Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Temat Agnieszki
Autor Wiadomość
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-03, 11:09   

Czasem sie zastanawiam, na ile nawrócenia zdradzających to efekt "otrzeźwienia", zrozumienia, że jednak żona/mąż to ten/ta jedyna.....a na ile to strach przed potępieniem otoczenia, strach przed utratą dobrego kontaktu z dziećmi, strach przed zmianami.

Wiem też, że sakrament małżeństwa, rodzina to świętości, ale czy w czasie kryzysu nie powinno się przede wszystkim zapytać małżonka : kochasz mnie naprawdę ? chcesz się ze mną zestarzeć ? lubisz ze mną spędzać czas ? ...
 
     
przemekfrank
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-03, 11:34   

To i moja wątpliwość Grzegorzu.

Bo nie ma się co oszukiwać, utrata rodziny, dzieci, domu, podział majątku, potępienie otoczenia i rodziny jest chyba potężnym czynnikiem by się opamiętać.
Ale to wcale nie oznacza, że osoba z którą zdradzający zostanie, jest jego"jedyną", ukochaną. I teraz doceni to co miał cały czas.
I niestety nie jest też to równoznaczne z prawdziwą skruchą, żalem i chęcią naprawienia zła.
Może oznaczać tylko STRACH przed zmianą i tym co napisałem wyżej.

Tym bardziej trudno mi uwierzyć w prawdziwą zmianę mojej żony wiedząc co zrobiła i co czuła w czasie romansu...

[ Dodano: 2013-03-03, 11:43 ]
"Wiem też, że sakrament małżeństwa, rodzina to świętości, ale czy w czasie kryzysu nie powinno się przede wszystkim zapytać małżonka : kochasz mnie naprawdę ? chcesz się ze mną zestarzeć ? lubisz ze mną spędzać czas ? ..."


A czy uważasz, że można po tym pytaniu usłyszeć prawdziwą i szczerą odpowiedź?
Na pewno za to możemy założyć, że nasz współmałżonek lubił spędzać czas z kochankiem/ką, lubił z nią rozmawiać i pozastanawiać się czy kochał tamtego prawdziwie - ryzykował rodzinę by być z tamtym/tą ... :(

Czy chce się ze mną zestarzeć, czy mnie kocha?
Na te pytania sam próbuje odpowiedzieć.
A może to nie prawdziwa zmiana tylko STRACH...
Nie wiem czasem czy chcę znać odpowiedz
Ostatnio zmieniony przez przemekfrank 2013-03-03, 12:52, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
grzegorz_
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-03, 11:55   

Przemek

Z drugiej strony patrząc działania osoby zdradzanej też często są podyktowane strachem przez opuszczeniem, zmianami...
Przeczytałem w necie niejedną opowieść o tym, jak paradoksalnie po zdradzie u osoby zdradzanej wybucha wielka "miłość" do zdradzającego. Szczególnie dotyczy to kobiet.
 
     
przemekfrank
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-03, 13:33   

"Przeczytałem w necie niejedną opowieść o tym, jak paradoksalnie po zdradzie u osoby
zdradzanej wybucha wielka "miłość" do zdradzającego. Szczególnie dotyczy to kobiet."

A nie jest to czasem taka odgrzewana potrawa, w sensie takich resztek po kochanku?
Uczucie wdzięczności u zdradzających za to, że osoba zdradzona chce wybaczyć, że jest w stanie walczyć o związek, że nie chce rozbijać rodziny ani npiętnować - pokazać prawdziwą twarz zdrajcy otoczeniu, rodzinie, dzieciom, podzielić majątek ????
Nie szczere uczucie powodowane ich wyborem - z kim chcą być naprawdę i kogo kochają szczerze, ale wybór spowodowany STRACHEM właśnie.
Tych uczuć nie należy i nie wolno nam mylić.


Zresztą to przede wszystkim zależy od tego czy ZMIANA WSPÓŁMAŁŻONKA -
ZDRADZAJĄCEGO JEST PRAWDZIWA.
A takiej pewności nigdy właściwie mieć nie będziemy.
I nigdy też chyba nie poznamy odpowiedzi na to czy ich miłość jest szczera...
Czy nie jest to trochę gra osoby zdradzającej, taka walka o przebaczenie.
Trzeba też wziąć pod uwagę, że zdradzacz to niezły aktor. Potrafił/a oszukiwać nas miesiącami kiedy nic nie podejrzewaliśmy.
Chyba teraz też potrafi to zrobić...
My przecież naprawdę chcemy mu wybaczyć.
Tylko czekamy na to by okazał skruchę, pokazał, że mu zależy na małżeństwie, dzieciach...


