Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Nie mam pomysłu na budowe miłości
Autor Wiadomość
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-22, 22:43   

kinga2 napisał/a:
Tam gdzie zaczyna się nasza niemoc tam wkracza Łaska Boża


Kingo i czekam na to z utesknieniem
.....bo tak bardzo nie chce juz wiecej ranić bliskiej mi osoby ......

Zjadła mnie pycha i zbyt mocna wiara w me zdrowie....a tu upadek.

znaczy sie nie przerobilem lekcji do konca.uffffffff :-? :-?

ketram napisał/a:
Być może to tylko znaczenie słów, ale przyznam, że określenia "pogodzic się", "zaakceptować" - budzą we mnie sprzeciw


Ketram może i nie zechcesz tego wysuchać????

ale prawda o sobie -oczyszcza,świadomośc tej prawdy rozpoczyna zdrowianie....

A mi sie wydaje że Ty wciąz jestes gdziec w kwestjach dumania

co było pierwsze ---------jajko????..czy kura?????

I to może ten błąd??? zamiast uznania faktów(jak piszesz)...to winna byc akceptacja tych faktów.

I nie wazne czy fakty nastapiły z mojej winy..czy winy kogos innego.
Ale akceptując je mam szanse w pelnej zgodzie cos zmieniać.

A uznanie???? niekiedy nastepuje pod przymusem n.p okloiczności....
a wtedy??? ma szanse wystapic brak akceptacji -czego wynikiem moze byc wroga postawa.


wybór jak zawsze należy do Ciebie


pozdrawiam
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-23, 07:32   

Norbert, być może rzeczywiście to jest zabawa słowami, ale jednak bliższe mi jest rozumienie ketrama. Polecam artykuł w Tygodniku Powszechnym: artykuł
Całość dotyczy ubóstwa, ale początek - tolerancji i akceptacji. Cytat: "Nie zgadzam się z tobą, ale jestem w stanie przyjąć do wiadomości, a nawet zaakceptować istnienie różnic między nami i funkcjonować razem, co najwyżej zachowując pewien dystans. Rozumiem, że nie wszyscy podzielają mój punkt widzenia, chociaż jestem przekonany co do swoich racji i tego, że inni się mylą. Jestem tym samym tolerancyjny.....Współcześnie obserwujemy jednak znaczącą ewolucję rozumienia terminu „tolerancja”. Próbuje się bowiem traktować tolerancję już nie jako umiejętność akceptowania istnienia różnic między członkami wspólnoty, ale jako gotowość akceptacji samych odmienności. Rozumienie tolerancji na naszych oczach przebywa drogę od cierpliwego znoszenia odmienności do ich ochoczej afirmacji."

Tym samym akceptacja (uznanie po p ketramowemu) wywodząca się z tolerancji daje mi spokój ducha, bo jestem w zgodzie sam ze sobą, i nie jestem w postawie wrogości do innych. Tymczasem współczesna ewolucja pojęcia tolerancji i akceptacji ku "ochoczej afirmacji" zadaje gwałt memu duchowi (choć dzieje się to pod szczytnymi hasłami), a tym samy burzy spokój ducha, i powoduje postawę wrogości właśnie.
Podkreślę - może to wciąż takie same rozumienie różnych słów. Ale ja uznaję/przyjmuję do wiadomości, że na świecie dzieje się zło (wszak ślepa nie jestem), ale nie akceptuję tego. Może nie mam wpływu na wszystkie przypadki dziania się zła, ale na część mogę mieć, i wtedy mogę przeciwdziałać. I tylko - jak Norbert piszesz - w prawdzie jest możliwe takie działanie. Nazwać - to jest złe, to jest zło. Bez rozmydlania, nadawania odcieni szarości. A potem - mogę coś z tym zrobić lub nie. I działam. Lub nie.
 
     
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-23, 07:41   

Jarek321 napisał/a:
Twoje rozważania idą w złym kierunku, bo zaczynasz porównywać swoją żonę z innymi kobietami; z tego zdania wychodzi wręcz potępienie własnej żony.

