Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Temat Izabeli
Autor Wiadomość
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-24, 18:52   

Cytat:
Pozycja żebracza w zwiazku nie wiem czy ma uzdrawiająco moc?


Z całą pewnością nie ma żadnej mocy. Zresztą ktoś z takim pomysłem na odzyskanie drugiej osoby moim zdaniem jest wszelkiej mocy pozbawiony już na starcie.
To klęska i brak szacunku do samej siebie, to wreszcie przyzwolenie żeby inni nas nie szanowali.
Czym dłużej się trwa w żebraczej pozycji, bez ustanowienia żadnych warunków, tym więcej się traci.
Prędzej czy później i tak podchodzi się do ściany waląc w nią głową na opamiętanie bo taka droga na porażkę jest skazana.
Dochodzi w końcu do człowieka, że choćby się przenicował na drugą stronę, zaparł się siebie i swoich pragnień, zapłacił niemal każdą cenę by nakłonić kogoś do powrotu, ten ktoś za nic to ma.

Nie widzę NIC godnego w przyglądaniu się mężowskim "występom" i mówieniu, że w każdej chwili może wrócić.
Fakt, że Iza pragnie uzdrowienia rodziny jest chwalebny, ale postawa autorki nie sprzyja temu żadną miarą.
Nie szanuje się kogoś kto sam siebie nie szanuje.
Grzegorz ma dużo racji, to moje zdanie.
 
     
macko
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-24, 20:21   

grzegorz_ napisał/a:
macko napisał/a:

Jak ma wyglądać to "opamiętanie"? Ma się odciąć od męża?
I dlaczego sugerujesz, że Izabella swoją podstawą traci godność?


Jeśli mąż prawie oficjalnie ma inna kobietę
to pisanie o nim "cudowny" jest trochę dziwne.
Oczywiście on może jest cudownym człowiekiem, ale chyba nie dla Izabelli?
Pozycja żebracza w zwiazku nie wiem czy ma uzdrawiająco moc?


A co nie byłoby dziwne?
Powinna go kochać czy nie? Dla mnie powinna.
A jak się kogoś kocha, to mówienie o nim "cudowny" przestaje być dziwne.
Jak powinna mówić o swoim mężu? "Wyszłam za drania?" I to by nie było dziwne?
Po co w takim razie wychodziła? A może "wyszłam za cudownego i przy mnie stał się draniem?". To już w ogóle nie jest dziwne.
Izabella napisała "Mój maz jest cudownym cczłowiekiem.pogubil się gdzieś". To jest pozycja żebracza? Dla mnie nie.

Oprócz wiary w uzdrawiającą moc jest jest przysięga, a ta zobowiązuje do miłości.

[ Dodano: 2014-04-24, 21:57 ]
kenya napisał/a:
Cytat:
Pozycja żebracza w zwiazku nie wiem czy ma uzdrawiająco moc?


Z całą pewnością nie ma żadnej mocy. Zresztą ktoś z takim pomysłem na odzyskanie drugiej osoby moim zdaniem jest wszelkiej mocy pozbawiony już na starcie.


Tylko skąd przekonanie o "pozycji żebraczej" Izabeli? Bo napisała, że jej mąż jest cudowny?
Ja nie widzę w tym co napisała Izabela niczego żebraczego.
 
     
izabela1982
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-24, 22:10   

To wszystko co piszecie o zebraniu itp.niestety nie zgadzam się.ją już nie proszę nie błagam.ja czekam i modle się.żyje,pracuję,spotykam z przyjaciółmi.
A czemu walczę czemu czekam?robię to też dlatego zebym kiedyś nie mogła powiedzieć ze nic nie robiłam,ze byłam bierna.aby mój synek jak kiedyś zapyta to abym mogła mu powiedzieć "tak walczylam o nasza rodzinę".
Strasznie mi tu samotnie bez najbliższej rodziny.każdy wieczór jest cierpieniem.dlatego ile siły Bóg mi da będę tutaj.a opcję mam powrotu do PL.mam do kogo....ale na dzień dzisiejszy jestem tutaj z nadzieja na odmianę mego męża.
Dziekuje za słowa wsparcia kochani.tego mi trzeba.a wy realisci i pesymiści,co mam powiedzieć....Bóg napewno nie chciałby abym.się poddała.on nigdy się nie poddaje.a czasem aby odzyskać zablakane owieczki używa różnych metod .czasem o nie zebrze....na swój sposób.może tak jak ja.....?
 
