Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Nie mam już siły na życie w trójkącie z teściową-muszę odesc
Autor Wiadomość
Tuśka
[Usunięty]

  Wysłany: 2014-01-31, 14:37   Nie mam już siły na życie w trójkącie z teściową-muszę odesc

Kochani,
Jestem w małżeństwie sakramentalnym, które wytrwało próbę czystości przedmałżeńskiej już 1,5 roku. Nasza historia jest krótka, ale tyle co się wycierpiałam w tym małżeństwie to już sam Pan Bóg wie. Nie wiem co mam dalej robić, ale jeśli nie zrobię nic to normalnie zwariuję. Proszę o pomoc. Oto sprawa:
Mój mąż i ja poznaliśmy się 2 lata temu. Wielka miłość, kompletnie różowe okulary (bynajmniej ja miałam) motyle w brzuchu i ta myśl- w końcu po tylku latach czekania- zjawił się mój wyśniony, cudowny książę z bajki. Byłam bardzo zafascynowana owo poznanym panem P. i od pierwszych naszych spotkań czułam, że on zostanie moim mężem. Byłam bardzo szczęśliwa, podziwiałam go, nawet się czasem łapałam na tym, że ja przecież nie zasługuje na takie szczęście. Razem postanowiliśmy żyć w czystości przedmałżeńskiej (mimo , że mieliśmy wcześniejsze kontakty seksualne z innymi parterami) bardzo chcieliśmy by ten nasz "nowy" związek był czysty. Przyjęliśmy szkaplerz karmelitański. Nasze spotkania były pełne Boga- niesamowie. Mogliśmy siedzieć sobie wpatrując się w siebie, modląc i marząc o stworzeniu rodziny... Chwilowa bajka
Zaręczyliśmy się, był ślub, zaraz po ślubie ciąża, cudowna córcia. Tak jak było w planach.
Ja porzuciłam swoje dotychczasowe zycie w dużym mieście, dla niego. Myślałam będziemy żyć w jego miasteczku , tu się wybudujemy (mąż miał dom po dziadkch) będzie nam dobrze. Ja mam pracę mobilną przy komputerze więc nie było to problemem. Na studia(doktorat) mogę przecież dojeżdzać. Ważne tylko by on mógł dalej prowadzić swoją lokalną firmę, a ja sobie dam radę. W końcu już od 10 lat jestem samowystrczalna i potrafię dopasować się do warunków w których mieszkam. Żyłam w wielu krajach i niegdy nie miałam z tym problemu. Teraz mam. Kłopoty zaczęły się już w trakcie planowania ślubu- (wówczas przymykałam na to oko- w sumie byłam kompletnie zaślepiona) sęk w tym, że wszystko co ja chciałam by było na naszym wysnionym ślubie musiało być zaakceptowane przez mamusie P. -nic nie mogło być po mojej myśli ( miejsce slubu, data,zaproszenia, kwiaty, menu, stroje, atrakcje weselne itp. wszystko co ja chciałam było złe, bez sensu, za drogie, niepotrzebne. Myślałam wtedy może i racja, ok, niech tak będzie. Najważniejsze byśmy się pobrali w końcu to miłość prawdziwa, od Boga, jedyna, cudowna. Nie ważne są te sprawy "przyziemne" Ani moja mama, ani ja ani nikt inny z mojej rodziny nie miał nic do powiedzenia w sprwie ślubu. Mimo tego- bardzo tego chiałam- było wiele smutnych sytuacji podczas tych przygotowań, ale wtedy miałam jeszcze siłę walczyć z "wiatrakami" teraz już nie mam. Po slubie zaczął się dla mnie koszmar. Mój mąż nagle z kochającego zakochanego chłopaka przemienił się w niezaiteresowanego żoną chłopca, który słucha tylko swojej mamy. Wczesniej tego nie widziałam aż tak wyraźnie. Nie miał ochoty pomóc mi z przewiezieniem moich rzeczy z wynajmowanego mieszkania, nie mogłam być u nich ( zamieszkalismy z rodzicami P.) zameldowana, nie mogłam przerejestrowac swojej firmy na ich adres, nie miałam nawet jak funkcjonować bo rzeczy które w koncu przewiozłam z kuzynem nie było gdzie złożyć więc żyłam w kartonach. Mój mąż poprostu jak gdyby nigdy nic zył sobie dalej pod dachem rodziców, tyle , że doszła lokatorka do pokoju. Całymi dniami w pracy,a ja z jego mamą, która za wszelką cenę chciała mnie edukować jak prać, jak prasować, jak gotować i tak chodziła za mną i obserwowała każdy mój ruch dając swoje cenne uwagi- oczywiście wszystkie moje metody na prowadzenie domu były złe i jej zdaniem niczego mnie matka nie nauczyła więc ona musi. Po miesiącu życia pod jednym dachem wymiękłam kompletnie. Mimo moich próśb meża o wyprowadzkę, on uważał, że to moje fanaberie i nigdzie nam nie będzie tak dobrze jak u jego mamusi. Mi było niedobrze, czułam się jak pod odstrzałem, bałam się cokolwiek zrobić, zeby znów nie narazic się na jej krytykę. Mój mąż oczywiście nigdy tez nie wspierał mnie, ani nie brał pod uwagę mojego zdania ani próśb. Wszystko co powiedziała mama było święte i dobre, a to co ja to moje wymysły i idiotyzmy. Po slubie też on razem ze swoja mamą zaczęli obrażać słownie moją rodzinę jak to nie potrafili się zachowac na weselu- ( wszystkie przykre słowa, ktore usłyszałam mnie wyniszczały) codzinnie nagonka na kogoś to na moją mamę, to na mojego tatę, to na siostre i tak bez końca- głupie