Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Pomóżcie
Autor Wiadomość
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-04, 16:28   

julita165 napisał/a:
Bo jak ja coś takiego czytam to ani siebie nie odnajduję za bardzo w tych opisach ani męża. Np. są porady żeby do mężczyzn mówić krótko i rzeczowo, konkretnie powiedzieć czego się oczekuje bo oni sami tak mówią i tylko taka forma do nich trafia. A u nas jest tak, że to ja jestem rzeczowa, naprawdę konkretnie formułuję czego chcę bez żadnych ceregieli, mąż tego i tak nie spełnia, a sam o swoich oczekiwaniach mówi mi że powinnam "to" czuć...


Ja po pierwszym przeczytaniu tej ksiązki też tak myślałam. W miedzyczsie przeczytałam Urzekającą oraz odsluchałam wielu konferencji i doszłam do wniosku, że ja z racji swoich doświadczeń oraz tego, co pokazuje na współczesny świat, weszłam po prostu w męską rolę. Uwazałam, ze taka właśnie być powinnam, choć źle bardzo się z tym czułam. Treaza dopiero buduję swoją tożsamość od nowa, od podstaw.
Ja polecę Ci jeszcze inną ksiązkę z tej serii, myślę, ze ona precyzyjniej oddaje róznice

"Marsjanie i Wenusjanki. Tajemnica Udanego Związku"

A odnośnie konferencji pana Guzewicza, to ta 3 mówi o owych "guziczkach"

Pozdrawiam
 
     
julita165
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-04, 19:24   

A co to jest rola meska Twoim zdaniem
?
 
     
Samboja
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-05, 15:00   

Julito pytasz czy prowokujesz ;)
 
     
julita165
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-05, 16:45   

Poważnie pytam.
Ja jestem jednak chyba taką mocno "nowoczesną" babką. Przynajmniej za taką się zawsze uważałam, taka też jest opinia ogółu o mnie.
Właściwie to poza takimi "ręcznymi", a potocznie uznawanymi za "męskie" pracami jak wbijanie gwoździ ( bo tego nie lubię, zreszta jak wszelkich innych form "prac ręcznych" tych tzw "kobiecych" również ) akceptuję, że wszystko inne może i powinno być też "kobiecie"
Np. nigdy w życiu nie chciałabym znaleźć się na utrzymaniu męża, cieszę się bardzo z zawodowych sukcesów, cenię sobie finansową niezależność, umiem sama podejmować decyzje i nawet podejmuję je szybko, myślę, że szybciej niż mój mąż. I rzeczywiście mam tendencje do załatwiania różnych spraw sama bez oglądania się na niego. Po prostu zastanawiam się chwile czy to lub tamto jest fajne, mnie czy nam potrzebne czy chcę i decyduję. Nie chodzi o to, że nie myślę czy to będzie dobre czy złe dla męża bo w sprawach tak bezpośrednio go dotyczących oczyiście myslę o tym.
Ale nie stosuję gierek jak z tym gdzieś wyżej powołanym rowerkiem. Uznałam, że dziecko powinno mieć rowerek, zaproponowałam mężowi, że go kupimy, ponieważ w weekend się nie udało bo zdążyliśmy tylko do jednego sklepu gdzie był kiepski wybór, a potem mąż wyjechał to w poniedziałek sama zasięgnęłam języka gdzie jest duży wybór i po prostu go kupiłam.
Może to w takich zachowaniach mąż widzie problem ?
Ale dziwne to by było bo mąż do tradycjonalistów też nie należy, a poza tym ja od samego początku taka byłam i on mawet mówił, że podoba mu się taka niezależna babka, że jest dumny z zawodowych sukcesów żony, a właściwie wtedy jeszcze dziewczyny
 
