Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
zdrada żony?
Autor Wiadomość
Orsz
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-10, 14:01   

Norbercie :), za duzo relatywizmu, moim zdniem.
A wiara w Ojca nie powinna wykluczać stwierdzania faków, że np czarne nie jest białe, a grzech, jest złem, a nie dobrem.
 
     
Andy2
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-10, 14:17   

Orsz napisał/a:
Jeśli ktoś inny wszedł w tę strefę se swoimi niecnymi, brudnymi intencjami, popędami, niestety to zostaje. Płciowość ma wielką moc. Pozytywną jak jest wykorzystywana w zgodzie z Zamiarem Bożym i skrajnie negatywną jeśli jest wbrew niej


Przemawia przez ciebie jakaś gorycz i taki pesymistyczny determinizm.
Szanuję twoje zdanie, ale moje jest inne.
Na pewno zdrada fizyczna zostaje w zdradzaczu, nie tylko w kobiecie zresztą, na pewno rodzi przywiązanie do tamtej osoby. Ale osoby są teraz trzy i ona będzie musiała wybrać - albo albo. A jakie będą konsekwencje w emocjach i co zostanie powykrzywiane tego nie wiem ani ja ani ty. Ty mówisz o emocjach / popędach, a Bóg dał nam jeszcze rozum i wolną wolę, i jest łaska i wstawiennictwo, można dostac pomoc o której nie wiemy i jakiej się nie spodziewamy. Doświadczyłem tego m.in. przez to forum kilka lat temu, ale okazało się, że zmiany we mnie były za płytkie, przestałem się modlić (nigdy nie lubiłem chodzić do kościoła) i znowu się z żoną oddaliliśmy.

Rozmawiam z kimś kto zdradzał (sam kiedyś w innym związku zdradziłem), czytam Dobsona, konsultuję się z innymi osobami. Nie jestem idealistą i raczej się na to wszystko zapatruję pesymistycznie, również ze względu na mnie, ale będę się starał ocalić moją rodzinę przed całkowitym rozpadem i jeśli się uda to z tego co zostanie będę ją od nowa budował. Z choćby małej iskierki, jeśli się jeszcze tli można zrobić wielkie ognisko.

Ja tak po ludzku kocham moją żonę i to uczucie we mnie się szybko nie zmieni (choć jest już też dużo strachu, obawy, może odrazy), ale to ona musi zdecydować co i kto jest dla niej ważniejsze.
Ja na teraz muszą stać trochę z boku i jak pisała Wiara47 - przeżyć swój ból a jej dać czas do decyzji. To bardzo trudne dla mnie. Ja się będę modlił i starał zadbać o siebie, w najgorszym razie nasze dziecko będzie miało dobrze zadbanego ojca.

A do zdrady trzeba dwojga... u tego 3-go też się może zmienić, np. z przystojnego faceta może się zrobić dziadyga z wybrakowanymi zębami... po rozmowie z oszukiwanym mężem. ;-)
To żart oczywiście... na zębach by się nie skończyło.
Ostatnio zmieniony przez Andy2 2012-08-10, 14:36, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Norbert1
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-10, 14:33   

Orsz napisał/a:
Norbercie :), za duzo relatywizmu, moim zdniem.
A wiara w Ojca nie powinna wykluczać stwierdzania faków, że np czarne nie jest białe, a grzech, jest złem, a nie dobrem.

wiesz orsz całkiem cię nie rozumiem :mrgreen: :mrgreen:
co chcesz udowodnić??
bo ani moja wypowiedz nie zaprzeczała temu że białe to jest białe,a czarne to czarne,a tym bardziej że żło nie jest złem .
Moja wypowiedz odniosła się jedynie do wiary w Boga
a mianowicie że tam na górze wszystko jest przewidywale
i cos jest po cos...
tak jak dana druga szansa..
to tyle
 
