Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
nagły kryzys po 19 latach małżeństwa
Autor Wiadomość
Ma1973
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-23, 09:57   

Nirwanna napisał/a:
Renta, masz rację. Pod rozwagę jedynie Ci poddam, że emocjonalne spuszczanie pary też musi być roztropne. Zatem, czy jeśli zwentylujesz emocje w jakimś konkretnym wątku, to czy dla autora tegoż będzie to pomocne czy też nie? Sobie pomagasz - ok. A innym? To wszak forum pomocowe.
Poza tym, nie każdy pamięta, że byłaś w związku niesakramentalnym. To inna sytuacja niż porzuconego sakramentalnego małżonka.

Ja pamiętam :)
na temat ewentualnego powrotu mam swoje zdanie i go nie zmienię nigdy, do czegoś się zobowiązałam w dniu ślubu ...
 
     
Ma1973
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-23, 10:06   

Renta, jesteś wspaniałą osobą , jakbym nie miała gdzie pójść na Wigilię to bym może też się załapała do Ciebie :)

Moi kochani ... niestety po wczorajszej wizycie męża ja znowu upadłam na dół, czy tak będzie zawsze, znowu noc nieprzespana ... znowu od rana dzisiaj dół ....
marzę o tym , żeby dzisiaj nie przyjeżdżał , ale boję się że jednak znowu będzie, do tej pory nie zdecydowałam się na farmakologię , ale nie wiem czy w końcu nie pojdę po jakieś leki, może wtedy będzie mi to obojętne czy on jest na podwórku czy go nie ma ...
dzisiaj chcę ubrać choinkę, ale najpierw mam wizytę u psychologa , potrzebna mi jest dzisiaj bardzoooo... może po tej wizycie przestanę o nim myśleć ...
wiem wiem , że popełniam błędy ciągle stoję w miejscu, do przodu małymi kroczkami się posuwam a potem spadam do tyłu , muszę to zostawić i niech się dzieje wola Boga, będzie tak jak Pan zaplanował ...
córka mówi że mam po Świętach zmienić zamki i zakazać mu przyjazdów , albo ustalić że raz w tygodniu , albo napisać do niego pismo, że ma zabrać swoje rzeczy w ciągu jakiegoś czasu z warsztatu a po tym czasie zamknąć i nie wpuszczać ....
ja nie wiem, nie potrafię decyzji podjąć w tym zakresie żadnej , ja chyba chcę go widywać, chociaż wiem, że to na mnie działa źle , więc może leki mi pomogą to przejść, może zobojętnieję na jego wizyty?
 
     
Angelika21k
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-23, 11:47   

Ma1973 napisał/a:
Renta, jesteś wspaniałą osobą , jakbym nie miała gdzie pójść na Wigilię to bym może też się załapała do Ciebie :)


Renta, naprawdę podziwiam. To że masz chęć do działania i dawania radości innym. Ja miałam zamiar jakoś bardziej przygotować te Święta, tak aby było fajnie i radośnie, ale ciężko jest się zmusić do mobilizacji w mojej sytuacji (naszej) sytuacji. Także trochę przygotowania do Świąt pozostawiam mojej rodzinie...


Cytat:

ja nie wiem, nie potrafię decyzji podjąć w tym zakresie żadnej , ja chyba chcę go widywać, chociaż wiem, że to na mnie działa źle , więc może leki mi pomogą to przejść, może zobojętnieję na jego wizyty?


Ma,
nie wiem, czy branie leków po to, żeby się "zobojętnić" na męża to dobry pomysł. Jeśli faktycznie ich potrzebujesz i tak zaleci lekarz, to jak najbardziej tak. Ale tylko z powodu męża to chyba nie warto... Też miałam pokusy, żeby sięgnąć po jakieś lekarstwa... ale wytrwałam ten najgorszy czas jedynie na tabletkach ziołowych i herbatkach rumiankowych, i z melisy. Wyczytałam też, że wyciąg (chyba na alkoholu) z dziurawca jest skuteczny na stany depresyjne, obniżonego nastroju i smutku. Nie stosowałam, ale zastanawiam się nad tym:-)

A poza tym spróbuj znaleźć coś co ci pomoże uspokoić emocje, może jakieś długie spacery, ćwiczenia na oddech (które zmniejszają stres), cokolwiek co zmniejszy takie huśtawki nastrojów. Te zmiany nastrojów nie są dobre i wiem to z doświadczenia. Nie uzależniaj swojego życia i zdrowia od męża, bo nie warto :-)
 
     
twardy
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-23, 19:11   

Ma1973 napisał/a:
ja go kocham i jestem w stanie mu wybaczyć i go przyjąć


Ma piszesz, że jesteś w stanie mu wybaczyć. Czy dobrze rozumiem, że jesteś w stanie mu wybaczyć gdy przyjdzie i poprosi o to? Jeśli tak, to czy to oznacza, że obecnie żyjesz bez wybaczenia mężowi?
 
