Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Czy jest sens żyć w nieudanym małżeństwie?
Autor Wiadomość
refleksja
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-14, 11:38   Czy jest sens żyć w nieudanym małżeństwie?

]esteśmy małżeństwem 22 lata, nigdy nie byliśmy zgodnym związkiem, częste kłótnie i awantury. Tolerowałam to dla dobra dzieci, poza tym ciągle miałam nadzieję że to się zmieni. Pracuje zawodowo, dbam o dom, gotuje , piorę , prasuje, chyba jak wszyscy. Mąż nigdy mnie nie szanował, upokarzał i poniżał. Czasami uderzył a po alkoholu groził. Na początku mieszkaliśmy w małym mieszkanku z moimi rodzicami, potem wybudowaliśmy dom. Najstarsze dziecko się już wyprowadziło, w domu zostało dwoje młodszych prawie pełnoletnich. Mąż poniża także dzieci słowami np " to nie mogą być moje dzieci, gdyby były moje nie byłyby takie głupie". Rozmawiałam z mężem o nas, że powinniśmy podjąć terapię, ale on uważa, że to ja mam problem a nie on, poza tym dla niego to wstyd chodzić do psychologa. Myślę, ze jemu nie zależy. Najczęściej nasze ciche dni zdarzają się dlatego, ze mąż mnie znowu zprzeklinał i obrażał np dlatego, że szuram kapciami, albo nie zgasiłam światła w łazience, takie bzdury, ale jego to doprowadza do furii. Jest okropnie nerwowy, ma problemy sam ze sobą. Zazwyczaj było tak, ze po tych kilku dniach nieodzywania się, ja go przepraszałam, żeby uciąć tą atmosferę w domu. Raz nawet kiedy mnie pobił, kilka dni nie odzywaliśmy się a potem znowu ja do niego podeszłam i przepraszałam, żeby tylko był spokój . Mąż nigdy nie poczuwał się do winy, zawsze twierdził że tak postąpił bo to ja go sprowokowałam. Nigdy nie byliśmy razem na wakacjach, bo mąż uważa że dla niego najlepszy odpoczynek jest w domu, a kiedy odłożyłam trochę grosza, żeby zabrać dzieci nad nasze morze, to zaczęła się piekielna awantura. Stwierdził, że dzieci nie muszą nigdzie jeździć bo on nigdy nie miał wakacji. Nigdy nie chodzi z nami do kościoła, woli towarzystwo swojej rodziny. Nie jada z nami przy jednym stole posiłków. Mąż ma nie tylko złe strony. łoży na dom, dzieci i potrafi świetnie gotować. Dzieci od dwóch lat już namawiają mnie do rozwodu, tłumaczą, że powinnam wreszczie zacząć dbać o własną godność. Od pół roku nie rozmawiamy ze sobą, nie śpimy razem, opłaty robimy po połowie, nawet mu nie gotuje i nie prasuje. Mogłabym się wyprowadzić do moich rodziców, ale wtedy muszę szukać nowej pracy, a wiadomo z tym nie jest tak łatwo, muszę mieć pieniądze żeby się utrzymać, poza tym potrzebuję samochodu, mamy teraz tylko jeden, bo mąż uważa, że nie stać nas na dwa, dlatego ja jeżdzę do pracy rowerem bądź autobusem. Mogę też żyć z nim pod jednym dachem tak jak do tej pory, tylko czy jest sens załatwiać rozwód, po co mi papierek skoro miałabym mieszkać z nim nadal razem?
 
     
Mrówka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-14, 14:19   

Witaj Agnieszko!
Bardzo dobrze, że trafiłas na to forum. Po przeczytaniu Twojego wątku (oprócz ubolewania nad cięzkim Twym losem) zastanawiam się o co właściwie pytasz. Rozważasz rozwód a jednocześnie myślisz o dalszym mieszkaniu pod jednym dachem - kochana Agnieszako zastanów się czego tak właściwie chcesz - czy rozwodu? czy zmiany relacji w małżeństwie, czy wyporwadzki - na czym Ci tak naprawdę zależy - wtedy można się bedzie zastanowić jak to osiągnąć.
Rozwód jako ratowanie godności to nie wyjście - w zupełności wystarczy separacja.
Na koniec ( również ku przestrodze innych osób):
Aga45 napisał/a:
Mąż nigdy nie poczuwał się do winy, zawsze twierdził że tak postąpił bo to ja go sprowokowałam

