Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Pomóżcie!
Autor Wiadomość
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 17:47   

joanna83 napisał/a:
„że mąż tęskni do tego typu kobiet” jest chyba nie na miejscu, prawda? Zwłaszcza , że ma żonę!


może źle się wyraziłam...nie chodzi mi o inną osobę...ale....o zonę.

Kiedyś, kiedy ja byłam w kryzysie ksiądz mi pokazał, ze mąż = wzrokowiec, chce mieć piękną żoną....hm....skoro w domu jej nie ma....takiej nie ma....to....
To było dla mnie bardzo trudne.
Bo ja miałam zdanie...że kobieta ma być skromna...taka szara myszka....
Hm....czy mąż chce miec w domu szarą myszkę ??
Człowiek ewoluuje....kiedyś mnie taka chciał....a potem....wszystko sie zmieniło....
Mogło tak być, prawda ??
Ale też z prespektywy ratowania swojego małżeństwa wiem, doświadczyłam....że nie o wygląd zewnętrzy tylko chodzi...aczkolwiek chodzi o wszystko.


joanna83 napisał/a:
Mężczyźni to leniwe samce,


Nie zgadzam się i tu moje zdecydowane STOP !!
Nie obrażamy sie tu, nie poniżamy....Joanno....przecież i Ty sama nie chcesz być tak oceniona i skrytykowana...prawda !!
Swoim stwierdzeniem m.in obraziłaś mojego męża ! Nie zgadzam się !!


joanna83 napisał/a:
zwykle kochanki, samotne kobiety szukające miłości o które nikt nie walczy



proszę Cię Joanno....obrażasz.
No i logicznie....jak to nikt nie walczy ?? Przecież masz sytuację absolutnie odwrotną.

Nie wolno nam tak wypowiadać się.
Rozumiem Twoją złość i gniew....mozna to wyrzucać...ale forma taka - nie przystoi, jest nieprzyzwoita.

joanna83 napisał/a:
Co można powiedzieć o kobiecie, która świadomie rozwala małżeństwo, chyba nic dobrego, prawda?


Raczej warto zając się sobą, zeby stawac się każdego dnia lepszą...robić to dla samej siebie, po to, zeby nasze życie...mimo kłopotów i problemów stawało sie jednak dobre, spokojne, uczciwe....z czasem i radosne.


joanna83 napisał/a:
Czemu uważasz, że silverado nie stanął przed sobą w prawdzie? Skąd to wiesz?


Silverado uważa, ze Jego żona powinna miec taką odwagę, zęby stanąć przez Nim w prawdzie...
a ja uważam...niech każdy weźmie odpowiedzialnośc za siebie samego.
Nie oczekiwać od współmałżoknka/ki....ale najpierw od siebie....na zasadzie...kto jest bez winy, niech rzuci kamieniem....
ja sie nie odważę !
EL.
 
     
joanna83
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 17:59   

Pojecie piękna bywa względne i w tym konkretnie przypadku do tej Pani się niestety nie odnosi, co nie jest tylko moim zdaniem. Ja jakoś nigdy nie uważałam siebie za skromną, szarą myszkę, a i szpetna nie jestem – tego aby dobrze wyglądać wymaga ode mnie także mój zawód. Problem mojego męża polega na tym, że jest podobnie jak jego ojciec bardzo zmienny i lubi kobiety, interesuje go seks, nowe doznania, szybkie samochody, erotyka.
Znowu źle mnie odebrałaś….. ale to wynika z nieznajomości mojej sprawy…. Nie będę Cię naprostowywać . Z moich obserwacji wynika, że mąż bardziej niż o kochankę walczy o to aby zdrada nie wyszła na jaw i o to aby pozostać w opinii innych idealny. Gdyby o nią walczył, to by się jej nie wstydził, prawda? On za daleko zabrnął i nie widzi drogi odwrotu.

Tak czy inaczej Twoje uwagi z pewnością są w jakimś stopniu cenne. Dziękuję.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 18:04   

joanna83 napisał/a:
Pojecie piękna bywa względne i w tym konkretnie przypadku do tej Pani się niestety nie odnosi, co nie jest tylko moim zdaniem.


