Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  RSSRSS  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  KronikaKronika
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki

Poprzedni temat «» Następny temat
Odpowiedź
Autor Wiadomość
Norbert1
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-15, 19:24   

Orsz a co ma problem wierności żony(i tego co zrobiła).
Do twojego problemu z przebaczeniem win żony i naprawy relacji rodzinnej

to jest twój i tylko twój problem

PROBLEM Z PZREBACZENIEM ZDRADY ZONY....

i napisze tylko jedno

nie stawisz sie do fachowca to całkowicie sfiksujesz ..nie tylko w sprawach interpreatacji wiary.
Wiem (pisałes)
czujesz strach,nieufonsośc do specjalistów
A zastanawiałeś sie kiedyś czemu???

czemu przed czymś czujemy lęk???

co oznacza ten lęk?

i jeszcze jedno :
nader prymitywne było wywleczenie Andemu przeszłości...

ile trzeba było czasu bys ta wiedze o nim,wykorzystał w złym celu.
 
     
Andy2
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-15, 20:55   

Orsz napisał/a:
Andy, dosyć. albo się ograrniesz, albo nie bedę z Tobą rozmawiał. To nie miejsce na pyskówki i osobiste docinki.

Może się zapędziłem, przepraszam za dosadność, podobnie jak inni na forum próbuje tobą potrząsnąć, ale po przeczytaniu twoich wcześniejszych postów obawiam się że cierpisz na jakąś obsesję.

Orsz napisał/a:
Kiedy Ty ostatnio czułeś co to wierność. W jakim wieku? 15, 18, 20 lat? Doskonale wiesz co to niewierność, ale nie masz skali porównawczej. Weź to pod uwagę.

Czułem to w wieku lat 20+ i czuję w wieku lat 40+. Od 8 lat jestem żonaty i nigdy mojej żony nie zdradziłem, ani fizycznie ani emocjonalnie i prawdę mówiąc trudno mi to sobie wyobrazić, nawet teraz, chociaż mam różne ciągoty i też mam takie wrażenie że odzywa się we mnie przeszłość, że to tak łatwo by mogło przyjść.
Ale nie chcę i tego w sobie nie umacniam, staram się żonę kochać i modlę się za siebie o to w sytuacji jaka ja mam.

Orsz napisał/a:
Zestawmy naszą moc charakterologiczną do prawa wypowiadania się o wierności.

Zacznę tak: :lol:
Już pisałem co o tym myślę. Siedzisz tam w środku siebie PRZERAŻONY że ona coś takiego zrobiła i nie potrafisz tego bólu przeżyć ani wybaczyć jej że zbłądziła, bo jesteś słaby i masz ogromnie zaniżone poczucie wartości.
I masz kompletnie chorą potrzebę dominacji i kontroli, a ponieważ już wiesz że ona cie może wykiwać, to rozpaczliwie machasz przed nią Dekalogiem, a właściwie tym co tobie z tego pasuje, żeby jej pokazywać że jest gorsza, podła i zła i zostanie potępiona. Żeby jej dokopać, poniżyć, a jak ja już złamiesz, to będziesz się mógł bezpiecznie zbliżyć, bo ona nie będzie mogła cię zranić. A ponieważ w środku jesteś taki malutki, to w tym dowalaniu jej podpierasz się Panem Bogiem.
Egzorcystę to chłopie zamów dla siebie, nie dla niej, to co pisałeś wcześniej to jakiś koszmar, w kontekście późniejszych wypowiedzi nt kobiet.

Przepraszam że znowu tak wprost, ale ja mam podobne problemy z samooceną. Stąd moje domysły, a z reakcji (nareszcie widzę w tobie emocje!) sądzę że trafiam blisko celu.
Mi też trudno uwierzyć w siebie i w to, że można mnie pokochać i teraz w sytuacji kryzysu to się trochę odzywa, ale mam tyle pomysłów jak zadbać o siebie, że mi brakuje czasu i widzę że to działa, i na mnie i na moją żonę.
Odpuściłem mojej temat zdrady, może faktycznie mi łatwiej, bo po swoim życiu widzę że można się bardzo zmienić, że jest jeszcze Miłość i wybaczenie, że po swojemu działa Bóg. A kochane Sycharkowe zdradzaczki mówią to samo co mój psycholog - czegoś w związku zabrakło, inny facet to symptom, nie problem (ale też i ogromny grzech, na co słusznie zwracasz uwagę), jak się zmieni relację to może jeszcze być dobrze.

A jakich zmian w tobie dokonała twoja wielka moc charakterologiczna??? (jakos mi się głupio ta twoja moc skojarzyła z Gwiezdnymi Wojnami).
Napisz coś o tym, podziel się nadzieją. Przecież wasze małżeństwo nie zaczęło się od jej zdrady? Napisz jak Ją kochałeś, jak Jej to okazywałeś, jak mówiłeś przez LATA że jest piękna i jedyna, ile miałeś dla Niej czasu, jak umiałeś Jej słuchać i być z nią, jako jej mąż i mężczyzna jej życia.
Napisz o swojej miłości do Niej, bo poza tym że zdradziła i że ty masz misję udzielania rad i pouczania innych, to niewiele wiadomo. To forum jest anonimowe, otwórz się trochę i pozwól sobie pomóc.

I potraktuj to co cie spotkało jako okazję do uzdrowienia Waszego małżeństwa.
Twoja żona być może bardzo na to czeka i potrzebuje Orsza kochającego, wybaczającego, pewnego swojej siły, na którym może się oprzeć na resztę życia. Szczerze Ci tego życzę!

