Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
mąż się odkochał
Autor Wiadomość
Sylwka30
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 16:55   mąż się odkochał

Mam 30 lat, od 10.09.2011 jestem w związku małżeńskm (mąż ma 35 l). Jesteśmy ze sobą od 05.05.2005.

Nie mamy dzieci niestety, dlatego, że mąż miał wiele powodów żeby z tym poczekać (większe mieszkanie, więcej pieniędzy..) - czekałam.

15.12.2013 mój mąż oznajmił, że "już mnie chyba nie kocha. Jak jest dobrze, to jestem wspaniałą partnerką, ale nie potrafimy się dogadać w życiu". Szok. Zapytałam od kiedy mnie nie kocha i czy jest tego pewien, usłyszałam, że od około roku i długo nad tym myślał, ale jest tego pewien. Próbowałam rozmawiać, mówiłam, że przecież przysięgał przed ołtarzem, czy wtedy kłamał? Mówił, że wtedy mnie kochał, a teraz nie kocha i może nie potrafi kochać. Popadłam w rozpacz, tamtego wieczoru zabrałam kilka rzeczy i wyprowadziłam się do rodziców - nie próbował mnie zatrzymać, chciał mnie nawet odwieść (rodzice mieszkają w miejscowości oddalonej o 30 km), ale nie chciałam. Wyprowadziłam się, bo nie widziałam możliwości pozostania z nim w tej sytuacji, mieszkaliśmy w jego kawalerce. Próbowałam rozmawiać, pisałam sms-y czy jest pewien tego co mi powiedział, że ja go kocham - stanowczo podtrzymywał swoją wypowiedź z 15.12. Po tygodniu przyjechałam żeby zabrać wszystkie swoje rzeczy z mieszkania, był w domu - znowu próbowałam rozmawiać, pytałam jak może skazywać na grzech siebie i mnie. Prosiłam, żeby nie łamał przysięgi. On twierdził, że właśnie dotrzymuje przysięgi, bo przysięgał uczciwość małżeńską. Moje słowa w ogóle do niego nie trafiały. Wyszedł z domu, a ja w tym czasie wyprowadziłam się.

Co miałam robić? Zostać i dalej znosić Jego brak szacunku i być tratowaną jak powietrze? Pomyśałam, że muszę Mu dać swobodę i czas żeby to przemyślał, żeby poczuł, że to nie prawda, że przestał kochać. Ale tak się nie stało. On chce rozwodu. Nigdy nie sądziłam, że mnie to spotka. Wg mnie byliśmy udanym małżeństwem. Fakt, mój mąż miał bardzo trudny charakter, długo by pisać. Był jedynakiem, nie miał ojca, mama zmarła jak był na studiach, z rodziny miał tylko ciotkę (matkę chrzestną), która nie jest osobą mocnej wiary...

Ja Go zaprowadziłam z powrotem do Kościoła, dzięki mnie po kilku latach poszedł do spowiedzi.. Przed ślubem niestety 2 lata mieszkaliśmy razem i przez ten czas nie byłam tak mocno wierząca, jak Ksiądz nie dał mi rozgrzeszenia - byłam zła. Ale po ślubie wszystko się zmieniło. Wiele rzeczy zrozumiałam i stałam się osobą mocnej wiary. Pilnowałam żebyśmy chodzili w każdą niedzielę do kościoła, sakramenty... Wydawało się, że wszystko jest dobrze. Mąż zawsze miewał tzw. ciche dni, było mi wtedy ciężko, ale znosiłam to. W ciągu ostatniego roku te jego humory bardzo się nasiliły. Nagle przestawał się odzywać i to trwało czasem po kilka dni. W tym czasie ja stawałam na rzęsach żeby się dowiedzieć o o chodzi, jaki ma problem. Zbywał mnie, nigdy nie mówił co Go trapi, twierdził, że to ja nie potrafię z Nim rozmawiać. Próbowałam wszystkiego. Czasem było lepiej, bez cichych dni, ale potrafił nagle zamilknąć i znowu kilka dni byłam samotna. Mój płacz nie robił już na Nim wrażenia, traktował mnie jak powietrze. Modliłam się za Niego. Modliłam się o dziecko. Nie pomogło.

