Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Temat Agnieszki
Autor Wiadomość
niezapominajka8
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-27, 21:57   

....
Ostatnio zmieniony przez niezapominajka8 2013-03-03, 22:35, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
AgnieszkaX
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-27, 22:14   

Elu,

"Agnieszko jakie wspólne życie, no proszę Cię zastanów się logicznie, kłamstwa, tajemnicze schadzki, wyjazdy, adrenalina, poprostu same przyjemności, zdrada to haj narkotyczny, amok (przeczytaj definicję amoku). Jakie to życie, czy tak wygląda normalne życie??? A gdzie obowiązki, kłopoty i np. ciąża? tak przyjemności ale również i troski, to jest prawdziwe życie i jeśli ktoś tego nie rozumie to coś z nim nie hallo.
Czy on widział ją w poczochranych włosach, w szlafroku, przy garach, no na litość Boską nie.'"

Niestety nie do końca to były tylko przyjemności.
Mój mąż niestety nie tylko do tego się ograniczał. Robił z nią z nią zakupy, był częstym gościem w jej domu ( jej mąż pracuje w delegacjach, zresztą sa w separacji), jeżdzili na urlop tygodniowy razem, wyjazdy z noclegami.
Niewąpliwie widział ją bez makijażu niejednokrotnie, przy garach również bo na urlopie postanowili się pobawić w małżeństwo i razem grillowali, gotowali :(

Nie dość tego w trakcie romansu miała kłopoty zdrowotne , jeżdzili razem po szpitalach, on ją pocieszał, uspakajał, martwił się o jej zdrowie, nawet na badania ją zapisywał :(
Ja w tym czasie do lekarza w ciąży chodziłam sama..........

Więc chyba nie do końca same przyjemności tam były.
A jednak z nią był.
i chyba jednak kochał :( :( :(

No właśnie tym się nie mogę nie zadręczać !

Tak terapia już przesądzona dla mnie.
Nie wiem tylko co on na to powie.
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-27, 22:19   

Prosze dziewczyny , kobiety drogie - nie nazywajcie tego kochaniem

to tylko zachowania miłosnopodobne jak dobrze określa to ks. Pawlukiewicz

polecam posłuchajcie
http://www.kryzys.org/viewtopic.php?t=4934

:mrgreen:

Pogody Ducha
 
     
AgnieszkaX
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-27, 23:07   

niezapominajka8"]

Katalotka72
Dziękuję :)
Dziś trochę lepszy nastrój...
Może będzie lepiej....

Niezapominajko

No niezupełnie o to mi chodzi.
Ja nie pytam czy wierzysz w to, że twój mąż jest w pracy.
Bo to zawsze możesz sprawdzić jeśli zechcesz.

Pytałam o to jak radzisz sobie ze zdradą teraz.
Chodzi mi o to co sprawia, że czujesz że jesteś i byłaś wielką miłością sojego męża.
No bo widzisz gdy mąż cię zdradzał chyba tak nie było.
Co mówi twój mąż teraz na ten temat ? Jak to tłumaczy.
Jak sobie radzisz z jego słowami.

Dla mnie to priorytetowe sprawy bo bez tego nie będzie i zaufania i bezpieczeństwa
Ja tego nie mogę olać i nie potrafię.
Bo w moim odczuciu olanie tego gdzie jest naprawdę, czy nie kłamie jest trochę tchórzostwem.
Czy ty się aby nie boisz tego jak jest naprawdę?
Ja nie chcę się wiecznie bać, że kłamie, nie chcę wiecznie wątpić w to czy jest szczery, nie chcę roztrząsać czy mnie kocha.
Nie wiem czy rozumiesz o co mi chodzi.
Może nie potrafię tego napisać zrozumiale.


A co do twej rady bym zaczeła czytać i z rad korzystać to oczywiście jest dobry pomysł.
Ale czy Ty TYDZIEŃ po wiadomości o tym, że mąż Cię znów okłamał i po przecztaniu ich
rozmów byłaś w stanie myśleć racjonalnie i skupić się na czymś innym ???????
Sama sobie odpowiedz czy byłaś wtedy gdy się o tym dowiedziałaś...
Każdy chyba ma indywidualny czas na przeżywanie tego bólu i poprawę.
Ja nie jestem tak szybka...
I nie chcę na siłę niczego przyspieszać...
Muszę ten ból przeżyć teraz, żeby potem móc iść do przodu a nie nie cofać się i zastanawiać wiecznie...
To jest mój czas na decyzje.
Ostatnio zmieniony przez AgnieszkaX 2013-02-28, 18:23, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
katalotka72
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-28, 08:41   

milego dnia Aga !!!
slonka IN and OUT !!
 
     
niezapominajka8
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-28, 11:58   

....
Ostatnio zmieniony przez niezapominajka8 2013-03-03, 22:36, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
AgnieszkaX
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-28, 18:26   

niezapominajka8"]

Katalotka72
Dziękuję :)
Dziś trochę lepszy nastrój...
Może będzie lepiej....

