Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Rozwód - cięzko przebić mur
Autor Wiadomość
porzucona_33
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-08, 12:01   

grzegorz_ napisał/a:
Oczytałem sie róznych ksiązek i tak bywa, że jednak osoba zyje w przekonaniu
że wszystko jest ok
a druga sie dusi...
taki lajf


O u mnie tak było!:) To się nazywa oszustwo. Udawanie uczuć, udawanie, że jest ok i właśnie duszenie w sobie. Ale potwierdzam - taki lajf.
 
     
KrisssBochnia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-30, 10:58   

Mija godziny, dni, tygodnie.

Niestety w mojej sprawie nic sie nie dzieje. Zero kontaktu z zona.

Nie wiem co mam robic. Pomalu uchodzi ze mnie, że zona prędzej czy pozniej odezwie sie do mnie.

Tak strasznie tesknie i kocham. Mimo ze czas upływa to moje uczucie chyba jeszcze bardziej wzroslo. Myslalem, ze w koncu pojawi sie złosc, ale nie. Zona za duzo dla mnie znaczy, zebym potrafil w malutkim stopniu pomyslec o niej jako zlej osobie.

Zona od kilku dni mieszka w wynajetym pokoiku, pracuje dniami i nocami. Nie wiem czy w tej sposob chce odreagowac czy zapomniec o mnie??

Myslicie, ze dla niej ta cala sytuacja jest latwa??

Za wszelka cene chcialbym ratowac malzenstwo.
 
     
Orsz
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 08:11   

Czy obserwujesz ten jej pokoik 24/dobę?
 
     
KrisssBochnia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-31, 10:49   

Nie obserwuje... ale jesli o to chodzi to jestem pewny w 100% ze jest sama. Karierowiczka. Tylko praca i praca. Od miesięcy mocno niezależna finansowa, a wczesniej raczej jej sytuacja wygladala wrecz przeciwnie. Moze pomijajac ten ostatni rok, bo juz pracowala i na swoje utrzymanie zarobila.

Wczoraj gadalem przez tel utrzymujac ze to jest KONIEC naszego malzenstwa.
 
     
cyś
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-02, 19:22   

KrisssBochnia napisał/a:
Nie obserwuje... ale jesli o to chodzi to jestem pewny w 100% ze jest sama. Karierowiczka. Tylko praca i praca. Od miesięcy mocno niezależna finansowa, a wczesniej raczej jej sytuacja wygladala wrecz przeciwnie. Moze pomijajac ten ostatni rok, bo juz pracowala i na swoje utrzymanie zarobila.

Wczoraj gadalem przez tel utrzymujac ze to jest KONIEC naszego malzenstwa.


Witaj.
Psychologiem nie jestem więc nie bierz moich spostrzeżeń za "pewnik".
Przeczytałem wszystko co napisałeś i nim dotarłem do tego postu na który odpisuje miałem już swoją "diagnozę" którą tylko ta wypowiedź potwierdza.
W pierwszej chwili gdy ukazała mi się 3 letnia różnica wieku między wami + dodatkowo obecne 24 lata żony to przyszło mi na myśl że symbioza zamieniła się w pasożytnictwo. Poznałeś zapewne atrakcyjną młodą kobietę, która pod wpływem hormonów ( 6 lat wstecz to niemal dziecko było) wyznawała Ci miłość. Ty się cieszyłeś że masz fajną młodszą dziewczynę, ona że ma zaradnego starszego chłopaka. Z czasem podjęliście decyzję o małżeństwie. 21 lat i 24 lata, o ile w twoim przypadku było to przemyślane o tyle u niej to mógł być np brak asertywności lub działanie na zasadzie jakoś to będzie albo z braku laku. Nie wiem czy byliście sobie pierwszymi itd. Mniejsza z tym. Dotychczas żona była uzależniona od środków pieniężnych które jej przekazywałeś. Teraz poczuła że sama jest panią swego życia i pewnie że musi brać z niego pełnymi garściami bo jest piękna i młoda. Czy awans żony był równoznaczny ze zmianą miejsca (filia) pracy czy nie? Poznała jakiś nowych ludzi? a może była na cyklu szkoleń (mam swój jeden wątek na tym forum opisujący co robią prowadzący z naszym wnętrzem) gdzie trenerzy pokazali jej że może wszystko i jest niczym Bóg? Jeśli to nic ze wcześniej przytoczonych przeze mnie przypuszczeń to zostaje jeszcze ta nerwica. Jak potoczyły się losy jej rodziców z tą przypadłością w tle? Być może widząc chorobę ojca i to że np został bez większego wsparcia rodziny (jest z nim teściowa?) to żona asekuracyjnie chce oczyścić swe życie z otoczenia które w chwili gdy zachoruje zostawi ją w jej mniemaniu samą?
 
