Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Ciag dalszy...świadectwo trochę inaczej...
Autor Wiadomość
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2010-07-31, 00:02   

Bóg ma swoje sposoby by pewne rzeczy przekazac

Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile prawdy zawarte jest w tym stwierdzeniu.
Nie przypuszczałam ,że kiedyś o tym napisze.....wiedziały o tym tylko dwie zaufane osoby,przyjaciele z tego forum.Niech będzie to dowodem na to,że nie zmyslam.

Kiedy było między nami dobrze....wtedy po Lesniewie.....miałam dziwny sen....
Bardzo krótki i bardzo wyrazisty.......błekitne niebo i Bóg...tak..wiedziałam,że to Bóg... starzec z białą broda pośród chmur...oślepiający blask i te słowa......to jeszcze nie koniec....nic więcej.
Jak to....dlaczego teraz.... o co chodzi....nie mogłam zrozumieć.

Dziś wiem,że to był przekaz....coś jeszcze muszę zrobić , tylko co?
Dni płynęły, a miedzy nami było coraz gorzej.
Boże, błagałam nieraz....czego odemnie jeszcze chcesz, co mam zrobic,co będzie z nami dalej.....pomóż mi, podpowiedz ....
dreszcz przechodzi mnie po plecach.....za kazdym razem ten sam sen......mąż,albo mnie bije(co nigdy nie miało miejsca) albo dręczy psychicznie, szydzi, wysmiewa......cierpię.
Z czasem zrozumiałam.......
Bóg jest wielki!

W między czasie dwukrotnie śniła mi się zmarła mama mojego męża....w białej szacie, unosiła sie nad ziemią pośrod chmur...ta sama sceneria co w poprzednim śnie...i jej słowa.....zostaw go,z nim cos złego sie dzieje,nie mogę do niego dotrzec...i na koniec przerazające słowa ....nie będziecie razem,jeszcze tylko .....tyle i tyle dni.
Znam datę...to już niedługo..strasznie się z tym męczyłam...sama....

Dziś jesteśmy razem i wierzę ,że tak juz pozostanie.
Najgorsze za nami.
Miałam zawalczyć o siebie, tylko o siebie....i zrobiłam to.

Tyle....nie sądziłam,że kiedyś będę w stanie komuś jeszcze o tym opowiedziec.
Wiele mnie to kosztowało.

Koniec na dzisiaj.
Dobranoc wszystkim.
 
     
katblo
[Usunięty]

Wysłany: 2010-07-31, 00:05   

Dziękuję że dodałaś mi wiary że to ma sens, że za ileś lat też będę mogła napisać "jesteśmy razem"
Podsunęłaś mi coś, co zrobię na pewno, jak tylko mąż znów się pojawi...
 
     
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2010-07-31, 09:27   

lena napisał/a:
Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile prawdy zawarte jest w tym stwierdzeniu.


Poznałem Leno to prawde...kiedyś wchodząc na to forum...nie zdawałem sobie sprawy,co mnie pchneło i po co??? mnie osobe niewierzaca,mnie osobe w jakiej brak wiary w cokolwiek z wyjątkiem siebie i swych madrości.
Czlowieka jaki według siebie ma wszystko na miejscu.

Dlatego dzis wiem jak niezbadane sa drogi i sposoby Pana-jak stawiając mi kolejno ludzi na forum-dawał mozliwośc pokazania jaki jestes pokretny,jaki zakłamany,jaki pusty w srodku.

Nie dawał mi uciec mimo ze wiele razy odchodziłem,rzucałem wszystko forum,rodzinę,pracę,nawet nasz kraj-mam dośc i koniec.

Cos mnie pchalo i cos ciagle dawało to odkrywanie prawdy-słowa nieraz gorzkie tu na forum.
Dzis wiem czemu nałóg,El,Ola2 i wielu innych znajomych z forum stawali na mej drzodze.
Czemu odkrywali prawde jaki jestem,jak mnie widzą.
Zmeczyłem swa osoba wielu ludzi-ehhhhhh najbardziej w tym wszystkim osobe najblizszą memu sercu.
A pzrecież sam mówiłem najbliższa sercu-jakiemu sercu.
Temu sercu zła bicia słowenego we wszystkich.
Leno zanim stała sie rzecz jakiej wtedy nie zrozumiałem (wyrzucenia mnie z forum)
Bóg doprowadził mnie na program 12 kroków.

