Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
uzależnienie emocjonalne
Autor Wiadomość
annezcka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-20, 12:18   uzależnienie emocjonalne

Kochani jestem już z Wami od roku i tak się zastanawiam na ile nadzieja na uzdrowienie mojego małżenstwa nie pozwala mi się uporac z moim wspołuzależnieniem. Ciągle pamietam praca nad sobą, 5 krok i poł roku terapi dla kobiet kochających za bardzo. Kiedy przychodzi spokoj i oderwanie? Moje małżenstwo istnieje tylko na papierku, od ponad roku nie mieszkamy ze sobą a ja ciągle mam w sobie chęc spotkania, rozmowy....czy nie łatwiej jest osobom ktore nie dopuszczają do głowy mysli naprawy, powrotu?

[ Dodano: 2014-02-20, 12:21 ]
dodam jeszcze że mamy dwojkę małych dzieci i nie da się tak całkiem nie kontaktowac. Ja ciągle liczę na cud a tym samym mąż ma kochankę i miewa się dobrze...
 
     
Wilkoo
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-20, 12:23   

Nie, nie jest łatwiej. Wypieranie jest o wiele bardziej toksyczne, bo grozi to zatopieniem emocjonalnym. A to ma bardzo destrukcyjny wpływ na osobowość. W zatopieniu emocjonalnym NIE CHCEMY pamiętać tego, co było dobre. Polecam Tobie książkę D. Golemana pt. Inteligencja Emocjonalna.
 
     
annezcka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-20, 15:14   

ale może to nie chodzi o wypieranie a po prostu zdrową akceptacjęntego że nie wyszło i trzeba życ od nowa. A mnie na dzien dzisiejszy tak jak kilka dziewczyn tutaj przeraża życie samej...i to jest chyba ten problem. Kurczowo trxymam się mża bo sama nie potrafię, nie wiem jak....bez niego czuję się najxwyczajniej w swiecie gorsxa

[ Dodano: 2014-02-20, 15:22 ]
co Wam pomogło żeby zacząc wreszcie życ swoim własnym życiem...no i dlaczego tak długo:

[ Dodano: 2014-02-20, 15:22 ]
co Wam pomogło żeby zacząc wreszcie życ swoim własnym życiem...no i dlaczego tak długo:
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-20, 15:40   

annezcka napisał/a:
.bez niego czuję się najxwyczajniej w swiecie gorsxa
- dlaczego masz az tak niskie poczucie wartosci bez męża.Widzisz juz to ,że to uzaleznienie,mozna z tego wyjsc,to trudne,mnie tez się wydawało,ze jak ciagle będę pomagałą mezowi jako przykładna zona to bedzie dobrze.wcale tak nie było bo oczekiwania meza wzrastały a cokolwiek bym zrobiła było zle,bo ciagle miał nowe pomysłyale tylko na siebie.Byłam tak uzalezniona ,ze nawet jak jechałam na rekolekcje sycharowskie to gryzło mnie sumienie czy dobrze robie zostawiając w domu męza samego(czytaj bez obsługiwania),męża ,który sie do mnie nie odzywa.popatrz jakie to wdrukowane mechanizmy ale powoli zaczełam stawac na nogi a dzis jest w miare dobrze,radze sobie z tym mimo,ze sytuacja w małżeństwie sie pogarsza a ja zdrowieje bo potrafie stawiac zdrowe granice.Pamietaj zdrowa miłosc to miłosc ,która tez wymaga nie tylko głaszcze.Pozdrawiam. i odpowiedz chociaz sobie na moje pytanie.
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-20, 16:27   

miałam podobnie- nadzieja na naprawienie małżenstwa nie pozwalała mi zaakceptować stanu faktycznego- że moje małżenstwo nie istnieje- zyłam w jakimś zawieszeniu i oczekiwaniu, że za chwilę wszytsko wróci do normy

nawet nie wiem dokładnie, czy fakt bycia na sycharze nie był jakąś formą "niepogodzenia się" z rzeczywistością (w imię przykazań)

i jak się to ma do "bądź wola Twoja", które zakłada, że przyjmujemy to, co nas spotyka....

