Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Białe Małżeństwo
Autor Wiadomość
MałgorzataK
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-21, 01:59   

Witaj, to mój pierwszy post na tym forum, trafiłam tu wpisując w wyszukiwarkę zdrada+katolicyzm, znalazłam wreszcie coś więcej niż zagrzewanie się do zemsty. I chyba nie przypadek, że pojawił się ten post. Bo problemem mojego trudnego małżeństwa jest i biel i - jak sądzę - zdrada. Pewnie przyjdzie czas na dłuższe wywody, teraz spróbuję coś napisać na temat białego małżeństwa made in mój związek:
1. długoletnie chodzenie (bez konkretnego współżycia, ale też bez pełnej czystości -sama nie wiem co gorsze)
2. ślub pod presją rodziców - "kiedy on się wreszcie z tobą ożeni"
3. już przed ślubem koniec fazy zakochania ze strony jego i "kochanie za bardzo" z mojej strony - uleganie, idealizowanie itp
4. noc poślubna - "0" konsumcji związku i uwagi typu puściłaś bąka - mój szok, bo zobaczyłam innego człowieka niż był w wyobrażeniach
5. biel małżeństwa i jego milczenie przy moich prośbach typu zróbmy coś
6. rady spowiedników - by unieważnić czym prędzej związek i mój lęk pt. co powiedzą rodzice, ludzie itp - "0" myślenia o tym jak bardzo się krzywdzę w ten sposób - tu pewnie przydałby się dłuższy wywód o kiepskiej relacji z rodzicami i tym, że ważniejsze było żeby z zewnątrz było ok
7. pomysł, by wyjechać z mojego miasta na dłużej, de facto separacja i nagły przypływ zainteresowania ze strony małżonka - wizyty co tydzień w dość odległym mieście - moje zdziwienie ale i nadzieja ...i rezygnacja z pójścia na terapię
8. Współżycie polegające na zaspakajaniu potrzeb męża i "0" satysfakcji i udawanie - i radość (!? sama się sobie dziwie), że się udało wreszcie
9. starania o dziecko, mąż poznaje przyjaciółkę, mimo płaczu próśb - spotyka się z nią, twierdzi, że przesadzam.
10 brak dziecka, terapia psychologiczna, wstyd przed powiedzeniem terapeucie jak wygląda nasze życie seksualne
11. badania - kiepska jakość nasienia, In Vitro, ciąża - narodziny dziecka, od tego momentu już tylko czysta biel między nami, i coraz mocniejszy związek z "przyjaciółką", kłamstwa, spotkania prawie jawne
12. zaprowadzenie męża niemal siłą do psychologa i porażka - nie potrafię powiedzieć, że uważam, że mąż zdradza mnie z przyjaciółką i nie współżyje ze mną - wychodzę na idiotkę
13 Znajduję terapeutę dla siebie, tym razem jest we mnie odwaga do przyznania się do bycia zdradzaną, do białego małżeństwa
terapia trwa i trwa.... wygląda na to, że terapeuta chce mi pokazać, że jedynym rozwiązaniem jest rozwód - a ja nie potrafie się na to zgodzić, choć wiele rzeczy zaczynam rozumieć, przestałam być powojem, zaczęłam mówić co mi się nie podoba bez lęku, że spotkam się z milczeniem i złością
14. W tzw międzyczasie chyba kończy się związek z tzw przyjaciółką, mimo bieli, brak przynajmniej zdrady - jakby lepiej.
15. mąż dostaje propozycję wyjazdu do atrakcyjnej pracy za granicę - myślę, ok wreszcie się wszystko skończy - jednak on chce żebym jechała z nim i z dzieckiem
rozmowa w miarę szczera, umawiamy się, że zaczniemy od nowa, najpierw jedzie mąż, potem dojadę ja z dzieckiem
16. jak brazylijskim serialu: niespodziewany zwrot akcji- tuż przed wyjazdem znajduję w komórce męża SMS od koleżanki z pracy, które wskazują, że mają romans
17. Awantura, mówię otwarcie o rozwodzie, o tym, by jechał sam - słyszę zapewnienia o miłości, jest zgoda na wizytę u psychologa
18. Tym razem nie daję się zastraszyć - mówię o wszystkich problemach w związku, dowiaduję się o moich błędach - jest szansa na nowe otwarcie, choć chyba bez terapii nie będzie na to szans, mąż mówi o utracie zainteresowania mną jako kobietą w związku z in vitro - myślę, że kłamie - to było znacznie wcześniej - tylko ja udawałam, że nie widzę, godziłam się z lęku przed samotnością, przed "co ludzie powiedzą" na takie traktowanie
19.mąż wyjeżdża - jest tęsknota, jest radość, gdy zbliża się czas naszego przyjazdu
20. niestety brak hapy endu: widać egoizm męża na każdym kroku - za granicę jadę sama z ciężkimi walizkami i z dzieckiem - on nie może wziąć uropu, nie może pomóc w zapakowaniu rzeczy ze wszystkim radze sobie sama (zresztą zawsze tak było)
w łóźku nadal biel i zero chęci rozmowy na ten temat, zero chęci zrobienia czegokolwiek w kierunku zmiany.
21. epilog: teraz przyjechałam na krótko do Polski i dzwonię do męża w nocy. Chyba nie zauważył, że odebrał telefon zamiast go wyłączyć, słyszę głos kobiety i tembr głosu mężą który znam sprzed 20 lat :-( .
W tej chwili nie wiem czy jutro mu o tym powiem, bo wiem, że znowu usłyszę milczenie pełne wrogości - już nie działa na mnie paraliżująco, ale odbiera chęć robienia czegokolwiek dla związku.
Tym razem zanim zaczęłam ryczeć do poduszki najpierw pomodliłam się z córką przed snem - wpisałam w wyszukiwarkę katolik+ zdrada
Dziękuję, ze jesteście
mam nadzieję, wreszcie trafiłam we właściwe miejsce
 