     
Orsz
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-10, 15:20   

Andy, wybacz, moje oceny nie są po to by Cię oceniać, ale tylko po to by coś Ci powiedzieć pozytywnego. Oceniać nas będzie Bóg i tylko Bóg jest do tego w ostateczności uprawniony.
Cóż należysz do ludzi mocno poharatanych przez życie i własne uczynki też. Ja nie twierdzę, że swojego życia nie poharatałem własnymi uczynkami. Owszem.
Różni nas to, że ja pomimo całej swojej marności jestem idealistą. Jedną z takich rzeczy, której nigdy bym sobie nie wybaczył i z która byłoby mi bardzo źle żyć to świadomość, że nigdy nie powiem do ukochanej kobiety: "moja jedyna". W tym zwrocie jest esencja miłości. Nie wiem na ile zrozumiałeś swoje dawne błędy na ile one teraz przekładają się na Twój stan. Nie znam Twojej żony. Trudno wiec mi zgłębić cała twoja sytuację. I tak jak powiedziałem wcześniej, nie chcę Cię oceniać. Człowiek w każdej chwili może się zmienić, z wszystkiego może wyciągnąć wnioski i czynić dobro. Chyba zgodzisz się, że dobrem jest ten ideał miłości o którym ja staram się mówić. Mianowicie chodzi o czystą, wierną miłość dwojga ludzi będących dla siebie całym światem. Zarówno Ty jak i ja tego mieć nie będziemy, co nie oznacza, że jest to niemożliwe w ogóle. Trzeba czynić wszystko by choćby nasze dzieci miały szansę na takie życie. By nie były uwarunkowane, wręcz zniewolone jak my, by miały wzorce i potencjał do oparcia się złu. To zło o którym tu piszemy niszczy cały świat, który po prostu zmierza do zagłady.
Wiemy wszyscy co Chrystus powiedział o gorszycielach. Trzeba tak postępować, tak analizować własne życie, takie wyciągać wnioski by dla tych "maluczkich" być oparciem, pomocą, może wzorcem, ale to już o wiele trudniejsze. Jak nie można być wzorcem można być przestrogą. Z przestrogami jest pewien problem, jeśli zakładamy, że po zdradzie może być wszystko OK. Bierze się to moim zdaniem z błędu intelektualnego z którym ja staram się walczyć. Cała reszta to jest manipulacja osobowością, znieczulenia, czyli właśnie ta większość psychologów, psychiatrów, różne środki...
Boli to dobrze, musi boleć. To jest zdrowy objaw. Ból zabezpiecza nas przed postępowaniem nierozsądnym, zarówno ten fizyczny jak i psychiczny. Jest prewencja szczególna, czyli dotyczy nas, małżonka i ogólna, dotyczy całego społeczeństwa, w przede wszystkim własnych dzieci.
Jestem przekonany, że to co wyciągniesz z tego bólu będzie miało największe znaczenie dla Twojego dziecka. Dlatego mówię kategorycznie swoje zdanie, mając świadomość oczywiście, że jesteś człowiekiem wolnym, możesz z tym co ja mówię zrobić co zechcesz - NIE ZNIECZULAJ SIĘ!
Ten ból jest tez Twoją pokutą, ale to mniej ważne. Zrób coś ze swoim życiem pod wpływem bólu i daj to właśnie rodzinie.
Jedno dopowiedzenie. ten ból jest pokutą nie tylko za grzechy twoje, lecz także ewentualne grzechy Twojej żony, bez przesądzania co sie stało. A życze Ci by to czego sie boisz było tylko słowami. A jak bedzie to wiecej to też przyjmij to. Ja na to co usłyszałem od zony przygotowywałem się dwa dni. Gdyby to spadło z nienacka, to nie wiem ...