Od 15.12. codziennie lub 2 razy dziennie odmawiam różaniec za Niego. Czytam Pismo Św. W niedziele podczas Mszy Św.mam łzy w oczach i powstrzymuję się żeby nie wybuchnąć płaczem. Przed Świętami poszłam do spowiedzi i płacząc opowiedziałam o tym, Ksiądz poradził żebym spróbowała za 2 tyg.podjąć próbę rozmowy. Odczekałam i tak zrobiłam, mąż nie chciał się spotkać, ale nalegałam. W końcu się zgodził, ale nie pozwolił mi przyjść do domu. Spotkaliśmy się na ulicy i tam ponownie powiedział, że chce rozwodu i na wiosnę złoży pozew.

Myślałam, że może ma kogoś - powiedział, że nigdy mnie nie zdradził i nikogo nie ma. Ale czy można tak po prostu się odkochać? Co jeszcze mogę zrobić? Od tamtej pory przestał się ze mną kontaktować, nie odpisuje na smsy, nie odbiera tel. Przez ten cały czas nawet nie próbował dowiedzieć się jak ja sobie radzę. W dzień się trzymam chodzę do pracy i robię dobrą minę, a w nocy ryczę.

Znajomi mówią, że na pewno sobie kogoś znajdę. Ale nikt nie rozumie, że mamy ślub kościelny,jak mogą mi tak radzić? Z drugiej strony czy powinnam się zgodzić na rozwód cywilny? Przecież nadal będziemy małżeństwem przed Bogiem. Podobno nawet jeśli się nie zgodzę, to i tak sąd da nam rozwód i to z winy obojga.

Nie chcę żyć w grzechu.

Pod koniec listopada podczas niedzielnej Mszy Św. (byłam wtedy znowu sama, bo mąż się nie odzywał) usłyszałam kazanie,które mnie przeraziło. Ksiądz mówił do osób cierpiących i padły słowa, że Bóg nas kocha i nie chce naszego cierpienia, dlatego niedługo je od nas zabierze. Mówił, że może to jakaś choroba, może tkwienie w chorym związku, może kłopoty małżeńskie, że to czasem lepiej zakończyć, że Bóg nie oczekuje od nas tego żebyśmy się męczyli. Zakończył słowami, że za miesiąc Święta i może już wtedy Bóg zabierze od nas to cierpienie. Pomyślałam wtedy, no jakto? Dlaczego Ksiądz tak mówi? Przestraszyłam się, że to do mnie i myślałam, że nie prawda, niemożliwe. A jednak. Tylko moje cierpienie wcale się nie skończyło.

Zastanawiam się jaki jest cel? Czy to wola Boża?
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 17:12   

Sylwka30 napisał/a:
Wg mnie byliśmy udanym małżeństwem.


Czyżbyś coś przeoczyła ?
Nie zauważyłaś żadnych symptomów ??


Sylwio....no ja jestem przeciwna wyprowadzania się w czasie kryzysu ( chyba, ze dochodzi do przemocy).
Wiesz....kojarzy mi sie z takim...zabieraniem zabawek z piaskownicy....troche z niedojrzałością....ucieczką.

A zobacz...przeciez chciałaś czegoś innego....nier chciałaś rozstania....a uciekłaś. Niespójne- prawda ??


Sylwka30 napisał/a:
twierdził, że to ja nie potrafię z Nim rozmawiać.


komunikacja to też uważne słuchanie.


Sylwka30 napisał/a:
Modliłam się za Niego. Modliłam się o dziecko. Nie pomogło.


Tu bądź spokojna....Bóg zawsze wysłuchuje naszych próśb...ale częśto działa wg swojej, nie naszej woli - jednak tak, zeby nam było najlepiej.
Nie ustawaj w tych modlitwach !!


Sylwka30 napisał/a:
Mówił, że może to jakaś choroba, może tkwienie w chorym związku, może kłopoty małżeńskie, że to czasem lepiej zakończyć, że Bóg nie oczekuje od nas tego żebyśmy się męczyli.


