Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
moje inne trochę świadectwo
Autor Wiadomość
marny
[Usunięty]

Wysłany: 2009-07-17, 15:28   moje inne trochę świadectwo

Witam wszystkich forumowiczów,

Kiedyś już czytałem posty na forum Wspólnoty i pisałem tutaj. Było to w czasie, gdy rozpadało mi się małżeństwo. Później poprosiłem administrację o usunięcie mojego konta. Chciałem rozpocząć nowe życie...

Ale może od początku. Moje małżeństwo należało do burzliwych. Rzadko mieliśmy z żoną wspólne zdanie i często się kłóciliśmy. Ona furiatka, osoba towarzyska, ja spokojny, ale złośliwy, introwertyk. Pobraliśmy się po dwóch latach znajomości, przy czym przez rok wcześniej mieszkaliśmy już razem. Małżeństwo nasze zakończyło się rozwodem cywilnym po prawie 10 latach w czerwcu zeszłego roku. Mamy dwójkę wspólnych dzieci, obecnie w wieku 5 i 9 lat.

Ostry kryzys zaczął się w listopadzie 2006. Wtedy też przestaliśmy ze sobą sypiać, a o pozytywnej komunikacji trudno było mówić. W kłótniach często ja namawiałem żonę do rozwodu, mówiąc że skoro nie potrafimy się dogadać, to powinniśmy się rozejść. Ona wtedy wpadała w depresję, odsuwała się ode mnie, po nocach w oddzielnym pokoju płakała.

W końcu w grudniu 2006 usłyszałem: Chcę rozwodu, nasze małżeństwo jest nie do uratowania. Wiedziałem po stanowczości, minie żony, takie rzeczy się wie, że sprawa jest bardzo poważna. Oczywiście nie chciałem rozwodu w głębi serca. Zacząłem więc prosić, a może dasz mi szansę jeszcze raz. Przeżyłem najgorsze święta Bożego Narodzenia w życiu. Co prawda o rozwodzie nie było już mowy, ale nasza separacja zaczęła się w najlepsze. W domu były kłótnie, obojętność ze strony żony. Zupełnie nie potrafiłem się w nowej sytuacji odnaleźć. Strasznie brakowało mi seksu, który tak lubię.

Moja żona rozpoczęła terapię na wiosnę 2007 roku. W końcu zaproponowała mi wspólne spotkanie u terapeuty. I następne. Ale kłótnie w domu wciąż trwały. Na kolejnym spotkaniu u terapeuty usłyszałem: chcę żebyś dla próby wyprowadził się z domu. Powiedziałem: nie. Nie jestem w stanie. Będzie to pierwszy krok do rozwodu.

Latem pojechaliśmy nad morze na dwa tygodnie z dziećmi. Oczywiście każdy sobie rzepkę skrobał. Zero porozumienia. Można iść razem na plażę i nie móc na siebie patrzeć. Tak było.

We wrześniu 2007 nie wytrzymałem. Wyprowadziłem się z domu. Ustaliłem z żoną alimenty, które jej będę płacił na dzieci, terminy spotkań z dziećmi i poszedłem.

W listopadzie zapytałem czy chciałaby, żebym się wprowadził ponownie. Usłyszałem: nie. Bez Ciebie mi lepiej. Poprosiłem ją wtedy, aby podjęła decyzję o rozwodzie, żeby każdy z nas miał szansę na nowe życie. Usłyszałem wtedy: rozwodu nie chcę, ale mieszkać z tobą też nie. Wtedy mocno upadłem. Po 11 miesiącach bez seksu zacząłem odwiedzać dziewczyny z ogłoszeń.

Pozytywną decyzję o rozwodzie usłyszałem po nowym roku 2008. 1 stycznia poszedłem do spowiedzi, postanowiłem sobie wtedy, że będę za wszelką cenę ratował małżeństwo. A tu dzień później żona mówi: chcę rozwodu.

W marcu, gdy dzieci przychodziły do mnie mieszkać na weekend, usłyszałem o nowym facecie, który z nimi i mamą jeździ na wycieczki w weekendy. Dopiero grubo później dowiedziałem się, że żona poznała go w Sylwestra 2007/2008.

Rozwód odbył się na jednej rozprawie. Wcześniej uzgodniliśmy pozew, podział majątku i alimenty, które i tak płaciłem od momentu wyprowadzki z domu. Dzień po rozwodzie poszedłem po raz ostatni na seks z ogłoszenia.

