Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Co dalej....?
Autor Wiadomość
Ancilla5
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-27, 13:20   Co dalej....?

Witam, od jakiegoś czasu podczytuje wasze Forum.
mam na imię Agnieszka, moje małżeństwo rozpadło się 4 lata temu. Jestem z mężem w sądowej separacji, w siadzie Kościelnym toczy się proces o orzeczenie nieważności zawarcia sakramentu małżeństwa. Mam troje dzieci, 22, 17, 4 lata.Moja historia jest podobna do wielu tu opisywanych.Kochałam mojego męża, starałam się ratować małżeństwo , od samego początku jego trwania. Myślałam że to moja wina, że mój mąż nie jest szczęśliwy, przez pierwsze 10 lat naszego związku,robiłam wszystko dla niego, starałam się jak mogłam, dbałam o dom o dzieci o niego, a on traktował mnie jak służącą, wiecznie mnie odtrącał.Mówił że jestem za głupia by liczyć się z moim zdaniem, słowami , potrzebami.Był wiecznie zmęczony, apatyczny,i tak potwornie egoistyczny że nawet trudno sobie wyobrazić. Nigdy nie myślał o mnie o dzieciach, tylko o sobie, no i o swojej mamie.Do tego jeszcze wszystkie smutki topił w alkoholu, a że smutków miał wiele robił to niemal codziennie. Walczyłam o jego miłość, o to by się zaczął leczyć, ale to nic nie dawało...po 10 latach byłam w ogromnej depresji i powiedziałam dość, teraz ja zaczynam ratować siebie. Próbowałam kochać go mądra miłością, modliłam się za niego , pokutowałam, przestałam się kłócić z nim, mieć pretensje o cokolwiek. Jednoczenie zaczęłam myśleć o sobie o swoich potrzebach i marzeniach. Ale to nic nie dawało, bo chyba przez to, że stałam się wobec niego konsekwentna,wkurzałam go jeszcze więcej. Mąż uciekł z domu do swojej matki po 19latach małżeństwa , zostawiając mnie w 8 miesiącu ciąży z ogromnymi komplikacjami zdrowotnymi. od tego momentu nigdy się do mnie nie odezwał, ani do dzieci . swojego najmłodszego syna nie chciał nawet zobaczyć . Nie utrzymuje z nikim kontaktu. Nasza najstarsza córka córka przeszła chorobę nowotworową i serię chemioterapii.On nawet tym się nie zainteresował. Ja nigdy nie zabraniałam mu kontaktów z dziećmi, dzwoniłam, prosiłam aby się nimi spotykał, żeby zobaczył, pisałam sms - bo odrzucał ode mnie telefony.... Próbowałam może przez rok albo półtora zabiegać o nawiązanie kontaktu z dziećmi, teraz dałam sobie spokój
Obecnie jestem w separacji orzeczonej przez sąd, to ja wystąpiłam z pozwem. Sąd orzekł separacje z jego winy i ograniczył mu prawa rodzicielskie. Wiosną tego roku,złożyłam pozew do Sadu Kościelnego. Jest już po przesłuchaniach świadków i stron. Z tego co wiem to mój mąż ma iść na badania do biegłego psychologa i psychiatry...
Czyli sprawa jest już zaawansowana...
A ja ostatnio mam poważne wątpliwości czy dobrze robię.... czytam wasze posty, wasze historie i zastanawiam się czy zrobiłam wszystko, aby ratować nasz związek. A może powinnam jeszcze próbować jakoś dotrzeć do niego, ale nie wiem jak...
Od wczoraj zaczęłam Nowennę Pompejańską w intencji nawrócenia się mojego męża.
Nie wiem co mam zrobić...do tej pory wydawało mi się, że dobrze robiłam ,teraz sama nie wiem .... Zdaje sobie sprawę że on jest alkoholikiem, uzależnionym od matki,niezdolnym do ponoszenia odpowiedzialności za swoje czyny, a co dopiero za życie innych. Ale pytam się czy nie ma innej drogi dla mnie.... Bo czy te wszystkie lata były tylko zmarnowanym czasem, niepotrzebnym poświęceniem, nie mogłam uczynić nic, aby mu pomóc,a z drugiej chce aby był szczęśliwy aby wreszcie zaczął żyć...i cieszyć się tym życiem. Nie wiem co dalej?
 
