Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Czy mogę odejść?!
Autor Wiadomość
Jołaśka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-30, 11:26   Czy mogę odejść?!

Witam!
Jestem tu trochę nowa choć nie zupełnie...
kiedy mąż wyprowadził się od nas rok temu(a może nawet jeszcze przed tym kiedy było bardzo źle w naszym małżeństwie) znalazłam to forum i czytałam sobie o czym tu piszecie. Jednak wtedy było we mnie tyle buntu i niezgody, że niebyłam w stanie przyjąć tego wszystkiego co tu czytałam...
Po ponad roku od ostatniej wizyty na forum wracam z nadal wieloma niewiadomymi, ale już jako osoba nawracająca się :) i z mocnym pragnieniem szukania woli Pana Boga.
Właściwie z tąd też taki a nie inny temat....
Może tak lakonicznie tylko napiszę że mam właściwie podstawy żeby twierdzić że nasze małżeństwo zostało zawarte nieważnie.....
Tylko że z drugiej strony sobie myślę że może to takie zadanie moje, może mimo wszystko Pan Bóg pobłogosławił nam dziećmi więc może to taka droga i zadanie że skoro mnie dane było wcześniej znaleźć drogę do Boga to powinnam teraz poczekać/pokazać tę drogę także tej drugiej osobie....
Mam mnustwo pytań niepewności mimo że sytuacja już jakiś czas trwa.....

Czy znalazłby się tu ktoś chętny do podyskutowania ze mną, i może udałoby się jeżeli nie wszystkie to choć kilka wontpliwości rozwiać....

Błogosławionego dnia!
 
     
maryniaa
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-30, 16:12   

Jołaśka napisał/a:
Czy znalazłby się tu ktoś chętny do podyskutowania ze mną, i może udałoby się jeżeli nie wszystkie to choć kilka wontpliwości rozwiać....

Próbuj i zobaczymy .Pisz o swoich watpliwościach , na konkretne pytania padną odpowiedzi od ludzi z podobnym problemem, a czy u Ciebie rozwieją sie wątpliwości to juz inna inszość.
 
     
Jołaśka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-30, 18:24   

Bo to jest tak pobralismy się byłam w ciąży owszem ale myslalam ze to nie wpływa na niczyja decyzje i że po prostu chcemy być razem (przez jakiś czas nawet myślałam że pobierzemy się kiedy już urodzi się dziecko,ale przyszedł poprosił żebym za niego wyszła więc się zgodziłam ). Zamieszkalismy z jego rodzicami, i pięknie się wpasowalismy w model jak ja to mówię "rodziny z protezą" jego mama potraktowała mnie jak córkę no i było by to może mile ale ja cały czas walczylam o odrębność o to żebyśmy podejmowali samodzielne decyzje jako małżeństwo np denerwowalo mnie kiedy wchodziła do pokoju zęby nas obudzić na sniadanie , kiedy o tym mowilam ona niezrozumiała o co mi chodzi no i uslyszalam ze jej nie szanuje że nie doceniam co dla nas robi.
Mój mąż często znikał bo "to że się ożenił nie może wpłynąć na jego życie towarzyskie....
Wiedziałam sama w domu w ciąży i potem jak urodził się pierwszy syn, wszyscy owszem się cieszyli ale ja właściwie czulam się jak bibelot ktorym można się pochwalić kiedy przychodzą goście,kiedy chciałam gdzieś wyjść z mężem to był problem co z dzieckiem wiec on wychodził sam a ja zostawalam w domu.
Wtedy po raz pierwszy pojawiła się myśl ze cos jest nie tak.
 
