Gloria in excelsis Deo!

Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  KanałyKanały  BłogosławieństwaBłogosławieństwa  RekolekcjeRekolekcje  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  12 kroków12 kroków  StowarzyszenieStowarzyszenie  NewsNews
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  NagraniaNagrania  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

12 kroków do wolności Uczta - Za Stołem Słowa - ks. Michał Muszyński | Słowo Boże na dziś | Ciężki krzyż | Róże różańcowe
"Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej SYCHAR:
Warszawa | Poznań | Żory | Zielona Góra | Bonn | Opole | Gorzów Wlkp | Kraków | Trójmiasto | Rzeszów | Chicago | Szczecin | Bydgoszcz | Lublin | Wrocław

ZAPRASZAMY do zgłaszania modlitewnych intencji za małżonków Siostrom Matki Bożej Miłosierdzia
Rekolekcje - Łagiewniki 2010: Uzdrowić zranione życie | Zamienić ranę w perłę | Zobacz kim jesteś - cz. 1 | cz. 2 | O przebaczeniu
Błogosławieństwo Księdza Biskupa Andrzeja Czai - ordynariusza diecezji opolskiej dla naszej Wspólnoty >>

Błogosławieństwa Bożego, aby narodzony tej świętej nocy Zbawiciel świata, obecny w naszym życiu, zawsze napełniał nas radością i nadzieją, a Jego światłość zwyciężała w nas to, co od Boga oddala - życzy administrator

Poprzedni temat «» Następny temat
Laura76 PROSZĘ O RADĘ
Autor Wiadomość
laura76
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-01, 10:02   

Witam proszę o pomoc każda radę.
Jestem 7 lat po ślubie, pierwszy kryzys nastąpił 2 lata temu - ale do dziś nie wiem dlaczego. Pamiętam tylko tyle, że wróciłam pewnego dnia z pracy i gotowałam obiad i po kilku minutach zorientowałam się, że maż zabrał swoje rzeczy i się wyprowadził. Nie miałam z nim żadnego kontaktu, unikał mnie. Wówczas pomogły mi spotkania w poradni diecezjalnej -walczyłam o to małżeństwo i niby się udało po trzech miesiącach wrócił a ja nie wracałam do przeszłości.
Drugi kryzys nastąpił w czerwcu 2010 wtedy poważnie zachorowałam, gdy przychodził do szpitala nie mieliśmy o czym rozmawiać. Podczas 3 msc zwolnienia lekarskiego bardzo się oddalił, był oschły nie czułam wsparcia w chorobie. Wychodził na nocne imprezy nie widząc nic w tym złego- a ja zostawałam sama z moja chorobą. Podczas mszy św. w intencji o moje wyzdrowienie nie usiadł w ławce obok mnie a ja go tak potrzebowałam. Oczywiście mąż nie widzi w tym nic złego.
Dziękuje Bogu za łaskę uzdrowienia. Ale mąż nie cieszy się z wyzdrowienia nadal nie sypiamy razem, póżno wraca do domu,nie ma czasu na rozmowę a terapia małżeńska przecież to takie śmieszne. Dziś święto zmarłych mąż po raz pierwszy spędza je sam -nie pójdzie na grób do mojego taty- zmowu czuje smutek i żal patrząc na małżeństwa, które współnie odwiedzają groby. Mąż swoje zachowanie uzasadnia tym, iz ma prawo decydowania o tym gdzie chce i z kim będzie spędzał dzień. PROSZĘ JESCZE RAZ O POMOC PONIEWAŻ JUZ NIC NIE ROZUMIEM MOŻE TO JA JESTEM STAROŚWIECKA I NIESŁUSZNIE UWAŻAM, ŻE MAŁŻEŃSTWO TO JEDNOŚĆ.
 
