Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Całkowity brak bliskości w małżeństwie...
Autor Wiadomość
aloana
[Usunięty]

  Wysłany: 2014-10-17, 14:53   Całkowity brak bliskości w małżeństwie...

Witajcie,
Nie wiem czy piszę w dobrym dziale. Nie wiem czy powinnam w ogóle o tym pisać. Nikt z Was mi nie pomoże, wątpię, że ktokolwiek może mi pomóc. Mam 26 lat, mój mąż też. Jesteśmy 2,5 roku po ślubie. Łączny nasz staż, wraz z narzeczeństwem to 6 lat. Naszym problemem jest moja niezdolność psychiczna do jakiejkolwiek bliskości. Jak długo może trwać małżeństwo w którym nie ma bliskości????

Napiszę od początku, wszystko co może mieć związek z moim obecnym stanem.

- mama i tata nie byli zgodnym malzenstwem. tata pił i sie awanturował, choc nigdy nikogo nie uderzył. Jest DDA. Osobą poniekąd skrajną. Albo bardzo radosny albo pije i się awanturuje. W mojej ocenie i ocenie mojej najbliższej rodziny - niezdolny do życia w rodzinie. Gdy miałam ok 12-14 lat, mama postawiła tacie ultimatum: albo się wyprowadzi i będą widywac się w same weekendy, albo separacja i zerwanie kontaktu. Wybrał pierwszą opcję. Życie po tym stało się lżejsze i bardziej poukładane, wreszcie było wiadomo czego można się spodziewać.

- gdy chodziłam do podstawówki tata lubił rzucać dwuznaczne teksty nt. seksu, myśląc, że my (ja z młodszą siostrą) niczego nie rozumiemy. Ja rozumiałam. Brało mnie wtedy obrzydzenie.

- w tym samym okresie (było to pewnie pod koniec podstawówki) kilka razy słyszałam jak rodzice uprawiają seks. Nie kojarzyłam tego w żaden sposób z 'wyrażaniem miłości' ale z czymś strasznym, obleśnym. Strasznie się wtedy stresowałam, nie umiejąc sobie tego dokładnie wytłumaczyć. Niby wiedziałam, że robią to bo chcą, że to jest ok.. że nikomu nie dzieje się krzywda. Ale emocje szły swoją drogą.

- w tym samym czasie (przez całą podstawówkę i gimnazjum) byłam BARDZO zakompleksionym i wszystkiego się bojącym dzieckiem. W szkole rówieśnicy mnie prześladowali, szczególnie w gimnazjum. Przed każdym pójściem do szkoły miałam ogromne stresy, bolał mnie brzuch. W tym wszystkim starała się mnie wspierać mama, ale nie mogła nic zrobić.

- Pod koniec gimnazjum, przez całe liceum przechodziłam okres buntu. Niewiele z tego okresu pamiętam złych rzeczy, głównie z opowiadań rodziny. Nie wiem, może podświadomie wymazałam to z pamięci? Piłam dużo alkoholu, wagarowałam, próbowałam narkotyków. Byłam sfrustrowana, nieszczęśliwie zakochana. Po alkoholu potrafiłam podnieść rękę na mamę, która była niezadowolona ze stanu w jakim wróciłam. Czas wówczas spędzałam tylko ze znajomymi. W domu zamykałam się w swoim pokoju i siedziałam przy komputerze lub przed tv.

- Po liceum mój najlepszy przyjaciel wyjechał na studia kilkaset km od domu. Nie widziałam sensu zostania w rodzinnej miejscowości (malutka mieścina, bez uczelni nawet). Rzuciłam wówczas właśnie zaczęte swoje studia, kurs prawa jazdy i staż. Pojechałam za przyjacielem, zaczynając studia na pierwszym lepszym kierunku na który się dostałam.