     
Samboja
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-06, 09:38   

Myślę, że we współczesnym świecie, w takim w którym oboje rodziców pracuje - zazwyczaj, oboje dzieli sie obowiązkami, męska rola odnosi się do tego, co należy do mężczyzny , czyli co zostało mu przydzielone. Jeśli para ustali, że kobieta gotuje (bo robi to lepiej), a on za to zajmuje sie konserwacją aut (bo się zna na tym), to wypełnianie roli męskiej oznacza wywiązywanie się z obowiązków przypisanych mężczyźnie. Gdyby żona siedziała z dzieckiem w domu, a mąż pracował to bycie rola męska oznacza przynoszenie kasy do domu i sie to robi, łaski nikomu nie robiąc, a żona pełni rolę sobie wyznaczoną i sprząta itp łaski nie robiąc.
Inna sprawa, że czasami strony nie chcą swoich obowiązków wypełniać i zamiast tego wymagać, druga strona zaczyna przejmować ich rolę...ja to tak rozumiem.
 
     
julita165
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-06, 09:54   

No i małżonek powrócił wczoraj póxnym wieczorem więc sobota nadeszła już w czwartek.
Powiedziałam mu mniej więcej to co napisałam gdzieś powyżej ale on stwierdził, że nie widzi już możliwości naprawy ani też nie chce już walczyć. Nie ma między nami żadnej bliskości i namiętności. Przyznał, że oboje zawiniliśmy ale to już nie ma znaczenia bo tyle nad rózni i dzieli, że on wysiada.
Wiecie, między nami chyba naprawdę było i jest już bardzo xle bo jakoś spłynęło to po mnie jak woda po kaczce i jedyne czym się naprawdę martwię to jak my rozwiążemy ten kredyt hipoteczny.
Ja mam jednak świadomość jak bardzo jest to trudne i jak bardzo dużo będzie nas wszystkich to kosztować ale mam wrażenie, że mąż nic z tych rzeczy nie bierze pod uwagę. Wiem też, że dojrzała miłość to jest odpowiedzialność i tak naprawdę kwestia woli a nie uczuć ale do tanga trzeba dwojga.
Dziś ranio przyszła teściowa. Ta babka to jednak znacznie trzeźwiej patrzy na życie i też jest zdania że powinniśmy spróbować. Obie zgodnie doszłyśmy do wniosku, że trzeba spróbować jeszcze coś zrobic bo największymi poszkodowanymi w tej sytuacji będą jej syn i Bogu ducha winny wnuczek. Obie też zgodzilyśmy się że najwyraźniej doszliśmy do etapu że sami sobie z tym nie poradzimy i chyba jedyną szansą jest spojrzenie na to osoby obiektywnej i pomoc nam z tego wyjść. Oczywiście nei chodzi o ikogo z rodziny tylko profesjonalnego terapeutę. Nawet znalazłam jedną taką osobę w naszym mieście która bardzo ciekawe artykuły w necie zamieszcza. Ja jednak nawet nie mam co apelować do męża żeby zechciał się wybrać. Teściowa się zobowiązała. Zobaczymy czy matki poslucha. Obawiam się jednak, że mój mąż jest typem kry co najwyżej zgodzi się pójść ale on i tak wie lepiej.
czoraj też trafiłam w necie na jedną audycję jednego z polecanych mi tym forum księży pt Trąd w małżeństwie. On tam opisał dwie osoby, które określił jako "pannę nigdy nikogo nie zadowolę" czyli z komleksami i "pana nikogo nie potrzebuję" czyli z niskim poczuciem warości i również kompleksami. I powiedział, że taka para już na ślubnych zaproszeniach powinna dopisać "przewidywana katastrofa związku nastąpi za ok 3 lata" i że na 100% sama sobie nie poradzi. szczegółowe opisy tych osób w znacznym stopniu dobrze nas opisywaly.
 
     
julita165
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-06, 12:19   

Samboja napisał/a:
Myślę, że we współczesnym świecie, w takim w którym oboje rodziców pracuje - zazwyczaj, oboje dzieli sie obowiązkami, męska rola odnosi się do tego, co należy do mężczyzny , czyli co zostało mu przydzielone. Jeśli para ustali, że kobieta gotuje (bo robi to lepiej), a on za to zajmuje sie konserwacją aut (bo się zna na tym), to wypełnianie roli męskiej oznacza wywiązywanie się z obowiązków przypisanych mężczyźnie. Gdyby żona siedziała z dzieckiem w domu, a mąż pracował to bycie rola męska oznacza przynoszenie kasy do domu i sie to robi, łaski nikomu nie robiąc, a żona pełni rolę sobie wyznaczoną i sprząta itp łaski nie robiąc.
Inna sprawa, że czasami strony nie chcą swoich obowiązków wypełniać i zamiast tego wymagać, druga strona zaczyna przejmować ich rolę...ja to tak rozumiem.


