Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Moja bolesna historia
Autor Wiadomość
stille
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-26, 09:44   Moja bolesna historia

Wlasciwie to jestem sama...Sama wciaz ze wszystkim, od dlugiego czasu...Sama...
Wyjechalam za granice 11 lat temu do niego, rozkochal mnie a ja nie zwracalam uwagi na wiele rzeczy...Milosc. Rozstal sie z zona. Winil ja, zostawil dziecko. A ja nie widzialam wielu rzeczy z zaslepienia.Obiecywal wycieczki, mowil o wspolnym zyciu, o starosci...Milosc? Zaczelam sprzatac za granica, on wciaz staral sie rozkrecac interesy. Wciaz nowe i nowe. Nasze pieniadze szly na te interesy i wciaz ich nie mielismy. Naklanialam go do kontaktow z synem. Mial wtedy 4 lata. Mowilam: Odpowiedz bylej zonie, kiedy pisala, ze ma problemy z dzieckiem i sobie nie radzi...Zlosc...Ale wciaz podejmowalam proby...Chcielismy miec dzieci. On mowil, ze zaadoptujemy jakies Chinskie dziecko. Smialismy sie z tego. Probowalismy dwa razy. Zaszlam w ciaze. Wzielismy slub. To bylo po tzrech latach. Musialam siebie pilnowac. Mam cukrzyce insulinozalezna od prawie 30 lat, astme, mialam nadcisnienie. przestalam sprzatac, zajelam sie domem, pomoca mezowi w papierach, dokumentach. Wsparciem. Kladl sie na podloge i nie mogl z niej podniesc, nie chodzil do pracy po kilka dni, wciaz zaczynal jakis nowy interes zycia...Bylam. Zawsze bylam. Glaskalam go po glowie, tulilam bo mnie prosil.Bo chcial. Bylam jak inni, ktorych od siebie odpychal-odchodzili... Zaczelam zauwazac, ze to co mowil o zonie, to nieprawda...Zle traktowal ludzi. Odsunal mnie od siostry. Z nia i jej mezem tez mial zle stosunki. Winil wszystkich o wszystko. Na poczatku kazdy byl nim zauroczony. Malomowny, madry, z lekkim usmiechem, lekko zagubiony. Wydawal sie taki dobry, pomocny. Chcial, zeby inni robili to co chcial, to co wymyslil w glowie. Dokladnie to, co chcial. Wymyslal rzeczy, slowa, fakty, ktore nie mialy miejsca. Potem bez zalu wyrzucal ludzi, mieszal ich z blotem...Bylam. Zajmowalam sie synkiem, domem, nim...Za malo, wciaz za malo...Lekarze moi, dziecka, zakupy, dom, ja, on, pomoc w jego papierach...To bylo moje zycie. Za malo. Robilam mu kanapki z liscikami...narzekal, ze cos mu z nich wystaje. Przestalam. Narzekal, ze przestalam. Zmienialismy mieszkania kilka razy, zawsze poklocil sie na koniec z wlascicielami. Zawsze! Bylam. Zaczelam zauwazac coraz wiecej a przede wszystkim to, ze jestem sama. Sama choc z nim. Zaczelam czytac o kobietach ktore kochaja za bardzo. Jestem DDA. Chcialam bardzo isc na terapie. Czytalam, czytalam, czytalam. Seks?! On byl najwazniejszy-moj maz! Pewnie dopiero po kilku latach doswiadczylam co to orgazm. Doswiadczylam, bo zaczelam walczyc o Siebie. O to co ja lubie, czego chce. Nie podobalo sie jemu. Slyszalam, juz nie robisz tego, tamtego....Pytalam a kiedy robilam doceniales to? Nie istnialo slowo dziekuje, przepraszam, prosze...Nie w jego jezyku. To wszystko sie nalezalo. Mowilam: Przytul mnie... Slyszalam: Nie jestem robotem, nie bedziesz mi mowic co mam robic...Wciaz zylam nadzieja...Na to co bylo, na chwile, dobre chwiel, ktore lapalam jak cenne okruszki... Inni widzieli, nie ja... Jego rodzina? Zimna, zamknieta. Czworka dzieci, kazde odeszlo z duzego domu na wsi. Zostali tam tylko rodzice. Rzadko utzrymuja ze soba kontakty a nawet bardzo rzadko...Kolejne mieszkanie, kolejna firma, kolejne dlugi, kolejni ludzie, ktorzy odeszli....Ja wciaz trwam. Mowie, ze kocham, przytulam, staram sie. Robie wszystko w domu. Nie mam czasu dla siebie. Zalatwilam przedszkole dla synka. Wozilam go 7 km w jedna strone, pozniej do biura pomoc mezowi,na poczte, po synka, zakupy, dom, w weekendy polska szkola dla synka. Wyjscia na plac zabaw, lekarze, dom, praca...Syn zaczal miec problemy, ja coraz bardziej sie balam, ze zainteresuja sie nasza rodzina. Bylismy wzywani na rozmowy, ze przeszkadza i sie nie slucha. Nic wielkiego ale sie balam, bo to takie panstwo ingerujace we wszystko. Wszystkiemu bylam winna ja! Bo ja nie umiem wychowac dziecka! Ustalenia, ze cos zrobimy, ustalenia meza, ze niedziela bedzie rodzinnym dniem byly wazne tylko tej konkretnej niedzieli. Pozniej zawsze bylo cos wazniejszego i ja bylam winna, ja.