Aga45 napisał/a:
e po tych kilku dniach nieodzywania się, ja go przepraszałam

Aga45 napisał/a:
Raz nawet kiedy mnie pobił, kilka dni nie odzywaliśmy się a potem znowu ja do niego podeszłam i przepraszałam, żeby tylko był spokój

Tym własnie przepraszaniem utwierdzany był Twój mąz w przekonaniu, że to Twoja wina - zaniechaj tego jak najszybciej. Wiem, że wynikało to z dobrych intencji, ale złe owoce przynosiło.
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-14, 14:42   

Agnieszko, współczuję i jednocześnie zachęcam Cię gorąco do podjęcia indywidualnej terapii.

Robię to, nie dlatego że zgadzam się z Twoim mężem że to Ty masz problem (czyli, że jesteś przyczyną tego co się dzieje w waszej rodzinie), lecz dlatego że w tej niszczącej Ciebie i dzieci relacji nie możesz póki co liczyć, że mąż oprzytomnieje ani że się zmieni lub zechce choć podjąć się zmian.
Żeby chcieć się zmieniać trzeba zdawać sobie sprawę ze swoich ograniczeń i popełnianych błędów - tutaj z różnych względów możesz się nigdy tego nie doczekać.
Tak więc, pozostaje praca dla Ciebie, by chronić siebie i dzieci.

W twojej postawie (reakcji na jego zachowania) niestety widać już rezultaty wpływu na Ciebie destrukcyjnych zachowań męża, te na pewno odbiją się echem na psychice dzieci i ich przyszłym życiu. Zatem, także po Twojej stronie leży odpowiedzialność za dzieci.

Zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję, powinnaś być przekonana, całkowicie pewna że jest ona ze wszech miar właściwa a innej drogi nie ma.
Do tego potrzebna jest Ci praca nad sobą, tj. by posiąść umiejętność wyznaczania granic, zrozumieć jak wyjść z roli ofiary by w rezultacie odzyskać siłę i szacunek dla samej siebie a także wiarę, że możesz a nawet powinnaś mieć wpływ na swoje życie.
Większość z nas tutaj obecnych przekonało się dawno, że nie sposób zmienić drugiego człowieka, natomiast z całą pewnością możemy zmieniać siebie . Nasze zmiany w rezultacie, bywa że indukują zmiany innych, lecz nie zawsze niestety - to też trzeba wziąć pod uwagę.
Tak czy inaczej, zawsze WYGRYWAMY siebie.
 
     
Karolina12
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-14, 15:03   

Agnieszko w moim małżeństwie było podobnie......... kiedy tu trafiłam słyszałam abym zaczęła pracę nad sobą......... bardzo się wtedy buntowałam........ ja mam pracować nad sobą? to przecież mój mąż jest tym złym........ to przecież On rozwala nasze małżeństwo........ ja się tak staram a On tego nie potrafi dostrzec ......... teraz wiem że należy zacząć od siebie , na męża nie miałam wpływu , miałam wpływ na to co zrobię ze swoim życiem....... tu na forum usłyszałam takie słowa " Jeżeli Ty się zmienisz jest szansa że i zmieni się Twoje otoczenie"............ nie bardzo w to wierzyłam.......

przede wszystkim STOP jakiejkolwiek PRZEMOCY :!: tak fizycznej jak i psychicznej
myślę że wsparcie się terapią jest konieczne ......... nie ważne czy mąż pójdzie ........ ty powinnaś aby wzmocnić siebie