PS. Przeczytaj sobie 'Dzikie serce' Johna Eldredge (chyba nie jest katolikiem, podobnie jak Dobson, ale o ile mi wiadomo Kościół nie wyrażał negatywnej opinii w sprawie tych książek)

PS2. Z tym wyciąganiem tego co o sobie powiedziałem nie przesadzajcie proszę, każdy ma prawo do oceny i wyrażania swojego zdania, mnie to specjalnie nie dotknęło. Lepiej niech się Orsz troszkę otworzy i pokaże co ma w środku i co się stało w jego małżeństwie.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-16, 00:22   

Witam,

Myślę, że Orsz potrzebujesz z wielką miłością wobec siebie zbadać własne serce, zapytać czego naprawdę pragnie i czego mu potrzeba, aby w zaistniałej sytuacji mogło być szczęśliwe. Potem poprosić o to Jezusa, i aby Ci zesłał łaskę uzdrowienia i dopiero wtedy ponownie rozpatrzyć ten temat, który Cię nurtuje, ponieważ poranione serce zupełnie inaczej przyjmie np. akt skruchy od " winowajcy" niż serce uleczone ( które jest mądrzejsze i silniejsze, bo zaprosiło do siebie Miłosierdzie i nosi Je w sobie)A żonę zawierz z wielka wiarą Maryi, to pomoże ogarnąć Ci trudności w zrozumieniu i jej i siebie w relacji do niej.

Poczytałam ten wątek i nasunęły mi się takie cytaty dotyczące Twoich wypowiedzi. Może sercu będzie lżej, że Bóg już przewidział takie problemy z którymi dzis się borykasz.

(1) Pan rzekł do mnie: Pokochaj jeszcze raz kobietę, która innego kocha, łamiąc wiarę małżeńską. Tak miłuje Pan synów Izraela, choć się do bogów obcych zwracają i lubią placki z rodzynkami. [...].
(3) I rzekłem do niej: Przez wiele dnia będziesz u mnie, nie będziesz uprawiała nierządu, ani należała do <innego> mężczyzny, a ja się również nie zbliżę do ciebie.[...]
(5) Lecz potem się nawrócą synowie Izraela i będą szukać Pana Boga swego i króla swego, Dawida; z drżeniem pospieszą do Pana, do Jego dóbr u kresu dni.
(Ks. Ozeasza 3:w1-5, Biblia Tysiąclecia)

(1) A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne.
(2) Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi,
(3) bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni,
(4) zdrajcy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosz niż Boga.
(5) Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I od takich stroń.
(6) Z takich bowiem są ci, co wślizgują się do domów i przeciągają na swą stronę kobietki obciążone grzechami, powodowane pożądaniami różnego rodzaju,
(7) takie, co to zawsze się uczą, a nigdy nie mogą dojść do poznania prawdy.
(8) Jak Jannes i Jambres wystąpili przeciw Mojżeszowi, tak też i ci przeciwstawiają się prawdzie, ludzie o spaczonym umyśle, którzy nie zdali egzaminu z wiary. Ale dalszego postępu nie osiągną:
(9) bo ich bezmyślność będzie jawna dla wszystkich, jak i tamtych jawna się stała. (10) Ty natomiast poszedłeś śladem mojej nauki, sposobu życia, zamierzeń, wiary, cierpliwości, miłości, wytrwałości,
(11) prześladowań, cierpień, jakie mnie spotkały w Antiochii, w Ikonium, w Listrze. Jakież to prześladowania zniosłem - a ze wszystkich wyrwał mnie Pan!
(12) I wszystkich, którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie Jezusie, spotkają prześladowania.
(13) Tymczasem ludzie źli i zwodziciele będą się dalej posuwać ku temu, co gorsze, błądząc i /innych/ w błąd wprowadzając.
(14) Ty natomiast trwaj w tym, czego się nauczyłeś i co ci zawierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś. Od lat bowiem niemowlęcych znasz Pisma święte,
(15) które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu przez wiarę w Chrystusie Jezusie.
(16) Wszelkie Pismo od Boga natchnione /jest/ i pożyteczne do nauczania, do przekonywania, do poprawiania, do kształcenia w sprawiedliwości -
(17) aby człowiek Boży był doskonały, przysposobiony do każdego dobrego czynu.

(2 List do Tymoteusza 3:1-17, Biblia Tysiąclecia)
 
     
Tolek52
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-16, 09:36   

Orsz a może te dzisiejsze lekcje przemówią do Ciebie:
Ez 12,1–12
Mt 18,21–19,1
I tutaj jest rozważanie do dzisiejszych lekcji
http://www.deon.pl/religi...18-21-19-1.html
 
