Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Wigilijne Świadectwo Niepoprawnej
Autor Wiadomość
Niepoprawna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-24, 12:18   Wigilijne Świadectwo Niepoprawnej

Pewnie wielu z Was mnie nie kojarzy. Na forum bywałam niewiele, nie udzielałam się za bardzo w wątkach. Ale dzisiaj chciałam się podzielić nadzieją z tymi, u których tli się jej jeszcze mała iskierka.
Historia banalna. Osiem lat związku, następnie ślub i żyli długo i szczęśliwie... do czasu. Dwa lata później coś się zmienia. Małż chodzi jak struty, odezwać się nie można, bo słychać tylko krytykę. Przed Bożym Narodzeniem mamy poważną rozmowę - dowiaduję się, że zastanawia się nad odejściem. We mnie jakby piorun strzelił, od tego czasu zaczynam czuć się jak we śnie. Nic nie jest rzeczywiste, nie trafia do mnie, że to może być prawda. Że on, mój najlepszy przyjaciel, człowiek z którym chciałam się zestarzeć ma inne plany. Postanawiam walczyć. Znajduję to forum, staram się być miła, uśmiechnięta, idealna - ale trochę trudno ze świadomością, że on już mnie nie chce. Mieliśmy poczekać pół roku z decyzją, ale nie wytrzymałam. W międzyczasie dowiedziałam się, że jego uczucia skierowane są do kogoś innego. Życie stało się nieznośne, męczyłam się, szarpałam, chociaż to nie przynosiło rezultatów. Miałam dosyć kłamstw, bycia tą niedobrą. Dałam mu miesiąc na decyzję, mając nadzieję, że to zmusi go do przemyślenia. Oczywiście nie poszło po mojej myśli. Pod koniec lutego się wyprowadził.
Nie dałam za wygraną. Zaglądałam na forum, czytałam masę książek. Pomagało to w chwilach, kiedy chciało się tylko wyć. On coraz bardziej ograniczał kontakty. Miałam nadzieję, że chociaż Wielkanoc spędzimy razem, ale nie wyszło. Jeszcze czasem zdarzały się krótkie przebłyski sympatii z jego strony, które podsycały iskierkę nadziei. Zgasła ona pewnego dnia, kiedy przez telefon powiedział mi, że odnalazł miłość swojego życia, chce się z nią ożenić, mieć dzieci i jak najszybciej potrzebny mu rozwód. Wtedy coś we mnie pękło, ale byłam już tak "oczytana", że przestałam się szarpać. Poprosiłam tylko o czas na decyzję. Miał się odezwać za dwa miesiące.
W tym czasie wszystko totalnie się zmieniło. To znaczy ja się zmieniłam. Poznałam wspaniałych ludzi, odświeżyłam stare przyjaźnie. Każdy dzień był przygodą. Widziałam piękno wokół mnie, byłam szczęśliwa. Małżowi dałam całkowity spokój - żadnych telefonów, smsów, totalnie nic. Pogodziłam się po prostu z końcem naszego związku. Nawet zaczynałam chcieć mieć to wszystko już za sobą, zacząć układać życie od początku. Spotkaliśmy się raz - podrzuciłam mu jakieś rzeczy. Pogadaliśmy 2 godziny w samochodzie, było nawet ok, trochę jak za dawnych czasów. Dwa tygodnie później zadzwonił. Głos miał smutny, chciał się spotkać. Byłam właśnie na ognisku z przyjaciółmi, ale zaproponowałam, że podjadę na pół godzinki jeśli ma taką potrzebę. Okazało się, że ma wątpliwości. Panienka oczywiście zrobiła go w trąbę i zaczął tęsknić za starą poczciwą żonką, której może ufać. Byłam w szoku. W tym momencie już tego nie chciałam. Pragnęłam, aby dał mi spokój. Powiedziałam mu, że nie zamierzam być jego pocieszycielką, ale jak chce się od czasu do czasu spotkać to ok. I potem już poleciało - ślub kolegi, wyjazd w bieszczady. Zaczęliśmy się znowu sobą cieszyć. Po trzech miesiącach wrócił do domu. Jak jest? Na pewno lepiej niż kiedyś, oboje czegoś się nauczyliśmy, zaczęliśmy bardziej świadomie przeżywać życie. Wierzymy, że będzie dobrze i staramy się żeby tak było.
Wiem, że miałam szczęście. Mój aniołek czuwał nade mną przez ten cały czas (i nadal czuwa) i powolutku siał dywersję w szeregach wroga. Ale tak jak tu piszecie - ode mnie już nic w tej kwestii nie zależało. Ja zajęłam się tym, czym mogłam sobą, swoim życiem. Zmieniłam to co było w moich kompetencjach. Dlatego proszę was wszystkich - odpuśćcie czasem - przestańcie się szarpać, myśleć, kombinować. Zacznijcie żyć, zacznijcie być szczęśliwi pomimo. To działa. Tak czy inaczej wygracie. Jeżeli nie swoje małżeństwo, to przynajmniej siebie.
Życzę wszystkim cieplutkich świąt i słówko na Nowy Rok - spełniajcie swoje marzenia.

