Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Jak namówić Żonę do powrotu???
Autor Wiadomość
Tomek36
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-18, 09:52   

Tylko z tymi sektami to nie jest taka prosta sprawa........
Drodzy Forumowicze, czy może ktoś z Was zna dobrą poradnię małżeńską w Warszawie?
 
     
ja_tez
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-18, 10:05   

Tomek36 napisał/a:
Tylko z tymi sektami to nie jest taka prosta sprawa........

Oczywiście, że nie jest prosta. Gdyby to okazało się prawdą... musisz mieć wiele siły na walkę (w takim przypadku to może być naprawdę trudna walka).
Ja nie jestem z Warszawy, więc co do poradni się nie wypowiem.
Na dzień dzisiejszy nie przestawaj modlić się za żonę, błogosław jej i módl się o łaski dla niej.
 
     
katalotka72
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-18, 10:08   

uderz do Sychara na Skaryszewskiej to na pewno Ci podadza konkretne namiary
 
     
Chmurka
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-18, 10:35   

[quote="Tomek36"
Drodzy Forumowicze, czy może ktoś z Was zna dobrą poradnię małżeńską w Warszawie?[/quote] Wysłałam Ci wiadomość prywatną. Pozdrawiam
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-18, 10:46   

Tomek
Nim uczepisz się całkowicie myśli "to wszystko przez sektę"
spójrz na to jakie były Wasze relacje z żoną i to najlepiej z terapeutą, bo sam na to obiektywnie nie spojrzysz w obecnej sytuacji
 
     
Tomek36
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-19, 00:21   

Dziś po raz pierwszy od trzech tygodni udało mi się spędzić 3 godziny z Synem. Odebrałem go z przedszkola i pojechaliśmy do mnie (nie wspomnę już jak się ucieszył jak zobaczył dziadków) W końcu mogliśmy sie pobawić i spędzić wspólnie czas. Jednak zauważyłem jak przez całą sytuację szybko dorósł. Chodził po swoim dotychczasowym pokoju, szukał jeszcze jakichś zabawek a później usiadł smutny na łóżku i mówi: Tatuś i co sam śpisz teraz w pokoju? mówię: no tak, zostałem sam to i sam śpię w pokoju a On na to: Tata, chciałbym żebyś z nami nocował....... tylko na razie Mama się nie zgodzi... itd...
Ile to dziecko potrafi zrozumieć. Oczywiście przyjechaliśmy (niestety z aż pięciominutowym opóźnieniem ;-) na klatce czekał już komitet powitalny czyli Żona i jej koleżanka z telefonem w garści nagrywającym naszą rozmowę. Syn chciał jeszcze iść na chwilę pograć w piłkę na boisku obok bloku. Prosiliśmy i wyprosiliśmy aż 20min. Wracamy z powrotem a na dole moja Żona mówi: no jak to, miałeś wrócić o 18 a jest 18.30, ja mam dwójkę dzieci do wykąpania! jest późno, dziecko zmarzło..... Koleżanka obok, nagrywa rozmowę, syn patrzy jak na wariatów. Zdążyłem tylko powiedzieć że sama pozwoliła na trochę dłużej ale już tylko plecy zobaczyłem.....

Powiem Wam szczerze że jest mi żal mojej Żony, już nawet nie jestem na Nią zły za to co zrobiła bo widzę że pod wpływem koleżanki robi się coraz bardziej dziwna....

[ Dodano: 2013-09-19, 00:30 ]
Oglądałem wczoraj już po raz drugi film "Próba ogniowa" Film jak wiecie jest super. Tak jak bohater tego obrazu powiedziałem sobie już jakiś czas temu że będę walczył o Żonę. Tak jak pisałem już wcześniej - wiem że nasze Dzieci będą najbardziej szczęśliwe jak będą żyły w szczęśliwej rodzinie. Powiecie pewnie że nie ma na co liczyć..... Ja jednak spróbuję....
Nie będę porównywał - bo to też jest inna sytuacja, ale powiem Wam szczerze, że tak jak bohater filmu był zaskakiwany negatywnymi posunięciami żony tak i u mnie dziś było.
Idę dziś do sądu, mam dobre nastawienie, czytam akta i co widzę? Moja Żona napisała pismo do akt:
"Zwracam się z uprzejmą prośbą o przyspieszenie trybu rozpatrzenia wniosku (o ustalenie miejsca pobytu oraz ograniczenie praw rodzicielskich) ponieważ mój mąż wykazuje objawy rozchwiania emocjonalnego i muszę spotykać się z nim w obecności policji, ponieważ obawiam się o życie i zdrowie swoje oraz dzieci"

Komentarz chyba będzie zbędny..... :shock:
 
     
Jędrek
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-19, 08:03   

Tomek36 napisał/a:

........... już nawet nie jestem na Nią zły za to co zrobiła bo widzę że pod wpływem koleżanki robi się coraz bardziej dziwna....