     
Orsz
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-16, 10:41   

Kinga, dziękuję Ci.
Masz racje. Ale sprawa polega też na czymś innym.
Moja sytuacja rodzinna to jedno, a drugie to wszystko, to co na około. I jest to ściśle związane. To co czytam tutaj, uderza we mnie bardziej, niż to co miało miejsce ileś tam lat temu.
Przyczyna jest prosta. To co zniszczyło fundamenty mojego małżeństwa (będę obstawał, że wniknięcie trzeciej osoby w tak intymnym charakterze, jest zniszczeniem związku, który trzeba odbudowywać od nowa i który nie osiągnie swojego ideału) wynika przede wszystkim z rozpanoszonego zła na świecie. Moje rozmowy z żoną jednoznacznie wskazuję na przyczyną tej decyzji, tej jednej, wówczas, a nie całego uwikłania w rozchwianie uczuciowe pomiędzy mną, a tamtym. Ta przyczyną jest brak świadomości zła, brak nabrania właściwym manier, właściwej wrażliwości, mentalności. To kształtuje się przede wszystkim za młodu. To są wzorce, literatura, media, towarzystwo. Modlitwa to z mało. Pięknie wyglądają nasze celebry kościelne, ale prawda jest taka, że po wyjściu z kościoła nie wiele z tego zostaje. Pięknie wyglądają dziewczynki idące do pierwszej komunii, ale co jeszcze tego samego dnia będą oglądać w telewizji, jaką literaturę będą czytać. Jest to dysonans potęgujący zgorszenie.
Ja potrzebuję nadziei na lepsze jutro, na lepszy los moich dzieci. To dałoby mi siły by walczyć i żyć, starać się tworzyć normalność. Tej nadziei skutecznie mnie pozbawiliście.
Uważam, że pomimo dobrych chęci, w które nie wątpię, szerzycie z małymi wyjątkami zgorszenie. Powtarzam się, wiem. To co tutaj głosicie o cudotwórczej mocy Boga daje nie wprost, ale przyzwolenie na łamanie Jego przykazań. Cuda zdarzają się niezmiernie rzadko. Największym cudem jest wierne życie. Nie takie, że nie ma w ogóle potknięć, ale że zachowuje się fundamenty. Tego się trzeba trzymać. Przestrzegać przez złem, a nie go banalizować i sprowadzać do drobiazgów dnia codziennego, które owszem, czasem urastają do spraw ogromnej wagi. I to mas różni chyba. Ja twierdzę. że miłość dwojga ludzi wyklucza trzecie osoby. To jest sprawa fundamentalna. Reszta jest odwracalna. Może przemoc jeszcze też jest tym elementem niszczącym jedność pomimo braku trzeciej osoby. Kwestia przemocy jest mi całkowicie obca, więc trudno mi się w tej sprawie wypowiadać.
Widzę, że dużo z Was tych fundamentów nie zna, część pewnie zniszczyła u zarania swojej dorosłości. Było takie zdanie wprost dezawuujące twierdzenie, że istotą wierności jest też czystość przed małżeńska. Nie wiedzę u Was determinacji by odkryć tę przyczynę, główne źródło zła powodującego zdrady, nieszczęścia rodzinne. Koncentrujecie się na własnym życiu, na pojednaniu. Ono jest bardzo ważne, ale nie może przysłaniać prawdy. Prawda jest taka, że grzech nieczystości, niewierności małżeńskiej, przedmałżeńskiej, pomałżeńskiej staje się powszechny. Czy stosunki małżeńskie układają się gorzej, niż kiedyś? Osobiście uważam, że nie. Przyczyną jest propaganda zła i pobłażliwość ludzi dobrych. I widze jeszcze jedną przyczyną. Grzesznicy, którym wydaje się, że są czyści. Taka postawa zachęca do czynów nierządnych. Mówi szczególnie młodym i tak bombardowanych zepsuciem: szalejcie, Pan Bóg i tak wam wybaczy, tak jak wybaczył mi. I mało tego, dajecie do zrozumienia, że pomimo grzechów stworzą normalne, pełne w swej istocie małżeństwo. Ja przeciwko takiej postawie powszechnie panującej na tym forum stanowczo się sprzeciwiam. Grzech niesie konsekwencje i przykazania nie są złośliwością Boga, ale są dla naszego dobra, także tego ziemskiego.
Chcecie mi pomóc, chcecie bym nie wylądował w psychiatryku? Dajcie choć raz wyraz afirmacji wierności, a nie w kółko na okrągło jak mantrę powtarzać: PRZEBACZ.
Przebacz nie powinni mówić w szczególności ci, którzy tego przebaczenia od drugiej osoby najbardziej potrzebują. Ci, którzy zdradzali powinni tylko prosić, a nie żądać. To też powinno być oczywiste, a nie jest.
Jeszcze jedno powiem. Ci, którzy mocno nagrzeszyli powinni starć się tworzyć atmosferę ułatwiającą przebaczenie.
Tak, ja żonie jeszcze nie przebaczyłem, bo zostałem sam i sam w swojej wierności zostanę do końca życia. Nic tego nie zmieni. Nie zrozumie dramatu tej sytuacji ten, kto tego nie przeżył. To jest nieporównywalne do niczego innego, śmierci dziecka, małżonka.
Proszę by to moje ostatnie zdanie podważali tylko ci, którzy współżyli tylko z jedną osobą, własnym małżonkiem, ewentualnie przyszłym małżonkiem. Bo to jest klu tej wrażliwości, która świat współczesny całkowicie zatraca i przed którym przestrzegają różni współcześni prorocy.
Dla jasności, ja się do nich nie zaliczam. Ja jestem nędzny grzesznik, który w pewien sposób sam sobie naważył piwa.

To co teraz piszę jest wynikiem ogólnych przemyślem pod wpływem lektury tego forum. Postaram się niedługo odnieć konkretnie do uwag, o ile oczywiście wyrobię emocjonalnie.
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-16, 10:59   

Jestem taką osobą, o której piszesz, Orsz. CODZIENNIE afirmuję wierność, codziennie podejmuję ten wybór. Ale też nie widzę, aby na forum ktoś teraz szerzył zgorszenie lub dawał przyzwolenie na łamanie przykazań. :shock: ZA to widzę, że z uporem maniaka szukasz tego zła na zewnątrz, zamiast zająć się tym co wewnątrz, choć zapewne jest ono dużo mniejsze. Różnica taka że na to pierwsze masz wpływ minimalny lub wcale, a na to drugie - ogromny.
Możemy gadać do upojenia o tym złu, które na zewnątrz Twego/mojego życia się dzieje. Ale wg mnie jest to w tej chwili u Ciebie temat zastępczy, więc pomodlę się o dary Ducha Świętego dla Ciebie. :-)
Pozdrawiam!
 
     
Norbert1
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-16, 12:31   

Orsz napisał/a:
Chcecie mi pomóc, chcecie bym nie wylądował w psychiatryku?

Orsz na to masz akurat sam wpływ..mozesz tam skutecznie powoli się wpychac,a mozesz też pomóc sobie by widmo odeszło w dal...

Chora dusza-to chora psychika,a za chora psychiką idzie choroba fizyczna ciała...

By zatrzymac proces potrzebujesz spokoju a najbardziej tego:

Boże,
użycz mi pogody ducha,
abym godził się z tym,
czego nie mogę zmienić.
Odwagi, abym zmieniał to,
co mogę zmienić.
I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.
Pozwól mi co dzień
Żyć tylko jednym dniem
i czerpać radość z chwili, która trwa;
i w trudnych doświadczeniach losu ujrzeć
drogę wiodącą do spokoju;
i przyjąć – jak Ty to uczyniłeś
- ten grzeszny świat takim,
Jakim on naprawdę jest,
a nie takim jak ja chciałbym go widzieć;


i ufać, że jeśli posłusznie poddam się Twojej woli,
to wszystko będzie jak należy.
Tak bym w tym życiu osiągnął umiarkowane szczęście,
a w życiu przyszłym, u twego boku, na wieki posiadł
szczęśliwość nieskończoną.


i najwazniejsze dla ciebie pogrubiłem
 
     
agni7
[Usunięty]