Jestem w rozsypce, bo....maz powiedzial, ze to koniec, ze jestem niezrownowazona emocjonalnie poniewaz...zadzwonilam do kobiety, z ktora ma romans? I ze nie ma do mnie szacunku, bo ta kobiete wmieszalam...Rozmowa z kobieta: Kim Pani jest? A kim Pani? ja jestem zona a maz wydal na smsy do Pani 100 zl. napisal 300 smsow. Kim jest Pani? Jestem przyjaciolka z liceum. Pomiedzy nami nic nie ma. Zaczelismy pisac na Facebooku. Ja mam szczesliwa rodzine, meza, dzieci. Ja sie w nic nie mieszam. Pisal mi takie smsy, ktore powinien pisac Pani, mowilam, zeby przestal! Czy Pani maz akceptuje to, ze wysyla Pani kilkadziesiat smsow do mezczyzny? To nie Pani sprawa? Czy tak rozumie Pani szczesliwe malzenstwo? Pozniej zyczylam jej jak najgorzej.... Ja jestem winna! Ja! On szukal...Napisal, ze pisze nawet z dwiema kobietami. Zero poczucia winy. Te dwie kobiety uswiadomily mu jaki jest nieszczesliwy...Dwie kobiety z ktorymi pisze od dwoch miesiecy...Straszy mnie, ze nie da mi pieniedzy, ze stracil do mnie szacunek, ze skrzywdzilam niewinna kobiete...
Rozsypuje sie...Chodze na psychoterapie...Jestem sama, sama, sama....
Coraz wieksze dlugi, coraz wieksze pretensje do mnie, ze nie popieram zalozenia holdingu, coraz szersze plany, kilka samochodow, pracownicy, ktorzy byli zwalniani, bo cos tam...Zawsze z ich winy, problemy z wyplatami wynagrodzen na czas zawsze z winy pracownikow. Maz najlepiej wszystko robil sam! Wszyscy winni, nie on. Moja praca dla niego, bo bylam mu potzrebna. Teksty, ze jestem najwazniejsza i ze od teraz bedzie sie mnie sluchal. Teksty ze mi nie wierzy, na zmiane, z opowiesciami o wszystkim, zwierzeniami, telefonami wielokrotnie w ciagu dnia, rozmowami w nocy, w dzien...By znowu uslyszec....ze mi nie wierzy. Sluchanie, ze jestem nieracjonalna, ze mam myslec, ze nie umiem myslec racjonalnie. Na przemian z mowieniem, ze tylko ja umiem myslec racjonalnie i ze sie mnie bedzie sluchal... Mowienie, ze mam wiecej znajomych na Nk i ze on tez tak chce...Mam, bo mam az ..okolo 70... zazdrosc o cos co bylo wyimaginowane, o jakiegos kolege ktory byl na poczatku naszego zwiazku, zazdrosc ze sie maluje do lekarza...A malowalam sie codziennie...Ale wtedy akurat to widzial!Pytanie sie: Kto dzwoni, co napisal? Siedzenie podczas rozmow na Skype z mama, z siostra, czytanie. Nie przeszkadzalo mi to. Nie chowalam i nie ukrywalam niczego. On zreszta tez. Mowil, odpisz temu, tamtemu, zobacz, kto dzwoni...?
Ogromne dlugi, jego przyjaciel odszedl, bo go od siebie odepchnal i na koniec podeptal... Bylam z nim! Zawsze bylam! Sluchalam, pocieszalam i mowilam swoje zdanie. Zdanie odmienne od jego zdania! Zle, bardzo zle! Zla reakcja i jego zlosc na moje odmienne zdanie. Powinnam mowic jak dobrze zrobil...Wszystko moja wina! Nie wspieram go!
Zalozyl firme w Polsce, bylam przeciwna. Zle, bardzo zle. Zadnego zysku, kilkadzeisiat tysiecy strat. On wszystko wie, wszystko wie jak zrobic....tylko ja! Ja mu przeszkadzam...
Zycie przede mna bylo podobne, praca i dlugi. Z poprezednia zona praca i dlugi.... ale niewazne, to ja, to moja wina, ze sie mu nie udaje! Probowalam znalezc prace, nawet mialam szanse ale prosby, ze jestem mu potzrebna, ze ma inne sprawy, ze sobie nie poradzi a dla mnie ta praca jest lepsza, bo mam slabe zdrowie...Zostalam...
Musielismy wybrac. Ja sie coraz bardziej balam o syna, maz nie chcial nic robic aby to zmienic. W firmie szlo zle, prezes mial gdzies jej prowadzenie. Zdecydowalismy, bardziej ja, ze wracam. Syn pojdzie do szkoly a ja zajme sie firma. Wynajelismy mieszkanie, bo z mojej winy nic nie mielismy i z mojej winy maz ma dlugi alimentacyjne wobec pierwszego syna...
Wiec syn poszedl do szkoly, ja zajelam sie firma...Od sierpnia zeszlego roku. My w Polsce, maz tam. Teraz znowu bylam sama juz fizycznie. Telefony, rozmowy na skype, przyjazdy, wyjazdy ja tam, on tu...