     
KrisssBochnia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-03, 05:23   

Tak. Wyglada to tak jakby zrobila ze mnie jelenia. Niestety potrafila sie kryc do samego konca, az wywinela mi na taki numer. Smieszne bo akurat zdecydowala mi oznajmic ze sie wyprowadza w dniu wyplaty.

Jesli chodzi o awans to zostala w tym samym miejscu tylko objela kierownicze stanowisko (2-3 tygodnie przed wyprowadzka)

Choroba Ojca tez raczej nie miala nic wspolnego, bo przez te 2 miesiaca pojawila sie w domu 5 razy, ogolnie bardzo odizolowala sie od rodziny...

Nie wiem co jej uderzylo do glowy... najgorsze w tym wszystkim jest to, ze ja kocham i tesknie. Zrobilbym dla niej wszystko, ale ona nie chce. Zapytalem czemu nie chce, ani nigdy nie probowala ratowac malzenstwa to sie doczekalem na konkretna odp - "bo nie".

Teraz z zona nie da sie pogadac. Czuje sie naprawde jak Bog. Wydaje sie jej ze skoro ma pieniadze to wszystko moze. Owszem, pieniadze ma, ale umowa o zlecenie, nie daj boze choroba czy cos innego wplynie na prace to zostanie bez srodkow do zycia. I co wtedy?? Ona nie moze mieszkac u rodziny... nie moze na nikogo liczyc... Zle jej nie zycze...
 
     
cyś
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-03, 09:19   

KrisssBochnia napisał/a:
Tak. Wyglada to tak jakby zrobila ze mnie jelenia. Niestety potrafila sie kryc do samego konca, az wywinela mi na taki numer. Smieszne bo akurat zdecydowala mi oznajmic ze sie wyprowadza w dniu wyplaty.
I co wtedy?? Ona nie moze mieszkac u rodziny... nie moze na nikogo liczyc... Zle jej nie zycze...


Nie zrobiła z Ciebie żadnego jelenia na podstawie tego co opisujesz, co najwyżej to sponsora.
Żona miesiąc temu dała Ci się poznać z najgorszej strony - po prostu brutalnie otworzyła Ci oczy. Teraz już wiesz że nie można postrzegać jej zachowań w kolorach bieli i czerni bo tam jest cała masa szarości. Napisałeś że ją kochasz i chcesz być przy niej. Dodatkową motywacją dla Ciebie ma być ratowanie sakramentalnego związku. Każdy człowiek jest inny i nie ma jednej uniwersalnej recepty na zaradzenie takiej sytuacji w jakiej się znalazłeś. W tym przypadku najlepszym lekarstwem wydaje się być czas. Tak jak wspomniałeś powyżej najbliższe miesiące mogą wszystko zmienić. Najzwyczajniej w świecie musicie dać sobie (w rzeczywistości to Ty jej) trochę czasu. Pogadaj z nią, daj jej do zrozumienia że rozumiesz jej sytuację zawodową i zaproponuj na początku "ograniczenie waszych kontaktów" do weekendów bądź np do samej niedzieli. Jak to nie wypali to oprzyj się na fundamencie wiary i poinformuj ją że nie interesuje Cię rozwód , a jeśli już chce się rozstać to wyłącznie na podstawie kościelnego dokumentu o unieważnieniu małżeństwa. Takie "zagranie" też może dać Wam sporo cennego czasu.
Jest jeszcze coś , co mnie osobiście niepokoi. Tym czymś jest fakt że ona chce niemal natychmiastowego rozwodu ze względu na to "byście się nie znienawidzili". Takie zachowanie może świadczyć o tym że mogła Cię zdradzić ew. to ta nerwica tak bardzo szarga jej życiem.
Napisz jeszcze jak tam wygląda sytuacja w jej rodzinnym domu. Czy ojcem opiekuje się jej matka i czy ma ona jakiś braci lub siostry u których np. źle się dzieje w małżeństwie.
 
