Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Ciezki czas w moim malzenstwie
Autor Wiadomość
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-15, 22:32   

myśle ze spowiedź po zdradzie powinna być jak spowiedź
w kościele.
Wyznanie win ok...zgrzeszyłam czy zgrzeszyłem, ale wypytywanie
gdzie, jak, czy było fajnie, ile razy?
Poza tym rzeczywiście zdradzony oczekuje szczerości? czy tylko szczerości
która nie jest dołująca?
Co jeśli zona powie ...tak było super, kochałam tego faceta jak nikogo dotąd,
wróciłam tylko dlatego ze sakrament, dzieci itp
Ostatnio zmieniony przez 2015-02-16, 10:03, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
alterego
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-16, 09:06   

grzegorz_ napisał/a:
Co jesli zona powie ...tak bylo super, kochalam tego faceta jsk nikogo dotad,
wrovilam tylko dlatego ze sakramebt, dzieci itp


A jeśli tak uważa, a powie coś odwrotnego, to jest dobrze i w porządku? Lepiej usłyszeć kłamstwo, albo żyć w przeświadczeniu, że wszystko jest ok, i współmałżonek jest taki "fajny", jak mi się do tej pory zdawało? Że mnie kocha tak jak mi się zdawało do tej pory?

Jeśli ktoś myśli w ten sposób a to ukrywa, to obojętne, czy to spowiedź w kościele czy przed drugą osobą - wydaje mi się, że dalekie to jest od szczerego żalu za to, co się zrobiło.

Samia napisał/a:
z calego swojego zycia sie przed nim "wyspowiadalam" (z zycia przed zdrada...chodzi mi o moje wszystkie trudne chwile o ktorych on nie wiedzial...


Każdy jest inny i czego innego potrzebuje, ale niektórym taki stopień szczerości może pomóc, moim zdaniem. Wyjawienie wszystkiego może pomóc w odzyskaniu zaufania.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-16, 10:13   

alterego napisał/a:
A jeśli tak uważa, a powie coś odwrotnego, to jest dobrze i w porządku?

Nie pisałem że kłamanie nie jest w porządku.
Pisałem, że w okresie kryzysu przesadna wylewność jest zła.
Spowiedź spowiedzią, ale bez szczegółów.


Lepiej usłyszeć kłamstwo, albo żyć w przeświadczeniu, że wszystko jest ok, i współmałżonek jest taki "fajny", jak mi się do tej pory zdawało? Że mnie kocha tak jak mi się zdawało do tej pory?

Lepiej po prostu nie usłyszeć jak, w jakiej pozycji, kiedy dokładnie, ile razy itp.
Wszystko na pewno nie jest ok i nikt rozsądny się nie czaruje, że powracający
kocha nad życie, tamta była głupia i brzydka, a na dodatek po pijaku itp..


Jeśli ktoś myśli w ten sposób a to ukrywa, to obojętne, czy to spowiedź w kościele czy przed drugą osobą - wydaje mi się, że dalekie to jest od szczerego żalu za to, co się zrobiło.

Żal to jedna rzecz, a masochistyczne babranie się w szczegółach to inna.
Oczywiście nikt nikomu nie zabroni. Można pytać, tworzyć sobie w głowie wizje jak
maż to z tamtą robił czy tamta była lepsza w łózku czy itp...
Tylko po co????


 
     
moc nadziei
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-16, 12:22   

Grzegorz, te wizje i tak czlowieka zalewają zatapiają, wciskają się w głowę :-? - nawet bez dodatkowego podsycania poprzez rozmowy z głównym sprawcą i uczestnikiem.
Bardzo trudno jest zapanować nad tym zalewaniem, a gdy się pozwoli rozhulać wyobraźni poprzez dopytywanie, zgłębianie, szukanie nadziei (że może to wszystko jednak nie było tak niszczące jak przeczuwamy, że może został jakiś nieskażony obszar, to niestety są zwykłe mechanizmy obronne) - to wtedy już może przerosnąć to ludzkie możliwości, może stać się przeszkodą nie do pokonania, może zalec cieniem na całe życie.
Dlatego jak najmniej o własnych siłach, jak najwięcej na kolanach.
I bronić się przed pokusą szczegółów.
Umysł chce się w tym bez końca babrać, podświadomie. To jak podglądanie horroru przez palce.
Dusza może prosić o pomoc Zbawiciela - i dzięki Niemu może się z tego wszystkiego otrząsnąć, oczyścić i wznieść ponad to.