czy w pobliżu Ciebie jest ognisko Sychar?.......... wiesz w grupie siła

Przytulam Pogody Ducha
 
     
4xAS
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-14, 15:38   

Żony nigdy nie uderzyłem ale przepraszać się dawałem - owszem, nawet wiele razy. Tak jak tu wyżej panie pisały. Musisz zainteresować się sobą i o siebie zadbać. Pójdź sama na terapię, zacznij od siebie, bo na to masz wpływ. Po jakimś czasie poczujesz się znacznie lepiej z tą właśnie świadomością, że Ty coś robisz a na jego ruch musisz poczekać, jeżeli w ogóle nastąpi ale silna modlitwą i bliskością Najwyższego oraz mądra o to co się dowiesz na terapii, nie będziesz już się zadręczała. Po tylu latach bycia razem, trudno oczekiwać motylków w brzuchu ale stosunki można sobie ułożyć - na bank i nie męczyć się za sobą.
Ja jestem na początku tej drogi ale nie boję się co będzie dalej. Może moja żona da się przekonać, że możemy jeszcze razem coś "zrobić" a może nie. Nie mogę się tymi pytaniami zadręczać.
W przypadku przemocy fizycznej, natychmiast lekarz, obdukcja, Policja, niech ma świadomość, że żartów nie ma. Spokój i stanowcze rozsądne działania, bez biadolenia, użalania się. Płacz w rękaw najlepszej koleżance albo podczas modlitwy przed Nim. Mąż powinien Cię widzieć, zadbaną, piękną, "zrobioną" i niech myśli o co tu chodzi. Szlaban na "obowiązki małżeńskie" też nie zaszkodzi. To powinno być przyjemnością a nie przymusem.
Jak możesz to odłóż parę PLN i kup sobie jakieś małe auto żeby nie być zależna od niego.
Tak ja to wiedzę, ten co ma swoje za uszami też i próbuje powoli coś z tym zrobić.
 
     
refleksja
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-14, 18:12   

Dziękuję, że Ktoś przeczytał i odpisał na mój post.
Forum Sychar jest mi znane od dość dawna. Kiedy pojawiały się gorsze dni w relacjach z moim mężem, szukałam jakiejś rady, pocieszenia w internecie i tak trafiłam na tą stronę. Na początku tylko przeglądałam i czytałam problemy innych, myśląc sobie, że nie mam najgorzej. Dopiero teraz postanowiłam opisać swój problem.

Zawsze było raz lepiej raz gorzej, ale gdzieś od około dwóch lat jest źle. Modlę się o uzdrowienie naszego małżeństwa i prawdą jest, że sama nie wiem czego chcę. Tak mi się wydaje, że chyba najbardziej, to chciałabym uratować to małżeństwo.
Wiem, że przepraszanie męża po kilku cichych dniach, tylko dlatego, żeby złagodzić atmosferę jest totalnym błędem. Teraz postanowiłam, że tego nie zrobię, ale nie wiem jak długo wytrzymam, proszę Boga o wytrwałość, może przez to coś do mojego dotrze.

Jeśli chodzi o terapię, to ja już chodziłam, dzieci mnie namówiły na rozmowy z psychologiem w Ośrdku Interw. Kryzys. Byłam na kilku spotkaniach, pewnie chodziłbym dalej, tylko, no własnie, brak samochodu mnie ogranicza, ale może sie to zmieni, bo mam zamiar kupić przechodzone auto. W Ośrodku proponowano mi najpierw terapię wspólną, a jesli on nie chce, to rozwód. Wszelką przemoc czy to fizyczną czy psychiczną powinnam od razu zgłaszć policji i robić obdukcje. Własnie to jest najtrudniejsze. Nie potrafiłam sie nigdy przemóc, żeby zadzwonić na policję, jest to dla mnie olbrzymi problem, po prostu się wstydzę opowiadać obcym ludziom o tym co dzieje sie pod naszym dachem. Poza tym w sąsiedztwie, mąż jak i jego rodzina są postrzegani jako ludzie idealni, uczciwi, pomocni i zaradni. Pewnie nikt by nie uwierzył w to co się dzieje.
Z pomocą Bożą może dam jakoś radę, proszę o modlitwę.
 
     
Karolina12
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-14, 20:03   

Aga45 napisał/a:
Poza tym w sąsiedztwie, mąż jak i jego rodzina są postrzegani jako ludzie idealni, uczciwi, pomocni i zaradni. Pewnie nikt by nie uwierzył w to co się dzieje.
Z pomocą Bożą może dam jakoś radę, proszę o modlitwę.


wybacz że tak napiszę ale sama modlitwa nie pomoże........ owszem jest bardzo ważna ale nie załatwi za Ciebie spraw......... wiesz ja potrafiłam tak zakłamać to co działo się w moim małżeństwie że kiedy spotkałam się ze swoim bratem (jadąc na spotkanie grupy 12 krokowej) to mi nie uwierzył..........
zapytał mnie czy będę prowadziła to spotkanie na co ja że nie , że to ja jestem w kryzysie małżeńskim
odpowiedział abym przestała się wygłupiać i nie gadała głupot............
wtedy dotarło do mnie że maskę którą założyłam najwyższy czas zdjąć ........... sama przyczyniłam sie do tego w jaki sposób postrzegali mnie i moje małżeństwo otaczający mnie ludzie........