Niezapominajko

No niezupełnie o to mi chodzi.
Ja nie pytam czy wierzysz w to, że twój mąż jest w pracy.
Bo to zawsze możesz sprawdzić jeśli zechcesz.

Pytałam o to jak radzisz sobie ze zdradą teraz.
Chodzi mi o to co sprawia, że czujesz że jesteś i byłaś wielką miłością sojego męża.
No bo widzisz gdy mąż cię zdradzał chyba tak nie było.
Co mówi twój mąż teraz na ten temat ? Jak to tłumaczy.
Jak sobie radzisz z jego słowami.

Dla mnie to priorytetowe sprawy bo bez tego nie będzie i zaufania i bezpieczeństwa
Ja tego nie mogę olać i nie potrafię.
Bo w moim odczuciu olanie tego gdzie jest naprawdę, czy nie kłamie jest trochę tchórzostwem.
Czy ty się aby nie boisz tego jak jest naprawdę?
Ja nie chcę się wiecznie bać, że kłamie, nie chcę wiecznie wątpić w to czy jest szczery, nie chcę roztrząsać czy mnie kocha.
Nie wiem czy rozumiesz o co mi chodzi.
Może nie potrafię tego napisać zrozumiale.


A co do twej rady bym zaczeła czytać i z rad korzystać to oczywiście jest dobry pomysł.
Ale czy Ty TYDZIEŃ po wiadomości o tym, że mąż Cię znów okłamał i po przecztaniu ich
rozmów byłaś w stanie myśleć racjonalnie i skupić się na czymś innym ???????
Sama sobie odpowiedz czy byłaś wtedy gdy się o tym dowiedziałaś...
Każdy chyba ma indywidualny czas na przeżywanie tego bólu i poprawę.
Ja nie jestem tak szybka...
I nie chcę na siłę niczego przyspieszać...
Muszę ten ból przeżyć teraz, żeby potem móc iść do przodu a nie nie cofać się i zastanawiać wiecznie...
To jest mój czas na decyzje.

[ Dodano: 2013-02-28, 18:30 ]
Coś mi się pogmatwały posty i niechcący zamieniłam swój przedostatni z ostatnim.
Teraz jest podwójny :(
 
     
niezapominajka8
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-28, 21:24   

Św. Rita – patronka rodziny i przebaczenia. Na całym świecie uznawana za patronkę od spraw beznadziejnych. Siła tej modlitwy zmiękcza serca i umysły wierzących i ateistów…sam zobacz i daj świadectwo

O potężna i sławna Święta Rito, oto u twoich stóp nędzna dusza potrzebująca pomocy, zwraca się do ciebie z nadzieją, że zostanie wysłuchana. Ponieważ jestem niegodny z tytułu niewierności mojej, nie śmiem spodziewać się, że moje prośby będą zdolne ubłagać Boga. Dlatego wyczuwam potrzebę, aby mieć za sobą potężną orędowniczkę, więc ciebie wybieram sobie, Święta Rito, ponieważ ty właśnie jesteś niezrównaną Świętą od spraw trudnych i beznadziejnych.

O droga Święta, weź do serca moją sprawę, wstaw się do Boga, aby uprosić mi łaskę, której tak bardzo potrzebuję i o którą tak gorącą proszę (tutaj wyrazić łaskę, o którą się prosi)

Nie pozwól mi odejść od ciebie nie będąc wysłuchanym. Jeżeli jest we mnie coś, co byłoby przeszkodą w otrzymaniu łaski, o którą proszę, pomóż mi usunąć tę przeszkodę: poprzyj moją prośbę swymi cennymi zasługami i przedstaw ją swemu niebieskiemu Oblubieńcowi, łącząc ją z twoją prośbą. W ten sposób moja prośba zostanie przedstawiona przez ciebie, wierną oblubienicę spośród najwierniejszych. Ty odczuwałaś boleść Jego męki, jak mógłby on odrzucić twą prośbę i nie wysłuchać jej?

