Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Miotam się strasznie
Autor Wiadomość
Agisz
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-05, 00:52   Miotam się strasznie

Witam Was wszystkich. Od około 3 lat podptruję to forum. Zwłaszcza jak było źle to pomagało mi. Teraz znalazlam się w takim punkcie, że nie wiem co dalej robić miotam się bardzo. W małżeństwie jestem 4 lata prawie (12 czerwca minie 4 rocznica). Od początku było to małżeństwo niespokojne. Wiele kłótni, z meżem mamy mocne charaktery ale było tez i dobrze. Najczęściej kłóciliśmy sie o...alkohol. Nie podobało mi sie podejscie męża w tych kwestiach, że lubi piwo i szukła okazji i kilka razy mnie okłamał, że nie pił a potem okazywało się, że jednak pił. A tłumaczył się, że kłamał bo bał sie mi przynać i konsekwencji w postaci mojego gniewu i np nie odzywania sie 3 dni. Potem obiecywał poprawę jednak znowu sytuacje się powtarzały. Ja zabraniałam mu wychodzenia z kolegami bo mu nie ufałam. Starałam się mu to tłumaczyć ale jakoś nie umiem do niego trafić. I tak mineło praie 4 lata. Finał jest taki, że mamy do siebie mnóstwo pretensji, brak więzi i jakas taka emocjonalna bylejość. Mąz zrobił się coraz bardziej zbuntowany, nie liczy się z moim zdaniem. A konkretnie chodzi o wolny czas też. Mogę spędzać z nim wolny czas jak on ogląda mecz (tzn siedząc przy nim mimo, że meczy nie lubię) ewentualnie pojechac do jego mamy na wieś ia tam z nim być. O 4 lat prosze go żebysmy gdzieś pojechali na wakacje to tylko odmowy słyszę i tłumaczenia, że pieniędzy nie mamy, że on żniwa ma. Nigdy nie zapytał kiedy wspólnie bierzemy urlop tylko zawsze po fakcie dowiadywałam się ze zaplanował urlop na prace polowe (mąz nie jest rolnikiem ale uprawia pole hobbystycznie).
Tymczasem wciągu roku już 3 wyjazdy wykroiły się z kolegami i nakażdy chciał jechac. Zawsze wtedy jest awantura bo on nie pyta mnie o zdanie tylko stawia przed faktem dokonanym, że jedzie. I właśnie taki wykazd ma za 3 tyg. w góry. Jejku ja też chciałam z nim jechać w te góry ale ostra kontra, że to wyjazd bez bab. Kurcze ja nie jestem jakaś baba tylko jego żona. wcześniej wraziłam wątpliwość że z tymi kolegami co jedzie picie będzie bo znam to towarzysttwo. Jak się wściekł, że ja go oskarżam, że ja nie chce jechać dla jechania tylko żeby go kontrolować, że jestem chora psychicznie i żebym leczyła się u psychiatry. Wiele krzyku i przykrych słó, że on nie chce ze mną jechać, żebym sobie jechała z W ( to moj były chłopak, którego miałam przed nim a z którym jeżdziłam w góry). W ma żonę od dawna i kontaktu z nim nie utrzymuję wcale więć nie wiem po co ta wzmianka. chyba zeby mnie ugryżć. Słuchajcie nie mam już siły. Za każdym razem on ma cos przeciwko czy na wyjazd czy nawet jak spotkania integracyjne z jego pracy są. Czuje się odtrącona i niepotrzebna. Nie liczy się z moim zdaniem, wyzywa o chorych psychicznie, nie chce spędzać czasu ze mną tylko w domu izoluje mnie od swoich znajomych z pracy. Już mi sie ulało. Powiedzialam, że jak ja nie jadę to ontez nie. Kłamał moja mamę i wciskał jej kit , że jest domatorem a tymczasem jak spotkanie z pracy bądź wyjazd z kolegami to juz tym domatorem nie jest. Tylko jak ja go prosze to wtedy jest domatorem. Powiedzcie proszę, czy ja przesadzam czy problem istnieje? (problemów jest wiele innych ale ten jest bierzący). Tym razem postawiłam twardą granicę, że jak ze mną niegdzie nie wyjezdza i nie wychodzi to sam tez nie w przeciwnym razie poniesie konsekwencje. To powiedział ,że przy kazdej kłótni jak jest coś nie po mojemu to go strasze rozwodem to niech w końcu ten rozwód nastąpi i będzie spokój o tak sie przejął zagrożeniam małżeństwa. I od niedzieli cisza, nie odzywa się do mnie nie zwraca uwagi. Ja mam problemy ze zdrowiem. Nie mogę się denerwować ale on tego nie szanuje. Powiedział ,że ja nie bedę po nim jeżdzić i podczas wyjazdów tez nie będę po nim jeżdzić. Te jazdy wg niego to chyba ,że w mojej obecności zachowuje sie inaczej i wiecej pije chyba. Bo przy mnie nie może. W takim razie on się dusi chyba przy mnie. Sama juz nie wiem.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-05, 01:33   