     
KrisssBochnia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-03, 15:24   

Dziekuje za bardzo szybką odp.

Zaczne moze tak w pkt, niekoniecznie po kolei odpisujac na post

1. Zdrada - raczej wątpie, stała się taka zimną "bizneswoman". Naprawde przez 6 lat troszke ja poznalem i zdrada odpada. Mysle ze teraz woli sie realizowac zawodowo. Wszystko postawila na prace, kosztem innych spraw. Rzucila studia, chociaz tak naprawde miala do poprawki 3 przedmioty i obrona mgr. A kto wykladal na studia??

2. Uniewaznienie slubu koscielnego - kiedys o tym wspomnialem... nie chce dokladnie cytowac slow mozeny, ale w skroceie wygladalo to tak "do konca chcesz mi dopieprzyc".

3. Czas - weekendy - ja to wszystko proponowalem. Staralem sie jak moglem. Mieszkam w Bochni, a zona w Krk. Od pewnego czasu meczyly ja te wyjazdy (wcale sie nie dziwie - w koncu 3 godz wyciete z dnia). Pozniej gdy juz odeszla probowalem z nia rozmawiac o wynajeciu mieszkania na poczatek, bo wspominala tak mniej wiecej pol roku o tym. A z czasem gdyby sie faktycznie ulozylo zaplanowalem kupno mieszkania (po rozm. z rodzicami na temat rat. malzenstwa chetnie by nam pomogli finansowo)

4. Szybki rozwod - a moze poprostu ma mnie dosc?? Nie wiem. Myslalem wczesniej ze ludzie rozmawiaja o problemach, chca je rozwiazac wspolnie bo jednak malzenstwo wg mnie to juz cos powaznego, w koncu przysiegalismy sobie na dobre i na zle, w szczesciu i w chorobie.

5. Rodzina - ojciec zony sam jest po rozwodzie, a pozniej ozenil sie z matka Oli, ktora zaraz po komuni corki niestety zmarla po ciezkiej chorobie nowotworowej (33 lata). Ogolnie raczej nie miala przekazanych wartosci rodzinnych. Bo wychowala ja tak naprawde babcia. Babcia jest bardzo wierzaca w przeciwiestwie do ojca Oli czy rodzenstwa. A zona ma rok starsza siostre i duzo starszego brata z pierwszego malzenstwa ojca.

Bardzo chcialbym zeby uratowac to malzenstwo jednak zona w dalszym ciagu twierdzi ze nas nie laczy. Wczoraj chwileczke rozmawialem z nia przez tel.

Jestem sklonny do duzych poswiecen. Naprawde duzych. Kocham zone calym sercem. Minelo dopiero albo az 9 tygodni od naszego ostatiego wspolnego, fajnego dnia. Boli tak samo jak w pierwszym dniu, ciagle jestem smutny, czesto placze (a podobno faceci nie placza?), przesladuja mysli samobojcze (rodzina trzyma mnie przy zyciu, glownie ojciec, bo wiem, ze moglby sobie nie poradzic wraz z moja smiercia)

Wszyscy dookola pomagaja, jednak jest bardzo ciezko:-( Nie radze sobie kompletnie, jestem caly rozbity. Nigdy nie sadzilem ze bede to kiedys przezywal i to tak mocno.

Mam nadzieje, ze kiedys uda mi sie uporac z tym wielkim bolem, mimo ze inni chca pomagac, rozmawiac to i tak czuje sie sam jak palec. Wczesniej kazdy dzien, a glownie weekendy byly spedzone z zona:-( Weekendy zazwyczaj 24h/dobe.

Czy zlamane serce musi tak bolec??

Wiem, ze jest na jedno lekarstwo - powrot zony, ktora na ten moment nie daje zadnych nadziei, a wrecz przeciwnie...
 
     
bosa
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-03, 17:18   

Kriss przeżywasz o samo, co wielu ,tu na forum :-( .Generalnie z tego co widać, jak ktoś się "odkocha ",to nie ma siły...która by nakazała znowu pokochać...Tylko Pan Bóg może to wszystko ogarnąć...
 