Poza tym gdzieś słyszałem takie powiedzenie: "każdy ma taką żonę na jaką zasługuje " I co Ty na to?? :-D


Czy to potępienie???
Ja to czytam jako UCZUCIA -odczucia emocjonalne..żal,smutek,rozżalenie,odrzucenie
to jest przeciez naturalne i wcale nie znaczy że coś takiego trzeba wywalić-wykluczyć ze swego serca.
To nalezy rozumnie przeżyć-by własnie podjąc działanie konstruktywne co mogę zrobić by może było inaczej,bym niemusiał tak mysleć.

Jarek sorry ale zabił mnie twój tekst "każdy ma żone na jaką zasługuje"
-czy to oznacza że ktos był zły i ma złą zonę,albo ktos był dobry i ma dobra zonę...

a co jak to jest pomieszane co???

Jarek może chciałes wyrazic cos innego....????
żona staje sie przy naszym boku -taka jak o to zadbamy....

często pisano to na forum jak dbamy o ogród miłości -to nasz najcenniejszy kwiat rozkwita.
Jak zaniedbamy ogród-kwiatek więdnie.

Zatem winnismy znowu zadbac o ogrod i kwiatek...warunek jest jednak jeden.

- kwiatek musi mieć mocne chęci odżycia.....dzięki temu ogrodnik będzie miał większa motywację do pracy oraz radośc że kwiatek odrasta.

TU TRZEBA ODSZUKAĆ SIE W TYM OGRODZIE MIŁOŚCI-współpraca

[ Dodano: 2010-09-23, 08:51 ]
Nirwano ..o,k ja mniej więcej rozumiem że to gra słowami
..art.zaraz poczytam bo zaciekwił mnie tytuł...

miałem w zasadzie jedna intencję...
tok myslenie-jaki sens
co pierwsze jajko?? czy kura???



I aby sprecyzować odniose to do siebie....
mój błąd(I STRATA CZASU) ..zastanawianie się czy to słowa,zachowania i postawa zony doprowadzała mnie
do pewnych złych zachowan-reakcji??

czy moje złe zachowania doprowadzały zonę do jej takiej postawy,reakcji???

jednym słowem dumanie

Zamiast wykonac jedno-najważniejsze bez względu ile i gdzie...tego szukać(przyczyn)
czyli???

SAME ZACHOWANIA SĄ ZŁE
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-23, 08:59   

Cytat:
"każdy ma taką żonę na jaką zasługuje


Nie zgadzam się z tym powiedzeniem, Jarku :-D
Musielibyśmy chyba, my piszacy na tym forum - uznać siebie za ludzi drugiej kategorii, tych mniej kochanych przez Pana Boga, bo: zasługujemy na zdradę, przemoc itp., gdy tymczasem inni zasługują na piękną miłość każdego dnia ... 'Inni' mogliby łatwo popaść w pychę, że są wybrańcami Pana Boga...
Zasługiwanie, bądź niezasługiwanie na dobrego męża/żonę - to chyba nie tak...
Moim zdaniem, nasi współmałżonkowie są najlepszymi towarzyszami na drodze do świętości, ale tej naszej, nie mojej... To wielka różnica. (Na drodze do mojej świętości - mój współmałżonek może mi jawić się nawet jako przeszkoda... Jednak tak naprawdę to on nie pozwala mi popaść w marazm, w niebezpieczne zadowolenie z siebie graniczące z poczuciem świętości, grzeszny zachwyt nad sobą...)
A choćby czasem nasza połówka odeszła z właściwego szlaku, którym podążamy razem... Naszym zadaniem jest ją odszukać, a gdybyśmy my z kolei poczuli się zbyt pewnie na tej drodze - on/ona na pewno zmiękczy nasze serce, kiedy zbyt twarde, a utwardzi, kiedy zbyt miękkie...

Małżeństwo szkołą cnót, szkołą poznawania siebie samego - z obydwu stron, szkołą pokory w patrzeniu na siebie i drugiego człowieka.
Zrozumieć sens trudnego małżeństwa... Chyba nie sposób - bez zrozumienia sensu cierpienia w życiu...