 
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-21, 08:05   

Witaj, Gosiu - tak, to dobre miejsce :-)

Rozgość się u nas, poczytaj nas, oraz wszelkie materiały dostępne na forum, przesłuchaj rekolekcje.

Pamiętaj, aby pisząc nie podawać szczegółów czy imion, po których można Twoją rodzinę zidentyfikować w realu - bardzo ważne jest tutaj bezpieczeństwo zrówno Twoje, jak i Twoich bliskich.

Czy chcesz, aby wydzielić Ci oddzielny, tylko Twój wątek?
 
 
hubcia576
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-21, 08:31   

Witaj Małgosiu!

Myślę, że wkraczasz na etap miłości heroicznej, tzn. nie ma nagród, nie ma czułości, nie ma dobrego słowa, ale jest przeciwieństwo.

Na tym etapie podtrzymywać miłość w nas, jest zdolny tylko Jezus Chrystus i to jest dobra wiadomość :mrgreen:

SYCHAR - to dobre miejsce aby uczyć się pielęgnować w sobie miłość wierną i do końca - bo z Twojego opisu wynika, że taką miłość do męża (pomimo tego co on robi) masz!!!

W miarę jak będziesz nas - w SYCHARZE poznawać, to doświadczysz, że Bóg dotrzymuje swoich obietnic, które dał poprzez sakrament małżeństwa i JEST :-D


"Ta jedna licha drzewina,
nie trzeba dębów tysięcy,
z szeptem się ku mnie przegina:
Jest Bóg i czegóż ci więcej?"

- Jan Kasprowicz
 
 
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-21, 09:51   

hubcia576 napisał/a:
Myślę, że wkraczasz na etap miłości heroicznej, tzn. nie ma nagród, nie ma czułości, nie ma dobrego słowa, ale jest przeciwieństwo.

Na tym etapie podtrzymywać miłość w nas, jest zdolny tylko Jezus Chrystus i to jest dobra wiadomość :mrgreen:


Problem w tym, że Małgosia nie jest Jezusem.
Tego typu miłość (jak w opisie) jest miłością osoby uzależnionej,
albo mówiąc inaczej jest to miłośc naiwna....:"bedę kochać mimo wszytsko, może moją GO zmienię".
Oczywiście czasem się zmienia. Małżonek się wyszaleje i w wieku powiedzmy 60 lat się ustatkuje, ale czy w takim wieku małżenstwo ma szansę przestac być białym małżenstwem?