No Joanno....to oczywiście, że każdy postrzega świat inaczej....no ale co widzi Twój mąż ??

joanna83 napisał/a:
Problem mojego męża polega na tym, że jest podobnie jak jego ojciec bardzo zmienny i lubi kobiety, interesuje go seks, nowe doznania, szybkie samochody, erotyka.


to jest uległy facet ??

Jaonno....czy dobrze poznałaś męża przed ślubem ??

joanna83 napisał/a:
On za daleko zabrnął i nie widzi drogi odwrotu.


Hm....może jakos warto Mu pokazać....przekazać, że zawsze jest droga odwrotu.Co o tym myślisz ??
Joanno....czy Ty walczysz o to małżeństwo ??
Bo raczej....należy przestać walczyć...a zacząć ratować ...co myślisz ?? EL.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 18:05   

W większości kryzysów coby nie mówić chodzi o seks.
Można się czarować, dziwić, zastanawiać, ale
ze związku w którym życie intymne jest satysfakcjonujące dla obydwu stron nikt nie odchodzi.
Inna sprawa , to przyczyny powodujące, że ta sfera nie jest ok.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 18:14   

grzegorz_ napisał/a:
W większości kryzysów coby nie mówić chodzi o seks.


eeee..tego to ja nie wiem.
Martwi mnie raczej taka frywolność....porzuca się współmałżonka...tak, bo tak....dla mnie to trudne.
Rozumiem, ze przyczyny zawsze są....ale....chciałabym, zeby ludzie byli poważni, dojrzali, dorośli....ślubowaliśmy przecież wierność....prawda. I co....tak bezkarnie....sobie robimy z tym, co chcemy.
To boli !!

EL.
 
     
joanna83
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 20:17   

EL – mąż był zawsze skryty i niestety nie potrafił rozmawiać, informować o swoich potrzebach, a każdą próbę rozmowy traktował jako atak, został wychowany w przeświadczeniu swojej idealności, jako osoba bez wad. Do miłości podchodził raczej mechanicznie, kiedyś stwierdził że on nie wie co to znaczy kochać ale nie bardzo chciał się nauczyć. Dla niego małżeństwo to było bycie z kimś tylko na dobre a gdy pojawiało się to złe to najzwyczajniej odpuszczał. Myślę, że taki wzór postępowania pokazał mu ojciec, który traktował związki dość lekko, jedna panna, druga, trzecia itp., a jak coś nie pasowało to zmieniał partnerki i nie naprawiał. Mąż stwierdził nawet, że wybiera łatwiejszą drogę i dlatego chce się rozwieść. Mimo jego wad bardzo go kochałam i kocham. Żal mi tylko, że nie zdążyłam mu w porę pomóc, ocknąć się i wtedy być może jakoś byśmy zażegnali kryzys ale tego nigdy nie można być pewnym, bo współpracować muszą obie strony, a on nie chciał i teraz tym bardziej nie chce. Tak jak pisałam wcześniej u niego w rodzinie wszystkie małżeństwa zakończyły się rozwodami, nikt niczego nie ratował i teraz moje działanie jest postrzegane jako choroba psychiczna – nikt z tej rodziny, a nawet bliskich przyjaciół tej rodziny nie jest w stanie tego zrozumieć. Jego Ojciec mówi, że mamy XXI wiek i wszyscy się rozwodzą. Teraz po tym wszystkim, gdy patrzę na to wszystko to nie wiem, jaki tak naprawdę jest mój mąż. Zawsze uważałam go za dobrego człowieka, myślałam że nikogo nie skrzywdzi tym bardziej mnie i teraz to wszystko spadło na mnie jak wielki głaz którego nie byłam w stanie unieść, tak jakbym żyła w innej rzeczywistości. Patrząc na męża rodzinę przed ślubem mogłam się spodziewać, że być może w przypadku problemów większych, czy mniejszych nikt nie będzie tu niczego ratować. Pokazuję mu drogę odwrotu już prawie od roku, tj od początku naszego kryzysu ale on wciąż jest ślepy, dąży do rozwodu, kłamie, ucieka ode mnie, nie chce porozmawiać, chociaż ja nie naciskam….. ale on się czegoś boi. Wszystko interpretuje po swojemu. Ma też obok siebie złych doradców, bo wszyscy są za rozwodem, nawet rodzina na którą najbardziej liczyłam w naszym kryzysie też go wspiera w naszej sprawie rozwodowej reprezentując go przed sądem. Nikt mu nie powie, że jest inne wyjście. Ja oddałam moje małżeństwo Bogu, po ludzku nic już zrobić nie mogę. W sprawie rozwodowej bronię mojego stanowiska, żądam oddalenia powództwa chociaż bardzo dużo mnie to kosztuje. W sercu coś mówi mi, że jest jeszcze szansa, że nie wszystko jest stracone i może nie teraz ale po latach mąż zrozumie. Był taki moment 30 grudnia kiedy to podczas krótkiego, przypadkowego spotkania z mężem chwyciłam go za ramiona , spojrzałam mu głęboko w oczy i powiedziałam „że jestem zawsze z nim, że się za niego modlę, dniem i nocą jestem z nim” i jego oczy się zmieniły, dawny człowiek na chwilę wrócił, mój kochany mąż wrócił do mnie na chwilkę, patrzył się na mnie zupełnie tak jak dawniej, zobaczyłam to dobro w oczach i miałam taką ochotę się do niego przytulić ale nie zrobiłam tego, bo bałam się że mnie odepchnie. Miałam takie wrażenie jakbym zobaczyła przez jego oczy jego duszę, która jest dobra ale się zagubiła i zbyt daleko zabrnęła w sprawie.