No to w takim układzie u nas chyba problem polegał na tym, że my nigdy nie ustalaliśmy żadnych obowiązków. Każdy robił to co uważał za słuszne.
 
     
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-06, 15:11   

Julitko, męska rola nie polega li tylko na podziale obowiązków typu ja (kobieta) zmywam, sprzątam, gotuję, ty (maż) remontyjeez gwoździe przybijasz itp. Mężczyzna został stworzony między innymi do ochrony i prowadzenia wsojej rodziny, I wiem jak to brzmi w uszach dzisiejszych kobiet, jaką niezgodę w nas wzbudza. Kiedyś sie mówiło, że mężczyzna jest głową rodziny, a kobieta szyją, która tą głową kręci, I czhyba jest w tym jakaś prawda.
Kobieta, która sama przemeblowuje mieszkanie, robi remont, decyduje co, kiedy, gdzie i jak zrobić daje wyraźny sygnał meżowi, ze nie jest jej do niczego potrzebny, ze jest zbędny. Popatrz, ten niszczęsny rowerek. Czy naprawdę miało tak duże znaczenie to czy kuposz go dzisiaj, czy np. za 2 tygodnie? Moze gdybyś pozwoliła mężowi na jego zakup, on teraz z radoscią uczyłby małego jeździć. A tak mógł stwirdzić, ze skoro sama go kupiłas, to sama teraz ucz. W taki sposób podkopujesz wartosc i autorytet meża jako ojca. Pomyśl, czy w relacjach małżeńskich też tego nie robisz?
Możliwe, że mężowi na pocątku impnowała Twoja niezależniość, jednak teraz przez nią własnie może czuć się jak piąte koło u wozu i dlatego woli przebywać z sąsiadem ( moze to jego "jaskinia"?). Nie wiem, tak sobie spekuluję.
Wiesz dużo o tym mówi i pisze pan Jacek Pulikowski,

http://www.jacek-pulikows...rencje-mp3.html

i ten ksiądz o którym pisałaś (jak wnioskuje z treści był to x Pawlukiewicz). Psłuchaj sobie jeśli chcesz jego kazań tematycnych na tej stronie

http://www.kazaniaksiedzapiotra.pl/

Albo knferencji na youtybe lub tu

http://www.dno-serca.pl/xpp/.

A z Graya polecam jeszcze

"Marsjanie i Wenusjanki zawsze razem".
Mówi ona min. o tym jak przez lata zmieniły się warunki życi i jak to wpływa na nasze role jako kobiet i mężczyzn, a co za tym idzie nan nasze małżeństwa.

Dużo tego trochę, ale jeśli poważnie myslisz o naprawianiu Waszych relacji, to dobrze byłoby się z tym zapoznać.

Pozdrawiam.
 
     
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-06, 15:16   

Spróbuj też poznać jaką rolę dla Ciebie Bóg przygotował. Uwierz mi jest naprawdę piękna.
 
