Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
prosze o pomoc
Autor Wiadomość
bozenadwa
[Usunięty]

Wysłany: 2013-08-07, 12:46   prosze o pomoc

Chcialam sie przedstawic . Mam na imie Bozena . zarejestrowalam sie na to forum dzisiaj.Chociaz juz kiedys przeczytalam kilka atykulow po tym jak maz zmuszal mnie abym zgodzila sie na rozwod. Maz nie mieszka ze mna z przerwami ok 5 lat. Zwiazal sie z inna kobieta. Jest mi bardzo trudno pisac o moich uczuciach na forum po zlym doswiadczeniu ok 5 lat temu na forum o rozwodach.
Wierze .ze tutaj pisza ludzie wiary . A ja bardzo potrzebuje pomocy,
Wczoraj odebralam pismo z sadu gdzie maz zlozyl pozew o rozwod wskazujac moja wine.
Pomimo ze 10 lat temu po roznych perypetiach trafilam do osrodka pomocy spolecznej dla ofiar przemocy. U mnie ze strony meza to raczej byla przemoc psychiczna a u syna tez fizyczna.
Przepraszam ze pisze moze chaotycznie, ale moze ktos byl w podobnej sytuacji i cos mi doradzi,
Nie zgadzam sie na rozwod , musze dac odpowiedz do sadu . Nie mam pieniedzy na adwokata . Nie wiem co napisac w tej odpowiedzi , czy tylko lakonicznie odpowiedz ,ze sie nie zgadzam czy tez napisac ze usasadnie pozwu ktory napisal maz nie do konca jest prawda ? Nie jestem tez bez winy .Jestesmy malzenstewm 34 lata

Wszyscy cierpimy z powodu rozbitej rodziny . mamy dorosle dzieci.
Dziekuje z gory za kazda wypowiedz .
Na razie mam metlik w glowie . caly czas mialam nadzieje ze sie opamieta ( przyjal przeciez szkaplerz)
20 lipca dalam mu kilka artykulow do przeczytania wydrukowanych z tej strony na temat dlaczego katolik nie moze zgodzic sie na rozwod.
Nie wiedzialam, ze on sie przymierzal albo juz zlozyl do sadu pozew. U gory pisma widnieje data 3 . o6.2013
Widzielismy sie niedawno. Nie powiedzial mi ze zlozyl pimo do sadu . udawal ze nie pamieta o tych artykulach. Dzieciom powiedzial, ze wiezmie wine na siebie. Abym byla zabezpieczona . Tylko zebym sie zgodzila ( po namowach syna , bo caly czas utrzymywal ze nie czuje sie winny)
Jest mi ciezko prosze tez o modlite.
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2013-08-07, 22:07   

Bożena witaj na forum


zobacz tutaj

http://sychar.org/dla-tyc...iedzi-na-pozew/

Pogody Ducha
 
     
Aniołek5
[Usunięty]

Wysłany: 2013-08-07, 22:10   

bozenadwa napisał/a:
Jest mi ciezko prosze tez o modlite.

Witaj Bozenadwa ;-) .
To, że Ci jest ciężko i masz mętlik w głowie - jest zrozumiałe. Nie przepraszaj za chaos w swoim poście, bo po pierwsze, nie ma go tam, a po drugie - nikt od Ciebie nie wymaga jasno sformułowanych, pełnych przemyślanych zwrotów, z uwzględnieniem wszystkich zasad gramatyki, interpunkcji i ortografii :-) . Nie w takiej sytuacji.

Modlitwę moją masz. Ja nie wiem, jak taki odzew napisać - ale jestem pewna, że ktoś się tutaj odezwie. Wiem, że w ramach czekania na dalsze odpowiedzi powinnaś przeczesywać to forum w prawo i w lewo. Wiele cennych wskazówek tutaj znajdziesz :-D

bozenadwa napisał/a:
Wierze .ze tutaj pisza ludzie wiary .

A Ty jakim jestes człowiekiem: wiary? Jakie miejsce w Twoim życiu ma Bóg?
Może już wiesz, że tego typu pytania są zadawane na pierwszym miejscu u nowo logujących się osób - ale jak się sama przekonasz, ma to swój sens. O ile już tego nie doświadczyłaś :-D

bozenadwa napisał/a:
Nie wiedzialam, ze on sie przymierzal albo juz zlozyl do sadu pozew

Przekonałaś się, moim zdaniem, po raz kolejny chyba, że mąż toczy grę - na jemu tylko znanych zasadach, i nie jest to gra fair play.
Moja rada - zajmij się sobą. Jeżeli mąż nie jest w stanie szczerze z Tobą mówić - zostaw go. Twoim odnośnikiem powinny być teraz papiery złożone w sądzie,a nie to, co on mówi. Tzn. przynajmniej w kwestii rozwodowej.
Chodzi mi o to, byś nie rozgrzebywała za bardzo tego, co powiedział a co zrobił, nie zastanawiała się dlaczego tak mówił, a tak się zachował - to nie ma sensu. Tego się nie dowiesz.
Ty jesteś teraz bardzo ważna - Twoje emocje, Twoje zdrowie. I tym się póki co zajmij.

bozenadwa napisał/a:
Nie mam pieniedzy na adwokata .