     
katblo
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-01, 18:13   

Obiecuję modlitwę...
Pierwszy krok to przyznanie się do tego, że jest kryzys, że trzeba ratować, ale to dopiero początek trudnej drogi. O wiele trudniej jest dostrzec przyczyny, które tkwią w nas samych, popatrzeć na siebie oczami współmałżonka, bez tego ratować małżenstwa nie da rady...
Zacznij od modlitwy, od spowiedzi, od jak najczęstszego udziału w Eucharystii. Wiara rodzi się ze słuchania.
Kiedyś ktoś mi poradził to samo, żachnęłam się i potraktowałam jak kolejną "dobrą radę", ale jednak coraz częściej chodziłam do kościoła, tam nie musiałam mieć maski na twarzy, mogłam się rozpłakać, kiedy było mi źle i z czasem zaczęłam powierzać wszystkie swoje sprawy.
Witaj na forum! Pozdrawiam!
 
     
laura76
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-11, 11:08   

Mąż się wyprowadził kiedy byłam w pracy.
Pozostałam sama z Bogiem i modlitwą.
 
     
Wujt
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-11, 12:06   

Mało o Tobie wiem, ale odniosłem wrażenie jakbyś trochę zniewalała swojego męża. Chciałaś żeby z Tobą coś zrobił, on nie chciał, Ty prosiłaś/naciskałaś żeby jednak, on jeszcze bardziej się usztywniał i choćby nawet z Tobą poszedł, to dla pokazania, że jest wolny nie szedł.

Nie przejmuj się przesadnie tym co napisałem, bo przecież nic o Tobie i Waszym małżeństwie nie wiem, ale zastanów się chwilę. Uważaj też żeby nie być zbyt podatną na takie ,,rozwiązania'', które Ci podsuwają inni.

To go oczywiście w żaden sposób nie usprawiedliwia. To, że szedł na imprezę jak Ty byłaś chora to jest po prostu podłe. To, że nie chciał iść we Wszystkich Świętych na grób Twojego ojca jest parszywe.

Niemniej z własnego doświadczenia wiem, że czasem mężczyzna czuje się przez tą swoją żonę osaczony i zaczyna się dusić.

Druga rzecz, to musisz się poważnie liczyć z tym, że on kogoś ma. Tak to niestety zazwyczaj bywa. Straszny z niego tchórz albo sam nie wiem czego co się z nim dzieje, jeżeli nie potrafi Ci powiedzieć albo chociaż napisać czemu podjął decyzję o wyprowadzce.

Co masz zrobić?

Jedz, módl się, kochaj ;-)

Myślę, że warto napisać do niego list nt. tego co czujesz, że rozumiesz, że skoro odszedł to czuł się nieszczęśliwy, że zależy Ci na małżeństwie, że terapia by się wam przydała, rekolekcje itp. I tyle.

Nie chce kontaktu, nie chce rozmawiać, nie zmusisz go. Ma wolną wolę i nawet Pan Bóg do niczego go nie zmusi. Zrobi jak będzie chciał. Musisz to zrozumieć i to zaakceptować.

To co możesz tak naprawdę zrobić to zająć się sobą. Myśl nad sobą, módl się, zmieniaj na lepsze. Dbaj o siebie, nie wiem na co Twoje zdrowie pozwala, ale rób to na co zawsze miałaś ochotę, ale nigdy czasu.

Potrzeba dużo, bardzo dużo czasu żebyś przestała być nieszczęśliwa, a potem kiedyś znów szczęśliwa. Raz będą gorsze dni, raz lepsze, czasem zupełnie beznadziejne.

Z mojej strony, to chyba tyle, idę robić to na co nigdy nie miałem czasu. :-)
 
     
laura76
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-11, 17:02   

W sercu mam wielki smutek, nie radzę sobie z samotnością.Wracam do domu, leżę na kanapie i zadaję sobie ciągle pytanie DLACZEGO ??
Czytałam na forum wiele historii, w których opisujecie jak to zdrada, wódka prowadzi do rozpadu małżeństwa.
Natomiast ja nie wiem jaki czynnik spowodował kryzys w moim małzeństwie.
Wiem, ze mój mąż lubił wolnosć tzn. kumple, imprezy, zakaz dotykania telefonu kom, brak kontrolii nad jego wypłatą. A dom go nie interesował, przez 7 lat małżeństwa nie ugotował obiadu jak go o to prosiłam to stwierdził, że nie musi jeść, na wakacje nie chciał jechać -najlepiej jak bym pojechała z mamą, wspólne spacery były nierealne. Na ulicy szedł 5 m przedemną trzymając ręce w kieszeni. Wiem, ze rozmawiał z obcymi kobietami na gadu gadu -bo do innych kobiet podejście ma w końcu jest towarzyski. Rodzina mówiła mi kilkakrotnie, że w małżeństwie bardzo przygasłam. Teraz myśle, ze mój mąż mnie nie kochał.
 