     
julita165
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-11, 09:35   

Mąż za namową teściowej zgodził się pójść do terapeuty. Oczywiścia ja mam nas umówić. Był ktoś na czymś takim ? jak to wygląda ? Czy najpierw każdy idzie sam na takie spotkanie czy razem ?
Poza tym ja już naprawdę sama nie wiem czy ja jeszcze chcę próbować. Jestem cholernie zmęczona i zła na męża. I to nie zła dlatego że chce sie rozstać tylko dlatego, że nie potrafił być ze mną uczciwy. Zamiast rok temu powiedzieć że chce się rozstac to wpędził mnie w ten gigantyczny kredyt który teraz trzyma nas jak psa na uwięzi a że myślał o rozstaniu od bardzo dawna to się dopiero teraz przyznał. Podobno od stycznia 2013. To po jasną ch...w maju 2013 namawiał na przeprowadzkę twierdząc, że jak się wyprowadzimy to wszystko się zmieni, on się otworzy bo w domu mojej mamy nie może. ja mu mówiłam, że nasze problemy są głębsze niż tylko miejsce zamieszkania, że wiele spraw musi sie zmienić, że mnie brakuje tego i tamtego i on obiecywał zmiany. A skończyło się na tym, że ja zrobiłam dla niego czego ode mnie chciał. Wzięłam na sibie wielki kredyt, wyprowadziłam się, a on pół kroku nie zrobił w kierunku moich oczekiwań. Straciłam do niego kompletnie zaufanie. Jak on dziś mówi to i to to ja pięciu groszy nie postawię że rzeczywiście będzie tak postępował albo czy za miesiąc mu się nie odmieni.
Już nawet drowie zaczęło mi szwankować. Wczoraj w pracy dostałam jakiegoś takiego dziwacznego ni to bólu ni to skurczu w klatce piersiowej, plecach, górnej części brzucha, że trzeba było wezwać pogotowie. Normalnie myślałam, że mam zawał. statecznei lekarz stwierdził, że to nerwoból. Skoro to incydentalne zjawisko to mam nic nie robić, dostałam ketonal i coś na uspokojenie i przeszło. Ja nie mogę się tak szarpać, denerwować. Ja mam 40 lat i małe dziecko. Muszę dbać przede wszystkim o dziecko i siebie a nie użerać się ze sfochowanym mężem, który moim zdaniem przede wszystkim ma jakieś problemy ze sobą samym.
Zresztą w tej wczorajszej sytuacji też nie zachował się pięknie. Otóż jak już pojechało pogotowie i stanęło na tym, że wychodzę z pracy to postanowiłam jechać do mamy - jakoś nie czułam się na siłach zostać sama z dzieckiem w domu, tym bardziej, że po tych środkach na uspokojenie strasznie kręciło mi się w głowie. W domu była teściowa z moim synkiem i do niej zadzwoniłam, żeby ustalić jak dowiezie synka do mojej mamy. Nie odbierała więc zadzwoniłam do męża bo podejrzewałam że może też byc w domu ( akurat niefart chciał, że ma przymusową przerwę w pracy ). Odebrał więc powiedziałam, że źle się poczułam, było pogotowie itd. Nawet słowem mnie nie zapytał co się stało, nic, null, zero. Jedyne to zgodził sie przywieźć synka do mojej mamy. Jak przyjechali to tylko powiedział, że przywiózł 3 pary majtek dla synka zamiast 5 o które prosiłam bo nie mógł znaleźć. Mojej mamie powiedział dzień dobry nawet się do niej nie odwracając - dosłownie nic nie przesadzam stał do niej plecami. Nic nie powiedział czy i kiedy idzie do pracy a może powinien bo może w tej sytuacji to raczej on powinien pomóc mi w opiece nad synem a nie moja mama, mimo wszystko ale zero zaiteresowania. Teściowa mi tylko powiedziała o co chodzi z tą przerwą w pracy - wczoraj rzeczywiście miał w planach tylko pracę w godz 18-22.
Ja wiem, że może to głupio zabrzmi bo wiadomo teściowa zawsze na zięcia cięta ale naprawdę widzę, że mojej mamie w tej sytuacji już nie w głowie jakieś gierki i dopiekanie komuś dla zasady, ale ona twierdzi ( będąc mocno wierzącą osobą ), że powinnam sobie to małżeństwo odpuścić, że będę z tym człowiekiem całe zycie takie różne jazdy miała i że on ma coś z głową.
 
