Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
odejść czy walczyć o małżeństwo????
Autor Wiadomość
iwka87
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-13, 00:44   odejść czy walczyć o małżeństwo????

Witajcie,
jestem tu nowa. Czuje się dziwnie pisząc na forum i to jeszcze dla trudnych małżeństw. Myślałam, że mnie nigdy aż takie problemy małżeńskie nie będą dotyczyły. Zacznę od początku, mojego męża poznałam 6 lat temu podczas wakacji nad morzem, on miejscowy, ja przyjezdna. Nasza znajomość rozwijała się dość dziwnie, bo tak na prawdę dopiero po moim wyjeździe nawiązaliśmy kontakt smsowy, mailowy, naszo-klasowy, na gg. Po trzech miesiącach pisania mój obecny mąż odważył się na odwiedziny mnie w moim mieście. Później przyjechał jeszcze raz, następnie ja wybrałam się do niego. I jakoś się to potoczyło. Z mniejszymi i większymi przeciwnościami dotrwał nasz związek do końca moich studiów. Wtedy byłam zakochana więc stwierdzałam, że przeprowadzka w strony ówczesnego chłopaka jest czymś naturalnym (On nie mógł niestety albo stety dla niego przeprowadzić się do mnie gdyż prowadzi interes, którego nie dało się przenieść w moje strony, mieszka też z mamą chorą na rzs). Mój obecny mąż nie pałał do tego pomysłu większym zapałem, ale ja zakochana tego nie zauważyłam. Znalazłam tu pracę, wynajęłam mieszkanie, zaczęłam oczekiwać deklaracji. Chłopak stwierdził, że wszystko w swoim czasie. Nadal mieszkala ze swoją matką do mnie wpadając na weekendy, ewentualnie czasami w tygodniu na popołudnia. Minął rok, w czasie którego zakupiłam mieszkanie, chłopak pomagał mi je wykończyć, wykonał roboty budowlane. Nadal oczekiwałam na deklaracje. W końcu podczas jednej z rozmów powiedziałam, że daje sobie czas 3 miesięcy, że po tym czasie odejdę, bo chcę układać sobie życie na poważnie, marze o rodzinie itd. Mąż oświadczył mi się po upływie tych 3 miesięcy za namową jak się teraz okazuje matki. Ślub wzięliśmy rok temu, po 8 miesiącach narzeczeństwa. na tydzień przed ślubem narzeczony zabrał mnie nic nie uprzedzają mnie o danym fakcie do notariusza w celu podpisania intercyzy. Wtedy już na poważnie zaczęły sie moje rozterki, wyszłam. Ale jak to zakochana dziewczyna, wróciliśmy tam po kilku dniach, podpisałam co chciał. Na tydzień prze ślubem przyjechali moi rodzice, poddenerwowani, w końcu najstarsza córka bierze ślub,a jeszcze za namową narzeczonego odsunęłam ich od przygotowań. Może nie potrzebnie ale padło kilka niemiłych zdań, w końcu sytuacje załagodziła się. Wzięliśmy ślub. Bywały kłótnie między nami większe i mniejsze. Aż do czasu zeszłego tygodnia kiedy to maż wykrzyczał mi w obecności swojej matki, ze mam (przepraszam za słowo) wypierd... z jego domu. wcześniej w nocy po alkoholu szarpnął mną.Teściowa stwierdziła, że mam odpuścić kłótnie i to co powiedział, ja powiedziałam, ze absolutnie. Mąż po 2 dniach przyszedł z kwiatami. przepraszając, że za mocnych słów użył. Pogodziliśmy sie. Kolejne dwa dni znowy upłynęły pod znakiem jego przykrych słów, bo np. podczas rozmowy w samochodzie stwierdzil, że mam zamilknąć. Dzisiaj teściowa zaczęła nastawiac mnie i mojego męża przeciwko moim rodzicom (których widziałam ostatnio 3 miesiące temu- mieszkają 300km stąd a mój maż ma opory żeby ich odwiedzić) rodzice mieli pomysł który upadl otworzyć interes tu gdzie obecnie mieszkamy- tesciowa stwierdziła, ze nie powinnam do tego dopusić, że rodzice bedą się wtrącać, ze moja matka to księźniczka. Zdenerwoalam się bo to straszne oszczerstwa, a poza tym jak mozna się wyrazać o osobie ktora wiedizła ostatni raz na slubie. wczesniej też próbowala nastawic mnie przeciwko mojej matce wmawiając mi, ze mpja mama jest wredna i mnie wykorzystuje (nie wiem w jaki spoób). Moja tesiowa jest kobietą która zgorzchniała siedzi na kanapie mielac seriale pt. co z tym zycie, sama prawda itp. Nie potrafi wybaczyć siostrom niesnasek sprzed 20 lat. nie wiem, nie chce też jej oceniać, ale nie moge pozwolic oczerniać moich rodziców. Od momentu ostatniej kłótni czuję się źle w domu męża, nie potafie mu ufać, czuje sie strasznie skrzywdzona, on uwaza ze nie ma problemu... Nie wiem co robić... nie minął jeszcze rok, a ja juz zastanawiam się nad odejsciem... nie mamy dzieci- ja bardzo chce, mój maż twierdzi ze jeszcze nie teraz...
 