MałgorzataK napisał/a:
rady spowiedników - by unieważnić czym prędzej związek i mój lęk pt. co powiedzą rodzice, ludzie itp


Małgosia, każdy ma obiekcje...co powiedzą inni, ale to Twoje życie i Ty ponosisz koszty decyzji a nie Ci inni.
 
 
hubcia576
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-21, 11:44   

Grzegorz - nie kocham wtedy sobą, ale dzięki łasce, którą daje Jezus Chrystus.

Miłość uzależniona - ma inne elementy niż miłość heroiczna - dana z łaski od Boga.

W uzależnieniu obiekt miłości jest bożkiem, od niego WSZYSTKO zależy, tzn. w poczuciu osoby uzależnionej od bożka wszystko zależy.
Ostatnio zmieniony przez hubcia576 2015-10-21, 17:24, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Metanoja1
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-21, 11:50   

Cytat:
Grzegorz - nie kocham wtedy sobą, ale dzięki łasce, którą daje Jezus Chrystus.

Miłość uzależniona - ma inne elementy niż miłość heroiczna - dana z łaski od Boga.


Przepraszam, czy chcecie wspierać Małgorzatę w dźwiganiu krzyża i heroizmu nawet gdy to małżeństwo jest nieskonsumowane i właściwie można wnieść o stwierdzenie jego nieważności?
 
 
hubcia576
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-21, 11:52   

Metanoja1 napisał/a:
Przepraszam, czy chcecie wspierać Małgorzatę w dźwiganiu krzyża i heroizmu nawet gdy to małżeństwo jest nieskonsumowane i właściwie można wnieść o stwierdzenie jego nieważności?


MałgorzataK napisał/a:
8. Współżycie polegające na zaspakajaniu potrzeb męża i "0" satysfakcji i udawanie - i radość (!? sama się sobie dziwie), że się udało wreszcie


To zależy tylko od Małgorzaty, czy ona chce być wspierana w miłości heroicznej.

W SYCHARZE - dopóki nie ma stwierdzenia nieważności małżeństwa - uznajemy ważność małżeństwa :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:


http://sychar.org/stwierd...sci-malzenstwa/
Psychiczna zdolność do małżeństwa – ks. dr Stanisław Cierkowski
 
 
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-21, 15:43   

hubcia576 napisał/a:
W SYCHARZE - dopóki nie ma stwierdzenia nieważności małżeństwa - uznajemy ważność małżeństwa

A nawet precyzyjnie - wg katechizmu kościoła katolickiego
"Kan. 1060
Małżeństwo cieszy się przychylnością prawa, dlatego w wątpliwości należy uważać je za ważne, dopóki nie udowodni się czegoś przeciwnego."
 
 
Jacek-sychar
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-21, 15:58   

Nirwanna napisał/a:

wg katechizmu kościoła katolickiego
"Kan. 1060
Małżeństwo cieszy się przychylnością prawa, dlatego w wątpliwości należy uważać je za ważne, dopóki nie udowodni się czegoś przeciwnego."


A nie powinno być:
Małżeństwo cieszy się przychylnością prawa, dlatego w razie wątpliwości należy uważać je za ważne, dopóki nie udowodni się czegoś przeciwnego

Brakuje mi w tekście oryginalnym tego jednego słowa.
 
 
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-21, 16:59   

hubcia576 napisał/a:
Myślę, że wkraczasz na etap miłości heroicznej, tzn. nie ma nagród, nie ma czułości, nie ma dobrego słowa, ale jest przeciwieństwo.


Hubcia,

Dobrze jest pomodlić się do św Rity, ale czy w XXI wieku to naprawdę dobry wzór do naśladowania?
Świat się zmienia i poglądy kościoła na pewne sprawy też się zmieniają.

Ps
W IV wieku niejaki Szymon Słupnik spędził 40 lat na słupie modląc się i wielbiąc Boga. Wzbudzał powszechny szacunek i został świetym, ale czy to oznacza, że teraz mamy go naśladować?
 
 
hubcia576
[Usunięty]

Wysłany: 2015-10-21, 17:25   

Grzegorz - nie kocham wtedy sobą, ale dzięki łasce, którą daje Jezus Chrystus.