[ Dodano: 2012-08-10, 15:40 ]
Jeszcze coś mi przyszło do głowy. Jak już tak koniecznie chcesz się znieczulic to użyj do tego alkoholu. Oczywiście wszystko pod warunkiem, ze nigdy nie miałeś kłopotów z tą używką. Pójdź z jakimiś porządnymi, wesołymi kumplami na piwo lub wódkę. Tylko jednak nie radzę zabaw. W tym stanie może to być niebezpieczne. Dlatego też podkreślam tę kwestię porządnych kolegów, żeby jakby co interweniowali i odciągnęli Cię od jakieś pokusy.
Ale samo wyluzowanie się jest starą sprawdzoną tradycyjną metodą.
Wszystko dla ludzi, ale nic z przesadą. A, jeszcze jedno. Poczekaj z tym do września.

Wcześniej miałem na myśli sport. Z niego możesz korzystać zawsze.
 
     
Andy2
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-10, 16:02   

Orsz napisał/a:
Jedną z takich rzeczy, której nigdy bym sobie nie wybaczył i z która byłoby mi bardzo źle żyć to świadomość, że nigdy nie powiem do ukochanej kobiety: "moja jedyna"

Jesteśmy z M. 8 lat po ślubie. Nigdy jej nie zdradziłem fizycznie, choć emocjonalnie sie od niej daleko odsuwałem, ona podobnie.
Byłem kiedys żonaty, mam z tamtego związku dzieci, KK uznał tamto małżeństwo za zawarte nieważnie, obecne jest więc związkiem sakramentalnym. Kiedyś mi się z tym było trudno pogodzić, teraz lepiej to rozumiem, choć nie jestem zwolennikiem takiej opcji w KK... a może dobrze że ona jest, sam nie wiem, niech sie tym KK martwi nie ja? Najdziwniej w tym jest z dziecmi, ale kocham ich mocno i to si dla mnie liczy.
Przeżyłem potem kilka związków z różnymi kobietami i nigdy nie myslałem o założeniu rodziny, dużo piłem, miałem różne seksualne "przygody" i romanse, aż poznałem moją obecną żonę. Było klasycznie - zakochanie, zauroczenie, świat poza nią nie istniał. Potem ona miała ze mną katorgę przez picie, potem z tego wyszedłem, pojawiło sie dziecko i 8 lat temu zdecydowaliśmy się pobrać.

Moje życie było strasznie pokręcone, ale ja nie widze sprzeczności w tym żeby powiedzieć: MOJA JEDYNA ŻONA. Jest taka dla mnie i będzie nawet jeśli zdecyduje się odejść, chociaż pewnie znajdę sobie wtedy kogoś innego... ale nie wiem, kiedys by mi do głowy nie przyszło że mogę być wierny jednej kobiecie przez tyle lat... ciągnie mnie nieraz gdzie indziej ale sobie tego po prostu nie wyobrażam i w pewne sytuacje nie wchodzę, nie szukam takich okazji.

A ból - jest ogromny, nawet jak coś wezmę (piję melissę, mam jakies tabletki ziołowe, wziąłem jedną hydroksyzynę dzisiaj i biorę coś na spanie), ja nie chce go tlumic tylko chcę na jakims minimalnym poziomie funkcjonować choćby kilka godzin dziennie.

Parę lat temu bardzo dużo sie zacząłem modlić, nawet poszedłem do dominikanów na taka rozmowę, bo bałem sie że dostałem jakijś obsesji. Teraz jest inaczej, spokojniej, chociaż znowu odszedłem od Boga poza modlitwami z dzieckiem, to On mnie nie zostawił i nie zostawi. Będę się starał Go trzymać, żeby z tego wyjść i dobrze układać dalej swoje życie. Mam takie bardzo mocne doświadczenie - że On jest i działa, trzeba go tylko odnaleźć i pozwolić się prowadzić i działać. Tyle że póki co traktuję Go jak pogotowie ratunkowe, a nie lekarza domowego, który stale jest ;-)