Zastanów się Grzegorzu, czy ktokolwiek mógłby wybaczyć zdradę i odbudować związek jeśli współmałżonek by ośwaidczył, że kochał kochanka/kę, że to było ważne uczucie dla niego, z nim/nią było mu naprawdę dobrze, on/ona go prawdziwie słuchała i rozumiała, sex go zadowalał i dlatego ryzykował rodzinę bo nie mógł i nie chciał tego zakończyć....
Czy moglibyśmy odbudować cokolwiek gdybyśmy uwierzyli w to ???
W ilu przypadkach zdrady to wszystko prawda? Sam sobie odpowiedz.
Przecież mamy włąściwie dowody, że tak było naprawdę.
Tylko my nie chcemy w to wierzyć, wolimy wierzyć, że było inaczej, że zbłądzili, że to nie była miłość tylko błąd, że teraz zmądrzeli, otrzeżwieli, żałują....
Myślę, że dlatego też zdradzający teraz określają to błędem, pomyłką, nic nie znaczącym epizodem który chcą wymazać by się nam i rodzinie poświęcić,nam wyznają miłość, by nam zrekompensować krzywdę, by zminimalizować nasz ból...
To z góry narzucone co mają powiedzieć...
I co my - zdradzani - tak bardzo chcemy usłyszeć.

Ale to wcale nie oznacza, że jest to prawda !
I nasza potrzeba żeby to usłyszeć raz ( a potem słuchać stałych zapewnień o tym) nie zrobi z tego PRAWDY.
To niestety bardzo bolesny temat dla osoby zdradzonej.

[ Dodano: 2013-03-03, 17:31 ]
Żle zrozumiałem twoją wypowiedz Grzegorzu, przepraszam.

Piszesz jasno, że wielka miłość "wybucha u osoby zdradzanej zwłaszcza dotyczy to kobiet"
a nie u osoby która zdradza.
A ja odpowiedziałem wręcz odwrotnie.

To naprawdę prawdziwy paradoks, że osoba która została zdradzona, upokorzona teraz
zaczyna odczuwać "wielką miłość".
Chyba to dotyczy osób słabych, niepewnych siebie, obciążonych kompleksami.
Bojących się rozstania ze zdradzaczem i bojących się samotności.
Takie osoby szukają za wszelką cenę usprawiedliwienia osoby zdradzającej i idealizują na siłę zdradzacza.
Następnym krokiem jest obciążenie winą za zdradę kogoś innego ( nie zdradzającego męża/żonę) albo wręcz od razu obwinianie siebie ( bo mieliśmy problemy, bo kryzys, bo ja nie byłem/łam dostatecznie dobry/a, wyrozumiały dlatego ona/on znależli kogoś innego, to było czasowe ale kochają naprawdę tylko mnie)....
Tu już prawie jak syndrom uzależnienia od kata. Bo on bije mnie z miłośći.
Czy zdradza też z miłośći ???
A teraz zdrada się wykryła, on/ona się zmieni, i będzie już świetnie.

Jednak osoby dojrzałe emocjonalnie chyba nie odczuwają tego w ten sposób.
Nie unikają bólu za wszelką cenę.
Jasno zdają sobie sprawa z tego kto jest winien zdrady i zamiast szukania wkoło winnych, idealizowania zdradzacza, próbują zrozumieć czemu zdrada się przytrafiła i dojrzale wybaczyć by uzdrowić siebie...
A nie za wszelką cenę by uratować związek którego może nie warto wcale ratowć.
 
     
ted42
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-03, 22:44   

Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie co do moich wartości,co do przysięgi, którą złożyłem,ja sam,przed Bogiem.

I pytanie ”ile razy mamy przebaczać, czy aż 7 razy” - w odpowiedzi 77... , aż 77 razy? 777 razy!aż 777 razy?...

I przede wszystkim,czym jest miłość – tu odsyłam do
Hymn o miłości

13 1 Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
2 Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
3 I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
4 Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
5 nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
6 nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
7 Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
8 Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
9 Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
10 Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
11 Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
12 Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
13 Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość - te trzy:
z nich zaś największa jest miłość.