Miłość uzależniona - ma inne elementy niż miłość heroiczna - dana z łaski od Boga.

W uzależnieniu obiekt miłości jest bożkiem, od niego WSZYSTKO zależy, tzn. w poczuciu osoby uzależnionej od bożka wszystko zależy.
 
 
Małgorzata1
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-07, 00:39   

Witajcie, To ja Małgorzata, tylko nie udawało mi się logowanie pod starym nickiem, Dziękuję za odpowiedzi. Nie odpisywałam, bo jakoś się przyklepało..,,do czasu oczywiście. Mam wrażenie, że żyję w Matrixie- po tym jak usłyszałam w telefonie, to co usłyszałam - mąż jak gdyby nigdy nic przyjechał do Polski po nas i stwierdził, że miał w pracy awarię, coś naprawiał i mnie się wydawało, bo rozmawiał z koleżanką. Nie jest to pierwszy i nie ostatni raz, gdy wypiera się w żywe oczyi robi ze mnie głupa. No cóż pewnie nie ja jedna tak mam, że czuję, że jest coś nie tak, ale nie jestem w stanie nic udowodnić i siedzę cicho, wydaje mi się, ze po to, by chronić siebię - znów ufam - i tak dookoła Wojtek.
Zanim opiszę ciąg dalszy, odpowiem na Wasze posty:

Po pierwsze trudno mi powiedzieć czy jest to miłość naiwna czy heroiczna. Powiem szczerze, że jeżeli miałaby być to miłość z przymiotnikiem, to najbardziej pasuje- miłość macierzyńska - jako rodzic mąż jest w miarę ok - pomijam epizody, gdy wyłazi z niego paskudny egoista. Dlatego jestem z nim - dla dobra dziecka. Dziwaczny to przypadek - wiem o tym - białe małżeństwo, a z dzieckiem. No cóż cytując poetę" dokonawszy wyboru już zawsze wybierać muszę" skoro poczęliśmy dziecko - to jest to zobowiązanie.
W związku z tym odpowiem też na posty dotyczące unieważnienia małżeństwa: Obawiam się że Prawo Kanoniczne nie mówi nic na ten temat - choć może się mylę - w końcu, oprócz in vitro jest też adopcja. W chwili obecnej, wydaje mi się, że więcej zła przyniosłoby staranie się o unieważnienie związku. Dlatego nie biorę teraz tego rozwiązania pod uwagę. Może niesłusznie. Podczas terapii, kilka razy słyszałam od pani psycholog, że rodziną można być nie będąc parą. Ale dziecko potrzebuje domu, obojga rodziców na miejscu. Nie wiem czy w tej sytuacji warto unieważniać małżeństwo? I mieszkać dalej razem? Zastanawiam się, czy jak nasze dziecko dorośnie zrobię to. W tej chwili tego nie wiem - myślałam o tym nie raz, choć lepiej chyba nie wybiegać tak daleko w przyszłość. Z drugiej strony niszczy mnie nadzieja - to też słowa mojej terapeutki - jestem niby-żoną, więc liczę na to, ze coś się zmieni - a samo się nic nie zmieni. No tak, ale czy nadzieja może być zła? Może to nie jest nadzieja, a właśnie ta naiwność- i uzależnienie.
Cóż ja swoją sytuację widzę w sposób skomplikowany i nic na to nie poradzę. Ale skoro już ją opisuje, to może pomogą mi Wasze spojrzenia z zewnątrz.
Najgorsze, ze gdy próbuję coś robić, to jestem bezsilna. Mam wrażenie, że mój mąż, po chwilowym opamiętaniu (gdy nie przeniosłam się do niego za granicę od razu) znów zaczął mnie zdradzać na prawo i lewo. Oszczędzę sobie i Wam szczegółów - chodzi tym razem o jego wyjazd do Polski - pojechał służbowo, ale zahaczył o nasz dom - nie rozumiałam tego, bo mógł przecież zostać z nami tutaj dłużej w weekend, ale to jeszcze jakoś można wytłumaczyć, Najdziwaczniejsze było jednak to, że wracając zamiast jechać prosto do kraju, w którym jesteśmy - pojechał do miasta, w którym mieszkamy, bo niby był zbyt zmęczony na tak długą podróż. OK - ale to zupełnie nie po drodze, mógł spać w hotelu, wyjechał też nie rano, tylko wczesnym popołudniem. No i na koniec robiąc pranie natknęłam się na jego pobrudzoną bieliznę....
Wiem, ze powinnam, mu wygarnąć, powiedzieć, że wiem co robił - ale nie jestem w stanie. Psychicznie łatwiej mi udawać niż walczyć, zła jestem o to na siebie, bo to nie ja powinnam mieć problem, ale mam - nie cierpię kłótni, pyskówek i niestety kończy się to źle. Nie raz jednak próbowałam- ostatnio na zasadzie napisania maila = w którym pisałam wszystko po kolei i oczywiście było potem o kochaniu, o wszystkim - tylko, że nic się nie zmieniało. Jak myślicie pisać maila, próbować po raz setny porozmawiać - czy dać sobie spokój - tego pana nic nie zmieni i po prostu zająć się sobą i dzieckiem? Mam na myśli oczywiście moje wysiłki, by go zmienić, wiem KTO może odmienić nasze małżeństwo i o to się modlę. Lecz oprócz modlitwy konieczne są decyzje, działania i tu jestem jak dziecko we mgle.
Pozdrawiam
 