     
Ma1973
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-24, 08:37   

Twardy ja nie wiem , ja chyba wybaczyłam , ale czy tak do końca to nie wiem, na razie we mnie buzują różne złe emocje - złość, wstyd, zazdrość i dużo innych, nie potrafię się ich pozbyć, są momenty w których myślę o nim z uśmiechem na ustach i bez żadnego żalu, ale chyba więcej jest tych niedobrych momentów, które nakręcają mnie i wpadam w doły, wtedy zaczynam mieć duży żal do niego , zaczynam myśleć co on robi, że jest u innej, że odrzucił własne dziecko, te złe myśli i emocje one chyba nie pozwalają mi skupić się nad moim rozwojem , chcę się od nich uwolnić, pracuję nad tym.....
.....
Tak właściwie to ja nawet nie wiem na czym polega to wybaczenie ......
.....
Najbardziej przykre jest to, że on twierdzi , że córkę kocha nad życie, a od kilku miesięcy z nią nie rozmawiał, bo się jej zwyczajnie boi, jest Wigilia dzisiaj, jestem pewna , że do niej nie zadzwoni, bo nie zadzwonił nigdy od momentu wyprowadzki .......
......
Za chwilę jadę na cmentarz ustroić groby teściów i szwagra , a potem idę działać do kuchni mam kilka potraw do przygotowania, jest jeszcze tyle rzeczy do zrobienia że znikam :)


......
Kochani, życzę wszystkim

Zdrowych, Spokojnych i Radosnych Świąt
i duuużzzooo prezentów :)
i jak najmniej trosk i zmartwień
 
     
twardy
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-24, 09:09   

Ma1973 napisał/a:
Tak właściwie to ja nawet nie wiem na czym polega to wybaczenie ......


Gdy naprawdę wybaczysz, to będziesz wiedzieć co to znaczy. Ja wybaczając odczułem to wręcz fizycznie. Wybaczenie jest łaską daną od Boga.
Teraz jesteś na jednym z etapów przez który musisz przejść po tym co Cię spotkało. Musisz przejść, aby później móc uzyskać Pokój Ducha.

Złość, wstyd, zazdrość itd... to normalne, że tak czujesz. Masz do tego prawo. Pracujesz nad sobą, więc wcześniej czy później te uczucia stracą na sile, a później pewnie znikną.
A żal, poczucie krzywdy? To prawdopodobnie zostanie na zawsze. Nie da się gumką wytrzeć tego co nas spotkało.

Życzę Ci właśnie tego Pokoju Ducha i łaski wybaczenia.

.
 
     
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-24, 10:18   

Ma1973 napisał/a:
Tak właściwie to ja nawet nie wiem na czym polega to wybaczenie ......


Ma, wybaczenie to proces, nieraz bardzo długi... Jednak jego pierwszym elementem jest decyzja o tym, ze chcę przebaczyć, w innym przypadku nigdy to nie nastapi.

Przebaczenie jako proces naturalny:

http://www.katolik.pl/prz...546,416,cz.html

Również życzę Ci łaski przebaczenia, bo jest to bardzo uwalniające.
 
     
krasnobar
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-24, 13:22   

Ma1973 napisał/a:
córka mówi że mam po Świętach zmienić zamki i zakazać mu przyjazdów , albo ustalić że raz w tygodniu , albo napisać do niego pismo, że ma zabrać swoje rzeczy w ciągu jakiegoś czasu z warsztatu a po tym czasie zamknąć i nie wpuszczać ....
ja nie wiem, nie potrafię decyzji podjąć w tym zakresie żadnej