Cała moja nadzieja jest więc w tobie i za twoim pośrednictwem czekam ze spokojnym sercem na spełnienie moich życzeń. O droga Święta Rito, spraw, aby moja ufność i moja nadzieja nie zostały zawiedzione, aby moja prośba nie była odrzuconą. Uproś mi u Boga to, o co proszę, a postaram się, aby wszyscy poznali dobroć twego serca i wielką potęgę twego wstawiennictwa.

O Najsłodsze Serce Jezusa, które zawsze okazywało się tak bardzo czułe na najmniejszą nędzę ludzkości, daj się wzruszyć moimi potrzebami i nie bacząc na moją słabość i niegodność, zechciej wyświadczyć mi łaskę, która tak leży mi na sercu i o którą prosi Cię dla mnie i ze mną Twoja wieczna oblubienica, Święta Rita.

O tak, za wierność, jaką Święta Rita zawsze okazywała łasce Bożej, za wszystkie zalety, którymi uhonorowałeś jej duszę, za wszystko co wycierpiała w swym życiu jako żona, matka i w ten sposób uczestniczyła w Twej bolesnej męce i wreszcie z tytułu nieograniczonej możliwości wstawiania się, przez co chciałeś wynagrodzić jej wierność, udziel mi Twej łaski, która jest mi tak bardzo potrzebna.

A Ty, Maryjo Dziewico, nasza najlepsza Matko Niebieska, która przechowujesz skarby Boże i rozdzielasz wszelkie łaski, poprzyj Twoim potężnym wstawiennictwem modły Twej wielkiej czcicielki Świętej Rity, aby łaska o którą proszę Boga, została mi udzielona. Amen.




Modlitwa w ciężkim strapieniu

O święty Judo Tadeuszu, krewny Chrystusa Pana, wielki Apostole i Męczenniku, sławny cnotami i cudami, Ty jesteś potężnym Orędownikiem w przykrych położeniach i sprawach rozpaczliwych. Przychodzę do Ciebie z pokorą i ufnością i z głębi duszy wzywam Twojej przed Bogiem pomocy. O święty mój Patronie, któremu Bóg dał przywilej ratowania w wypadkach, gdzie już nie ma nadziei pomocy, spojrzyj na mnie łaskawie. Oto życie moje pełne cierpień i boleści; dzień za dniem upływa w ucisku, a serce moje
wezbrało goryczą. Drogi mojego życia gęstym pokryły się cierpieniem i ledwie dzień mija bez troski i łez. Umysł mój otoczony ciemnością; niepokój, zniechęcenie i rozpacz nawet wdzierają się do duszy tak, iż niemal zapominam o Boskiej Opatrzności.

O święty mój Orędowniku, ty mnie nie możesz opuścić w tym moim smutnym położeniu. Nie odejdę od stóp Twoich, dopóki mnie nie wysłuchasz. Pospiesz ku ratunkowi mojemu, a wdzięczność moją okazywać Ci będę przez całe życie, szerząc cześć Twoją. Amen.
Ostatnio zmieniony przez niezapominajka8 2013-03-03, 22:37, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
AgnieszkaX
[Usunięty]

Wysłany: 2013-02-28, 23:50   

Niezapominajko.

Dziękuję za odpowiedż.
Trudne jest takie pisanie o tych chwilach pewnie.
I aż nadto informacji o kochance dla mnie :roll:
Bardziej dla mnie treściwa jest informacja o tym jak jest teraz, czy mąż żałuje, co mówi o tym co się zdarzyło....to miałam na myśli.
To dla mnie najbardziej istotne sprawy....
Oczywiście każda historia jest inna więc jakoś nie bazuję na twoich doświadczeniach, po prostu chciałam wiedzieć jak się otrząsnełaś z tego...
Bo ja kiepsko sobie z tym radzę.
Bardzo kiepsko..........
Zresztą dla mnie jak mówiłam jeszcze za wcześnie na to by przełamać się....
Na razie rozpaczam........

I dziękuję Ci bardzo za modlitwy :->
Już je wydrukowałam....