Agisz,
witaj na forum w gronie piszących :-D to dobry sposób na nawiazanie znajomości i uzyskanie pomocy. Skoro nas podczytujesz to wiesz, ze tu Sycharki rozumieja problemy w rodzinach, gdzie alkohol jest niechcianym gosciem w małzeństwie. Nie napisałaś czy ten alkohol jest u męża problemem od niedawna czy było tak jeszcze przed ślubem, o tyle to ważne abyś sobie uswiadomiła rzeczywista skalę problemu-czy jest to ucieczka od domowych problemów , czy jest to większy problem zakorzeniony w czasie i zbagatelizowany przez Ciebie przed ślubem. Krótko mówiąc czy jest to wciąż tylko odstresowiacz czy juz masz do czynienia z jakimś uzależnieniem.
Agisz napisał/a:
Wiele kłótni, z meżem mamy mocne charaktery

No jak by to tu ująć. Dla mnie mocny charakter to umiejetność trzymania sie swoich dobrych zasad choćby i potop oraz umiejetnośc argumentacji co do powodów jakimi sie kierujemy, ale bez potrzeby kłótni. Podnosi sie głos, gdy brak spokoju wewnętrznego i argumentów za własnymi przekonaniami.
Skoro piszesz o kłotniach to choćbyś miała najlepsze intencje i powody to nigdy nie przekonasz do nich strony z którą powinnaś rozmawiać, a nie narzucać jej własne zdanie. Tak sie nie da. Masz do czynienia z dorosłym człowiekiem o ustalonym zdaniu na konkretny temat, nie możesz wtłoczyć mu własnego myslenia tylko dlatego, ze jest obiektywnie dobre, możesz go tylko do tego dobra przekonać, ale spokojem i argumentacja jaka do niego przemówi ( przy założeniu , ze nie jest uzależniony od substancji od jakiej starasz sie go odwieść) czyli trzeba nauczyć sie spokojnie rozmawiać bez względu na odbiór tego co mówisz.
Kłotnia nie jest komunikacją tylko agresją i nie pozwala na przejrzyste przekazanie komunikatu, gdyż interlokutor na krzyk zamyka się i nie słucha juz tego co mówisz, skupia sie tylko na oddaniu ciosu słowem lub umyka w siebie i nie odbiera treści wyrazanych przez Ciebie.
 
