Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Długotrwały kryzys.
Autor Wiadomość
AJA
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-04, 13:29   

MonikaMaria3 napisał/a:
Wystąpiłam o alimenty, bo zabrał mi większośc pieniędzy i nie powiedział ani słowa. Wezwałam policję, bo zamknął mi drzwi przed nosem.

dzięki Bogu dziewczyno, że tak zrobiłaś...

MonikaMaria3 napisał/a:
Nie poradzi sobie

poradzi, poradzi, jak zechce...
mnie się też tak wydawało, a jednak sobie radzi w nowym życiu z nową rodzinką... a i na alimenty dla mojego synka też starcza...
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-04, 13:42   

Zeniu, 12 kroków może pomóc Monice, ale czy zmieni jej męża?

Czy jak ona znajdzie swój obraz w oczach Boga i nauczy się kochać siebie, jak sugerujesz, czy będzie mogła znieść więcej upokorzeń, nauczy się oskorupiać, nie czuć emocji, lekceważyć swoje pragnienia i oczekiwania względem życia?
A może ta jej wysublimowana miłość, która powinna się faktycznie objawić po 12 krokach ma moc by jego uzdrowić?
ONa może dokonywać zmian w obrębie samej siebie, tylko i wyłącznie.

Faktycznie, sprawa jest bardziej banalna niż się wydaje. Gdyby Monika prawdziwie siebie kochała, dawno temu postawiłaby twarde granice, nie płaciłaby rachunków męża, i pozwoliłaby mu na to by dorosnąć.

Mam wrażenie, że piszesz Zeniu w oderwaniu od rzeczywistości, albo funkcjonujesz w jakiejś rzeczywistości którą nazwałabym UZGODNIONĄ, stąd lewitowanie ponad tym.
 
     
moc nadziei
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-04, 13:50   

kenya napisał/a:
Gdyby Monika prawdziwie siebie kochała, dawno temu postawiłaby twarde granice, nie płaciłaby rachunków męża, i pozwoliłaby mu na to by dorosnąć.


Właśnie przejście 12K powinno dać jej szansę aby to osiągnąć . W zgodzie ze samą sobą, którą pozna i "przenicuje" i zaakceptuje...

Gdyby uzdrowienie relacji z samym sobą, i z ludźmi wokół było takie łatwe i osiągalne, dla każdego kto tylko spróbuje, to by znaczyło że to już Niebo, albo jego przedsionek ;-) .
Na ziemskim padole jest jednak inaczej. Czasem próbujemy i nic. Bo mamy bardzo silne wewnętrzne ograniczenia, zranienia, blokady. I dopiero ich solidne przepracowanie - z Bogiem, z modlitwą o łaskę, o dar, o otwarcie się na Jego wolę - daje możliwość wykonania następnego kroku..

grzegorz_, a kto tu się upiera, że mądra i dojrzała miłość oznacza to legendarne męczeństwo, tę szablonową z billboardu żonę z podbitym okiem, znoszenie upokorzeń i bierne trwanie z krzywdzicielem????
Oprócz Ciebie..
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-04, 14:08   

moc nadziei napisał/a:


grzegorz_, a kto tu się upiera, że mądra i dojrzała miłość oznacza to legendarne męczeństwo, tę szablonową z billboardu żonę z podbitym okiem, znoszenie upokorzeń i bierne trwanie z krzywdzicielem????
Oprócz Ciebie..


Nie upieram się tylko co najwyżej się dziwię.
Wydawało mi się, że wśród kobiet jest mówiąc potocznie "solidarność jajników".
Na informację, że koleżanka Monika tkwi w chorym uzależnieniu emocjonalnym i doznaje przemocy (póki co słownej, choć w sumie czy zamknięcie drzwi to przemoc słowna?)
reakcja innych kobiet powinna być jednoznaczna : STOP PRZEMOCY, teraz od razu, a nie za rok, gdy przejdzie 12 kroków.

Moc nadziei, o jakiej ty dojrzałej miłości piszesz? Do męża?
To czego trzeba Monice to minimum miłości do siebie.
Tyle, że aby cokolwiek zrobić to Monika powinna posłuchać rad koleżanek z forum
które wyszły z chorych układów (Olga, Kenya) a nie rad tych co nadal tkwią w jakichś ułudach.

