Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Do uratowania?
Autor Wiadomość
nowy
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-02, 11:26   Do uratowania?

Długo zabierałem się za podzielenie się z Wami moją historią. I w końcu poczułem, że to czas.
Moją żonę poznałem pod koniec liceum. Ponad siedem lat razem i w końcu Ślub...
Potem przez rok i kilka miesięcy wszystko wydawało się być w najlepszym porządku. Żona też mówi, że Ślubu była w 100% pewna. Od początku 2014 (czyli rok po Ślubie) coś zaczęło się dziać. Nie do końca to zauważałem, byłem przekonany, że to zmiana pracy, wejście w "dorosłe życie".

Miałem dwa podejścia do szczerej rozmowy. Za drugim dowiedziałem się, że jestem bardzo ważny ale... Żona kocha mnie jak brata i myśli o rozwodzie, chce się przyjaźnić... Miałem się wyprowadzić i to zrobiłem. Czułem się jakbym dostał w głowę solidnym kamieniem. Faktycznie, ja nie spełniałem wszystkich Jej oczekiwań, chciała więcej wychodzić, mniej być w domu (ale to rzeczy do zwykłej rozmowy a nie odejścia). To fakt - zwyczajnie sam miałem gorszy czas. Jednak dowiedziałem się o wszystkim "po fakcie". Nie było wcześniej rozmów na ten temat, nic. Może mogłem się domyślić... Nie domyśliłem się, niestety.

Kiedy już wiedziałem co się dzieje, od razu zacząłem działać. Zauważyłem, że faktycznie, ja wcześniej taki nie byłem i nie chcę taki być. Zacząłem więc robić, mimo, że na początku łatwo nie było. Więcej sportu, więcej spotkań ze znajomymi, więcej samorozwoju, więcej Boga, którego zaniedbałem bardzo.

Na początku nawet się spotykaliśmy, chciałem pokazać, że bardzo mi zależy a obraz mnie jaki M. ma z ostatnich kilku miesięcy, jest nieprawdziwy. Było miło, ale ciągle odbijałem się od tych samych słów (Kocham jak brata). W końcu chciałem dać Żonie trochę czasu. Mówiła, że go potrzebuje. Po 3 tyg. postanowiłem się z M. skontaktować, chciałem się po prostu spotkać. Nie dostałem odpowiedzi. Dzwoniłem bez odzewu. Słyszałem (oczywiście nie od M.), że uważa, że w ten sposób mnie mniej krzywdzi.
Wiadomo nie zmuszę Żony do niczego. Jednak skoro mamy tak solidne podstawy, to przy odrobinie chęci i sporej ilości pracy wydawało mi się, że można to naprawić. Tylko tych chęci u M. brak. Nawet nie mówi wprost, że nie chce tylko po prostu to i tak nic nie da. Tak czy inaczej, bardzo Ją kocham, wiem, że w końcu się spotkamy, zanim zrobi jakikolwiek formalny krok. Przykro mi tylko, że tak mnie traktuje, kryjąc się za takimi słowami. Wierzę jednak, że to też czas dla mnie. Wykorzystuję go jak tylko potrafię najlepiej. Proszę Was o modlitwę.
Ostatnio zmieniony przez 2014-06-04, 08:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-02, 16:18   

Nowy
trudne pytanie .
Czy jakiś "nowy"
nie pojawił się w życiu żony ?


Za długo byliście parą .
Oboje ( w tym żona ) nie mieliście okazji poznać nikogo poza sobą .
Kto był bardziej inicjatorem ślubu i jak motywowal decyzję ?
( oprócz rodziców oczywiście ;-) )

Nie było jakichś klopotów "łożkowych" ?

Cytat:
Nawet nie mówi wprost, że nie chce tylko po prostu to i tak nic nie da.