     
joanna83
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-24, 22:13   

Prawda jest taka, że nikogo nie zmusimy do miłości. Z mojego doświadczenia wiem, że nadmierne zabieganie o męża nie odniesie nigdy pozytywnego skutku, bo to wywieranie na kimś presji, osaczanie, oplatanie jak bluszcz, które sprawia że dana osoba ucieka od przymuszenia, gadaniny ale też ucieka przed swoją ofiarą aby pozbyć się wyrzutów sumienia. Jeżeli mówimy o godności to nawet sam brak zgody na rozwód może być poczytany przez niektóre osoby jako brak godności. Brakiem godności może być też twierdzenie na sali sądowej, że nadal kocha się męża, tego który zdradził, a mąż uparcie mówi, że nie kocha, że zona zrobiła to i tamto. Jesteśmy dobrzy z natury, w jednych jest tego dobra więcej w innych mniej i często upadamy. Mój mąż się pogubił, ale wierzę ze gdzieś pod tą skorupą znajduje się cząstka dobra mimo, że tak strasznie mnie potraktował i traktuje. Wiecie, co mimo że mój mąż już od roku, pod moją nieobecność przyprowadza swoją pannę do naszego małżeńskiego łoża, ja jakoś w głębi serca go nie znienawidziłam. On zna moje zdanie na temat zdrady. Pozbyłam się negatywnych emocji chociaż jest mi tak strasznie smutno i przykro czasem gdy znajduję ślady. Negatywne emocje w postaci złości, nienawiści by mnie zabiły i uniemożliwiłyby mi normalne funkcjonowanie. Jest mi go teraz żal, że tak się pogrążył i dalej pograżą. Myślę, ze trzeba postępować tak aby mieć czyste sumienie, bo tylko ono jest gwarancją spokojnego życia.
 
     
DHL
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-24, 23:24   

Izo w zasadzie każdy kto przechodził trudności w związku, kierował się tymi samymi krokami.
Każdy walczył i zabiegał -by ratować związek.
Myślę że nikt (choćby z tego forum) temu nie zaprzeczy.
To są etapy , a w nich jedynie ważne to:
że gdy i tak nic z tego nie wychodzi nie dokonywać mataczenia siebie.
Człowiek jaki nie dopuszcza faktów zawsze znajdzie multum tłumaczeń, że to jeszcze nie czas, że jeszcze nie wszystko, że jeszcze póki żyjemy.
A czasem fakty są inne, pisząc to mam choćby na myśli własną sytuację.
Początek był prozaiczny:
problemy w związku ,pierwsze wyjście na terapie małżeńską i problem.
Mąż nie wychodzi ze mną do znajomych, przebywamy wspólnie.
No cóż nawet wówczas nie sądziłem że przebywanie wspólnie-nudzi zonę, że to nie wystarcza,ze staje się to nijakim dniem powszedniego chleba.
Nie dostrzegałem też wcześniej że dzielenie wakacji na oddzielne wyjazdy rozpoczyna pewien etap.
W naiwności swojej widziałem w tym zaszczytny cel-bo dzielimy się by dzieciaki miały fajne wakacje z wyjazdami.
Moja żona ucieka w świat jakiego było jej brak, ucieka z rzeczywistości małżeństwa jakie nudziło.
Mieszkamy razem-ale to takie byle jakie życie.
Trwa to już 6-lat ,tyle żyjemy obok zamiast ze sobą.
I z perspektywy tego napisze być może to o czym większość zapomina.
Gdy się żyje oddzielnie, gdy się ze sobą mało rozmawia, gdy się już nie posiada wspólnych tematów, gdy brak więzi emocjonalnych, gdy każde układa tylko własne życie.
To przepaść staje się tak wielka-że trudno ja pokonać.
I warto wiedzieć o takim fakcie zamiast czasami snuć bajki, nawet te obłożone kropelkami wiary.
Bóg wiele może ,ale to co On może wciąż jest połączone nierozerwalnie z nami- tą ludzka częścia.
Porzucając prawdę o jakiej stara się napisać Grzegorz , Kenya-tworzymy czasem świat iluzji
by nie przyjąć tego co oczywiste.
Zatem nie odbierajmy innym nadziei,ale z drugiej strony nie szpikujmy ludzi fantazyjna nadzieją-która gdy się nie spełni
to zaboli wcześniej-czy później.