Pogody ducha
 
 
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-24, 19:58   

Niepoprawna

jednak coś poprawiłaś w swoim życiu :lol:
super , gratulacje

Tak , żyć by być szczęśliwym . Żyć każdego dnie pełnią życia i za wszystko dziękować Panu.
Siedzę po kolacji wigilijnej w otoczeniu moich cudownych córek , śpiewamy kolędy , gramy w gry planszowe. A o północy - Pasterka .
Ach , Panie , życie jest takie cudowne - choć w oczach łza się kręci , że męża zabrakło za stołem . Może za rok Pan sprawi ten cud.
 
 
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-24, 20:02   

Niepoprawna, to piękne świadectwo!!! :-D
Niech Was nieustająco otula miłością Nowonarodzone Dzieciątko Jezus! :-D
 
 
Agnieszka_ns1
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-27, 23:13   

I teraz chciało by się powiedzieć...i będą żyli długo i szczęśliwie. Też tak bym chciała ale... nie mamy dwóch lat stażu tylko 17 plus 3 przed, i mamy dzieci, i w każdym z nich widzę cząskę jego, i nie potrafię się zdystsansować. Jest z nami... ale na jak długo to mi wystarczy? Czasem wydaje mi sie, że gdyby odszedł to miał by szansę nas docenić. Może się mylę... Zyję bo muszę ale każdego dnia jest mi trudniej. Nie moge sie uwolnić...
 
 
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 08:26   

Agnieszko - może załóż własny wątek? opisz szerzej, co czujesz? Łatwiej będzie coś Ci doradzić, podzielić się nadzieją :-)
 
 
ak70
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-05, 10:28   

Niepoprawna... pamiętam Twoje posty pełne łez, rozpaczy i bólu. Cieszę sie bardzo!! Mądra z Ciebie kobietka, potrafiłaś puścić w odpowiednim momencie i... opłaciło się, poskutkowało... ja popełniłam błąd, nie znałam jeszcze, niestety, tego forum :-(
Teraz, dziś, zrobiłabym inaczej w tamtej sytuacji, ale cóż: nie wchodzi sie dwa razy do tej samej rzeki.

Dziękuję Ci bardzo za to świadectwo. Kiedy je przeczytałam poczułam, że to działa, to może sie udać, jeśli ktoś kocha, jest konsekwentny, stanowczy i mądry.

Pozdrawiam Cie/Was serdecznie w Nowym Roku i życzę umacniania miłości, budowania relacji i samych szczęśliwych dni na resztę nowego życia :-)
 
 
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-05, 10:57   

Niepoprawna............ tak 3-maj.......i nie zapminaj ,że nic nie jest dane nam na zawsze.
Jak ognisko musi byc podtrzymywane tak i komunikacja małzeńska to nieustanna praca.
Dbajcie o komunikację i ............... jedżcie na SPOTKANIA MAŁŻENSKIE...... aby ugruntować to co po apogeum kryzysu.
Bo małżeństwo to jeden ciągły kryzys................ tylko jego natężenie i amplituda jest różna.
Mam wrazenie że Ty Niepoprawna nalezycie zrozumiałaś Modlitwę o Pogodę Ducha.
Ak70............... polecam tę modlitwę.
Pogody Ducha
 
 
ak70
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-05, 11:11   

Nałóg... stosuję. Codziennie, a nawet kilka razy dziennie... tylko problem z zastosowaniem. Mam jednak nadzieje, że na wszystko przyjdzie czas.
Pozdrowienia z Nowym Rokiem. Pogody Ducha :-)
 
 
artuana
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-09, 14:41   

Niepoprawna,
naprawdę miałaś dużo szczęścia, że jesteście razem.
Niewiele jest tu na forum takich świadectw.
Pomimo starań zdradzonych małżonków o odbudowanie małżeństwa, modlitw, zmian siebie, "otwarcia klatki" nie widać żeby zdradzacze wracali.