Po wydaleniu mnie z forum czułem żal,złośc,poczucie niesprawiedliwości-ale nie czułem jednego nic nie zrobiłes ze sobą.
Kilkukrotne próby rejestracji na forum w tym czasie -odkrywały sie na nowo konczac blokadą.

Wiedziałem że cos w tym jest ,cos na rzeczy -dostałem czas,dostałem sposob na wskazanie mi realizuj się.

I nagle po czasie zapraoszenie na forum -mozliwośc powrotu.
Po co?? Bóg tak zadziałał-dał mi czas ,czas 12 kroków
odkrycia siebie na nowo,wlania we mnie wartości jakich nigdy nie miałem
-pomocy innym
-mówienia prawdy
-łzy w moim normalnym facetowym oku
-żalu na ludzka krzywdę
-ciepła serca i spokoju

Ten sam Bóg doprowadzając mnie tu spowrotem dał mi mozliwośc uczenia,utrwalania tego co weszło we mnie poprzez program 12 k.
Pozwolił mi wspomagać forumowe 12 k,spotykac sie z ludzmi,poznawac nowe wartościowe twarze.

Bym sie wciąż uczył,brał od ludzi i dawał -tak wciąz robiąc miejsce w sobie na nowe.
Tak dzis wiem program 12 k to była deska -ostatnia deska mego ratunku...mego człowieczenstwa.

Ludzi jacy mnie znaja na codzien twarz w twarz....wiedza że program stał sie moim życiem ,bo bez niego tak łatwo wrócic skąd sie przyszło.

Najbardziej raduje sie moje serce że kiedys na mej drodze stanął nałóg-stal sie dla mnie w pewnym sensie autorytetem prawie jak ojciec.
A od własnego ojca nie dostałem nigdy tyle wartości.
Tak leno wszystko było po to by odkryc we mnie dobro,wrazliwośc bym z tym poszedł w świat.

Bym pośród tych zgliszczy jakie wyrzadziło moje zło kolejno szukał tych co byli kolo mnie.
Bym miał sznse pokazywac im jakim mozna byc,jaki własciwy jest człowiek.
Dlatego nie lubie tak bardzo slowa walka-bo kojarzy mi sie z ta moja walka ze wszystkimi i ze sobą.
Choć to własnie była walka-o człowieczeństwo.
Dizs w ruinach jakie pozostały kolejno odszukuje tych co zagubiłem..rodzicow,dzieci...
mam szanse swoja postawa pokazać jaki jestem,maja mozliwośc uczyc sie tego co wlał we mnie program.
Czy odszukam wszystkich -nie wiem...ale wiem ze mam iśc i powoli odnajduję.
A tych co znajduję chca że mna iśc dalej-bo czują sie ze mna inaczej.....
Wiem tylko ze cały czas Bóg chce bym był w tej dzodze i jestem i nie spocznę
Mam nadzieje i wielka wiare że odnjde WSZYSTKICH

sorry ze zasmieciłem twoje swiadectwo......ale dwa razy zastanawiałem sie pisac..czy nie ..lecz cos pchało....do tego pisania...

pozdarwiam i Pogody Ducha dla Ciebie i całej twojej rodziny Leno
 
     
annamaria64
[Usunięty]

Wysłany: 2010-07-31, 10:14   

Norbert, wspaniale, że napisałeś.To świadectwo pokazuje jak Bóg "szuka zagubionych" jak chce mieć Ich przy sobie...
Bardzo mnie wzruszyły Twoje słowa i dodały wiary...
Dziekuję.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2010-07-31, 16:09   

Leno...Norbert............ jak w "Śladach na piasku" był podwójny ślad a potem długo tylko jeden..........a od jakiegoś czasu znowu są dwa...............Bo już Jezus nie musi targać na plecach ani Leny.......ani Norberta.
Miło czytać ,że chciało się Wam_ i Tobie Leno, i Tobie Norbert -chcieć zrobić jeszcze ten jeden wysiłek............... jeszcze raz stanać w postawie "wybaczam".
Leno.......dość często wspominałem Ciebie............. zniknełaś nagle........... informując że odchodzisz.........chyba nawet jakieś "zwarcie" było.
Ale dobrze że jesteś.
Życzę Ci/Wam .....całej rodzinie aby Pogoda Ducha Was nie opuszczała.
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-04, 00:59   

Witajcie...
Kilkakrotnie obiecywałam,ze napisze co u nas, że juz niedługo, że wkrotce.....
Nadszedł ten czas....