- Na studiach poznałam mojego obecnego męża. Pierwszy raz byłam szczęśliwie zakochana i stworzyłam z kimś normalny związek. Zamieszkaliśmy ze sobą po kilku miesiącach znajomości. Był moim pierwszym i jedynym parterem seksualnym. Współżyć zaczęliśmy ze soba po pół roku znajomości. Wydaje mi się, że wtedy wszystko szło w dobrym kierunku. Ale się zepsuło. Pare miesięcy później odkryłam, że mój chłopak ogląda pornografię, ogląda się za dziewczynami trochę jak 'za chodzącymi obiektami seksualnymi'.
Przeprowadziliśmy wtedy długą rozmowę, wyraziłam jasno swoje stanowisko. NIE dla takich zachowań, NIE dla jakiejkolwiek pornografii, NIE dla uprzedmiotowiania kobiet. To było moje ultimatum. Koniec z tym lub rozstanie. Obiecał, że to był ostatni raz. Uwierzyłam, chociaz moje poczucie wartości zostało już wówczas podkopane. Kilka tygodni później znalazłam na jego komputerze nowe ślady, tym razem już nie typowej pornografii ale niewybrednych zdjęć kobiet ubranych w wulgarne stroje. Dla mnie to było złamanie słowa, dla niego nie. Nie rozumiał mojego podejścia, dla niego to nie było nic takiego. Moje wątłe już wtedy poczucie własnej wartości i zaufanie do chłopaka runęło. Chyba to był moment, w którym powinniśmy się rozstać, jednak tego nie zrobiliśmy. Obiecał, że to się nigdy nie powtórzy i wg mnie słowa dotrzymał. Tamten moment był jednak dla mnie dużym przełamem w życiu. Trochę jakby cofnęła się do dzieciństwa, do podstawówki, gdzie byłam małym przetraszonym dzieckiem. Przestałam ufać zupełnie. Kontrolowałam na każdym kroku. Wróciłam też do wiary, którą przez czas studiów zupełnie zaniedbałam.

Zaczęło mnie gryźć sumienie, że sypiamy ze sobą przed ślubem. Z resztą po tamtych wydarzeniach przestałam mieć jakoś na to ochotę. Powiedziałam mu o tym, że sumienie mi nie pozwala na współżycie przed ślubem. Niechętnie ale zrozumiał. Później, gdy również zaczął zgłębiać swoją wiarę, zaczął to nawet popierać. Tak więc żyliśmy sobie do końca studiów razem (mieszkalismy razem), nie sypiając ze sobą. Z czasem już nawet się nie całując. Zostało samo przytulanie. Moja psychika miała się coraz gorzej, kontroli było coraz więcej. Narzeczony, choć czasem z trudem, starał się wszystko rozumieć. Przetrwać to. Myślał pewnie, że w końcu wszystko się zmieni, że zaufam, że po ślubie będzie sielanka. Przez całe narzeczeństwo narastała w nas chora relacja. Moje kompleksy spowodowały chęć wyizolowania się od świata. Żeby nie spotkać żadnej ładnej dziewczyny, żeby on na nią nie patrzył. Żeby nie zobaczyć żadnej sceny w filmie, ładnej aktorki. Nie wychodziliśmy więc, nie oglądaliśmy tv. Obłęd.

I niestety trwa on do dziś. Też naiwnie myślałam, że po ślubie wszystko się ułoży. Że nasza relacja się odmieni, że moje podejście do życia, moje ogromne kompleksy gdzieś same ulecą. Przecież się kochaliśmy. Przecież w gruncie rzeczy już nie myślałam o wydarzeniach z przeszłości. Dziś jesteśmy 2,5 roku po ślubie. Kochamy się. Mało się kłócimy. Lubimy spędzać ze sobą czas. Jednak nie współżyjemy, nie jestem w stanie się zmusić do żadnej bliskości. 1,5 roku nie było między nami żadnego kontaktu, nawet pocałunku, nie licząc takiego 'przyjacielskiego'. Nie przepadam też za przytulaniem, nie lubię patrzeć w oczy. Obłęd z unikaniem ludzi trwa nadal. Nie porafię normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Ogromnym trudem jest dla mnie chodzenie do pracy, do lekarza, na zakupy, w tłumne miejsca. Wszystkiego się boję, wszystkim stresuję. Pójście do psychologa lub psychiatry to czysta abstrakcja. Nie jestem w stanie się uzewnętrznić do obcej osoby. Z resztą do bliskiej osoby też nie. Z mężem nie rozmawiamy o tym. Unikamy tematu. Jednak ciągle powraca temat braku bliskości między nami. Mąż musi prosić nawet o przytulanie :(