     
Jołaśka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-30, 19:08   

Jednak po jakimś czasie okazalo się ze jestem w kolejnej ciąży ucieszylam się i myslalam że inni uciesza się razem ze mną (ja pochodze z rodziny wielodzietnej mój mąż jest jedynakiem) Kiedy od teściowej usłyszałam "jak to?znowu?" to mnie zabolalo i jak się okazuje zostało na długo w sercu.
Niedługo potem poroniłam . Nawet wtedy nie myslalam o tym ze mogę pozwolić sobie na smutek czy żałobę.
Chciałabym tu napisać że ja cały czas czulam się winna ,winna konfliktów z teściową, winna ze ona nas musi utrzymywac ,winna że on nie dokończył studiów, winna że się nie zabespieczalismy, winna ze jesteśmy nie odpowiedzialni.I tak bardzo chciałam przypodobać się teściowej zęby tylko zmieniła o mnie zdanie.
No ale po raz trzeci zaszłam w ciążę, długo balam się do tego przyznać.
Nasza sytuacja była trudna o tyle ze byliśmy cały czas na utrzymaniu teściów to był czas kiedy o wszystko musialam poprosić ją...
Buntowalam się , ale mój maz nie rozumiał o co mi
On nie mógł znaleźć pracy,a jak znalazł to pracował miesiąc a potem chciał zmienić wiec rzucał pracę i przez pół roku szukał kolejnej.... oczywiście to ze ma rodzinę nie znaczy ze ma dla niej poświęcać swoje życie towarzyskie....
Urodził się nam drugi syn.
Kiedy miał 2latka poszlak do pracy bo miałam dość garnuszka teściowej, miałam tez nadzieję że może z motywuje w ten sposób męża. Niestety zarobione przezemnie pieniądze szybko stały się wspólne, czyli że on potrzebuje wiec ja fspaniala żona oddam wszystko co mam.
Moja frustracja rosła, szukalam relaksu w alkocholu ,jedzeniu, pracowalam duzo bralam nadgodziny bo ciagle bylo malo piniedzy byłam ciągle poirytowana to zbyt delikatne słowo...
I wtedy po raz czwarty do wiedziałam się ze jastem w ciąży........
Miałam powiedzieć mężowi ale najpierw umowilam się z koleżanka w klubie i kiedy tak siedzialysmy wszedł mój mąż jakieś dziewczyny dawały mu buziaki rzucały się na szyję podeszlam bo niemoglam na to patrzeć z boku okazało się że zaprosił znajomych na swoje urodziny....cóż w domu było tylko ciasto.... Wtedy mój świat się załamał a zaczęło największe bagno mojego życia.....

Cdn
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-30, 19:19   

Cytat:
Wtedy po raz pierwszy pojawiła się myśl ze cos jest nie tak.


Coś nie tak i to bardzo było już przed ślubem .
Zabawiliście się w męża i żonę i rodziców .
Rozumiem , że sugerujesz nieważność
z przyczyny "zgodziłam się na slub bo zaszłam w ciążę , lub on poprosił o rękę"
( choć wcześniej wziął znacznie wiecej ) .
A potem kolejne błędy klasyczne , choć ......... wiadomo ,
z reguły inaczej nie sposób , cudzy jednak dom .
Oczywiście teściowa , znów klasyka i kawały
jak najbardziej prawdziwe .
ONE ZAWSZE CHCĄ DOBRZE , a wychodzi jak zawsze . :mrgreen:
Życie towarzyskie , kawalerskie skończyło się chłopcze .
.............. ale pewnie to sama rozumiesz ?
 
     
Jołaśka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-30, 19:32   

Zrozumiałym że jestem sama samotna że wszystko z czego rezygnowalam w życiu co poswiecilam dla niego zostało zdeptane i wyrzucone w błoto...
Niechcialam dłużej żyć,nie interesowało mnie co będzie z dziećmi....
Chodzilam ryczalam, bilam się po twarzy po brzuchu, łykałam mnustwo proszków,chodziłam w nocy ulicami żeby w nadziei ze może potraci mnie samochód.....
Niemialam w sobie tyle "odwagi"by ze sobą skończyć
W stanie totalnego poczucia pustki odrzucenia osamotnienia donosił am ciąże do piątego miesiąca....bóle przyszły w pracy zwolnilam się i pojechał am do przychodni wezwano karetkę i urodziłam w karetce Antek,takie imię wybrał mu lekarz z karetki, był z nami kilka dni ,po tym co mu zafundowala mamusia, urodził się bardzo chory.
Siostry na oddziale go ochrzciły
Zaczęliśmy załatwiać pogrzeb i wszyscy nam wspolczuli właściwie nie zadawali pytań
A mnie zżerały wyrzuty sumienia obudzilam się jakby z koszmarnego snu ale niewidzialna dla siebie ratunku.
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-30, 19:56   