Poszedl na Skype do poradni psychologicznej, zeby sobie bardziej radzic z praca... Po kazdej rozmowie z psycholog, slyszalam psycholog to, psycholog tamto...Mowil jedno, po rozmowie z nia zmienial zdanie. Doszlo do tego, ze ma sie ode mnie odsunac, bo to ja jestem winna, ze sobie nie radzi. Lubil jakas ksiazke, po rozmowie z psycholog stwierdzal, ze to schematy. Psycholog wie w jakiej ja jestem terapii chociaz moja terapeutka zlapala sie za glowe, kiedy to uslyszala. Ja mam certyfikowana psychoterapeutke. On psycholog z ambicjami, ktora wszystko wie...
W listopadzie sms...."Nie chce z Toba kontaktu" tak po prostu...dwa tygodnie po tym jak tu byl, mowil, ze mnie kocha i pzredluzyl pobyt... Tak po prostu. Probowalam. Pisalam, mile rzeczy, ze sie martwie, ze nie wiem co sie stalo, ze pewnie jest mu ciezko... Jestem falszywa, psycholog mu mowi co bede robic, jestem manipulantka itd...
Brak zyczen na urodziny, brak zainteresowania synem. Fascynacja facebookiem. Tylko tam moglam do niego cokolwiek napisac, tylko tam mi odpowiadal. Usunal mnie z facebooka, pozmienial hasla do roznych kont, ukryl znajomych. Przyjechal na Swieta. Pozwalal sie dotykac, glaskal mnie po wlosach. Myslalam, ze tak bardzo sie zamknal, ze tak mu ciezko. Mnie bylo cholernie ale wciaz myslalam o nim...a on o mnie....?
Wiedzialam co lubi. Zawsze staralam sie zrobic mu przezent, ktory chcialby dostac. Sluchalam...i kupowalam cos co lubi, co go zaskakiwalo. Niestety nie mialo to znaczenia. Tym razem pewnie tez, chociaz przez chwile sie ucieszyl...
Wyjechal przed Sylwestrem...Mowil, ze spedzi go w samotnosci. Wzial karte telefoniczna z internetem. dziwilam sie, po co mu karta. Mowil, ze jak przyjezdza do Polski chce jej uzywac. Dziwilam sie, przeciez przyjezdzal do domu. Mogl ja wziac. Cos mna drgnelo...Mowil, ze moze mi wyslac zdjecie jak siedzi sam na Sylwestra. Mowilam, ze mu wierze....Staralam sie opowiadac co u nas, slyszalam, to Twoja sprawa, ja mam swoje! Zajmij sie swoim zyciem! Nie obchodzi mnie to!
Po Nowym Roku mialam dosc! Napisalam, ze to koniec, ze mam dosc braku rozmow, ciepla, czulosci. Braku kontaktu. Ze zostawil nas bez powodu...Napisal, ze nie bedzie sie o nic staral, ze widzi jaka jestem, ze te rozmowy z psycholog duzo mu daly, ze sie zmienia i to ja mam problem, nie on! Ze on ma uczucia i mysli a ja nie mysle, ze mam zmienic terapeutke, skoro moja mi nie udziela rad...
Przyjechal samochodem. Po Swietach oddalam samochod do naprawy. Przylecial po dwoch tygodniach po jego odbior. Pozwalal sie dotykac i mowil, ze on niczego nie jest pewien...
Wyjechal nastepnego dnia. Kontakty z jego strony tylko sluzbowe i w sposob sluzbowy. Pisalam smsy. Milego dnia kochanie, dobranoc Najdrozszy! Po jakims czasie od niego: Przestan pisac te smsy!
Przestalam...
Wczoraj sprawdzilam wydruk z tamtej karty. 300 smsow w czasie kiedy byl tu na Swieta i w styczniu do tego samego numeru...
Po to mu ta karta, po to mu facebook. Ta szczesliwa w malzenstwie kobieta i jeszcze inna. Bo napisal, ze pisal z dwoma, mu uswiadomily, ze mnie nie kocha, no i psycholog, ktora ma na wszystko rady! Dwa miesiace pisania daly mu wiecej niz zycie ze mna, niz doswiadczenie calego zycia i zwiazkow z roznymi osobami, z ludzmi...
Zloscil sie, kiedy radzilam sie siostry, zwierzalam. Zamiast rozmawiac ze mna, wybral obce osoby...To ja bylam winna. Namawialam go na terapie. Terapie bo ma traumatyczne doswiadczenia o ktorych wiem tylko ja. Nie ma terapii, sa rozmowy...Pytalam: Czy jak przyjedziesz mozemy pojsc na terapie malzenska? Slyszlam :Nie!
Zrozumialam, ze te w te dwa przyjazdy sluzylam za darmowa dziwke. Dawalam mu przyjemnosc a on byl blisko z kims innym....
Bylam szantazowana tym, ze jak zostawie firme zostawi mnie bez pieniedzy. Za to, ze mialam czelnosc napisac do tej kobiety, tez mnie tak szantazowal!
Napisal, ze to Koniec i tylko mu pokazalam jaka jestem: Falszywa i go nie rozumiem!