A tam gdzie mieszkasz nie ma Biura Porad Obywatelskich? Możesz zawsze zasięgnąć opinii w takim biurze.
I ja nie wiem dokładnie, jak to jest przy rozwodach - ale czy Tobie nie przysługuje adwokat z urzędu? Nie jest taka informacja na piśmie z sądu zawarta?

Może ktoś z forumowiczów będzie mógł coś więcej dodać ;-) .

[ Dodano: 2013-08-07, 22:13 ]
:mrgreen: no widzisz - Mirakulum już odpisała, a ja tego nie widziałam :mrgreen:
 
     
zuzka71
[Usunięty]

Wysłany: 2013-08-07, 22:35   

Droga Bożenko,

Mimo 15 letniego stażu małżeńskiego i mój związek się rozpadł. Odpowiadając na Twoje pytania posłużę się moimi doświadczeniami.

Mąż złożył pozew o rozwód bez orzekania o winie. Nie odpowiedziałam na ten pozew, ale na pierwszej rozprawie poinformowałam sędziego,że nie zgadzam się na rozwód, bo kocham męża i widzę dla nas szansę, natomiast mąż natychmiast dał ripostę, że nigdy w życiu. Sędzia poinformował mnie,że skoro nie mieszkamy ze sobą ustało pożycie, moje nie zgadzam się nie ma znaczenia. Zrozumiałam, że muszę walczyć o swoją godność, a sam rozwód cywilny nie zwolni nas z przysięgi małżeńskiej złożonej w kościele. Poinformowałam sędziego, że złożę wniosek o winę męża.

Złożyłam, udowodniłam, byli jego i moi świadkowie. On miał adwokata, mnie niestety nie było stać, więc złożyłam wniosek o adwokata z urzędu, którego dostałam prawie na koniec rozpraw. Po póltora roku mąż otrzymał rozwód z JEGO WINY, wszystko za darmo.

Bożenko, nasz wymiar sprawiedliwości nie bierze pod uwagę naszych wyznań, więc to że się nie zgadzasz nic nie pomoże, jedynie mąż otrzyma rozwód na jego warunkach. Walcz kochana o swoją godność, skoro on chce rozwodu, pozwól mu odejść, ale nie poddaj się i walcz o siebie.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2013-08-08, 02:06   

bozenadwa,
Witaj na forum.
Skoro sama przyznajesz że masz problem w rodzinie z przemoca to czy masz jakąś fachowa pomoc w tej kwestii? Jeśli nie http://www.kryzys.org/viewforum.php?f=34 w tym dziale jest kopalnia wiedzy jak sobie pomóc i innym.
Odpowiedź na pozew rozwodowy niewyrażający zgody na rozwód http://sychar.org/dla-tyc...iedzi-na-pozew/

I zostań z nami na forum lub w Ognisku jesli masz blisko, nie chowaj sie i nie zostawaj sama. :-) Jezus i ludzie będa Ci wsparciem jeśli pozwolisz na to.
 
     
bozenadwa
[Usunięty]

Wysłany: 2013-08-08, 22:09   

Dziekuje Wam kochane z calego serca.Aniolku . Murakulum.
Wczoraj wieczorem zaczelam przegladac forum.
To bylo dla mnie glebokie doznanie.
duzo zrozumialam . ale najwazniejsze chyba to , ze dotarlo do mnie iz od paru lat moja wiara legla w gruzach .o czy wcale nie wiedzialam przedtem.
poczytalam kilka wypowiedzi .zlote mysle Kasi wypowiedzi murakulum , wiecej nie bylam wstanie , To nie bylo dlugie czytanie ,ale przenikalo moja swiadomosc. Dziekuje.

Kinga juz dzisiaj bylam w moim osrodku na spotkaniu z psychologiem ( ostatni raz bylam chyba..6 .7 lat temu.
dostalam tez namiary na darmowe porady prawne/