No tak ,
przeżyłaś sporo aby się zastanowić ,
zacząć szukać we właściwym miejscu , Kościele , Bogu .
Nie , żebym się madrzył :mrgreen: ........... tylko stwierdzam
w końcu dobrą rzecz .


Nawiasem , nie da się ciągle i tylko dawać .
Bo w końcu się wyczerpie .
Trzeba nauczyć się też brać
i oczekiwać , żeby ktoś dawał .
 
     
Jołaśka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-30, 20:01   

Zaczelam chodzić do kościoła ale w czasie trwania mszy stalam i płakała przez godzinę i tak co niedziela. Niewierzylam w to że zło które popełnił am może zaslugiwac na przebaczenie
Zostalam "w robiona"w jakieś rekolekcje "jedz parę dni w górach ci się przyda" no i wtedy zaczęło się moje wracanie do Boga. Nie był to spektakularny powrót po rekolekcjach, ale tam się zaczelo. Potem była jedna wspólnota cały czas z poczuciem ogromnego bólu, i ze świadomością że zawalilam, że to małżeństwo może uratować juz tylko Bóg, i tak też się modlił am. Ciążyło mi to ze nie jestem szczera wobec męża co do historii naszego ostatniego dziecka dlatego zebralam się w sobie i powiedziałem o wszystkim....
Właściwie liczylam że zrozumie, ze może tłumaczy mnie stan w jakim byłam .....
Ze wszystkim co usłyszał am właściwie się zgadzalam tylko to takie trudne żeby to przyjąć...
Że zamordowalam jego syna i w związku z tym on nie będzie, nie może ze mną być juz ani chwili dłużej że brzydzi się mna,że to kategorycznie przekreśla mnie w jego oczach.
Po kilku miesiącach wyprowadził się z domu rodziców a ja zostalam z teściową.
Wydawało mi się ze skoro zwrocilam się do Boga to on to wszystko jakoś tak pozalatwia i będzie jak w bajce z hapyendem.
Tylko że dziś widzę i wiem że boża optyka różni się od naszego postrzegania świata.

Spotkalam ludzi którzy pomogli mi spotkać Jezusa i dopiero od tego momentu kiedy staram się mieć z Nim żywą bliską relację patrzę na moja historię zupełnie w innym świetle. Kiedy Bóg zaczął uzdrawiać moje serce zobaczył am wiele rzeczy i sytuacji z przeszłości o których w ogóle do tej pory nie myślał am albo specjalnie zagluszalam w swoim sercu.
 
     
sylwia1975
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-30, 20:15   

rozumniem skoro tak szczerze piszesz otym to mam nadzieje ze zalujesz,ja pomimo ze jestem katoliczka ze wzgledow wiekowych mam 39 lat i zdrowotnych bo poronilam 4 razy i to 3 zaawansowane ciaze,po urodzeniu 2 ziemskiego dziecka zrobilam sterelizacje.
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-30, 20:16   

Ja tu już widzę cud ,
choć nie nadużywam tego określenia .
To , zeby jeszcze i mąż "dołączył" byłoby już nadcudem .
Dwuch cudów jednocześnie to nawet w Biblii nie ma .
 