Powoli zaczynam myśleć, że macie wszyscy rację.
Skasowałam dziś te ich rozmowy.
Zresztą i tak je już przeczytałam ( i się tym załamałam) więc nie chcę już się tym zatruwać...
Teraz nie wiem czy czytanie , nie było błędem...
Ale to musztarda po obiedzie ( bo już niektóre kawałki na pamięć znałam).

Mam bardzo dużo wątpliwości czy tak jest naprawdę teraz, mój mąż mówi włąsciwie to samo
co twój, oświadcza, że teraz już nigdy mnie nie zawiedzie, nawet twierdzi że nienawidzi kochanki, że to nie była miłość...
Tyle, że wtedy gdy to przeżywał było dla niego szczere, ważne.
I wtedy komu innemu deklarował uczucia, zaufanie, i porywy serca.
I to samo wyznawał jej (dokładnie) to co mi teraz.
I nie ma się co oszukiwać z nią też miał swoje sprawy, szaleństwa które przeżywał tylko z nią, robił tylko dla niej. Tylko inna skala i klasa tych rzeczy.
Niby to przeszłość twierdzi.
Ale jak jest teraz?
Tego nie wiem i nie ufam w szczerość po tylu już kłamstwach :-( :-( :-(



I moja rada dla Ciebie niezapominajko.
Tylko nie odbierz jej żle.

Sposób w jaki piszesz o tym wszystkim sugeruje, ( zauważyłam to w innym twoich postach -właściwie wszystkich) że absolutnie całą winą obciążasz kochankę.
A twój mąż wyszedł z tego jakby bez szwanku.
Usprawiedliwiasz jego winę, a ją trochę kamienujesz.

No faktycznie to co opisujesz nie świadczy o niej dobrze ( wygląda trochę na wariatkę) ale ona od rozliczania ma Boga, swoją rodzinę, nie Ciebie.
Nie myśl o tym, nie koncentruj swojej złości na tym co zrobiła ci ona.
To samo a może w większym stopniu zrobił ci twój mąż.
To co zrobiła ona ( Bóg ją osądzi najlepiej), nie zmniejsza winy twojego mężą nawet w
minimalnym stopniu.
Jak czytam to co napisałaś, to mam wrażenie, że to, że ona zachowywała się agresywnie, bez klasy, bez szacunku dla niczego, całkowicie usprawiedliwia i oczyszcza twojego męża z faktu, że miał roczny romans.

No powiem ci, że nie rozumiem takiego sposobu myślenia wcale.
Bo jeśli ona była taka zła, to on jest przez to lepszy???
I jakie ma znaczenie czy ona była zła czy dobra, starsza, brzydsza, czy zachowała się agresywnie czy nie???
Czy przez to czujesz się lepiej?
To nie bajka, nie ma tu tylko jednej złej osoby, nie ma jednego winnego.
W tym przypadku niestety do tanga trzeba dwojga. I gdyby oboje nie chcieli nic by się nie wydarzyło. Każdy człowiek ma wolną wolę i dokonuje wyborów. Twój mąż sam wybrał tą drogę....
I sam wprowadził tą kobietę do swojego/waszego życia.
Poznał ją, jakoś się dogadywali, romansowali...
A finał tego jak się skończył romans, nie śwaidczy wcale, o tym jak między nimi było w czasie jego trwania.
Bo chyba im obojgu żle nie było skoro to trwało.
A twój mąż również miał jakieś oczekiwania od kochanki które były zaspokajone...
Widzisz ten finał mógł być burzliwy dla obojga, jeszcze ciążą...
Nie wiem jak było naprawdę. Nawet nie chcę dopisywać scenariuszy, bo po co.
To chyba nieważne już wcale.
Bo to nie ma wpływu na to co się działo między nimi wcześniej.
I to że oboje w to weszli i kontynuaowali i im to pasowało.

I absolutnie nie chcę burzyć twojej wiary w męża.
Ale myślę, że musisz się pogodzić z tym wreszcie, że to była również jego wina.
Bo naprawdę wygląda, że po prostu wypychasz to ze świadomości.
Widzisz z jednej strony jesteś pogodzona z tym, niby wybaczyłaś mu a tu...
Koncentrowanie całej winy na jednym, a oczyszczanie drugiego naprawdę nie ma sensu i to chyba trochę wypieranie rzeczywistośći...

Pomyśl o tym na spokojnie, proszę.
Pogódż się z tym i zapomnij wreszcie.
Mam nadzieję, że cię nie uraziłam.
Może ta terapia to napawdę dobry pomysł...