     
KrisssBochnia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-03, 19:46   

bosa napisał/a:
Kriss przeżywasz o samo, co wielu ,tu na forum :-( .Generalnie z tego co widać, jak ktoś się "odkocha ",to nie ma siły...która by nakazała znowu pokochać...Tylko Pan Bóg może to wszystko ogarnąć...


Jednego najbardziej nie rozumiem... zawsze myslalem ze o malzenstwo powinno sie walczyc. A zona?? nie podjela starania kompletnie...

Tez chcialbym sie odkochac...

i ponownie zakochac... jak to Pani Psycholog powiedziala, potrafie kochac i stworzyc dom kobiecie...
 
     
miodzio63
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-03, 19:54   

KrisssBochnia napisał/a:
Jednego najbardziej nie rozumiem... zawsze myslalem ze o malzenstwo powinno sie walczyc. A zona?? nie podjela starania kompletnie...


No cóż Krisss jedni potrafią inni nie.
Kiedys myślałem ze to kwestia podejścia do wartości obowiązku.
Ale dojrzałem cos takiego że:
w pracy, zadaniach codziennych, innych relacjach-ktoś potrafi być obowiązkowy, a temat małżeństwa puszcza bokiem.
Czyli nadal wiem że nic nie wiem :mrgreen: :mrgreen:

I moja rada nie staraj się tego zrozumieć bo jeno ci czacha spuchnie...

pozdrawiam

[ Dodano: 2014-02-03, 19:58 ]
bosa napisał/a:
Tylko Pan Bóg może to wszystko ogarnąć...

Tak Bosa ...ale do tego są nadal potrzebne procenciki własne(w sensie chęci) takowej osoby......
Nie zapominaj Bóg pokieruje ale nie narzuci(tym bardziej na siłę)
 
     
cyś
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-03, 20:20   

KrisssBochnia napisał/a:
Dziekuje za bardzo szybką odp.


2. Uniewaznienie slubu koscielnego - kiedys o tym wspomnialem... nie chce dokladnie cytowac slow mozeny, ale w skroceie wygladalo to tak "do konca chcesz mi dopieprzyc".


5. Rodzina - ojciec zony sam jest po rozwodzie, a pozniej ozenil sie z matka Oli, ktora zaraz po komuni corki niestety zmarla po ciezkiej chorobie nowotworowej (33 lata). Ogolnie raczej nie miala przekazanych wartosci rodzinnych. Bo wychowala ja tak naprawde babcia. Babcia jest bardzo wierzaca w przeciwiestwie do ojca Oli czy rodzenstwa. A zona ma rok starsza siostre i duzo starszego brata z pierwszego malzenstwa ojca.

Czy zlamane serce musi tak bolec??

Wiem, ze jest na jedno lekarstwo - powrot zony, ktora na ten moment nie daje zadnych nadziei, a wrecz przeciwnie...


Skoncentrował bym się na tych 2 podpunktach.
Sorry za dosłowność ale twoja żona przypomina rozwydrzoną nieodpowiedzialną paniusię. Po opisaniu tych niedokończonych studiów oraz powyższych rzeczy można stwierdzić że jest osobą niesamowicie roszczeniową. Działa na zasadzie "po trupach do celu". Ktoś rujnuje Ci życie i oczekuje że Ty wyściełasz mu drogę do sądu płatkami róż, otworzysz drzwi wejściowe i w pierwszych słowach rozprawy powiesz TAK chce rozwodu, a na koniec jako dżentelmen uregulujesz wszystkie zobowiązania. Ty jesteś facetem i musisz wziąć się w garść. Nie możesz być ustępliwy!!! Dziewczyna zabrała Ci 6 lat z życia i jeśli cały czas Cię oszukiwała żerując na Tobie to niech teraz to "odpokutuje" czekając do końca procesu o unieważnienie małżeństwa. Zastanawia mnie co ją pcha do tego "natychmiastowego" rozwodu. Liczy na to że jak otrzymała awans to zaraz na koncie będzie miała sumę z sześcioma zerami ? Macie rozdzielność majątkową? Jak nie to proponuje powoli występować o to. Niestety z powyższego opisu wynika że sfera wiary + wartości rodzinnych najdelikatniej mówiąc kuleje u niej. Obawiam się że ta kobieta z biegiem czasu może urządzić swemu otoczeniu niezłe piekło. Wolę nie myśleć co by było gdyby zaszła w ciążę (co prawda traumatyczne doświadczenie z przeszłości mogą ją odpychać od tego) i doszło by do burzy hormonów.
 