     
Kari
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-27, 13:50   

Witaj!
Wg mnie dobrze postępujesz. Zadbaj o siebie i dzieci, bo jesteście wszyscy bardzo zranieni. Bardzo Wam współczuję. Dodalabym do tego terapię dla osób współuzależnionych dla Ciebie i starszych dzieci . Twój mąż naprawdę jest chory, ale to co możesz dla niego teraz zrobić to tylko modlitwa. Walcz o to by dzieci mimo tak strasznego odrzucenia przez ojca mogły szczęśliwie żyć.
 
     
kasiorek
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-28, 15:01   

Agnieszko.
Trudną masz tą swoją sytuację... Nie umiem powiedzieć, czy dobrze robisz czy źle.
Nie chcę tego oceniać. Może nawet Ty nie musisz? Po co?
Próbowałaś już separacji, sytuacja się nie zmieniła. Nie dążysz do rozwodu, tylko masz wątpliwości czy sakrament przez Was zawarty był "ważnie" zawarty. Sąd Kościelny to sprawdzi i będziesz po prostu wiedzieć.. Decyzję przyjmiesz... tak myślę. Tu nic nie będzie zakłamane. Ty będziesz miała jasność. Bardzo możliwe, że Twój małżonek w chwili ślubu nie był dojrzały albo były inne przeszkody. Poczekaj spokojnie. Decyzja Sądu wyznaczy Ci kierunek.
Piszesz: "Bo czy te wszystkie lata były tylko zmarnowanym czasem, niepotrzebnym poświęceniem, nie mogłam uczynić nic, aby mu pomóc..." Czyniłaś dużo, aby Mu pomóc. Absolutnie nie obwiniaj się. I na pewno Czasu nie zmarnowałaś ;-)
kasiorek
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-28, 19:39   

Wybacz Agnieszka , ale się nie przyłączę do "chórku" . ;-)
Zbyt jednostronnie to wyglada .

Po co wogóle wyszłaś za tego potwora ?
( piszesz , ratowałam od początku )

Czemu uciekł , skoro miał tak dobrze ? :roll:

Cytat:
starałam się jak mogłam, dbałam o dom o dzieci o niego, a on traktował mnie jak służącą, wiecznie mnie odtrącał

Czemu weszłaś w tą rolę służącej ?


Cytat:
Nigdy nie myślał o mnie o dzieciach, tylko o sobie, no i o swojej mamie


Nie wiadomo o czym myślał , bo tego się jeszcze nie da sprawdzić nawet urzadzeniami specjalistycznymi .
NIGDY ?
A skąd wiesz ?


Twoje wątpliwości są raczej naturalne .
W końcu to szmat czasu życia ze sobą jak maż i żona , jako małżeństwo
i 3 dzieci .
Uznanie za niebyłe jakoś dziwnie by zabrzmiało .
Bo to tak jakby wyjąć sobie z zyciorysu zasadnicza część zycia .
Dziura w zyciorysie , maskarada , nieprawda ?
Chyba wiem o czym mówisz , w końcu podobny staż i dylematy .

Po mojemu jakikolwiek wyrok sądu i tak nie da pewności w sercu
ani umysle .
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-28, 20:04   

Ancilla5 napisał/a:
Mąż uciekł z domu do swojej matki po 19latach małżeństwa , zostawiając mnie w 8 miesiącu ciąży z ogromnymi komplikacjami zdrowotnymi. od tego momentu nigdy się do mnie nie odezwał, ani do dzieci . swojego najmłodszego syna nie chciał nawet zobaczyć . Nie utrzymuje z nikim kontaktu. Nasza najstarsza córka córka przeszła chorobę nowotworową i serię chemioterapii.On nawet tym się nie zainteresował.


Słów brakuje...
i słów brakuje na to , że w tej sytuacji Ty Agnieszko nadal się wahać czy nie ratować tego skarba jakim jest Twój mąż.
Masz separację, czekasz na wyrok Sadu Biskupiego i tego się trzymaj.
Nie porównuj swojej sytuacji do sytuacji innych z forum, bo to TWOJE życie a nie życie anonimów piszących na forum.
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-28, 20:38   

Grzegorz
Ona myśli sercem ........ ty umysłem .
To jest jej mąż ........ dla ciebie jakiś facet .
 
     
Jędrek
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-28, 21:07   

grzegorz_ napisał/a:
Słów brakuje...
i słów brakuje na to , że w tej sytuacji Ty Agnieszko nadal się wahać czy nie ratować tego skarba jakim jest Twój mąż.

Ano słów brakuje.
Ja niestety też się uważałem za "chodzący ideał" jak piłem i całą winę za "nieład" w naszym małżeństwie zrzucałem na swoją żonę... :-( zaślepiony totalnie alkoholem....
Nawet po odstawieniu chodziłem wściekły na nią, że mnie nie szanuje....
Dopiero w trakcie pracy na programie 12 kroków AA zaczęły otwierać mi się oczy....
mój egoizm, egocentryzm, pycha, niecierpliwość i zawziętość to główne przyczyny tego, że nie chciałem zrozumieć żony.
Ale nie wiem, czy dotarłbym w swoim myśleniu tu gdzie jestem, gdyby nie stanowczość mojej żony. Dziś jestem po rozwodzie........
 