Ps. Gdy Monika wróci za pół roku i napisze, że mąż zrobił kolejne kroki i zdarza mu się "przyłożyć" , albo przyprowadzić "koleżankę" do domu to nadal główną radą bedzie : 12 kroków ?
Ostatnio zmieniony przez 2014-07-04, 14:17, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
moc nadziei
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-04, 14:16   

grzegorz_ napisał/a:

Moc nadziei, o jakiej ty dojrzałej miłości piszesz? Do męża?

Hm. Piszę o dojrzałej miłości do małżonka, który jest krzywdzicielem. Czyli ogólnosycharowskim problemie ;)
Moim zdaniem najpierw trzeba dojrzale kochać Boga, potem siebie. I dopiero wtedy można rozwikłać problem jak kochać krzywdziciela (np. czy z odległości 100 km w innym mieście, czy z mniejszego dystansu) i jakie granice mu stawiać.

Tak mi się wydaje. Ale nie wiem czy MonikaMaria powinna mnie słuchać ;)
 
     
porzucona_33
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-04, 14:39   

Cytat:
Jest dużo gorsza niż była. Mąż ciągle pakuje się w koleżanki, o ile to możliwe stał się coraz mniej odpowiedzialny.... Takie to wszystko dziwne, takie wstrętne, jakby sam zły kopał i kopał i kopał.... Chcę normalnego związku, normalnej rodziny. Mąż chce wolności, ale nie może odejśc, bo szczerze... Nie poradzi sobie.


Po przeczytaniu twoich postów w tym wątku myślę, że to ty ponosisz odpowiedzialność za to, że on się stał mniej odpowiedzialny.... Co to za słowa: nie poradzi sobie. A jakbyś umarła to jak by sobie poradził? Matkujesz mu... utrzymujesz go, pewnie wyręczasz go w pracach domowych, on sobie robi co chce a ty to tolerujesz. Problem chyba nie jest w tym, że on sobie nie poradzi... tylko w tym że ty nie potrafisz sobie powiedzieć dość i przestać go niańczyć. Nic nie zmieniasz a jednocześnie czekasz na normalną rodzinę. Tak się nie stanie - i twoja frustracja rośnie. Ten facet nie tylko cię wykorzystuje, wygodnie się ustawił ale się nad tobą pastwi, nie widzisz tego?.. To jest przemoc. Taki agresor a ty piszesz o nim jak o dziecku... Oczywiście że sobie poradzi. To dorosły człowiek. Nie będzie miał pieniędzy - sprzeda auto, znajdzie inną pracę, będzie musiał sobie poradzić. Pytanie: czy ty sobie poradzisz bez opieki nad nim? Może w ten sposób czujesz się jakoś potrzebna nie wiem... Ale przemyśl to. W takim układzie nic się nie zmieni, co najwyżej może być gorzej - przecież widzisz jak to się rozwija, a od pisania na forum szczęście nie przychodzi. Trzeba coś zmienić w swoim życiu. Nie oczekiwaniem zmian ze strony męża. Właśnie w tym problem - nasze życzenia żeby coś się stało, żeby ktoś się zmienił to są tylko życzenia. Na drugiego człowieka nie ma aż takiego wpływu. Jak on się nie zmienia, tobie jest źle... to nad czym się zastanawiasz? Rozwodu nie akceptujesz to separacja, wyprowadzić się, podzielić majątek, nie wiem - na pewno coś można zrobić. Ale czy ty się uwolnisz od niego psychicznie.... czy potrafisz się odciąć i nie myśleć o nim - jak daje sobie radę i czy kochanka o niego dobrze dba...

Dopiszę jeszcze: dużo tu mówi się na forum o tym, że wpływ mamy tylko na siebie. Nie na drugą osobę, jej postępowanie i decyzje. Jak się nie da zmienić drugiej osoby to czasami trzeba zmienić siebie - nie modląc się coraz więcej tylko odcinając się od przemocowca. Na niego nie masz wpływu - na własne życie masz. Przemyśl to bo gdzie tu szacunek do siebie - stać w halce przed drzwiami własnego domu. Chcesz być tak traktowana? Spojrzyj w lustro i zastanów się czy ta sprawa jest warta aż takiego poświęcenia, rezygnacji ze swojej godności, jako kobiety. W imię czego... jak ten mąż nie daje ani szacunku, ani poczucia bezpieczeństwa, ani bliskości... Myślę, że w sytuacji którą opisujesz problem jest w tobie i twoim uzależnieniu od niego. Nie ma takich sytuacji żeby się nie dało ułożyć sobie życia bez drugiej osoby. Można - ale do tego trzeba uczciwego spojrzenia na sytuację i odwagi.... Może się właśnie o to trzeba modlić - o Ducha Świętego który pomoże uczciwie spojrzeć na sytuację i o odwagę żeby wprowadzić zmiany. Pozdrawiam.
 
