Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Tracę swoje małżeństwo
Autor Wiadomość
Mary83
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-09, 18:43   

Mam pytanie do Was, kto ma decydujące zdanie jeśli chodzi o małe dziecko: mama czy tata? Ja mówi o tym nauczanie kościoła? Niedawno wybraliśmy się z 1,5 rocznym synkiem na wycieczkę. Jedną z atrakcji była wysoka wieża z otwartym tarasem widokowym i prowadzącym na nie krętymi, wąskimi i dość niebezpiecznymi schodami (schody solidne, ale poza poręczą otwarta przestrzeń o dużej wysokości) Kiedy mąż wpadł na pomysł, że wyjdzie z synkiem (oczywiście na rękach
), uznałam, że to niedobry pomysł, syn jest za mały na taką atrakcję i żeby sam ją zwiedził, a ja zostanę z małym na dworze i poczekamy. Niestety mąż mnie nie posłuchał, a ponieważ puszczając ich samych w oczekiwaniu truchlałabym o synka (choć mąż jest dobrym opiekunem dla dziecka), wolałam iść z nimi. Najadłam się dużo strachu, tak wchodząc po schodach jak i na samej górze, nawet panikowałam, co wiem, że nie polepszało sprawy i nie było najrozsądniejsze kiedy już zdecydowaliśmy się na ten krok. Na górze synek oczywiście niewiele wiedział z tego co widział, jest jeszcze trochę za mały, by docenić tę akurat "atrakcję". Biegał po tarasie w kółko, kiedy próbowałam go trochę uspokoić, mąż kazał mi dać spokój, niech się wybiega. Po kilku minutach synek się przewrócił, uderzył w betonowy murek, nabił guza na głowie. Mąż był zły, uznał, że to przeze mnie. Uważa, że on jako ojciec jest głową rodziny i powinien decydować ostatecznie o dziecku. Ja mam trochę inne zdanie, uważam, że nadużywa tutaj prawa do decydowania. Rozumiem, powinien decydować w sprawach ważnych ogólnie naszej rodziny, ale w kwestii małego dziecka jak np w tej sytuacji czy wyjść np na taką wieżę z dzieckiem, czy uszanować wolę matki, powinien mi zostawić ostateczną decyzję.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-09, 19:45   

Gdy ludzie w związku zaczynają się targować kto więcej pracuje
kto lepiej zajmuje się dzieckiem,
kto powinien decydować o zakupie przedmiotu X a kto o tym w co dziecko ubrać....
to jest to początek końca...
Opamiętanie w porę może oczywiście ten upadek zatrzymać, ale do tego trzeba chęci dwóch stron...
 
     
Mary83
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-09, 21:01   

Wiem, że to niedobrze, rozumiem Twoją wypowiedź, ale nie mówimy o sytuacji w normalnie funkcjonującym, kochającym się małżeństwie, tam ludzie na pewno by się dogadali, bo jest między nimi miłość, lub przynajmniej dobra partnerska relacja. Mówimy niestety w moim przypadku o małżeństwie, które przechodzi kryzys i wiele rzeczy jest zaburzonych. Grzegorz w moim małżeństwie to raczej mąż częściej "uświadamia mi" ile on robi, a ile ja nie robię... :( Jak on jest mądry, inteligentny, a ja niewiele wiem.. Przykre to. Nie liczy się po prostu ze mną, przestał szanować jako partnera.. Ma wysoką samoocenę, a nie widzi podstawowych błędów jakie popełnia. Czasem słyszę: skończyło się "po dobroci, z Tobą trzeba twardo postępować" - tak mówi katolik praktykujący? Człowiek, który ma się za osobę wrażliwą, wierzącą? Wiem, że piszę być może w tej chwili z negatywną emocją o mężu, ale częściej towarzyszy mi bezradność, dlaczego przybrał wobec mnie taką "skorupę"...
 
     
macko
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-09, 22:03   

Mary83 nie wydaje Ci się, że trochę przesadzasz z reakcją w kwestii tego wyjścia na wieżę? Przecież nic się nie stało. Co mogło się stać? Wieża dostępna do zwiedzania, dziecko było z ojcem. Nie jesteś trochę przewrażliwiona? Często tak reagujesz?