Trudny mąż/żona - najlepszym zwierciadłem w oglądaniu siebie... Ilu godzin rozmyślań nad sobą potrzebowalibyśmy, by poznać siebie prawdziwymi - żyjąc samotnie, bądź z 'doskonałym' małżonkiem przy boku :?: A tu proszę, raz, dwa i już widzę siebie, jakim/jaką jestem :-D To cenna wiedza.
Ostatnio zmieniony przez róża 2010-09-23, 10:02, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Krzysztof1506
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-23, 10:01   

Wczoraj żona oświadczyła mi że pogrzebała w historii przeglądarki i znalazła to forum i przeczytała całą treść całe moje "żale". Po przeczytaniu nie mogła zrozumieć dlaczego obcym ludziom opisuje nasze problemy. Oczywiście ogromne pretensje że z siebie zrobiłem wybielonego anioła a z niej nie wiadomo kogo. Powiedziała że zamiast zabrać się za prace i zapomnienie o wszystkim to drążę to wszystko i pogrążam się i ją i wcale tym nie pomagam nam. Kolejny raz powiedziałem jej że walczę o zrozumienie naszych błędów i szukam rozwiązania naszych kłopotów , że bardzo ją kocham i też chcę być kochany i szanowany. Potem puściły mi nerwy i zwymyślałem jej od najgorszej znowu wyrzuciłem swoje żale itd itd.
Póżniej uspokoiłem się i zacząłem od początku od naszej znajomości i od szczerej prawdy o wszystkim co nas łączy i co nas dzieli. Opowiedziałem jakie mam marzenia i jak bardzo potrzebuje porady kogokolwiek żebym mógł zrealizować te marzenia , marzenia o szczęśliwej kochającej rodzinie. Przypomniałem jak kilka lat temu inne forum pomogło mi odnależć trochę prawdy o moich błędach i dzięki niemu zacząłem się zmieniać i od tego czasu zrobiliśmy duży krok na przód. I dlatego znalazłem to forum po to by odnależć kolejne klucze , wskazówki jak żyć jak postępować. Żona trochę się odkryła powiedziała że nie może nie potrafi mi wybaczyć nie może tego zapomnieć że nie zaopiekowałem się nią jak żoną po urodzeniu dziecka i pozwoliłem na terroryzowanie jej przez teściową i moją siostrę . Powiedziała że w tych romansach szuka tego flirtu ,ciepła i którego ja jej nie daje. Ona ma wrażenie że mi chodzi tylko o sex i że według niej ja chcę żeby siedziała cicho i nic nie robiła. Już sam nie wiem może mi się wydaje że ja umiem okazywać miłość i szacunek a ona nie a tak naprawdę jest odwrotnie. Nie wiem. Nie wiem czy dalej mam tu pisać czy dla niej to zakończyć jak wiem że ją to drażni ? Co robić co robić????? Pomóżcie mi
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-23, 10:07   

Cytat:
"Miłość bezgraniczna znająca tylko granice nieśmiertelności.... Miłość doskonała , bez skazy..
jest miłością z moich snów"

Radzę zacząć od przyjęcia do świadomości faktu, że nie ma takiej miłości tutaj na ziemi. Taka MIŁOŚĆ jest w Niebie, a Ty przeciez żyjesz, Krzysztofie :-D A może śpisz? Obudź się czym prędzej...
 
     
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-23, 10:20   

róża napisał/a:
A może śpisz? Obudź się czym prędzej...

Rózo daj Krzychowi troche romantyzmu...

Dobra Krzysiek rycerzu.....odstaw konia...zostaw na chwilę swa królewne w wierzy..
i jak napisała róża do rzeczywistości...

Krzysiek trudno sie odnosić bo pisz etu tylko jedna połowa małżeństwa(wiesz chodzi o prawdę)

Ale z tego co napisałes to jest to wszystko dziwnie chore....ty słyszysz swoją zonę-głosne czego oczekuję i więcej marzysz niż dzialasz...

a żona jeszcze dziwniej pragnie uczucia,fllirtu-zamaist zatroszczyć sie jak to zoorganizowac by miec od męża..szuka na zewnątrz.