     
Kari
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-11, 17:36   

Laura, poczytaj książki proponowane na forum (np. Dobson), posłuchaj konferencji ks. Pawlukiewicza, zwłaszcza o tym po co są kryzysy. Słuchaj i czytaj, sądzę, że znajdziesz powoli odpowiedź na pytania dlaczego i po co. Skoncentruj się na tym "po co?". Co Tobie może dać ta sytuacja ( oprócz depresji)? Może to czas na to byś zajęła się sobą, odkryła nowe pasje, znalazła coś co wypełni Twoją samotność. Mąż nie ma być wypełnianiem samotności. Rozejrzyj się wokół może są ludzie bardziej samotni, którzy chętnie przyjmą Twoją pomoc, choćby miała to być tylko życzliwa rozmowa. A męża na razie zostaw i nie goń. Niech ma informację, że czekasz, ale nie czekaj leżąc na kanapie tylko wyjdź do ludzi. Jeżeli mąż rozmawiał z obcymi kobietami na gadu gadu, to źle o nim świadczy, w ogóle to co o nim napisałaś nie brzmi dobrze. Ja myślę, że trzeba poczekać, co sie okaże. A ty wykorzystaj ten czas, skoro przygasłaś, żeby rozniecić w sobie na nowo ogień, który kiedyś zaintrygował Twojego męża i zdecydował się na ślub. Poczuj teraz taką wolność i zrób coś dobrego dla siebie.
 
     
Wujt
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-11, 19:41   

Rozmawiałem z moim wujkiem, który przerabiał rozstanie 2,5 roku temu.

I też z moich ust padło pytanie ,,dlaczego?''.

Powiedział mi: ,,nie zadręczaj się, nie zrozumiesz tego, ja też sobie zadawałem to pytanie i nie znalazłem żadnej odpowiedzi''.

Opowiadam teraz o moim małżeństwie wielu osobom, oni mi opowiadają o swoich i to moje nie było gorsze od innych, a może nawet w pewnych sprawach byłem lepszym mężem niż mężowie moich koleżanek. Też nie było przemocy, alkoholu i innych patologi. Nawet jak będziesz miała okazję porozmawiać ze swoim mężem to też się tak naprawdę nie dowiesz dlaczego.

Po co?

Zobacz sobie film Poważny człowiek Braci Cohen. To zrozumiesz :-)
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-11, 19:45   

laura76 napisał/a:
leżę na kanapie i zadaję sobie ciągle pytanie DLACZEGO ??


Lauro może warto wstać z kanapy i zadać inne pytanie ?

PO CO TEN KRYZYS ??????????????

Jakie miejsce w Twoim życiu zajmował Bóg ???

Czy był na pierwszym miejscu ???????

Pamiętam w modlitwie
 
     
Jarek321
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-11, 19:56   

laura76,

Witaj w klubie... A potem przeczytaj dokładnie, co napisała Mirakulum nade mną i odpowiedz sobie sama na pytania, które zadała.
 