Grzegorz – ale życie nie opiera się tylko na seksie. Jeżeli podstawą małżeństwa jest tylko seks to jest to mechaniczne spełnienie żądz i pragnień a gdzie tu zrozumienie, pomoc w problemach itp. Czasem w sferę intymną wchodzi nuda i to też powoduje, że małżonek szuka mocniejszych doznań….. ale przecież nie o to chodzi.

Mój mąż, gdy mnie oszukiwał często mówił mi o Hiobie i gdy mu się żaliłam on powtarzał, że Bóg odpłaci mi moje smutki i cierpienie. Jak mam oceniać jego słowa skoro mówił to wtedy gdy mnie zdradzał i oszukiwał i prowadził podwójne życie a ja byłam tego nieświadoma?

[ Dodano: 2014-02-09, 20:25 ]
Przebaczyłam mu wszystko to, co złe, a przynajmniej staram się wybaczyć każdej nocy modlę się o dar przebaczenia.... już nic nie mogę zrobić..... modlę się i powtarzam "Ojcze, nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie". Rozwód to wielki dramat.
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 20:32   

joanna83 napisał/a:
Rozwód to wielki dramat.


zgadzam się w zupełności
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 20:42   

joanna83 napisał/a:
Dla niego małżeństwo to było bycie z kimś tylko na dobre a gdy pojawiało się to złe to najzwyczajniej odpuszczał.


Jakie to przykre, prawda ??

joanna83 napisał/a:
Myślę, że taki wzór postępowania pokazał mu ojciec, który traktował związki dość lekko, jedna panna, druga, trzecia


Ło Matko !!

Joanno.......nie pomyślałaś wtedy....przed ślubem...że taki wzór w tej rodzinie ?

joanna83 napisał/a:
Mimo jego wad bardzo go kochałam i kocham. Żal mi tylko, że nie zdążyłam mu w porę pomóc,


Joanno....kryzys jest tym czasem !! Bóg daje nam czas taki....żeby zdążyć. Nie poddawaj się, próbuj.


joanna83 napisał/a:
Tak jak pisałam wcześniej u niego w rodzinie wszystkie małżeństwa zakończyły się rozwodami, nikt niczego nie ratował i teraz moje działanie jest postrzegane jako choroba psychiczna – nikt z tej rodziny, a nawet bliskich przyjaciół tej rodziny nie jest w stanie tego zrozumieć.


a co ...uważają, ze masz pozwolić się krzywdzić....bo jest ok ??
Popatrz...świat zwariował, prawda ??

joanna83 napisał/a:
Nikt mu nie powie, że jest inne wyjście.


Joanno....prześlii mężowi tę wiadomość przez Twojego Anioła Stróża do Jego Anioła stróża - poprzez modlitwę.
Nie...nie jestem chora psychicznie...hahahahah....ale ok....skoro o Tobie tak myśli rodzina męża....to niech o nas obu tak sobie myślą....co tam...


joanna83 napisał/a:
W sercu coś mówi mi, że jest jeszcze szansa, że nie wszystko jest stracone



Wspieram modlitwą !!

joanna83 napisał/a:
Miałam takie wrażenie jakbym zobaczyła przez jego oczy jego duszę, która jest dobra ale się zagubiła i zbyt daleko zabrnęła w sprawie.