     
Samboja
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-13, 11:07   

Iwko,
Witaj na forum...bardzo przykre, to co piszesz...rozumiem Twój ból, poczucie skrzywdzenia. Współczuje Ci. Czy macie ślub kościelny?
Jesli tak, to czy byłabys w stanie udac się do zaufanego księdza i porozmawiać z nim o swojej sytuacji, szczególnie o tym, jak został zawarty Wasz związek małżeński? Myslę, że warto zapoznać się z sakramentem małżeństwa, czym on jest i po co jest zawierany. Nie wszyscy bowiem są gotowi w dniu ślubu, z czasem do tego dojrzewają, a czasem nie. Pytanie na ile Wy byliście gotowi (na ile w pełni rozumieliście)...
Polecam Ci tą konferencję:
http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=11206
 
     
macko
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-13, 12:58   

Trafiłem na to wczoraj: http://www.deon.pl/inteli...-nia-z-nim.html

Ten fragment zrobił na mnie wrażenie:

Wyniki pewnego badania naukowego, przeprowadzonego niedawno przez amerykańskich naukowców, pokazują, że spośród osób, które pod koniec lat osiemdziesiątych XX wieku uważały, że są nieszczęśliwe w małżeństwie, a mimo to postanowiły kontynuować związek, aż 86% po upływie pięciu lat deklarowało, że jest o wiele bardziej szczęśliwe. Trzy piąte par, które wcześniej uznawały się za nieszczęśliwe, po pewnym czasie deklarowało, że ich małżeństwo jest bardzo udane lub dość udane.

Bardzo dramatyczne pytania w tytule wątku: odejść czy walczyć?
A może normalnie żyć, kochać, dogadywać się, rozwiązywać problemy?
Może trywializuję ale dlaczego odchodzić?

Bo mąż przed ślubem nie pałał entuzjazmem, bo intercyza? Łatwo przychodzi wytłumaczenie: byłam zakochana, więc zlekceważyłam.
Jednak wiedziałaś, zdecydowałaś.

Bo teraz te incydenty, złe słowa? Podajesz 2 przykłady. Tak, to przykre. Były przeprosiny, nie trzeba chować urazy. Potrafisz wybaczyć, odpowiedzieć miłością?

Bo teściowa? Trzeba jakoś stosunki sobie ułożyć. Musicie mieszkać razem?
Odejść od męża bo teściowa? Chyba nie rozumiem.

Mąż, teściowa. A Ty? Sobie nic nie zarzucisz? Dlaczego mąż powiedział to co powiedział?
 
     
iwka87
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-13, 16:44   

Oczywiście, że mam sobie do zarzucenia. Nie ma ideałów. Mąż powiedział do mnie te słowa kiedy poprosiłam go o umycie zlewu. myslę, że to nie jest powód, żeby uzywac takich słów. myślę, że zaden powód nie jest dobry żeby uzywac takie slowa. Nie wiem jak Ty ale ja nigdy nie uzywałam tego rodzaju zwrotów. Sytuacja, którą opisałam jest to wierzchołek gory lodowej. Nie chcę odchodzić od męża, a tu zostać też nie mogę. Teściowa jest schorowana, zgorzchniała. Maż nie chce jej zostawić. Masz rację wiedziałam co podpisuje. Wiedz również, że prawdziwie zakochana osoba ma klapki na oczach. Nie wiem czy potrafie wybaczyc, chcę, ale mąz mi nie pozwala.
Muszę się zbrac i porozmawiać z księdzem. Mamy slub kościelny.
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-14, 09:10   

iwka pisze:

Cytat:
myślę, że zaden powód nie jest dobry żeby uzywac takie slowa.