To taka moja historia... Zostalam z synem w wynajetym mieszkaniu, z ogromnym podatkiem za granica. Podatkiem, ktory maz namowil mnie, zebym wziela na siebie. Z brakiem pieniedzy, z 40tka na karku....Ale chce walczyc o nasze szczescie. Moje i Syna. Juz dosyc bylam ponizana. Mam problemy ze zdrowiem, rozregulowany organizm. Widze jakies swiatelko. Widze jak bardzo bylam manipulowana, jak wiele dawalam i jak malo dostawalam...lapalam okruszki...a zasluguje na cos wyjatkowego i Moj syn rowniez...
Wiem, ze teraz bedzie ciezko, bardzo...
Dalam tak wiele i juz tak malo mi zostalo i wiem, ze nigdy, przenigdy nie oddam Siebie! Nie warto...
Tak mi ciezko....
Jego byla zona, cudowna kobieta mowi, ze On ucieka od problemow...Zamiast rozmawiac, szuka latwych rozwiazan. ja jestem gotowa na prace, na rozmowy...On nie chce...Woli pisac 50 smsow, do kobiety w malzenstwie, z dzieckiem, bo slyszy to co chce uslyszec. Rozmowy z zona, o zyciu, o zwiazku sa trudne a on ucieka od trudnych rzeczy...
Ciezko mi...
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-26, 10:31   