komentarze. Bardzo bolesne i przykre. I ciągłe mnie obwinianie. Robiłam się coraz to mniejsza, traciłam swoje jak do tamtej pory poczucie własnej wartości, aż w końcu nie wytrzymałam tego i wyprowadziłam się do domu obok, w kórym moglismy mieszkać, ale mąż nie chciał. Zapakowałam rzeczy i napisałam tylko smsa mężowi, że nie będą dłużej mieszkać z jego mamą bo mnie to zabija. No i wielka obraza, jak mogłam, jak smiałam itd. sam przeprowadził się do mnie na zasdzie , że przyniósł swoje kapcie i 2 koszulki. Byłam w ciężkim szkoku, że nowo poslubiony mąż, niby tak zakochany, który niemalże nosił mnie na rękach, nie chce do mnie się przenieść. Jego mama wymysliła, że skoro już uciekłam od nich, a dom jest obok to mamy u niej się kąpać, u niej robić pranie, jeść obiadki, wynosić smieci, a tu będziemy sobie tylko spać- oczywiście się na to nie zgodziłam- co innego mąż on nadal prawie wszystko robi u mamusi. Siedziałam tak tydzień w naszym nowym domu, czekając aż mój książe sie zjawi- przychodził późno, wieczne pretensje do mnie o bzdury, niezadowolenie ze się tu wyniosłam i całkowity brak uczuć , obojętność, brak czułości, zrozumienia sprawiły, że czułam się z tym wszystkich fatalnie, nie mogłam pojąć tego, wyjechałam do rodziców na wieś, żeby sobie wszystko przemysleć poukładać, zastanowic się, podnieść na duchu- byłam w okropnym stanie psychicznym- nagle jakby rozpadł się mój swiat- nie czułam już jego miłości. Pojechałąm tam i liczyłam że on dostrzeże swój błąd, że przyjedzie po mnie, przeprosi, ze zrozumie, że tak być nie może, że on nadal mieszka fizycznie i psychicznie u mamy, a u nas tylko śpi. Nie zrozumiał, nie przyjechał. Uznał mój wyjazd za kolejną fanaberię. Napisałam list o pomoc do jego przyjaciół z kościoła- wyniknęła z tego wielka afera, że oczerniam męża pisząc jego zdaniem takie bzdury- że my przecież w żadnym trójkącie z jego mamą nie żyjemy. A co to za problem, że jego mama pierze mu rzeczy, gotuje, on tam z nią przesiaduje a ja sama w domu. Mąż i teściowa śmiertelnie się na mnie obrazili, ze zhańbiłam ich dobre imię, ona wysmiała nasz szkaplerz, o mnie powiedziała, że jestem prymityw i że mi ręki w kościele nie poda. Zaszczuli mnie jak psa i kazali pisac do tych przyjaciół ze tamten list to nie prawda, że sobie wszystko wymyśliłam. Dostawałam codzinnie pranie mózgu do tego stopnia, że nie byłam w stanie ani normalnie pracowac, ani funkcjonowac, moi znajomi nie wiedzieli co mi się stało, że z zawsze pełnej energii dziewczyny zrobiła się smutna, zatroskana i przybita dziewczyna bez chęci na cokolwiek. Moja rodzina też bardzo się zaniepokoiła i przyjechali wyjaśnić o co chodzi-nie dało się. Znów była nagonka na mnie. Mama P. wrzeszczała jaka to ja jestem najgorsza....bo sniadań jej syneczkowi nie robię. Miałam myśli samobójcze, wykończona, bez swojej miłości dowiedziałam się, że jestem w ciąży i to mnie ocaliło. Pomyślałam, że teraz mam po co zyć i udało mi się mimo problemów z utrzymaniem ciąży do końca ją donosić. Przez całą ciążę byłam jednak sama. Mąż był niby obok, ale nie czułam jego obecności, nie chciał chodzić ze mną na szkołę rodzenia, prawie nic mi nie pomagał w domu. Zakupy, gotowanie, sprzatanie- wszystko robiłam ja. On przychodził wieczorem i kładł się spać, jak kłoda koło mnie- bez uczuć. Nawet nie dotykał brzuszka jak mała kopała. Płakałam, ale miałam nadzieje, że coś się w końcu zmieni jak urodzi się dzidzia. Poród miałam bardzo cięzki, ale przeżyłam jakimś cudem. Dzieciątko cudowne. Miedzy nami nic się nie zmieniło. Ja aby nie stracić pokarmu i żyć w spokoju postanowiłam , że nie będę odwiedzać teściowej i tam nie chodzę. Ona jak mnie widzi w kosciele to ucieka żebym czasem nie podeszła do niej. Mąż zakochany w córce mnie już kompletnie nie zauważa. Nadal przesiaduje u swojej mamy. Na święta Bozego nar. pojechałam do swoich rodziców, on miał dołączyć ale wybrał wigilie z mamusią , nie z zoną i córka ( poprzednie 3 święta bylismy u jego rodziców) Na chrzciny zrobiłam obiad to teściowa przyszła i rozwaliła całą imprezę- obrazając mnie i całą moją rodzinę. Nie zjedliśmy nawet razem zupy...Mój mąż jej zachowanie skomentował- no i dobrze, że tak zrobiła- i tak jest za każdym razem. Zawsze staje w jej obronie, nie ważne co ona zrobi czy powie, czy mnie wyzwie. Pomyslałam, że muszę brać małą i spadać a on niech wybiera. Inaczej nie mam szans na normalne zycie, w które zawsze ingeruje teściowa, potwornie na mnie zła, że zabrałam jej ukochanego syna. A on cóż musi w koncu odejść od ojca i matki i połączyć sie z żoną swoją. Pytanie tylko co ja zrobiłam źle, że on mnie nie wybiera tylko ciągle matkę.
 