Twoje pytanie, kto ma decydujące zdanie i odpowiedź na końcu, hmn, dobrze nie jest :-(
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-09, 23:47   

Mary
masz zaufanie do męża ?

polecam

J.Eldredge "Dzikie serce " ???

na wrzuta pl. jest w wersji do odsłuchania
 
     
Mary83
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-12, 11:38   :(

Nie łudzę się, mojemu mężowi chyba niewiele na mnie zależy.. Bo czy może zależeć jeśli muszę żyć w rytm jego emocji, kiedy łatwo bez uzasadnienia złości się na mnie, nazwa kretynką, prostakiem i czasem jeszcze gorzej.. Teść podobno był jeszcze gorszy w szacunku dla swojej żony.. I najgorsze, że ja nie umiem nic zrobić by budować szacunek do siebie. Jestem totalnie uzależniona finansowo, psychicznie nieraz skołowana, boję się wykonać radykalnego kroku i np wrócić do Polski. Może to go by otrzeźwiło, choć nie wiem, on kocha siebie, naszego synka, ale mnie nie. Mam 1,5 rocznego synka, a bardziej myśli o tym, żebym to ja znalazła pracę i przynosiła do domu, podczas gdy on od jakiegoś czasu nie pracuje.. Jesteśmy 24/7 ze sobą i to jest też toksyczne. I najgorsze jest to, że on wie, że niewiele robi, by czynić mnie szczęśliwszą kobietą, by nie ranić, sam się przyznaje, że nie przywiązuje uwagi do psychologii międzyludzkiej w naszym małżeństwie, że zdaje sobie sprawę, że czuje się niespełniona i to w prostych potrzebach kobiety. Czasem wykonuje jakieś gesty dobra, ale rzadko, nie stara się rzeczywiście włożyć wysiłku w ratowanie relacji. Tak jakbym ja już na tę relację nie zasługiwała. Mało Boże myślenie. Mi też różnie to wychodzi, ale się staram, wciąż coś czytam, jakoś próbuje ratować tę relację.. Jest mi ciężko, nie wiem co robić. Było 2 tyg lepszego życia, myślałam, że coś się w końcu obroci na dobre, ale już na nowo niewiele trzeba by patrzeć na siebie ze wściekłością..
 
     
mada27
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-12, 13:19   

A czy Ty przeprosiłaś męża za swoją postawę? Czy trwasz w przekonaniu, że nic takiego nie zrobiłaś, aby musieć go przepraszać?
 
     
rona
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-12, 23:46   

Mary83, jak ja Ciebie doskonale rozumiem. U mnie jest dokładnie to samo. To mąż dyktuje, kiedy będzie ze mną rozmawiał i o czym. To od jego humoru zależy, jakie będą między nami stosunki. Mówi mi wprost, że nie interesują go moje emocje, że nie zależy mu na mnie. Dodaje jeszcze, że nasze małżeństwo było pomyłką.
Często bez szczególnego powodu nazwie durniem, idiotką, itp. Albo też, jak dziś, ucina rozmowę zdaniem "przestań w końcu gadać, bo zaraz Ci powiem kim jesteś.."

Nie potrafię wciąż sobie z tym poradzić. Wciąż się miotam i nie wiem, jak żyć. Raz chcę odchodzić, by moi synowie nie wzrastali w takiej atmosferze. Raz obiecuję sobie, że nie będę się nim przejmować, że zajmę się swoim życiem, swoją pracą, dziećmi, tylko nie nim. Innym jeszcze razem totalnie się załamuję i wyć mi się chce z bezsilności. I tak w kółko...
 
     
Anita11
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-13, 00:19   

Mary83 napisał/a:
Bo czy może zależeć jeśli muszę żyć w rytm jego emocji, kiedy łatwo bez uzasadnienia złości się na mnie, nazwa kretynką, prostakiem i czasem jeszcze gorzej.. Teść podobno był jeszcze gorszy w szacunku dla swojej żony.


