Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Kto ważniejszy małżonek czy dziecko?
Autor Wiadomość
marcin74
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-15, 09:21   

misio, te pytania są zawsze. Co oczywiście nie neguje tego, że warto dać z siebie jak najwięcej w tym niełatwym zadaniu, jakim jest małżeństwo. Ostatecznie, "przyjemniej" byłoby usłyszeć "nie zasługuję na Ciebie" niż "bo Ty to nigdy, bo Ty to zawsze..."
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-15, 09:32   

misio312 napisał/a:


Też tak uważam na swój temat - mogłem być lepszym mężem. I nawet jeśli by to nic nie zmieniło, to nie byłoby pytań w rodzaju: "czy mogłem temu zapobiec?", "czy to moja wina?", "co poszło nie tak?". Zachowywanie się "w porządku", nawet jeśli nie uratuje małżeństwa, może dać dużo nam samym. Na wiele rzeczy nie mamy wpływu, ale na nas samym mamy.


Misio

Takie rozpamiętywanie niczemu nie służy.
Przeszłości nie ma, jest TERAZ.
Ponadto nie wiesz czy mogłeś temu zapobiec.
Człowiek to nie zaprogramowana maszyna i nie wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć
 
     
krasnobar
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-15, 09:45   

grzegorz_ napisał/a:
Takie rozpamiętywanie niczemu nie służy.


oczywiście,że służy.......im bardziej ktoś jest pełen pychy i nie ma sobie nic do zarzucenia,tym trudniej mu wybaczyć błędy innych............brak refleksji na temat swojego udziału w kryzysie jest czymś w rodzaju nieracjonalnego,niedojrzałego,wręcz dziecinnego zachowania.........bo oczekujemy,że sytuacja poprawi się bez nas,a problemy z przeszłości zamiatamy pod dywanik.............nawet jeśli małżonek nie będzie się zmieniał na lepsze,to eliminowanie własnych wad,niedoskonałości,analiza swojego udziału w kryzysie,minimalizuje konflikty w przyszłości,sprzyja pojednaniu,a przede wszystkim nam samym daje poczucie,że zrobiliśmy wszystko,co w naszej mocy,by zrozumieć swoje błędy,naprawić je i pracować nad relacją....................takie poczucie jest ważne,bo daje pogodę ducha..................pogoda ducha,spokój wewnętrzny to coś nie do przecenienia w sytuacji kryzysowej...............jesteśmy tylko ludźmi..............i nikt z nas nie jest doskonały...................Grzegorz,to co jest teraz,wynika z przeszłości..............to się nazywa konsekwencja............jeśli ktoś nie chce przyjąć konsekwencji,za które także odpowiada,to może czas by wyrósł z krótkich spodenek........................pozdrawiam,szymon.
 
     
bywalec
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-15, 09:46   

Marto, Twoja kolezanka miala to szczescie, ze maz potrafil rozmawiac o tym co czuje.
Problem wiekszosci zwiazkow to wlasnie brak otwartosci, uzewnetrzniania sie w obawie przed wysmianiem. Tylko, ze to nie przyczyna a objaw.
Leczyc nalezy nie obawe przed wysmianiem, a uswiadomienie takiej osobie pomimo brakow jakie masz jestes ok.
Nauczenia akceptacji siebie takim jakim jestem.
I znow mowa o kolejnosci i hierarhi w zwiazku a powracamy do poczatku.

Czyli uzmyslowienia sobie, ze tak naprawde mam problem ze soba, ktory tylko jak wirus w momencie spadku odpornosci sie uaktywnia.... Czuje zagrozenie i cala lawina moich wlasnych mylnych przekonan uruchamia zachowania, ktore te zas w konsekwencji doprowadzaja do sporow az w koncowym efekcie do rozstania....

Nie da sie zaradzic temu problemowi odwrocajac hierarchie waznosci w zwiazku tu nie chodzi kto pierwszy, drugi, trzeci bo tak nie idzie tu chodzi na jakim ja sie czuje miejscu....i co paradoksem zazwyczaj jest to to, ze osoba taka nawet jest na tym pierwszym miejscu a pomimo to tego nie czuje....
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-15, 10:11   

W trzech słowach ,
niedojrzałość , niewiedza , nieumiejętność .