Zuska no wlasnie poruszylac moj dylemat .bo z jednej strony wiem, ze sad orzeknie rozwod mimo, iz sie nie zgadzam i dobrze byloby zawalczyc o orzeczenie jego winy, ale jak mam walczyc o to. jak tutaj potwierdzilo sie to. co myslalam gleboko w sercu.iz zgoda na rozwod , nie wazne z czyjej winy jest czyms zlym jest wlasciwie grzechem , wykroczenie przeciw Bozemu sakramentowi .
Wiec tego nie zrobie.
Tak jak juz pisalam ok 20 lipca maz namawial mnie na rozwod , obiecywal synowi ze wezmnie wine na siebie.I bylo to na tyle powazne , i byla tez to dla mnie pokusa , aby moze jednak sie zgodzic. ( Chociaz to co on obiecuje i mowi nie zawsze ma odniesienie w prawdzie ) ze wpisalam w google ... "czy katolikowi wolno zgodzic sie na rozwod." Trafilam na ta strone i przypomnialo mi sie, ze o wspolnocie syrach mowil mi ksiadz na koledzie.
Jakos zaponialam , jakos od dawna mam problemy z rozancem .jakos od dawna jestem smutna .jakos od dawna nie czuje bliskosci Boga. Ja poprostu stracilam wiare.
Ale stal sie wtedy cud ( kiedy weszlam na ta strone , i przeczytalam o tym ,ze katolikowi nie wolno zgodzic sie na rozwod.
kamien z serca. przestalam sie bac, Stwierdzilam, ze nie wazne co sad orzeknie , ja nie zadzialam wbrew sobie, i przyszedl spokoj .

Skserowalam kilka artykulow i wreczylam mezowi.oczywiscie z nadzieja . iz czlowiek noszacy szklaplerz cos zrozumie.

Ten pozew z sadu na nowo zabral mie pokoj z serca.

Ale dzisiaj ( mysle ze wszystko jest po cos, ) wiem .ze gdyby to sie nie stalo .nie weszlabym tutaj na forum i nie przeczytalabym swiadectw osob , ktorze mowia o sobie ze sa drudzy.

Dzieki temu. nie tylko odzyskalam spokoj . ale i radosc.( nie pamietam kiedy byla w moim sercu )

Zobaczylam jak bardzo ja jestem dla siebie pierwsza,
JA jestem skrzywdzona JA cierpie , JA jestem nieszczesliwa itp. kompletny brak zawierzenia.
Kiedys nie wyobrazalam sobie zaczynac dnia bez mszy i komuni sw, alw ... to bylo ok 5, 6 lat temu moze

Obym wytrwala w tym spokoju ,i wierze ze wszystko bedzie tak jak ma byc.
Jeszcze raz dziekuje i prosze badzcie ze mna , bo bede potrzebowala swiadomosci iz nie jestem sama

Nadal nie wiem jak odpisac na ten pozew.
ten wzor przeczytalam kilka razy i ja nie moge tak napisac, bo


1. Nie wybaczylam jeszcze mezowi
2. Nie wybaczylam , bo on mnie o to nie poprosil
i nadal robi to co robi.
3. przez telefon powiedzial mi ,ze po rozwodzie chce miec dwa pokoje z dostepem do kuchni i lazienki , czyli bedzie z nia zyl i nadal przyjezdzial mnie nekac.

4. Boje sie tego strasznie . bo to juz przerabialismy lacznie z rekoczynami wobec syna ( syn nie pozostawal dluzny ) policja itp.
Nie moge napisac w ten sposob tej odpowiedzi bo ona jest wbrew mnie.

Co nie znaczy, ze gdyby maz sie nawrocil ,odszedl od tej kobiety, zaczal sie leczyc i cos ze soba robic, ze nie przyjelabym go . Przyjalambym go i to z radoscia .
Ale teraz nie moge , nie potrafie . Ta nienawisc meza wobec syna jest straszna.

Podobnao chodzi na terapie . ta kobieta pisala smsy do mojego starszego syna iz ma wplynac na ojca poniewaz zneca sie nad jej dziecmi , i ze go wyrzuci z policja .!

Wyobrazacie sobie to ???
Starszy syn nie reaguje na jej smsy.
Zreszta ona kiedys pisala do mnie smsy z obrazliwymi slowami. a do mojego brata ze jesli rodzina meza jej nie zakceptuje to ona wyrzucie go i jak okreslila nie bedzie mial juz cudownego gniazdka u niej.
Pisze to . bo z jaka kobiieta zwiazal sie moj maz.
Czeka mnie teraz sprawa i nie wiem do konca jak sie odniesc do tego formalnie . Mysle ze zawnioskuje o seperacje z winy meza , ale tez nie do konca jestem o tym przekonana , A Wy co myslicie ??

Przepraszam za dlugi post i prosze o wyrozumialosc.
 
     
zuzka71
[Usunięty]

Wysłany: 2013-08-09, 23:54   

Droga Bożenko, miałam już nic nie pisać, ale od wczoraj chodzi za mną pewien wątek. Ja, podobnie jak Ty i wielu z Nas bardzo chciałam przestrzegać prawa katolika, aby nie zgodzić się na rozwód, ale po wielu przemyśleniach doszłam do wniosku, że rozwód cywilny nie rozwiązuje małżeństwa kościelnego, chociaż wiem, że jest to zło.