 
Ania65
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-07, 09:14   

grzegorz_ napisał/a:
Dobrze jest pomodlić się do św Rity, ale czy w XXI wieku to naprawdę dobry wzór do naśladowania?

Świat się zmienia i poglądy kościoła na pewne sprawy też się zmieniają.


Grzegorzu przyznam szczerze, że mam ogromny problem, kiedy ciebie czytam, rośnie mi ciśnienie :-P Chyba muszę się temu przyjrzeć co mnie w twoim pisaniu tak denerwuje? Jesteśmy na forum katolickim, a twoje wpisy są bardzo często antykatolickie, powiedziałabym nawet antyJezusowe. Czy ty naprawdę uważasz, że Biblia jest przestarzała i nie nadaje się na życie w XXI wieku??? Bo jeśli postawa Św. Rity jest dla ciebie nie na dziś, to niestety równa się z tym, że Biblia jest dla ciebie nie na dziś. Zapewniam cię, że postawa Św. Rity jest jak najbardziej aktualna, tak jak Biblia, a zmiany małżonków dokonują się tylko wtedy gdy zaufamy Bogu i słuchamy Jego Słowa i naśladujemy heroiczne postawy świętych.
Oczywiście u Małgosi potrzeba rozeznania co jest tym heroizmem? Bo może dla niej heroizmem będzie po prostu stanięcie w prawdzie i przyznanie się przed sobą, rodziną i obcymi ludźmi, że jej małżeństwo nie było ważnie zawarte, a może właśnie naśladowanie Św. Rity, a może jeszcze coś innego? Każdy ma swoją drogę do świętości, jednak tylko Bóg nam ją objawia i może pomóc nam na niej wytrwać.
 
 
Ania65
[Usunięty]

Wysłany: 2015-11-07, 09:24   

Małgosiu dużo się u ciebie dzieje, wciąż jakieś zmiany i zwroty akcji, myślę, że potrzebujesz wyciszenia i dystansu. Rozważ wszystkie możliwości i podejmij najlepszą dla siebie decyzję. Może właśnie dystans fizyczny i emocjonalny na jakiś czas i praca nad sobą ( nie nad małżeństwem) pomogą ci stanąć na nogi. Mam wrażenie, że potrzebujesz detoksu, żeby zobaczyć co się tak naprawdę dzieje w tobie i twoim małżeństwie. Dla mnie taki detoks od męża był bardzo pomocny, dzięki temu stanęłam na nogi i stanęłam w prawdzie o sobie i o moim małżeństwie. I mogłam podjąć konkretne decyzje. Życzę ci Małgosiu pokoju serca.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,01 sekundy. Zapytań do SQL: 9