Czuje się beznadziejna, czuje, że przegrałam życie i przegrywam je codziennie. Mamy po 26 lat a żyjemy jak staruszkowie. Boję się, że nasze małżeństwo w końcu się rozpadnie, jesteśmy przecież na najlepszej do tego drodze. Czuję się upośledzona, uszkodzona, niezdolna do normalnego życia i normalnych bliskich relacji. Już nie chodzić o sam seks ale o brak zdolności do jakiejkolwiek bliskości, nawet czułego dotyku.

Dodam jeszcze, że znajomi i rodzina uważają nas za zgodne, fajne małżeństwo a mnie za fajną, sympatyczną dziewczynę. Nikt nie wie ile wysiłku mnie kosztują kontakty z innymi ludźmi. Nikt nie wie co siedzi w mojej głowie. No, może poza mężem. Czuję się jakby dzielił mnie od reszty świata ogromny mur, przez który nie potrafię się przebić. Nie wiem co mam z tym robić. Próbowałam walczyć ze sobą, próbowałam wychodzić do ludzi, starać sie otworzyć. Nie dało do żadnych rezultatów.

Piszę to na tym forum, a nie na żadnym innym, bo wiem, że gdzieś indziej przeczytam, że powinniśmy się rozstać i spróbować ułożyć relację z kimś innym. Ale przecież my jesteśmy małżeństwem, przecież ślubowaliśmy. Tylko czy to małżeństwo w ogóle jest ważne?? Dziękuję za przeczytanie, jeżeli ktoś dotrwał do końca.
 
     
Jacek-sychar
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-17, 19:12   

Witaj Aloana

Smutny jest Twój list. Smutne jest Twoje życie. Smutne jest życie Twojego męża.
Czy się rozstawać? Nie. On przy Tobie trwa. Musisz mu pomóc. Musisz się przemóc.
Jak czytałem Twój list do głowy przyszła mi tylko jedna jedna książka, którą chciałbym Ci polecić. Autor Jim Conway, tytuł: Dorosłe dzieci rozwiedzionych rodziców. Jest jeszcze jedna, którą można ściągnąć jako e-book, autorstwa ks. dr Grzegorza Poloka, adres:
http://www.rozwinacskrzydla.pl/

Po przeczytaniu pierwszej książki zrozumiałem swoją żonę. Niestety za późno. Jak nad sobą popracujesz, to jest szansa. Autor tej książki miał podobnie. Zaczął nad sobą pracować i mu się udało. Gorąco polecam.

A co więcej? Nie wiem. Jestem na to za głupi. Musisz jednak znaleźć kogoś kto Ci pomoże. Musisz się przełamać. Z tego co piszesz, masz wspaniałego męża. Czy dla niego nie warto powalczyć?