     
julita165
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-11, 13:29   

Nie chcę żeby wyszło, że w całej tej sytuacji ja męża demonizuję ale tak mi dziś przyszło do głowy jak przeczytałam o tej dziewczynce którą ojciec na 8h zostawił w upał w samochodzie...mojemu męzowi tez mogłoby sie zdarzyć podobne "zapomnienie".
Zresztą przykłady jego nieodpowiedzialności to ja już miałam np. takie. Synek miał coś ze 2 miesiące i wybrałam się do fryzjera zostawiając go pod opieką męza. Daleko nie ujechałam, może z 2 km gdy zorientowałam się że przebiłam oponę ale nie było tak, że od razu zrobił się flak, po prostu czułam że samochód zaczyna ściągać na jedną stronę. Zatrzymałam się na pobliskiej stacji bezynowej i zadzowniłam do męża czy skoro przebicie jest tak małe to mogę jechać do tego fryzjera ( daleko, całe miasto, czy mam wracać do domu autem czy jednak autobusem ) na co mój mąż radośnie zakomunikował żebym poczekała to on drugim autem podjedzie i mi tą oponę zmieni a synka zostawi w domu bo przeciez mały śpi i sam z wózka nie wyjdzie !!! No myslałam, że trupem padnę na taką propozycję. Dodam, że raczej nie było opcji zabierania tak małego dziecka - był wieczór i styczeń 2012r.- mróz sięgal 30 stopni.
Po raz drugi "popisał się" rok później. Pamiętacie jak zima 2013r. przeciągnęła się do kwietnia ( lepienie śniegowych zajęcy było "nową świecką tradycją" w tamtą Wielkanoc :-) ). Otóż jakos na początku marca synek definitywnie wyrósł z zimowych butów. iadomo szkoda wydawać kasę na buty na tydzień, dwa czy trzy no ale mus to mus więc jakoś tam wspomniałam mężowi że synek z butów wyrósł. Na co on z całą powagą stwierdził "no to niech siedzi w domu". No przecież nie będę się z mężem w takich sytuacjach kłócić. Po prostu puszczam mimo uszu idiotyczne odzywki i kupuję buty sama. Moze to z takich jego odzywek wzięło się to, że rowerek też kupiłam sama zamiast słuchać gadania że po co, że za drogi, że może za rok. Dla mojego męża bardzo wiele rzeczy jest za drogich i niepotrzebnych a ja mam to gdzieś.
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-11, 14:37   

Julita

Sama napisałaś
"Między nami na dobre się popsuło jak pojawił się synek. To jest ogromne wydarzenie i ogromne wyzwanie i nie ukrywam że mąż zszedł na plan dalszy".
Zatem kto nie sprostał wyzwaniu? Ty czy mąż?

W prawie wszystkich wpisach pojawia sie temat dziecka, albo raczej to jakie przewinienia mąż popełnił w opiece nad dzieckiem.
Nie oceniam, bo nie znamy Twojego męża i jego głosu w tej całej sytuacji.
Być może jest skończonym draniem, ale może jest facetem, który nie chciał mieszkać z teściową (bo z nią ślubu nie brał) i może nie chciał być tylko ojcem, ale mężem-partnerem.
 
     
julita165
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-11, 15:08   

W pierwszym dziesiejszym poście w ogóle nie odniosłam się do dziecka, a ten drugi napisałam pod wpływem informacji o zmarłym w aucie dziecku

A co do teściowej - ok. Najpierw mąż ( bez specjalnych a w zasadzie bez żadnych namów z mojej strony ) zgodzil sie z nią mieszkać, nie wyszło, podzieliłam jego argumenty, zgodziłam się wyprowadzić, sama wzięłam kredyt, od roku mojej mamy w naszym małżeństwie nie ma i co ?
Ja mam do mojego męża zasadnicze pretensje właśnie jako do męża a nie do ojca naszego dziecka
1. nie poświęca mi - jako swojej żonie, prawie wcale swojego czasu -patrz posty o koledze.
2. moje propozycje co najwyżej akceptuje a czasem wręcz torpeduje lub stwarza tak miłą atmosferę że się odechciewa
3. zdarza mu się traktować mnie lekceważąco lub protekcjonalnie np. nie raz tak się wyrażał o mojej pracy a powinien szczególnie w tym miejscu zamilknąć biorąc pod uwagę własne zawodowe dokonania. Albo odpowiada opryskliwie lub lekceważy mnie w towarzystwie.
4. nie pamiętam kiedy powiedział mi coś miłego na jakikolwiek temat, że mnie w jakiejkolwiek sprawie docenił czy mi za coś podziękował. On nawet jak prezent dostaje to potrafi zrobić minę jakbym mu krzywdę zrobiła. Że mnie kocha powiedział ostatnio przed ślubem. I żeby nie było że ja nie wiem że to można okazać a nie trzeba mówić - okazywania też nie potrafię się dopatrzeć. kwiatki od niego dostałam może z 5 razy w życiu. Nie pamiętam już kiedy on cokolwiek wspólnego mi zaproponował, gdzieś zaprosił, coś wymyślił. Null. Zero.