Mary nie musisz zyc w rytm emocji męża. Im bardziej Twoje życie będzie sie kręciło wokół niego z pominięciem siebie tym bardziej Twój mąz będzie niezadowolony i będzie posuwał się dalej w deptaniu Twojej godności. A to nie tak ma być.

Pokaz mężowi,że potrafisz byc szczęsliwa pomimo jego złych humorów. Nie nadskakuj jesli nie zawiniłas ,a tym bardziej nie przepraszaj męża,który Ci ubliża.
Nawet jesli jestes mocno zdenerwowana nie pozwalaj sobie na wyswiska w stronę męża ani na płacz w jego obecności.
To smutne,ale nie możesz przy nim płakać. Musisz pokazac siłe,która jest w Tobie,na pewno jest. Tylko przez trudne wydarzenia zapomniałaś może,że jestes silną i dzielną kobietą.

Jesli mąż rzuca w Twoja stronę słowa pełne pogardy,braku szacunku i lekceważenia-po prostu nie kontunuuj dalej rozmowy. Wyjdź z pokoju,pokaż,że nie pozwolisz sie dłużej tak traktować.Możesz rzucic krótkie zdanie"wychodzę bo nikt nie będzie mi ubliżał"albo "nie życzę sobie byc tak traktowana".
Jesli natomiast mąz zachowa się czasem normalnie wobec wtedy i Ty dawaj z siebie wiele.

Mary po usłyszeniu wszystkiego co żona może usłyszec złego od męża-w koncu pewnego dnia zrozumiałam,że moge nawet z nim żyć bez jego miłości,ale że nie mogę z nim byc bez jego szacunku.

Jeśli zaczniesz wymagac szacunku dla siebie istnieje jkas szansa,że Twój mąż w koncu przestanie Ci ubliżać. Gwarancji nie ma,ale nawet jeśli na niego to nie zadziała-Ty sie zmienisz,zobaczysz,że sama potrafisz bronic swoich granic i swoje godności.

Bo nikt nie ma prawa traktowac bez szacunku Ciebie-ukochanej Córki Samego Boga.
 
     
beti7777
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-13, 08:30   

"Bo czy może zależeć jeśli muszę żyć w rytm jego emocji, kiedy łatwo bez uzasadnienia złości się na mnie, nazwa kretynką, prostakiem i czasem jeszcze gorzej.. Teść podobno był jeszcze gorszy w szacunku dla swojej żony"

Taka postawa według rytmu męża wskazuje na to, że jesteś osobą zewnątrzsterowną. Ja też tak mam, w dodatku jestem osobą współuzależnioną, o zgrozo nadal bym miała klapki na oczach gdyby nie decyzja męża o definitywnym końcu. To prawda, że wiele kobiet żyje rytmem swoich mężów, ich złe humory wpływają na nasze samopoczucie itd. Ja sobie tak to tłumaczę, że bez niego jestem całkowitą, kompletną, wartościową kobietą. Mężczyzna nie stanowi o mojej wartości. On nie jest połówką mojego jabłka bo ja jestem całym jabłkiem, niczego tam nie można dołożyć, żadnej ćwiarteczki ani ogryzka. Zamówiłam sobie płytę o. Szustaka "Projekt Judyta" o kobietach. O tym gdzie kobieta powinna poszukiwać szczęścia. My naprawdę nie musimy się przeglądać w oczach mężczyzny aby szukać tam naszej wartości. Nie mówię abyś się buntowała na męża i stała się wojująca feministką ale aby nie wisieć na mężu i skamlać o trochę zainteresowania z jego strony.
 
     
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-13, 09:13   

beti7777 napisał/a:
Zamówiłam sobie płytę o. Szustaka "Projekt Judyta" o kobietach.


A ja dodatkowo polecam jego konferecję "O Ewie w boku Adama" z 3 sezonu Pachnideł.
 