     
julita165
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-05, 10:41   

Ja bardzo dobrze Cię rozumiem - poczytaj moje wpisy na wątku "pomóżcie". Jestem mężatką od prawie 5 lat i prawie cały czas naszego małżeństwa toczę z mężem wieczne spory o to, że poświęca mi za mało czasu, że ten czas nie jest efektywny bo wspólne zakupy to trochę nijaki czas i że dla niego na pierwszym miejscu są koledzy i spotkania z nimi, to dopiero daje mu radość a czas z żoną to jakiś przykry obowiązek.
MOże nie jest tak kompletnie fatalnie jak u Ciebie bo jednak zgadza się łaskawie ze mną wyjść czy wyjechać ale tylko wtedy gdy ja wystąpię z inicjatywą i radości jakiejś z tego to ja w jego oczach nie widzę w odróżnieniu od błysku jaki ma gdy leci do kolegi.
I rady dla Ciebie nie mam - my właśnie stoimy na krawędzi rozstania.
Najczęstszą radą z jaką możesz się spotkać w takich sytuacjach jest aby zająć się sobą. Mieć swoje grono znajomych, przyjaciół, swoje zainteresowania i realizać się generalnie poza małżeństwem. Oczywiście każdy ma prawo mieć jakiś swój świat bo małżeństwo to nie obóz pracy przymusowej i nie każda potrzeba musi być realizowana w małżeństwie wspólnie ale jednak jakieś proporcje muszą być zachowane. A zastosowanie się do przedstawionej powyżej rady może mieć niestety ale dwa, a właściwie trzy skutki - pierwszy to jest taki, że mąż rzeczywiście zauważy, że jednak żony mu trochę brak i zapragnie robić z Tobą . Ten skutek jest pożądany. Drugi skutek jest jednak taki, że mąż odbierze takie zachowanie jako olewanie swojej osoby ( bo osobnicy tacy jak Twój i mój mąż to bardzo często skrajni egocentrycy pozbawieni empatii ) co go bardzo mocno dotknie i zamiast spróbować przemyśleć swoje postępowanie i coś w nim zmienić nabierze takiego do Ciebie żalu że bedzie chciał się rozstać ( co obawiam się stało się udziałem mojego męża ). A trzeci możliwy skutek jest taki, że męzowi będzie w takim układzie bardzo dobrze, Tobie mimo wszystko będzie trochę lepiej bo czas sobie możesz fajnie organizować i bez męża, aczkolwiek niedosyt pozostanie i będziecie tak tkwić w związku o temperaturze co najwyżej letniej, żyjąc niby razem ale osobno
 
     
moc nadziei
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-05, 10:51   

julita165 napisał/a:

Najczęstszą radą z jaką możesz się spotkać w takich sytuacjach jest aby zająć się sobą. Mieć swoje grono znajomych, przyjaciół, swoje zainteresowania i realizać się generalnie poza małżeństwem


pytanie, jaki sens ma ta rada i do czego doprowadzi małżeństwo??
Nie do końca rozumiem Julita czy cytujesz, czy sama to twierdzisz.

Też byłam w takim miejscu. Do czego to doprowadziło - do rozpadu. Co prawda rozpad daje możliwość odbudowania od początku w lepszej wersji, ale jednak nie da się uznać rozpadu za sukces.

Proponuję przesłuchać nagrania dotyczące małżeństwa i jego sensu, dostępne tu na forum albo po prostu na yt. Pulikowski, x. Pawlukiewicz, p. Wanda Półtawska, i p. Guzewicz, także jego nagrania z tegorocznej konferencji w Konstancinie.
I dopiero potem zastanowić się nad tym co i jak robić.
 