a poza tym ma fatalne cechy charakteru odnoszące się już nie do mnie ale czyniące go po prostu "brzydkim" człowiekiem tj. różnych nic mu niewinnych ludzi krytykuje chyba mnie na złość ( bo chyba myśli, że mnie to rusza jak o moim kuzynie 5 woda po kisielu którego widuję raz na kilka lat będzie mówił złodziej oszust ), przypisuje ludziom złe intencje np. jak nas mama zaprosiła na święta to twierdzi, że on nie lubi "falszywej" atmosfery, dopatruje się wszędzie oszustó i złodziei, na kazdym kroku uważa że go ktoś potraktował niesprawiedliwie.
Mało ?
 
     
julita165
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-11, 16:02   

I jeszcze jedno. Mąż stał się w ciągu ostatnich dwóch lat strasznym ponurakiem. Każdy ma coś co go cieszy a dobrze jest jeśli potrafimy się cieszyć nawet z małych codziennych spraw. A mam wrażenie, że jego nic nie cieszy. Jego motto mogłoby brzmieć "zycie jest ciężkie a potem się umiera, dobrze że chociaż na chwilę można o tym zapomnieć przy wódeczce z koegą".
Na początku wydawał mi się strasznie wesołym facetem. To był jeden z ważniejszych elementów który mi się w nim spodobał.
W dodatku jeśli nawet aktualny powód złego nastroju nie ma ze mną nic wspólnego to on ten humor odbija sobie na mnie a niestety też na dziecku. I w dodatku on to przyznaje tylko nic nie zamierza z tym zrobić mówiąc, że "on tak ma". Ja rozumiem, że mógłby mi powiedzieć "słuchaj mam zły humor z tego i tego powodu, nie mam nastroju na to czy tamto, chcę pobyć sam" To jest uczciwe i zrozumiałe ale nie...on strzela mi focha tak jakbym to ja była winna jakimś jego prawdziwym lub wyimagionowanym porażkom, przykrościom itp. Po tych kilku latach po prostu zaczęłam te jego humorki ignorować, zajmować się swoimi sprawami i jak mam nastrój to wręcz tryskać humorem nawet wbrew tym jego dziwacznym nastrojom. Sama nauczyłam się cieszyć z tego co mnie cieszy nie patrząc w ogóle na humorki męża. Ale on to traktuje jako olewanie go, nie wspierania go i nie tworzenie wspólnoty.
Ja to nawet po zastanowieniu dochodzę do wniosku, że wiem dobrze w którym momencie między nami się naprawdę posypało. To rzeczywiście mniej więcej zbiegło się w czasie z urodzeniem dziecka ale nie miało z nim nic wspólnego.
Otóż mąż ostatecznie zamknął firmę. założył ją jeszcze zanim się poznaliśmy więc ja z tym nie miałam nic wspólnego. To firma transportowa - TIR-y. Niesłychanie kapitałożerny interes, leasingi we frankach, podrożenie walut, ogromna konkurencja na rynku, trudne warunki dyktowane przez firmy spedycyjne np. odległe terminy płatności, wzrost kosztów paliwa, duże koszty stałe jak wieczne naprawy. A w dodatku to działalność koncesjonowana gdzie państwo też nakłada ogromne wymagania i finansowe i techniczne. To naprawdę jest interes wymagający ogromnych nakładów finansowych i nei da się go od a do z skredytować a to właśnie uczynił mój mąż więc od początku miał wieczne kłpoty finansowe i w zasadzie działał na zasadzie rolowania długów. W końcu bezpośrednim impulsem do zamknięcia było znaczne obostrzenie finansowe do uzyskania przedłużenia koncesji i po prostu taim warunkom on nie był w stanie sprostać. Co ważne - jeszcze zanim się pobraliśmy ale było to już postanowione on miał pomysł sprzedać swoje mieszkanie i pomieszkać rok lub dwa u moich rodziców żeby si trochę