Ja swojego czasu byłem wściekły na żonę za jej oskarżenia będące dla mnie wyssanymi z palca wymysłami. Usiłowałem zrozumieć o co chodzi, ale nie potrafiłem. Ślepa wściekłość mojej żony doprowadzała mnie też do furii i złośliwości...... topionej w alkoholu. Po pewnym czasie zrezygnowałem z walki słownej i nic nie dających przepychanek i udowadniania czegokolwiek. To tylko pogarszało sytuację... "dolewanie oliwy do ognia..." W tamtym czasie zająłem się "łataniem dziury budżetowej"... i piciem alkoholu. Bo jak już trochę połatałem to musiałem się nagrodzić... No i ukoić skołatane nerwy... "bo ta wredna żona"....
Po dłuższym czasie sprawa sie uspokoiła i wyjaśniła. Nie będe tu naświetlał szczegółów o życzliwej koleżance żony.... bo sam nie byłem bez winy złośliwie prowokując żonę do brnięcia jeszcze dalej.... takie głupie.... prowokowałem do czegoś, czego nie chciałem. Ale złość mnie zaślepiała. I moja urażona duma była ważniejsza... niż wszystko inne.
Dziś żona drugi raz jest osobno z dziećmi. I drugi raz nie rozumiem. A właściwie wydaje mi sie, że rozumiem, ale może mi się wydawać :)....
I dziś staram się nie prowokować żony... chociaż napięcie jest we mnie i drażni mnie ta sytuacja. Bo to nie tak miało być.... wg mnie :) ... niespełnione oczekiwania....
Tomek36 napisał/a:

"Zwracam się z uprzejmą prośbą o przyspieszenie trybu rozpatrzenia wniosku (o ustalenie miejsca pobytu oraz ograniczenie praw rodzicielskich) ponieważ mój mąż wykazuje objawy rozchwiania emocjonalnego i muszę spotykać się z nim w obecności policji, ponieważ obawiam się o życie i zdrowie swoje oraz dzieci"
Komentarz chyba będzie zbędny..... :shock:

A moje nadęte przeświadczenie, że żona obraca kota ogonem jeszcze bardziej mnie rozsierdzało i zaślepiało.
Dziś widzę parę rzeczy związanych z moim "odwracaniem kota ogonem"...
Wtedy belki w swoim oku nie widziałem, bo przeświadczenie o mojej doskonałości i niewinności podlewane alkoholem prowadziło mnie coraz dalej ... i dalej....
 
     
kesolk
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-20, 11:37   

Witam. Jak namówić Żonę do powrotu??? Też zadaję sobie to pytanie. Na początku napominałem żonę niewiele zmieniając w sobie. To ona przecież mnie zdradza. Potem próbowałem zagajać rozmowy na temat ratowania naszego małżeństwa. Rozmowy te kończyły się zawsze atakiem na mnie. Ja nadal nie pracowałem intensywnie nad sobą. Teraz już nie namawiam żony do powrotu choć mażę o tym.

Myślę że jedyne co mogę zrobić to prawdziwie zacząć naśladować Chrystusa. Starać się postępować to jak on tego chce. To że znaleźliśmy się w takiej sytuacji też jest częścią jego planu. Trudno to czasem pojąć ale tak właśnie jest. Widzę dopiero w tym naszym kryzysie jak mało było Boga w moim sercu. Jak mi czasem jego obecność przeszkadzała. Co z tego że byłem „praktykującym” katolikiem skoro często mój katolicyzm był czysto deklaratywny nie szły za nim czyny. Myślę, że Jezus chciał mi w końcu powiedzieć Marcin czas działać, czas pokazać jak być moim uczniem - ZACZNIJ PRAKTYKOWAĆ. Nie wystarczy byś był na mszy świętej w niedzielę i zmówił paciorek NAŚLADUJ MNIE. Najdziwniejsze jest to, że o to prosiłem swoje dzieci. Mówię im by zawsze postępowały dobrze. W każdej trudnej sytuacji zastanowiły się co na ich miejscu zrobiłby Jezus? Co jemu będzie miłe? Zapominałem jednocześnie, że to przecież dotyczy mnie.