Jednak dusza i umysł bywają w nas nierozdzielnie splątane. Dlatego trzeba jednocześnie słuchać psychologów, którzy powtarzają jak mantrę: im mniej się wie szczegółów, tym lepiej dla procesu zdrowienia.
 
     
alterego
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-16, 12:49   

Też zależy, czy takie myślenie jest wykorzystywane przez stronę, która zdradziła, bo po prostu jemu/jej nie chce się w to zagłębiać, bo to niewygodne, albo jeszcze lepiej, chce zachować to wszystko dla siebie, nieważne, czy to fair wobec strony zdradzonej. Coś takiego ja uważam za kolejny policzek. Jeżeli komuś to potrzebne i chce mimo wszystko znać prawdę i według niej przyjąć jakieś określony sposób postępowania albo myślenia, to takie coś się należy. O ile został jeszcze jakiś okruch szacunku do strony zdradzonej i się to uszanuje, mimo, że wyznanie prawdy nie jest miłe. To według mnie konsekwencje zdrady, które powinny zostać poniesione, zamiast udawać, że nic takiego nie było, nic się nie stało - na tej podstawie się jakoś wygrzebać...? To brzmi tak, jakby ta podstawa to było właśnie kłamstwo, niedomówienie, mydlenie oczu, oszukiwanie samego siebie.
 
     
moc nadziei
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-16, 13:00   

zgadzam się
ale jest taki jeden moment, taka czerwona linia
między wyczuciem, że osoba powracająca nie lekceważy i nie minimalizuje ciężaru winy, a pokusą by pytać dalej, więcej...
warto uważać na tę cieniutką czerwoną linię
gdy się ją niechcący przekroczy, bardzo trudno jest wrócić
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-16, 13:43   

Alterego

Może piszemy o różnych sytuacjach?
Czy jeśli mąż powie : tak zdradzałem emocjonalnie i fizycznie,
trwało to X miesięcy (lat) to wystarczy?
Czy musi jednak powiedzieć : ona ma 30 lat, jest mężatką, ma 2kę dzieci,
blond włosy.... , w maju 2014 spędziłem z nią weekend nad morzem,
w czerwcu 2014 spotkaliśmy się 2 razy w hotelu,...
dzwoniłem do niej 2-3 razy dziennie, wysyłałem ok 50 sms...
?
 
     
alterego
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-16, 14:02   

grzegorz_, sądzę, że oczekiwania wobec strony, która zdradziła, są zawsze różne. I bardzo ciężko stwierdzić, jakie oczekiwania są lepsze, a jakie gorsze, bo na jednego uzyskanie szczegółów może wpłynąć katastrofalnie, a drugiemu pomóc - ja w to wierzę przynajmniej. Niektórzy dążą do konfrontacji z osobą, z którą zostali zdradzeni przez współmałżonka, drudzy nie chcą nic na temat tej osoby wiedzieć. Potrzeby są przeróżne. Z tą konfrontacją to tylko przykład, osobiście tego nie aprobuję.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-16, 14:23   

alterego napisał/a:
grzegorz_, sądzę, że oczekiwania wobec strony, która zdradziła, są zawsze różne. I bardzo ciężko stwierdzić, jakie oczekiwania są lepsze, a jakie gorsze, bo na jednego uzyskanie szczegółów może wpłynąć katastrofalnie, a drugiemu pomóc - ja w to wierzę przynajmniej.


Alterego
Oczywiście są sytuacje, gdy ktoś zdradzi bo wypił za dużo, bo impreza integracyjna,
bo coś go na chwilę zaślepiło i wtedy zdradzający wraca na kolanach i spełnia wszelkie oczekiwania.
Niestety świat zazwyczaj nie jest tak czarno-biało poukładany.
Zdradzający wraca bo kładzie na szali za i przeciw i wychodzi mu, że to "za powrotem"
przeważa (nieznacznie) to "za odejściem".
W takiej sytuacji (sytuacji niesprawiedliwej, przyznaję) można męczyć męza oczekiwaniami, ale trzeba się liczyć z tym, że te oczekiwania spełnione nie będą i skonczy się kryzys rozejściem.
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-16, 14:56   

Samia pisze:
Cytat:
Ja rozumiem mojego Meza bo wydaje mi sie ze gdybym byla na jego miejscu tez bym nie chciala tkwic w nieswiadomosci i chciala wiedziec....ale On prawie codziennie pyta tak od polroku choc juz dawno byla przeprowadzona szczera rozmowa i wszystko powiedzialam....z calego swojego zycia sie przed nim "wyspowiadalam"