Bo to ona ma problem .
Pytanie jaki ?
 
     
nowy
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-02, 17:47   

Z tego co wiem to nie pojawił się nikt. M. twierdzi, że będzie teraz sama. Nie jest szczęśliwa. Fakt zbyt wiele poważnych związków nie mieliśmy wcześniej. Ja między czasie poznawałem wiele osób z racji zawodu i hobby. Żadna z kobiet nie mogła i nadal nie ma szans z M. konkurować ;) Ale czy to przekreśla takie małżeństwo jak my? Znaliśmy się dobrze. Popełniliśmy na pewno sporo błędów. Mieszkaliśmy razem wcześniej. Na początku to Ona czekala na Ślub trochę bardziej, ale ta rożnica bardzo szybko się zatarła. Motywowaliśmy go chęcią bycia razem a oboje uważaliśmy, że tylko w ten sposób tworzy się prawdziwą rodzinę, że to dowód, że chce się być z tą drugą osobą na dobre i złe. Taki dowód miłości. Nasi znjomi, którzy dowiedzieli się są w szoku, nie wierzą, że takie coś mogło się stać, mòwią, że byliśmy dla nich wzorem dobrego związku. Kłopotów łòżkowych nie było jakichś wczesniej, pojawiły się dopiero w ostatnich miesiącach. Było trochę rzadziej, trochę inaczej.

Właśnie tym się martwię, że Ukochana sobie nie radzi i ma z czymś problem. Próbowałem rozmowy ale w żadnej nie było wzmianki o tym, że nie jest ze mną szczęśliwa. Nie chodzi mi o to, że ze mna jest wszystko ok i nie mam nad czym pracować bo i ja mam co robić ale czułem, że coś jest nie tak. Ja za to nie mam problemu z jednym... Kocham Ją pomimo wszystkiego co się dzieje i jestem gotowy do pracy.
 
     
GregAN
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-02, 19:47   

nowy napisał/a:
Od początku 2014 (czyli rok po Ślubie) coś zaczęło się dziać. Nie do końca to zauważałem, byłem przekonany, że to zmiana pracy, wejście w "dorosłe życie".

...... dowiedziałem się, że jestem bardzo ważny ale... Żona kocha mnie jak brata i myśli o rozwodzie, chce się przyjaźnić... Miałem się wyprowadzić i to zrobiłem. .....
. Faktycznie, ja nie spełniałem wszystkich Jej oczekiwań, chciała więcej wychodzić, mniej być w domu (ale to rzeczy do zwykłej rozmowy a nie odejścia). .........

. W końcu chciałem dać Żonie trochę czasu. Mówiła, że go potrzebuje. Po 3 tyg. postanowiłem się z M. skontaktować, chciałem się po prostu spotkać. Nie dostałem odpowiedzi.

nowy, to wygląda na standard, przykro mi...
Zmieniła otoczenie, nowa praca - efekt :
Ciebie kocha jak brata,
potrzebuje czasu,
potrzebuje więcej wychodzić.
( a Ty nie )

Poszukaj kogoś kogo kocha nie "jak brata" w jej nowej pracy.
Ktoś z kim może więcej wychodzić, a potrzebuje czasu, żeby ten ktoś zdeklarował się i chciał z nią być.

Nie wiem co Ci poradzic, skoro żona nawet nie chce się z Tobą rozmawiać.
Co na to rodzina, ?
Jak tam u niej relacja z Bogiem ?
Może przykmie zaproszenie na warsztaty-rekolekcje małzeńskie ?

Dlaczego zgodziłeś się wyprowadzić .....
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-02, 19:56   

Cytat:
Od początku 2014 (czyli rok po Ślubie) coś zaczęło się dziać.


Co dokładnie zaczęło się dziać?
 
     
nowy
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-02, 20:24   

Co do kogoś "nowego" raczej nikogo takiego nie ma. Nie mam 100% pewności, ale musiałaby to być naprawdę spora intryga... za dużo wspólnych znajomych, to by wyszło na jaw...z drugiej strony kto wie...
Ja oczywiście tak samo potrzebuję wychodzić. Z reszta zwykle to ja byłem tym, ktòry "wyciąga" z domu. Ostatni czas nie był moim najlepszym. Wracałem zmęczony, chciałem odpocząć.Co się zaczęło dziać? Mniej rozmawialiśmy o nas, zaczynaliśmy żyć niby razem, ale osobno. Wtedy tego nie widziałem. Piszę to z perpseptywy czasu. Wtedy wydawało mi się, że to wina pracy, z której M. nie pasowała atmosfera. Starałem się umilić ten czas tak jak tylko potrafiłem i miałem siłę. Chociaż wiem, że na pewno za mało pracowaliśmy nad związkiem. To było tak, że czułem, że coś się dzieje, nie do końca wiedziałem co, bo z pozoru wydawało się ok, ot zły nastrój po pracy. Dlaczego wyprowadzka? Musiałem, nie moje mieszkanie. Jej mama tak chciala. Byłem wtedy totalnie w szoku. To wszystko stało się jednego dnia. Zrobiłem tak z myślą, że dostanie trochę czasu, ja pokaże, że wszystko jest jak dawniej albo i lepiej i będzie dobrze. Jej relacja z Bogiem. Raczej słaba. Rodzice chyba widać po tym co napisałem...