Masz Iwko rację, nie istnieje ŻADEN powód, żadne uzasadnienie by zwracać się w ten sposób do żony, do kogokolwiek. To zdrowe podejście.

I nie myli Cię intuicja, przeczuwasz że coś jest nie tak. Ludzie cywilizowani nie rozwiązują problemów w taki sposób. Od tego jest dialog, któremu powinno przyświecać pragnienie by problem rozwiązać na drodze pokojowej a nie by go zaognić poprzez używanie obraźliwych słów lub co gorsze poprzez szarpanie pod wpływem alkoholu. :-/
Masz prawo oczekiwać od męża szacunku, to Twoje niezbywalne prawo.
Jeśli szukamy usprawiedliwienia dla takich zachowań, to jesteśmy już na dobrej drodze
by te granice w nieskończoność przesuwać.
Jeśli chodzi o teściową, nie buduj w sobie niechęci do tej biednej kobiety. Trzeba być mega nieszczęśliwą by posuwać się do knucia i intryg takiego kalibru.
Należy próbować wybaczyć, głównie dla własnego komfortu psychicznego, by niepotrzebnie nie nosić urazy w sobie.
Oczywiście jest znacznie łatwiej gdy towarzyszy temu zmiana osoby której wybaczamy, zrozumienie czynów i zadośćuczynienie. Mam nadzieję, że będziesz miała szczęście by doświadczyć tego. :-)
 
     
macko
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-14, 09:11   

iwka87 napisał/a:
Oczywiście, że mam sobie do zarzucenia. Nie ma ideałów. Mąż powiedział do mnie te słowa kiedy poprosiłam go o umycie zlewu. myslę, że to nie jest powód, żeby uzywac takich słów. myślę, że zaden powód nie jest dobry żeby uzywac takie slowa. Nie wiem jak Ty ale ja nigdy nie uzywałam tego rodzaju zwrotów.


Oczywiście, że nie jest.
Ale jeśli to pojedynczy incydent ...
Jak dla mnie powiedzenie tak do żony, kobiety jest mega słabe.
Ale jednocześnie chowanie urazy w nieskończoność ... też :-(

iwka87 napisał/a:
Sytuacja, którą opisałam jest to wierzchołek gory lodowej.


co to znaczy?

iwka87 napisał/a:
Nie chcę odchodzić od męża, a tu zostać też nie mogę. Teściowa jest schorowana, zgorzchniała. Maż nie chce jej zostawić.


Inne rozwiązania? Np. opiekunka dla teściowej i wizyty męża?
To trzeba jakoś załatwić.

iwka87 napisał/a:
Masz rację wiedziałam co podpisuje. Wiedz również, że prawdziwie zakochana osoba ma klapki na oczach.


To już przeszłość.

iwka87 napisał/a:
Nie wiem czy potrafie wybaczyc, chcę, ale mąz mi nie pozwala.


Warto nad tym pracować. To powinno zależeć tylko od Ciebie.
Wybaczenie daje ulgę, siłę. To duża sprawa.
 
     
Tomek8819
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-14, 09:45   

Dla mnie to jest niepojęte jak on może tak się do Ciebie odzywać i Tobą szarpać. Sam jestem mężem i nie jest między nami dobrze bo przechodzimy kryzys po roku małżeństwa, ale nigdy tak mojej żony nie potraktowałem i bym nie potraktował. Nie wyobrażam sobie stosować takich metod. Myślę, że powinniście zamieszkać sami bez teściowej bo to nie wróży niczemu dobremu, bo będzie się wtrącać do waszego życia na każdym kroku. Nie może jej ktoś inny pomagać zamiast Twojego męża? Wy też macie prawo do własnego życia. Czy Ty go kochasz? Jeśli tak to walcz!
 
     
DHL1
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-14, 13:41   

Iwka tego co zrobił mąż nijak się nie usprawiedliwia, można starać się to zrozumieć, a właściwie tego przesłanki.
I na pewno w sytuacji aż mąż w 100% zrozumie błędy.
Ale nie ma takiego działania jak tu się sugeruje.
było-minęło, bo to tylko raz i po pijaku.
Co to za bzdurne usprawiedliwienia???.
Facet się odzywa jak ostatni wozak do zony -a ona ma patrzeć miłosiernie na niego.
Ostatnio zmieniony przez 2014-08-14, 23:56, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
macko
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-14, 22:45   

DHL1 napisał/a:
Facet się odzywa jak ostatni wozak do zony -a ona ma patrzeć miłosiernie na niego.