Dlatego więc, na pierwszej rozprawie powiedziałam wyraźnie, że nie wyrażam zgody na rozwód, że nadal kocham męża i jestem w stanie jako katolik przebaczyć mu. Jednak, kiedy sędzia poinformował mnie, że skoro mąż nie widzi dla nas tego co ja widzę, rozwód i tak się odbędzie- [b] wtedy doszłam do wniosku, że skoro mąż chce, a wiem, że z jego winy ( zakochał sie w innej) rozpadło sie nasze cywilne małżeństwo, więc zawalczę o siebie- bo Bóg chce abyśmy się sami też kochali i szanowali i wyrażę zgodę ale z winy męża.

Moje niewyrażenie zgody na rozwód to nienawiązanie już żadnego związku, bycie wiernym przysiędze małżeńskiej.

Ty Bożenko piszesz, że mąż się znęcał, jednak nie chcesz zawalczyć o siebie i nie zgodzisz się na rozwód, który i tak będzie, a z drugiej strony piszesz
Cytat:
Nadal nie wiem jak odpisac na ten pozew.
ten wzor przeczytalam kilka razy i ja nie moge tak napisac, bo


1. Nie wybaczylam jeszcze mezowi
2. Nie wybaczylam , bo on mnie o to nie poprosil
i nadal robi to co robi.


nie może tak być. Nie można przebaczać ludziom wtedy, kiedy oni nas o to poproszą. To bardzo trudne, al e powino wypływac z serca, dlatego bez modlitwy nie da się
 
     
Aniołek5
[Usunięty]

Wysłany: 2013-08-10, 00:06   

bozenadwa napisał/a:
Nie wybaczylam , bo on mnie o to nie poprosil
i nadal robi to co robi.

on nie musi Cię o to prosić. Tak naprawdę, uważam, że przebaczenie potrzebne jest nie Twemu mężowi, tylko Tobie. Przebaczając mu, dajesz sobie szansę na życie w wolności - bez złego uczucia typu żal, gniew, chęć zemsty. A u męża ucinasz dostęp złego do jego duszy, w jakimś sensie: tzn. przebaczając mu, jakbyś ucinała jakąś jedną linkę łączącą go z szatanem. Bo przebaczając pozbawiasz złego szansy na hm... rewanż, zemstę, złe myśli o mężu, jakąs formę przeklinania. Nie wiem czy mogę tak to nazwać, ale przebaczając, tak szczerze, błogosławisz męża - życzysz mu życia w łasce Boga.
Ja tak myślę - ale nie wiem, czy dobrze to sobie wykombinowałam :-D

bozenadwa napisał/a:
,ze po rozwodzie chce miec dwa pokoje z dostepem do kuchni i lazienki , czyli bedzie z nia zyl i nadal przyjezdzial mnie nekac.

no i co jeszcze? dwa posiłki na wynos, kapcie pod same czubki palców podłożone i przygotowany kubek z torebką herbaty,a na piecu już czajniczek z napełnioną wodą i może ładnie położona zapałka zaraz przy palniku (zakładam że macie kuchenkę na gaz :mrgreen: ), żeby mąż za dużo się nie musiał namęczyć przy przygotowaniu sobie ciepłego napoju???
Weź ignoruj te teksty, naprawdę. Niepotrzebnie się denerwujesz. Jak zaczyna taką gadkę, odłóż telefon na bok nie odłączając się(żeby nie miał dowodu na to, że go unikasz, bądź że jesteś niekulturalna i wyłączasz telefon w trakcie rozmowy) - najwyżej powiesz, że coś Ci się z mikrofonem w telefonie stało, albo że Twój telefon ma aplikacja, która automatycznie blokuje mikrofon i głos po usłyszeniu jakichś bzdur :mrgreen: :lol: . Z dystansem, podejdź do tego z dystansem.
bozenadwa napisał/a:
ta kobieta pisala smsy do mojego starszego syna iz ma wplynac na ojca poniewaz zneca sie nad jej dziecmi

1. zmień synowi nr telefonu - po co jej nr tel do Twojego syna?
2. jak będzie więcej takich smsów zanim zmienisz numer, albo nawet i po - powinnaś to chyba na policję zgłosić.

[ Dodano: 2013-08-10, 00:11 ]
Cytat:
najwyżej powiesz, że coś Ci się z mikrofonem w telefonie stało, albo że Twój telefon ma aplikacja, która automatycznie blokuje mikrofon i głos po usłyszeniu jakichś bzdur :mrgreen: :lol:

to było oczywiście napisane dla rozładowania sytuacji i rozweselenia Cię - nie mam najmniejszego zamiaru namawiać Cię do kłamstwa :->
 
     
bozenadwa
[Usunięty]

Wysłany: 2013-08-10, 17:38   

Droga Bożenko, miałam już nic nie pisać,

Kochana zusko dlaczego ?? dlaczego mialas juz nie pisac ?