     
KrisssBochnia
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-03, 20:36   

Nie mamy rozdzielnosci majatkowej. Psycholog mnie przestrzega wlasnie przed roznymi sytuacjami, ktore zna z zycia swoich pacjentow. Mam nadzieje, ze nikt jej nie podpowie, ani jej nic glupiego nie wpadnie do glowy.

Zona zaproponowala kolezenstwo po rozwodzie, ale ja to tak odbieram jako poprostu ulatwienie sobie sprawy. Prosila, zeby spotkac sie bez orzeczenia o winie.

Poki co nic nie robie, nie skladam nic w sadzie, tylko czekam na jej ruch. Pozniej skontaktuje sie z kuria jak i adwokatem by dowiedziec jak to wszystko wyglada w prawie cywilnym jak i koscielnym.

Na ten moment musze troszke ogarnac swoje mysli, ktore nie pozwalaja normalnie funkcjonowac.

Co do ciazy - niektorzy uwazaja ze to cementuje zwiazek. Nie wiadomo jakby to bylo gdyby pojawilo sie dziecko? Moze troszke zmienilaby priorytety. Nie ma co gdybac...

Wiem, ze musze sie wziasc w garsc, tylko czemu to jest takie trudne?? Wspomnienia, plany na przyszlosc. Wszystko zrujnowane praktycznie w 1 dzien. W glowach mojej rodziny jak i mojej do dzis zachowanie zony nie jest zrozumiale...

Po co byl ten slub?? Zeby zrujnowac mi zycie?? Jak kiedys sie spotkalem z nia, doslownie na 2 minutki to wspomnialem o tym uniewaznieniu, a jaka byla jej reakcja i odp?? Powiesz ze nie wierze w Boga (ten szyderczy usmieszek)

Wierze w Boga i mam nadzieje, ze kiedys mi wynagrodzi Zsyłając niewiaste:-)
 
     
cyś
[Usunięty]

Wysłany: 2014-02-03, 20:52   

KrisssBochnia napisał/a:
Nie mamy rozdzielnosci majatkowej. Psycholog mnie przestrzega wlasnie przed roznymi sytuacjami, ktore zna z zycia swoich pacjentow. Mam nadzieje, ze nikt jej nie podpowie, ani jej nic glupiego nie wpadnie do glowy.

Zona zaproponowala kolezenstwo po rozwodzie, ale ja to tak odbieram jako poprostu ulatwienie sobie sprawy. Prosila, zeby spotkac sie bez orzeczenia o winie.

Wierze w Boga i mam nadzieje, ze kiedys mi wynagrodzi Zsyłając niewiaste:-)


Jeszcze raz Ci napiszę. Dla mnie ta Twoja żona to niedorosła paniusia co się seriali amerykańskich naoglądała i szmatławej prasy naczytała. Tam zdaje się przewijają się takie teksty o znienawidzeniu i zostaniu kumplami po rozwodzie. To jej parcie na rozwód może wynikać z nieznajomości prawa. Myśli że jak będzie rozwód to załatwi to kwestię rozdzielności majątkowej. Rozdzielność można ustanowić w każdej chwili, a do rozwodu może sobie poczekać jak uzyskacie unieważnienie małżeństwa. Miłość, przysięga małżeńska etc. to wszystko siedzi w człowieku, ale co zrobić jak ten ktoś okazał się być zwyczajnym oszustem. Emocji niestety nie da się wyłączyć ot tak. Na to potrzeba czasu. Skoro masz teraz więcej wolnego czasu to mądrze go zagospodaruj. Ja np. od lat zabieram się za przeczytanie Pisma Świętego od deski do deski i jakoś mi się to jeszcze nie udało. Zainwestuj w siebie - zrób jakiś procentujący w Twoim życiu/pracy kurs, poszukaj w okolicy rekolekcji, wybierz się na mszę o uzdrowienie - zrób którąś z tych rzeczy. Ty musisz przebywać z ludźmi, ale tylko tymi mądrymi i szczerymi.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy

protest1
Protest w obronie dzieci >>




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 9