Nie powiem niczego odkrywczego chyba twierdząc, że muszę przede wszystkim zmieniać siebie, modląc się jednocześnie o powrót żony do Boga. Wiem bowiem, że kiedy oboje będziemy żyć w zgodzie z Nim zapanuje zgoda między nami. Nie namawiam Żony do powrotu do mnie. To nic nie da. Nie potrafiłem dać jej szczęścia przez szesnaście lat czemu więc miała by do mnie wrócić? Szkoda czasu na jej namawianie. Namawiam Boga by dał nam szansę, wiem, że może się okazać, iż On ma inny plan względem mnie i nie uda mi się go namówić. Przyjmę jego wyroki z pokorą i radością. Ten kryzys jest dla mnie błogosławieństwem bo wreszcie chcę bezkompromisowo naśladować Chrystusa. Tak oporny materiał jak ja wymaga obróbki twardymi i ostrymi narzędziami. Bóg wybrał dla mnie odejście żony by wykrzesać ze mnie trochę więcej wiary.
 
     
Tomek36
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-25, 22:44   

Witam Was drodzy Forumowicze.

Od ostatniego mojego wpisu zmieniło się to że trochę więcej widuję się z Synem a i z Córką też byłem na krótkim spacerze w niedzielę. Generalnie udaje mi się z Żoną zamienić kilka zdań jak odprowadzam Syna do Niej, ale na razie nie ma za dużych chęci by porozmawiać o Nas.
Rozmawiałem wczoraj z psychologiem. Rozmawialiśmy tak na prawdę o moim Synu - jak z nim rozmawiać, co robić by się jakoś odnalazł w tej sytuacji w jakiej są jego rodzice...
Pani psycholog powiedziała jedną ważną rzecz - nad którą tutaj debatowaliśmy - czy czekać aż przejdzie trochę mojej Żonie, nie narzucać się, tylko pracować nad sobą. Pani psycholog powiedziała, że jeśli tak jedno czeka na drugiego ruch to z czasem jest coraz gorzej i małżonkowie oddalają się od siebie. Powiedziała, że jednak powinno się okazać to że się kocha tą drugą osobę i że mi na Niej zależy. Ciężko powiedzieć co robić już w tej sytuacji.
Wiecie, moi drodzy, nie jest tak łatwo naprawić cokolwiek jeśli ta druga Strona jest zamknięta na rozmowę. Na dodatek jest jeszcze non stop koleżanka która stoi jej nad głową i namawia w dalszym ciągu do rozstania, sprawy sądowej i w konsekwencji do rozwodu. Pozostaje tutaj faktycznie tylko modlitwa, próba rozmowy, i przemiana siebie....

Coraz cięższe są jednak rozmowy z Synem. Ma prawie 7 lat i z czasem (np dziś) wydaje mi się że w ekspresowym tempie dorósł i rozumie dużo więcej niż mi sie wydawało. Serce mi się dziś krajało jak spędzając razem czas zadawał takie trudne pytania i łapał każdą chwilę którą razem spędzaliśmy. Widziałem jak bardzo mu zależało by jak najbardziej efektownie wykorzystać czas, który mieliśmy dla siebie....
Obiecałem mu że będę walczył o to byśmy mogli być ze sobą razem tak jak jeszcze do niedawna.... Ciężka sprawa, po odwiezieniu go do Żony nie mogłem w ogóle dojść do siebie. Nieraz człowiekowi brakuje już siły do tego wszystkiego chociaż wiem że to tak na prawdę początek walki o Rodzinę....
 
     
M.S.
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-28, 11:17   

Tomku, jestem w podobnej sytuacji, ale z z dłuższym stażem małżeńskim. Żona wyprowadziła się z domu podczas mojej nieobecności, kiedy byłem z dziećmi na wyjeździe wakacyjnym. Mówi, że nie ma nic, co ja mogę na to poradzić, żeby wróciła. Unika spotkań i nawet rozmów telefonicznych. Meble i rzeczy dzieci zabrała do wynajętego przez siebie domu. Dzieci niby płakały na początku, ale teraz żyją swoim normalnym nastoletnie życiem i nawet nie dzwonią do mnie prawie nigdy. Mówią mi, żebym się cieszył tym co mam: zdrowiem i jedzeniem. Żona zabrania im rozmawiać o powrocie do naszego domu, bo wtedy ona przestanie się nimi zajmować, i one się tego boją.
Żony rodzice i brat odmówili mi pomocy w nakłonieniu jej do powrotu. Słucha rad swoich dwóch koleżanek. Koleżanki też odmawiają mi pomocy. Ja jej mowię, że przemyślalem nasze życie i już wiem, jak mamy się komunikować w przyszłości. Ona na to, ze nie da się przerobić psa na kota, albo na odwrót, i że mi nie wierzy. Twierdzi, że modli się do Boga o siłę do przetrwania rozwodu, o który sama wystąpiła przez wynajętych przez siebie adwokatów.
Pozostaje tylko modlitwa o cud przemiany jej serca. Módlmy sie dalej do św. Józefa, patrona rodzin. Także do św. Rity i św. Judy Tadeusza.