możesz podjąć jedną słuszną-przede wszystkim odciąć córkę od Waszych spraw...w dalszym ciągu podtrzymuję- to niedopuszczalne,żeby dziecko brało udział w rozgrywkach małżeńskich i uwierz mi,to się na niej zemści w przyszłości......ojciec odszedł,jest fatalny,nie kontaktuje się,ok-to jego ciężar i za to kiedyś odpowie i przed Bogiem i przed córką......ale rozważania o wymianie zamków itd, nie powinny córki głowy zaprzątać.....nie graj córką,a robisz to,niestety.....szukasz jedynie pretekstów do zajmowania się sprawami męża,szukasz sposobu,by tak zadziałać,aby była reakcja.....a to alimenty,a to złamana ręka i pomoc przy paleniu,a jak chce pomóc,to nie chcesz,chce dać pieniądze,nie przyjmujesz....sama nie wiesz,czego chcesz.........piszesz,że popełniasz te same błędy,więc czyj to problem,jak nie Twój?
sprawy między małżonkami winny dotyczyć tylko małżonków,koniec i kropka.......pełnisz jeszcze funkcję matki,dla córki jesteś matką,a nie głównie żoną jej ojca-tak czy nie?więc bądź tą matką i nie rań jej (wiem,że niechcący)......córka próbuje Ci pomóc,sugeruje zmiany-po co córce pokazywać,jaka jesteś słaba?Bogu to oddaj...i wiem,co mówię-też mam córkę,nawet młodszą od Twojej,też została w pewnym sensie porzucona przez matkę,został rozbity jej dom.......trzeba schować część swoich emocji w środku lub wentylować je do odpowiednich uszu,które są do tego przeznaczone(przyjaciółka,terapeuta,spowiednik),a nie do uszu dziecka!moja córka nie usłyszała nigdy z moich ust nic złego na temat jej matki,nawet żadnych aluzji-po co to?co to da?jedynym efektem jest dodatkowe cierpienie dziecka-jaki więc sens? odstaw córkę od Waszych spraw,dobrze Ci radzę................zobaczysz,że wspomnisz kiedyś moje słowa........zatrzymaj się,póki czas.........

trzymaj się w święta,masz moją modlitwę.......
  
 
     
twardy
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-24, 14:10   

krasnobar napisał/a:
możesz podjąć jedną słuszną-przede wszystkim odciąć córkę od Waszych spraw...


Ma, krasnobar ma rację.
Problemy małżonków są problemami małżonków, a nie dzieci. Twoja córka i bez tego ma swoje problemy. Pomóż jej uporać się z jej problemami. Czy zauważasz, że ona ma je również? Problemy swego wieku, z rówieśnikami itp.
Przypomnij sobie siebie w jej wieku. Nie dociążaj więc jej jeszcze problemami Waszego małżeństwa.
 
     
Ma1973
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-24, 14:18   

krasnobar napisał/a:
Ma1973 napisał/a:
córka mówi że mam po Świętach zmienić zamki i zakazać mu przyjazdów , albo ustalić że raz w tygodniu , albo napisać do niego pismo, że ma zabrać swoje rzeczy w ciągu jakiegoś czasu z warsztatu a po tym czasie zamknąć i nie wpuszczać ....
ja nie wiem, nie potrafię decyzji podjąć w tym zakresie żadnej


możesz podjąć jedną słuszną-przede wszystkim odciąć córkę od Waszych spraw...w dalszym ciągu podtrzymuję- to niedopuszczalne,żeby dziecko brało udział w rozgrywkach małżeńskich i uwierz mi,to się na niej zemści w przyszłości......ojciec odszedł,jest fatalny,nie kontaktuje się,ok-to jego ciężar i za to kiedyś odpowie i przed Bogiem i przed córką......ale rozważania o wymianie zamków itd, nie powinny córki głowy zaprzątać.....nie graj córką,a robisz to,niestety.....szukasz jedynie pretekstów do zajmowania się sprawami męża,szukasz sposobu,by tak zadziałać,aby była reakcja.....a to alimenty,a to złamana ręka i pomoc przy paleniu,a jak chce pomóc,to nie chcesz,chce dać pieniądze,nie przyjmujesz....sama nie wiesz,czego chcesz.........piszesz,że popełniasz te same błędy,więc czyj to problem,jak nie Twój?
sprawy między małżonkami winny dotyczyć tylko małżonków,koniec i kropka.......pełnisz jeszcze funkcję matki,dla córki jesteś matką,a nie głównie żoną jej ojca-tak czy nie?więc bądź tą matką i nie rań jej (wiem,że niechcący)......córka próbuje Ci pomóc,sugeruje zmiany-po co córce pokazywać,jaka jesteś słaba?Bogu to oddaj...i wiem,co mówię-też mam córkę,nawet młodszą od Twojej,też została w pewnym sensie porzucona przez matkę,został rozbity jej dom.......trzeba schować część swoich emocji w środku lub wentylować je do odpowiednich uszu,które są do tego przeznaczone(przyjaciółka,terapeuta,spowiednik),a nie do uszu dziecka!moja córka nie usłyszała nigdy z moich ust nic złego na temat jej matki,nawet żadnych aluzji-po co to?co to da?jedynym efektem jest dodatkowe cierpienie dziecka-jaki więc sens? odstaw córkę od Waszych spraw,dobrze Ci radzę................zobaczysz,że wspomnisz kiedyś moje słowa........zatrzymaj się,póki czas.........

trzymaj się w święta,masz moją modlitwę.......