     
Samboja
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-05, 11:37   

Agisz,
Bardzo się ciesze, gdy pojawia się ktoś nowy, kto ma ogromną szansę zdazyć jeszcze oszczędzić sobie tak poważnego kryzysu, że nie wiadomo jak sie z niego pozbierać...kryzys jest, oddalenie jest, ale wszystko sie jeszcze może zmienić, czego dowodem są świadectwa, w tym także moje. Niektórzy zaliczają bandę, inni z niej okrutnie wypadają zderzając się krzesełkami, a wy dopiero rozpędzeni jedziecie nieuchronnie w jej stronę, a Ty jesteś tą która podjęła decyzję, że chce się zatrzymać i zmienić kierunek wspólnej jazdy, aby nie dopuścić do zderzenia.
Ale prędkość jest dość duża i trzeba ostrożnie. Najlepiej zacząć od hamowania siebie, bo tylko tak można spowodować zahamowanie jadącej z nami osoby.
Sama już widzisz swoje błędy, to dużo znaczy, czy próbowałaś o tym na spokojnie z mężem porozmawiać, w sensie czy powiedziałaś mu, że wiesz, że go kontrolujesz, że mu zabraniasz, ....tu inne... ale tak naprawdę nie chcesz tego i jest Ci przykro. Jeśli uda Ci się skupić na uczuciach (może napisz list), nie obwinianiu i pretensjach, masz dużą szansę, że będzie chciał nawiązać dialog, okaż dużo skruchy i żalu, nawet jeśli czujesz złość i frustrację, niech mąż poczuje, że Twoje serce cierpi, ale cierpi też bo rani i jest ranione, a nie chce. Czas na wyrażenie własnych żali odnośnie zachowania pojawi sie potem, gdy nawiążecie dialog, a więc oboje będziecie chcieli siebie słuchać z uczuciem i współczuciem.
Dla mnie kluczową do zmiany postawy była konferencja ojca Szustaka o Miłości, szmaragdzie i krokodylu...;) do dziś z mężem oboje to wspominamy i wracamy do niej.
 
     
macko
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-05, 12:42   Re: Miotam się strasznie

Agisz napisał/a:
Najczęściej kłóciliśmy sie o...alkohol. Nie podobało mi sie podejscie męża w tych kwestiach, że lubi piwo i szukła okazji i kilka razy mnie okłamał, że nie pił a potem okazywało się, że jednak pił. A tłumaczył się, że kłamał bo bał sie mi przynać i konsekwencji w postaci mojego gniewu i np nie odzywania sie 3 dni.


Dlaczego to, że mąż lubi piwo jest takim problemem?
Poważnie potrafisz nie odzywać się 3 dni bo mąż pił piwo? :shock:
 
     
Anita11
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-05, 13:12   

Nie sądzę żeby na tę chwilę stawianie sprawy na ostrzu noża rozwiązało sprawę.
Nie dziwię się wcale Twojej frustracji z powodu zaistniałej sytuacji.Wygląda na to,że mąż dośc mocno oddalił sie od Ciebie lub też mniej lub bardziej zawsze tak było tylko tego nie dostrzegałaś.
Krzyki na męża spowodują tylko jego szybsze uciekanie od Ciebie.A Twoim celem nie jest większe oddalenie tylko powrót,prawda?

Jestes w trudnym punkcie,gdzie Twój mąz woli spędzać czas z kolegami niż z Tobą,ale da się z tego wyjść. Szansa jest. Tylko nie krzykami,kontrolowaniem i pretensjami.

A tym bardziej straszenie rozwodem jest nieefektywne. Bo czy prowokowanie dramatu ,którym niewątpliwie jest rozwód lub postraszenie żeby on sie poprawił jakkolwiek Waszą sytuację zmieniło?
Musiałas juz wielokrotnie przez minione lata używac tego oręża skoro na meza to juz nie działa. Uodpornił się po prostu.

Powinnas podejśc do sprawy mądrzej :nie naciskać ale zrobic cos żeby on sam zapragnał spędzic z toba ten czas.
Mimo tego,że pewnie słusznie mu się te wszystkie pretensje należą to pozostają w jego mniemaniu męczącym kazaniem od którego ucieka. A przy okazji od Ciebie.

Dobrze się zastanów czy maz nie jest alkoholikiem. Jeśli nie jest i boisz się że takie częste picie do alkoholizmu może doprowadzić nie taką metodą do niego możesz dotrzeć.

Najpierw spróbuj się wyciszyć,nie krytykować.Jeśli słowa męża Cie ponizają w jakikolwiek sposób oczywiście nie wahaj się obronić ale TYLKO SPOKOJNYM I STANOWCZYM GŁOSEM.