Nieprawda - prawdopodobnie źle zrozumiałaś !
Bóg nie chce naszego cierpienia....i zawsze każe nam pracować nad sobą, zmieniać się tak, zeby cały świat wokół nas sie zmieniał.
Praca nad sobą....wzgogacanie się, przemienianie, naśladowanie Jezusa....to jest to...Przemienienaie siebie z miłości w MIŁOSC- taką za nic i mimo wszystko.

Sylwka30 napisał/a:
Zastanawiam się jaki jest cel? Czy to wola Boża?



Skoro Bóg nie chce naszego cierpienia....więc Sylwio....to nie Bóg !!!

Co do męża......Sylwio....miłośc nie jest uczuciem ani emocją- jest postawą !
Tak - chcę , postanawiam cię kochać!!
Czyli wygląda na to, ze mąż zmienia postawę.....

Hm...z tego co piszesz....nie pomyslałaś, ze może mąż jest chory ??
Zastanawiaja mnie takie ciche dni, zmiennośc nastrojów, złe humory.....co to może być ?
Pozdrawiam ! EL.
 
     
Sylwka30
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 17:29   

Wyprowadzka - chyba drugi raz zrobiłabym to samo... To był dla mnie taki szok, że nie mogłam po prostu położyć się spać obok niego. Tym bardziej, że nadal był "obrażony". Myślałam, że jak zostanie sam to się opamięta - podejmuje przecież cały czas próby rozmowy. Nawet (przed oddaniem kluczy chciałam wrócić, ale powiedział, że jak się wprowadzę to On się wyprowadzi).

Choroba - oczywiście, że przeszło mi to przez myśl. Ba, nawet koleżanka mi to zasugerowała, bo nie wierzy, że mógł przestać kochać. Ale to na pewno nie jest to.

Po przeczytaniu Twojej odpowiedzi czuję się jakby to była moja wina, bo się wyprowadziłam :-(
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 17:57   

Sylwia....hm....pewnie można coś zrobić.
Nie trać nadziei.....Wspieram modlitwą.
Możemy rozmawiać, zastanawiać się....ale i modlić o odrodzenie Waszego małżeństwa. EL.
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 18:17   

Kochana witaj na forum

przesłuchaj konferencje ks Marka Dziewieckiego
"Przysięga małżeńska i jej konsekwencje "
http://www.youtube.com/wa...t17QSzl8bGpxm3X

poszukaj w pobliżu Ogniska "Sychar" - warto pójść po pomoc,
na górze strony masz wypisane miasta w których są ogniska :mrgreen:
Trzeba dobrze wykorzystać czas kryzysu, wzrastać duchowo, uczyć się nowych rzeczy

Postawić Boga w centrum swojego życia, a męża na drugim miejscu

wspomnę w modlitwie
Pogody Ducha
 
     
rona
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 20:53   

Witaj na Forum.. Też jestem tu nowa, więc tym bardziej Cię pozdrawiam..
Sytuacja, w której się znalazłaś przypomina mi nieco moją. Z tym, że mójmąż nie stwierdził wprost, że mnie nie kocha, jedynie między wierszami. Natomiast z całą stanowczością i przekonaniem od kilku miesięcy mówi, że żałuje faktu, iż się ze mną ożenił. Chciał i nadal chce żebym się wyprowadziła (za ścianę, do mieszkania obok). Ja jednak zostałam.. Na początku kryzysu było koszmarnie - zero wspólnych rozmów, jedynie krótki komunikaty w sprawie dzieci, gdy zapytałam o coś neutralnego, np. pracę słyszałam "co cie to obchodzi?". Teraz mimo, że zasadniczo zdania nie zmienił, to jednak jesteśmy w stanie zamienić kilka normalnych zdań. Myślę, że warto więc zastanowić się nad powrotem do domu...
 
     
joanna83
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 21:19   

Nie wyprowadzaj się, wróć do męża, wróć do wspólnego mieszkania.... przeczytaj proszę mój wątek pt. "Pomóżcie". U mnie sytuacja była podobna.
 