Bo tak pewnie jest.

joanna83 napisał/a:
Czasem w sferę intymną wchodzi nuda i to też powoduje, że małżonek szuka mocniejszych doznań


To jest - niedojrzałość !!

joanna83 napisał/a:
"Ojcze, nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie".


Bądź spokojna ! Bóg nas nie opuści....Ciebie nie opuści...będzie tak, ze będziesz szczęśliwa !!
Nie trać wiary, nadziei i miłości !!

joanna83 napisał/a:
Rozwód to wielki dramat.


Amen !! I broń nas Boże przed nim.

Joanna....jestem z modlitwą !! EL.
 
     
joanna83
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-09, 20:54   

Właśnie przed ślubem byłam chyba ślepa, a z pewnością zaślepiona miłością. Wiem, że można jeszcze wszystko uratować! Ja widzę tylko mały skrawek mojego życia, tę obecną moją sytuację, a Bóg widzi szerzej i wie co robi! Myślę, że to, co się teraz dzieje jest konieczne i z pewnością przyniesie dobre owoce. Kropla drąży skałę. Bóg zapłać za modlitwę!
 
     
Slawomir
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-10, 22:37   

Asiu trzymaj się!
Pewnie, że boli ale Prawda / prawda zwycięży. Czujesz żal do tych od których oczekiwałabyś zrozumienia i wsparcia i masz prawo do swoich emocji!
Rozprawa rozwodowa to nic milego - moja trwala 2 lata. Wiele złych słów padło.

Módl się , Pan Bóg robi cuda (najpierw z nami) a później z innymi :-)
Do niego nalezy czas i wieczność.
Teraz lecialy w kosciele czytania o królu Dawidzie. Skusił się na młódkę a jej małżonka ukatrupił a póżniej co ? na kolana, post i popiół na głowę...

Życie jest długie módl się i pracuj nad sobą. Wykorzystaj ten czas na swój rozwój i jako zaproszenie do spotkania z Bogiem i z ogniskiem Sychar. Wspolnota sie przydaje bo w niej widzimy ze nie jestesmy pierwsi i nie ostatni a przy okazji poznasz ludzi ktorzy dokladnie to przeszli ia nawet więcej (..) jak sobie radza w zyciu. Mi zajelo to cztery lata zanim przyszedlem na spotkanie .
Kazdy ma swoj czas. Sluchaj co do Ciebie chce powiedziec.
Trzymaj sie i nie daj zwariować. Jest prawo Boże. Bóg jest sędzią sprawiedliwym. A miłosierdzie okazuje tym którzy go o nie proszą.
Szybko wysłucha tego kto prosi. Módl się za swojego męża.
 
     
EwaMewa
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-11, 01:07   

Slawomir napisał/a:



widzimy ze nie jestesmy pierwsi i nie ostatni a przy okazji poznasz ludzi ktorzy dokladnie to przeszli ia nawet więcej (..)



Jakie to smutne, ja mialam nadzieje, ze jestesmy wyjatkowi, cudowni i wspaniali, ale rzeczywistosc okazala sie jw. :(

Mam nadzieje, ze z Bogiem wszyscy damy rade ...
 
     
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-11, 11:08   

EwaMewa napisał/a:
Jakie to smutne, ja mialam nadzieje, ze jestesmy wyjatkowi, cudowni i wspaniali, ale rzeczywistosc okazala sie jw. :(


Każdy z nas jest w oczach Boga cudowny, wyjątkowy i wspaniały. Takimi nas stworzył. Jednak grzech pierwirodny i związane z nim "dobrodziejstwo" sprawia, ze spotykają nas bardzo podobne sytuacje, przeżycia i odczucia, nieumiejętności i ograniczenia.