Po przeprosinach, zwłaszcza jeśli to jednorazowy wybryk, dlaczego nie?
Jaka jest alternatywa? Uraza do końca dni?
Czy wybaczenie tutaj nie jest zgodne z Nauką?

DHL1 napisał/a:
Zatem zostaw te swoje rady dla siebie


Nie.


Reszta to już jest bezpardonowy atak personalny. Nie pierwszy zresztą. Nie wiem dlaczego to robisz, ale skoro musisz... Moderacji to nie przeszkadza. Trudno, będę się ćwiczył w cierpliwości :->
 
     
twardy
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-14, 22:57   

Panowie, w tym wątku również proszę Was o zakończenie wycieczek personalnych.
 
     
DHL1
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-14, 23:44   

Twardy masz to jak w banku-piaskownice mnie nie interesują.

Iwa ....
powiedział raz oki wybaczamy....co jak powie drugi raz.. oki też wybaczymy.
A jak do argumentu słownego użyje fizycznego..oki tez wybaczymy....
Możemy mieć wielokrotność wybaczania -bo w sercu urazy nie nosimy.

Ale tu nie idzie o wybaczanie i długość urazy.
Mąż sobie na cos pozwolił co nie winno mieć miejsca.
A takie zachowanie zwie się IMPULSYWNE...
i tak łatwo nie opuszcza człowieka.....
dlatego ważne jest twoje mądre postepowanie z tym faktem

pozdrawiam
 
     
Slawomir
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-17, 19:57   

iwka87 napisał/a:
Od momentu ostatniej kłótni czuję się źle w domu męża, nie potafie mu ufać, czuje sie strasznie skrzywdzona, on uwaza ze nie ma problemu... Nie wiem co robić... nie minął jeszcze rok, a ja juz zastanawiam się nad odejsciem... nie mamy dzieci- ja bardzo chce, mój maż twierdzi ze jeszcze nie teraz...


Iwka!

Witaj jestes dorosla to sobie wybierzesz co chcesz/nie musisz odpowiadac/ ale opisujesz skutki pewnych działań lub ich zaniechania:
1. Zaciekawila mnie Twoja wypowiedz odnosnie intercyzy - Twoje wyjscie od prawnika mysle, ze bylo naturalne - natomiast zakladanie od samego poczatku zabezpieczenia prawnego jest conajmniej dziwne (chyba ze chodzi o ochrone strony ze wzgledu na prowadzenie spolki - dalsze jednak wypowiedzi odnosnie wyprowadzki Twojej z mieszkania meza niestety nie do konca wydaja mi sie intencjonalne).
2. Czy sprawy loza malzenskiego ukladacie zgodnie z nauka kosciola?
3. Rodzine stony poznajemy dopiero po zawarciu sakramentu :-) . Tzn nie widzimy tych wad oczywistych w trakcie zawierania znajomosci..
4. Postawilas meza rowniez w sytuacji bez wyjscia przed zawarciem sakramentu(delikatnie mowiac szantaz - masz 3 miesiace albo sie rozstajemy)..jest to rowniez forma przemocy. A twoj malzonek pewnei potrzebowal duzo wiecej czasu (a pewnie i wy razem)..

To tak mam nadzieje na chlodno. Modl sie, rozmawiaj i poszukaj jakiegos ogniska Sychar-u. Zaproponuj moze mezowi wspolne uczestnictwo w takiej grupie.
Coz niestety przerobilem pewne rzeczy pozno z daleka latwo sie widzi co zrobilo sie nie tak :-) . moja zona z tesciowa rowniez mnie wyrzucaly z domu i w koncu to osiagnely.
Zabraklo wspolnej modlitwy, rozmowy...
Trzymaj sie!
 
     
Anita11
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-18, 00:00   

DHL1 napisał/a:
Ale tu nie idzie o wybaczanie i długość urazy.
Mąż sobie na cos pozwolił co nie winno mieć miejsca.


Otóż to!

Niestety często tłumaczy się pozwalanie wchodzic sobie na głowę-wybaczaniem. Ato są dwie odrębne sprawy co Norbert słusznie zauważył.
 
     
macko
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-18, 14:45   

Anita11 napisał/a:
Ato są dwie odrębne sprawy co Norbert słusznie zauważył.


ktoś twierdził inaczej?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9