Zastanawialam ,co ja zle napisalam , moze czyms Cie urazilam.
Przewertowalam swoje posty , i moze to, ze napisalam Dziekuje Wam kochane z calego serca.Aniolku . Murakulum. ?
ja Wam wszystkim chcialam podziekowac, dziewczyny wymienilam, a do Ciebie i kingi skierowalam osobiscie podziekowania
A moze to nie o to chodzi ? Moze to chodzi o cos innego ?
Nie wiem .
Ale zapewniam Cie ze w zaden sposob nie neguje tego iz sie zgodzilas na rozwod z orzekaniem winy meza, sama sie zastanawiam nadal .
Mam metlik w glowie.Chce mi sie plakac.
Sama nie wiem co robic.
Jesli chodzi o wybaczenie mezowi.
Nie czuje nienawisci, nie mam checi zemsty lub cos takiego.
Ja poprostu sie go zwyczajnie boje.
jestem przerazona.
Prze 5 lat uczestniczylam w terapii tak jak juz pisalam dla ofiar przemocy .
Powoli zaczelam stawiac mu granice, Wtedy jego eskalacja przemocy sie nasilala. Nie chcial abym wyszla spod jego rak ,musialam byc mu ulegla.
Ja nie pracowalam w malzenstwie,
nawet dorze nam sie powodzilo.
Ale to on mial pieniadze i on o wszystkim decydowal.
wszystkie kolezanki zazdroscily mi meza, nawet
ja sama go sobie zazdroscilam/Ale nie wiedziec czemu np.prze 8 miesziecy nie wychodzilam wogole z domu.
Na terapie poszlam dla syna ,. bo ktos z psychologow powiedzial mi, ze jestem uzalezniona , i psychicznie i finansowo od meza, Doradzil mi osrodek . ja wtedy bylam pewna ze dam sobie rade bez zadnego osrodka. Ale po kolejnym wezwaniu policji wyladowalam na terapii , bo chcialam pomoc synowi i mezowi, Dopiero po roku dotarlo do mnie jaka ja jestem chora i co to znaczy wspoluzaleznienie.

po paru latach poczulam sie na tyle silna ,ze zaczelam wychodzic do ludzi.
zrobilam kursy masazu leczniczego. W wieku 50 lat zrobilam duletnia szkole medyczna.
Miedzy czasie stawialam mezowi coraz wieksze granice, A on coraz bardziej mnie karal. najpierw zabronil dawac jedzenie synowi ,a potem ze smialam go w tej kwesti nie posluchac , zamknal jedzenie przede mna. ( NIGDY przenigdy nie spodziewalam sie ponim czegos takiego
ja nie majac zadych pieniedzy oszczednosci .
pomagala mi rodzina
moj maz co niedziela na mszy z komubia sw.
Miedzy czasie dostalam dorywcza prace na tzw, zastepstwa w osrodku rehabilitacyjnym
Ciagle czekalam ze sie opamieta.
Ale pewnego razu znowu po jakies akcji z synem ,zlikwidowalam lozko nasze malzenskie wysiudalam meza do duzego pokoju , a na miejsce loza , postawilam kozetke do masazu , bo mialam juz kilku pacjetow prywatnych, aby moc zarobic na jedzenie.
Mezowi zapowiedzialam , ze dopoki nie pojdzie na terapie zyjemy w separacji/
Bylam pewna ,ze go to mimo wszystko zmobilizuje , Bo nawet przymierzal sie do przeczytania ksiazki o przemocy psychicznej ,ktora dostalam od znajomego ksziedza.
Ten ksziadz probowal delikatnie rozmawiac z mezem. Nic to nie dawalo/ Byly nocne wypady alkohol i panienki.
Pozniej poznal ta kobiete z ktora teraz jest, to po co mial cos ze soba zrobic ,jesli Ona zobaczyla w nim Boga.

Jesli chodzi o to ,ze chce te dwa pokoje , to jak najbardziej ma do tego prawo , nasze mieszkanie jest komunale i nawet po rozwodzie on nadal zostaje wspolnajemca.