  Wysłany: 2012-08-16, 12:36   

Wiesz co, Orsz - dziś przeczytałam Twój pierwszy wpis w tym wątku, nie czytałam tego wcześniej.
W zasadzie to, co tam napisałeś przebija z Twoich dalszych postów, ale na początku sam to szczerze ująłeś w słowa:

Cytat:
Mario, słowo Bóg padło, raz. Powiem Ci, że próbuje się odwoływać do Boga, ale nie jestem w stanie długo wytrwać. Sam zauważyłeś ile negatywnych emocji jest we mnie. Teraz przynajmniej mam możliwość wylewania ich z siebie. A jak jestem w stanie Łaski Oświecającej jestem skrepowany. Czuje się przygnieciony wymaganiami miłości. A miłości we mnie nie ma. Są tylko jakieś pragnienia dobra, którego istota niewątpliwie opiera się na zasadach chrześcijańskich, katolickich, ale właśnie nie ma tej miłości. Bo mam wrażenie, że jak nie mam jej do żony to nie mam jej w ogóle. I co ja na to poradzę?


I dalej:
Cytat:
Ty też moim zdaniem nie jesteś idealny, jeśli prezentujesz taką spolegliwość wobec zła, którego efekty aż huczą na tym forum w postaci opisów wielu ludzkich dramatów. Trzeba zauważać ich źródło. Nie zostawiać losów świata przypadkowi, powiem inaczej diabłowi. Ja nie wiem jak to robić, straciłem jakby cały potencjał. Piszę to od tak, byś wiedział Ty i inni, co we mnie siedzi. Ja nie twierdzę, że jestem dobry. Piszę jak jest. Za wszelkie nawet najostrzejsze oceny będę bardzo wdzięczny. W końcu o to chodzi w terapii, by pacjent przedstawił siebie. Niniejszym to czynię. (...)

Słusznie zauważyłeś, że chce coś światu powiedzieć, czasami nie tylko powiedzieć. Jestem przepojony wściekłością na winnych mojego cierpienia, na to co się stało w mojej rodzinie. I nie chodzi wcale o kochanka mojej żony, on jest sam ofiarą zła. Mi chodzi o kreatorów tego zła w Polsce i na świecie, także w kościele.


Muszę przyznać, że wcześniej czasami mnie drażniło, co piszesz, ale po tym co przeczytałam po prostu żal mi się zrobiło. Padłeś na deski i próbujesz się desperacko chwycić tego co zostało, a że miłość pod gruzami, zostały tylko zasady i wściekłosć... i szukanie winnego, hmmm, nawet forum już jest winne twego stanu, jak piszesz - pozbawia nadziei. Nie musisz tłumaczyć, dlaczego.

"Gdy­bym mówił języ­kami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca al­bo cym­bał brzmiący." Nie przypomina to czegoś? Ciało zostało, a serce umarło.

Jesteś wściekły na wszystkich grzeszników świata - jak oni mogą to innym robić? A na Boga nie jesteś zły, że na to pozwala?
Pamiętam taki stan, na początku nie byłam w stanie obejrzeć nawet filmu, w którym pojawiał się motyw zdrady, bo miałam ochotę trzasnąć w telewizor.
Mówisz o afirmacji wierności - że da Ci nadzieję. Trafiłeś na forum, gdzie spotykają się ludzie, którzy chcą właśnie pozostać wiernymi - nawet mimo zdrady - ale nie widzisz tego, mówisz, że siejemy zgorszenie.
Nikt tu nie prezentuje postawy "grzesz bo Bóg i tak przebaczy..." - to Ty tak to chcesz widzieć, bo jesteś wściekły na zło i swoją krzywdę. Widzisz to tak, jak jesteś w stanie na obecnym etapie.

Napisałeś, że zbyt podkreślamy cudotwórczą moc Boga. Czy to nie jest tak, że ty moc Boga to odrzucasz, bo wtedy ten który Cię skrzywdził też mógłby zostać oczyszczony? A przecież powinien ponieść karę...
Nie wiem jak dać Ci nadzieję, bo nadziei nie zbudujesz na zewnętrznych czynnikach, ma ludziach To znaczy może i zbudujesz, ale jak taki zewnętrzny autorytet runie, to nadzieja razem z nim. To musi być w Tobie, a nie na piasku.
Pisałeś, że w stanie Łaski jesteś skrępowany...(!) nie możesz wyrazić negatywnych emocji. Nigdy nie słyszałam o takim stanie, żeby ŁAska od Boga dawała człowiekowi poczucie zniewolenia. Boisz się Boga, że Cię ukarze? Coś tu nie tak jest. Pewnie uważasz to za zasługę. W duszy się gotuje, ale ty to zdusisz i sie przed sobą nie przyznasz nawet.... Ojciec, u którego się kiedyś spowiadałam powiedział mi tak: impresja bez ekspresji kończy się w depresji ;-)

Daj sobie trochę odetchnąć, bo Cię to wykończy.
Ty się tak skrępowałeś tymi wymaganiami, że już ledwo oddychasz.

Nie namawiam do złego, żeby było jasne. Posłuchaj Andiego, czasem ci dosadzi, ale to z troski. I ma rację.
Większosć osób z tego forum to wszystko już przechodziła po prostu i wiedzą z doświadczenia życiowego, o czym piszą. I bolało tak samo jak Ciebie boli.
Ja się długo nie mogłam pogodzić z tym, że ze złego może wyniknąć coś dobrego. Myślałam sobie - jak to, to znaczy, że wszyscy mogą robić co chcą? Ale to nie tak jest chyba. Chodzi o to, że Bóg potrafi to zło zmienić w dobro, jeśli mu pozwolisz - postawić tamę temu złu, żeby Cię nie zniszczyło.
Ojciec F. Błaszkiewicz powiedział kiedyś - nie przytoczę dokładnie, ale sens był taki - że dla człowieka, dla poznania samego siebie istotne jest nie to, jak przeżywa się sukces, ale to, jak przeżywa się kryzys. Bo to w kryzysie ujawnia się to, co w nas najgłębiej siedzi. Można to przekuć na dobro dla siebie i wstać silniejszym, ale można też pozwolić się zniszczyć.