I jedna sprawa, której nie wyjaśniłem. Zaczęło się dziać od początku 2014. Ale sytuacja, którą opisuję, rozmowa, po której się wyniosłem miała miejsce 3 miesiące temu. Ostatni raz widzieliśmy się na początku maja...
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-02, 22:15   

nowy,
obawiam się, że GregAn ma rację - to standard.
Dziwne,że tak łatwo daleś się z domku wyautować i jeszcze dziwniejsze, że uwierzyłeś, w tą nagłą transformację miłości małżeńskiej w braterską. Ale nawet jeśli, to czy tak się godzi "brata" z domu wyprosić?
 
     
mare1966
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-02, 23:47   

Nowy ,
to tylko hipoteza ( wcale nie musi się sprawdzić ) .

Znaliście się długo 7 lat + 1 rok małżeństwa .
Jeżeli było w ogóle zakochanie ( taki PRZEJŚCIOWY stan uczuciowy - posłuchaj Dziewieckiego
czy Pawlukiewicza )
to już dawno się skończył ( jeszcze przed ślubem chyba ) .
Może decyzja o ślubie ( wizja pełnego wspólnego zycia )
miała odświeżyć uczucie ,
ale jak widać chyba realizm życia we dwoje
raczej ROZCZAROWAŁ żonę .

Zakładam , ze nie okryła dla siebie nowej drogi ,
w stylu zakonnego powołania .
Pozycie też chyba w normie .
Co pozostaje ? :roll:
Może odezwała się tęsknota za intensywnym doznaniem emocjonalnym ,
które się "wypaliło" pomiedzy wami ( stąd jej nic z tego nie będzie )
a o którym teraz marzy - jakiś impuls skądś ,
albo które aktualnie JUŻ przeżywa
( jakiś potencjalny niebrat , potencjalna "milość" niebraterska ) .


Trochę dziwi mnie też jedno .
Z reguły po to ludzie się pobierają , aby być z sobą razem w domu ,
a nie uciekać na zewnatrz .
Trochę tak cichaczem wspominasz też o "wspólnym pomieszkiwaniu przed ślubem" .
Chyba wiesz , że to spory błąd - to widać choćby na tym forum .
"Kryzysy" zaraz po weselu .
Bo normalnie to dopiero po 20 latach średnio . :mrgreen:
 
     
Anita11
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-03, 00:28   

A mnie jeszcze zastanawia udział teściowej w Waszym kryzysie.Rok po ślubie,początek wspólnego zycia a tu jasny i zdecywany przekaz obu pań:Daj sobie spokój.Normalnie matka namawiałaby córkę:zaczekaj,to Twój mąż,doiero zaczynacie wspólne życie.

Mare z Ciebie prawdziwy nocny Marek :mrgreen:
 
     
nowy
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-03, 09:23   

Jeśli chodzi o mieszkanie przed ślubem, to wiem, że to raczej nie powód do dumy ale też nie wspominam o tym cichaczem. Tak było i tego się nie cofnie. Co za tym idzie znaliśmy się wcześniej myślę, że dość dobrze. Dla Niej ślub był przypieczętowaniem tego wszystkiego, wejściem w dorosłe życie. Dla mnie poza stworzeniem rodziny to było także wyjście z życia "na kocią łapę". To nasze błędy, nie do zamazania ale też dają jakiś obraz na całą sprawę. W naszym związku powoli oddalaliśmy się od Boga. To fakt wszystko to wygląda dziwnie, zwłaszcza, że teoretycznie nikogo "trzeciego" tutaj nie ma. Oczywiście wykluczyć tego nie można ale jeżeli wszyscy wkoło (łącznie ze mną) nie są totalnie okłamywani to tak właśnie jest.