Niestety ta radosc i spokoj ktore doswiadczylam niedawno minely.
teraz jestem przerazona.
Wiem, ze nie powinnam. powinnam zawierzyc ,ale ja zwyczajnie ,po ludzku jako ofiara przemocy boje sie swojego sprawcy.
Bardzo ciezko jest udowodnic w sadzie przemoc psychiczna.
Moj maz jest mistrzem manipulacji , wiec jak bylam u Pani psycholog , z instytutu eriksonowskiego, (Z polecenia ) Bardzo byla ze mna , rozumiala mojego syna. nawet powiedziala ze syn kiedys odda ojcu ( co niestety po jakims tam czasie nastepilo ) Maz wyrzucil syna domu. A ja zaciagnelam meza do tej samej Pani psycholog,
Po rozmowie z moim mezam pani diametrialnie zmienila w stosunku do mnie ton.Byla zachwycona moim mezem.
Dlatego tez boje sie tej rozprawy.
Boje sie ze zmanipuluje sedziego itd.
wtedy po wyjsciu od pani psycholog czulam sie jak smiec , dno.
Na szczescie tez znajomy ksiadz , ktory przez 20 lat pracowal w szpitalu psychiatrycznym sam pisal ksiazki o przemocy psychicznej i jej skutkach , powiedzial o pani psycholog ze nie rozpoznala niczego "gluoia koza "
ktos znowu dal mi wiare w siebie.

Nie wyobrazam sobie tez naszego wspolnego mieszkania
I to nie nic wspolnego z wybaczeniem mezowi . ja chcialabym sie poprostu od niego odciac.Bo mimo wszystko nadal mnie rani.


Aniolku my mamy troje dzieci syn , ktorego tak nienawidzi moj maz i to juz od dziecka jest sredni i ma 31 lat.I on ma ogromne problemy sam ze soba , tym bardziej ze jest adechadowcem
Starszy , ten do ktorego pisala ta Pani smsy ma 33 lata , nie mieszka juz od dawna w domu . jest samodzielny odpowiedzialny , ale jak to bywa w dysfunkcyjbiej rodzinie jest niestety nadodpowiedzialny/
Ja nie decyduje o tym .co on ma zrobic z telefonem. Ale on sobie radzi. jest silnym mezczyzna. o tych smsasch dowiedzialam sie przez przypadek, Bo on nie chcialby mnie denerwowac/
Jeszcze jest najmlodsza corka ma 29 lat jest mezatka ,mieszka osobno i bardzo chce widziec swojego ojca jako cudownego czlowieka obwiniajac za wszystkie dramaty w naszej rodzinie swojego sredniego brata.


Ja , ja odchodzilam od meza przed dwudziestu paru laty do innego mezczyzny.
Bo nie bylam dla niego przedmiotem.
Tak ze sama tez nie jestem bez winy.
maz w tym pozwie napisal w uzasadnienu ze ja sie wyprowadzilam w 1990 roku i ze to wlasnie skutkowalo naszym oddaleniem,
Nie napisal ze przed moim odchodzeniem, jak rodzilam sredniego w szpitalu to tak sie cieszyl z tego powodu .ze moja siostra musiala go wyciagac z domu jakies panienki.

nasze oddalenie zaczelo sie jak uczyl starszego nielegalnego handlu jak ten mial 15 lat. jak sredni chcial jakies pieniadze to kazal
l mu wystawiac sie na gieldzie ( chodzilo o gry komputerowe )
Nie pozwolilam .Ale kosztowalo mnie to zalamanie nerwowe.

W tym wszystkim zawsze bylam nikim ta gorsza.
Teraz to znowu ma wszystko wrocic ?

czuje ze mnie to przerasta . czuje sie sama.
naturalnie ze sa chwile ze zwracam sie do matki Bozej lub do Jezusa .
ale to sa chwile.

jak wy sobie radziliscie przed rozprawa , jakie decyzje podejmowaliscie ?

Dolaczyl jeszcze problem z finansami , rozchorowalam sie stracilam prace czeka mnie operacja. maz od kwietnia jak wyladowalam w szpitalu zaczal mi placic 400zl ,
Ale rachunki za ogrzewanie przerastaja moje mozliwosci.
Musze cos zrobic z naszym mieszkaniem
,Boje sie zmian , I jeszcze ten rozwod.

dziekuje ,ze moglam to wszystlo gdzies wylac z siebie.
Nie wiem tylko, czy moglam to wszystko napisac w tym watku, po tym tematem , Nie znam jeszcze regul .
dziekuje ze mnie przeczytaliscie/
 
     
Filomena
[Usunięty]

Wysłany: 2013-08-10, 21:38   

Bożena, bardzo Ci współczuję. Czy nie da się w ramach podziału majątku zamienić mieszkania na dwa mniejsze? Nie ma innych rozwiązań? Skoro się go boisz, nie będziesz reagowała na jego obecność racjonalnie i adekwatnie, bo będzie Ciebie napędzał lęk. To bardzo utrudnia rozwiązywanie problemów.