Niestety, mój mąż odmówił gdy mu ją dziś zaproponowałam :-|
Twierdzi, że sami z tym sobie damy radę.
Ja uważam, że nie ma nawet szans, skoro sama ze sobą poradzić sobie nie mogę.... :-(
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-01, 06:11   

AgnieszkaX napisał/a:
Skasowałam dziś te ich rozmowy.


dobre posuniecie


Agnieszka mąż odmawia terapii, idź sama,
Zacznij od siebie ,bo w stanie rozpaczy długo być nie można , poszukaj jakiejś chrześcijańskiej terapii

Pogody Ducha
 
     
niezapominajka8
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-01, 11:08   

.....
Ostatnio zmieniony przez niezapominajka8 2013-03-03, 22:38, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
AgnieszkaX
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-02, 19:13   

Niezapominajko

A problem u mnie jest taki, że ja sama nie wiem co zrobić teraz.....
Nie chcę wybaczać tylko dlatego bo powinnam tak zrobić.
Tzn nawet nie tak, chodzi mi o to, że wybaczyć powinnam dla samej siebie tak naprawdę
( bo nie chcę całe życie się z tym męczyć, żyć nienawiśćią) tylko o to czy jest sens ratować nasz związek.
Czy potrafię zaufać mojemu mężowi znowu, uwierzyć, że mnie nie zdradzi, nie okłamie znowu.
Ja muszę wierzyć, że to ma jakąś przyszłość, że zmiana męża jest prawdziwa, skrucha szczera...
Nie chcę do końca życia egzystować w zawieszeniu, bez zaufania, bez pewności, że ten związek jest prawdziwy, pełny.
I chyba u mnie okres zrozumienia, akceptacji, wybaczenia jest dłuższy niż u ciebie.
Zdrada trwała 11-miesięcy, 3 razy zostałam okłamana póżniej...
Teraz będę ostrożniejsza.
U ciebie pół roku i już przeszłaś etapy zrozumienia przyczyn zdrady, zaakceptowania tego, wybaczenia...dochodząc nawet do stwierdzeń, że teraz twoje małżeństwo kwitnie i sexu.
Dla mnie to piorunujące wprost tempo.
Albo ja jestem zupełnie inna bo ja potrzebuję więcej czasu widać.
Oczywiście każdy związek jest inny, indywidualny...

Ja nie chcę się spieszyć z niczym.
To nie jest decyzja którą muszę podjąć w ściśle określonym terminie.
To jest moje życie, mojego rodziny, mojego dziecka...
Jeśli to się powtórzy, jeśli mąż znów zacznie kłamać, spotykać się z kochanką, nie wyobrażam już sobie już takiego życia kolejnego wybaczenia.
No i jeszcze dziecko...
Z każdym dniem mój maluch staje się coraz starszy, bardziej się do niego przywiązuje...
A jeśli mój mąż znów nas zdradzi, to czy warto z takim człowiekiem go wychowywać i narażać je na ból, rozstanie?

Nie wątpię w miłość męża do dziecka, w przywiązanie do mnie, w docenienie ( po fakcie) rodziny i domu.
Ale wątpię w jego szczerą miłość do mnie, wątpię czy chęć zostania z nami to naprawdę miłość a nie chęć rekompensaty krzywdy, poczucie obowiązku, strach przed utratą rodziny, dziecka, potępieniem otoczenia....
Nie chcę tkwić w " papierowym małżeństwie" do końca życia i się nad tym zastanawiać.
I nie wiem też czy zmian którą obserwuje jest prawdziwa.
Bo to, że mówi teraz, że mnie kocha na nowo, że teraz docenia rodzinę, że nie chce nas stracić, że nigdy mnie nie zawiedzie...nie oznacza wcale, że tak jest naprawdę.
To naprawdę dobry aktor w końcu przez 11 miesięcy nie maiłam żadnych podejrzeń.
Przez cały czas zdrady mówił, że mnie kocha ( tamtej mówił to samo przecież), że jest mu ze mną dobrze, idealnie.
Tych samych słów używał do niej.
I to co czuł do tamtej sprawiało, żę ryzykował nas, dziecko, rodzinę.
Teraz otrzeźwiał, z tym się zgodzę, ale czy to naprawdę oznacza, że się zmienił.
I jak jest w tym jego drugim życiu wyjazdowym, z kolegami, czy z nimi nie jest inny,
prawdziwy?