Dlaczego tak łatwo dałem się wyautować i uwierzyłem w całą historię? Bo nie wiedziałem co robić, nie do końca rozumiałem co się dzieje. Wierzcie mi to był naprawdę szok. Chwilę się z tego zbierałem. Dopiero przez ostatnie 2 miesiące wszystko sobie układam. Myślę, że zauroczenie, zakochanie minęło jeszcze przed ślubem. Wiem, że to nie trwa wiecznie, doskonale to rozumiem. Myślę za to, że nie do końca sobie uświadamialiśmy, że o taki związek, w którym takie przejściowe uczucia przeszły trzeba dbać. Nie wystarczy myśleć, że skoro jest OK to tak będzie zawsze. Moim zdaniem zabrakło więcej rozmowy. Sam zrozumiałem, że w miłości małżeńskiej, to jest trochę tak, że nie powinniśmy iść "głosem serca" powinniśmy raczej sami prowadzić to serce. Trzeba pracować i dbać, szkoda, że zrozumiałem to tak późno. Bo teraz czuję, że kocham bardziej.

Wracając do sytuacji: Wyniosłem się więc i na początku starałem się "działać", spotykaliśmy się kilka razy, wszystko wyglądało lepiej jak byliśmy sami. Gdy pojawiali się obok znajomi, teściowie to M. jakby smutniała, brała mnie na dystans, chociaż i tak cały czas trzymała się blisko mnie. Dziwnie to brzmi ale tak było.
Co do teściów, zawsze mieli na M. duży wpływ. Myślę, że za duży. Była długo trzymana trochę jak pod kloszem. Oni wiedzieli o wszystkim wcześniej, nic nie powiedzieli, mówili, że tak młodzi ludzie nie mogą żyć ze sobą z takim rodzajem miłości, że pewnie od początku nie "nadawaliśmy na tych samych falach" (przez 7 lat?). Wcześniej mieliśmy dość dobry kontakt. Ale później miałem wrażenie, że Teściowa, nastawiła negatywnie Teścia na to wszystko. Dowiedzieli się, że córka nie jest szczęśliwa i się zaczęło. Ciągle ich szanuję ale ciężko mi to zrozumieć.

Dodam też, że nasz związek jest Sakramentalny, więc sytuacja może być i trudna, wyglądać dziwnie i beznadziejnie to Ja chciałbym dotrzymać przysięgi.
 
     
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-03, 09:50   

nowy, witam.
Nie wiem od jak dawna z nami jesteś, czy słuchałeś naszych rekolekcji.
Piszesz

nowy napisał/a:
Ja chciałbym dotrzymać przysięgi.


Może warto dowiedzieć się co w tej przysiędze przyżekałeś i na ile byłeś swiadom kazdego z wypowiedzianych słów.

http://sychar.org/przysiega/
 
     
nowy
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-03, 10:02   

Zenia, jestem tu od ok. 2 tygodni. Tych rekolekcji jeszcze nie słuchałem (wrócę z pracy to będę się zapoznawał). Czytam forum, słuchałem kilku innych materiałów stąd, oglądałem Fireproof. Może trochę źle napisałem to co cytujesz...

Przysięga została złożona i wiem, że niezależnie od decyzji Żony, jakich kroków by się nie podjęła, to zostaliśmy złączeni razem - póki śmierć nas nie rozłączy. Mam tego świadomość i jestem pewien swoich uczuć. Chociaż coraz bardziej dociera do mnie, że może być bardzo ciężko to wiem, że decyzje Ukochanej nie zwalniają mnie z przysięgi. Staram się pracować nad sobą, może i Ona zechce zrobić to samo.
 
     
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-03, 10:10   

Czytając Twoje wcześniejsz posty nie wątpiłam w taką Twoją postawę. Z tej konferencji można jednak dowiedzieć się jeszcze wielu innych kwestii. Dla mnie akurat zaskoczeniem była ta tłumacząca, co znaczy "Ja..." i to ona wyznaczyła mój kierunek pracy nad sobą i małzeństwem. A każda kolejna konferencja, to kolejny etap pracy ;-)

Zajrzyj tutaj, myślę, że warto zapoznać się z tymi materiałami

http://sychar-rekolekcje.blogspot.com/
 
     
nowy
[Usunięty]

Wysłany: 2014-06-03, 10:20   

W takim razie czas wziąć się za słuchanie! :)

Mam nadzieję, że jednak jest szansa dla naszego małżeństwa, że będziemy kiedyś szczęśliwi razem.
Modlę się przede wszystkim o Żonę (pomoc dla niej) i o odrodzenie małżeństwa, trochę też o siłę dla siebie.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 10