Jest ogromna różnica między ukrywaniem prawdy o zdradzie a codziennym, bez końca relacjonowaniu wydarzeń minionych na prośbę osoby zdradzonej.
W jakim celu - się pytam, czemu mają służyć takie przepytywanki ?
Bo jeśli temat został wyczerpany, zdradzający ponad wszelką wątpliwość zrozumiał krzywdę uczynioną i jest na drodze do zadośćuczynienia, deklaruje pozostanie to babranie się w szczegółach jest realną przeszkodą by ostatecznie rany się zabliźniły, by temat domknąć i zacząć żyć życiem odzyskanym.
Inicjowanie nie kończących się przesłuchań ma coś w sobie z pastwienia się, nad sobą samym a także nad zdradzonym. Jest niezdrowym objawem sygnalizującym nie pogodzenie się z faktami, których przecież żadną miarą odwrócić się nie da.
Nie służy nikomu ani niczemu, poza przedłużaniem stanu wiecznego chaosu i niepewności.
Gdy są dzieci w związku , nawet gdy rodzice rozmawiają bez ich udziału one i tak nieświadomie chłoną tą niezdrową sytuację stając się w pewien sposób ofiarami.

Samia, należałoby kategorycznie odmówić dalszych zeznań uznając je po prostu za bezcelowe. Zakomunikuj meżowi, że powiedziałaś wszystko co jest istotne i nie masz już NIC do dodania w tej sprawie.
Jeśli raz podejmiesz taką decyzję, nie powinnaś odstępować od niej i ponownie dawać się nakłaniać do bezsensownych zeznań. Takie zeznania to jak obopólne dręczenie się.
I nie sądzę by ktoś ze zdradzonych chciał naprawdę wiedzieć wszystko .
W niektórych przypadkach pełna wiedza na temat zdrady mogłaby niejednego zdradzonego i tak już mocno nadwątlonego brakiem wiary w siebie, po prostu zabić.
 
     
alterego
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-16, 15:15   

grzegorz_ napisał/a:
W takiej sytuacji (sytuacji niesprawiedliwej, przyznaję) można męczyć męza oczekiwaniami, ale trzeba się liczyć z tym, że te oczekiwania spełnione nie będą i skonczy się kryzys rozejściem.


I to rozejście Twoim zdaniem to będzie wina żony (skoro napisałeś, że mąż będzie dręczony oczekiwaniami), która ma chore oczekiwania po zdradzie?

kenya napisał/a:
I nie sądzę by ktoś ze zdradzonych chciał naprawdę wiedzieć wszystko .
W niektórych przypadkach pełna wiedza na temat zdrady mogłaby niejednego zdradzonego i tak już mocno nadwątlonego brakiem wiary w siebie, po prostu zabić.


Nie do końca wiem, jak to rozumieć. To znaczy, że żadnej miłości już wtedy nie ma, nie ma co liczyć na miłość, szczerość, szacunek ani na chęć poprawy sytuacji - chęć poprawy sytuacji leży tylko po tej zdradzonej stronie, i to ona ma udawać, że jest OK i wmówić sobie, że "pewnie nic takiego tam się nie działo", żeby z tym jakoś wytrzymać? Bo strony, która zdradziła, już kompletnie strona zdradzona i tak nie obchodzi? To o co tutaj walczyć tak naprawdę, skoro wychodzi na to, że ten, który zdradził, jest z mężem/żoną wyłącznie dlatego, że to się opłaca.....

Ja małżeństwo wyobrażam sobie jako dwoje ludzi, którzy starają się poznać siebie jak najwięcej, a nie ukrywają to, co brzydkie, żeby móc ze sobą w ogóle wytrzymać.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-16, 15:46   

kenya napisał/a:
Jest ogromna różnica między ukrywaniem prawdy o zdradzie a codziennym, bez końca relacjonowaniu wydarzeń minionych na prośbę osoby zdradzonej.
W jakim celu - się pytam, czemu mają służyć takie przepytywanki ?


To taki SM (sado-masochizm).
Zdradzony masochistycznie wysłuchuje tych relacji
i sadystycznie dręczy żonę zmuszając do ciągłego powtarzania
"jak było".