pozdrawiam
 
     
Dabo
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-25, 00:41   

DHL napisał/a:
Porzucając prawdę o jakiej stara się napisać Grzegorz , Kenya-tworzymy czasem świat iluzji
by nie przyjąć tego co oczywiste.

W dużej mierze zgodzę się z przedmówcą.
Wiele z tych nauk kochania bez okazywania, bycia żeby nie być , czekać nie czekając, żyć nie zyjąc nabrałem do siebie i wprowadziłemw zycie.
Ale ja tak nie potrafie, jednak mnie ciągle nosi to do telefonu to do rozmowy. I kiedy żona byla dla "dziecka" w domu to przyznam ze gdzieś miałem te nauki. Jak czubek ,delektowałem się zapachem i śpiewem( którego kiedyś niecierpiałem) .
Nie rozumiem czemu miałbym się nie cieszyć , że choć obca i daleka mi osoba ,jest ze mną. Przecież nie wyrywam obcej , tylko fisiuje dla swojej własnej i prywatnej Żony. Wiem ze powinienem stawiać warunki, dużo rozmawiać, modlić się- tylko przyjemniej było pomilczeć i pobyć. Wydaje mi sie że jak bym wystartowal z litanią że ty to i tamto to był by obrót na pięcie.
Żony nie ma, dziecka nie ma! Ale święta mineły w pokoju, choć nie stosowałem stanowczej miłości. Czy my się kiedyś zejdziemy? Powątpiewam, choć wierzę, nawet pewny jestem, ale napewno nie po staremu.
Czemu więc tak niby ważne miało by być opuszczanie, karanie i żadanie zadośćuczynienia od naszych współmałżonków. Czy czasem nie chodzi o zemstę lub o wykonanie ludzkiej sprawiedliwości??
 
     
jasmina44
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-25, 07:58   

ja na poczatku tez wierzyłam ze jak bede miła ciepła czuła itd to on w końcu "zrozumie" i wróci :) haha.. naiwność
teraz gdy staje mi sie coraz bardziej obojętny gdy nie jestem na kazde zawołanie i nie zachowuje sie tak jak dawniej widze ze to on zaczyna szukać pretekstów by zadzwonić, odezwać sie..
tak jak mi kiedys ktos napisał - czesto nie szanujemy i nie doceniamy tego co jest oczywiste... moj maz wiedział przez cąły ten czas ze ja czekam i co? nic... po prostu wiedział ze ma czas bo ja jestem i robił sobie co chciał i zył jak chciał a mnie to bolało ogromnie.
teraz gdy o tym nie mysle i gdy juz nie jest dla mnie najważniejsze by on był zadowolony on sie zaczyna powoli zmieniać..
cos mu ucieka to goni...
a moze trzeba cos naprawde stracic zeby poczuc wartosc tego?
ja straciłam meza i wiele zrozumiałam dopiero wtedy.. on do tej pory nie czuł ze mnie stracił, bo zapewniałam go o swojej miłości...
nie wiem co bedzie dalej, bo coraz mniej mnie to interesuje, ale niestety zgadzam sie z grzegorzem kenya... to bycie dla kogos cały czas na przekór wszystkiemu niestety bardzo rzadko odnosi skutek jakiego chcemy...
często po prostu trzeba cos nieodwołalnie stracic by cos zrozumiec - co zreszta większość z nas poczuła na własnej skórze... oni nas nie stracili wiec nie musza sie nad niczym zastanawiać zadna przemiana nie jest potrzebna, bo przeciez kochamy jestesmy czekamy...
 