Polecam

http://www.langustanapalmie.pl/milosierdzia-pragne

http://www.langustanapalmie.pl/

Pozdrawiam i życzę pogody ducha
 
     
joanna83
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-11, 12:16   

Sławomir – dziękuję Ci za wspaniałe słowa. Staram się wyzbyć negatywnych emocji typu żal, rozgoryczenie, uczą mnie tego inni ludzie, którzy są przy mnie i żyje mi się lżej, łatwiej, tak jakby nic mi nie ciążyło na sercu. Przyjaźniłam się przez długi okres czasu z pewną osobą, która była również związana przyjacielskimi relacjami z moim mężem. Wychowywali się razem ale potem gdy dorośli nie utrzymywali ze sobą aż tak bliskiego kontaktu, wszystko się rozmyło. Ojciec męża i jej rodzina z początku też się przyjaźnili teraz więzi osłabły. Poznałam te relacje w czasie trwania naszego małżeństwa od podszewki i mało w tym było niestety przyjaźni a więcej żalu, obgadywania i zazdrości. Generalnie męża rodzina miała bardzo złe zdanie odnośnie tychże osób, bardzo mnie dziwiły ich słowa, czasami padały karygodne określenia. Przyjaciółka ta poznała mnie z mężem, chciała abyśmy dali sobie wzajemne szczęście. Potem była naszym świadkiem na ślubie, cała jej rodzina gościła na naszym ślubie. Jako dodatek do prezentu ślubnego podarowała nam dwa różańce i napisała na kartce: „Jesteśmy z Wami i zawsze będziemy bo przyjaciele to rodzina którą wybiera się samemu”. Nasze relacje przyjacielskie się rozluźniły, a to dlatego, że znajdowałam wiadomości, które wysyłała do męża w odpowiedzi na jego smsy i z których wynikało, że nie ma o mnie dobrego zdania, kiedyś nawet znalazłam na komputerze męża fragment ich rozmowy na gg, w której ta określiła mnie dość negatywnymi przymiotnikami. Nie mówiłam jej o tym, bardzo mnie bolały jej słowa ale w pamięci jakoś się z czasem rozmyły. Gdy dowiedziała się o naszym rozwodzie i gdy prosiłam ją aby nikt z jej rodziny (jest to rodzina prawników) nie mieszał się w naszą sprawę i nie pomagał mężowi w rozwodzie, zapewniała mnie że nasz kryzys to nasza bardzo intymna sprawa i że nikt w niej nie mąci, bo udział osób trzecich na tym etapie kryzysu może nam zaszkodzić a nie pomóc” Teraz doszło do tego, że mąż poprzez szukanie pomocy w kryzysie i osób, które poprowadzą jego sprawę pokazał siostrze mojej przyjaciółki smsa, którego napisałam do niego i w którym określiłam ją niezbyt dobrym przymiotnikiem. Oczywiście zapewne nie powiedział jej w jakich okolicznościach i w odpowiedzi na jakiego smsa ten sms został napisany. Przyjaciółka nie chciała wyjaśnić sprawy i zerwała ze mną kontakt poprzez wiadomość sms ,nie mówiąc nic a nic odnośnie tejże smsowej wiadomości. W efekcie jej siostra zajęła się sprawą rozwodu i reprezentuje mojego męża przed sądem. Zapytana dlaczego nie przekazała tejże sprawy komuś innemu, jakiejś obcej osobie, bo przecież sama ma rodzinę, dzieci, męża, była na naszym ślubie, ta stwierdziła, że nie miała skrupułów zająć się tą sprawa po tym gdy mój mąż pokazał jej mojego smsa, w którym padło niezbyt dobre określenie jej siostry. Mąż był przy tym, gdy to powiedziała i nic nie odparł. Zabrzmiało to trochę jak zemsta tj. Ty powiedziałaś tak na moją siostrę, to ja rozwalę ci małżeństwo. Byłam pełna żalu do tej rodziny i mojej przyjaciółki, chciałam napisać po rozprawie do niej smsa pełnego wyrzutów, chciałam tez ujawnić wszystko co rodzina męża mówiła o rodzinie przyjaciółki aby Ci dowiedzieli się jaki mąż i jego rodzina są naprawdę ale osoby które były przy mnie blisko poradziły abym tego nie robiła, abym pozostawiła to boskiej sprawiedliwości, abym była inna od nich i nie walczyła w taki sam sposób. Najbardziej szkoda mi tego, że z tą przyjaciółka nie było nam dane szczerze i otwarcie porozmawiać. Przykro mi, ze tak to wyszło, żałuję wypowiedzianych, złych słów. Była to jedyna osoba, co do której wierzyłam, że jako osoba bardzo wierząca porozmawia z mężem i pokaże mu inną drogę wyjścia.. Sprawa rozwodowa boli podwójnie, bo dwie osoby mi bliskie stanęły po przeciwnej stronie.

