Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Ciag dalszy...świadectwo trochę inaczej...
Autor Wiadomość
aksamitka
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-23, 09:31   

Jeśli ktoś z każdym kolejnym razem pokazuje, że niczego go te doświadczenia nie nauczyły, że ufasz mu na własną odpowiedzialność, bo dla niego nierozerwalność małżeństwa nie ma żadnego znaczenia, bo w życiu nie można się męczyć....

Co gorsza, deklaracje z mojej strony, że dla mnie to ma znaczenie i do końca życia mam zamiar pozostać wierna swojej przysiędze powodują (takie mam wrażenie) upewnienie dla drugiej strony, że można się bawić do woli, bo druga strona i tak czeka, i jeśli tu znów nie wyjdzie, to jest do czego wracać. Mój mąż nieraz przytaczał mi przykład znajomych, którzy się rozwiedli, a później jednak do siebie wrócili. Takie przekonanie, że zawsze można wrócić.
To jest moim zdaniem wykorzystywanie naszej wiary i możliwości przebaczenia, bez wniosków, bez konsekwencji. Czy takie ciągłe przebaczanie nie spowoduje, że za kolejnym razem nasz organizm naprawdę odmówi posłuszeństwa? Ile człowiek jest w stanie znieść?

Dla mnie ta sytuacja jest dramatyczna. Nie widzę tu żadnych możliwości jej rozwiązania.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-23, 12:37   

aksamitka napisał/a:
Co gorsza, deklaracje z mojej strony, że dla mnie to ma znaczenie i do końca życia mam zamiar pozostać wierna swojej przysiędze powodują (takie mam wrażenie) upewnienie dla drugiej strony, że można się bawić do woli, bo druga strona i tak czeka, i jeśli tu znów nie wyjdzie, to jest do czego wracać.


Jęsli ktoś tak mówi "będę Ci wierna do śmierci" to czy można się dziwić, że druga osoba to wykorzystuje?
Wierna żona i przystań do której się wraca, gdy np kochanka pogoni....czego chcieć więcej.
 
     
Jacek-sychar
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-23, 12:43   

grzegorz_ napisał/a:
Wierna żona i przystań do której się wraca, gdy np kochanka pogoni....czego chcieć więcej.


Dla wiarołomnych małżonków może i tak.
Dla większości osób - to standard, że jest się wiernym i oczekuje wierności.

Chociaż zastanowiłem się, czy w obecnych czasach jest to jeszcze większość, czy już mniejszość. :-(
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-23, 12:49   

Jacek-sychar napisał/a:
grzegorz_ napisał/a:
Wierna żona i przystań do której się wraca, gdy np kochanka pogoni....czego chcieć więcej.
Dla wiarołomnych małżonków może i tak.


Z takimi na forum mamy do czynienia.
W zdrowych związkach nikt deklaracji wiernosci nie składa, ponieważ jest to oczywiste
 
     
moc nadziei
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-23, 12:59   

grzegorz_ napisał/a:

Jęsli ktoś tak mówi "będę Ci wierna do śmierci" to czy można się dziwić, że druga osoba to wykorzystuje?


Kłopot w tym grzegorz, że jeśli decydujesz się na sakrament małżeństwa, i wchodzisz w to, i znajdujesz się w pewnym momencie życia przed ołtarzem i Tabernakulum, z drugim człowiekiem u boku, i księdzem z boku - no to Twoje usta wypowiadają dokładnie te słowa, w dodatku najpierw mówisz "PRZYSIĘGAM".

W przysiędze małżeńskiej nie ma żadnej gwiazdki. Żadnego nawiasu. Żadnego dopisku małym druczkiem. NIC poza jej bardzo trudną treścią.

Co się potem zrobi z tymi własnymi słowami, z własną przysięgą - każdy decyduje sam. Jedni od razu ją łamią i poświęcają w imię nowego szczęścia. Inni nie chcą słyszeć o tym, że tam nie było gwiazdki i przypisu dotyczącego zdrady i przemocy. "Niemożliwe, na pewno była, a jak nie to trzeba dopisać, przynajmniej ja do swojej dopisuję!".
Inni znajdują usprawiedliwienie: obruszają, jak to można się odnosić do swojej decyzji sprzed np. 20 lat, gdy w dodatku jeszcze było się wtedy zakochanym, no to niepoważne.. Inni tę przysięgę naruszają, a potem reflektują się i próbują odbudować. Inni decydują się od razu trwać przy niej jak skała, to dla nich oczywiste. Część z nich jeszcze zmieni zdanie...
Wszyscy z nich - każdy z nas - jest z tym sam. Sam wobec Boga.