W codziennym życiu przestaw się z wersji wiecznie narzekającej żony na atrakcyjną,usmiechniętą,pewna siebie kobietę,w której się zakochał.
To na pewno boli takie lekceważenie i wypady z kumplami.Przeżyłam, wiem.
Potrzebujesz zainteresowac sobą męża.I może Ty Julito tez spróbuj.

W końcu nic dziewczyny nie tracicie :-)
 
     
Agisz
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-05, 17:11   

Wszyscy macie rację. Ja nie gniewam sie na męża 3 dni bo wypil piwo, tylko dlatego że okłamał mnie ze nie wypił a tymczasem wypił i to kilka. Maż nie pije czesto ale widać, że alkohol lubi i jakbym temat odpuściła to obawiam się, że byłoby czesto i dużo a potem kto wie. Przed slubem umówiliśmy się, że w kwestii alkoholu ja bedę decydowac. On taki był zakochany i za mną, że zgodził się. Niestety teraz coraz bardziej się wymiguje z tego a doszło to, że nie chce spędzać ze mną czasu w sposób relaksacyjny tylko jak wyjscia i wyjazdy to z kolegami. Może przesadzam, ale w ciągu roku jest 5-6 takich wyjść plus imprezy okolicznościowe u rodziny i chciał w ciągu roku 3 razy wyjezdzać na wyjazdy integracyjne z pracy. No boli mnie to bardzo bo w tej kwestii jestem całkowicie odrzucona. Tzn ja tylko w domu ew rodzina. mam poczucie, że on się mnie wstydzi albo może ukrywa , że ma żonę ( podobno nie bo jak miałam operację to jakaś koleżanka z pracy pisała mu smsa jak tam żona). O tą koleżankę też chodzi. Jest jedna babaa 20 chłopów i ona wszedzie z nimi na te imprezy chodzi. Mąz ma sporo połączeń w komóre od niej w ciągu dnia i mówi że ona jest jakims tam koordynatorem i jak jest gdzies na wybiegu (mąż jest informatykiem i lata z instalacjami) toona dzwoni. Faktycznie niegdy męża nie przyłapałam, żeby do niego dzwoniła poza pracą. No raz nakryłam go jak skasował smsa od niej. Tp powiedział ,że pisała o imprezie ( jaka zaradna imprezy tez koordynuje) na którą on nie miał zamiaru iśc i bał się mnie jak ja zareaguję jak zobaczę od niej smsa z info o imprezie. No nie wiem jak dla mnie naciągane to wszystko. Poza tym jednym razem więcej wpadek nie bylo. Mąż telefonu nie chowa jak rozmawia to nie wychodzi i nie ukrywa się. Nie ma spóźnien z pracy i dziwnych manewrów nie zaobserwowałam. Nawet jak dzwoni telefon jesgo albo sms to pyta sie mnie kto dzwoni albo kto pisze jak jestem przy jego komórce a on w innym pokoju. Więc jest czysty albo mega sprytny. Co do alkoholu w rodzinie to chyba jego ojciec nie był pozytywna postacią ale nic nie wiem bo mąża jak pytam to wymiguje się, teścioewj opowieści zbywa , że lubi podkoloryzować i faktycznie nie jest szczera osobą. o czym przekonałam się także dziś. Natomiast za czasu jak męża nie znałam jego kolega który był tez moim kolega powiedział mi , że takiego zna fajengo chłopaka tylko szkoda go bo wpadł w złe towarzystwo. No niestety byłam juz uczulona później, tym bardziej, że mnie okłamał w tej sprawie kilka razy a i przyjechła do mnie po szklance wina i wypierał się , że nic nie pił a ewidętnie czuc było od niego. No potem się mi podporządkowal i w miarę jest tak do dzis tylko ja sie boje że onzacznie a on ma dość jak on to mowi, że robię z niego alkoholika i buntuje się. Wykrzyczał mi, ze jestem upierdliwa i złośliwa i że nie bedę po nim jezdzić czyli chyba wydzielac czy kontrolować ilości wypitego alkoholu. Pozatym ma pretensję, ze tepię go w domu o porządek. faktycznie proszę, żeby sprzątał po sobie ale sprzątnie na odwal i mnie to tak wkurza bo czuję sie lekceważona. jak proszę żeny coś zrobił to praiw zawsze jest odpowiedz zaraz i to zaraz to nieskonczoność !