     
Samboja
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-04, 15:05   

MonikoMario,
W wolnej chwili sięgnij po książkę, Granicę w relacjach małżeńskich. Jest tam także o tym, jak byc szczęśliwą, nawet gdy małżonek jest...okropny? straszny? niewspółpracujący? trudny, lub ogólnie strzela do przeciwnej bramki...lektura nie jest łatwa, nie na jeden łyk, ale może to pomoże na początek.
Co do zdania, że mąż sobie nie poradzi, to spróbuj wyobrazić sobie, że Ciebie zabraknie i co wtedy? On też zniknie?
Będziesz jeszcze szczęśliwa, wszystko zależy od Ciebie jednak. Jak mantrę powtarzaj: zmiana zaczyna się we mnie...a w końcu to zrozumiesz, nie od razu, ale jak już poczujesz, to nie będziesz chciała wracać, tam gdzie jesteś teraz. Tego Ci zycze.
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-04, 16:26   

MN, Celem postu Moniczki nie jest by wskazać jak kochać krzywdziciela, tylko co zrobić TU i TERAZ by sytuację, dla niej ze wszech miar upokarzającą i niezwykle trudną jakoś zmienić.

Krzywdziciel żyje sobie własnym życiem a tu ledwie zipiącej ofierze, w halce pozostawionej na klatce schodowej nocną porą ,radzi się skupić na kochaniu krzywdziciela.
Może podaj jakieś rozwiązania na teraz.
Trudno jest napisać , przecież nie taka przecież idea żeby coś konkretnie zasugerować poza powtarzanym jak mantrę kochaj Boga, siebie aż w końcu uda Ci się pokochać krzywdziciela.

Moc Nadziei, muszę z wielką przykrością napisać, że brak mi Twojego osobistego, indywidualnego, zdroworozsądkowego podejścia do życia, które kiedyś w Twoich postach było zawarte.
Teraz przemawiasz językami swoich nauczycieli, zresztą nie tylko Ty, tak bardzo się z tym identyfikujesz jakby Ciebie już nie było.
I nawet wiem już co odpowiesz.
 
     
moc nadziei
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-04, 16:56   

Kenya, Twoją ocenę mojej osoby teraz pomijam, to temat na PW chyba.


Ale jeśli chodzi o Monikę, to nikt tu nie radzi skupiać sie na kochaniu krzywdziciela. Ja gdzieś coś takiego napisałam?

Zenia napisała o mądrej miłości. Grzegorz pytał czy to oznacza zgodę na podbite oczy. Ja napisałam, że wręcz przeciwnie.

Co do rad.. Umiem tylko poradzić, żeby MonikaMaria skupiła się na uzdrowieniu swoich relacji ze sobą ("dlaczego daję się krzywdzić? co we mnie jest, że na to pozwalam") w odniesieniu do Boga. I potem dopiero ustalić co robić z krzywdzicielem, który jest jej mężem.
Po prostu Monika powinna mieć pewność swojej decyzji - czy wyjedzie z dzieckiem czy zmieni klucze, czy pójdzie do sądu z wnioskiem o separację czy podejmie próbę mieszkania z mężem, czy zrobi jeszcze coś innego. Moim zdaniem powinna osiągnąć zgodność czynów z sumieniem, przekonaniem i swoim wnętrzem.
Wtedy będzie szła do przodu.

Napisz mi proszę Kenya w którym miejscu ta rada wydaje Ci się szkodliwa.
Chodzi Ci o to, że MonikaMaria nie ma czasu na zastanawianie się? Że powinna działać już, w ciągu godzin-dni?
 