W ogóle to polecam ojca Fabiana, jest inspirująca postacią, posłuchaj go sobie. Oczywiście jeśli chcesz. Może stwierdzisz, że jest zbyt radykalny i niebezpieczny ;-)

Mówisz, że to co czytasz tutaj uderza w Ciebie. To dobrze. Nie dlatego, że źle Ci życzę, tylko dlatego, że może coś się z ciebie wyleje w końcu. To bolesny proces.
I nie ma sensu tu się spierać o interpretację cytatów, bo chodzi tu o Twoje emocje i poczucie krzywdy.

Pozdrawiam
 
     
Norbert1
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-16, 12:55   

Orsz napisał/a:
Nie zrozumie dramatu tej sytuacji ten, kto tego nie przeżył. To jest nieporównywalne do niczego innego, śmierci dziecka, małżonka.

Orsz a co mają powiedziec ci którzy przeszli smierc dziecka-dla nich ich sytaucja jest nieporównywalna.....

znasz to:
punkt widzenia- w zalezności od punktu siedzenia...
Kazda sytuacja jest cięzka..a mimo to trzeba zyc.
Zdrowy facet..dwie nogi..ręce..tysiące pomysłow ..
Jak życ i ulepszyc to swoje "macro życie " nawet w całym obliczu zła tego świata.
Jestes dzis i teraz-mozesz wiele ..
możesz wybaczyc i zyc dalej podejmujac próby naprawy zwiazku,mozesz nie wybaczyc i ściagać w dół całą rodzinę,mozesz żyć w zawieszeniu do konca dni i sie wachać gnijąc powolnie.....

możesz..możesz ,a to co możesz to wybór-wybory
jakie kazdego dnia daje ci Bóg

wiesz to wygląda tak:
Jego mysli..twoje ręce...
a to co zrobisz swymi rekoma przyjmie ,jak zdecydujesz uzna
wolny wybór orsz ...
i prosże cię nie plącz tego że nie umiesz,lub nie jestes gotów wybaczyc żonie z tym co dzieje się na zewnątrz...
Wybacz ale brzmi to banalnie....

nie umiem wybaczyć tobie zono..bo na zewnątrz zło,bo złamano tu i tysiące innych przyżeczen wierności,bo grzech jaki sie wkradł nie pozwala mi wybaczyc.....

czytasz siebie orsz(to co napisałeś)??

Odrzucasz moc Boska,odpychasz sens odpuszcenia grzechu,depczesz przebaczenie i pojednanie

a powiedział ci ktoś że zanim przebaczysz i pojednasz się z żoną...najpierw proś sam Boga o przebaczenie (tego co byc moze było palcem wpychającym zonę)
najpierw sam się z Bogiem pojednaj....
przyjmij pokute i czekaj na odpuszczenie grzechów...

dopiero będziesz to potrafił względem kogoś drugiego.
Mylisz pojęcia żona(ktos bliski) a bliżni...
a jaka jest róznica między żona-a bliżnim?
żona to tez twój bliżni...
Bóg nie rozgranicza orsz ucząc nas swojej modlitwy i mówiąc:...

i odpuśc nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom...

nie dzieli na odpuśc bliżniemu..a zonie nie odpuszczaj...

fragmentami gubisz się ..

a to zło jakie wszedzie widzisz personalnie przeraża mnie.....
bo już tam byłem i tak widziałem jak ty....
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-16, 13:19   

Orsz napisał/a:
Proszę by to moje ostatnie zdanie podważali tylko ci, którzy współżyli tylko z jedną osobą, własnym małżonkiem, ewentualnie przyszłym małżonkiem.


ja należe do tej grupy

i co z tego
nie odniosłeś się do mojego wpisu
a teraz to zrobisz, bo jam lepsza czy gorsza od innych sycharków ???

Orsz jak paluchem wskazywałam na męża to pozostałe trzy wskazywały na mnie

i zajęłam się tym co we mnie do przemiany
i źle na tym nie wychodzę
na żywo obserwuje moc Boga , jego miłosierdzie dla nas obojga

czego i Tobie życzę
to się nie zdarzy póki się na tę Bożą łaskę nie otworzysz

Pogody Ducha
Ostatnio zmieniony przez Mirakulum 2012-08-16, 14:47, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Andy2
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-16, 14:43   

Orsz napisał/a:
Uważam, że pomimo dobrych chęci, w które nie wątpię, szerzycie z małymi wyjątkami zgorszenie. Powtarzam się, wiem. To co tutaj głosicie o cudotwórczej mocy Boga daje nie wprost, ale przyzwolenie na łamanie Jego przykazań. Cuda zdarzają się niezmiernie rzadko. Największym cudem jest wierne życie. Nie takie, że nie ma w ogóle potknięć, ale że zachowuje się fundamenty.

Na cudach się nie znam, ale w Ewangelii jest sporo o nawróconych grzesznikach i Bożej radości z ich powrotu:
Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych. [Mt 18;12]

Uwierz w to, że Bóg cieszy się z Jej powrotu i przestań się zamęczać.
I ciesz się jego radością, zaufaj mu.
A z żona chłopie ROZMAWIAJ i słuchaj, bo z tym możesz mieć problem,. Pytaj - co u ciebie, jak minął dzień, jak się czujesz etc i tylko słuchaj, jęśli ona sie przed tobą otwiera, to powolutku zbudujesz z nia bliskość i zaufanie.
I o sobie jej mów trochę, ale nie z pretensjami jak mogła, że zasady, przykazanie i przysięga (to ona, jako Twoja zona, wie doskonale), tylko że cię to zraniło, że nadal cierpisz, że ci trudno wybaczyć. Jak to sie uda, to po torchu będzie lepiej.

Orsz napisał/a:
Ja potrzebuję nadziei na lepsze jutro, na lepszy los moich dzieci. To dałoby mi siły by walczyć i żyć, starać się tworzyć normalność. Tej nadziei skutecznie mnie pozbawiliście.

Porozmawiaj z dobrym spowiednikiem, ja osobiście polecam Dominikanów lub Paulinów.
Nie wiem co ci jeszcze można powiedzieć, tu juz na forum było wszystko, ja się w twojej intencji pomodlę, a ty po prostu zaufaj Panu.
Mi bardzo pomaga różaniec i modlitwa za zmarłych (codzienna litania), za tych, którzy mnie najbardziej krzywdzili, jakoś mi wtedy odpuszcza.