     
Samboja
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-13, 12:56   

W każdej z nas jest taki głos, którego nie chcemy słyszeć lub nie umiemy słyszeć, nie pamiętamy, że jest - głos naszego wnętrza. Naszego ja, które pragnie naszego szczęścia, nie pozwala się ranić...zanim wyszłyśmy za mąż przecież byłyśmy same ze sobą, byłyśmy szczęśliwe, a to dlatego, że słuchałyśmy i szanowałyśmy nasz wewnętrzny głos. Potem z jakiś powodów postanawiamy rezygnować z siebie, przestajemy słuchać same siebie, a świat i same siebie oglądamy oczami drugiej osoby...nasz głos jest nieważny...wątpie, aby Bóg chciał, byśmy zagłuszały lub ignorowały ten nasz wewnętrzny głos, jeśli jesteśmy prawe, zła nie czynimy, dlaczego wciąż go nie słuchamy? Nigdy nie zaznamy szczęścia, jeśli nie będziemy żyć w zgodzie ze sobą...wsłuchajcie się w siebie i zadajcie sobie pytanie: czy ja chcę tam być, tam gdzie jestem, co mogę zrobić, aby tam nie być. Jak wrócić do siebie?
Odkąd słucham siebie, krytycznie patrzę na swoje winy, pracuję nas sobą ciężko, wybaczam sobie i stawiam mądre granice w relacji ze wszystkimi ludźmi, nie tylko mężem, ale i rodziną, dziećmi jestem bardzo szczęśliwą kobietą, czuję taką wewnętrzną siłę, której nie doświadczyłam nigdy...odnalazłam siebie w Bogu, bo wiem, że ta siła idzie od niego.
Nie wiem co mówi Wam Wasz wewnętrzny głos, ale mój mówi nie pozwalaj sie ranić...nikomu. I ja go słucham i ran otrzymuje coraz mniej, potrafię już uniknąć ciosu ale także stawić czoło raniącemu obdarowując go prawdą: nie rań mnie. Siłę do takiej postawy czerpię z wnętrza, teraz jest to możliwe, bo słucham siebie. I wiem, że Jezus by mnie poparł.
Rona, to tez do Ciebie...czas na przemianę, odszukaj siebie...
 
     
beti7777
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-13, 13:51   

Tak sobie myślę, że dobrze jest być przygotowanym na ewentualne raniące, poniżajace słowa męża. Nie stać z otwartą buzią albo co gorsza ryczeć przy nim itd. Jeżeli on mówi jakieś głupoty pod twoim adresem to przygotuj sobie już w głowie odpowiedni komentarz do tego: nie wiem, np. To twoje zdanie na mój temat, wiem, że chcesz mnie zranić ale ja mam o sobie bardzo dobre zdanie. Nie odbierzesz mi tego. Nie wiem co jeszcze, może nawet krócej i poprostu wyjść pierwszą i zająć się sobą. Sama często stałam z otwartą buzią gdy mąż rzucał mięsem i wychodził.
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-08-13, 15:15   

beti pisze:
Cytat:
Tak sobie myślę, że dobrze jest być przygotowanym na ewentualne raniące, poniżajace słowa męża. Nie stać z otwartą buzią albo co gorsza ryczeć przy nim itd.


Tak, przygotowanie na cios sprawia, że nie padamy od "uderzenia" między oczy, nie czujemy się aż tak zaskoczone, wiemy przecież z kim mamy do czynienia. Już nie zalewamy się łzami będąc w szoku że oto najbliższa osoba jest zdolna tak ranić.
Jest czas na unik, wszak przeczuwamy że COŚ się święci, że coś wisi nad nami i co najważniejsze, znacznie szybciej dochodzimy do siebie po takim ataku.

Można się okopać, obstawić parawanami, powiedzieć sobie JESTEM PONAD , nie dam się wciagnąć temu nieświadomemu człowiekowi w gierki które uprawia, jestem silna -dam radę.
Wiem co mówie, robię to mniej lub bardziej skutecznie, nie wiem jak długo, już z ledwie tlącą się nadzieją na zmiany .... ale jedyne co do mnie pomału dochodzi to świadomość, że sama siebie oszukuję i marnuję cenny czas mojego życia.
Czy zasługuję na to by sama siebie oszukiwać? Z całą pewnością NIE.
Żadna z nas na to nie zasługuje. To nie jest życie, to jest survival.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 9