"Wychowanie do życia w rodzinie"
..........tyle na razie

może kiedyś : :roll:
"Podstawy macierzyństwa"
"PO" ( Przysposobienie ojcowskie )
"Podstawy wiedzy o kobiecie" itd.

Może być z lekcji nie uciekali . :mrgreen:
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-15, 10:14   

krasnobar napisał/a:
grzegorz_ napisał/a:
Takie rozpamiętywanie niczemu nie służy.


oczywiście,że służy.......im bardziej ktoś jest pełen pychy i nie ma sobie nic do zarzucenia,tym trudniej mu wybaczyć błędy innych............brak refleksji na temat swojego udziału w kryzysie jest czymś w rodzaju nieracjonalnego,niedojrzałego,wręcz dziecinnego zachowania.........


Wbrew pozorom w tym co Ty piszesz i w tym co napisałem nie ma sprzeczności.
Napisałem "rozpamiętywanie", czyli ciągłe wracanie , myślenie "co by było, gdybym rok temu powiedział, zrobił inaczej..".
Oczywiście , że trzeba się na chwilę zatrzymać i pomyśleć, zrobiłem to i to źle , w przyszłości błędów będe unikał, ale to nie oznacza samobiczowania i powtarzania jak mantry...co by było gdyby...
Trzeba też mięc świadomość, że związek to 2 osoby i "unikanie błędów" nie daje gwarancji powodzenia.
 
     
Marta86
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-15, 12:35   

bywalec napisał/a:
Marto, Twoja kolezanka miala to szczescie, ze maz potrafil rozmawiac o tym co czuje.
Problem wiekszosci zwiazkow to wlasnie brak otwartosci, uzewnetrzniania sie w obawie przed wysmianiem.


Oczywiście, zgadzam się. Dodam tylko, że on też ma szczęście, że ma żonę, która potrafi do niego podejść na luzie i po przyjacielsku. Jakby go wtedy wyzwała (np. nienormalny jesteś? dziecko porównujesz do kosmity????) a potem on znów spróbowałby mówić o swoich uczuciach i znowu by mu się oberwało, to w końcu zamknąłby się w sobie i to nie byłaby jego wina tylko jej. Czy można oczekiwać od kogoś otwartości, jeśli za każdym razem gdy się otwiera to za to obrywa? Nie potrafię zliczyć ile razy słyszałam tekst żony do kogoś: nie uwierzysz, jaki z niego debil. A mąż stał obok!!! I co, potem on ma z nią rozmawiac o swoich uczuciach? Zamyka się przed nią. Z reguły jednak ten sam męzczyzna potrafi się świetnie dogadać z kolegami lub (co najgorsze) z "koleżanką" - więc jak to jest, ma te problemy z komunikacją czy może ich nie ma tylko juz mu się znudziła walka z wiatrakami? Dokładnie tak samo działa to w drugą stronę. Żona, która od lat nie usłyszała dobrego słowa od męża poznaje czułego kolegę, który zawsze wysłucha i pocieszy. I nagle ta żona, która z mężem zamienia trzy zdania dziennie z tym kolegą zaczyna rozmawiać godzinami! I jak to okreslić, ma problemy z komunikacją czy po prostu straciła nadzieję na porozumienie z mężem?
Myslę, że osoba, KTÓRA MA PROBLEM ZE SOBĄ, z nikim nie potrafi rozmawiać o swoich uczuciach. Natomiast jeśli potrafi rozmawiać ze wszystkimi oprócz męża lub żony to znaczy, że w dużej mierze TEN PROBLEM STWARZA WSPÓŁMAŁZONEK.