     
Olga1968
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-04, 17:09   

Monika, to nie jest lęk o męża, że sobie nie poradzi. To jest Twój własny lęk, że Ty sobie nie poradzisz. W tej chwili jak to ktoś tu już napisał matkujesz temu mężowi "syneczkowi", a kiedy Ci tego zabraknie, wywróci sie Twoje życie do góry nogami. Z tego co czytam, Ty jesteś już tak przyzwyczajona do zachowań męża, że jesteś w stanie przewidzieć jaki kolejny numer wytnie i Ty to dzielnie bierzesz na klatę, tylko po co? Ty się boisz, że jak "syneczka" wyprowadzisz z domu , to nastąpi pustka i szarość dnia codziennego, nie bedzie adrenaliny i "atrakcji" Zapewniam Cię , ze nie tędy droga. Od 7 lat szarpiesz sie z tym "syneczkiem" i nic nie jest lepiej, a jest co raz gorzej. Moje rady na teraz sa następujące, a co z nimi zrobisz to już Twoja rzecz:


1. Wystawienie "syneczka" i jego tobołków za drzwi
2. Pozew o alimenty
3. Pozew o rozdzielność majątkową wsteczną
4. Pozew o separację z wyłącznej winy męża

Jak zrobisz tylko te 4 kroki a nie 12, to możesz się wtedy wziąć za siebie. Terapia i nie wnikam jaka, czy to 12 kroków, czy psychoterapia w gabinecie.
A teraz mozesz się na mnie obrazić jak parę osób z tego forum, ale życie nauczyło mnie nazywać rzeczy po imieniu i prosto w oczy. Pamiętaj, że kotka można zagłaskać na śmierć i tak sobie myślę, że ten Twój "kotek syneczek" ma już totalnie wyleniały grzbiet od tego głaskania. Pora zabrać mu wygodną poduszeczkę i ciepły kącik. Pora zabrać pełną miseczkę mleczka i rękę do głaskania. Won sierściucha na dwór, bo mocno zanieczyścił Ci i zniszczył dom. Jak kotkowi ogonek przymarznie do kałuży, to kotek może zacznie postrzegać prawidłowo rzeczywistość.
Pozdrawiam
Olga
 
     
krasnobar
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-04, 17:59   

drodzy forumowicze pokroju Grzegorza,którzy wiecznie krytykują sposób radzenia innym,że taki oderwany od rzeczywistości.....a zadaj sobie trud,jeden z drugim,odnajdźcie watek Moniki,a jest sprzed wieeeelu miesięcy, potem drugi wątek,trzeci jej wątek.... i poczytajcie rady,jakie wówczas otrzymywała Monika...........były IDENTYCZNE z dzisiejszymi! stanowczość,granice,praca nad wyjściem ze współuzależnienia.......ba! były też zachęty do założenia niebieskiej karty!przecież za nią tej pracy nie wykonamy,ona sama musi dotknąć dna,by zdecydować o tym,jak walczyć o siebie,jak siebie pokochać.....Grzesiek napisze jakąś jak zwykle krytyczną uwagę i znajdzie zaraz jakiś klakier,który chyba dla awanturzenia się tylko,wtrąca swoje trzy grosze......no bądźcie trochę sprawiedliwi....

Monika trafiła tu dwa lata temu.....dwa lata temu miała już trudną sytuację....jakby poszła na te krytykowane 12 kroków,kto wie,w jakiej byłaby dzisiaj sytuacji....być może małżeństwa by nie uratowała,może mieszkaliby oddzielnie,ale nie miałaby za sobą epizodów w halce przed klatką,być może nie wpadłoby jej nawet przez myśl,żeby przepraszać za prawdziwie słuszną reakcję na przemoc.......

wielu forumowiczów nie podejmuje się od razu tej pracy nad sobą,bo zawsze znajdzie się jakiś Grzegorz czy inny ktoś,kto skrytykuje ten sposób,jako nieskuteczny i pozamiatane.....wiadomo,że nikomu się nie chce zabierać za siebie,bo trzeba by stanąć w prawdzie o sobie,zrobić jakiś wysiłek,a człowiek-tak po ludzku-chciałby mieć efekt,bez zbędnego narobienia się,na pstryknęcie palcem,chce zaklęć i cudownych receptur na tu i teraz........trudno powiedzieć sobie:tak,jestem współuzależniona,tak,mam niskie poczucie własnej wartości,tak,nie kocham siebie.....jeśli Monika nic przez ten czas nie zrobiła,to może dlatego,że nie miała wspólnego frontu od WSZYSTKICH forumowiczów?i że część pisała to,co ona chciała usłyszeć lub też rozwiązania zgoła drastyczne,na które nie była gotowa?