[ Dodano: 2013-09-28, 05:28 ]
Zgadzam się w pełni z Marcinem. U nas w domu nie było żadnej przemocy, zdrady, czy nadużywania alkoholu. Kochamy nasze córki i one nas. Za bardzo przejąłem się rolą jedynego żywiciela rodziny i zbyt często wyjeżdżałem w dalekie podróże za chlebem. Żona chciała więcej bycia razem, ale teraz już dla niej na to za późno.
Jednego tylko nie rozumiem, jak żona może modlić się o "dobry" rozwód?
 
     
MonikaMaria3
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-28, 11:31   

Kurcze, może ja powinnam odejśc od męża by tak wpaniale jak Wy zaczął o mnie walczyc? W końcu tego chce każda kobieta, zaintereowania i czułosci :mrgreen:
A tak poważniej, to mysle, że koleżanka żony chce Cię całkowicie wyzyskac, a potem Twoją zonę wyrzucic z domu. Nagrywa rozmowy, sprytna. Idź najpierw do prawnika i konkretnie pomów o rozdzielności majątkowej, bo z tego, co mi się narzuciło po przeczytaniu tego wątku, to chodzi głównie o kasę, a nie o małzeństwo. Nie z twojej strony Tomek, tylko podejrzewam ze strony koleżanki. Znalazła słabą kobietę a ona widac jest bardzo silna psychicznie.
Kurcze mój mąż też Tomek, a jaki inny, no. Mam nadzieję, że też się obudzi. Bylabym przeszczęsliwa gdyby budował nasz dom, a tymczasm woli spędzac cale dnie w pracy jako dostrawca telepizzy za 900 zł, bo fajne mam tam koleżenstwo, a tymczasem wszystko na mojej głowie.
Rozumiem twoją zone, że było jej ciężko. Ale przecież ma swój rozum, wiedziała, że dzieci to nie przelewki. ja nie spałam przez 3 lata i pracowałam zawodowo i musiałam dbac o dom. Niektóre baby, że się tak brzydko wyrażę, mają jak pączek w maśle i im się naprawdę w głowach przewraca, bo chcą jakiś uniesień. Brak słów...
 
     
Tomek36
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-28, 23:30   

M.S.
Dziękuję za Twój wpis. Z ostatnim zdaniem Twojego wpisu jest tak jak z pismem mojej Żony do sądu. Napisała Ona, że pragnie stworzyć swoim Dzieciom, szczęśliwy, spokojny i bezpieczny dom. Jeśli taki dom to dom bez ojca to nic tylko współczuć takiego myślenia. Tak też u Ciebie jest z tą modlitwą o dobry rozwód.
U mnie to sytuacja poza kłopotami małżeńskimi jest podyktowana przez koleżankę. Pisałem już wcześniej do czego doprowadziła i do czego to dalej prowadzi... I tu się zgodzę z Moniką.. ponieważ z zebranych przeze mnie papierów na tą panią wynika jasno że to naciągaczka (będę szedł w kierunku wytoczenia jej sprawy karnej) ażeby odseparować Dzieci od Niej - mój syn jak dziś był u mnie powiedział że cioci nie lubi.
A Żona jak Żona.... staram się, walczę ale ciągle mi odpisuje że mnie nie kocha, że rozmawia ze mną tylko ze względu na dzieci, że z nami już koniec itp....
Nie wiem co o tym wszystkim myśleć.. piszę jej o dzieciach, że lepiej dać naszemu małżeństwu szansę i nie zaprzepaszczać 11 lat znajomości i żeby Dzieci wychowywały się w normalnej rodzinie. A Ona jak mantrę powtarza nie kocham, nie wrócę...
Nie wiem jak to się ułoży wszystko...... Kocham moją Żonę i chciałbym by sie to wszystko dobrze ułożyło, ale widzę że to bardzo długa droga przede mną. Postępy niby są, bo chociaż pisze smsy i jak odprowadzam syna to trochę ze mną rozmawia. Jednak do domu nie chce mnie wpuścić przez co nie mam kontaktu z Córką.
Ciężka sprawa... tym bardziej że nie wiadomo co robić. Dom trzeba by dokończyć (wsadzić jeszcze trochę pracy i pieniędzy) a z drugiej strony jak ma byc jakby coś sprzedany to po prostu szkoda.....
Człowiek żyje w takim zawieszeniu. Rozmawiałem z Panią psycholog to powiedziała żeby walczyć, starać się i okazywać uczucia, a tu odbija się wszystko jak od ściany a z drugiej strony to nie ja uciekałem i praca nad sobą powinna być po obu stronach....
Jednak po wymianie korespondencji z Żoną widzę że bez mediatora się nie da nic zrobić. Musi być ktoś z boku, wysłuchać obie strony i poradzić.
Zobaczymy jak to się wszystko potoczy. A puentując wypowiedź Moniki to tak jakoś zauważyłem że ludzie się jakoś tak dobierają że jak jedno w porządku to drugie świruje, jak jedno dba o wszystko tak drugie kładzie przysłowiową laske na wszystko. Widać taki juz porządek Boży i równowaga jakaś musi być.....