Dobrze że tu jesteś, to miejsce dla takich poranionych i zagubionych dusz. Dobrze że jesteś.
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-16, 15:30   

Andy2 napisał/a:
Dobrze że tu jesteś, to miejsce dla takich poranionych i zagubionych dusz. Dobrze że jesteś.
- tak zgadzam sie z tym stwierdzeniem dobrze Orsz ,ze tu trafiłeś ;-)
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-16, 16:36   

Orsz....... znam faceta ,który stwierdził kiedys ,że seks i seksualność jest czymś złym....grzesznym.Że pożycie małżeńskie powinno służyć tylko i jedynie prokreacji.
Żona wytykał mu to....on tego nie rozumiał.W tej sferze czuła się zaniedbywana i krzywdzona.
Upadła........ ktoś ją uwiódł....... bo był słuchaczem....bo ją rozumiał....bo przytulił...... miał dla niej czas.....nie strofował...... docenił jej urodę....kobiecość....... i poszała do łóżka z nim....potem pewnei z innym.....
Jak sądzisz??? mąż pomógł jej wskoczyć do innego łóżka?

Ja czasami porównuję kobietę do małpy(sory miłe Panie).
Małpa jak mieszka na bananowcu ,który jest pełen bananów to nie szuka innego bananowca.Dopiero jak bananowiec jest jałowy,jak nie zapewnia pokarmu to małpa przeskakuje na inny bananowiec.
Kobieta która czuje się wysłuchana,która czuje się doceniana,która czuje się kochana,która czuje się bezpiecznie ze swoim mężem-ochroniarzem,która czuje że jej potomstwo jest bezpieczne i zadbane -z małymi wyjatkami- nie skacze do innego łóżka.
Bo kobiety z reguły traktują fizyczność i emocjonalność-uczuciowość nierozłącznie.
Faceci maja w tej sferze trochę inna konstrukcję.
Orsz............ u kobiety wieczorny seks zaczyna się od porannej kawy.....i to często kilka poranków wcześniej.
Orsz............. a jaki Ty byłeś/jesteś dla swojej żony???

Orsz......... znam wielu facetów-mężów,którzy mieli czy mają o sobie jak najlepsze mniemanie(sam tez je kiedyś miałem...dziś tylko czasami) .
I często jak tak zaczyna sie tak trochęgłębuiej pracować,jak facet tak szczerze spojrzy w siebie..... to okazuje sie ,że dużo ma do zrobienie i naprawy..
Pomyśl ile Ty masz a potem rzucaj kamieniami.
Pogody Ducha
 
     
bywalec
[Usunięty]

Wysłany: 2012-08-16, 22:16   

Orsz napisał/a:
Ja potrzebuję nadziei na lepsze jutro, na lepszy los moich dzieci. To dałoby mi siły by walczyć i żyć, starać się tworzyć normalność. Tej nadziei skutecznie mnie pozbawiliście.



Nikt ci nic nie zabierze jesli sam tego nie oddasz. Tylko ty sam masz władze nad tym czy pozwolisz sobie cos odebrać, wpływ na to jak chcesz zyc i na jakich zasadach sie chcesz opierać. Jesli na podstawie dialogu z forumowiczami doszłeś do tak smutnego wniosku i odebrało ci to nadzieję, to znaczy...tylko tyle te zasady i nadzieja nie była twoją.... Inaczej jak lew byś bronił swoich zasadach, i nie interesowało by cię to, że ktoś inny ma swoje racje. Z tego widać, że swoich racji nie jesteś zbyt pewnien, że brak zgodności innych z twoimi poglądami tylko wywołuje mase emocji do tego stopnia, że nawet musisz sie pozbierać emocjonalnie po nich by móc potem coś odpisać.... Aż tyle cie kosztuje zycie ze swoimi zasadami? to może coś nie hallo z tymi zasadami skoro samemu tobie utrudniają tak bardzo życie

Bóg stworzył człowieka jako nieidealnego, po to dał mu przykazania by mu zycie ułatwiało, a nie przysparzało kłopotów. Jednak w swoje mądrości i dobroci wie jak ułomny jest człowiek i nie potępia go, pozwala mu grzeszyc, cierpiec choć mógłby w swojej mocy potepic wielu grzeszników. Nie robi tego, pozwala na zło, cierpienie bo ludzie w ten sposób uczą sie jak zyc, jak to cierpienie, jak swoje błedy prostować i dawać przykłąd innym życia przykłądnego. Ci co zyja w grzechu tak samo ciepia, inni moga uczyc sie jak nie postępowac w ten sam sposób. Nie robia tego często, bo sami czasem musza doświadczyc, że to naprawde jest złe. I dobry Bóg nie potępił ludzi za ich grzechy, wydał swojego jednorodzonego syna, by okupił wszystkie nasze winy straszna męczeńską ofiarą.... A ty Orsz masz w sobie tyle miłosierdzia dla bliźnich? Dlaczego chcesz być Bogiem i już tu na ziemi ich potepiać za ich uczynki, wydawac moralne osądy? Uważasz to twoj obowiązek, a jak inni sie nie zgadzają z twoimi racjami to odbierają ci tą nadzieje na lepsze życie dla ciebie, dzieci.... Świat jest pełen zła ale i dobroci. Tylko ty masz moc widzieć więcej tego co złe albo dobre. Czemu zas to słuzy sam siebie zapytaj. Co takie widzenie zła w ludziach, ich uczynkach usprawiedliwia twoje zachowania i dyktuje jestem taki bo świat jest zły, niemoralny i ja nie poradze sobie z tym.

Ty jestes rodzicem, ty dajesz przykłąd swoim zyciem swoim dzieciom co dobre a co konsumpcyjne, nastawione tylko na dobra materialne by zaspakajac swoje ludzkie chęci bycia mi dobrze. Trudne gdy wszech ogarniające jest jednak inna polityka wychowania i nastawienia do zycia...