... a reszta na ziemi to marność i pogoń za wiatrem.
 
     
basia976
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-19, 13:44   

Witaj Agnieszko!
Ja obecnie przeżywam dokładnie to samo co Ty.Tylko coś Ci powiem podziwiam Cię za Twoją siłę i pewność siebie i tego co chcesz osiągnąć w swoich poczynaniach.Ja jestem z mężem,obecnie próbujemy,staram się mu wybaczyć nie zapomnieć ale wybaczyć ale tylko dlatego że bardzo go kocham i uważam że jest moją drugą połówką.Jest mi bardzo ciężko chociaż mój mąż nie był aż tak zaangażowany emocjionalnie bardziej fizycznie i to pod wpływem alkoholu,ale ból jest taki sam myślałam że pęknie mi serce.Wyprowadziłam się w nerwach a po dwuch miesiącach wróciłam.W między czasie on już leczył się kolejną,mówił jej dokładnie to co mi,zwracał się do nij tak samo "kochanie,kotku",trwało to miesiąc.po moim powrocie nagle oprzytomniał i oznajmił mi że to ja jestem najważniejsz i dzieci i że tylko mnie naprawdę kocha i to ze mną chce spędzić resztę życia a jesteśmy 18 lat po ślubie,mamy już duże dzieci bo 17 i 15 lat ukończone teraz nawet czeka nas 18-nastka.Ja wróciłam ale życie obok siebie jest bardzo tródne i nie wiem cy damy radę,piszę damy bo on do mnie też ma żal o to że złożyłam papiery rozwodowe i dużo wyciągnęłam na światło dzienne z czym on się nie zgadza,kobieta w szale potrafi wiele,pewnych żeczy żałuję ale mam nadzieję że on też wyciągnie z tego jakieś wnioski.Ale nie potrafię być tak twarda jak Ty i zbyt szybko się poddałam też mam obawy że zacznie spowrotem wychodzić i zdradzać ta obawa chyba nigdy nie minie.Wiem co czujesz a czuję to samo.Powodzenia w podjęciu dobrej decyzji dla Ciebie,myśl o Sobie.
 
     
przemekfrank
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-21, 18:38   

ted42
"Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie co do moich wartości,co do przysięgi, którą złożyłem,ja sam,przed Bogiem.

I pytanie ”ile razy mamy przebaczać, czy aż 7 razy” - w odpowiedzi 77... , aż 77 razy? 777 razy!aż 777 razy?..."

Mam dość surowe zasady moralne, jestem bardziej niż zasadniczy. Nigdy nie zdradziłem żony
( jesteśmy razem 18 lat), dla mnie małżeństwo to rzecz święta. Nigdy nawet nie przyjażniłem się z żadną kobietą, uważałem, że dopuszczenie do spraw bardzo osobistych kogoś innego może osłabić nasze więzi z żoną. Ona jednak nie miała takich obaw. Miała sporo kolegów do nocnych rozmów o "życiu" no i kochanka...

To nie kwestia wybaczenia raz albo kilkanaście razy zdrady. To mogę uczynić nie jeden raz. To dla mnie kwestia zrozumienia czemu zdrada się przytrafiła, czego w naszym związku zabrakło aby zrozumieć i to naprawić lub próbować naprawiać. I kwestia uwierzenia, że zmiana żony jest prawdziwa a żal i skrucha szczere.
Jeśli tak naprawdę nie jest to chyba prawdopodobne są dalsze przygody tego rodzaju a nie wiem czy umiałbym przejść przez to jeszcze raz. Zwłaszcza, że dzieci już wiedzą o tym
( dowiedziały się od uczynnej koleżanki której mama o tym wiedziała)...

Co u Ciebie Agnieszko?
Jak się trzymasz?
 
     
basia976
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-22, 10:52   

Witaj Przemku!
Mam pytanie ,a czy żona potrafiła Ci odpowiedzieć dlaczego to zrobiła?
Widzisz,mój mąż tego nie wie albo nie chce powiedzieć.Ja uważam że w naszym życiu wkradła się monotonia ale to przecież normalne po 18 latach małżeństwa.Staralam się to zmienić ale jak stara się tylko jedna osoba to nic nie wyjdzie.Mojemu mężowi zależało tylko na tym żeby iść z kolegoami się napić i dobrze zabawić zapomniał o mnie i o dzieciach.A ja cierpiałam ,gdy zaczęłam z tym walczyć nagle zrobiłam się tą najgorszą,szły wyzwiska ,poniżanie nawet podnosil na mnie rękę.Robił wszystko co sprawiało że zaczęłam uważać iż on mnie nie kocha już nie mówię o szacunku bo tego tu nie było wcale.Gdy się wyprowadziłam po odkryciu kochanek to pierwsze co przyszło mi do głowy to zemsta,chciałam go zdradzić żeby wiedział i cierpiał tak jak ja.Ale nie potrafiłam tego zrobić zbyt go kocham i nie potrafię uprawiać seksu bez miłości.Dla niego to bułka z masłem.
Powiedz,a czy Ty już zmieniłeś coś w swoim życiu co nie daje żonie powodów do zdrady?
 