A co do bólu, jest i będzie go dużo. Ryczałem dzisiaj tak jak chyba nigdy, teraz znów mi się zbiera, jest jakiś wielki żal. Ale nie będę tego w sobie trzymał i rozpamiętywał. Czuję się okropnie zraniony, nie wiem co dalej z nami będzie, czy wystarczy mi odwagi, cierpliwości i siły, nie wiem co zdecyduje ona.
Ale ja chcę żyć, świat jest zbyt piękny żeby tego nie widzieć, ja tez od jakiegoś czasu coraz bardziej siebie samego - wreszcie - lubię. Właśnie uprasowałem sobie dobre ciuchy, idę się ogolić i wziąć prysznic i jadę do terapeuty, a potem do kościoła. Mam zaplanowaną sobotę i wstępne plany na niedzielę, zamiast kupować coś żonie zainwestuje w siebie, jesli będę na siłach.

W relacji z moją żoną leżę znokautowany na deskach, ale nie zrobię z niej bożka który będzie rządził moim światem. Jest dorosła i ma być odpowiedzialna (Dobson) i tego samego ma wymagać ode mnie... mimo potknięć, błedów, bólu i tragedii jakie są między nami. Nie wiem, może coś bez sensu piszę, tak to teraz czuję, żywe i nie poukładane. Będę próbował zaufać Jemu i samemu działac według zasad, które nam dał, bo na to mam wpływ - i na niewiele więcej. A reszta - niech się dzieje...

Nie szukaj w życiu ideałów - ich tu w tym świecie NIE MA. Nie jesteś ideałem ani ty, ani ja, ani nawet papież. Nie pogniewaj sie, ale przyszło mi do głowy określenie - 'pycha'.
Każdy z nas błądzi i szuka po omacku, kiedy nie widzi światła, i tak było, jest i będzie, zawsze taka walka tego co w nas prymitywnie zwierzęce z duchowością. To samo w sobie nic złego, bez tego nie byłoby wolnej woli, wyboru, Odkupienia. Ideały są ważne, ale jako wzór i punkt dojścia, dla wiekszości z nas nieosiągalny.

PS. Alkohol nie dla mnie, jestem uzależniony, wczoraj profilaktycznie wylałem wszytko co bylo w domu, dobre winko i baileys poszly do kibla :-( W sumie - alkohol tez chemia, jak pigułki, ale dzieki za rade.
Sport - lubię, uprawiam ostatnio regularnie ale z umiarem (wiek), ale to nie na teraz. Miałem iśc na basen poplywać, może jutro albo w niedzielę. Dla mnie lepiej iść do kościoła, zreszta jedno drugiemu nie przeszkadza.
 