     
silverado
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 15:09   Re: Nie mam już siły na życie w trójkącie z teściową-muszę o

Tuśka napisał/a:
Pomyslałam, że muszę brać małą i spadać a on niech wybiera.
.

No raczej tak.....

Cytat:
Inaczej nie mam szans na normalne zycie, w które zawsze ingeruje teściowa, potwornie na mnie zła, że zabrałam jej ukochanego syna. A on cóż musi w koncu odejść od ojca i matki i połączyć sie z żoną swoją. Pytanie tylko co ja zrobiłam źle, że on mnie nie wybiera tylko ciągle matkę.


a mnie zastanawia, co na to TEŚĆ? Bo na początku myślałem, że jest tylko teściowa. W nim wsparcia nie znajdziesz?

Musisz dać mężowi do zrozumienia, że to Ty jesteś najważniejsza i masz rację, moim zdaniem, tak stawiając sprawę- wybór pomiędzy Tobą a mamusią
Ostatnio zmieniony przez silverado 2014-01-31, 16:26, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Karolina12
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 15:11   

Tuśka napisał/a:
Pytanie tylko co ja zrobiłam źle, że on mnie nie wybiera tylko ciągle matkę.


Tuśka ty nic złego nie zrobiłaś.............. nie możesz siebie obarczać za to że Twój mąż nie potrafi odciąć przysłowiowej "Pępowiny"............ czytając Twój post widzę niedojrzałego "Maminsynka" który tak naprawdę nie wie lub nie chce (z sobie wiadomych powodów) wiedzieć co to znaczy założyć "Rodzinę"................. w Piśmie Świętym jest napisane
Opuści Ojca i Matkę i złączy się ze swoją żoną i będą jednym ciałem........