Co zrobimy - takie poniesiemy konsekwencje. Ale zawsze pierwotnym odniesieniem jest ta najtrudniejsza przysięga, którą każdy z nas złożył, i to dobrowolnie.....
A ona właśnie brzmiała: Ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską do końca życia.
Nie inaczej, właśnie tak.


---
Rozmawiałam ostatnio z osobą uważającą się za "chrześcijankę ale nie katoliczkę", chociaż ochrzczoną i wychowaną w wierze KK. Powiedziała: Tak, przysięga małżeńska jest bardzo trudna tak naprawdę, nie do spełnienia. Dlatego ja jeśli znajdę męża, to chyba wezmę ślub gdzieś we Francji czy po prostu za granicą. Słyszałam, że tam treść przysięgi jest jakaś inna, taka łatwiejsza. To chyba tylko u nas jest takie przywiązanie do tradycji".
:roll:
 
     
Jacek-sychar
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-23, 13:00   

grzegorz_ napisał/a:
Z takimi na forum mamy do czynienia.


Mam nadzieję Grzegorzu, że masz na myśli tych, o których tutaj najczęściej piszemy a nie tych, którzy tutaj piszą. :mrgreen:
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-23, 13:13   

Jacek
Mam na myśli tych wszystkich mężów, którym żony przebaczają n-razy bo sakrament, ale często
bądźmy szczerzy pobudki są znacznie bardziej przyziemne, np finanse.

Moc Nadziei
Jaz zwykle zapodajesz idealistyczne podejście religijne. Na dodatek zakładające, że wszyscy są tacy religijnie oświeceni, także Ci wiarołomni mężowie.
Ja natomiast chodzę bardziej po ziemi niż bujam w chmurach, albo jak kto woli w niebie.
Mąż zdradza raz, drugi, wraca i nic....może co najwyżej trochę cichych dni, ale widzi, że żona i tak szcześliwa że raczył łaskawie wrócić.
Potem spotyka kolejną panienkę i kalkuluje....w sumie co mi zależy. Może to będzie TA jedyna, a jak nie...to wrócę sobie pod ciepłą kołderkę żony.
 
     
aksamitka
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-23, 13:59   

I oto mi właśnie chodzi. W imię źle pojmowanej przeze mnie miłości, sama dawałam mężowi przyzwolenie na takie a nie inne zachowanie.

Nie jestem nikim, zasługuję na to, żeby być kochaną i szanowaną. Niestety deklaracje w stosunku do małżonka, który opuszcza, pt. tęsknię, dla mnie ta przysięga obowiązuje aż do śmierci itd. wywołuje skutek zupełnie odwrotny od zamierzonego. Dokładnie tak, jak panowie mówią.

A żebranie o miłość jest po prostu poniżające. Można walczyć o małżeństwo, ale nie można przy tym stracić godności. A ja to właśnie robiłam, swoimi głupimi i naiwnymi deklaracjami miłości. Zawsze miałam w głowie, że skoro dzwoni, to się martwi, bo co prawda nie mieszka ze mną, ale nie chce być moim wrogiem. O naiwności i głupoto moja! Nasze pojmowanie miłości bliźniego wykorzystywane jest w takich sytuacjach na milion sposobów. Przykre to, ale niestety prawdziwie.

Nawet ks. Dziewiecki w jednym z kazań powiedział, że ostatnią rzeczą jaką możemy okazać osobie, która nas opuściła jest nasz ból czy tęsknota, gdyż to staje się tylko pożywką, która ich umacnia. I to jest szczera prawda.

Szkoda, że dopiero po czasie widzę, jak własna głupota i niewiedza przyczyniły się do takiego stanu rzeczy. Jak mężczyzna ma szanować kobietę, kiedy ona sama nie szanuje siebie???
 
     
Metanoja1
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-23, 14:52   

Niekiedy niezwykle trudno jest postawić jakieś rozsądne granice mieszkając wspólnie. Ja bym powiedziała, że to wręcz niemożliwe. No bo jakie postawisz? Mąż mówi, że Cię nie kocha, upadla Cię, poniża, wykorzystuje Twoją wierność, miłość, a kobieta dalej pod jednym dachem to znosi. O utratę własnej godności wówczas nietrudno. Jak egzekwować szacunek? Nie da się. I dlatego jest coś, co się nazywa separacja. Uważam, że to jedyne rozwiązanie i czasem jedyny sposób postawić konkretną i właściwą granicę.
 
     
aksamitka
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-23, 20:25   

Ponieważ jeszcze całkiem niedawno byliśmy z mężem w trakcie adopcji postanowiłam sobie, że kiedy już ochłonę i dojdę do siebie zaadoptuję dziecko jako osoba samotna. Byłabym samotną matką. Takie sytuacje są dopuszczalne. Jest tylko jedno ale. Skoro wcześniej byłam w związku małżeńskim to teraz do takiej adopcji muszę być po rozwodzie.