U Ciebie jak rozumiem jest przemoc ekonomiczna w klasycznym wydaniu i emocjonalna. Nie wiem, czy dałoby się przeprowadzić rozprawę z orzeczeniem wyłącznej winy męża. Wtedy również Ty masz prawo do alimentów bezterminowo. Nie wnikam, czy to będzie separacja, czy sąd orzeknie ostatecznie rozwód. Wskazuję tylko na możliwość zabezpieczenia w przypadku, kiedy Ty przez większość małżeństwa pełniłaś rolę żony przy mężu.
 
     
zuzka71
[Usunięty]

Wysłany: 2013-08-11, 19:56   

Droga Bożenko, tłumaczę sie dlaczego napisałam, że mialam już do ciebie nie pisac, ponieważ Twój post była taki stanowczy, że wiesz czego chcesz i jak pokierujesz swoim życiem, a nikt nie lubi jak sie go przekonuje. Napisałam jak było u mnie, i poczułam, że szukasz innej porady, dlatego chciałam się wycofać.

kochana twój ostatni post ściął mnie z nóg, wycierpiałaś dużo, walczyłaś jak lwica.....ale już spokojnie, już nie walcz, już nie płacz, już się nie przejmuj....ODDAJ TO WSZYSTKO JEZUSOWI, NIECH PAN SIĘ TYM WSZYSTKIM ZAJMIE, musisz się koniecznie wyciszyć.

Mam 42 lata, nie jestem godna, aby radzić, ale uważam, że im mniej porad,a więcej wsparcia duchowego tym dla Ciebie lepiej. Pozdrawiam Cię i życzę wyciszenia.

Nie przejmuj się sprawą rozwodową- wiem jak to brzmi- ale podejdź do tego NIECH SIĘ DZIEJ CO BOG CHCE, JEGO WOLA, ja czułam, że jesli zawalczę o siebie i udowodnie winę męża, to on podczas tych rozpraw będzie miał wreszcie szanse poznac mój punkt widzenia,moje cierpienie, którego wcześniej nie dostrzegał.
 
     
Aniołek5
[Usunięty]

Wysłany: 2013-08-13, 00:51   

Bozenadwa... wiem, jak to jest, kiedy ktoś przed jednymi udaje anioła, a w zaciszu domowym wychodzi istny szatan... ja nie miałam takich przezyć, jak TY - u mnie to była kwestia manipulacji i kłamstw, ale w oczach rodziny męża jestem hm... jakąś kobietą, która nagle wpadła w ich świat a teraz z ich syna próbuje zrobić złodzieja:"bo u nas to by nikt o nim źle słowa nawet nie powiedział", jak to ostatnio usłyszałam od teściowej.
Współczuję Ci, bo to rozdziera człowieka na pół. Ale poczytaj to, co napisała Zuzka71 dużymi literami: zaufaj Bogu.
Masz kontakt z tym księdzem, o którym wspomniałaś? Rozmawiaj z nim jak najwięcej. On powoduje, że na nowo zaczynasz w siebie wierzyć. A Tobie taka wiara jest potrzebna.
Postawiłaś na swoim i umiałaś zawalczyć o chleb dla siebie - masz w sobie wielką siłę przebicia. A że mąż się wyprowadził do kochanki? Ja bym to potraktowała jako błogosławieństwo dla siebie... z całym szacunkiem dla Waszego sakramentu...

Mnie zastanawia jedna sprawa: ta kochanka wspominała w smsach, że mąż źle traktuje też jej dzieci, tak? nie mogłabyś tego wykorzystać jako argument w sądzie? że mąż jest przemocowcem?

Wspieram CIę modlitwą. Ja nie miałam ani sprawy o separację, ani o rozwód... nie umiem Ci nic więcej powiedzieć.... prócz jednego: oddaj lęk Jezusowi... poproś Go o prowadzenie, radę, żeby postawił na Twojej drodze dobrych ludzi, którzy będą Cię wspierali.

Ps. Mam nadzieję, że o swoje plecy też dbasz - masuj swoje plecy też, kochana, bo zasługujesz na przyjemność każdego dnia :mrgreen:
 
     
bozenadwa
[Usunięty]

Wysłany: 2013-08-13, 21:08   

Nie odpisywalam .bo przez chwile nie mialam netu.
Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy ,ze piszecie do mnie. Dziekuje.
Juz sie troche uspokoilam.Widac tak to musie byc ,ze szarpia nas emocje.Ale modlitwy dzialaja , naprawde z calego serca dziekuje za Wasze modlitwy,
dzisiaj dostalam telefon .od poniedzialku mam przyjsc na zastepstwa do pracy m narazie na troche, mam nadzieje ze moze jednak unikne tej operacji , cuda sie zdarzaja .
Dzisiaj tez umowilam sie z prawnikiem przy klasztorze, Ciekawe ,ze wizyte mam na 19. 08
w 34 rocznice naszego slubu.
Filomeno czytalam Twoje posty o watpliwosciach dot.wiary . mysle ,ze wielu z nas to przechodzi. Dowiedzialam sie ze swieci tez miewali takie kryzysy i warpliwosci .Co dopiero my.
Zuska nie pisz o sobie,ze niejestes godna pisac radzic, Jestes godna wszystkiego co najlepsze.
Ja ze swej strony jestem Ci wdzieczna za kazde Twoje slowo.
Aniolku ja napisalam o moim mezu . to co sie dzialo pozniej. jak zaczelam stawiac granice,
Przez wiele lat nie bylo az tak strasznie ,.byly "tylko " klamstwa i manipulacje,
Nigdy nie spodziewalabym sie po nim takich zachowan,
Byly tez fajne okresy w naszym malzenstwie.
tzw, okresy narzeczenstwa , .
zawsze wierzylam, ze juz bedzie dobrze.Nie czulam sie specjalnie zaszczuta czy cos takiego.
On stracil swoja firme ,zaczal sie wyzywac na srednim fizycznie i,no i polecialo.
nasza rodzina do dzisiaj uwaza ze ja przesadzam , i gdyby nie sredni syn, to nic by zlego sie nie wydarzylo. Moj maz jak juz pisalam jest mistrzem manipulacji.