Misio312 idealnie zinterpretował moją wypowiedź, właśnie o to mi chodziło, żeby nie czepiać się głupot, tylko śmiać się razem, żartowac, wspierać się. Naprawdę trzeba miec problem ze sobą żeby bać się rozmawiać z czułą, spokojną, wspierającą nas osobą. Osobiscie nie znam nikogo, kto bałby się rozmawiac ze swoim przyjacielem.
Z wrogiem, kims kto potrafi okrutnie wyśmiac, kto obgaduje, kto potrafi tylko wymagać - tak, z taką osobą strach rozmawiać o swoich uczuciach. Ale z najlepszym przyjacielem?
Tylko tu się pojawia podstawowa kwestia: mąż ma być dla zony najlepszym przyjacielem, a żona dla męża, oboje muszą się tak samo starać.

misio312 napisał/a:
Marta86 napisał/a:
Pamiętam jak kiedyś koleżanka mi opowiadała, że jej mąż był bardzo dziwny w czasie ciąży. W końcu z niego wydusiła, że on się bardzo boi tego dziecka i że ta ciąża mu się kojarzy z filmem "Obcy" (kosmita tam wychodzi z brzucha człowieka) i jak to możliwe że w niej rośnie drugi człowiek????? Ona zaczęła się śmiać i powiedziała mu, że tak samo się czuje. Posmiali się razem, ona go przytuliła i już więcej mu się dziecko nie kojarzyło z kosmitą :) A wystarczyłoby, żeby mu powiedziała, że gada głupoty, że ona jest zmęczona bo 9 miesiąc nosi to dziecko a on zamiast jej w czyms pomóc to zaczyna mu odbijać itd. i to by mogło zacząć ich problemy związne z tym dzieckiem, on zacząłby się bać mówić o swoich lękach. A co dopiero gdyby go wyśmiała i powiedziała, że prawdziwy mężczyzna nie boi się dziecka więc ty pewnie nim nie jesteś... A moja kolezanka w całym tym swoim zmęczeniu znalazła moment, żeby wczuć się w jego sytuację zamiast skupiac się na sobie i użalać się dlaczego on jej nie rozumie.


To bardzo pozytywne, co napisałaś. Uważam, że warto to uwypuklić. Ile małżeństw ma problemy dlatego, że jedna strona robi drugiej awantury albo ją źle traktuje z powodu takich głupstw (coś ktoś zrobił i nazywamy jej/jego zachowanie dziecinnym, wytykamy błędy, piętnujemy)? A czasem wystarczy pokazać, że też tak nuewany (nawet jeśli nie miewamy) albo pośmiać się z tą osobą (może nawet czasem też z tej osoby, jeśli sama się będzie z siebie śmiać). Bardzo fajne rozwiązanie.

 
     
bywalec
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-15, 13:41   

Marto, doklanie tak ma byc ludzie maja byc dla siebie rownorzednymi partnerami.
Fajnie jak chca chciec.))
Problem rodzi sie niestety jak nie chca, nie widza swoich brakow wtedy jest przekaz
- to nie ja mam cos z glowa a ty
Zadko wtedy odsuwamy sie od problemu tylko na sile chcemy udowadniac cos a to tylko wzmaga problem a druga strone utwierdza w przekonaniu, ze to nie ze mna cos nie tak ale z toba.
Utwierdza to zachowanie tej osoby emocjonalne na jakie jest wciaz narazona.
A tez to juz prosta droga do samouzaleznienia od problemu osoby konfliktowej bo jest myslenie gdzies tam malzonek ma swoj guzik reset musze tylko mocniej sie postarac i go znalez.
Zdrowiec zaczyna jak juz zniszczona jest cala relacja, jak zostaje sie samemu i dopiero wtedy zaczyna rozumiec sens samego przekazu jaki wciaz dostawal czlowiek:
- zajmij sie soba
Bo w przeciwnym wypadku problem cie pokona, stracisz odpornosc, nabawisz sie chorob jak i uruchomia sie w tobie zachowania, o ktore nigdy bys sie czlowieku siebie nie podejrzewal.

Ot, mozna by godzinami pisac mozliwe scenariusze niestety ze smutnym zakonczeniem i krzywda jakiej doswiadczyl zanil zrozumial....odpusc
 
     
porzucona_33
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-16, 12:11   

Cytat:
Z wrogiem, kims kto potrafi okrutnie wyśmiac, kto obgaduje, kto potrafi tylko wymagać - tak, z taką osobą strach rozmawiać o swoich uczuciach.