     
Orsz
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-10, 16:57   

Ech Andy :-) Jesteś dużym wyzwaniem dla mnie, w moim poszukiwaniu prawdy. Prawdy o miłości, o małżeństwie, o ideałach, o niebie, o człowieku. Przepraszam, że tak instrumentalnie Ciebie traktuję, ale zrozum też mnie. Te moje potrzeby są moją odpowiedzią na to co mnie spotkało. Wydaje mi się, że Prawda jest tym co może mnie wyzwolić.
Dużo napisałeś o sobie, jednak ciągle mało ;-) .
Nie wiem co napisać. Nie chcę oceniać. Teoretyczną ocenę swojej przeszłości sam znasz. W praktyce... Obejrzyj film "Misja" Rolanda Jofe. Jest tam pokazana POKUTA.
Wiesz po co to pisze? Ze względu na "malućkich". Pomimo swojej przeszłości, chcąc być dobrym ojcem, musisz stać się jakimś wzorcem.
Dabson... Już tu kiedyś mi o nim mówiono. Muszę do niego sięgnąć. Co w nim jest takiego tajemniczego, że osoby z którymi w jakiś tam sposób nie do końca się rozumiem, powołują się na niego?
Nie zgadzam się z Tobą kategorycznie, że wiara w ideały to pycha. Właśnie tacy jak Ty powinni mieć ideały, powinni chcieć im sprostać. Pod względem pobożności ja nie jestem o wiele lepszy od Ciebie, może wcale. Jednak zapewniam Cię o jednym. Stan wierności jednej kobiecie, jednemu mężczyźnie jest możliwy przez całe życie jest możliwy i jest jedyny właściwy. Przeciwieństwem tego jest po prostu rozpusta. Jest ona jedna z najgorszych rzeczy współczesnego świata. I trzeba postawić temu barierę. Przede wszystkim Ty powinieneś być tego świadom. Jest przed Tobą ogromnie trudne zadanie wychowania do czystości własnych dzieci. Ogromnie trudne bo rola dawania swoim życiem przestrogi, zamiast świadectwa jest ogromnie trudna. Ja wyczułem, z tego co napisałeś, że jakbyś zwątpił w to swoje posłannictwo, pisząc, że nikt nie jest ideałem, każdy błądzi. Owszem, ale bladzi mniej lub bardziej i to ma znaczenie. Nieczystość jest jak woda. Tama przeciw niej musi być szczelna inaczej może cła runąć, a wiesz co się dzieje potem. Wiesz chyba w kierunku jakich perwersji idzie świat.
Czy z tym co piszę jesteś w stanie się zgodzić?

Nie poruszyłem jeszcze wielu kwestii, ale po tym co napisałeś w poprzednim poście, to dla mnie Twoje zycie to temat rzeka. ;-) Mam nadzieje, że się nie gniewasz.

Alkoholu rzeczywiście nie polecam, nie tylko w sierpniu, ale w ogóle.
 
     
Norbert1
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-10, 19:28   

Orsz napisał/a:
Różni nas to, że ja pomimo całej swojej marności jestem idealistą. Jedną z takich rzeczy, której nigdy bym sobie nie wybaczył i z która byłoby mi bardzo źle żyć to świadomość, że nigdy nie powiem do ukochanej kobiety: "moja jedyna". W tym zwrocie jest esencja miłości
Orsz napisał/a:
Chyba zgodzisz się, że dobrem jest ten ideał miłości o którym ja staram się mówić. Mianowicie chodzi o czystą, wierną miłość dwojga ludzi będących dla siebie całym światem. Zarówno Ty jak i ja tego mieć nie będziemy, co nie oznacza, że jest to niemożliwe w ogóle


orasz skoro mowa o miłości, jak zatem ma sie to do tego:



Źródła pychy
Pycha rodzi się z niezrozumienia i nieumiejętnego wykorzystania jednego z największych darów Bożych, którym jest miłość. Miłość do Boga, do ludzi, do siebie samego. Człowiek staje się pyszny, gdy nie potrafi kochać ewangeliczną miłością. A jaka to miłość? Zwyczajna i prosta, jest ona cierpliwa, uprzejma oraz - jak powiedział pewien mądry człowiek - "nie zazdrości, nie przechwala się, nie unosi się pychą, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz raduje się z triumfu prawdy". Wykrzywianie tej miłości sprowadziło na wielu pychę, która - będąc zaprzeczeniem miłości - przyniosła człowiekowi w darze ból i cierpienie, poczucie odrzucenia i niezrozumienia. Ogromne łzy i żal, bo miało być zupełnie inaczej, bo chciało się inaczej.


Stopnie pychy
Choroba pychy, podobnie jak inne choroby, posiada kilka stopni rozwoju. Człowiek zainfekowany tą chorobą, początkowo nie zdaje sobie w ogóle sprawy z tego, że jest chory. Dopiero po pewnym czasie, gdy pycha się w nim rozwinie i zakorzeni, zaczyna coś podejrzewać. Są jednak tacy, którzy w dalszym ciągu jej zaprzeczają i mówią o sobie jako wzorze pokory.