Pozdrawiam
Jacek
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-17, 19:54   

Witaj, Aloana :-)
Dobrze, że tu napisałaś, wsparcie będziesz mieć na pewno, plus garść przydatnych rad. Czytaj to nasze forum, a na pewno znajdziesz sporo przydatnych treści.
Słusznie Jacek pisze o tym, aby zagłębić się w problem za pomocą lektury. To na pewno pomaga wiele rzeczy wyjaśnić i poukładać sobie w głowie. Ale sądzę, że to od strony wiary powinnaś podjąć najsilniejsze działanie.
Kiedy nawiązujesz bliską relację z Bogiem, kiedy oddajesz swoje życie w Jego ręce, kiedy słuchasz, jaki On ma pomysł na Twoje życie - to życie zaczyna się zmieniać :-) Czasem powoli i stopniowo, czasem rewolucyjnie.... ale na pewno w dobrym kierunku.
Zacznij od częstej Eucharystii, częstego i regularnego czytania Pisma Świętego, może gdzieś w Twojej okolicy możesz pójśc na mszę z modlitwą o uzdrowienie? Zacznij, a Chrystus Cię poprowadzi, pokaże jak też "po ludzku" możesz działać i na dokładkę da Ci na to siły i odwagę :-)
Wspieram modlitwą!
 
     
awe59
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-18, 22:02   

to trudne, nie da sie w ten sposób żyć;
są zapewne przyczyny takich zachowań, a jakie to tylko Ty sama może je odnależć ;
skorzystaj z rekolekcji ks Dominika Chmielowskiego http://wobroniewiaryitrad...ik-chmielewski/
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-18, 23:26   

Cytat:
Nie jestem w stanie się uzewnętrznić do obcej osoby.


:shock:

Może w realu , bo w tym poście
to ja widzę osobę bardzo komunikatywną i otwartą .

Zapewne wszystko co napisałaś JEST ważne , wszystkie fakty i wydarzenia mają wielkie znaczenie .
Żródło problemów ( bo problem ze współzyciem to tylko jeden z nich )
tkwi zapewne w relacjach rodzinnych .
Często nie uświadamiamy sobie wielu spraw , nawet blokujemy je .
Pewnie dobrze by "wyspowiadać się" komuś mądremu .
( psycholog , przewodnik duchowy ......... na pewno Bóg )
"Brak" ojca a w zasadzie gorzej - jego negatywny obraz , obraz relacji rodziców
stąd strach , niskie poczucie wartości , niepewność siebie , brak dobrych wzorców , zagubienie .

Z całą pewnością te szokujace dla ciebie wspomnienia z pokoju rodziców
narobiły szkody .
Ja pamiętam jak jako dziecko przeganiałem kaczki lub koguta , bo się "biły" .
Starsze roczniki ( jak ja ) miały to szczęście , że nie było internetu ,
czyli nie było filmów pornograficznych .
Teraz każde dziecko może się do woli naoglądać .
Zwykle to co widzi jest karykaturą współżycia .
Zero uczucia , seks i zwykle poniżający dla kobiet .
Udawanie , montaże , patologia .
Ale młodzi biorą to serio .
Potem , już w realu wszyscy pokrzywieni , zaskoczeni
że to nie tak , że coś z nimi nie tak itp.

Jasne że błędem było zaczynać przed ślubem , ale dobrze że twój mąż
nie zmusza choć nalega i podejmuje ten temat .
Chce - znaczy nie widzi w tobie czegoś odstraszającego .
Sama piszesz - uważają cię za fajną dziewczynę .
Może źle widzisz sama siebie ?
A przeglądamy się w lustrze , w innych .

Jest tu jakaś tajemnica , tego strachu przed ludźmi .
Piszesz , że czujesz się UPOŚLEDZONA .
Tu bym szukał ......... z jakiego to powodu ?
Na pewno czujesz jakiś kompleks w związku z własnym ciałem
( ten strach przed innymi "ładniejszymi" )
wcale nie koniecznie uzasadniony .
Czasem , paradoksalnie bardzo ładne dziewczyny , czuję się nieatrakcyjne , gorzej postrzegane itd.
Ale to chyba nie jedyny problem , choć ważny .

Boisz się wykorzystania w łóżku , nawet prawdopodobnie
jesteś mocno przeczulona na tym punkcie , w drugą stronę .
I to co reszta uznała by za normalne , dla ciebie takie by nie było .
Tak zgaduję , znaczy próbuję się wczuć . :mrgreen:

Rozstać ?
Oczywiście że nie .
Problem jest w w tobie , w mężu .
Zapewne macie różne .