[ Dodano: 2013-09-28, 23:37 ]
Poza tym z wymiany zdań z Żoną mogę stwierdzić że dla niej miłość małżeńska kojarzy się chyba wyłącznie z zauroczeniem, które jest zaraz po ślubie. Ona nie wie co to jest dojrzałe małżeństwo i na czym polega..... Tutaj nie obchodziło ją za dużo rzeczy a jak zacząłem dawać coraz więcej do zrozumienia by wniosła jaki wkład w to wszystko to teraz okazuje się że w ten sposób wykazywałem przemoc psychiczną......
Niby w domu w którym mieszkaliśmy wszystko było takie złe, budowa naszego sie przeciągała a Żona pomyślała o powrocie do pracy dopiero po 4,5 roku siedzenia w domu..... To albo jest źle i wszystkie ręce na pokład albo jest dobrze i sielanka a ponarzekać można...
 
     
M.S.
[Usunięty]

Wysłany: 2013-09-29, 00:20   

Moja żona siedziała w domu aż 20 lat, niedawno poszła do pracy. Byłem jedynym żywicielem 5-osobowej rodziny, teraz w pozwie sądowym przez swoich wynajętych adwokatów pragnie zabrać dla siebie cały nasz dobytek. Nie chcę jej niczego żałować. Też mówi, że już nie kocha. Ja jej na to, że jeśli teraz nie kocha, to raczej nigdy nie kochała, była tylko zauroczona. Żadne argumenty do niej nie przemawiają. Ręce mi opadają..
 
     
Tomek36
[Usunięty]

Wysłany: 2013-10-08, 15:11   

Witam Was Drodzy Forumowicze.

Moja małżeńska sytuacja ostatnio nieco się zmieniła. Z synem widzę się już bardziej regularnie a i z Córką też. Zadawałem Wam jeszcze jakiś czas temu co zrobić żeby móc jakoś dotrzeć do Żony. Bóg jednak czuwa chyba jakoś nad nami bo okazało się że moja Żona poprosiła mnie o to bym pojechał z Nią i naszą córką do szpitala na wizytę u chirurga. Okazało się że nasza córka musi być przynajmniej do roku czasu być rehabilitowana - na początku nawet 3 razy w tygodniu. Co za tym idzie: Jeździmy do szpitala razem, mam dużo większy kontakt z córką a i z Żoną możemy więcej porozmawiać w czasie podróży. I jak tu nie ufać Bogu Najwyższemu.
Zostałem już nawet 2 razy zaproszony do mieszkania Żony, moglismy trochę więcej porozmawiać, ja mogłem zająć się Córką, mogliśmy tak na prawdę spędzić trochę więcej czasu razem. Żona oczywiście jak mantrę powtarza że do mnie nie wróci, żebym nie robił sobie nadziei itd... Ale widzę też że jak poruszam temat powrotu i tego że lepiej ratować małżeństwo aniżeli zaprzepaścić 11 lat znajomości to widzę że nieraz łza jej sie w oku zakręci. Pracuję cały czas nad sobą, chciałbym mieć możliwość okazania tych zmian i zapewnienia Zony o swojej miłości do Niej. Ciężko jest mi powiedzieć czy idzie to jednak w dobrym kierunku.....
Proszę Was o poradę czy np mogę w jakiś sposób dać Żonie Broszurę Sycharowską, którą ja chyba zaraz będę znał na pamięć. Może to skłoni Ją do spojrzenia na nasze małżeństwo bardziej od strony wiary???
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 9