Coraz częściej zastanawiam się jakie plany ma Pan Bóg na to moje życie. Czy naprawdę pisana mi jest samotność? Czy tylko tak mogę wypełniać Jego wolę? Póki co muszę cierpliwie czekać, bo na razie nic nie rozumiem. Moje pomysły na życie też na chwilę obecną są nie do zrealizowania.
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-23, 22:48   

Cytat:
Czy cały czas walczycie z tym samym zapałem i wiarą? Nie korciło Was nigdy chociażby sprawdzenie ważności małżeństwa.

Aksamitko...."korciło"....to chyba złe słowo,ale tak...miałam takie myśli.
Myślałam,mówiłam również o separacji i rozwodzie.
Mówiłam..... nienawidze,niech Cie szlag...mam dość,nie chce....to koniec.
Zebrałam dowody,popytałam tu i tam,nawet pozew o separację zaczęłam pisać....
i na tym sie skończyło.

Minał pierwszy szok,ucichły emocje i wkroczył Bóg...w końcu sama Go o to prosiłam.
Nie ...nie prosiłam napraw mi męża,błagałam....pomóz mi,podpowiedz,wskaz mi drogę.....
Dalej już znacie.

Na pytanie,czy cały czas "walczyłam" z takim samym zapałem i wiarą?....odpowiem...
Z perspektywy czasu wydaje mi sie,że ja chyba nie "walczyłam",ja robiłam swoje,z wiarą w Boga oczywiście,w małżeństwo niekoniecznie.
Zapał raz był,raz nie i wydaje mi sie ,że w takiej sytuacji to chyba normalne.

Co do zbadania ważności małżeństwa....
Aksamitko...jeśli masz watpliwości,masz i taką możliwość daną prze Kościół... i... nikomu nic do tego.
Ważne aby to działanie było szczere,zgodne z własnym sumieniem,przemyślane i przemodlone.

Cytat:
Podczytuję Was. Odnośnie zaufania też się nad tym wielokrotnie zastanawiam. Doszłam do wniosku, że zaufania nigdy już nie będzie raz straconego.

Metanoja....zaufanie naprawdę bardzo trudno odbudować,to długi proces podobnie jak wybaczenie,chociaż......moim zdaniem znacznie trudniejszy do zrealizowania.
Jak wybaczenie to nasza decyzja i zależy tylko od nas,tak zaufanie w dużej mierze zalezy od drugiej osoby i........ od naszych oczekiwań,ktore czasem niestety bywają wygórowane.
Uważam,że bezgraniczne ufanie komuś,kto przez lata okłamywał,zawodził,krzywdził,naprawiał się ,obiecywał i znowu zawodził,naprawiał i tak w kołko.....jest bezpodstawne,bezsensowne,naiwne i krzywdzące.
Dlatego nie ufałam i nie ufam....mam jedynie nadzieję.
Czy brak zaufania przeszkadza mi w miłosci?....NIE.
Dla niektórych dziwne.....dla mnie kiedyś również takie było.
----------------------------
Cytat:
Mam na myśli tych wszystkich mężów, którym żony przebaczają n-razy bo sakrament, ale często
bądźmy szczerzy pobudki są znacznie bardziej przyziemne, np finanse.

Grzesiu......mam wrażenie,że nie wiesz czym jest przebaczenie.
Przebaczenie nie ma nic wspólnego z sakramentem,bo gdyby miało to w takim razie po co przebaczać np rodzicom,przyjacielowi,sasiadowi.....itp.
Nie łączy nas przeciez sakrament z tymi ludźmi?

Cytat:
I oto mi właśnie chodzi. W imię źle pojmowanej przeze mnie miłości, sama dawałam mężowi przyzwolenie na takie a nie inne zachowanie.

...i czyj to problem Aksamitko?
Nie tylko Twoj mąz zmiany wymaga,ale również TY!

Cytat:
Nie jestem nikim, zasługuję na to, żeby być kochaną i szanowaną. Niestety deklaracje w stosunku do małżonka, który opuszcza, pt. tęsknię, dla mnie ta przysięga obowiązuje aż do śmierci itd. wywołuje skutek zupełnie odwrotny od zamierzonego. Dokładnie tak, jak panowie mówią.

...i racje panowie mają.

Aksamitko,czy Ty korzystałas z jakiejkolwiek terapii???
Jesli nie,to moze czas zacząć!
 