     
róża
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-12, 10:06   

Małżeństwo to jedność, ale podobnie, jak miłość (ta jedność z niej wynika) jest raczej zadana niż dana. Skoro zadana, znaczy trzeba nad nią pracować - obydwojgu, jeden nie wypracuje tego stanu. Jeden może pracować tylko nad sobą samym.
Lauro, przyznam, że zadziwia mnie troszkę Twoja niewiedza - wcześniej i dziś, co do przyczyn kryzysu. Naprawdę nie wiesz co może być jego powodem? Jeśli tak, może to oznaczać, że bardzo oddaliliście się od siebie.
Piszesz o swoim doświadczeniu choroby. Może tu tkwi problem - oczekujesz zapewne, żeby pocieszył, żeby współczuł, gdy tymczasem mąż tego zwyczajnie nie potrafi. A kiedy sytuacja przerasta możliwości, łatwo o ucieczkę - w miejsca, gdzie ludzie żyją beztrosko, wesoło, czyli w świat mniejszych wymagań. Może to jakaś (dziecinna) forma niezgody na istnienie cierpienia w życiu w ogóle?
Rozumiem Cię doskonale, bo przecież to szczególnie w chorobie - potrzebujemy wsparcia, ciepłego słowa, przytulenia. Lauro, stare powiedzenie mówi - syty głodnego nie zrozumie... I bywa, że z bólem serca trzeba uznać ten fakt, że niestety - nie zrozumie. Czasem trzeba aż samemu doświadczyć bólu, żeby wiedzieć, co czuje człowiek obok... Nie warto wtedy zadręczać się myślami, że pewnie nie kocha, bo to tylko pogłębianie swojego cierpienia i zmierzanie ku depresji. Obok człowiek, który funkcjonuje na innym poziomie. Trudne to do zaakceptowania, bo przecież empatia - ludzka rzecz... Niestety, nie każdy ją posiada i trzeba Ci przełknąć i tę gorzką pigułkę. Bywa, że cierpienie, choroba, zamiast być wyzwaniem do coraz większej czułości, miłości - stają się powodem do wycofania, ucieczki. To jest ewidentna niedojrzałość. Może jedna z przyczyn kryzysu?
Lauro, a może Ty tak dalece skupiasz się na tym, co przecież już - było (dziś jesteś zdrowa, czyż nie tak?), tak wiele żalu nosisz w sobie, bo zawiódł w trudnych dla Ciebie chwilach, że że już zatraciłaś radość życia, uśmiech? A zgorzkniałość nie jest atrakcyjna... Żeby nie stać się ponurakiem - trzeba uczyć się sztuki nabierania dystansu: do własnej choroby, do cierpienia własnego w ogóle... To bardzo trudne, choć możliwe...
Patrz do przodu, z nadzieją - tam gdzieś jest światełko :-) Szukaj...

http://www.youtube.com/watch?v=Kxm680KrkOE
 
     
laura76
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-16, 20:36   

Dziękuje wszystkim za dobre słowo i modlitwe.
Wczoraj spotkałam się z moim mężem, który oznajmił, iż jest w stanie wrócić do domu pod warunkiem akceptacji imprez z kolegami. To był jedyny warunek.
Brak mi słów jak człowiek w wieku 40 lat może być tak niedojrzały. Ja poprosiałm męża tylko o spowiedź, która napewno przybliży go do Boga.
 
     
rozalka
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-17, 16:10   

Lauro myślę ze powinnaś porozmawiać szczerze z mężem. Ja marzę o tym zeby mój wrócił ale poki co nie ma na to szansy.Ustalcie zasady i ich przestrzegajcie oboje...Kryzys daje nam wiecej niż nam samym się wydaje.Oboje musicie nad sobą pracowac...Zyczę powodzenia...
 
     
laura76
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-17, 17:00   

Nie wiem czy ten związek ma jakąś przyszłość. Obawiam się, że trudno jest obdarzyć drugiego człowieka, który zostawił żonę dwa razy. Ile razy tak można? Dla mnie to jest niedojrzałość.
Nie wiem nie rozumiem mężczyzn, ale dlaczego mój mąż po każdej wyprowadzce nie interesuje się finansami tzn. czy mam za co zapłacić czynsz i raty ? Dodam ,iż świetnie zarabia natomiast moja pensja pozwala na skromne życie. Ostanio prosiłam meża o pieniądze to był bardzo zdziwony, że skoro się wyprowdził to jakim prawem.
Naprawdę brakuje mi już sił bo wydaję mi się, że gdzie jest prawdziwa miłość to takie sytuacje nie mają miejsca.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2010-11-17, 17:21   