Na początek może kilka cytatów....
Ps.
Lena.......... a może pokusisz się o świadectwo z tego fragmentu swojego życia gdy miałaś największe wachania?co zrobić?w którą stronę pójść............w stronę przepracowania kryzysu,wybaczenia czy pograżenia się w żalu,złości,w poczucie krzywdy.W rozstanie,w pozostaniu w niewybaczaniu..............
Bo tamte emocje,pokazanie ich będą /moga być -wg mnie- bardzo pomocne w podejmowaniu decyzji przez innych o kierunku działania,o wyjściu z "kącika żalu,krzywdy i bólu" ........... mogą pomóc innym ............


Nałogu....w głowie huczało.....zostaw go,wywal z domu,to....i tu przeróżne epitety,odpłać,zemścij sie...niech poczuje jak to jest.Serce zaś krzyczało...NIEEEE....
Jest płacz,sa wyzwiska,szarpanina...człowiek zwyczajnie nad soba nie panuje.Świat staje w miejscu,zycie nie ma sensu.....czasem robi się głupie rzeczy(o tym pisałam wcześniej)
Ból,rozpacz,ogromny żal,przeplatany złoscią,nawet chyba nienawiścią,huśtawka nastrojów,okresowe euforie....jednym słowem koszmar.
Koszmar ,ktory trwał za długo(blisko 4 lata),a trwał ponieważ mąż nagminnie przyśpieszał,ponaglał,tracił cierpliwość....bo miało być szybko i bezboleśnie.
Oczywiście nie było, więc do tego wszystkiego doszły grożby,szantaże,obwinianie....czyli.....przysłowiowy gwóźdź do trumny.
Jak przetrwałam?........myslę,że nie ma jakiegoś sprawdzonego sposobu,poza jednym.....Boże pomóz,prowadź,dodaj sił prosiłam... i pomagał,prowadził,wskazywał drogę w przeróżny sposób.
Jesli moge cos radzić...
Kochani zdradzeni.....dajcie sobie czas,czas niezbędny do przeżycia tych wszystkich emocji....bez nich nie da sie przejśc do kolejnego kroku.Nie popełniajcie tego samego błędu co ja...nie zmuszajcie sie do niczego,nie przyśpieszajcie pod czyjąś presją,bo cos zakończył,bo sie poprawił,bo otoczenie....to tak nie działa.
Wszystko ma swój czas.
Zdradzający.....badźcie cierpliwi,nie ponaglajcie,nie naprawiajcie związku na siłę....najpierw naprawcie siebie.
Od was,od waszej postawy głownie zalezy co i jak będzie dalej.
Wkurza mnie kiedy czytam....bo juz od miesiąca, dwóch, od pół roku nic się nie zmienia,a ja tak sie staram.
No kochani....psuło się długo,więc i długo będzie się naprawiać.Konsekwencje.
Żałuję,że mój mąz nie chce sie skusić,aby wejść,napisać....myslę,że się wstydzi,a szkoda.
Dziś na pytanie....czy warto było tak się szarpac,obwiniać,grozić....odpowiada NIE,dodając jednak....wtedy się nie myśli i robi wszystko,zeby tylko nie stracić......chwyta się różnych sposobów.
Naprawdę ...wielka szkoda,że nie chce sie podzielić swoim doświadczeniem :(

jak Ci sie dzielna kobieto udalo zachecic meza do terapii ( to moje marzenie)?

Danusiu.....ja nie zachęcałam jakoś specjalnie, ja postawiłam warunek(to był okres,kiedy akurat byłam silna),okres w ktorym mąż zawiódł mnie ponownie...albo idziesz na terapie,albo żegnaj.
Nie zawsze się sprawdza, sa rózne przypadki,czasem wbrew oczekiwaniom moze zadziałać odwrotnie.....więc ostrożnie.
W tamtym okresie byłam w miare upotrządkowana i zdecydowana na wszystko.....będzie co ma być.
Myśle,że to właśnie jest najważniejsze....być przygotowanym na każdą ewentualność.

Mam jeszcze jeden cytat w zanadrzu,ale ten pozostawiam na koniec.

Co działo się dalej od chwili ostatniego postu.....