     
Jołaśka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-30, 20:23   

Pojawiło się pytanie "dlaczego/po co ja właściwie wyszlam za mąż" trochę może nie w porę po 9 latach małżeństwa ale jak to mówią lepiej późno niż wcale.
Odpowiedz była dla mnie samej zaskakująca bo ja nigdy wczesniej nie dopuszczalna do siebie myśli innej jak tylko ta że wychodze za niego z czystej milosci,...
Bezpośrednio przed poznaniem byłam w związku co do którego miałam wielkie plany i nadzieje, jednak tamten chłopak stwierdził że podejrzewa u siebie problem alkoholowy i ze nie może się związać ze mną na poważne, poniewarz to nie był też pierwszy tylko któryś z kolei mój rozwalony związek to powstała myśl ze skoro nie mogę mieć kogoś jakim mi naprawdę zależy to niech to będzie ktokolwiek,aby mnie chciał.
Drugie pytanie:
Po co w ogóle był potrzebny mąż mi?
Ano z ogromnej potrzeby bycia komuś bliska,potrzebna,kochana.
Tylko ze ja (i to wynika z wielu ran wyniesionych z dzieciństwa) nie umialam tych wszystkich potrzeb zaspokoić jak tylko sexem. Mialam21 lat i nieumialam być ciągle z kimś innym wtedy idealnym rozwiązaniem wydawało mi się znaleźć męża i mieć na wyłączność i pod dostatkiem tego czego potrzebowalam....
Wiem jak to sobie uswiadomilam to brzmi strasznie ale tak to wtedy postrzegalam..
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-30, 20:43   

mare1966 napisał/a:
To , zeby jeszcze i mąż "dołączył" byłoby już nadcudem .
Dwuch cudów jednocześnie to nawet w Biblii nie ma .

Oj bzdurzysz mare :mrgreen: , a Sarepta Sydońska to nie dwa albo i ciąg cudów na raz? :mrgreen: :mrgreen:
(2) Potem Pan skierował do niego to słowo: (3) Odejdź stąd i udaj się na wschód, aby ukryć się przy potoku Kerit, który jest na wschód od Jordanu. (4) Wodę będziesz pił z potoku, krukom zaś kazałem, żeby cię tam żywiły. (5) Poszedł więc, aby uczynić według rozkazu Pańskiego, i podążył, żeby zamieszkać przy potoku Kerit na wschód od Jordanu. (6) A kruki przynosiły mu rano chleb i mięso wieczorem, a wodę pijał z potoku. (7) Lecz po upływie pewnego czasu potok wysechł, gdyż w kraju nie padał deszcz. (8) Wówczas Pan skierował do niego to słowo: (9) Wstań! Idź do Sarepty koło Sydonu i tam będziesz mógł zamieszkać, albowiem kazałem tam [pewnej] wdowie, aby cię żywiła. (10) Wtedy wstał i zaraz poszedł do Sarepty. Kiedy wchodził do bramy tego miasta, pewna wdowa zbierała tam sobie drwa. Więc zawołał ją i powiedział: Daj mi, proszę, trochę wody w naczyniu, abym się napił. (11) Ona zaś zaraz poszła, aby jej nabrać, ale zawołał na nią i rzekł: Weź, proszę, dla mnie i kromkę chleba! (12) Na to odrzekła: Na życie Pana, Boga twego! Już nie mam pieczywa - tylko garść mąki w dzbanie i trochę oliwy w baryłce. Właśnie zbieram kilka kawałków drewna i kiedy przyjdę, przyrządzę sobie i memu synowi [strawę]. Zjemy to, a potem pomrzemy. (13) Eliasz zaś jej powiedział: Nie bój się! Idź, zrób, jak rzekłaś; tylko najpierw zrób z tego mały podpłomyk dla mnie i przynieś mi! A sobie i twemu synowi zrobisz potem. (14) Bo Pan, Bóg Izraela, rzekł tak: Dzban mąki nie wyczerpie się i baryłka oliwy nie opróżni się aż do dnia, w którym Pan spuści deszcz na ziemię. (15) Poszła więc i zrobiła, jak Eliasz powiedział, a potem zjadł on i ona oraz jej syn, i tak było co dzień. (16) Dzban mąki nie wyczerpał się i baryłka oliwy nie opróżniła się według obietnicy, którą Pan wypowiedział przez Eliasza. (17) Po tych wydarzeniach zachorował syn tej kobiety, będącej głową rodziny. Niebawem jego choroba tak bardzo się wzmogła, że przestał oddychać. (18) Wówczas powiedziała ona Eliaszowi: Czego ty, mężu Boży, chcesz ode mnie? Czy po to przyszedłeś do mnie, aby mi przypomnieć moją winę i przyprawić o śmierć mego syna? (19) Na to Eliasz jej odpowiedział: Daj mi twego syna! Następnie, wziąwszy go z jej łona, zaniósł go do górnej izby, gdzie sam mieszkał, i położył go na swoim łóżku. (20) Potem wzywając Pana, rzekł: O Panie, Boże mój! Czy nawet na wdowę, u której zamieszkałem, sprowadzasz nieszczęście, dopuszczając śmierć jej syna? (21) Później trzykrotnie rozciągnął się nad dzieckiem i znów wzywając Pana rzekł: O Panie, Boże mój! Błagam cię, niech dusza tego dziecka wróci do niego! (22) Pan zaś wysłuchał wołania Eliasza, gdyż dusza dziecka powróciła do niego, a ono ożyło. (23) Wówczas Eliasz wziął dziecko i zniósł z górnej izby tego domu, i zaraz oddał je matce. Następnie Eliasz rzekł: Patrz, syn twój żyje!
(1 Ks. Królewska 17:2-23, Biblia Tysiąclecia)
Więc nie ściągaj za szybko na ziemię i siebie i pozostałych, Bóg jest bogaty w cuda i dziwy :lol: :lol: :lol:
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-30, 20:59   