     
Ancilla5
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-29, 11:27   

mare1966 napisał/a:
Wybacz Agnieszka , ale się nie przyłączę do "chórku" . ;-)
Zbyt jednostronnie to wyglada .

Po co wogóle wyszłaś za tego potwora ?
( piszesz , ratowałam od początku )

Czemu uciekł , skoro miał tak dobrze ? :roll:

Cytat:
starałam się jak mogłam, dbałam o dom o dzieci o niego, a on traktował mnie jak służącą, wiecznie mnie odtrącał

Czemu weszłaś w tą rolę służącej ?


Cytat:
Nigdy nie myślał o mnie o dzieciach, tylko o sobie, no i o swojej mamie


Nie wiadomo o czym myślał , bo tego się jeszcze nie da sprawdzić nawet urzadzeniami specjalistycznymi .
NIGDY ?
A skąd wiesz ?


Twoje wątpliwości są raczej naturalne .
W końcu to szmat czasu życia ze sobą jak maż i żona , jako małżeństwo
i 3 dzieci .
Uznanie za niebyłe jakoś dziwnie by zabrzmiało .
Bo to tak jakby wyjąć sobie z zyciorysu zasadnicza część zycia .
Dziura w zyciorysie , maskarada , nieprawda ?
Chyba wiem o czym mówisz , w końcu podobny staż i dylematy .

Po mojemu jakikolwiek wyrok sądu i tak nie da pewności w sercu
ani umysle .


Dziękuję za wasze odpowiedzi,
Pytanie po co wyszłam za tego potwora, fakt to była moja decyzja za która zapłaciłam wysoką cenę. W chwili wyjścia za mąż byłam młoda miałam21 lat, studiowałam w odległym o 300 km.mieście, spotykaliśmy się co 2-3 tygodnie, ukrył przede mną alkoholizm, zaburzenia psychiczne, i chorobę genetyczną. Pół roku po ślubie, gdy byłam z pierwszym dzieckiem w ciąży, próbował się zabić, zresztą poraz ostatni. Tak ratowałam od początku, weszłam w rolę służącej, bo tak pojmowałam miłość- chciałam aby on mógł żyć normalnie, mieć dom. A on albo źle się czuł psychicznie ,albo pił. Wiem żę powinnam odejść zaraz po ślubie, ale ja postanowiłam , że będę z nim pomimo wszystko, aby być wierną sakramentowi małżeństwa. Dla mnie miłość znaczy na,, całe życie".
Przez ostatnie 4 lata po jego odejściu, właściwie nie miałąm takich dylematów jak obecnie, ,,czy nie jest jeszcze coś do uratowania"Chyba trudno mi przyjąć porazkę, bo wszystko to co robiłam i tak na nic się nie zdało,bo mój mąż nie chce nikogo pokochać, ani mnie, ani dzieci.. :cry:
Przeszłam terapię, która wiele mi pomogła, żyje szczęśliwie... nawet samotność mi nie przeszkadza,bardziej samotna byłam w małżeństwie, bo mąż próbował mnie odizolować od świata. Teraz mam czas na przyjaciół, wyjazdy, czytanie...na zaangażowanie się w działalność społeczną. Założyłam też firmę , od 3 lat prowadzę przedszkole i żłobek, praca ta daje mi wiele satysfakcji, także i tej finansowej. Z dziećmi dogaduje się dobrze, pomimo tak toksycznego domu nie sprawiały mi nigdy problemów.
 
     
kasiorek
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-29, 22:58   

Mare1966
Jakoś mojej wypowiedzi nie traktuję w kategorii "chórku"... Dziwi mnie, że tak to określasz... staram się nie wartościować decyzji Agnieszki, bo nie mam do tego prawa. Tak jak pisze Grzegorz, nie można Jej życia porównać z życiem innej osoby.