odkuć a potem pomyśleć o czymś własnym. Więc to nie jest tak, że ja go na siłę do mojej mamy zaciągnęłam. On swoje mieszkanie naprawdę sprzedał i przeważającą część przeznaczył na spłaty róznych długów. A to co mu pozostało to zwyczajnie przejadł. Ale on tego nie widzi bo uważa że skoro w momencie likwidacji nie miał żadnych długów do spłaty to firma wyszła na zero. Tego tak nie można liczyć - trzeba dodać przychody i odjąć wydatki a całego okresu działalności a wtedy wychodzi ok 250 tys dziura.
I mąż uważa, że ta firma padła przeze mnie. Bo gdyby nie ja to nie zatrudniałby kierowców i chociaż jednym autem mógłby jeżdzić. Rzeczywiście nalegałam na kierowców ale po pierwsze to sam mi tak obiecywał przed ślubem, po drugie dopuszczałam jakieś okresowe samodzielne jazdy ale z jakąś perspektywą zakończenia takiej sytuacji i takich kilkam okresów było. A poza tym nawet gdyby nie zatrudnial kierowców to stratę miałby pewnie tylko odrobinę mniejszą a warunków koncesji i tak nie mógłby spełnić a jeśli nawet jakimś cudem to wegetowałby z dochodem w granicach 2000 kosztem zupełnego braku życia prywatnego. Jeśli takie życie chcial prowadzić to po co się oświadczał ? Jak już tą firmę zamknął to zatrudnił się jako handlowiec w fimie znajomego i już po tygodniu miał focha, że praca nie taka, że nie zarobi ile mu obiecali ( wiadomo - wynagrodzenie prowizyjne ), że znów go oszukali i teraz hit - że ja go nie wspieram, ja się nim nie interesuję. A to dlatego, że co prawda raz czy drugi zapytałam jak tam w nowej pracy al to za mało, nie przejęłam się tym, że mu się tam nie podoba dostatecznie ( Matko Boska - po tygodniu czy dwóch !!! ). A dodam, że w życiu calym mąż mnie nie zapytal nawet raz jeden jedyny co tam u mnie w pracy. I niby co ja miałam zrobić w sytuacji że mu praca nie odpowiada ? jakbym mogla znaleźć mu lepszą to bym znalazła ale nie mam takich możliwości. Potem błąkał się jeszcze w dwóch firmach ale znów było nie tak więc machnęłam ręką i zgodziłam się żeby zatrudnił się jako kierowca. Kiedy postanowiliśmy się wyprowadzić i zdecydował sam wykończyć mieszkanie było jasne, że musi tą pracę rzucić i znaleźć jakąś na miejscu. Owszem szybko taką znalazł, nawet bardzo dobrze płatną ale za to tak wykańczającą fizycznie, że tylko remont zakończył to znów wrócił do pracy jako kierowca. I ja znów to zaakceptowałam chociaż przed wyprowadzką obiecywał, że znajdzie pracę na miejscu. No ale się pogodziłam że on żadnej takiej pracy nie znajdzie i ja mu słowa zarzutu nie wypowiedziałam w związku z tą pracą
On zarzuca mi że ja sobie zadowolona żyję a nie daję mu wsparcia. Ma problem z tym, że jeśli np. wraca w sobotę koło południa to sobei zanocuję u mamy albo u koleżanki. Normalnie odnoszę wrażenie, że jest zazdrośnikiem. Czy ja w związku z jego nieobecnością mam w domu siedzieć i ręce załamywać ?
Natomiast kiedy wypadałoby okazać żonie wsparcie to jego nie ma np. w listopadzie 2012 mialam zabieg chirurgiczny, niby drobny ale jednak w narkozie, normalnie musiałabym ze 3 dni w szpitalu spędzić i tylko dzięki znajomościom załatwiłam to w jeden dzień - rano przyszłam do szpitala, szybkie badanie krwi, zabieg z 45 minut, 2h na obserwacji i do domu...no ale jednak nei tak całkiem o własnych siłach, znajoma lekarka mnie do domu odwiozła, o opiece nad synkiem nie było mowy, musiała się nim zająć moja mama i to kilka dni. Termin zabiegu był znany 2 m-ące wcześniej. Czy mąż nie powinien chociaż spróbować dostać urlopu ? Ale on się nawet słowem nie zająknął. Zupelnie nic. Ja mogłabym zrozumieć gdyby próbował ale coś w firmie wypadło, nie udało się wziąć urlopu itp ale nie rozumiem takiego zupełnie nic.