     
Slawomir
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 21:36   

Sylwka30 napisał/a:
Podobno nawet jeśli się nie zgodzę, to i tak sąd da nam rozwód i to z winy obojga.


Zostaw rozmyslania hipotetyczne i tak masz wystarczająco dużo do przemyśleń i umartwiania (podobno kobiety tak maja :-) )

Z Twojej wypowiedzi nasuwa mi sie kilka watków:
1. Dziecko i jego silne pragnienie.
2. Mąż potwierdził Ci, że Cię kocha i nie zdradził.
3. Zaproponował Ci odwiezienie.
4. Wyprowadziłaś się.
5. Kochasz go.
6. Maż nie chce się z Tobą komunikować.

Sylwka30 napisał/a:
Tylko moje cierpienie wcale się nie skończyło


Nie szukaj też odpowiedzi od razu (zostaw też ten wątek z kazaniem) - bo się zadręczysz kobieto :-)

Dla mnie osobiscie duzym oparciem bylo codzienne uczestnictwo we Mszy Świetej i rozpoczęcie szukania woli Bożej a nie swojej. Ale pierwsze dwa lata to byl koszmar i pierwsze kroki do rozwoju osobistego..
Pan Bóg jest ponad wszystkim!
Masz rodzinę, pracę, znajomych myśl pozytywnie i poszukaj tego co Was łączy. Nie załamuj się i głowa do góry. Dawaj mu koniecznie pozytywne sygnały ,że szukasz pojednania i że chcesz z nim być dalej ( ja kupuje drobne podarki dla swojej polowki - czasem przyjmuje czasem nie :-) .. Tak samo z sms raz odpowiada a raz nie, pisze do niej listy itp.
Nie zmienisz sama drugiej osoby (to może tylko Bóg) ale mozesz jej dawać sygnały i być. Nie wiesz co Twoj mąz przeżywa i może to dla niego być ocaleniem.
 
     
slaw
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-10, 08:51   

zostaw myślenie hipotetyczne, powierz wszytko Panu!
idź i proś bo .... proście a będzie Wam dane, kołaczcie a Ja wam otworzę !
a i tak wszytko będzie wg. Jego woli :)

łłłłłłłłłłłłłłłuuuuuuuuuuuuuuuuch ale dostałem uderzenie ! .... CHWAŁA PANU !!!!!
 
     
Samboja
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-10, 11:20   

Gdy padają słowa "nie kocham Cię", to musiało sie coś dziać przez wiele miesięcy, co spowodowało, że tak ktoś sie czuje. Ja też tak powiedziałam do męża, ale on niszczył rzeczy w domu, był agresywny, bo miał problem ze stresem. Problem w tym, że mąż mi uwierzył w te słowa, a to tak naprawdę nie była prawda, okazało się, że jest w nas naprawdę dużo miłości, ale ukryła się pod całym złem i szlamem, które zbierało sie całe nasze 6 letnie małżeństwo.
To co czuje Twój mąż to uczucia z kategorii (żal, ból, gniew, rozgoryczenie, złość, zrezygnowanie, smutek z jakiś tam wiadomych mu tylko powodów), które nawarstwione dokładnie i szczelnie przykryły miłość. Nie znaczy, że jej tam nie ma.
Sama mówisz, że nie ujawniał Ci myśli, uczuć. No więc w tej sytuacji należy doprowadzić do konfrontacji, bo może sie okazać, że dowiedz się czegoś i powiesz: nie wiedziałam, dlaczego mi tego nie mówiłeś!!! Błąd jego wielki, że nie mówił, a Twój, że coś czyniłaś, ale na bank być przestała, gdyby Ci tylko powiedział. Z punktu widzenia szczęścia w małżeństwie.
Wyprowadzka w sytuacji, gdy jedyne wyjście to spowodować konfrontację, nie ułatwia a wręcz utrudnia.
Zapewne zapytasz jak doprowadzić do konfrontacji, podczas, gdy on nie odbiera telefonów. W końcu będzie sie musiał odezwać. Ja zrobiłabym tak. Umówiła bym sie na spotkanie w neutralnym miejscu na kawe pogadać o "rozwodzie". To go zachęci, bo na hasło ratowanie małżeństwa to raczej nie pójdzie. Z jakiegoś powodu, jego cierpienie jest "mojsze" i ważniejsze i nie bardzo "Twojsze" sie teraz liczy. Niech więc jego będzie tematem spotkania. Ja, ale mówię, jak ja bym to zrobiła. Powiedziałabym, że nie będe stawać mu murem jeśli będzie pewien swego, bo ciężko jeśli ktoś tak czuje, ale pod warunkiem, że dowiem się dlaczego. I albo sam powie dlaczego, co sie działo, albo można w obecności terapeuty. Po prostu chciałabyś poznać swój błąd - to jedyne o co prosisz. Nie znaczy, że on nie popełniał żadnych, na pewno jest tam tego troszkę, o co masz żal, ale jeśli sie wszystko dobrze potoczy, będzie i na to okazja, aby o tym pogadać. Gdy on Ci wyjawi w końcu o co ma żal, będziesz mogła okazać skruchę, powiedzieć, że gdybyś wiedziała, to bys tego na pewno nie robiła. Dasz mu w ten sposób znać, że nie czyniłaś tego specjalnie, i to, że milczał to trochę piłowanie gałęzi, na której się siedzi. Po takiej wymianie zdań,jest szansa, że zasiana w nim zostanie niepewność co do uczuć: może już nie miec takiej pewności, że nadal Cie nie kocha...ja bym tak zrobiła, nie mogłabym pozwolić komuś odejść, jeśli nie wiedziałabym co takiego się stało, że tak jest. Odejść mentalnie, bo na rozwód nie musisz sie wcale zgadać, jeśli uważasz to za grzech. Ja bym tak zrobiła.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-10, 11:50   