Czasem wydaje mi się, że mój mąż chyba nie dostrzeże i nie zrozumie moich starań o ratowanie małżeństwa, nie zrozumie moich działań. Kiedyś przesłałam mu linka do tego forum i napisałam aby w wolnej chwili sobie poczytał jak walczą o małżeństwo osoby w kryzysie takim jak nasz. On jednak nie skorzystał z tego forum w taki sposób w jaki powinien. Przekopał to forum, znalazł moje wpisy i użył kilka w sprawie rozwodowej jako dowód. Czy zrozumiał to co czyta? Patrzę na męża i widzę innego człowieka, takiego którego nie znałam, pozbawionego uczuć wyższych, współczucia. Dokładnie 25 grudnia mnie i mamę potracił rozpędzony samochód. Pisałam do męża i dzwoniłam,– nawet się nie zainteresował, bardzo to bolało. Pisałam też do przyjaciółki – cisza. Gdy się przypadkiem spotkaliśmy, mąż stwierdził, że nie musiał się mną interesować, bo jesteśmy w czasie rozwodu. Odpowiedziałam mu, że nie przestajemy być przecież ludźmi którzy czują. Ze strony męża widzę tylko strach przede mną, ciągłe uciekanie, nie chęć do rozmowy, kłamstwa. Ostatnio powiedział, że chciałby się szybko rozejść i mieć święty spokój. Odprowadzałam go jakiś czas temu do samochodu, znowu uciekał przede mną i nie mówił nic konkretnego. Na końcu naszej rozmowy chciałam go pocałować na pożegnanie w policzek to się odsunął jakbym była trędowata i przytrzasnął mnie drzwiami samochodowymi. Obojętność jest gorsza od nienawiści. W nim już nie ma nienawiści do mnie, a jest obojętność. Zupełnie się ze mną i z moimi uczuciami nie liczy. Czasem czytam świadectwa ludzi którzy przeszli nawrócenie i myślę sobie, że chyba rzeczywiście trzeba sięgnąć totalnego dna aby zmienić swoje życie. Ja sięgnęłam dna i jestem już innym człowiekiem.

Nasza wiara jest bardzo trudna, wymaga wiele siły, wytrwałości, ciągłego zmagania się z cierpieniem, stawiania wysoko poprzeczki.
 
     
Slawomir
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-11, 19:59   

joanna83 napisał/a:
Na końcu naszej rozmowy chciałam go pocałować na pożegnanie w policzek to się odsunął jakbym była trędowata i przytrzasnął mnie drzwiami samochodowymi. Obojętność jest gorsza od nienawiści.


Asiu!

jeszcze raz trzymaj się mocno! Masz piękne imię jak moja córka :-)
i jak moja tesciowa :evil:

To co teraz przeżywasz to wiele wiele wiele emocji. Tu nawet trudno się zachowywać racjonalnie.

Ja zamiast całować swoją żonę kupiłem jej kwiaty w czasie spotkania a ta je polamala i na oczach dzieci wyrzucila do smietnika...

Ale pozniej w czasie rozmowy z psychologiem dowiedzialem sie, ze postapilem troche naiwnie :-) I mial racje bo w czasie burzy nie oceniamy zbyt dobrze rzeczywistosci i odczuć innych... Na własne zyczenie zafundowałem sobie dodatkowe przezycie. 8-)

Ale tak to jest intencje mamy dobre ale druga osoba nie odbiera naszych fal a i my nie odczytujemy prawidlowo rzeczywistosci.. nie ten czas.

Trzymaj sie. Przetrwasz umocniona :-) i wkrotce będziesz jak nowonarodzona (może wczesniej)...
Na tym etapie ważny jest dla Ciebie kontakt osob, ktore przezyly cos podobnego... lub nawet tylko obecnosc takich osob.
zapraszam na Sychar. Wszyscy tam są po przejsciach i każdy ma duży poziom empatii ;-)
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 8