jako pierwsza w watku Moniki odpowiedziała wredna i nawiedzona moderatorka Nirwanna :lol: ,która na szybko poleciła książkę Miłość potrzebuje stanowczości, w której jasno i wyraźnie są opisane metody postępowania z raniącym małżonkiem: ostre cięcia.....chociaż po pierwszym poście Moniki nic nie wskazywało,że mąż posunie się do przemocy......w miarę pojawiania się kolejnych postów Moniki,które naświetlały sytuację,wskazówki,jakie otrzymywała,były coraz bardziej nastawione nad tym,by Monika walczyła przede wszystkim o siebie....Pierwsze sygnały o przemocy już były w 2012 roku,pomimo rad o niebieskiej karcie i stanowczemu przeciwstawieniu się,Monika nic z tym nie robiła,nadal uwikłana w poczucie winy i nadal zaangażowanie w wyjaśnianie smsów męża,rozmowy z kochanką męża,dociekanie,sprawdzanie.....z tego,co wiem,ludzie też pisali jej na priv....ostatnio była głośna sprawa o wielkim wkładzie Wilkoo w odnowę Moniki.....
także jak widzicie.....każdy może pisać,co uważa za stosowne,a dany forumowicz zastosuje się,bądź też nie.......Monika od psychologa swojego dostała zalecenie,by założyć niebieską kartę-nie chciała,dostała od GregAna namiary na państwa Malickich z Katowic-obiecała,że się tam zgłosi-nie zgłosiła,miała jeździć na spotkania sycharowskie od 2014, już mamy drugą połowę roku:na ilu spotkaniach była?Na kroki się niby zgłosiła,ale nie podjęła,tu przeszkoda,tam przeszkoda itd.....czyli jak to jest, jeśli rady od Sycharowiczów były złe,a Monika się do nich NIE zastosowała,to powinna teraz pisać świadectwo?

nikt poza samą Moniką nie jest w stanie przekonać jej do tego,by walczyła o siebie....a że sama nie da rady,potrzebuje wsparcia,terapii,jakiejś pracy nad sobą.....nie,żeby scalić małżeństwo,ale żeby budować siebie........piszcie dalej,że nie ma to sensu,bo Sychar nawiedzony,a kolejne dwa lata Monika na nic nierobieniu..........takie posty,jakie dzisiaj dała Olga,bardzo zresztą rozsądne-Monika otrzymywała już wiele razy,także na priv....ona jest w takim stanie współuzależnienia,że opacznie rozumie wiele rad... dzisiaj,po dwóch latach tłumaczenia jej,że jest współuzależniona i że miłość,to nie przyzwalanie na ranienie siebie,Monia pisze:

"Samboja, próbowałam wiele razy kochac za nic, szanowac pomimo i przepraszac pierwsza."

ani Samboja nigdzie nie pisała,że trzeba szanować pomimo i przepraszać pierwsza....ani nikt inny nie twierdzi,że tak trzeba zrobić,tak Monika nadal uważa,że to było postępowanie dobrej,kochającej żony,mimo,że od wielu miesięcy ma tłumaczone,że idzie błędną drogą......


osoby,które krytykują Sychar,powielając nieprawdziwe informacje,jadąc stereotypami,typu: "nie słuchaj Sychara,bo samą modlitwą małżeństwa nie uratujesz", podczas gdy NIKT NIGDY TAK Z SYCHAROWICZÓW NIE TWIERDZIŁ!,nawet nie zdają sobie sprawy,na jaki grunt to trafia i jak bardzo wzbudza wątpliwości u poszukującego pomocy,jak dla mnie to świństwo i krecia robota,nie pomagająca nikomu...