Czy z pychą da się walczyć
Pozycja, jaką pycha zajmuje wśród innych wad, rzeczywiście utrudnia nam jej przezwyciężenie. Walka z nią jest trudniejsza, ale do wygrania. Pycha za cel postawiła sobie zdobycie człowieka i podporządkowanie go sobie.


Jedyne lekarstw?
Na tę wadę istnieje tylko jedno lekarstwo. Jest nim kształtowanie prawdziwego obrazu Pana Boga, siebie samego i miejsca, w którym przyszło nam żyć. Jak się to robi? Najpierw należy dobrze i dokład-; nie umyć sobie oczy. Dzięki temu będziemy widzieć lepiej siebie i innych, swe zachowanie, swą postawę i swe nastawienie do świata, do bliskich, znajomych. Następnie należy umyć sobie dobrze uszy. Będziemy wtedy słyszeć, to co do nas inni mówią i to, co sami mówimy. Wieczorny rachunek myśli i sumienia, wszelkiego zachowania podczas dnia jest dobrym sposobem na uniknięcie tej strasznej choroby, jaką jest pycha.

Uczmy się rozpoznawać pychę, uczmy się z nią walczyć i odkrywać w sobie prawdziwe piękno i miłość.
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-10, 19:33   

Norbert1 napisał/a:
Jedyne lekarstw?
Na tę wadę istnieje tylko jedno lekarstwo. Jest nim kształtowanie prawdziwego obrazu Pana Boga, siebie samego i miejsca, w którym przyszło nam żyć. Jak się to robi? Najpierw należy dobrze i dokład-; nie umyć sobie oczy. Dzięki temu będziemy widzieć lepiej siebie i innych, swe zachowanie, swą postawę i swe nastawienie do świata, do bliskich, znajomych. Następnie należy umyć sobie dobrze uszy. Będziemy wtedy słyszeć, to co do nas inni mówią i to, co sami mówimy. Wieczorny rachunek myśli i sumienia, wszelkiego zachowania podczas dnia jest dobrym sposobem na uniknięcie tej strasznej choroby, jaką jest pycha.
- zgadzam się Norbert z tobą całkowicie :lol:
 
     
Orsz
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-10, 20:01   

Norbercie, ja też z Tobą się zgadzam.
"lecz raduje się z triumfu prawdy"
Nie można zapominać i o tym zdaniu. Chcesz mi zarzucić, że ja dochodzę swego. Gdyby tak było byłbym w zupełnie w innym miejscu. Ja chce się radować z triumfu prawdy.
Norbercie, jaka jest ta prawda o sumieniu osoby, która zdradziła. Przyjmować czy nie przyjmować?
Coś Ci szczerze powiem, a w zasadzie Wam wszystkim. Ja od dłuższego czasu nie mówię żonie kocham cię. Czy to jest brak miłości? Nie, to jest brak czułości. Czy ją naprawdę kocham? Jako człowieka tak, jako żonę, nie wiem. Inaczej się kocha żonę inaczej bliźniego. Ta miłość o której Ty pisałeś dotyczy miłości bliźniego i dotyczy wszystkich ludzi. Małżeństwo powinno łączyć coś zdecydowanie więcej, niż choćby nawet idealna miłość braterska. Małżeństwo to komunia osób. To chyba cytat Jana Pawła II. I tej miłości małżeńskiej nakazać się nie da, nie da się do niej zmusić, a ona powinna być.
Więc nie tedy droga.
A z pychą też nie można walczyć poprzez ograniczenie rozumowego rozwiązywania problemów, poprzez rezygnację ze zgłębienia tajemnicy własnych urazów, przyczyn zła w stosunkach międzyludzkich.
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-10, 20:05   