Trudne...ale świat zawsze był taki, ludzie sie nie zmienili tak bardzo w swoim dązeniu do władzy, pięniedzy, dobrobytu... Nie zasłaniaj sie tym, że zło sie panoszy....bo w świecie jednak jest równowaga. Tam gdzie jest zło jest i dobro. Zastanowić sie tylko należy nad tym dlaczego nie widze dobra, dlaczego nie widze tych wszystkich innych dobrych gestów ludzi.... nie ma ich? Czas zacząc sie rozglądać uważniej i przyglądac ludziom, widzieć w nich nie tylko ich zachowania ale ich samych bez oceniania ich, a bardziej z nastawieniam wyciągania ręki do tych, którzy tej pomocy potrzebują.... Ocena ich, odsuwanie sie od nich, krytykowanie ich za ich niemoralne względem moich zasad niczego ich nie nauczy i nie pomoże im stac sie lepszymi. Mogą się stac takimi tylko wtedy jak sam dam przykład miłosiernego, bezkrytycznego oceniania ich. Gdy sam będe widział w nich nie tylko zło, ale ogromne morze pokładów dobra jakie w nich są.... Może nie zbawisz świata całego, na pewno nie sprawisz, że każdy bedzie lepszy...ale na pewno wielu zarazisz, na pewno u wielu zobaczysz inną osobe niż dziś oceniasz swoimi kategoriami...powodzenia
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group












Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym
i naturą człowieka..." – więcej na stronie >>>






To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...











"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!








Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Jestem katolikiem (katoliczką), osobą wierzącą. Moje przekonania religijne nie pozwalają mi wyrazić zgody na rozwód, gdyż jak mówi w punkcie 2384 Katechizm Kościoła Katolickiego: "Rozwód znieważa przymierze zbawcze, którego znakiem jest małżeństwo sakramentalne", natomiast Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego w punkcie 347 nazywa rozwód jednym z najcięższych grzechów, który godzi w sakrament małżeństwa.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"


Slowo.pl - Małżeństwo o jakim marzymy. Jednym z elementów budowania silnej relacji małżeńskiej jest atrakcyjność współmałżonków dla siebie nawzajem. Może nie brzmi to zbyt duchowo, ale jest to biblijna zasada. Osobą, dla której mam być atrakcyjną kobietą, jest przede wszystkim mój mąż. W wielu związkach dbałość o wzajemną atrakcyjność stopniowo zanika wraz ze stażem małżeńskim, a często zaraz po ślubie. Dbamy o siebie w okresie narzeczeństwa, żeby zdobyć wybraną osobę, lecz gdy małżeństwo staje się faktem, przestajemy zwracać uwagę na swój wygląd. Na przykład żona dba o siebie tylko wtedy, kiedy wychodzi do pracy lub na spotkanie ze znajomymi. Natomiast w domu wita powracającego męża w poplamionym fartuchu, komunikując mu w ten sposób: "Jesteś dla mnie mniej ważny niż mój szef i koledzy w pracy. Dla ciebie nie muszę się już starać". Tego typu postawy szybko zauważają małe dzieci. Pamiętam, jak pewnego dnia ubrałam się w domu bardziej elegancko niż zwykle, a moje dzieci natychmiast zapytały: "Mamusiu, czy będą u nas dzisiaj goście?". Taką sytuację można wykorzystać, by powiedzieć im: "Dbam o siebie dla was, bo to wy jesteście dla mnie najważniejszymi osobami, dla których chcę być atrakcyjną osobą". Nie oznacza to wcale potrzeby kupowania najdroższych ubrań czy kosmetyków. Dbałość o wygląd jest sposobem wyrażenia współmałżonkowi, jak ważną jest dla nas osobą: "To Bóg mi ciebie darował. Poprzez troskę o higienę i wygląd chcę ci wyrazić, jak bardzo mocno cię kocham". Ta zasada dotyczy zarówno kobiet jak i mężczyzn.



"Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy" (Mk 9,23)
"Nie bój się, wierz tylko!" (Mk 5,36)


Słowa Jezusa nie pozostawiają żadnych wątpliwości: "Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie" (J 6, 53). Ile tego życia będziemy mieli w sobie tu na ziemi, tyle i tylko tyle zabierzemy w świat wieczności. I na bardzo długo możemy znaleźć się w czyśćcu, aby dojść do pełni życia, do miary nieba.
Pamiętajmy jednak, że w Kościele nic nie jest magią. Jezus podczas swojego ziemskiego nauczania mówił:
- do kobiety kananejskiej:
«O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!» (Mt 15,28)
- do kobiety, która prowadziła w mieście życie grzeszne:
«Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!» (Łk 7,37.50)
- do oczyszczonego z trądu Samarytanina:
«Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Łk 17,19)
- do kobiety cierpiącej na krwotok:
«Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła» (Mt 9,22)
- do niewidomego Bartymeusza:
«Idź, twoja wiara cię uzdrowiła» (Mk 10,52)


Modlitwa o odrodzenie małżeństwa

Panie, przedstawiam Ci nasze małżeństwo – mojego męża (moją żonę) i mnie. Dziękuję, że nas połączyłeś, że podarowałeś nas sobie nawzajem i umocniłeś nasz związek swoim sakramentem. Panie, w tej chwili nasze małżeństwo nie jest takie, jakim Ty chciałbyś je widzieć. Potrzebuje uzdrowienia. Jednak dla Ciebie, który kochasz nas oboje, nie ma rzeczy niemożliwych. Dlatego proszę Cię:

- o dar szczerej rozmowy,
- o „przemycie oczu”, abyśmy spojrzeli na siebie oczami Twojej miłości, która „nie pamięta złego” i „we wszystkim pokłada nadzieję”,
- o odkrycie – pośród mnóstwa różnic – tego dobra, które nas łączy, wokół którego można coś zbudować (zgodnie z radą Apostoła: zło dobrem zwyciężaj),
- o wyjaśnienie i wybaczenie dawnych urazów, o uzdrowienie ran i wszystkiego, co chore, o uwolnienie od nałogów i złych nawyków.

Niech w naszym małżeństwie wypełni się wola Twoja.
Niech nasza relacja odrodzi się i ożywi, przynosząc owoce nam samym oraz wszystkim wokół. Ufam Tobie, Jezu, i już teraz dziękuję Ci za wszystko, co dla nas uczynisz. Uwielbiam Cię w sercu i błogosławię w całym moim życiu. Amen..