Monika,poświęć czasu na przeczytanie wszystkich swoich wątków,wypisz na kartce wszystkie rady i wskazówki,jakie otrzymałaś w ciągu tych dwóch lat i podkreśl te,które starałaś się wprowadzić w życie i je wprowadziłaś(w styczniu pisałaś,że złożyłaś pozew o separację).................odpowiedz sobie z ręką na sercu,które z tych wskazówek w jakiś sposób usiłowałaś wykonać,zadaj sobie pytanie,czemu tych podkreślonych wskazówek jest tak mało i czemu sądzisz,że postępując wciąż tak samo,nie zmieniając podejścia do siebie,do męża,do sytuacji,oczekujesz innych rezultatów...........

Moniko,czas wreszcie na to,by TY SAMA zaczęła coś robić..................szkoda życia,już dwa lata poszły gdzieś i nie wrócą?chcesz marnować kolejne dwa?konkrety,konkrety,bo sama widzisz,że masz równię pochyłą.....co jeszcze chcesz przeżyć w związku z tą Twoją biernością?
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-04, 21:09   

popieram popieram w 100%

mądrze i dobrze napisane
 
     
MonikaMaria3
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-04, 22:54   

Wywiązała się niesamowicie ostra dyskusja i ja za wszystkie rady Wam bardzo dziękuję.
Może napiszę tak... Minęło 2 lata.
Nie ma spektakularnego uzrowienia, bo faktycznie tkwię w toksycznym układzie. Ale tak... Z jednej strony słyszę; kochaj pomimo, z drugiej: spakuj i wyprowadz, z trzeciej: naucz się nie reagowac, z czwartej: wzywaj policję, masz prawo się bronic. I ja naprawdę mam mętlik w głowie. Sama chcę by było dobrze, mam naturę skłonną do poświęceń, ale też jest we mnie inna natura, ta, która domaga się swego.
Może mi uwierzycie, albo nie... ja byłam uczona tak w życiu, by nie krzywdzic nikogo. I nikogo nie skrzywdziłam świadomie. Nie potrafię się długo obrażac, nawet jak mąz wyzywa od k..... Nie potrafię byc uparta w swoich stanowczych postanowieniach... Chciałabym przeprosic, przytulic i zapomniec.... Ale żyję pod jednym dachem z człowiekiem tak upartym, złosliwym i obrażalskim egoistą, że naprawdę można oszalec.... A z drugiej strony nie chcę byc sama, bo kocham tego człowieka... Nie za te 7 lat, przez które mnie krzywdził, ale paradoksalnie za 2 lata bycia parą i rok małżeństwa, kiedy był cudowny i ciepł, a to ja tego wtedy nie doceniałam.
Mam duże poczucie winy, że przeze mnie taki się stał. tak mi wciąz mówi. Że go nie wspierałam, że się po nim darłam, że czepiałam o wszystko....Że ja za bardzo się dopytuję, że drąże, że jestem zazdrosna... wszystko to prawda i choc nad tym usiłuję panowac, to nie zawsze mi się udaje.
A i jeszcze wchodzi aspekt religijny... tylko on i nikt... A ja potrzebuję drugiego człowieka, a ściślej mężczyzny. I choc od lat żyję w okropnym związku, to poczucie winy, które mi mąż wpaja i religia naprawdę nie pomagają.
prosty przykład... Wiecie, że ja idiotka przeprosiłam go za policję? Ale on nie widział w tym nic złego, że w haleczce stałam na klatce.
Dlatego teraz zaczynam terapię indywidualną. Nie z naciskiem na meża, ale na siebie. Zamek mam kupiony, czekam by go załozyc... A i to mówienie o wyprowadzce.... Kurcze jakim prawem mam go wyrzucic? To puytanie kołacze mi się w głowie non stop. Mam często hustawki nastrojów, ten stres, to wszystko.... Nie jest dobrze. Lepiej ze mną niż było na początku jak tu wylądowałam, bo przestałam go kontrolowac, czy ciągle na niego czekac i nie spac po nocach, ale też gorzej z nami, bo jak stawiam granice, to on szaleje.
 
     
MonikaMaria3
[Usunięty]

Wysłany: 2014-07-04, 22:56   

Co do Wilkoo... jest jaki jest. Ale tak naprawdę to on pomógł mi uświadomic, że tak małżeństwo nie wygląda. I pomógł stawiac granice... Pomogło na krótko, ale pomogło. A Teraz znowu jest do bani.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 5