Wakacje 2009....zgrzyt na wczasach....dalsze pól roku jakby wyrwane z zycia.
Bardzo cieżki okres dla mnie...poddałam się.
Mąz sie nie zmieni.....obiecywał....zawiódł.
Dostałam takiego kopa jak nigdy,nawet jak dowiedziałam się o zdradzie było łatwiej.
Totalna załamka.....bezsenność trwająca pół roku....dosłownie....czasem 2-3 godziny na dobę.
Wysiadało serce, żołądek,po kolei każdy organ.
Nie miałam siły na nic, czułam ,że zbliża sie koniec.
Boże co się stanie z moimi dziećmi.....męża miałam juz w d.....sory administratorze, nie banuj mnie za to.
Brak pomocy, wsparcia....
Byliśmy razem,ale zupełnie osobno.
Boże co mam robic,co dalej?....i.....znowu wiadomy sen.....dostałam wciry od meża, jego oddalenie, mój płacz....
Zrozumiałam....czekanie na nic sie nie zda, muszę działać.....muszę zadbać o siebie, zająć sie tylko i wyłącznie sobą.
Znalazłam psychologa i psychiatre....i...to im zawdzieczam zycie.
Przestań się bać,nie zrobiłaś nic złego...i....jesli juz to bać powinien sie twoj mąz.
Niewiem ...ale podziałało,w swietle gróżb,szantażów...podziałało.
Terapia,leki zrobiły swoje.
Podniosłam się, odzyskałam swoją wartość....zdrowiałam.
Zaczynało być pieknie,do momentu,az ni stąd ni z owąd mąż nagle stwierdził,że się nie uda.
No szok. O co chodzi....znowu?....teraz kiedy zaczyna sie układac?
Mąz zostawił list i obrączke......to koniec,zrozumiał ,że sie nie uda,że nie zginę,że będzie mi płacił wystarczajaco duzo i pod koniec roku sie wyprowadzi,ale do tego czasu muszę go tolerować.Oczywiście jak wczesniej dyspozycje...nie gotuj, nie pierz...
No zwariowałam i....nie powiem...wściekłam sie....bo...ileż kurna można.
Potem przyszedł śmiech...no wariat, czy ja chcę żyć z kimś takim....chyba nie.
Zgodziłam sie na wszystkie warunki, oprócz tych odnośnie prania i gotowania, bo jakże...facet zarabia, daje kase,więc jakże, cóż za problem ...i tak gotuję i piorę.
Jest Ci źle,chcesz odejśc...oki,obyś znalazł to czego szukasz,bądź szczęśliwy.
Tydzień.
Tydzień trwało jak stwierdził,że nie potrafi od nas odejść ,bo nas kocha.
...i zrozum faceta,ponoc kobieta jest nie do zrozumienia.

Poważnie....dlaczego taka jego decyzja?
Podczas cudownego wieczoru, po kilku drinkach z męzem...przyznałam sie,że byłam na imprezie, dyskotece,(po raz pierwszy w życiu),że kiedyś,kiedy mnie olał zupełnie,kiedy i mnie było już wszystko jedno spotkałam się z kimś......
W ostateczności spamietałam sie i powiedziałam NIE,bo jestem męzatką...szczęśliwie trafiłam na typa,ktory przyjął do wiadomości i na tym się skończyło.

To był powód,bo jak to...moja zona?????????????
ano tak mój panie....a co....Twoja żona z innej gliny czy jak.
Jest takim samym człowiekiem jak Ty.....i tez może sie zapomnieć.
To było głupie wiem, ale tak właśnie sie dzieje....sprzecznośc mysli i czynów po zdradzie.
Dzieki Bogu nie narobiłam poważniejszych głupot....dzieki Ci Panie.

Dziś....od tego czasu minął rok, wyremontowaliśmy całe mieszkanie, cos nowego....cos co cieszy nas oboje.
Wciąż jestesmy razem....dogadujemy sie,kochamy i jestesmy szczęśliwi.

i tu ostatni cytat...mój własny....
Kiedyś napiszę...jestem nie tylko szczęśliwa osobą, ale i w pełni szczęśliwą mężatką....i ..razem trorzymy prawdziwą, szczęsliwa rodzinę.

.....i stało się!
 
     
Grażka
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-04, 07:56   

Dziękuję Lena
za świadectwo,za szczerość,za nadzieję...
Że uda się!
Ty miałaś kryzys 4 lata ,ja nawet jeszcze nie dwa,więc uda się:) tylko trzeba czasu. Boże dopomóż,ja też kiedyś napiszę świadectwo...
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-04, 07:59   

Chwała Panu
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-04, 09:20   

Lena............ dziękuję Ci za to świadectwo
lena napisał/a:
Jest Ci źle,chcesz odejśc...oki,obyś znalazł to czego szukasz,bądź szczęśliwy.