dziękuję za wpis , ja nigdy złego słowa przy mojej córce ani przy nikim na temat mojego męża nie powiedziałam, wręcz przeciwnie :) to tak gwoli wyjaśnienia , ale faktycznie nie powinna ta sprawa dziecka dotyczyć, jednak moja córka jest dorosła i swój rozum ma, nie sposób przed nią niektórych rzeczy ukryć, ale faktycznie decyzje powinnam podejmować sama, o zmianie zamków ona powiedziała sama z siebie jak kolejny raz tata przyjechał i się do niej nie odezwał , to nie tak że ja ją pytałam , sama z tym wyskoczyła że ona by tak zrobiła .... w ostatnich dniach o jej tacie a moim mężu z córką nie rozmawiam wcale , ja sama tematu nie zaczynam, ona też nie bardzo , podkreślę jeszcze raz że nigdy nie odsuwałam jej od taty, nie utrudniam kontaktów, jest wręcz przeciwnie, czasem jak on przyjezdza ja wychodzę zeby dac im mozliwosc kontaktu , namawiam jego, ale to on musi chcieć z nią rozmawiac a on się jej zwyczajnie boi ..
uciekam do kuchni z powrotem:)
 
     
GosiaH
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-25, 07:15   

Ma1973 napisał/a:
ja nigdy złego słowa przy mojej córce ani przy nikim na temat mojego męża nie powiedziałam, wręcz przeciwnie :) to tak gwoli wyjaśnienia , ale faktycznie nie powinna ta sprawa dziecka dotyczyć, jednak moja córka jest dorosła i swój rozum ma, nie sposób przed nią niektórych rzeczy ukryć, ale faktycznie decyzje powinnam podejmować sama, o zmianie zamków ona powiedziała sama z siebie jak kolejny raz tata przyjechał i się do niej nie odezwał , to nie tak że ja ją pytałam , sama z tym wyskoczyła że ona by tak zrobiła ....
Ma tu nie jedynie o słowa, o twoje rozmowy z córka chodzi. Tu o twoja postawę jeszcze chodzi. Twoja córka jest duża, widzi sporo. Widzi rownież, w jej odbiorze, twoje zagubienie to podpowiada co robić ....
Zgadzam się z przedmówcami, dzieci za nic nie powinnismy wciągać w nasze kryzysy małżeńskie. Dzieci i tak płacą za nie stanowczo za dużo ...
 
     
Ma1973
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-26, 11:30   

Witam wszystkich w świąteczny poranek :)
U mnie Święta w tym roku są wyjątkowo smutne, myślałam że będę się jakoś będę trzymać, ale nic z tego, nie dałam rady przy dzieleniu się opłatkiem beczałam jak bóbr , a wczoraj prawie cały dzień .... Wieczorem pojechałam do koleżanki, siedziałam u niej ze 4 godziny i podniosła mnie na duchu, tak że dzisiaj od rana postanowiłam się trzymać, nie myśleć za dużo , na razie mi się to udaje :) od rana dziękuję Panu Bogu za wszystko dookoła mnie ...
U mnie spadł śnieg , dzisiaj zaliczę z córką długi spacer :) Jest pięknie :)

...
A co do męża - no cóż szkoda komentować, nie zadzwonił, nie napisał, życzeń świątecznych tak jak myślałam nie złożył ani mi ani córce ..... prezentu dla córki też żadnego nie zostawił, no cóż , jego wybór , jeśli to mu daje szczęście , takie nowe życie bez grama uczciwości i honoru i klasy , to trudno , do kolegi zadzwonił z życzeniami bo mi kolega wczoraj powiedział bo dzwonił do mnie , a do córki nie , choć twierdzi że ona jest dla niego najważniejsza na świecie ... dobra to pożaliłam się , koniec lamentu , od tej pory nie myślę o nim ...dzisiejszy dzień będzie radosny :)

Pozdrawiam wszystkich i życzę jeszcze raz spokojnych Świąt:)
 
     
Ma1973
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-27, 18:42   

hej, jak się macie ? ja po Świętach średnie samopoczucie, mogło być gorsze, więc biorę to za dobrą monetę i mówię nie jest źle ...
dzisiaj bylam na spacerze , poza tym nudzę się cały dzień, czytam książkę , staram się coś robić, i nie zwracać uwagę na to że dom jest pusty , to uczucie braku tej jednej osoby dobija mnie każdego dnia...
nie pozostaje nic innego jak pomodlić się, podziękować Bogu za wszystko dookoła i żyć ...
u mnie mroźno, zimno , ale uroczo :)
trzymajcie sie ja idę czytać dalej i wypiję grzańca :)
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-27, 19:22   

Ma

dom nie jest pusty. Jestes w nim ty i corka
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 9