Agnieszko mi też wydawało się iż nikt mi nie uwierzy....... tylko że dalej w tym starym schemacie nie umiałam żyć......... "błotko" w którym tkwiłam twardniało coraz bardziej nie pozwalając mi oddychać
było mi już tak źle że postanowiłam "coś" z tym zrobić........ zrobić coś dla siebie nie oglądając się na męża , nasze rodziny czy innych ludzi.......... po prostu zadbaj o siebie......... taki zdrowy egoizm
 
     
katalotka72
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-14, 21:37   

nawet nie wiesz jak poruszyłaś we mnie to co dawno zostało poukładane i posegregowane...... czytam Ciebie jak siebie sprzed paru lat :-/
nic nie robiłam z przemocą ekonomiczną, psychiczną i fizyczną męża, udawałam doskonale wspaniałą zonę wspaniałego męża, och ach jaki doskonały to był człowiek na zewnątrz, och ach jakie idealnie dopasowane maski sobie zakładałam
największym moim grzechem w trakcie trwania naszego małżeństwa był grzech ZANIECHANIA!! nie mogę go sobie do dziś wybaczyć, efektem mojego udawania, gry pozorów, nieumiejętnych prób naprawy sytuacji, braku stawiania granic jest zdrada i odejście męża, a w konsekwencji rozpad naszej rodziny, a przecież ja go tak kochałam........
mija czwarty rok, a ja z dziećmi nadal liżę rany i chyba nigdy nie przestanę, skutki mojego zaniechania będą ciągnąć się jeszcze długo i obejmują już następne pokolenie - moje cudowne wnuki................
Aga nie chowaj więcej głowy w piasek, ściągnij po kolei maski, przestań bać się własnego cienia, jesteś cudowną kobietą - wartą szacunku i uwagi, nie pozwól więcej na krzywdzenie siebie i dzieci!!!!
pozdrawiam
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-14, 22:25   

Aga,

Kto chce szuka sposobu, kto nie chce szuka powodu.

Aga pisze:
Cytat:
Z pomocą Bożą może dam jakoś radę, proszę o modlitwę.


może dam jakoś radę....brzmi jakbyś JUŻ się poddała, nawet niczego nie próbując, to bierna postawa utrwalona przez lata. W ten sposób niczego nie zmienisz, bądź przynajmniej tego świadoma.
Ne możesz oczekiwać zmian, niczego nie zmieniając w Twojej postawie.

Aguś, czy Ty kiedykolwiek odważyłaś się zagrozić mężowi, że w razie przemocy fizycznej z jego strony, musi się liczyć z interwencją policji? Czy wypowiedziałaś chociaż te słowa?
 
     
sylwia1975
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-14, 23:10   

witaj chyba jako zona przemocowca alkocholika powinnam cos dodac ,w 2009 roku zaczelam uczszczac na aal-anon .potem sychar 12 krokow ,przemoc wkoncu szczesc Boze zglosilam policji ,maz widzi zmiany i sam widzi co robi zle .no powodzenia i odwagi :mrgreen:
 
     
refleksja
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-15, 16:41   

Dziękuję za odpowiedzi i wsparcie.
Codzień modlę się i proszę Boga o siłę.
W tym wszystkim chyba najtrudniejsze jest to, by iść z podniesionym czołem jeśli ktokolwiek z otoczenia, sąsiadów, znajomych dowie się o nas. Bardzo wstydzę się tego, gdy wychodzę do pracy na drugą zmianę, a na ulicy mijam się z mężem, przecież nie odzywamy się do siebie, ale wścibsy sąsiedzi mogą zapytać męża, dlaczego z żoną nie rozmawia. Przecież on mnie zrówna z błotem, opisze swoje życie ze mną w czarnych barwach.
Mam sobie też dużo do zarzucenia. Wiadomo wina zawsze leży gdzieś pośrodku, ale staram się nie poniżać go, natomiast mąż w obecności swojej rodziny potrafi wyśmiać mnie, że nie za dobrze gotuje, albo że jestem tak samo głupia jak moja rodzinka. Nie wspomnę, że epitety pod moim adresem są nawet wtedy kiedy jest trzeźwy.
Mieliśmy już tych kryzysów chyba kilkanaście. Kiedy dzieci były jeszcze małe, chciało mi się jeszcze walczyć. Pamiętam jak rozmawiałam z jego matką, mieszkaliśmy wtedy w tym małym mieszkanku. Powiedziałam jej jak mnie traktuje jej syn, chciałam żeby przeniósl się do niej, żebym mogła przemyśleć, ale oczywiście mój mąż zignorował to , a teściowa rozłożyła ręce i nie chciała się mieszać.
Potem mąż wyjechał na kilka lat za granicę, budowaliśmy się, ja także pracowałam zawodowo. Mąz przyjeżdzał raz na kilka miesięcy. To były chyba najlepsze lata naszego małżeństwa, bo rozłąka i tęsknota, spowodowały że nie mieliśmy się kiedy kłócić.