Postanowiłem sobie ułożyć na nowo życie. Wtedy właśnie zlikwidowałem konto na forum. Pod koniec wakacji poznałem miłą dziewczynę, młodszą ode mnie, pannę z dzieckiem. Zaczęliśmy się spotykać. Minęła w końcu część mojego wielkiego bólu, choć wewnątrz nadal czułem dyskomfort w związku z odłączeniem od dzieci. Spotkania raz na jakiś czas, to nie to. Ale z drugiej strony zauroczyłem się i to zauroczenie czułem z drugiej strony. Seks sprawiał nam dużo radości. Zostałem zaakceptowany przez jej rodziców, miałem bardzo dobry kontakt z jej dzieckiem.

Moja dziewczyna miała dziecko z alkoholikiem, który w ogóle nie interesował się losem dziecka. Była mocno obciążona psychicznie wydarzeniami, które rozegrały się, gdy była w ciąży. Będąc ze mną postanowiła złożyć pozew o alimenty oraz ograniczenie praw rodzicielskich po trzech latach od momentu, gdy ojciec dziecka przestał się z nią kontaktować. Towarzyszyłem jej w tym i udało się. Między nami była jednak poważna różnica zdań w wielu kwestiach. Będąc przewlekle chorą i nie mogąc poradzić sobie z chorobą, moja partnerka próbowała różnych metod alternatywnych. Gdy jednak pojechała do bioenergoterapeuty, a potem powiedziała mi że wchodzi w hunę, wybrałem w sieci artykuły pokazujące zło, do którego stosowanie tego typu metod może prowadzić. Coraz częściej się kłóciliśmy, moja partnerka mnie obrażała, a później przepraszała i tak w kółko.

Stosunki z żoną i jej partnerem, który zaraz po rozwodzie wprowadził się do niej miałem poprawne. Dwa razy w tygodniu brałem dzieci do siebie, raz na dwa tygodnie spędzały razem ze mną cały weekend. Razem z moją partnerką, jej dzieckiem i moimi dziećmi często spędzaliśmy czas razem.

Przełom nastąpił, gdy podsunąłem mojej partnerce artykuł Roberta Tekieli o toksycznych duchowościach. Równolegle zaczęła chodzić do lekarza, mocno wierzącego, który podsuwał jej książki z tej samej półki. Spaliła i wyrzuciła wszystkie materiały o hunie, rebreathingu, homeopatii, itd. Zaczęła się gorąco modlić i do nawrócenia mnie namawiać. Zacząłem się modlić. Prosiłem o jakiś znak.

Ale nadal się kłóciliśmy. Niedawno wprowadziłem się do niej, aby sprawdzić czy możemy razem żyć. Po dwóch dniach spakowałem manatki ze względu na ciągłe kłótnie. A dwa dni później, gdy powiedziała mi że nie może ze mną żyć, bo my jesteśmy ludźmi o zupełnie różnej wrażliwości, z innej bajki, zapytała, czego ja od niej chcę. Powiedziałem: myślałem, że zostaniesz moją żoną. (Wiele razy o tym rozmawialiśmy wcześniej). Usłyszałem śmiech i słowa: przecież masz żonę, tylko że ona cudzołoży. To był koniec. Upokorzenie. Ból.

I pragnienie: znów kogoś poznać, doznawać czułości, ciepła, seksu. A z drugiej strony: myśli typu: to bez sensu, mało Ci doświadczeń? Uporządkuj swoje życie. Zawsze chciałeś być chrześcijaninem, chodziłeś regularnie do kościoła. I choć Bóg w Twoim życiu był zawsze na drugim planie, to jednak liczył się. Gdy byłeś po rozwodzie, gdy żyłeś z nową partnerką, a wcześniej gdy chodziłeś na dziwki, zawsze brakowało Ci komunii świętej. A gdy Twoja córka przystępująca do komunii zapytała, tato dlaczego nie chodzisz do komunii, wytłumaczyłeś jej to, jak potrafiłeś i czułeś gorycz. A ona powiedziała: Masz źle tato.

Dzisiaj chcę wrócić. Chcę być na nowo chrześcijaninem. Potrzebuję bardzo dużo modlitwy, abym znów nie upadł. Bo seksu bardzo brakuje. To już wiem. Chciałbym też kiedyś na nowo złączyć się ze swoją żoną. Niewyobrażalne, bo układa jej się bardzo dobrze z nowym partnerem. Nawet dzieci mówią, że się nie kłócą.

Proszę o modlitwę i wsparcie.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 9