Ja sie go boje w sensie ,ze znowu mnie zmanipuluje , bo to mialo miejsce w marcu jak wyladowalam w szpitalu.
Moj maz przychodzil do mnie, do szpitala dwa razy dziennie, a to z ryzem a to z jakimis rzeczaami , z ogromna troska, Sredni syn w Angli ,corka dopiero co po porodzie tak samo starszysyn zostal swiezo upieczonym ojcem, zostalam sama , maz akurat przyjechal po cos do naszej miejscowosci , i zawiozl mnie do szpitala ,czekal na izbie pare godzin itd. itd.
dziewczyny na sali nie znaly naszej sytuacji , widzialam jakie byly nim zachwycone i jak mi nawet zazdroscily.
Chcial rozmawial z lekarzami . dzisiaj przypuszczam. ze chcial sie dowiedziec o stanie mojego zdrowia po badaniach , bo juz planowal ten rozwod, a jak byloby bardzo zle. to nie mialby po co skladac wniosek.
przed szpitalem wracalismy od corki przez Czestochowe , on bardzo sie modlil w mojej intencji. po drodze sluchal radia Maryja, A potem jakgdyby nigdy nic pojechal do swojego domu ( czyt, do kochanki )

No i iwiele ,wiele innych dalam sie nabrac , po raz kolejny , bo dawno sie nie widzielismy ,przed wizyta u corki moze dwa lata ?
dalam sie nabrac na slowa i kleczenie na Jasnej Gorze.

No i tyle .

teraz jest wazne abym byla spokojna , Obym yrzymala mocno za reke Jezusa , no niech bedzie co ma byc.
Mysle ,ze bede sie bronic ,a co sad orzeknie ? to co orzeknie.
Juz sie go az tak strasznie nie boje . Nie dam sie. ( mam taka nadzieje :-D )

Anilku naprawde sie umiechnelam jak przeczytalam o tych moich plecach , ze mam sobie je wymasowac :lol:

dziewczyny, pozdrawiam i obiecuje modlitwe za Was i za cale forum
 
     
Aniołek5
[Usunięty]

Wysłany: 2013-08-15, 00:33   

bozenadwa napisał/a:
Juz sie go az tak strasznie nie boje

Ja zrozumiałam jedno: na czym polega wolność - na nieprzywiązaniu do jakiegokolwiek strachu: do człowieka, o dom, o przyszłość, o finanse, o zdrowie.
Być wolnym tzn. nie bać się niczego i nikogo, co ziemskie. szatan tylko czeka na Twój/mój strach, poobgryzane z nerwów paznokcie, nieprzespane noce, nerwy, przyklejony do kręgosłupa żołądek.
Troszczyć się - to inna sprawa. Ale troska ma swoje wyraźne granice, poza którymi jest właśnie strach, lęk i ogromna obawa.
Ja wiem, że jest różnica między lękiem a strachem, ale pomijam to w tym poście ;-) .

Troszcz się o siebie, kochana, bo tyle jesteś w stanie zrobić na dzień dzisiejszy. Co przyniesie jutro - jeden Bóg tylko wie. Oddaj jutro Jemu, a dzisiaj ciesz się chwilą, carpe diem :-D

[ Dodano: 2013-08-15, 00:37 ]
bozenadwa napisał/a:
no niech bedzie co ma byc.

to zabrzmiało, jakbyś to z wielkiej łaski napisała :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Jakbyś Panu Bogu przysługę wyświadczała faktem, że jemu swoją przyszłość oddajesz :lol:
Pewnie nie miałaś takiego zamiaru, ale ja się uśmiałam, jak to przeczytałam, bo sobie wyobraziłam, jak sobie już te plecy wymasowałaś, zrelaksowałaś się, przeanalizowałaś za i przeciw oddanie Bogu swej przyszłości i stwierdziłaś: "no niech będzie co ma być" :-D :mrgreen:
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8