Ale co dobre to trwa krótko.
W tym czasie uganiania sie za pieniądzem, doglądania budowy zaniedbałam swoje dzieci, które kocham najbardziej. To znaczy może nie do końca zaniedbałam, bo miały co jeść, były czyste, ale nie zadałam sobie trudu, żeby sprawdzić z kim spotykają się moje dzieci. Wiadomo, ojciec za granicą, ja w pracy, dzieci miały opiekę tylko mojej mamy (w tej chwili 81 lat). Wtedy nagle zauważyłam, ze moja 15 -letnia córka gimnazjalistka jest w ciąży. Szok był niesamowity. Prfzecież to jeszcze dziecko. Czekały mnie wtedy bardzo duże problemy, bo przecież sprawy w prokuraturze, dziiewczyna nieletnia, a oni chcieli zbadać czy ciąża nie jest wynikiem gwałtu. Następnie ustalenie opieki prawnej dla mnie, sprawy w sądzie. Ojciec dziecka w tym samym wieku co moja córka. Przeżyłam ogromne załamanie nerwowe. Bez przerwy pretensje od męża, że to moja wina, a córka ciągle wysłuchiwała od niego jaką jest k...Szok!!! Ale powiedziałam sobie, że nie zostawię mojego dziecka i pomogę bez względu na wszystko. Mąż nie mógł jej wyrzucić z domu, przecież ucierpiałby jego wizerunek.
Od tamtej pory minęło 6 lat. Córka ukończyła szkołę średnią, skończyła studia z tytułem licencjatu i teraz uczy się dalej na studiach magisterskich.
Wnusia kochamy jak własne dziecko, córka wyprowadziła się nie dlatego, że chciała, ale dlatego, że mąż do tej pory jej nie wybaczył, miała dość gadania. Poznała fantastycznego chłopka, któremu nie przeszkadza dziecko,
Wszyscy uporaliśmy się z tym ale nie mój mąż,
Może po tych wydarzeniach, nie mam w sobie już tyle siły i może nie podołam
 
     
sylwia1975
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-15, 17:21   

moja droga maz jezeli jest alkocholikem to nawet jak jest trzezwy to nie oznacza trzezwego umyslu,i trzezwego myslenia,tak szczerze to ja jestem ta zozlza ktora cale zycie wyzuca blota na meza ,przy ludziach to mi ciezko zaprzestac bo idzie z automatu jak to sie mowi,ja przeciez nie stawialm granic ,tylko straszylam ,szantazowalm 2 razy wyzucalam go zdomu , a granice konkretne gdzie byly?..........................Ech kazdy znas ma swoje za uszami ,ja przemoc psychiczna dobrze opanowalam i nie jako ofiara lecz jako kat,moj maz raczej bez popitki,nie ma nawet odwagi mi cos zazucic :cry: to straszne ,jak pogataly sie nasze zycia,ale on pije bo chce ,a ja reagowalam na to jak reagowalm,
Ostatnio zmieniony przez 2014-11-15, 17:39, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
twardy
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-15, 17:41   

Sylwio, wykropkowałem w Twoim poście nieładne słowo.
 
     
refleksja
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-15, 21:12   

Boże jak trudno znieść tą sytuację. Ja sama na górze mąż na dole, dzieci u swoich sympatii, a my w róznych kątach domu. Sami.

Jak długo to ma trwać? Jak wytrzymać, nie poddać się. Już mam chwile załamania, Boże dopomóż
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 10