czas na pewno robi swoje- życie nas wciąga i mimo żalu i bólu żyjemy dalej
w pewnym momencie przychodzi zmeczenie tym oczekiwaniem
ja zaczełam bardzo chciec sie uwolnic od tego i to sie udało

w tej chwili jestem pogodzona z tym, ze nie ma juz mojego małzenstwa (trwa jako sakrament, ale no tak de facto na dzien dzisiejszy nic z tego nie wynika)

[ Dodano: 2014-02-20, 16:29 ]
własnie tez sie zastanawiam, czy nie łatwiej jest osobom, kótre definitywnie zamykaja rozdział i zyja dalej

hhhmmm....
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-20, 17:29   

Bety napisał/a:
tez sie zastanawiam, czy nie łatwiej jest osobom, kótre definitywnie zamykaja rozdział i zyja dalej


nie, nie idzie zamknąć definitywnie sakramentu,
wiem co mówię , próbowałam ponad 2 lata

Prawdziwe życie jest z Bogiem, gdy On jest na 1 miejscu
:mrgreen:
 
     
annezcka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-20, 19:46   

dlaczego mam tak niskie samopoczucie bez męża? Wogole niskie samopoczucie? Boo jestem pomimo tego e zdradzoną to kochającą za bardzo i odkąd pamiętam to moja wrtosc rosła w chwili kiedy miałam kogos....i to mnie przeraża że od jakiegos czasu tj. w pełni swiadomie od ponad poł roku pracuj nad dobą a przychodzą okresy kiey nie potrafię sama życ.

[ Dodano: 2014-02-20, 19:49 ]
Bety co robiłas że się uwolniłas? Wystarczył czas? Jak długo go potrzebowałas?

[ Dodano: 2014-02-20, 19:50 ]
dlaczego mam tak niskie samopoczucie bez męża? Wogole niskie samopoczucie? Boo jestem pomimo tego e zdradzoną to kochającą za bardzo i odkąd pamiętam to moja wrtosc rosła w chwili kiedy miałam kogos....i to mnie przeraża że od jakiegos czasu tj. w pełni swiadomie od ponad poł roku pracuj nad dobą a przychodzą okresy kiey nie potrafię sama życ.
 
     
Bety
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-20, 20:50   

doszło do mnie, że życie jakie miałam z (zaburzonym) mężem było dla mnie toksyczne
i rowniez dla moich dzieci

wiec wole byc sama, niż w związku, który mnie niszczył, w którym traciłam godność

zrozumiałam tez, że nie ma powrotu do starego zycia
moze byc nowe, ale do tego potrzebna jest zmiana, również mnie samej- to pracuje nad sobą, ciesze sie dziecmi, kazdym dniem

wszytsko bedzie dobrze- otwórz sie na zycie, spójrz , że każdy niesie jakis swój krzyż, a my naprawde mamy za co dziekować (chociazby za zdrowe dzieci, nie kazdy tak ma doprawdy)

no i Msza o uzdrowienie- koniecznie!!!!

a co ja się różanców namówiłam - to ja sama tylko wiem
ale działa ;-)
 
     
zenia1780
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-20, 21:43   

annezcka napisał/a:
Kurczowo trxymam się mża bo sama nie potrafię, nie wiem jak....bez niego czuję się najxwyczajniej w swiecie gorsxa


annezcka napisał/a:
dlaczego mam tak niskie samopoczucie bez męża? Wogole niskie samopoczucie? Boo jestem pomimo tego e zdradzoną to kochającą za bardzo i odkąd pamiętam to moja wrtosc rosła w chwili kiedy miałam kogos....


annezcka, odnośnie tak niskiej samooceny i pracy nad sobą, czy przeczytałaś już Urzekającą? Jeślinie, to koniecznie to zrób, jeśli tak, to zrób to raz jeszcze, Do mnie dopiero po trzykrotnym przeczytaniu trafiął właściwa treść i przesłanie tej ksiazki.