Dziś sytuacja jeszcze gorsza. Popełniłam błąd największy. W tej swoijej naiwności zwróciłam się po wsparcie do tesciowej. A ta na początku moją stronę wzięła ale po rozmowie z synem jak wysłuchała jaka ja jędza to zmieniła front. Więc dzis uszłyszałam, że ona chora i słaba i że powinniśmy między soba ta sprawę załatwić. A ja do niej że po wsparcie dzwonię i jeseli mąz faktycznie nie chce pić w tych górach tylko zwiedzać to dlaczego broni mi jechąc. A ta do mnie: " dziękuję do widzenia, skoń z tym alkoholizmem !". Przed ślubem sAMA MOWIŁ DO MOJEJMAMY, ŻE MĄŻ JĄ KŁAMAŁ, ŻE IDZIE DO kOŚCIOŁA A TYM CZASEM POLAZŁ Z KOLEGAMI DO BARU PIĆ. Maz jak pytałam o to to mowił , że matka go pomawia, zmysla i kłamie. O to samo teraz oskarza mnie. Ja już naprawde nie mam siły. Mało tego tesciowa zrobiła afere, zadzwiniła z histerią do swojego młodszego syna i płaczem , że ja wydzwaniam do niej i wśckiekam się. Ten do mnie, że co to u nas się dzieje, żenym do tesciowej nie wydzwaniała bo swoje sprawy sami powinniśy i że ona chora słaba i że przeżywa. Moja noga w tamtej rodzinie juz nie postanie a na pewno nie u tesciowej.

Mąż wrócił z pracy otworzył drzwi do pokoju zobaczył mnie i wyszedł. Ot tak to wygląda.
 
     
Agisz
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-05, 17:16   

julita 165 czytałam Twój wątek i miałam wrażenie, że mamy jednego męża.
 
     
Agisz
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-05, 17:22   

Teraz ja czuję się obrażona, bo on mnie zwymyślał od nienormalnych i chorych psychicznie. Ja wyraziłm stanowczo spokojnie i grzecznie swoje stanowisko a on krzykiem i obrażaniem. I tak milczymy od niedzieli. I mam to wytzrymać, czy znowu rozmowe zaczynać i narażać się na poniżenie i odrzucenie. Nie wiem. Czy przesadzam? Macie tyle przykładów i doświadczenia, że może coś poradzicie mądrego. A co wogóle myslicie o takich spotkaniach pracowych na piwo i wyjazdach ? Bo ja rozmawiałam z koleżanką i oni zawsze byli dla mnie wzorowym małżenstwem okazało się, że wszyscy albo większośc chłopów skoczyłoby w ogień za spotkaniami męskimi i wyjazdami a jej mąż taki religijny z zasadami a tez potrafi wrócic nabąbiony ze spotkania które miało trwać krócej a wyszło 8 godzin.

Jeżeli nie mam racji to sprowadzcie mnie na ziemię.
 