No tak bo ma żle,bo ma żal,bo ma skrzywdzenie-to hamuje i blokuje..o,k

Ale jak mam świadomośc co mnie blokuje,zatrzymuje,utrudnia relacje-szukam pomocy u specjalistów.

Inaczej to takie tłumaczenie samego siebie nic nie zrobię ze sobą..bo to przez niego/nią to mam.

Chłopie zatem skończ z wrażeniami i na początek to co tłustym drukiem -a wypowiedziała to żona szukam flirtu..ciepła

męzu daj mi to...postaraj się...

powodzenia w pierwszych krokach

p.s wiesz Krzychu wczoraj jeszcze byłem w wielkim dole,sam bałem się tego że nie przejde nie dam rady-że stare wróciło na stałe.

Ale co mnie wyzwoliło?? dało energię???
PRAWDA-o sobie,o swych uczuciach,marzeniach,o tym co knoce,jaki jestem
Istota jest tylko nie tkwić w tym wszystkim wiecznie-a wtedy jest wielka chęc zmiany siebie..

na pewnym programie ..to sie nazywa BEZSILNOŚC-ale to zarazem oznacza że nie jestem bezradny (i działam).

Prywatnie??? usmiech do róży :-D :-D ..czekam wkoncu na tą łaskę Boga...

że wyrwie wkoncu ze mnie te resztki chwastów ZŁA.........
 
     
Jarek321
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-23, 12:42   

Zdanie "każdy ma taką żonę na jaką zasługuje" jest bardzo wieloznaczne... Miało być prowokacją i odniosło właściwy skutek. :-D

Ja uważam tak samo jak Róża:

Cytat:
nasi współmałżonkowie są najlepszymi towarzyszami na drodze do świętości, ale tej naszej, nie mojej...


A prowokacyjne powiedzenie (powiedzonko) temu nie przeczy - prowadzi do konieczności podjęcia przemyśleń na własny temat. Zauważcie, że słowo "zasługiwać" dotyczy przeszłości - coś się zrobiło, uczyniło (lub nie), co ma wpływ na przyszłość - zbieramy tego owoce. A żona/mąż jest nam zadany/a na przyszłość; jest częścią życia, dzięki której możemy dojść do świętości - razem w małżeństwie, a nawet wtedy jak żyje się osobno. Czyli nie są nam dani jako odpłata za coś, ale jako sposób, by wzrastać ku Bogu - np. poprzez PRZEBACZENIE drugiemu małżonkowi - za różne rzeczy, które zrobił, ale również za to, że nie jest tak doskonały jakbyśmy chcieli. Bo czy każdy z nas jest doskonały, żeby wymagać od kogoś doskonałości?

Jest tu na forum często takie zdanie: że kryzys nie jest "dlaczegoś" tylko "po coś". Współmałżonek też jest nam zadany na przyszłość i w żadnym razie nie jest "karą" za coś. Inna sprawa, że zmiana samego siebie i swoich zachowań jest bardzo ciężka. Ale siłę przecież czerpiemy z niewyczerpanego źródła... :-)

Własnej oceny na temat wypowiedzi Krzysztofa o żonie, że jest to wręcz potępienie, nie wypieram się. Chodziło mi o to, że taka ocena żony (że inne żony są lepsze pod tym czy innym względem) jest wstępem, który prowadzi w bardzo złym kierunku. Bo trzeba uznać fakt, zaakceptować, że współmałżonek jest taki - jaki jest i zmienić się może tylko wówczas jak będzie tego chciał. Bo jeżeli Krzysztofie, będziesz się rozwijał (albo myślał, że rozwijasz się), to mając na początku takie podejście, że inne żony są lepsze, dojdziesz szybko do wniosku, że z żoną coraz bardziej nie da się wytrzymać. I wpadniesz w jakieś błędne koło. Tym samym trzeba to przerwać na samym początku.

Cytat:
Kolejny raz powiedziałem jej że walczę o zrozumienie naszych błędów i szukam rozwiązania naszych kłopotów , że bardzo ją kocham i też chcę być kochany i szanowany. Potem puściły mi nerwy i zwymyślałem jej od najgorszej znowu wyrzuciłem swoje żale itd itd.