I druga akcja z zeszłorocznymi wakacjami. Klucze do nowego domu dostaliśmy w połowie lipca ale to było mieszkanie w stanie deweloperskim, beton, brak wody, warunki jak na obozie przetrwania ale mąż już tak bardzo nie mógł się doczekać że się tam wyprowadził. Ja już na etapie decyzji o zakupie mówiłam uczciwie że ja się do takiego mieszkania nie wprowadzę, tym bardziej z niespełna 2-latkiem i mąż przyznał mi rację. Wiele razy rozmawiałam z mężem co musi być zrobione żebym się mogła tam przeprowadzić i ile czasu mu to zabierze i wiele razy słyszałam że 6 tygodni. Prosiłam żeby się dobrze zastanowil czy on da radę ale on swoje, że 6 tygodni. Więc zostałam z dzieckiem u mamy. Sprawa była tylko o tyle skomplikowana, że na połowę sierpnia mama była od ponad roku umówiona w szpitalu na terapię radioaktywnym jodem ( ma problemy z tarczycą ) po której jest wykluczone wspólne zamieszkiwanie z dzieckiem do 3 lat pod jednym dachem przez dwa tygodnie. W związku z tym wymyśliłam sobie ( w połowie sierpnia de facto nie mając gdzie się podziać bo nowe mieszkanie było w tatalnym lesie, nawet łazienki nadal nie było ) że pojadę z synkiem na 2 tygodnie nad morze a jak wrócę to będą akurat te 6 tygodni i wprowadzę się do nowego mieszkania. Oczywiście po powrocie mieszkanie nadal nie nadawało się do zamieszkania i wróciłam do mamy i nie robiłam z tego powodu mężowi żadnych zarzutów, rozumiałam że się przeliczył z siłami. To on zaczął mieć fochy że ja niby przeciągam sprawę, że nie chcę się wyprowadzić, że sobie nad morze pojechałam a jak pisałam zwyczajnie nie miałam gdzie się podziać ! I on mi żadnych propozycji nie składał. Podłogi położył jakoś na przelomie września i października. Przedłużyłam czas pobytu u mamy o jakiś tydzień ale tylko dlatego, że pod koniec września mama miała operację, pojawiły się pewne komplikacje i po prostu chciałam jej w tym okresie pooperacyjnym zwyczajnie pomóc.
Jest jeszcze taka kwestia, że ja rzeczywiście w niczym mężowi w tym remoncie nie pomagałam ale po pierwsze powiedziałam że tak będzie a po drugie ja naprawdę nie miałam takiej fizycznej możliwości. Do 17 siedziałam w pracy, w tym czasie synek był w moją mamą lub teściową ale potem one ( obie dobrze po 60-tce ) też chcialy odpocząć a ja musiałam zająć się synkiem. Podobnie w weekendy miałam go cały czas na głowie. Oczywiście kilka razy w tygodniu jeżdziłam do męża, on do mnie też wpadł ze trzy razy ale te wizyty były zawsze z synkiem i tylko miałam oczy naokoło głowy że wejdzie w jakiś gips lub farbę itp. Uczestniczyłam oczywiście w wyberaniu róznych materiałów, załatwiałam formalności, drobniejsze zakupy itp ale nie mogłam z malym dzieckiem zamieszkać na betonie bez lazienki i jeszcze remontować mieszkania ! Mąż niby to rozumie i akceptuje ale że szczery to on nie jest a ja już dostatecznie dobrzez nam to wiem, że i pod tym względem coś go gryzie
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,04 sekundy. Zapytań do SQL: 8