     
julita165
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-05, 19:36   

Jeśli chodzi o te solo wyjścia to nie jest tak, że jest jakaś złota norma np. 5 w roku to ok a 6 to już be. Tego zresztą nie da się z góry ustalić bo róznie się sytuacja rozwija. To nawet moim zdaniem w ogóle nie jest kwestia solo wyjść tylko proporcji i poziomu zaagażowania w życie wspólne i to osobno. To nie może być tak zachwiane, że jedna ze stron jest pokrzywdzona, czuje się zaniedbywana. Jeśli czas wspólny spędzalibyści bardziej satysfakcjonująco dla Ciebie to pewnie te wyjścia nie byłyby takim problemem.
Warto spojrzeć na siebie krytycznie bo kobiety mają tendencję do przesadzania.
Ale z drugiej strony taka zupełna swoboda w związku i dowolna ilość czasu spędzana osobno też może nie być dobra bo nawet jeśli z pozoru żadnej ze stron nie wadzi to może doprowadzić do sytuacji, że nic was nie będzie łączyć. Z moich obserwacji wynika, że jednak najlepsze są te małżeństwa, które mają jakieś wspólne zainteresowania, pasje, cokolwiek co lubią robić tylko razem.
W moim wypadku było tak, że tych wyjść ( aczkolwiek nigdzie sam nie wyjeżdżał ) było ok 15-20 w roku co jak dla mnie było n ie do przyjęcia biorąc pod uwagę zajęcie męża i wynikający stąd fakt, że mieliśmy dla siebie tylko weekendy. Ponieważ w roku są 52 tygodnie to oznaczało, że wychodzi sobie sam na pół soboty po czym pół niedzieli odsypia przez 1/2-1/3 weekendów.
Odkąd się przeprowadziliśmy w październiku wyszedł sam co prawda tylko 3 lub 4 razy ale jest jeszcze gorzej przez tego sąsiada, o którym pisałam.
P.S.
I ja też myslę, że chodzi w pewnej mierze o alko. Ja wojującą abstynentką nie jestem. szczerze przyznam, że wino bardzo lubię, nawet uważam się za znawcę ale jednak odkąd mamy dziecko to nigdy się nie upijam, najwyżej mi w głowie zaszumi a mąż niestety ale w sobotni weekend to chyba lubi upić się najczęściej w trupa a we mnie nie ma kompana bo piję tylko wino więc ciężko zaachowywać tempo toastów, bo się kontroluję i np. o północy robię capstrzyk bo wiem że synek wstanie o 7 a ja nie mam siły na zarywanie nocy.
 
     
Agisz
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-05, 23:20   

Tak jutlitko masz racje tu chodzi o proporcje i poczucie zaniedbywania. Bo myśle, że gdybym była syta to co najwyzej pomarudziłabym zeby nie pił piwska a tak niech jedzie sam i tyle. A tu armagedom jego rodzina i pół wsi zaangażowane przez moją teściową co to pokazała jaką ma klasę. Wspólne pasje to super pomysł. Ale jak mąż egoista i patrzy zeby zona naginała na rowerze tak jak on mimo ze duzo słabsza i ironia sączy sie z tego powody to przestałam jeździć. Co by nie było ja mam sie dopasowac choćby nie wiem co. No to już nie ma wspólnych pasji.
 
     
macko
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-06, 09:16   

Agisz napisał/a:
Wszyscy macie rację. Ja nie gniewam sie na męża 3 dni bo wypil piwo, tylko dlatego że okłamał mnie ze nie wypił a tymczasem wypił i to kilka.


wcześniej pisałaś, że mąż skłamał, bo bał się, że będzie 3 dni dąsów.
Bał się bo miał takie doświadczenia?
Uważasz, że 3 dni nieodzywania się jest ok?


Cytat:
Maż nie pije czesto ale widać, że alkohol lubi i jakbym temat odpuściła to obawiam się, że byłoby czesto i dużo a potem kto wie. Przed slubem umówiliśmy się, że w kwestii alkoholu ja bedę decydowac.


Większość mężczyzn w tym kraju lubi alkohol. W lubieniu nie ma nic złego. Problem jest jak jest nadużywanie. Ale tutaj jak piszesz go nie ma.
Masz jakieś podstawy poza "kto wie" żeby tak nie ufać mężowi? Dlaczego już przed ślubem musiałaś to ustalać? Co to w ogóle znaczy "ja będę decydować"? Dlaczego chcesz decydować o innym człowieku? Zakazami nic nie zrobisz.


Cytat:
doszło to, że nie chce spędzać ze mną czasu w sposób relaksacyjny tylko jak wyjscia i wyjazdy to z kolegami. Może przesadzam, ale w ciągu roku jest 5-6 takich wyjść plus imprezy okolicznościowe u rodziny i chciał w ciągu roku 3 razy wyjezdzać na wyjazdy integracyjne z pracy.