     
helenast
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-25, 08:32   

Paulo Coelho

Co jest najśmieszniejsze w ludziach:

Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem. Tracą zdrowie by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze by odzyskać zdrowie. Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości ani przyszłości. Żyją jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli.


Zwykła ludzka natura.... Nie potrafimy dostrzec tego co mamy ... Często musimy dotknąć dna by przejrzeć na oczy , by zrozumieć , by docenić ...
 
     
jasmina44
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-25, 08:34   

bardzo lubie ten cytat.. bardzo prawdziwy
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-25, 08:42   

Choć to wątek Izy, lecz nie sposób pominąć milczeniem postu Joanny 83.

Joasiu,

wnosząc ze stażu małżeńskiego oraz Twojego nicku wygląda że jesteś bardzo młodą osobą.
Zastanawiam się co takiego zadziało się w Twoim wcześniejszym życiu, jakie miałaś wzorce w rodzinie, że AŻ do tego stopnia stałaś się " tolerancyjna" .

piszesz:

Cytat:
Wiecie, co mimo że mój mąż już od roku, pod moją nieobecność przyprowadza swoją pannę do naszego małżeńskiego łoża, ja jakoś w głębi serca go nie znienawidziłam. On zna moje zdanie na temat zdrady.


SZOK!
Nie o budowanie w sobie nienawiści chodzi Joasiu, nienawiść głównie nienawidzącego niszczy ale przede wszystkim chodzi o prawidłowe postrzeganie. Jego zachowanie nazywasz pogubieniem, współczujesz swojemu KRZYWDZICIELOWI - pozwalasz na to by Cię krzywdził, to jest samodestrukcja.

Pytanie grzegorza "co mężczyzna musi jeszcze zrobić" w tym momencie wydaje się jak najbardziej zasadne. Do wspólnego domu przyprowadza mąż kochankę, lokuje się z nią w Waszym małżeńskim łożu a Ty twierdzisz, że on się pogubił. :shock:
Co zrobisz jeśli nie widząc Twojego kategorycznego sprzeciwu, któregoś dnia mąż przyprowadzi kochanę pod Twoją obecność? Czy na to jesteś przygotowana?

Cytat:
Pozbyłam się negatywnych emocji chociaż jest mi tak strasznie smutno i przykro czasem gdy znajduję ślady. Negatywne emocje w postaci złości, nienawiści by mnie zabiły i uniemożliwiłyby mi normalne funkcjonowanie.


Powiem tak, trwanie w negatywnych emocjach jest bezsensowne, ale trwanie w sytuacji która jest przyczyną ich powstawania jest jeszcze bardziej bezsensowne, w tej sytuacji jest Twoim wyborem.
Z jakiegoś powodu, myślę że nawet nieuświadomionego, tkwisz w tym.

Joasiu, ty się odcięłaś od swoich emocji, nie jesteś w stanie prawidłowo przeżywać, odreagowywać, wreszcie rozumieć siebie, o siebie dbać , co zawiera się w stwierdzeniu - KOCHAĆ SIEBIE.
Skąpisz sobie miłości własnej, nie szanujesz swoich pragnień, jesteś na drodze do samounicestwienia.

Cytat:
Jest mi go teraz żal, że tak się pogrążył i dalej pograżą.


Racjonalizujesz, tłumaczysz, współczujesz oprawcy, lakonicznie nazywasz jego zachownie pogubieniem - współczujesz. To niezdrowa postawa, choć musiałabym nazwać to bardziej dosadnie.
Owszem on się pogrąża, ale nie zauważasz, że Ty dając przyzwolenie na takie praktyki pod własnym dachem, we własnym łożu, pogrążasz się razem z nim.