Tuśka nie możesz godzić się na taki układ jaki jest teraz ..... postaw stanowcze granice

to forum to kopalnia wiedzy ..... rozgość się poczytaj...........

Pogody Ducha masz moją modlitwę
 
     
Aga6025
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 15:13   

Nie jestem w stanie Ci doradzić jak postąpić. Moje życie małżeńskie jest bardzo podobne do Twojego. Teściowa traktuje mnie tak samo, mąż zachowuje się podobnie, a ja też nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzić.
 
     
miazia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 15:24   

Tuśka opisałaś moje życie, to co przeszłam nadal jest we mnie....i nadal się nie skończyło, chociaż moi teściowie zmusili męża do rozwodu ze mną.....zniszczyli nasze małżeństwa, ale najbardziej zniszczyli własnego syna :-( . To bardzo bolesne jeśli chcesz o coś pytać, to na priv
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 15:47   

Myślę, że ganić należy postawę mężów/żon
którzy nie potrafią się od rodziców odciąć, a mniej teściów.
W końcu jak ktoś ma 30 czy 40 lat i ma swoją rodzinę to powinien
pamiętać, że jego GŁÓWNĄ rodziną jest mąż/żona/dzieci, a nie rodzice.
 
     
Tuśka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 16:07   Re: Nie mam już siły na życie w trójkącie z teściową-muszę o

No raczej tak..... a mnie zastanawia, co na to TEŚĆ? Bo na początku myślałem, że jest tylko teściowa. W nim wsparcia nie znajdziesz?

Problem jest w tym, że moja teściowa wszystkich trzyma za gardło. Swojego meża, swoją córkę i mojego męża, a jak ktoś już się sprzeciwia jej woli to jest wrogiem. Mąż jej córki- wróg numer 1 - od 10 lat nie odzywa się do niej poza dzień dobry i do widzenia, choć mieszkają pod jednym dachem tylko na innym piętrze i ja wróg numer 2- nawet teraz większy niż wróg numer 1 bo ja mam możliwość odejsc ( mam własne mieszkanie i na tyle jestem stabilna finansowo, że nie potrzebuję łąski męża) z tym, że kocham tego maminsynka i nie chciałabym rozbijać rodziny.
 
     
marek256
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 16:18   

To co napisalas o mezu to to tak jakbym widzial siebie z przed lat . Z tyn ze ja nie mieszkalem u moich rodzicow tylko u tesciow a wiec sila rzeczy moi rodzice nie byli wstanie ingerowac we wszystkie sfery naszego malzenstwa . Gdzies w glebi serca w owym czasie jesli mialem podjac jakas decyzje to bralem pod uwage opinie moich rodzicow a nie przede wszystkim dobro malzenstwa . Pierwszym i teraz uwazam zasadniczym bledem bylo to ze nie poszlismy na swoje tak jak chciala zona tylko ja posluchalem rodzicow i wprowadzilismy sie do jej rodzicow drugim zamiast kupic dzialke pod budowe ktora chciala zona kupilismy za namowa moich rodzicow auto . Teraz ja widze swoj blad , widza tez moi rodzice ale ta przepasc ktora powstala , zal jest juz niedoodbudowania . Nie wiem czy dla meza wiarygodniejsze niebyloby o tym ze tak dalej byc nie moze ze musi laczace go wiezi z matka zerwac jesli mysli i ma na mysli dobro rodziny uslyszec to od innych osob . Moj znajomy ostatnio powiedzial mi jak wygladalo jego malzenstwo z jego perspektywy oczywiscie . mIanowicie jego malzonka przez caly okres malzenstwa tj prawie 20 lat niepotrafila wyzwolic sie z wiezow swojej rodziny ktora ingerowala w ich sprawy malzenskie . Dopoki pracowal po 12-14 godzin dziennie aby wybudowac dom znosil to cierpliwie wyjechal tez zagranice . Dom wybudowal i dal zonie ultimatum , sprzedajemy ten dom , bierzemy mape i kupujemy nowy w odleglosci minimum 50 km od miejsca gdzie jest jej rodzina . skonczylo sie tak ze zona nie chciala , wiezy jej z mama i rodzenstwem byly zbyt silne . Teraz sa juz po rozwodzie . Nikogo jednak nie zachecam do tego typu rozwiazan . POkazuje jednak jak trudno jest odciac ta pepowine . POzdrawiam Z Panem Bogiem
φ
 
     
silverado
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 16:24   Re: Nie mam już siły na życie w trójkącie z teściową-muszę o

Tuśka napisał/a:
No raczej tak..... a mnie zastanawia, co na to TEŚĆ? Bo na początku myślałem, że jest tylko teściowa. W nim wsparcia nie znajdziesz?