Samboja napisał/a:
Umówiła bym sie na spotkanie w neutralnym miejscu na kawe pogadać o "rozwodzie".


no może już bez tego...o rozwodzie. Bo po co kłamać ??


Samboja napisał/a:
To go zachęci, bo na hasło ratowanie małżeństwa to raczej nie pójdzie.

no tego to my już nie wiemy...więc , po co ?/
zaprosić na rozmowę.
Trzeba próbować. EL.
 
     
Orsz
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-10, 13:33   

Być moze przydałoby Ci się świadectwo mojej żony. Ona mówi, nawet jak mnie opuścisz, jak mnie wygonisz, ja nikogo więcej nie zechcę. Zawsze bedziesz moim mężem. I mówi to z wielkim spokojem i siłą. Chyba mówi prawdę. :-? Chyba nikt z tego za moimi plecami sie będzie się śmiał :-P Mówi to z wielką siłą i jest przekonywująca.
Moja żona mam wrażenie bardzo głeboko się nawróciła i ciągnie mnie za uszy do góry. Ludzie blisko Boga są szczęśliwi wbrew temu co ich otacza. Szczęscie im daje prawdziwe, jedyne źródło szczescia - Bóg. Otrzymują też siłę na pokonanie tego co zdawałoby się jest nie do pokonania.
To nie bajki.
Może o to chodziło księdzu?
 
     
Samboja
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-11, 10:18   

Chodzi mi tylko o to, że byc może tak nastawiony mąż nie będzie chciał w ogóle rozmawiać, jeśli padną argumenty, po to aby coś ratować, a w takiej rozmowie i tak padnie prędzej czy póżniej słowo rozwód, nawet jeśli ktoś się na niego nie zgadza, jako alternatywa wyjścia z tej sytuacji. Wiadomo, że nie chciana. To żadne kłamanie. Może lepiej i neutralnie brzmi: pogadajmy o nas i tym co sie stało i stać może....ostatecznie pogadajmy, o to chodzi...
 
     
MonikaMaria3
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-11, 10:26   

Orsz napisał/a:
Być moze przydałoby Ci się świadectwo mojej żony. Ona mówi, nawet jak mnie opuścisz, jak mnie wygonisz, ja nikogo więcej nie zechcę. Zawsze bedziesz moim mężem. I

Orsz to chyba coraz lepiej u was, prawda?
Co ja bym dała, by mój mąż tak mi powiedział...
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 9