Miałaś kiedykolwiek bliska przyjaciółkę od serca ?
A teraz ?
Kiedykolwiek - osobę której się mogłaś zwierzyć ?
A teraz , wcześniej mężowi ?

Może jakaś sytuacja z dzieciństwa sprawiła , że ZAMKNĘLAS się w swoim świecie ?

Strach przed porzuceniem i niewiara w swoją wartość .


Widzisz , praktycznie
to ty sama jesteś chyba łatwym "łupem" . :mrgreen:
Taka osoba da się łatwo omamić , zwieść i zranić potem
jakiemuś gagatkowi .
Zwykle on to nazwie "prawdziwą miłością" , zacznie prawić komplementy .
I tobie to nawet pomoże ........ do czasu .


Ale tak już kończąc .
Napisałaś sensownego posta .
Są tam i fakty i uczucia .
Widzisz i przeczuwasz sama wiele spraw .
Wielu nie jesteś winna .
Nie wybieramy sobie rodziny np .
Ale wiele zalezy i od nas .
A uczyć się , dociekać i zmieniać na lepsze SIEBIE
a potem i nasze relacje z innymi
możemy zawsze .
 
     
Kari
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-19, 20:29   Re: Całkowity brak bliskości w małżeństwie...

Obłęd z unikaniem ludzi trwa nadal. Nie porafię normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Ogromnym trudem jest dla mnie chodzenie do pracy, do lekarza, na zakupy, w tłumne miejsca. Wszystkiego się boję, wszystkim stresuję. Pójście do psychologa lub psychiatry to czysta abstrakcja. Nie jestem w stanie się uzewnętrznić do obcej osoby. Z resztą do bliskiej osoby też nie.

Wg mnie koniecznie powinnaś pójść do psychiatry i opowiedzieć mu o swoich lękach. Mi się to kojarzy z nerwicą lękową, a to po prostu trzeba leczyć i można wyleczyć (leki, psychoterapia). Nie leczona nerwica może się pogłębić i będą jeszcze większe kłopoty. Weź jakąś miłą osobę pod rękę, niech Cię zaprowadzi do lekarza. A oprócz tego tak jak to już pisano: modlitwa i studiowanie polecanych konferencji i artykułów.
 
     
Slawomir
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-19, 21:51   

Witaj!

Trafiłaś w dobre miejsce :-) Pan Bóg tu działa.
Są tu b. doświadczeni ludzie przez los :-)

Hej - nawet jak małżeństwo sakramentalne od samego początku było w kryzysie to jest do ocalenia. Nawet i tacy są tutaj którym się udało. (ja jestem w trakcie).

Piszesz ==> Kochamy się. Mało się kłócimy. Lubimy spędzać ze sobą czas!!!

Kobieto to jest dobry start. Szukaj wertuj te strony sycharowskie. Psychiatrów juz Ci polecano :-)

Odsluchajcie tez kazania ks. Marka Dziewieckiego http://www.youtube.com/wa...t17QSzl8bGpxm3X

Ja polecam Mszę Świetą i to codzienną. Pisz co Cie poruszylo.
 
     
aloana
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-22, 13:25   

Dziękuję za ciepłe przyjęcie, za rady i za brak krytyki.

Moim jedynym dotąd pomysłem było zwrócenie się ku Panu. Pierwszym krokiem było zwrócenie się do Was i zapisanie się na rekolekcje ewangelizacyjne, na których byliśmy z mężem. Otrzymałam tam wiele łask. Oboje złapaliśmy wielkiego powera wiarowego, szczególnie gdy uświadomiliśmy sobie jedną rzecz: Pan nas kocha i jest przy nas każdego dnia i w każdej trudnej sytuacji a my powinniśmy wielbić Go niezależnie od naszego położenia, za wszystko. Nawet za kłopoty i niepowodzenia! Pan ma dla nas plan :-) Myślę, że to początek zmian na lepsze, chociaż nie mam jeszcze żadnych pomysłów jak one miałyby się dokonać.
Dziękuję za polecone mi wykłady i książki. Jak tylko skończę czytać obecną książkę ("Moc uwielbienia" Merlin R. Carothers), zabieram się za zadania od Was.
Muszę kilka spraw jeszcze przemyśleć, poukładać sobie w głowie. Wreszcie uporać się ze wszystkim co mnie dręczy już długimi latami. Mam nadzieję, że nie jest na to jeszcze za późno.