Witaj na forum,

z Twojego opisu wyczuwa się, że sytuacja dojrzała do pewnego zwrotu akcji.
jest ciężko,jesteś sama- chcesz zmiany. Jednocześnie boisz się nowego, bo masz świadomość że przed Tobą przepaść.

Kiedy odszedł mój mąż balam się straszliwie, co teraz będzie, jak sobie poradzę.
Miałam równiez trudne sprawy do "dźwignięcia".
Ale wówczas byłam tak zdesperowana, że powiedziałam sobie- dam sobie rok, póltora przejde ten koszmar i bedzie spokój. Przynajmniej będę niezalezna od męża, od jego humorów, chciejstwa lub niechciejstwa, od sytuacji, których nie rozumiałam, on nie tłumaczył, nie miałam juz w pewneym moemcnie siłyna zastanwainie się "co poeta ma na mysli".

jestes teraz z dzieckiem sama w PL. To czas dla Ciebie. Zajmij sie sobą, doprowadź się do stanu, w którym będziesz miała wewnętrzny spokój- bo tego potrzebujesz, i Twój synek też.
Co mąż robi i mówi jest , jak piszesz, bardzo niestałe.

Zwóć się do Boga, odnajdź Go w sobie, poproś niech Cie poprpwadzi.
Bóg jest.
I naprawdę nie chce dla nas źle.
Ja czytałam sobie często fragment Biblii- wyjście z niewoli egipskiej. Poniekąd siedzimy w takiej niewoli, a boimy się wyjśc, bo przeraża nas "pustynia": czyli brak perspektyw, problemy, samotność, pustka.

Bardzo Ci życzę, żeby się udało, zebys wyszła z tego poczucia beznadziejności.
 
     
stille
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-26, 10:47   

Dziekuje Ci Betty :), modle sie i czesto rozmawiam z Bogiem. Wiem, ze On jest i czesto byl obecny w moim zyciu, chociaz rzadko chodze do Kosciola. Wierze w Niego!
 
     
juana
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-26, 11:09   

Hej Stille!

Czy masz z mezem slub koscielny?
Dobrze, ze jestes w PL, tu masz duzo mozliwosci rekolekcji, spotkan z ksiezmi, rodzina I przyjaciolmi, ktorzy pomoga Ci sie pozbierac. Wez sie za siebie, odbuduj poczucie wartosci, zajmij sie swoimi pasjami, odnajdz prawdziwa siebie,a nie tylko sluzaca I pocieszycielke meza, ktory CIE nie szanuje.
W pierwszym poscie nice wspomnialas ani slowem o Bogu. Czy On jest naprawde Tym, kim powien byc DLA Ciebie? Nr 1, ostoja, opoka, przyjacielem, Tym, kto jako jedyny nigdy Cie nie zawiedzie, nie opusci, a pomoze przejsc przez zycie z usmiechem?
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-26, 11:11   

tutaj na forum znajdziesz dużo dobrych kazań, artykułów, wskazówek

rozwijaj się duchowo- to daje siłę i wzmacnia
z czasem wiele rzeczy lepiej zrozumiesz, zobaczysz w innym świetle- będzie Ci łatwiej

no i przede wszytskim- skoro tu trafiłaś- to nie przypadek
Bóg sie upomina o Ciebie

może weź różaniec- ja bardzo czesto się modlę na różańcu- odmawiam Nowenne Pomejanską, ona wycisza, daje Pokój w sercu, jakiego nie znałam wczesniej
przywraca ład w życiu tam, gdzie go brak
to trudna modlitwa, ale warto
 
     
stille
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-26, 11:16   

Juana, ja szukam. Nie pisalam nic o Bogu, bo opisalam swoja sytuacje. Coraz wiecej rzeczy widze. Po bolu, oddalam zycie w Jego rece. Przed Swietami lezalam krzyzem w domu, placzac i wierzac w to, ze wszystko to co robi ma jakis sens. Wierze, ze jest ze mna i mnie nie opusci. Przeczytalam miesiac temu cos w pewnej ksiazce i to zapadlo mi w pamiec. Jesli znajde ten fragment to go przytocze. Bo w to wierze najbardziej. Wczesniej czesto prowadzilam z Bogiem dialog. Nie tylko wtedy, kiedy bylo mi ciezko. Dziekowalam Mu, ze jest i ze moge przezywac kazdy dzien. Dziekowalam za rzeczy dobre, prosilam o rade i sile.
Nie mam slubu koscielnego. Maz mial go z pierwsza zona, byla w ciazy wiec za namowa rodziny wzieli slub. Znali sie krotko i z wzajemnej fascynacji pojawila sie ciaza...Tak przedstawil mi maz. Teraz z perspektywy czasu widze, ze wiele rzeczy ktore mi mowil moglo byc klamstwem, bo widze jak manipuluje ludzmi...
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-26, 11:20   

z Twojego opisu wynika, ze panuje w Waszym zyciu jakis straszny zamęt
może to dobrze, że jestes teraz z dzieckiem tutaj, a mąż tam
moze to czas wyciszenia, szukania innej drogi

[ Dodano: 2014-01-26, 11:25 ]
skoro powierzyłas się Bogu- teraz pytaj, co dalej
On wskaże drogę

trafiłaś tutaj- to już masz ciąg dalszy

a tutaj Kochana- jest tak wiele do odkrycia, że rok to za mało :-)

jak mówi dziesiejsza Ewangelia: naród kroczący ciemności ujrzał światłość wielką :-)

czy trezba wiecej znaków?