Orsz napisał/a:
I tej miłości małżeńskiej nakazać się nie da, nie da się do niej zmusić, a ona powinna być.
- orsz postawa miłości to twój wybór to ty postanawiasz czy będziesz kochał dalej czy jesteś w stanie wybaczyć w imię miłości- moim zdaniem kompletnie mylisz pojęcie miłości i zakochania-pamiętaj miłosc to postawa :!: twoja postawa wybrana w wolnosci,która dał ci Bóg
 
     
Norbert1
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-10, 20:28   

Orsz stałes się wszechwiedzacy
..a to niebezpieczne.
nie mam zamiaru z toba polemizowac-dla włąsnego bezpieczeństwa.
Pisałem to juz kiedys rozumiem twoje doznania,rozumiem cierpienia
(staram sie w każdym razie zrozumiec)

ale przytocze ci tylko cos z czym się spotkałem w swoim zyciu.

Znajomy mój tez przechodził zdrade zony.
Cierpienie było tak wielkie zen nie dawał sobie z tym rady,odrzucał wszelkie formy pomocy będąc mocno przekonany ze sam sobie z tym poradzi.
Myslenie było na tyle zgubne że myslał tak będąc juz w chorej świadomości...
stres,ból,złośc,smutek,odrzucenie...wyjadły go(to normalne).
W tym wszystkim nawet nie widzial staran zony i mozliwości rozwoju miłości.
Cierpiały dzieci,cierpiała zona,cierpiał on.
Trzy lata tak umierała rodzina-bo nie potrafił stanąc z prawda
o sobie,
nie umiał sam przed soba sie przyznac:

że nie poradzi sobie,że nie zmieni świata pod swój obraz,że miłośc może byc inna niz do tej pory-ale może byc wciaz prawdziwa.
a przeciez....
Modlił sie duzo,przebywał w kościele,poddawał sie pokucie i cierpieniom.
Będac wielce przekonany że to jedyna droga do zbawienia
i wkoncu znalazł zbawienie( w psychiatryku).
Ale opatrznośc Boska jest tu z nami....
Leczenie troche trwało,ale dzis stara sie zyc normalnie,rodzina jest cała ,żona wciąz obok(wytrwała).
Buduja (mocno sie strają) normalnośc...

I wiesz co z tego wynika??
kazdy ma swój upadek w bagno
żona jego zapewne zdrada..a on postradaniem zmysłów....
A mimo to Bóg cierpliwie czekał....

i krzepiące słowa jakie od niego usłyszałem....

wiesz Norbert nie zrozumiałem kiedys słów ksiedza(naszego znajomego) jaki udzielał mi i zonie slubu......
a powiedział

M(nie napisze imienia)...najpierw wybacz sobie pzred Bogiem,że nie potrafisz wybaczyc żonie..a przyjdzie zbawienie

pozdrawiam i mam nadzieję że moje słowa,ani ta historia cię nie dotkneły
 
     
Orsz
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-10, 20:49   

Norbercie, absolutnie mnie to nie dotknęło. Dziękuje i będę rozważał. Jest to istotna przestroga. Nie będę ukrywał, że na pierwszy rzut oka wydaje mi się, że może być w tym co napisałeś jakaś racja.

Gogol. nie rozumiem dlaczego miłość to postawa. Dla mnie miłość to owszem postawa, ale wypływająca z serca, w odróżnieniu od wyuczenia, maniery.
Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym. I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże. Resztę znacie :).
Postawa to raczej coś takiego co objawia się na zewnątrz, a tu przecież o wnętrze chodzi. Postawa może być tez różnie interpretowana. Dla Boga liczy się chyba serce, dusza, intencje, wola. Konkretny czyn, chyba w mniejszym stopniu.
Nie wiem czy powinienem to pisać, bo mogę nie mieć racji.
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-10, 21:14   