     
niezapominajka8
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-22, 17:38   

A ja bym nie zdradziła męża, bo to oznacza dla mnie zdradę samej siebie.

Proste...

Nawet, gdy myślałam o rozstaniu wiedziałam, że do końca życia zostanę sama, bo bez względu na wszystko pozostałabym wierna Bogu i przysiędze, którą przed nim sobie złożyliśmy...
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-22, 22:03   

Cytat:
Nawet, gdy myślałam o rozstaniu wiedziałam, że do końca życia zostanę sama, bo bez względu na wszystko pozostałabym wierna Bogu i przysiędze, którą przed nim sobie złożyliśmy...

Wow!
czy aby na pewno? Szczególnie ten fragment " do końca życia zostanę sama"
- należałoby dodać - wydaje mi się, że zostałabym sama - i to też, uważam, byłoby deklaracją na wyrost :mrgreen:

"Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono" - Wisława Szymborska.
 
     
przemekfrank
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-22, 22:20   

Basiu,

Widzisz moja żona nie powiedziała mi właściwe dlaczego mnie zdradziła.
Sam się nad tym zastanawiam od początku wykrycia zdrady.
Kiedyś gdy próbowałem o tym rozmawiać powiedziała tylko, że nie wie właściwie czemu to zrobiła, potem, że dla niej było to rodzajem testu, sprawdzeniem siebie a kochanek był
"nowością" którą tak bardzo chciała mieć...
Gdy próbuję o tym z nią rozmawiać zwykle kończy się agresją z jej strony lub zapewnieniami
o jej zmianie - że teraz jest innym człowiekiem, tamtego żałuje, ż to epizod tylko... a jednak po wykryciu zdrady nadal kontaktowała się z kochankiem, znów rozmawiali całe noce a nawet się widywali...

Dla mnie nie są to tłumaczenia dorosłego, odpowiedzialnego za swe czyny człowieka a tłumaczenia rozkapryszonego dziecka które chęci zabawy lub bezmyślności krzywdzi innych ludzi.
Zresztą zdrada mojej żony była bardziej zdradą emocjonalną ( długotrwały związek, właściwie podwójne życie) nie fizyczną i to jeszcze bardziej mnie boli.
To, że szukała sobie kogoś do wyjazdów wspólnych, nocnych rozmów, prowadzenia podwójnego życia no i sexu co tu kryć ogromnie boli.

Nie wiem czemu tak się stało.
Zawsze poświęcałem jej dużo czasu, przekładałem jej i dzieci potrzeby ponad własne, dużo z nią rozmawiałem, odciązałem w obowiązkach domowych a nawet zachęciłem do podjęcia nowego wyzwania bardzo dobrej i satysfakcjonującej pracy ( o której marzyła) do której niestety musi codziennie dojeżdżać ( przez co kontakt z dziećmi bardzo się osłabił niestety). Zawsze się starałem by nie wkradła się nuda,monotonia.
Może to nieuniknione po tak długim czasie.
Może robiłem za mało skoro to nie wystarczało.
A, że nie wystarczało gołym okiem widać skoro znalazła coś co jej pasowało.
Teraz zapewnia mnie, że to był błąd, że to nie było nic ważnego, że żałuje ale....
naprawdę nie umiem już w to chyba uwierzyć, okłamała mnie przecież tyle razy prosto w twarz.
Po grożbie rozwodu teraz jest idealnia, odgaduje każdą moją myśl, nie wychodzi z domu, wraca prosto z pracy, stara się ze mną rozmawiać, zajmuje się domem...
Ale ja już nie umiem ocenić czy to zmiana czy znów jej gra, czy znów nie widuje sie z kochankiem, czy nie zrobiła sobie kolejnego adresu poczty by z nim nie rozmawiac, czy nie rozmawia z nim w pracy.. tak już 2 -tnie było, nawet się w tej pracy spotykali.
Może znowu chce przeczekać moje ostateczne ultimatum bo boi się rozwodu, boi się utraty dzieci, rodziny i domu.
Niestety to prawdopodobne jest.
Po prostu czekam i obserwuję ją.
Na razie zbyt mało czasu upłyneło by coś wywnioskować.