Ja mam taki problem ale w kontekście zbliżającego się rozwodu. Nie wiem co ze mną, byłam pewna siebie, wszystko w głowie poukładane, wniosłam o orzeczenie jego winy.... a teraz czuję, że nie jestem w stanie pójść na salę sądową i powiedzieć przy nim co naprawdę myślę. Strach mnie zalewa. Mimo że mam argumenty, tyle razy doświadczałam wyśmiania, wymagań, podporządkowywałam się latami... i teraz uruchamia się ten sam mechanizm. Czuję się głupia i boję się że on mnie zniszczy. Irracjonalne ale nie daje spokoju, chodzę zakręcona, jak sobie poradzić? :( Nie ma go koło mnie a w głowie "słyszę" jak do mnie mówi, wtłacza mi swoje myślenie, przestaję być sobą, to chyba efekt wieloletniej manipulacji :(
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-17, 18:55   

Ani małżonek ani dziecko .

Liczy się tylko nasze "szczęście" i wysokość alimentów .
Jedyna rzecz , która może zatrzyma przy tobie kobietę
to wspólny kredyt .
W końcu dojrzalam do decyzji by się rozejść!!!!!!!!


Cytat:
Co nas czeka za kilka lat?
Badania pokazują, że we Włoszech 67% mężczyzn w wieku 18-34 lata mieszka z rodzicami i co gorsza – nie mają żadnej chęci usamodzielnić się lub stworzyć własną rodzinę. Czy czeka nas to także w Polsce? Czy i u nas mężczyźni staną się, delikatnie mówiąc, zniewieściali? To prawda, że kobiety stają się coraz silniejsze, ale miejmy nadzieję, że polscy mężczyźni z racji towarzystwa najpiękniejszych pań na świecie w końcu opuszczą dom rodzinny, by ze swoją wybranką uwić własne gniazdko.


A cały artykuł tutaj :
Kto kupuje mieszkania? Kobiety!


To się wszystko skleja w jedną całość , niestety dość smutną .
Jeszcze trochę , a w ogóle nie bedzie ślubów .
I nie mówię o kościelnych , ale i cywilnych .

Faceci zwyczajnie boją się kobiet .
I słusznie , niestety .
Ożenić się w dzisiejszych czasach , to straszne ryzyko .

Wiem , że na tym forum "rodzynki" wśród Pań ,
ale generalnie
nie jest dobrze . :-?
 
     
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-17, 19:19   

Powiadasz Mare rodzynki :mrgreen: :mrgreen:
A może to inaczej???
a znaczy to -
że nikt nie chce być przegrany...... bądź jak się powiada obudzić się z ręką w nocniku.....
no a dalej........to już stały fragment gry...
budzi i rodzi się:
miłość.. wiara.....wartość.. sakrament.....przyrzeczenia.......no i tak całkiem człek staje się odkrywczy......

to bardzo ciekawe że otrzymujemy taką roślinkę do pielęgnacji zwaną małżeństwo....
roślinka podsycha....marnieje......zapominamy o tym że zostaliśmy ogrodnikiem....i nagle gdy roślinka całkiem zmarniała to w nas wzrasta obowiązek ogrodniczy...lejemy tej wody..przelewamy -by tylko to szybko wzrosło...codziennie doglądamy roślinke...puszczamy jej muzyke......dmuchamy...chuchamy.........jesteśmy na służbie 24 h.....gdy i to zawodzi szukamy celów wyższych......zerkamy tam w niebo......by tylko roślinka ...znów żyła.....

i jak to w życiu jedna roślinka da się uratować...druga nie......

;-)

:-D :-D ;-)

No cóż ...a może czasem trzeba refleksji....że słaby ze mnie ogrodnik....
.i Ktoś dojrzał to że słaby ze mnie ogrodnik.....
a jak inaczej nauczyć konsekwencji ????
jak nie przez doświadczenia.... :-P

doświadczenia wszak uczą.....choć są różne, czasem i te niemiłe
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-17, 20:17   

Miodzio napisał :
Cytat:
Powiadasz Mare rodzynki
A może to inaczej???
a znaczy to -
że nikt nie chce być przegrany...... bądź jak się powiada obudzić się z ręką w nocniku.....
no a dalej........to już stały fragment gry...
budzi i rodzi się:
miłość.. wiara.....wartość.. sakrament.....przyrzeczenia.......no i tak całkiem człek staje się odkrywczy......