orsz nie chodzi tu o racje bo ja nie dążę do tego czy mam racje czy nie ,każdy ponosi lub poniesie konsekwencje swoich czynów.Orsz miłośc to postawa -dlatego ,że włąśnie od tego jaką postawę wybierzesz bądż nie świadczy o twojej miłości.czyz możemy mówić o miłości do żony w momencie ,kiedy świadomie nie chce wybaczyć zdrady,kiedy wolę tkwić w tym skrzywdzeniu bo mi tam dobrze,bo to przecież nie ja zdradziłem - i co tobie to da,czy taka postawa swiadczy o miłości- orsz miłośc-cierpliwa jest,miłość nie zazdrości ,miłość nie pamięta złego.każdy z nas w jakimś okresie zycia upada,ma swoje słąbości z którymi walczy,brak pzrebaczenia to nie danie drugiemu szansy na poprawe a czy to jest postawa miłości.
wiesz u mnie wiele lat upłynęło ,kiedy otworzono mi oczy na to co się zwie MIŁOŚCIĄ bo ciągle myliłam ją z zakochaniem ,które niestety z upływem czasu słabnie lub mija a wówczas czas na MIŁOŚĆ :lol:
 
     
Andy2
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-10, 21:18   

Norbercie, cieszę sie że tu jesteś, chociaż jak czasami podglądałem sobie forum to myślałem złośliwie, że tu utknąłeś, zamiast normalnego życia. I piszesz jakoś inaczej, albo mi sie to inaczej czyta.

Mój psycholog powiedział, że jak zacznę słuchać zony to facet zniknie. Że on jest symptomem, a nie chorobą. To samo powiedział mi wczoraj dobry przyjaciel - słuchaj jej tak, jakbyś słuchał profesora na uczelni.

Takiej prostej rzeczy po 8 latach małżeństwa i 13 latach związku nie potrafię. Wczoraj jak powiedziałem że ją kocham to się zaśmiała i poplynęło - : "jak kochasz to nie mówisz ty piz.., nie wyzywasz przy dziecku, nie... [nie powiem bo sie wstydzę]." Że jej nie słucham jak potrzebuje, że jestem podejrzliwy, dopytuję, nie ufam. Mój pierwszy odruch - kontra, ale wczoraj od razu się na tym złapałem i słuchałem tylko.
Może pierwszy raz od dawna nie pouczałem i nie tłumaczyłem, tylko byłem i słuchałem o sobie. Może pierwszy raz w ogóle. I to podobno tak trzeba, a ja nie umiem, nigdy tego nie robiłem, nie widziałem, nikt mnie nie nauczył i nie pokazał. Ale plus jest taki, że jakoś zacząłem.

Pomyslałem żeby iść gdzieś się wyszaleć, wytańczyć do upadłego, ogłuszyć muzyką, może jej zaproponować wyjście, ale chyba nie mam na to siły dzisiaj. Samochodem poszalałem trochę, tylko chorobcia w mieście, ale tak jest najfajniej, no i już dość pusto. Puściłem sobie głośno starą płytę Zeppelinów i odpoczywam przy tym.

Orsz napisał/a:
Gogol. nie rozumiem dlaczego miłość to postawa. Dla mnie miłość to owszem postawa, ale wypływająca z serca, w odróżnieniu od wyuczenia, maniery.


To nawet taki emocjonalny tępak ja ja już trochę rozumie... albo mi się tylko wydaje. Jak z serca - to super. Motylki, kwiatuszki i te rzeczy. A u ciebie coś poważniejszego. A jak ja wczoraj mówiłem 'kocham' i że to jest dla mnie dalej nasz dom, i że będę czekał na jej decyzję, to moje serce pękało, nie było go w ogóle, zginęło. Była tylko decyzja o której sporo myślałem i wydaje mi się, że była najlepsza. To było 'kocham' na zasadzie mojej woli, serca w tym nie było.
Swoja drogą zaskakujące to co piszesz, bo wszystko masz takie przemyślane, przeintelektualizowane, życia w tym nie ma, a tu nagle o sercu.
Ale ja cie podziwiam za wytrwałość i wierność, nie wiem czy bym tak potrafił.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 9