Bóg jest przy Tobie :-)
 
     
stille
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-26, 11:40   

Bety, nie mam rozanca, ale zakupie. Jest w naszym zyciu chaos. Ja porzadkuje swoje. Tylko to moge zrobic. Isc wlasna droga...Coraz bardziej wierze w siebie. Juz dawno zrozumialam, ze po cos tutaj jestem, ze w koncu ja mam kochac Siebie najbardziej. staram sie isc ta droga, chociaz boli, boli, boli. Zranienie miesza sie ze zloscia, z samotnoscia, z nadzieja....tak wiele uczuc i odczuc sie pojawia...
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-26, 11:50   

te emocje muszą się "wykotłować"
tak się dzieje
nie musisz ich tłumić, ale im sie przygladaj- dlaczego tak czujesz

oddaj ból Jezusowi- dobrze po takim czasie pełnym sprzecznych emocji i zranień wziąć udział we Mszy o uzdrowienie (znajdziesz na pewno w swojej okolicy)
zadbaj o siebie na płaszczyźnie duchowej i emocjonalnej,a zobaczysz, ze będziesz w stanie dźwignąć trudne sprawy związane z finansami, podatkami i innymi sprawami, które teraz Cię przerazają
 
     
stille
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-26, 12:01   

Betty, bylam na takiej Mszy i cos sie we mnie zmienilo. Utulilo mnie dwoje ludzi i modlilo sie za mnie, za nasz zwiazek. Wylalam wtedy morze lez... Poza tym cala msza byla cudowna. W zyciu nie bylam na takiej.
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-26, 12:15   

no to pozostaje kwestia najważniejsza- sakramentalnego małżenstwa Twojego męża...
Sakrament trwa- ona ma żonę
 
     
stille
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-26, 12:18   

Dla mnie Milosc, to cos innego. Bog blogoslawi Milosc. Nie wierze w robienie czegos na sile. Jego byla zona ulozyla sobie zycie.

[ Dodano: 2014-01-26, 12:38 ]
Bardzo bym chciala Betty, zebys powiedziala co rozumiesz przez kwestia najwazniejsza? To, ze ona ma zaostawic mezczyzne z ktorym jest a moj maz ma wrocic do niej? jesli tak ma byc, to tak bedzie. Jednak ja nie wierze, ze to realne. wielu ludzi nie ma uniewaznienia malzenstwa koscielnego a maja swoje rodziny, mezow, zony. Szczesliwe zycie, po nieudanym pierwszym malzenstwie. Maja rozwalic swoje zwiazki, z ktorych maja dzieci po to zeby wrocic do czegos? nie wierze, ze Bog tego chce....
 
     
landis85
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-26, 12:48   

to nie jest jego była żona, tylko obecna żona sakramentalna, sama piszesz że w wielu sprawach Twój kochanek kłamał...
uważam że większość facetów mówi swoim kochankom że do ślubu wręcz zostali przymuszeni - mój mąż też to mówił a przed ślubem byliśmy 4 lata...
jakoś muszą zbajerować drugą kobietę, przecież nie powiedzą kochałem moją żonę, ale po prostu mi się znudziła, przyszła proza życia, dzieci, problemy i zamiast rozwiązać problemy wolę uciekać od nich - czy po usłyszeniu takich słów nadal chciałabyś utrzymywać kontakt z takim panem?
bo ja nie....
 
     
stille
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-26, 12:54   

Rozumiem, ze teraz z zony zostalam Kochanka. Przykro mi ale mam inne spojrzenie na ta kwestie, jednak rozumiem Wasze.

Masz racje Landis, nie chcialabym byc z takim panem. Oni byli kilka miesiecy zanim zaszli w ciaze.
Ostatnio zmieniony przez stille 2014-01-26, 13:01, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 9