I naprawdę nie umiem wytłumaczyć zdrady żony tym, że szatan odwiedził nasz dom, albo Bóg tak nasze losy prowadzi.
To ludzie są kowalami włąsnego losu. Mają wolną wolę i to oni dokonują wyborów i te wybory świadczą jakimi ludżmi są naprawdę.
Te niby działania szatana - to unikanie odpowiedzialnośći zdradzającego za swoje czyny.
Ale on te czyny wprowadził w życie.
TO ZDRADZAJĄCY wprowadził w nasze życie kochanka/kę !!!!!!!!
To zdradzający zdradził swoją wiarę, małżeństwo, rodzinę, wartości.
I to nie szatan za to ponosi odpowiedzialność a zdradzający.
I nie kochanek ani kochanka ale nasz współmałżonek.
To moja żona romansowała i trwała w tym związku i było jej z tym dobrze.
Od jakiegoś czasu umiem już to głośno przyznać, wcześniej tylko ją usprawiedliwaiłem.

Zastanawiam się czasem dlaczego ludzie zdradzają.
Czemu są tacy samolubni i nastawieni na swoje pseudo potrzeby i nie myślą jaki będzie miało to wpływ na życie ich rodzin, dzieci...
A jednak niektórzy ludzie cenią wartości prawdziwe, sakrament małżeństwa, wiarę, miłość, przyzwoitość.
Szkoda, że te wartości nie są bardziej propagowane.
 
     
lavieestbelle
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-22, 23:32   

Owszem,Przemek Fra,sa osoby,ktore zdradzaja i pewnie beda zdradzac,i to jest ich slepy wybor zla,podsycany wieloma bodzcami,ktore swiat wokol wysyla,ze kochanek to jest nic takiego,ze teraz juz tak jest,ze...
Ale nie mozna wszystkich pakowac do jednego wora,bo tak nie jest.Bo kazdy jest inny.I kazdy ma szanse sie nawrocic...
Przeciez Ty tez chodzisz do spowiedzi i Boga przepraszasz...i ON Ci wybacza.
Czy wazne jakie grzechy?
Przeciez kazdy grzech po prostu rani Boga.
Modl sie za swoja zone,by jej nawrocenie bylo trwale,na pewno Twoja modlitwa nie pojdzie na marne.
Dlaczego ktos zdradzil...dlaczego wybral zlo zamiast dobra...?
Nawet jesli w malzenstwie nie bylo dobrze,nawet jesli wina i zaniedbanie jest po stronie tego co zostal zdradzony (co wiadomo zawsze warto zweryfikowac i probowac poprawic),to jednak nic nie usprawiedliwia zdrady.Bo zdrada to zdrada,emocjonalna czy inna i zaden powod nie jest usprawiedliwieniem.
Dlaczego wiec?

list do Rzymian 7
"Skłonności upadłej natury
14 Wiemy przecież, że Prawo jest duchowe. A ja jestem cielesny, zaprzedany w niewolę grzechu. 15 Nie rozumiem bowiem tego, co czynię, bo nie czynię tego, co chcę, ale to, czego nienawidzę - to właśnie czynię. 16 Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, to tym samym przyznaję Prawu, że jest dobre. 17 A zatem już nie ja to czynię, ale mieszkający we mnie grzech.
18 Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie. 19 Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. 20 Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. 21 A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. 22 Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. 23 W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. 24 Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, [co wiedzie ku] tej śmierci? Dzięki niech będą Bogu przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego!"