5-6 wyjść w ciągu roku to śmiesznie mało. Średnio jedno wyjścia na ponad 2 miesiące.
Jest o co kopię kruszyć?


Cytat:
No boli mnie to bardzo bo w tej kwestii jestem całkowicie odrzucona.


Hmn, a nie ma trochę powodów? 3 dni dąsów bo wypił kilka piw z kolegami, podejrzenia, zakazy, brak zaufania. Nie wygląda to dobrze.


Cytat:
Tzn ja tylko w domu ew rodzina. mam poczucie, że on się mnie wstydzi albo może ukrywa , że ma żonę ( podobno nie bo jak miałam operację to jakaś koleżanka z pracy pisała mu smsa jak tam żona).


Czyli nie ukrywa, że ma żonę.


Cytat:
O tą koleżankę też chodzi. Jest jedna babaa 20 chłopów i ona wszedzie z nimi na te imprezy chodzi.


prawdopodobieństwo, że ta baba nie ma chłopa 1/2. 1 baba na 20 chłopów - szansa, że na Twojego padnie 1/20. Razem 1/40 czyli 2.5%.
Ale procenty idą mocno w górę jeśli mąż źle czuje się w domu, w końcu może zacząć szukać tego czego nie ma w domu.

Cytat:
Mąz ma sporo połączeń w komóre od niej w ciągu dnia i mówi że ona jest jakims tam koordynatorem i jak jest gdzies na wybiegu (mąż jest informatykiem i lata z instalacjami) toona dzwoni. Faktycznie niegdy męża nie przyłapałam, żeby do niego dzwoniła poza pracą.


Nie przyłapałaś, nie masz racjonalnych powodów, ale masz problem.
Podobnie jak z alkoholem.
W takiej atmosferze nie da się żyć.


Cytat:
No potem się mi podporządkowal i w miarę jest tak do dzis tylko ja sie boje że onzacznie a on ma dość jak on to mowi, że robię z niego alkoholika i buntuje się.


Może to tylko nieszczęśliwy dobór słów, ale "podporządkował" brzmi przerażająco.
Dziwisz się, że się buntuje?


Cytat:
faktycznie proszę, żeby sprzątał po sobie ale sprzątnie na odwal i mnie to tak wkurza bo czuję sie lekceważona. jak proszę żeny coś zrobił to praiw zawsze jest odpowiedz zaraz i to zaraz to nieskonczoność !


Nie każdy znajduje taką przyjemność w sprzątaniu, żeby nie robić tego "na odwal".


Cytat:
W tej swoijej naiwności zwróciłam się po wsparcie do tesciowej. A ta na początku moją stronę wzięła ale po rozmowie z synem jak wysłuchała jaka ja jędza to zmieniła front. Więc dzis uszłyszałam, że ona chora i słaba i że powinniśmy między soba ta sprawę załatwić.


Teściowa ma rację.

Cytat:
Moja noga w tamtej rodzinie juz nie postanie a na pewno nie u tesciowej.


Masz duży problem ze sobą.
 
     
GosiaH
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-06, 09:26   

macko napisał/a:
Cytat:
W tej swoijej naiwności zwróciłam się po wsparcie do tesciowej. A ta na początku moją stronę wzięła ale po rozmowie z synem jak wysłuchała jaka ja jędza to zmieniła front. Więc dzis uszłyszałam, że ona chora i słaba i że powinniśmy między soba ta sprawę załatwić.


Teściowa ma rację.
kiedy myśmy mieli kryzys początku małżeństwa moja teściowa powiedziała bardzo podobnie - w sumie, że jesteśmy małżeństwem i mamy sami rozwiązywać swoje problemy. Mądre !
Nie lubimy jak się nam ktoś wtrąca w nasze sprawy, a to są nasze sprawy, prawda?

macko napisał/a:
Masz duży problem ze sobą.
macko, zbyt ostra ocena, moim zdaniem.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8