Owszem , ale przyznasz , że aby zostać tą rodzynką ,
to trochę słodyczy w środku musiało być .


Cytat:
No cóż ...a może czasem trzeba refleksji....że słaby ze mnie ogrodnik....
.i Ktoś dojrzał to że słaby ze mnie ogrodnik.....
a jak inaczej nauczyć konsekwencji ????
jak nie przez doświadczenia....

doświadczenia wszak uczą.....choć są różne, czasem i te niemiłe


Miodzio , ja się na ogrodnika nie pisałem .
Żeniłem się z kobietą , a nie rośliną .
Rośliny nie mają zdolności myślenia .
A niestety osoby mocniej niedojrzałe myślą ,
że to je należy podlewać .
A podlewać jeśli już przyjmiemy tą terminologię
należało więź
i podlewać powinny obie strony .
Zgadza się , pewnie słabo podlewały .

Miodzio ,
i co ci po doświadczeniach , tej całej nauce ?
Naprawdę czujesz się lepiej , zresetowałeś SIEBIE ?


Ten poprzedni post to taka refleksja w skali MAKRO ,
kolejny dowód na pewien wyraźny kierunek zmian społecznych .


cytuję :
Cytat:
Gdzie ci mężczyźni? - chciałoby się zapytać. Okazuje się, że do Polski dotarł trend, zgodnie z którymi to panie przejmują inicjatywę w coraz większej liczbie dziedzin życia. Panowie zaś... usuwają się w cień. Zmiany społeczne są coraz wyraźniejsze na naszym rodzimym, krajowym gruncie – wielu panów oddaje prym kobietom, gdyż chcą mieć z nimi partnerskie relacje lub też stają się mężczyznami metroseksualnymi – czyli posiadającymi cechy utożsamiane do niedawna z kobietami.


Takie sa fakty .
 
     
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-17, 20:47   

mare1966 napisał/a:
A podlewać jeśli już przyjmiemy tą terminologię

należało więź

i podlewać powinny obie strony .


Zgadza się dlatego czasem jest jak jest.....
mare1966 napisał/a:
Naprawdę czujesz się lepiej , zresetowałeś SIEBIE ?


A ma człek nieraz inne wyjście????

Mare walka z wiatrakami..juz w historii była-a jam nie Don Kichot....... :-D :-D

wnioski??
pozostaje akceptacja...i tyle
 
     
bywalec
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-18, 11:44   

mare1966 napisał/a:
Wiem , że na tym forum "rodzynki" wśród Pań ,
ale generalnie
nie jest dobrze .
mare1966 napisał/a:
Liczy się tylko nasze "szczęście" i wysokość alimentów .
Jedyna rzecz , która może zatrzyma przy tobie kobietę
to wspólny kredyt .


Oj tam, oj tam, zaraz źle…wszystko w normie.
Dziś wypasiony portfel żeby kupić kobietę, kiedyś trzeba było upolować mamuta, albo mieć dwa wielbłądy, a małżeństwa były już jak tylko się dziecko urodziło zaplanowane kto z kim, pod korzyści jakie się z takiego związku mogło mieć…
.....się kręci świat od początku tak.....)))

Więc chyba nawet lepiej jest teraz niż kiedyś.
Wielbłąda nie musisz mieć, nikt cie siłą do małżeństwa nie zmusza dla własnych korzyści, a z maczugą też nie musisz iść by dowieść swojej męskości aby zdobyć serce kobiety swoją siłą….

W czym problem? Bez fury, komóry możesz zdobyć kobietę. Pytanie raczej do tych co otaczają się gadżetami komu chcą imponować, kogo kupić?
Więc niech się nie dziwią potem ci panowie, że trzeba kredyt spłacać, alimenty kosmiczne jak widziały gały co brały….

Może niektórzy nie powinni kupować kota w worku oceniając tylko wzrokowo, może fajnie by było włączyć do tego świadomość, po co chce być z kimś, jakie pobudki kierują mną, że właśnie z tą osobą chce być, mieć dzieci, założyć rodzinę…zamiast skupiać się na szukaniu winnych, czynnikach zewnętrznych
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 9