Alterego
Życie po kryzysie to swego rodzaju układ, z którego może kiedyś urodzi się zdrowy związek.
Nie lepiej po kilku tyg jak miną emocje usiąść i szczerze sobie porozmawiać ?
Nazwać po imieniu to co się wydarzyło (zdrada). Dać sobie jakiś czas na "małżeński czyściec" i ustalić reguły na przyszłość, a nie tkwić w przeszłości.
Ostatnio zmieniony przez 2015-02-16, 15:55, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-16, 15:53   

alterego, fakt że ktoś nie chce rozprawiać bez końca o swojej zdradzie, nie chce odpowiadać na niekończące się pytania zdradzonego, może właśnie znaczyć że "tamten temat" dla niego już nie istnieje, jest zamknięty, nie ma dla niego znaczenia już.
Jeśli rozpatruje zdradę to tylko w kategoriach odbytej lekcji od życia. Wie że źle zrobił ale ponieważ nic tego nie zmieni - bo to jest fakt , więc oszczędza sobie i bliskiej osobie mówienia o tym co było.

Nie chce mówić także ponieważ mówienie o przeszłych emocjach które I TAK nijak się mają do tego co teraz czuje, może być niezwykle bolesne dla zdradzonego.
Więc nie mówi z powodu empatii którą odczuwa i która jako umiejętność ujawniająca się w drodze ewolucji a świadcząca o człowieczeństwie, chroni innych przed bólem.

Nie zdarzyło Ci się nigdy nie powiedzieć komuś całej prawdy (w różnych sytuacjach) w imię tego by nie zadać mu bólu lub by mu go choć oszczędzić?
 
     
Samia
[Usunięty]

Wysłany: 2015-02-19, 20:33   

Oznajmilam juz nie raz Mezowi ze wszystko juz powiedzilam i ciagle rozdrapywanie ran jeszcze bardziej go niszczy....ale on dalej drazy a to wcale nie pomaga..
Ja chyba za bardzo bylam szczera w tym wszystkim, ale wrecz blagal mnie o wszystkie szczegoly, mowiac ze wtedy da mi moze szanse wiec bylam mu winna szczerej rozmowy, oboje bylismy pod wplywem ogromnych emocji i tez moze to wszystko odbylo sie tak jak sie odbylo....ja bylam spanikowana wrecz, w trakcie rozmow docieralo do mnie jak bardzo go skrzywidzilam, jak strasznie sie pogubilam i jakie sa skutki.

Najgorsze jest to ze ja w trakcie zdrady nie czulam sie z tym szczesliwa a pomimo tego ciagnelam to, gdy juz zaczelam sie tym bardzo stresowac, dochodzilo do mnie ze podle postapilam, zaczelam palic papierosy choc juz 2,5 roku wczesniej skonczylam z nalogiem, zrobilam sie jeszcze bardziej nerwowa ale juz sie miotalam czy to zdrade ukrywac juz do konca zycia i babrac sie w klamstwie czy jakos wyznac nie wdawajac sie zbytnio w szczegoly....ale los chcial inaczej, gdy jeszcze w glowie moje mysli sie gotowaly, Maz sam odkryl zdrade a wtedy ja spanikowalam i wyszlo jak wyszlo, jestem bardzo emocjonalna osoba i nie dalam rady usiasc odrazu i bez przekraczania tej czerwonej linii o tym opowiadac....strasznie zawinilam, nie potrafie sobie z tym poradzic....wyrzuty sumienia mnie przygniataja, jak moglam byc taka podla osoba, nigdy nie chcialam nikogo skrzywdzic a skrzywdzilam najwazniejsza osobe w moim zyciu, i moje dzieci kochane, niczemu winne, jak moglam tak skomplikowac nam zycie ktore i tak nie bylo latwe, ale jak teraz patrze na to wszystko to bylo dobre...
Maz mnie kochal calym sercem choc moze tego nie okazywal zbytnio, moze przez swoje slowa w klotniach pokazywal inaczej.. a teraz tak cierpi, tak ciezko mi na niego patrzec i ta swiadomosc ze to ja sie przyczynilam do jego cierpienia a mialam byc ta osoba na dobre i zle, zdrady nic nie tlumaczy, kazdy kryzyz mozna inaczej rozwiazac a nie taki cios, i kto to mowi....ja....czuje sie zlym czlowiekiem

Maz nie radzi soie, topi smutki w alkoholu, martwie sie o Niego, zalezy mi na Nim,,,On caly czas mi mowi ze mi tego nigdy nie wybaczy, ze widzi swoje bledy i strasznie go one tez bola, ale zdrada to zdrada....ciagle przeraza go wizja ze ludzie sie dowiedza i bedziemy wysmiewani, nie ma na nic sily, strasznie cierpi :(
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group



Grupa Wsparcia "Samarytanka" >>












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


Poniższy wzór ma charakter orientacyjny i nie zastępuje porady prawnej. W odpowiedzi na pozew warto odnieść się do wszystkich twierdzeń pozwu i zadbać o to, aby nasza odpowiedź była zgodna z prawdą.



W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 10