Sytuacja wypisz - wymaluj jak w "Ognioodpornym". Bohater filmu jednak "zapomniał" o sobie, czyli o poczuciu braku miłości, zaprzestał perswadowania żonie, jaki to on jest nieszczęśliwy, nieszanowany i zaczął robić kompletnie co innego. Nawet jak nie dawało to widocznych efektów postaci ciepłego uczucia żony, to nie zaprzestał. Proces przemiany zaczął od chęci ulżenia sobie, ale pracując nad sobą, przestał myśleć o sobie i zaczął myśleć tylko o Bogu i żonie. W efekcie zresztą poczuł się szczęśliwszy - czyli dla siebie też coś zyskał...

Ciśnie mi się na usta "Kto wytrwa do końca będzie zbawiony" (Mk 13,13).
 
     
ketram
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-23, 13:29   

NORBERT napisał/a:

Ketram może i nie zechcesz tego wysuchać????
ale prawda o sobie -oczyszcza,świadomośc tej prawdy rozpoczyna zdrowianie....
A mi sie wydaje że Ty wciąz jestes gdziec w kwestjach dumania
co było pierwsze ---------jajko????..czy kura?????


Norbert

Cóz to jest prawda? - miał powiedzieć Piłat w zadumie, chwilę po przesłuchaniu Jezusa.

Otóż prawda jest najciekawsza. Należy stanąć w prawdzie, aby cokolwiek ruszyc dalej - czy to zmiany siebie, czy to walkę o małżeństwo i rodzinę, czy choćby po to, by móc radzić innym na podstawie własnych doświadczeń. To jest punkt wyjścia do dalszego działania.

Ale pamiętaj, nie mozna dać sobie wmówić nieprawdy! Rzeczy trzeba nazywac po imieniu.

Małżonek wierzy i ufa, bierze do serca uwagi żony/męża, myśli - nie widziałem, zaniedbałem, mało sie starałem, błędy popełniałem. I teraz oto mam sygnał - kryzys małzeński - czas na zmiany własne, ewidentne, terapia wstrząsowa i mozolna praca nad swym popapraniem. To jest bardzo kusząca perspektywa - wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności. Kusząca, dlaczego? Bo zamyka oczy na niewygodną często prawdę - a mianowicie taką, ze wcale tak nie musiało być !

Trzeba powiedzeć wyraźnie - ludzie potrafią być przebiegli, źli, małostkowi, ulegli, zawisti, uparci, niedojrzali, mali, chytrzy, zdradzieccy, okrutni, puści, plastikowi ...

Ludzie pod wpływem różnych czynników mogą i potrafią skrywdzić najbliższych - dorabiając do tego ideologię, manipulując, oszukując, kłamiąc ...

Na podstawie własnych doświadczeń - mogę napisać, że robiłem BARDZO ŹLE wierząc słowom żony o rzekomych powodach jej decyzji o rozstaniu. Pomogłem jej w ten sposób zabrnąć w jej popapranie.

Myślę również, ze kryterium, na podstawie którego dość łatwo zorientować się w trakcie kryzysu, które z małżonków zmierza w jaką stronę - jest to o czym mówił Chrystus - zatwardziałość serca.
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-23, 14:58   

Cytat:
Opowiedziałem jakie mam marzenia i jak bardzo potrzebuje porady kogokolwiek żebym mógł zrealizować te marzenia , marzenia o szczęśliwej kochającej rodzinie.

Krzyśku, bukiet pięknych róż dla żony - i będzie tak, jak lubisz, czyli romantycznie... :-D
Same marzenia nie stworzą szczęśliwej rodziny. Działanie, Krzyśku, przejdź do tego... Tak mniej nerwowo...
Otrzymałeś od żony bardzo cenne wskazówki na przyszłość, trzeba je teraz wziąć mocno do serca i wreszcie zacząć budować szczęśliwą rodzinę, nie tylko marzyć o niej.
Rozdrapywanie starych ran na pewno temu nie służy (sprawdziłam na sobie).
Koniecznie napisz coś miłego o swojej żonie... O tym, co jest w niej piękne... Jako romantyk, z pewnością to dostrzegasz :-D

Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego. Łk 9, 61

Cytat:
nie są nam dani jako odpłata za coś, ale jako sposób, by wzrastać ku Bogu - np. poprzez PRZEBACZENIE drugiemu małżonkowi - za różne rzeczy, które zrobił, ale również za to, że nie jest tak doskonały jakbyśmy chcieli.