Joasiu, czy masz jakąś bliską rodzinę, czy ktoś wie co przeżywasz, co musisz znosić?

Poproś kogoś o pomoc, idź drogie dziecko na jakąś terapię, zrób coś dla siebie, zacznij w końcu działać a nie przyglądać się biernie tej patologii . I nie o niego tu chodzi Joasiu, o Ciebie głównie.
Współczuję i mocno Cię przytulam.
 
     
DHL
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-25, 08:46   

Zazwyczaj wszystko w życiu ma jakiś swój czas:czas kryzysu,mozliwośc naprawy,mozliwość dogadania się i możliwość poprawienia tego co nas poróżniło.
Ale przychodzi chwila gdy okazuje się że cos stało się niemożliwe-w tym momencie od nas samych zależy jak to zrozumiemy i jak się z tym pogodzimy.
Nie można tworzyć motto zycia twierdząc że małżeństwo sakramentalne jest nierozerwalne,w sytuacji gdy wszystkie fakty świadczą że fizycznie i psychicznie nie istnieje.
Czym innym jest własna świadomość odpowiedzialności przed Bogiem za dotrzymanie przysięgi -za jaką zresztą każdy z nas sam odpowie gdy przed Nim stanie.
A czym innym jest kręcenie się w koło że małżeństwo sakramentalne jest wieczne.
Z jakiś powodów (zresztą nam nieznanych) Bóg przyjmuje taki stan gdy tych dwoje przysięgających bycia razem-i fizycznie i psychicznie przestali być razem.
Gdy tkwimy przez resztę życia w postawie że coś się kiedyś naprawi to po ludzku wygląda to jak wygrana w totka(na kilkaset milionów trafia jeden-no może kilku).
Ja zresztą jak każdy też najchętniej widzę siebie w grupie tych kilku wygranych, ale gdy rozlało się mleko nie siedzimy nad wywróconą szklanką i patrzymy na rozlane mleko.
Trzeba zrozumieć wylało się i trudno-skoro się wylało to znaczy że to mleko nie było mi dane.
Z tym są właśnie zazwyczaj największe problemy zrozumieć że coś mi nie było dane i może przypadkiem nie była to tylko moja lub współmałżonka wola.
Nie trzeba być ślepym by dostrzec jedno-uratowanych małżeństw to jak kropla w morzu.
Ale jedna,dwie,trzy,kilka kropli nie czyni morza-czy oceanu ,tam jest ich więcej.
A te więcej nie da się uratować -nawet przy największych modłach i prośbach.
Nie da się pozbierać tego mleka (rozlanego) szmatką by wycisnąć z niej do szklanki powrotnie mleko.
To mleko wówczas jest obrzydliwe-choć wciąż jest to mleko.
Wiem że są tacy ludzie jakim nie przeszkadza taki inny smak , przyjmują każdą alternatywę by tylko postawiony cel w ich życiu się dopełnił.
A można żyć godnie i w pojedynkę-pytanie tylko czy stać nas na to?
czy potrafimy żyć sami w przekonaniu że aż do śmierci sami

pozdrawiam

[ Dodano: 2014-04-25, 09:23 ]
helenast napisał/a:
Paulo Coelho

Z Paulo Coelho jest róznie.
Na pewno aby go czytać trzeba stać mocno na dwóch nogach, bynajmniej nie w rozkroku i na zakręcie zycia-bo może zbytnio to zaszkodzić
poniżej link:

http://www.tajemnicamilos...ulo-coelho.html
 
     
macko
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-25, 09:50   

jasmina44 napisał/a:
ja na poczatku tez wierzyłam ze jak bede miła ciepła czuła itd to on w końcu "zrozumie" i wróci :) haha.. naiwność