Otwarta klatka............. ale do takiej postawy tez trzeba dojrzeć.Im szybciej ....tym lepiej.Ale każdy ma swój czas.Swoją drogę.Tylko w sytuacji kryzysowej czesto ta droga to dreptanie w miejscu.

Dlatego tak ważne jest to Twoje świadectwo Leno.
Pozdrów męża i pogody Ducha dla Was.Cieszę się
 
     
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-05, 09:43   

lena napisał/a:
..razem trorzymy prawdziwą, szczęsliwa rodzinę.


Leno i tak trzymajcie...bo widzicie juz sens pracy w zespole......

Leno piekne świadectwo i czytając je przychodzi mi tylko jedno do głowy.....

Bez tej EMPATI-obustronnej ani rusz....dopiero jak jedno zrozumie drugie i to dopuści w sobie.........

cel staje sie wspólny.......

pozdrawiam was z całego serca

i wciąz czekam na swój czas i moja ślubną połówkę, by wypełniła tą lukę
w mym sercu jaka powstała........ ;-) ;-)
 
     
laura_33_31
[Usunięty]

Wysłany: 2011-03-05, 13:46   

Lena , piękne świadectwo!



) Mój Boże jesteś wielki i piękny,
Najwyższy z żyjących, jesteś Bogiem miłości.
Mój Boże jesteś wielki i piękny,
Żyjący Najwyższy i obecny,
W każdym stworzeniu.


To jest refren z pieśni pt. "Mój Boże,"dla mnie potwierdzający Twoje świadectwo.
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-31, 01:52   

Witajcie Kochani po latach...
2007....wtedy dołączyłam.....to już prawie 8 lat jak jestem z Wami.
Pierwsze cztery to nieustanna walka,można by powiedzieć "gechenna"..... być,albo nie być,rozwód,separacja,ktoś nowy....i tym podobne dylematy.
Raz lepiej raz gorzej....raz euforia,raz kompletne załamanie.
Niejednokrotnie mówiłam......niem mam juz siły,nie dam rady,mam dość....wystarczy.
Znerwicowana,zchorowana,wychudzona,obolała,wykończona.....jedną nogą w grobie zdaniem lekarza.
Jak to wszystko wytrzymałam.......???
Bóg,psycholog,psychiatra.
Bóg dał wsparcie .....itp,psycholog wytłumaczył co i jak,psychiatra dał leki.
Stanęłam na nogi.....i....zaczęłam żyć.
Z mężem(tego chciałam) ,czy bez......gotowa już byłam na wszystko.
Mąz...?....hm......
Początkowo nie wierzył,coś tam jeszcze próbował,kłody pod nogi rzucał,straszył,groził.......aż skapitulował.
W końcu pojął,że żona mu sie zmieniła.
Było ok,raczej fajnie,choć jak to normalnie w małżeństwie bywa,zdarzały się i gorsze dni.....ale nic poważnego.
...i tak sielanka trwała.................do czasu,aż znowu sie rypło....znaczy,zdarzył sie ten gorszy dzień,dla męża mega gorszy(ja zawiniłam) i......się wyprowadził.
Na nic moje przeprosiny,na nic prośby synów.....
Nie powiem...cierpiałam,ale......Bóg i psychiatra zrobili swoje.
Zrobiłam co mogłam....my czekamy,ale jak nie chcesz....Twoj wybór.
Wrócił po tygodniu.......i tak żyjemy sobie do dziś....razem..

Jutro sylwester i po raz pierwszy od lat spedzamy go w domu sami.......i ......już nie możemy się doczekać,aż dzieciaki se pójdą.

Dziś jest super,jutro może być mniej super.....ot małżeństwo.

Dlaczego o tym piszę?...
.......bo wciąż czytam......czy mozna uratować małżeństwo?
Można.
 
     
helenast
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-31, 07:21   

CHWAŁA PANU ... :-)
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2014-12-31, 07:58   

Lena,
to mąz tak się wyprowadza co jakiś czas i powraca?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group



Grupa Wsparcia "Samarytanka" >>












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


Poniższy wzór ma charakter orientacyjny i nie zastępuje porady prawnej. W odpowiedzi na pozew warto odnieść się do wszystkich twierdzeń pozwu i zadbać o to, aby nasza odpowiedź była zgodna z prawdą.



W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8