Problem jest w tym, że moja teściowa wszystkich trzyma za gardło. Swojego meża, swoją córkę i mojego męża, a jak ktoś już się sprzeciwia jej woli to jest wrogiem. Mąż jej córki- wróg numer 1 - od 10 lat nie odzywa się do niej poza dzień dobry i do widzenia, choć mieszkają pod jednym dachem tylko na innym piętrze i ja wróg numer 2- nawet teraz większy niż wróg numer 1 bo ja mam możliwość odejsc ( mam własne mieszkanie i na tyle jestem stabilna finansowo, że nie potrzebuję łąski męża) z tym, że kocham tego maminsynka i nie chciałabym rozbijać rodziny.


to zawiąż sojusz ze szwagrem i pogadajcie konkretnie z waszymi małżonkami, potem teściami. Jak się nie da to moim zdaniem, musisz mężowi postawić sprawę jasno.... mimo tego, że będzie bolało i ryzyko jest wielkie. Albo, emocjonalnie się od tego odciąć, ale co to za życie.....

musicie się odciąć od teściów i mentalnie i fizycznie
 
     
Tuśka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 16:36   

Cytat:
to zawiąż sojusz ze szwagrem i pogadajcie konkretnie z waszymi małżonkami, potem teściami.


Próbowałam z nim rozmawiać, ale on boi się w to ingerować. Jemu jest tak wygodnie zyć- teściowa pilnuje im dzieci, gotuje, jak wyjeżdzają pilnuje porządku, teść pali w piecu i kosi trawę a on- mąż siostry mojego męża nie musi nic. Mi natomiast taki układ -udawanie że wszystko jest pięknie ładnie na zewnątrz a we wnątrz się aż gotuje- nie odpowiada:)
 
     
silverado
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 16:46   

Tuśka napisał/a:
Mi natomiast taki układ -udawanie że wszystko jest pięknie ładnie na zewnątrz a we wnątrz się aż gotuje- nie odpowiada:)


No to musisz wstrząsnąć mężem i zażądać zmian, lecz licz się z tym, że może byc opór materii zatem musisz odrobic pracę domową i mieć plan B jesli mąż nic nie zrobi. Czy jesteś gotowa na out jesli mąż nie odetnie pępowiny?
 
     
Tuśka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 16:48   

Może mojej winy w tym wszystkim tez jest trochę, bo nie potrafię cieszyć się codziennością. Tym, że mój mąż i ja mamy dobrą pracę, że dziecko zdrowe, że jest co do garnka włożyć , że mamy gdzie mieszkać itp. czuje się zatruta od środka, jak pomyślę o tych wszystkich przykrych słowach, które usłyszałam od teściowej- to że za wszelką cenę stara się za każdym razem nas poróżnić pokazując mojemu mężowi, że się do niczego nie nadaję bo np. mam bałagan w szafce lub założyłam złe majtki pod sukienkę ( bo prześwitują)
Żal, smutek, poczucie braku możliwości żeby się za coś zaczepić. Probowałam namawiać męza na terapię to mi powiedział, że sama jestem chora psychicznie bo to co ja mówię to same fanaberie, a problemów to my żadnych nie mamy. Poszłam na poradę sama do pana Guzewicza, który tu nawet na nagraniach się pojawia, zaczęłałam codzinnie się modlić na różańcu za odmianę, żebym umiała się pozbierać i podjąć działanie ku poprawie...
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 16:51   

Tuśka przesłuchaj ks Marka Dziewieckiego "Przysięga małżeńska i jej konsekwencje "

jak dasz radę zaproś męża do słuchania

http://www.youtube.com/pl...t17QSzl8bGpxm3X


I Dobson
"Miłość potrzebuje stanowczości"
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 16:54   

Tuśka

Wydaje mi się, że Ciebie bardziej denerwuje to, że mąż mając wybór TY i mamusia, wybiera mamusię.
Kiedyś też miałem takie "przeboje" i najbardziej mnie bolało to, że nie czułem się nr 1.
Można oczywiście sobie tłumaczyć, że ważne zdrowie, spokoj, praca...ale to średnio działa.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 8