Cieszę się, że do Was trafiłam. Proszę o modlitwę.
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-22, 13:27   

aloana napisał/a:
Mam nadzieję, że nie jest na to jeszcze za późno.
- nigdy nie jest za póżno :-D :-D :-D :-D :-D
 
     
sylwia1975
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-22, 13:49   

nigdy nie jest za pozno.............witaj ja jestem DDD bo moj tato zmarl na alkocholizm jak mnialam 2 latka,mama starala sie jak mogla nas wychwoywac ,lecz mniewala roznych panow -lozkowych,bralo mnie tez wowczas obzydzenie,ale teraz wiem z moje stosunki seksualne z mezem sa inne itd,moj maz jest alkocholikem-przemocowcem,jednak doszedl do wnioskow chyba :lol: ze tak zyc nie mozna dalej ,i popija nadal duzo mniej-niz kiedys ,i staje sie normalnym czlowiekiem,co ma byc to bedzie.Podody ducha i szukaj pomocy,bog dziala tez przes ludzi
 
     
aloana
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-22, 15:07   

mare1966 odniosę się jeszcze do Twoich słów. To prawda, że często nie uświadamiamy sobie wielu spraw. Długo starałam się odsuwać swoje problemy gdzieś na bok. Był momenty, że chwilami nawet w to wierzyłam. Były momenty, że śmiałam się z osób, które usprawiedliwiały swoje problemy byciem DDA lub DDD. "A co to ma do rzeczy? Przecież każdy ma swój rozum a przeszłość jest bez znaczenia" - myślałam. Jednak gdy dopuściłam do świadomości, że mam problemy i zaczęłam drążyć, w pierwszej kolejności zaczęły wracać wspomnienia z dzieciństwa właśnie.
Moje kompleksy - potrafię to stwierdzić obiektywnie - są nieuzasadnione. Jestem ładną kobietą, wiem o tym, słyszę to często. Będąc sama ze sobą, potrafię spojrzeć w lustro i pomyśleć: "niezła z ciebie kobietka :)". Wszystkie te dobre myśli jednak uciekają w momencie spotkania z innymi osobami. W momencie gdy mam możliwość porównania, czuję się gorsza niż wszyscy inni, będąc równocześnie świadoma, że to nieprawda. Ciężko mi sobie z tym poradzić, ponieważ rozum sobie a emocje sobie.

W tym swoim nieszczęśliwym światku zamknęłam się w momencie pójścia do szkoły. Byłam bardzo zestresowana, nie umiałam dogadać się z rówieśnikami a oni, wyczuwając to, zaczęli mi dokuczać, z czasem gnębić. Miałam wówczas jedną, zaufaną przyjaciółkę, która jest nią do dziś, jednak z racji na jej przeprowadzkę do innego kraju, nasz kontakt się osłabił.

Jeszcze powracając do tematu seksu. Mam zakorzeniony jego obraz rodem z filmów porno. Kojarzy mi się WYŁĄCZNIE z poniżeniem i patologią. Bardzo prawdopodobne, że to wpływ zdarzeń z początku znajomości z moim mężem. Świadomość, że on to oglądał, że to mu się podobało, że patrzył na to z podnieceniem - do tej pory wzbudza we mnie obrzydzenie. I choć minęło już parę lat od tamtych zdarzeń, nie potrafię pomyśleć o seksie inaczej. Bliskość przez seks? Dla mnie to niepojęte. Zupełnie.