Ja nie umiem olać tego czy jest w pracy czy nie. Czy kłamie czy nie.
Za bardzo mnie to obchodzi.
Dla mnie szczerość jest wykładnią zaufania.
To jest niewątpliwie roztrząsaniem, rozdrapywaniem, zatapianiem się w tym znów i znów...
Ale ja nie umiem inaczej.
Muszę to przeżyć na maxa, aby wybaczyć też maxymalnie...
I niestety warunkiem tego wybaczenia jest uwierzenie w to co dla mnie kluczowe, miłość pełna, skrucha dogłębna, zmiana prawdziwa.
Tak jest u mnie.
Nie muszę dodawać chyba, że jestem bardzo zasadnicza w swoich poglądach.
Jestem i byłam osobą bardzo surową, zasadniczą i nigdy nie złamałam swoich zasad dla paru chwil przyjemności ( może to też było powodem zdrady) :(

Mirakulum
Niestety mój mąż na terapię nie pójdzie, odmówił dziś już drugi raz.
Ale ja się zdecydowałam, rozejrzę się za jakiąś chrześcijańską terapią dla siebie.
Wydaje mi się, że bardzo mi jest potrzebna.
Bardzo żle sobie radzę z tym.
I gdyby nie mały to chyba nie miałabym powodu by wstać z łóżka :(
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-02, 22:19   

Agnieszko jesteś b. mądrą kobietą.
Niewiele, na tym portalu widziałam tak dojrzałych przemyśleń dotyczących zdrady, jak twoje przemyślenia, jestem naprawdę pod wrażeniem.
Analizujesz dogłębnie i choć kochasz, jednocześnie masz świadomość , że okłamywanie samej siebie jest nikczemnością, która w dalszej perspektywie przynosi tylko i wyłącznie rozczarowanie.
Masz Agnieszko wiele i to niestety bardzo uzasadnionych obaw dotyczących twojego męża, jego domniemanej zmiany i nadziei że ta zmiana jest prawdziwa a także, że okaże się trwałą.
Wiele wskazuje na to, że możesz się rozczarować po raz kolejny.
Życzę Ci podjęcia najwłąściwszej decyzji , takiej która pozwoli Ci uniknąć cierpienia i umożliwi Ci podążanie znacznie mniej wyboistą drogą.

Cytat:
Każdy człowiek ma wolną wolę i dokonuje wyborów.
- właśnie tak, niedoceniana, pomijana tak często wolna wola jest istotą wyborów, a nie jak się często sugeruje tutaj, unikając własnej odpowiedzialności, jakieś niezidentyfikowane bliżej zło.

Pozdrawiam, Kenya.
 
     
przemekfrank
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-03, 11:02   

Agnieszko

Sposób w jaki podchodzisz do tego co Cię spotkało wzbudza mój autentyczny podziw.
Jesteś osobą bardzo dojrzałą emocjonalnie.

To co piszesz jest tak bardzo mi bliskie. Jakbym czytał o sobie i swoich przeżyciach.
Bardzo dużo złych rzeczy które spotkały Ciebie dotkneły również mnie :(
I też mam wiele wątpliwości co do motywów zdrady mojej żony, jej szczerej skruchy i uczuć które czuje teraz.
U mnie też żona zdradzała mnie długo a po wykryciu zdrady nadal kontaktowała się z kochankiem.
Teraz również mówi o błędzie, problemach między nami które były ( w jej mniemaniu) powodem zdrady, o tym że żałuję, że teraz się zmieni i nie zawiedzie mnie i dzieci, że teraz w jej życiu jestem tylko ja i rodzina...
Z tego co czytam tu to standartowa mowa zdradzającego.
Mi również bardzo trudno uwierzyć, że jest jej SKRUCHA I UCZUCIE DO MNIE to prawda a nie "opamiętanie chwilowe" i lęk przed utratą rodziny i surową oceną otoczenia.
I boję się wybaczyć na podstawie tylko jej słów, mojej potrzeby wybaczenia i wiary, że coś naprawdę do mnie czuje, że zrozumiała zło które wyrządziła nam.