Jołaśka napisał/a:
dlaczego/po co ja właściwie wyszlam za mąż" trochę może nie w porę po 9 latach małżeństwa ale jak to mówią lepiej późno niż wcale.
Jołaśka napisał/a:
Po co w ogóle był potrzebny mąż mi?
Ano z ogromnej potrzeby bycia komuś bliska,potrzebna,kochana.
Tylko ze ja (i to wynika z wielu ran wyniesionych z dzieciństwa) nie umialam tych wszystkich potrzeb zaspokoić jak tylko sexem.

Witaj,
wielu osobom myli się w młodym wieku potrzeba zaspokojenia kochania i bycia kochanym z bliskością cielesną, ale jeśli odpowiedzą na powołanie jakie Bóg im proponuje to dość szybko układają sobie wszystko na odpowiednim miejscu, jedni w małzeństwie, inni w życiu konsekrowanym , a czasem w samotności, ważne aby pozwolić Bogu zadziałać, aby miłość człowieka została zaspokojona najpierw MIłością Boga, a potem dopiero czerpała od bliźnich poprzez małzeństwo, zakon czy inną formę życiowej drogi.
Ty trochę to pogmatwałaś, ale skoro idziesz już za Jezusem to On to wszystko wyprostuje i poukłada, abyś się więcej nie raniła i poznała jaka jest ta prawdziwa Miłość.Będzie dobrze. :-D
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-30, 22:06   

Kinga ,
Sarepta to jakiś stary cud
i dość dawno był . :mrgreen:
Ja uważam , że taka przemiana Joaśki
to już spory cud
więc na kolejny można trochę poczekać ( przemiana jej męża ) .

Ważne , nieważne :roll:
trudno powiedzieć .
Ile to już dyskusji było na ten temat "ważności" .
Z reguły nikt nie jest na tyle dojrzały , aby wiedzieć co przysięga .
Z reguły też zastanawiamy się nad ważnością w sytuacji trudnej ,
poszukując wyjścia z sytuacji , furtki jakiejś .
Nieważność nie jest problemem ............ bo można uważnić . :mrgreen:
( odnowienie przysięgi )
Są i inne problemy w tej konkretnej sytuacji ,
których nie da się zanegować - dzieci .
A te mają rodziców , ciebie i męża .
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 9