Piszesz: "Po mojemu jakikolwiek wyrok sądu i tak nie da pewności w sercu
ani umyśle". Myślę, że rzeczywiście Pewności nie da. Pisząc "będziesz po prostu wiedzieć..." "będziesz miała jasność" chodziło mi raczej o określenie przyczyn, powodów, przeszkód dla których małżeństwo było od początku w wątłej kondycji. Uważam, że jest to ważne, bo Agnieszka obwinia siebie, że nie umiała pomóc mężowi, czuje, że zmarnowała czas. Skoro podjęła decyzję i sprawa jest już w Sądzie, usłyszy być może, że przyczyny nie leżą po Jej stronie..., że Jej mąż nie tyle "nie chce pokochać Jej i Dzieci", ale tego po prostu nie potrafi, nie może, nie umie.
Wybacz, ale napisałeś Grzegorzowi
"Ona myśli sercem ........ ty umysłem .
To jest jej mąż ........ dla ciebie jakiś facet", ale to Ty nazwałeś Go potworem. Twoje pytania: dlaczego to, po co tamto, a skąd wiesz? skierowane do Agnieszki, brzmią dla mnie trochę jak oskarżenie. Apeluję o trochę delikatności.



Wreszcie Agnieszko!
Nie wiesz, co dalej. Nikt z nas tu nie wie. Prawdopodobnie zrobiłaś wiele, dużo, by małżeństwo trwało.. To jest ważne i tego się trzymaj. Proszę, nie wartościuj tego w kategoriach porażki...
Wspieram modlitwą
kasiorek
 
     
Ancilla5
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-02, 17:22   

W piątek, byłam Sadzie Kościelnym, miałam możliwość zapoznania się z aktami, sprawy, przeżyłam lekki szok opinia psychologa , wynik testów osobowości mojego męża- schizofrenia prosta, osobowość psychopatyczna, uzależniona. Nie wiem jakie będzie orzeczenie sadu, ale tak bardzo mi żal mojego męża, to chory człowiek i tak bardzo zal mi siebie samej, bo 19 lat walczyłam w nierównej walce i przegrałam.
 
     
hubcia576
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-02, 18:08   

Ancilla5 - mój mąż ma podobne schorzenia. U nas minęło 18 lat od ślubu i na dziś mąż mieszka z rodzicami a ja wynajmuję mieszkanie i mieszkam z dziećmi sama.

Dla mnie sprawa naszego małżeństwa to sprawa do załatwienia z Górą - z Panem Bogiem.

Nikt inny nie zna lepiej naszych serc - jak Pan Bóg. A po ludzku też warto uporządkować i poznać prawdę.
Dla mnie wiadomość, że te zachowania męża to skutek jego chorób były uwolnieniem od poczucia winy i wreszcie dawały odpowiedź na to, co tak naprawdę dzieje się w naszym życiu.

Przytulam z modlitwą.
 
     
Mrówka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-02, 21:41   

Agnieszko, może warto spojrzeć na to jak na łaskę - pewnie modliłaś się za Wasze małżeństwo, za męża i może to jest ta łaska - to, że poznałas prawdę? Tyle spraw, zachowań, wypowiedzi staje się w tym świetle jasne i zrozumiałe,a Ty możesz 'odetchnąć' - koniec tej walki - można iść dalej z Panem Bogiem za rękę i odrzucić to wieczne poczucie winy. Wspomnę w modlitwie!
 
     
Ancilla5
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-03, 09:20   

Dzięki Mrówko, tak właśnie , ta prawda daje mi wolność. Bo wcześniej to ja reż jestem mimo wszystko gdzieś we mnie pozostawało to poczucie winy, że to ja nie zrobiłam wszystkiego, aby ratować małżeństwo. A teraz wiem, rozumiem, dlaczego mój mąż była zawsze za murem. To choroba odgrodziła go od życia, od rzeczywistości, ode mnie i i od dzieci.Tyle razy prosiłam aby poszedł do psychiatry, aby się leczył, ale on tylko bardziej zapadał się w siebie i w alkoholizm.Nie wiem czy ta diagnoza nie będzie też przebudzeniem dla niego, może podejmie leczenie?Może jego matka, która uważała zawsze , że to ja jestem winna temu, że jej syn jest nieszczęśliwy, zmusi go do leczenia. Nie mam na to wpływu, co on zrobi. Mnie ta prawda dała wiele pokoju. Nie wiem co będzie dalej, czy sąd uzna, że to małżeństwo był zawarte nieważnie? Ale cokolwiek by się nie stało mam nadzieję, że będzie to Wola Boża.
 
     
Ren
[Usunięty]

Wysłany: 2014-11-03, 16:57   

Ancilla, a jeśli się okaże, że małżeńswo zostało zawarte nieważnie, to co wtedy? Pytam, bo nie rozumiem. Ja nie miałam z " mężem" ślubu sakramentalnego. Nie było takiej możliwości. Mamy dzieci, nie jesteśmy razem od 3 lat, bo on żyje z kochanką. I nie wiem jak mam dalej żyć. Nie wiem co daje unieważnienie małżeństwa. Co ono daje?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8