     
Metanoja1
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-24, 15:02   

Leno, to my podobne jesteśmy, bo ja się wiele razy zastanawiałam, gdyby się okazało, że jest możliwe do siebie wrócić, co z tym zaufaniem. I wiem, że w moim przypadku to nawet nie mam co myśleć o tym, by odbudowywać zaufanie. Nie będzie z mojej strony zaufania nigdy więcej. Dzięki za potwierdzenie, że da się żyć w postawie "kocham, choć nie ufam". Również myślałam o "nadziei" zamiast zaufaniu :-) Ja mam taką postawę, że jeśli ktoś zawiódł, to nie ma co on wymagać i oczekiwać, by mu się zaufało ponownie, to tupet wręcz na to liczyć w ogóle, pycha. Gdyby Pan Bóg chciał nasze drogi połączyć to również nie oczekiwałabym zaufania mi ze strony męża (on też mi nie ufa - bo go nagrywałam dyktafonem :-| , ale musiałam mieć dowody). I tak sobie poukładałam w głowie problem z zaufaniem, który mnie zawsze męczył, że nawet terapeuci nie wiedzieli, jak tu pomóc. Miłość daje wolność również i w tym - ufasz to ufasz, nie ufasz, to nie ufasz. Brak zaufania to konsekwencja grzechów, złego postępowania, uszczerbek w relacji, który trzeba znosić.
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-25, 23:16   

Dokładnie....
Kocham mimo wszystko....mimo krzywdy,mimo braku zaufania...tego właśnie nauczyłam sie tutaj na forum.
Kocham,ale krzywdzić się nie dam.....
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2015-03-26, 09:03   

aksamitka napisał/a:
Jeśli ktoś z każdym kolejnym razem pokazuje, że niczego go te doświadczenia nie nauczyły, że ufasz mu na własną odpowiedzialność, bo dla niego nierozerwalność małżeństwa nie ma żadnego znaczenia, bo w życiu nie można się męczyć....

Co gorsza, deklaracje z mojej strony, że dla mnie to ma znaczenie i do końca życia mam zamiar pozostać wierna swojej przysiędze powodują (takie mam wrażenie) upewnienie dla drugiej strony, że można się bawić do woli, bo druga strona i tak czeka, i jeśli tu znów nie wyjdzie, to jest do czego wracać. Mój mąż nieraz przytaczał mi przykład znajomych, którzy się rozwiedli, a później jednak do siebie wrócili. Takie przekonanie, że zawsze można wrócić.
To jest moim zdaniem wykorzystywanie naszej wiary i możliwości przebaczenia, bez wniosków, bez konsekwencji. Czy takie ciągłe przebaczanie nie spowoduje, że za kolejnym razem nasz organizm naprawdę odmówi posłuszeństwa? Ile człowiek jest w stanie znieść?

Dla mnie ta sytuacja jest dramatyczna. Nie widzę tu żadnych możliwości jej rozwiązania.


miałam podobne dylematy

tylko, że tutaj nie chodzi własnie o to, że mąż może wrócić kiedy chce, jak chce i na swoich/ straych warunkach.
Tutaj chodzi o postawę: kocham Cię, dla mnie jesteś ważny, ale w takiej postaci, jak teraz funkconujesz nie możemy być razem, ponieważ to godzi w twoją godność i moją. Dopóki nie zdecydujesz się pracowac nad sobą i zmieniac swojego zachowania nie możemy byc razem. To jest właśnie ta forma "separacji" dopuszczona przez Kościół.
Ja tak przedstawiłam sprawę mojemu mężowi.
Cały czas utrzymuje, że będę go wspierać w dobrym, sama też pracuje nad sobą, ale krzywdzic się już nie pozwolę. To jest zmiana, która dokonała się u mnie w sposobie myslenia.
Gdybym pozowliła na powrót męża na starych zasadach wrócilibysmy do "starych" zachowań i nic by sie nie zmieniło. Żeby zacząć żyć na nowo, najpierw samemu trzeba to "nowe" odkryć,i sie nauczyc zyć po nowemu. Potem jest szansa na małzonka.
Odchodził i wracał, a gdy ostatnim razem nie pozwoliłam na powrót żalił się, że jestem zła bo go wyrzuciłam z domu.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group



Grupa Wsparcia "Samarytanka" >>












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


Poniższy wzór ma charakter orientacyjny i nie zastępuje porady prawnej. W odpowiedzi na pozew warto odnieść się do wszystkich twierdzeń pozwu i zadbać o to, aby nasza odpowiedź była zgodna z prawdą.



W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 9