Święty Józefie, sprawiedliwy mężu i ojcze, który z takim oddaniem opiekowałeś się Jezusem i Maryją – wstaw się za nami. Zaopiekuj się naszym małżeństwem. Powierzam Ci również inne małżeństwa, szczególnie te, które przeżywają jakieś trudności. Proszę – módl się za nami wszystkimi! Amen!


Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Święty, Ty nas uświęcasz, wspomagając w pracy nad sobą. Ty nas pocieszasz wspierając, gdy jesteśmy słabi i bezradni. Proszę Cię o Twoje dary:

1. Proszę o dar mądrości, bym poznał i umiłował Prawdę wiekuistą, ktorą jesteś Ty, moj Boże.
2. Proszę o dar rozumu, abym na ile mój umysł może pojąć, zrozumiał prawdy wiary.
3. Proszę o dar umiejętności, abym patrząc na świat, dostrzegał w nim dzieło Twojej dobroci i mądrości i abym nie łudził się, że rzeczy stworzone mogą zaspokoić wszystkie moje pragnienia.
4. Proszę o dar rady na chwile trudne, gdy nie będę wiedział jak postąpić.
5. Proszę o dar męstwa na czas szczególnych trudności i pokus.
6. Proszę o dar pobożności, abym chętnie obcował z Tobą w modlitwie, abym patrzył na ludzi jako na braci, a na Kościół jako miejsce Twojego działania.
7. Na koniec proszę o dar bojaźni Bożej, bym lękał się grzechu, który obraża Ciebie, Boga po trzykroć Świętego. Amen.


Akt poświęcenia się Niepokalanemu Sercu Maryi

Obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, na moją Matkę i Panią. Z całym oddaniem i miłością powierzam i poświęcam Tobie moje ciało i moją duszę, wszystkie moje dobra wewnętrzne i zewnętrzne, a także zasługi moich dobrych uczynków przeszłych, teraźniejszych i przyszłych. Tobie zostawiam całkowite i pełne prawo dysponowania mną jak niewolnikiem oraz wszystkim, co do mnie należy, bez zastrzeżeń, według Twojego upodobania, na większą chwałę Bożą teraz i na wieki. Amen.

św. Ludwik de Montfort

Pełnia modlitwy



We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 1We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane... (Hbr 13,4a) - konferencja dr Mieczysława Guzewicza (www.mojemalzenstwo.pl), małżonka, ojca trojga dzieci, doktora teologii biblijnej, członka Rady Episkopatu Polski ds. Rodziny - Górka Klasztorna 2007.04.20-22 - część 2Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr PawlukiewiczKapitanie, dokąd płyniecie? - ks. Piotr PawlukiewiczJakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? - ks. Piotr PawlukiewiczOdpowiedzialność za miłość - dr Wanda Półtawska - psychiatra Bitwa toczy się o nasze serca - ks. Piotr PawlukiewiczKto się Mnie dotknął? - ks. Piotr Pawlukiewicz Miłość jest trudna - ks. Piotr Pawlukiewicz
Przebaczenie i cierpienie w małżeństwie - dr M. Guzewicz, teolog-biblistaZ każdej trudnej sytuacji jest dobre wyjście - ks. Piotr PawlukiewiczMłodzież - ks. Piotr PawlukiewiczSex, poezja czy rzemiosloWalentynki - ks. Piotr Pawlukiewicz Mężczyźni - ks. Piotr PawlukiewiczFałszywe miłosierdzie - ks. Piotr PawlukiewiczSakrament małżeństwa a dobro dziecka - ks. Piotr Pawlukiewicz
Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.
Przeciąć pępowinę, aby żyć w prawdzie i zgodnie z wolą Bożą | Tylko dla Panów | Mężczyźni i kobiety różnią się | Tylko dla Pań
Mąż marnotrawny | Miłość i odpowiedzialność | Miłość potrzebuje stanowczości | Umierać dla miłości
Trudne małżeństwo | Czy wolno katolikowi zgodzić się na rozwód?
Korespondencja Agnieszki z prof. o. Jackiem Salijem
W 2002 roku Jan Paweł II potępiając w ostrych słowach rozwody powiedział, że adwokaci jako ludzie wolnego zawodu, muszą
zawsze odmawiać użycia swoich umiejętności zawodowych do sprzecznego ze sprawiedliwością celu, jakim jest rozwód.
KAI
Ks. dr Marek Dziewiecki - Miłość nigdy nie pomaga w złym. Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno nikomu proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i człowieka.
Godność i moc sakramentu małżeństwa chrześcijańskiego | Ks. biskup Zbigniew Kiernikowski "Nawet gdy drugiemu nie zależy"

Bitwa toczy się o nasze serce - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kto powinien rządzić w małżeństwie? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Kiedy rodzi się dziecko, mąż idzie na bok - ks. Piotr Pawlukiewicz


Do kobiety trzeba iść już z siłą ducha nie po to, by tę siłę zyskać - ks. Piotr Pawlukiewicz


Czy kochasz swojego męża tak, aby dać z siebie wszystko i go uratować? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Jakie są nasze rzeczywiste wielkie pragnienia? Czy takie jak Bartymeusza? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Miłość jest trudna: Kryzys nigdy nie jest końcem - "Katechizm Poręczny" ks. Piotra Pawlukiewicza


Ze względu na "dobro dziecka" małżonkowie sakramentalni mają żyć osobno? - ks. Piotr Pawlukiewicz


Cierpienie i przebaczenie w małżeństwie - konferencja dr Mieczysława Guzewicza, teologa-biblisty


Co to znaczy "moja była żona"? - dr Wanda Półtawska - psychiatra, członek Papieskiej Rady ds. Rodziny


"We czci niech będzie małżeństwo pod każdym względem i łoże nieskalane" (Hbr 13,4a) - dr M. Guzewicz


Nic nie usprawiedliwia rozwodu, gdyż od 1999 r. obowiązuje w Polsce ustawa o separacji :: Każdy rozwód jest wyjątkowy



Żyć mocniej




Książki warte Twojego czasu ---> książki gratis w zakładce *biuletyn*
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9