Masz dużo racji w tym co piszesz o wybaczeniu. Tak, wybacza się dla siebie. Żeby nie żyć ciągle w nienawiści, żeby nie zmarnować życia w goryczy.
I ja chcę jej wybaczyć ( na razie nie potrafię) ale co do ratowania związku... nie wiem.
Muszę mieć pewność, że ratowanie go ma sens. Nie chcę ratować czegoś czego uratować się nie da.
Nie chcę ratować małżeństwa za wszelką cenę, tylko po to by nie być sam, by być górą nad kochankiem. To dla mnie niewłaściwe powody do ratowania naszego związku.
Solidnym fundamentem małżeństwa jest miłość, zaufanie, wsparcie, zrozumienie i wiara w kręgosłup moralny naszego współmałżonaka. Ja tą wiarę utraciłem właśnie i bardzo trudno mi się pogodzić z tym co jest teraz.
I nie umiem wytłumaczyć zdrady, działaniem zła, szatana tylko WYBOREM mojej żony, jej postępowaniem, jej chęcią zabawy i przeżycia przygody stawianym wyżej niż rodzinę.
Moja sytuacja jest jeszcze cięższa, mamy 2 dzieci ( 2 nastolatki). Nie wiedzą o zdradzie, choć na pewno niejednego się domyślają obserwując naszą obecną sytuację...
Mam o wiele lepszy kontakt z nimi niż żona, to do mnie przychodzą rozmawiać, to ja je wiozę do szkoły, załatwiam z nimi zakupy (żona jeżdzi do pracy prawie 80 km)... ale ona nadal pozostaje ich matką i odsuwać ją od nich jeszcze bardziej nie chcę. A są jeszcze za młode by to zrozumieć to co się stało.
Obawiam się, że ją znienawidzą jeśli dowiedzą się co zrobiła.


Agnieszko, sposób w jaki opisujesz swoją zdradę - widać od razu że bardzo cierpisz, ale nie
szukasz usprawiedliwień dla męża, nie zwalasz całej winy na kochankę ani nie wiadomo właściwie na kogo ( byle nie na obciążąć męża), nie piszesz o kochance pogardliwie, z wyższością, nie oceniasz jej i nie rozliczasz ( masz rację Bóg ją osądzi nie Ty - mam takie samo zdanie w stosunku do kochanka żony), nie próbujesz za wszelką cenę pokazać się jako lepsza osoba ( tamta była zła a ja jestem dobra) i opisując co Ci się przytrafiło nie tworzysz innego obrazu wydarzeń tylko piszesz prosto z mostu co przeżyłaś i jak bardzo Cię to dotyka, jaki ból przeżywasz teraz gdyb mąż tak bardzo Cię zawiódł...
Widać, że go kochasz pomimo zdrady, zresztą to piszesz, widać, że chcesz wybaczyć, że szukasz na to sposobu.
Nie boisz się ocen, krytyki, cenisz wsparcie.
Podziwiam Cię.
Naprawdę piszę to szczerze.

Moim zdaniem słusznie się zastanawiasz czy ratowanie małżeństwa ma sens, może jeszcze nie dokładnie tak - tylko czy zmiana twojego męża jest prawdziwa i czy w imię tej zmiany należy ratować ten związek i rodzinę.

To wszystko sugeruje, że jesteś bardzo dojrzałą osobą i w mądry sposób podchodzisz do problemu zdrady.
Zrozumienia jej przyczyn, pogodzenia się z nimi.
Próba zrozumienia przyczyn zdrady i pogodzenie się z tym świadczy, że nie lekceważysz tego co się stało, nie usprawiedliwisz bliżej nie sprecyzowanymi przyczynami, nie przeżyjesz tego co się stało powierzchownie.
A potem dopiero przyjdzie czas na wybaczenie.
Ale to nie wyścig jakiś, daj sobie czas, tyle ile potrzebujesz właśnie Ty.
Nie patrz na to, że ktoś uporał się ze wszystkimi etapami w pół roku. Nawet tego nie porównuj bo nie ma to sensu.
Ty jesteś zupełnie inną osobą.
Postępuj w zgodzie ze sobą i niczego nie przyspieszaj.
To chyba najmądrzejsza rada jaką Ci dano na tym forum ( nie pamiętam kto ją napisał) - daj sobie czas.
Na wyleczenie, uzdrowienie siebie.
Ja również tą radę spróbuje zastosować do siebie.

Pozdrawiam Cię Agnieszko.
Życzę Ci podjęcia najwłaściwszej decyzji dla CIEBIE I TWOJEGO DZIECKA.
Ostatnio zmieniony przez przemekfrank 2013-03-03, 11:21, w całości zmieniany 2 razy  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8