Zwróciłam uwagę na jedno zdanie, które napisałaś:
"....Panienka oczywiście zrobiła go w trąbę i zaczął tęsknić za starą poczciwą żonką, której może ufać..."

A jeśli panienka nie zrobiłaby go "w trąbę" to .... wróciłby do Ciebie?
:oops:

Zyczę Ci wszystkiego najlepszego, ale nie "spocznij na laurach". Tak, jak napisał Ci Nałóg: Spotkania Małżeńskie, czy inne rekolekcje dla małżeństw, stała komunikacja małżeńska i ...ograniczone zaufanie ( po zdradzie raczej nie może być inaczej).
 
 
w.z.
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-09, 16:26   

artuana napisał/a:
i ...ograniczone zaufanie


A czy to wtedy jeszcze jest miłośc? Moim zdaniem Niepoprawna powinna ufac, a z drugiej strony trzymac się tej postawy jaką wypracowała w sobie w kryzysie. To nie wyklucza wcale zaufania. To jej postawa m. inn. spowodowała, że mąż wrócił. I warto dalej pracowac nad sobą, nad związkiem. Tak jak pisze nałóg - małżeństwo to nieustanny kryzys. Moim zdaniem ten kryzys bez Boga jest bardzo trudny do przejścia.
 
 
artuana
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-09, 18:00   

w.z.
o ograniczonym zaufaniu wspomniałam dlatego, że zrozumiałam iż mąż Niepoprawnej wrócił głównie dlatego, że ".... panienka zrobiła go w trąbę".
Czyli najpierw panienka go zostawiła i mąż przypomniał sobie, że ma jeszcze żonę, do której może wrócić.
Może źle to odczytałam, może mąż Niepoprawnej sam chciał zakończyć zdradę i wrócić do żony, bo zrozumiał swój błąd ?
Jak było naprawdę wie chyba tylko on sam.

Ale na pewno praca nad związkiem w bliskiej łączności z Bogiem jest teraz niezbędna.
 
 
lodzia
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-09, 22:40   

nie da się niezaufać... trzeba udać że nasi najbliżsi są szczerzy. U mnie wiele złego sprawiło to że dałam sobie wmówić "pewnym osobą" że mam nie udać mężowi. Myślę, że kiedy bym mu zaufała i posłuchała w przeszłości wiele kłopotów by nas ominęło... Teraz ufam i słucham tego co mówi i nie daje się wkręcać:) że mam nie udać

[ Dodano: 2010-01-09, 22:49 ]
zamiast słowa "udać" miało być oczywiście "ufać"-coś mi przeskoczyło podczas pisania
 
 
w.z.
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-09, 23:06   

Lodziu, mi też przyjaciele mówili żeby nie ufac. Że jak żona wróci to tylko po to by mnie do końca zniszczyc, ale ja inaczej nie potrafię, albo kocham, albo nie. Faktem jednak jest, że gdyby moja żona nie nawróciła się, dopingując mnie tym samym do mocniejszego zaufania Bogu, to różnie by się to mogło skończyc. Warto ten czas, który Pan nam dał wykorzystac na rekolekcje, spotkania małżeńskie itp.. Bo sama "wiara bez czynów jest martwa", a Bóg chyba od nas oczekuje pracy nad małżeństwem. Nam niestety jest trochę trudno przy trójce małych dzieci, bo już zdarzało się nam, że ksiądz nas wyprosił z rekolekcji ponieważ mu dzieci przeszkadzały, ale akurat nas to nie zraża ;).
 
 
JAPI
[Usunięty]

Wysłany: 2010-01-17, 20:56   

Hej Niepoprawna !
Ja też miałem tutaj kiedyś swój czas i swoją walkę. I też odpuściłem, niestety dopiero po rozwodzie. I dzisiaj też odnalazłem się choć nie powiem żebym tętnił szczęściem. ALe Twoja historia może naprawdę dawać siłę ! Ja niestety nie doświadczyłem takiego szczęścia. Przed chwilą pożegnałem Synka który był u mnie cały weekend i wsiadł do samochodu z moją Żoną i jej kochankiem. I tym bardziej miło mi przeczytać że komuś się to inaczej ułożyło.
Wlałaś mi do serca wiele optymizmu, dziękuję ! :-)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8