Jak wdzę ciągle, mimo pracy nad sobą, nie udało Ci się dostrzec tej Miłosci i bezgranicznej opieki, którą Bóg Cię obdarza. Wiem jakie to trudne, bo też miałam z tym ogromny problem.
annezcko uswiadom sobie, ze masz KOGOŚ, Kogoś kto naprawdę potrafi zapełnić tę pustkę w sercu, usunąć ten lęk, który Cię napełnia. Jeśli nie potrafisz tego zrobić, to pros Go aby pomógł Ci to zobaczyć, aby poprowadził cię w tych poszukiwaniach...

Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was - wyrocznia Pana - zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie. 12 Będziecie Mnie wzywać, zanosząc do Mnie swe modlitwy, a Ja was wysłucham. 13 Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca. 14 Ja zaś sprawię, że Mnie znajdziecie - wyrocznia Pana - <i odwrócę wasz los, zgromadzę spośród wszystkich narodów i z wszystkich miejsc, po których was rozproszyłem - wyrocznia Pana - i przyprowadzę was do miejsca, skąd was wygnałem>.
(Jr 29)


Zyczę Ci owocnych poszukiwań, oraz zaznania tego spokoju, szczęsci i miłosci, jakie są Jego udziałem w naszym życiu.

Pozdrawiam i otulam modlitwą
 
     
Slawomir
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-20, 22:12   

annezcka napisał/a:
Moje małżenstwo istnieje tylko na papierku, od ponad roku nie mieszkamy ze sobą a ja ciągle mam w sobie chęc spotkania, rozmowy....czy nie łatwiej jest osobom ktore nie dopuszczają do głowy mysli naprawy, powrotu?


Witaj!

mogę ci tylko powiedziec ze mojego malzenstwa nie ma nawet na papierku. Od czterech lat nie mieszkamy razem. Dalej mysle i szukam naprawy. A z drugie strony telefon milczy.
Chcialbym byc z dziecmi tyle ile Sad nakazal a moja zona/nie-zona na nie.
Mogę ci tylko doradzic to co sobie. Trzymaj sie i ufaj. Pan Bog nie takie rzeczy zmienial :-)
Jakis madry teolog powiedzial ze prawo Boze jest wpisane w nature czlowieka. Wszystko co jest wbrew tej naturze ostac sie nie moze.
Twoj maz spostrzeze swoj blad wczesniej lub pozniej bo to ty jestes jego zona i to jedyna.
Trzymaj sie i chowaj dzieci w milosci a dostaniesz wieniec zwyciestwa ;-)
Zaufaj Bożej opatrzności.
 
     
jasmina44
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-21, 08:21   

annezcka mi baaardzo pomogła konferencja ojca Szustaka projekt Judyta... tam jest własnie o tym dlaczego nam sie wydaje ze tak bardzo mężczyzn potrzebujemy, a właściwie do szczescia nikogo nie potrzebujemy zadnego człowieka ono jest w nas, i tylko w sobie mozesz je znalezc, takie które zostanie na zawsze i nigdy nie zawiedzie.. jak ulokujesz szczeście w drugim człowieku to kiedys będziesz cierpiała...

mi tez duzo pomogły msze o uzdrowienie, terapia własna...
jeszcze niedawno miałam taki duzy bunt wewnetrzny, ze rozwód, ze koniec i wogole...
teraz juz jest inaczej, widac to był kolejny etap...
mam w sobie duzo spokoju i szzęscia.... cokolwiek sie nie dzieje oddaje to Bogu bo wiem ze tylko z nim przejde przez wszystko we właściwy sposób, silna i zadowolona...

kazdy ma swoja droge...
ja na poczatku chyba tak jak Ty swoje poczucie wartości lokowałam w męzu, w byciu zona i byciu przez kogoś kochaną, gdy tego zabrakło zawalił mi sie śiwat.... czułam sie nic nie warta, skończona przegrana...
a teraz wiem ze moje zycie sie dopiero zaczyna.. kazdego dnia na nowo... kazda chwila jest inna i mamy tylko ją ta chwilę...
ale musiałam przejsc pewną drogę by to wsyztsko tak do mnie dotarło, do mojego serca i duszy bo niby czytałam i wiedziałam rozumem to wsyztsko juz od miesiecy ale dopiero niedawno ułożyło sie w spójny obraz...

w kazdym razie nie poddawaj sie... nie wolno sie nigdy poddawac - w tym sensie ze nie mozna sie poddawać złym emocjom, lękowi, zwątpieniu, niepewnosci...

wszystko ma sój sens, nic nie dzieje sie bez przyczyny a Bóg bardzo Cię kocha i ma dla Ciebie swój plan.. tylko trzeba mu zaufac.. tak bezgranicznie uwierzyc ze wysztsko juz jest dobrze a bedzie tylko lepiej...
[/b]
 
     
dorotakm
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-21, 08:49   

jasmina44 napisał/a:
mi baaardzo pomogła konferencja ojca Szustaka projekt Judyta...