Potrzebujemy Boga,potrzebujemy Jego laski by widziec,by umiec przeciwstawiac sie zlu ktore w nas walczy.Jesli oddalamy sie od Zrodla,tracimy sily i stajemy sie tym kim jestesmy,grzesznikami.
Tak naprawde wszelka poprawa,jest mozliwa tylko z pomoca Boza.Jesli Bog stanie w naszym zyciu na odpowiednim miejscu to mamy szanse

pozdrawiam i zycze nam wszystkim zwyciestwa w Chrystusie
 
     
basia976
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-23, 10:21   

Przemku!
Czytając to co napisałeś i to co piszą inni wnioskuję iż my chyba jesteśmy za dobrzy dla naszych połówek.To jak opisujesz co Ty robiłeś dla swojej żony,jaki byłeś dla niej-czytając to widzę siebie samą,robiłam dokładnie to samo.Teraz chodząc na terapię uczę się myśleć o sobie i robić więcej dla siebie a nie dla męża,słabo mi to jeszcze wychodzi ale mocno się staram.To wkońcu nasze życie ,nie możemy myśleć tylko o tym aby im było dobrze i zastanawiać się nad tym co tym razem żle zrobiliśmy albo czego nie zrobiliśmy.Musimy odstawić trochę na bok ich potrzeby może oni wtedy zobaczą że coś jest jednak nie tak,o co chodzi że on/ona się tak zmienili i nam nie nadskakują,bo to trochę tk wygląda jak byśmy trzymali ich na siłę.Zastanówmy się nad tym.
A moje uczucia są dokładnie takie same,nie potrafię mu zaufać a jego obietnice i zachowanie i rozmowy są dokładnie takie same jak Twojej żony.
Z własnymi uczuciami też nie mogę sobie dać rady,najchętniej bym go cały czas kontrolowała,różne myśli zaprzątają mi głowę-pisze do niej czy nie ,czy mówi prawdę że to koniecę i to jest straszne,nie wiem czy dam radę to przetrwać.
 
     
kenya
[Usunięty]

Wysłany: 2013-03-23, 11:15   

lavieestbelle napisała:
Cytat:
sa osoby,ktore zdradzaja i pewnie beda zdradzac,i to jest ich slepy wybor zla,podsycany wieloma bodzcami,ktore swiat wokol wysyla,


Nie zgodzę się, że ślepy wybór. Gdyby tak było, należałoby przyjąć, że takie osoby nie mają ŻADNEJ zdolności odróżniania dobra od zła a ich wybór dokonuje się przypadkowo.
Pragnę tylko dodać, że na owe wspomniane przez Ciebie bodźce narażenie są wszyscy ludzie, lecz jednak nie wszyscy dokonują takich samych "ślepych" wyborów, ciekawe dlaczego?

Cytat:
Tomasz z Akwinu uważał, że Bóg celowo tak urządził świat, aby dać wolną wolę człowiekowi. Pociąga to za sobą wniosek, że Bóg do końca nie zna przyszłości, a nie jest wszechwiedzący, tylko zna przyszłość świata w ogólnym zarysie - ma "plan Boży". Co do szczegółowych żywotów poszczególnych ludzi Bóg zostawił celowo pewien margines wolności i przypadkowości. Wolna wola jest w tym systemie darem od Boga, który człowiek może spożytkować dobrze albo źle. Wolna wola spożytkowana w dobrym kierunku, to wybór takiego działania, które jest zgodne z ogólnym "planem Bożym" dla świata. Zły wybór nie zmienia "planu Bożego" na dłuższą metę, ale spowalnia i utrudnia jego wprowadzanie, a osobie dokonującej złego wyboru zagraża jej zbawieniu. Wolna wola jest też w tym systemie możliwością wyboru rozmaitych działań dobrych, gdyż ludzie mają często wybór kilku różnych działań zgodnych z ogólnym "planem Bożym". Obojętne, co w takiej sytuacji wybiorą, będą uczestniczyć w "dziele Bożym", ich decyzja więc nie zmienia tego planu, a dopomoże w jego osiągnięciu. Poglądy Tomasza z Akwinu są zgodne z doktryną Kościoła katolickiego w tym względzie.


Utrzymywanie, że decyzje ludzkie podejmowane są w drodze ślepego wyboru, jest zaprzeczeniem istnienia wolnej woli, której to istnienie jest zgodne z doktryną kościoła katolickiego.
Pozbawia także tych, którzy dokonali czegoś nagannego, ich własnej odpowiedzialności za swoje czyny. Zdają się być marionetkami, które stały się ofiarami bliżej niezidentyfikowanego zła, stąd brak wniosków a czasem prawdziwego zrozumienia dla cierpienia innych.
Mówienie że, nie wiem jak to się stało i dlaczego to zrobiłem/robiłem jest unikaniem odpowiedzialności i w dalszej perspektywie stoi na przeszkodzie ewolucji świadomości ludzkiej.
Jeśli ludzie nie będą brali odpowiedzialności za własne czyny i cierpienie innych - niewiele zmieni się na tym świecie.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 9