Jarku, dzięki za wyjaśnienie tego powiedzonka, teraz zgadzam się z Tobą :-D
Właśnie przebaczanie, jako ten bardzo trudny akt (to przecież nie jest tak proste, jak odmówienie modlitwy - to ogromny wysiłek duchowy) może być tą drogą (wręcz na skróty) do świętości. Przebaczanie szkołą pokory i wprowadzeniem w czyn słów Jezusa:
Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników Mt 9, 13
I w tym sensie nasz trudny małżonek jest najlepszym dla nas, my z kolei - dla niego, bo przebaczając mu nieustannie (mądrze) kruszymy jego (może zatwardziałe) serce. Jeśli świadczę miłosierdzie, również mogę liczyć na to, że Bóg okaże mi swoje swoje Miłosierdzie. Jawi się nadzieja na zbawienie dla nas obydwojgu. Super! :-D
Gniewajcie się, a nie grzeszcie: niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce. Ef 4, 26

Norbert:
Moc w słabości się doskonali. 1 Kor 12, 9


http://www.youtube.com/watch?v=r-_bLrdXi9U
 
     
ketram
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-23, 18:08   

Krzysztof1506

Trochę niechcący w Twoim wątku polemizujemy ze sobą (starzy weterani Sycharu) - ale mam nadzieję, że nasze dyskusje i dla Ciebie staną się przydatne.

Staram się jak mogę dzielić swoimi doświadczeniami - bo pamiętam swoją bezsilność na początku własnego kryzysu. Bezwzględne prześwietlenie się na wylot jest podstawą jakiegokolwiek działania w celu ratowania rodziny. I to oczywiście musisz zrobić - wsłuchując się w to, co mówi żona.

Tylko, że prześwietlić masz się najpierw sam chłopie. Zdanie żony ma być pomocne przy analizie własnych zachowań - ale nie może być wyrocznią.

Żono Krzysztofa 1506

Nie miej za złe mężowi, ze chwyta się przeróżnych sposobów, by odzyskać Twoją miłość. Kieruje nim dobra wola - skoro tu zajrzał.
 
     
w.z.
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-23, 18:21   

Krzysztof1506 napisał/a:
Co robić co robić?


Wziąć się do roboty. Np. jak seks - to gra wstępna zaczyna się od porannej kawy (może być ze śniadankiem do łóżka) i trwa do wieczornego kochania. A jak z kochania nic nie wyjdzie, bo akurat żonę "głowa rozbolała", to trudno, nie dąsasz się i dalej ją adorujesz.
To jeden z przykładów.

Możliwości pracy nad małżeństwem jest wiele. Wystarczy odrobina wyobraźni i polmyślunku, a tego puki co Ci nie brakuje.

Czyli zakasujemy rękawy i bierzemy się za siebie - nie mylić z braniem się za żonę ;).
 
     
Krzysztof1506
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-24, 08:48   

Wczoraj wspólnie oglądaliśmy ognioodpornego. Oboje widzielismy tam siebie jak na dłoni i oboje plakaliśmy jak bobry. Efekt końcowy był taki że nawzajem się przepraszaliśmy i wyznaliśmy sobie miłość. Myśle że to początek końca kryzysu , czeka nas długa praca nad sobą nad zmienianiem siebie. Ogromnie Wam dziękuje za pomoc .Będe się modlił za Was bo nie potrafię inaczej pomóc.

Pozdrawiam
 
     
Grażka
[Usunięty]

Wysłany: 2010-09-24, 10:20   

Krzysztof
ciesze się,że Twoja Żona tak pozytywnie odebrała ten film. Że oboje widzicie sens.
Życzę wytrwałości w budowaniu ...
Mój mąż niestety już na początku filmu wyszedł z pokoju i spędził noc osobno...
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 8