością znoszącej wszelkie przykre słowa z ust męża. Bardzo ciężko jest mi to trzymać wszystko w sobie bez słowa, nie leży to w mojej naturze (w sumie nie znam żadnej osoby o tak masochistycznych skłonnościach), a ze względu na chorobę męża (depresję) starałam się kontrolować. Co nie zmienia faktu płakania w poduszkę gdy zasypiał.
Mam nadzieję, że uda nam się uzdrowić to co jest; dziękuję za pełne otuchy słowa i modlitwę. Nikt w rodzinie nie wie, z czym się zmagam. Choć zapewne mają swoje podejrzenia, ale przy takiej odległości... Po studiach zamieszkałam na stałe w mieście, w którym jestem oddalona o dziesiątki kilometrów od mojej rodziny.
Nie zwierzałam się też koleżankom - zwykle z nimi żartuję i opowiadam o babskich sprawach, czułabym się winna opowiadając o takich problemach.
Asertywność w związku, toksyczna miłość, współuzależnienie - w literaturze poradnikowej krążyłam wokół tych tematów. Wasze forum to naprawdę kopalnia wiedzy... Przepraszam, biorę się do czytania, a potem działania.
Pozdrawiam serdecznie
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 9