Tu nie chodzi nawet o to czy wróci, chociaż na mój ograniczony, męski rozum łatwiej jest wrócić do kogoś kto jest miły, ciepły itd niż niemiły, zimny itd.
Tu chodzi o przysięgę. Przysięga zobowiązuje do miłości. To nie jest sztuczka, sposób na skłonienie niewiernego męża do powrotu. Taki jest po prostu wymóg, konsekwencja decyzji zawarcia sakramentu małżeństwa.
Takie wypowiedzi jak tutaj mogą być odebrane jako doradzanie złamania przysięgi małżeńskiej.
 
     
jasmina44
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-25, 10:00   

macko, zle to odbierasz..
ja mowie o tym w jaki sposb próbowałam odzyskac mojego meza.. i ze taka postawa nic nie dała wrecz przeciwnie..
ja wciaz jestem miła i sympatyczna ale na dystans nie rzucam wsyztskiego gdy on mnie o cos poprosi...

a miłość..
to ze kogos sie kocha nie oznacza ze ma sie mu to okazywac w sposób taki jak wyzej opisany...
ja nie neguje miłości, tylko sposób jej okazywania...
po prostu sama widze ze to co robiłam wcześniej nie przyniosło zadnego efektu, wrecz przeciwnie...
ale tak z drugiej strony to ja tez wolałabym byc z kims szcześliwym pewnym siebie kto nie wyczekuje i nie wzdycha i nie osacza... przy kim czuje sie wolna...
no i jeszcze jedna rzecz.. jezeli ktos odszedł znaczy sie ze miał jakis powód.. cos sie wypaliło... mozna to czasem odzyskac gdy właśnie sie poczuje ze koniec.. ze mna tak było... wiadomo ze kazdy przypadek jest inny, ja pisze o sobie głownie...
 
     
DHL
[Usunięty]

Wysłany: 2014-04-25, 10:16   

macko napisał/a:
Tu chodzi o przysięgę. Przysięga zobowiązuje do miłości. To nie jest sztuczka, sposób na skłonienie niewiernego męża do powrotu. Taki jest po prostu wymóg, konsekwencja decyzji zawarcia sakramentu małżeństwa.


Myślę sobie tak:
świadomość że gdzieś dzwoni ,nie daje świadomości że dzwoni to dzwon kościelny.
poniżej pewien fragment:

Chcesz zbudować dom na skale?

Warto przypomnieć słowa Chrystusa zapisane w Ewangelii św. Mateusza: „Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki"(7,24-27).

Dom to wspólnota osób. Wy założycie dom w chwili, gdy przed Bogiem złożycie słowa przysięgi małżeńskiej. Ten duchowy dom potrzebuje, podobnie jak zwykły murowany dom, odpowiedniego fundamentu i materiału. Fundament jest niewidocznym elementem budowli i dlatego często niedocenianym i zapomnianym. Wystarczy sobie przypomnieć, ile razy przechodząc obok kościoła Mariackiego, patrząc na wysoką wieżę, pomyślałeś o tym, jak głębokie są fundamenty tej budowli. Zazwyczaj zatrzymujemy się na tym, co widoczne dla oka, a mniejszą uwagę zwracamy na to, czego nie widzimy, a co jest tak naprawdę najważniejsze. A przecież wiadomo, że gdyby nie było odpowiednich fundamentów, to najwspanialsza budowla może łatwo lec w gruzach.

Porównując to do życia małżeńskiego, można powiedzieć, że miłość uczuciowa, zmysłowa to jest to, co widoczne na zewnątrz. Gdy widzi się zakochanych przytulonych do siebie, patrzących z czułością, to od razu widać, że coś ich łączy.

Jednak gdyby tylko to łączyło narzeczonych stających przed ołtarzem w dniu ślubu, to ich duchowy dom byłby jak budowla bez odpowiednich fundamentów, choć piękna, to jednak nietrwała, wytrzymująca przeciwności do pierwszej burzy. Jezus powiedział: „Każdego, kto słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale".

-----------------------------------------------------------------------


to są konsekwencje przysięgi....
a gdy brak ich zrozumienia to zgodnie ze słowami Jezusa-dom runie
a to są już skutki
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 8