Nirwanna, podczas rekolekcji była spowiedź i modlitwa o uzdrowienie. Czytania Pisma Św. nigdy nie było, choć uważałam się za osobę wierzącą. Chcę to zmienić. Rekolekcje dużo mi uświadomiły.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-22, 16:03   

aloana napisał/a:
Jeszcze powracając do tematu seksu. Mam zakorzeniony jego obraz rodem z filmów porno. Kojarzy mi się WYŁĄCZNIE z poniżeniem i patologią. Bardzo prawdopodobne, że to wpływ zdarzeń z początku znajomości z moim mężem. Świadomość, że on to oglądał, że to mu się podobało, że patrzył na to z podnieceniem - do tej pory wzbudza we mnie obrzydzenie. I choć minęło już parę lat od tamtych zdarzeń, nie potrafię pomyśleć o seksie inaczej. Bliskość przez seks? Dla mnie to niepojęte. Zupełnie.


Problem zapewne leży znacznie głębiej a może wcześniej (w czasie).
Moim zdaniem bez porządnego psychoterapeuty tego nie rozwiążesz.
Zdecydowana większość facetów ogląda lub oglądała porno i niemała część kobiet też
i nie powoduje to zahamowań w seksie,a niektórych wręcz odwrotnie.
Oczywiście nie mówię o sytuacjach patologicznych, gdy np facet codziennie oglada porno zamiast się zainteresować żoną.
Nie ma sensu się oszukiwać i szukać problemu w mężu (tego, że kiedyś obejrzał porno), a nie w sobie. To droga prowadząca do rozstania. Nie macie 60 lat, więc trudno liczyć na to , że mąż zaciśnie zęby i będzie trwał kolejnych 10 lat w takim układzie
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-22, 21:33   

aloana napisał/a:
Moim jedynym dotąd pomysłem było zwrócenie się ku Panu

Witaj,
wiesz Bóg często działa przez ludzi, których Ci podsyła, rozumiem, że Twoje problemy natury intymnej stopują Cię nieco w potencjalnych kontaktach z terapeutami jest jednak pewne wyjście. Ponieważ nie napisałaś skąd jesteś trudno podrzucić ci konkretny adres ale może przemyśl sam zamysł,. Wśród wielu poradni zarówno psychologicznych jak i zdrowia psychicznego pracują czynnie kapłani może to by ci ułatwiło start w terapię gdybyś takiego znalazła i pierwszą i następne wizyty potraktowała jak spowiedź, możesz to na wstępie zaznaczyć, że taka forma ułatwi ci kontakt, myślę, że żaden kapłan ci nie odmówi, a w pouczeniu otrzymasz wskazówki jak będzie się dalej rozwijała Twoja terapia lub adres gdzie masz sie udac po pomoc.
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-10-22, 23:57   

Zgadzam się także z tym co napisał Grzegorz .

Doznałaś w dzieciństwie pewnego rodzaju "szoku" .
Pozostał do dziś STRACH .
Tutaj kluczowa rola także dla męża .
Musi być cierpliwy .
Musicie się do siebie zbliżyć bardzo tak duchowo i emocjonalnie .
A potem zacząć od zwykłego przytulania itp. gestów .
No i bardzo klasycznie .
Filmy pornograficzne są niesamowicie monotematyczne
i fakt w zdecydowanej większości kobiety są w nich poniżane .
Lansują pewien "standard" współżycia , który jest w zasadzie patologią .
Osoby młode , "nieobyte z tematem" albo wrażliwe
dostają wtedy takiego urazu psychicznego .

Sądzę jednak , że u Ciebie kluczowy o podstawowy
jest ten strach przed innymi ludźmi .
Cytat:
W momencie gdy mam możliwość porównania, czuję się gorsza niż wszyscy inni, będąc równocześnie świadoma, że to nieprawda. Ciężko mi sobie z tym poradzić, ponieważ rozum sobie a emocje sobie.

Tu na pewno dobry psycholog potrzebny .
Ale i samej poczytać , bo masz potencjał .
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8