Mnie tez bardzo dużo pokazała ta konferencja.
Annezcka pamiętaj, że czas goi rany. Musisz przejść wszystkie etapy tego typu żałoby; ból, cierpienie, złość. Ja tak miałam. Cierpiałam bardzo, byłam osobą ( nadal w jakiejś mierze jestem) bardzo współuzależnioną od męża. Myślałam, ze już nigdy nie będę szczęśliwa. Dostałam duży krzyż. Mąż odszedł z dnia na dzień zostawiając mnie z 3 dzieci, a po pół roku po jego odejściu informacja: będzie miał dziecko z kochanką. Z boku patrząc sytuacja nie do przejścia. Mogłam się załamać, popaść w depresję. Ale ja zaufałam Bogu , tak na 100 procent. Zaczęłam wielką pracę nad sobą, ale tylko z Nim. Zaczęłam codziennie dziękować za to co mam, mniej proszę więcej uwielbiam i dziękuję. Bo mam wiele tylko musiałam chcieć to zobaczyć. Bardzo dużo czytam, mam wiele kontaktów z wspaniałymi ludźmi z naszej wspólnoty, którzy naprawdę w ciężkich chwilach dali mi ogrom wsparcia i mądrych słów. Chodzę na msze o uzdrowienie, pracuję na 12 krokach, odmówiłam Nowennę Pompejańską. I dziś wiem, ze Pan Bóg nie obiecywał, że nie będziemy cierpieć, ale obiecał ze nas nie opuści, ze zawsze będzie z nami w tym naszym cierpieniu. I ja naprawdę to czuję. Umiem cieszyć się każdą chwilą życia, tym co mam, a uwierz że jeszcze pół roku temu uważałam że moje życie się skończyło. Nie! Ono się dopiero zaczyna. :-D I Ty też wstaniesz tylko potrzebujesz czasu i pamiętaj złap za rękę Pana Boga tak bardzo bardzo mocno, On na pewno Cię nie puści i nie zdradzi.
Trzymaj się, masz moje modlitwę.



Koniecznie przeczytaj książkę 'Bóg kocha złamanych na duchu i takich co uważają, ze tacy nie są", oraz "Koniec współuzależnienia" i "Kobiety, które kochają za bardzo".
 
     
annezcka
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-21, 08:49   

dziękuję za rady, wskazanie pomocnych rzeczy. Jak bardzo bym chciała żeby cały te nowy swiat sobie poskładac od tak, najlepiej już i natychmiast. Brak cierpliwosci to kolejny problem nad ktorym muszę pracowac w pocie czoła, pocieszające jest to że przynajmniej wiem co we mnie nie gra i już temu nie zaprzeczam
 
     
jasmina44
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-21, 08:55   

annezcka napisał/a:
dziękuję za rady, wskazanie pomocnych rzeczy. Jak bardzo bym chciała żeby cały te nowy swiat sobie poskładac od tak, najlepiej już i natychmiast. Brak cierpliwosci to kolejny problem nad ktorym muszę pracowac w pocie czoła, pocieszające jest to że przynajmniej wiem co we mnie nie gra i już temu nie zaprzeczam



doskonale Cie rozumiem, ja tez długi czas chciałam przeskoczyc wiele etapów i juz byc w tym miejscu gdzie czuje sie dobrze i jestem zadowolona z zycia...
ale wiesz Ty juz jestes na tej drodze idziesz nią to znaczy ze jestes coraz blizej celu :)



a i koniecznie przeczytaj Urzekającą.. cudowna ksiązka która mi osobiscie bardzo duzo dała.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 9