Lauro,7 lat temu dokonałas wyboru,Wybrałaś sobie własnie tego faceta na męża i ojca swoich dzieci.
Wtedy był inny??? inaczej się zachowywał?Nie wiedziałaś że lubi iprezy i rozrywkowy styl życia??a może wtedy ten styl Ci odpowiadał???
A może Ty sobie inaczej wykreowałaś w wyobrażni postać męża-męzczyznę z którym brałaś ślub????a w rzeczywistości był on kimś innym????
Czyżby przez te pierwsze 2 lata tak zgłupiał?? A potem co???cofka?? nawrót "zgłupienia"??

To co wyżej to z nutą sarkazmu...... ironii......
Wiem,Tobie nie do śmiechu i żartu.

Ale zadając sobie takie pytanie:
laura76 napisał/a:
Nie wiem czy ten związek ma jakąś przyszłość
prowokujesz odpowiedż...poddajesz w wątpliwość swój wybór,sznsę,drogę i postawę małżeństwa i rodziny.
laura76 napisał/a:
Nie wiem nie rozumiem mężczyzn, ale dlaczego mój mąż po każdej wyprowadzce nie interesuje się finansami tzn. czy mam za co zapłacić czynsz i raty ?

No nie rozumiesz.......i pewnie nigdy do końca nie zrozumiesz-tak jak Twój mąż do końca nie zrozumie Ciebie.............
Pewnei czuje sie zwolniony z łożenia na dom z którego ucieka.
Może warto zastanowić się :PO CO ucieka??????? Czego mu w tym domu brakuje??albo czego ma nadmiar???
Zastanawiałaś się nad tym??????
Pytałaś męża PO CO ucieka z domu??od Ciebie????
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

To naprawdę bardzo ważna ankieta zwolenników in vitro - włącz się!
Możesz w niej wyrazić swój sprzeciw głosując przeciw petycji...




Stanowisko Episkopatu Polski:

"Metoda in vitro jest niezgodna z prawem Bożym i naturą człowieka..."













"Pan naprawdę Zmartwychwstał! Alleluja!

„Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał!” (Łk 24,5-6)
"To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia" (1 P 2,20b)
"Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat” (J 16,33)
„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mk 16,15)



To może być także Twoje zmartwychwstanie - zmartwychwstanie Twojego małżeństwa!









Jan Paweł II:

Każdy z was, młodzi przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje „Westerplatte". Jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić. Jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć. Jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić. Nie można zdezerterować. Wreszcie — jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte, w sobie i wokół siebie. Tak, obronić — dla siebie i dla innych.





Dla tych, którzy kochają - propozycja wzoru odpowiedzi na pozew rozwodowy


W odpowiedzi na pozew wnoszę o oddalenie powództwa w całości i nie rozwiązywanie małżeństwa stron przez rozwód.

UZASADNIENIE

Pomimo trudności jakie nasz związek przechodził i przechodzi uważam, że nadal można go uratować. Małżeństwa nie zawiera się na chwilę i nie zrywa w momencie, gdy dzieje się coś niedobrego. Pragnę nadmienić, iż w przyszłości nie zamierzam się już z nikim innym wiązać. Podjąłem (podjęłam) bowiem decyzję, że będę z żoną (mężem) na zawsze i dołożę wszelkich starań, aby nasze małżeństwo przetrwało. Scalenie związku jest możliwe nawet wtedy, gdy tych dobrych uczuć w nas nie ma. Lecz we mnie takie uczucia nadal są i bardzo kocham swoją żonę (męża), pomimo, iż w chwili obecnej nie łączy nas więź fizyczna. Jednak wyrażam pragnienie ratowania Naszego małżeństwa i gotowy (gotowa) jestem podjąć trud jaki się z tym wiąże. Uważam, że przy odrobinie dobrej woli możemy odbudować dobrą relację miłości.

Dobro mojej żony (męża) jest dla mnie po Bogu najważniejsze. Przed Bogiem to bowiem ślubowałem (ślubowałam).

Moim zdaniem każdy związek ma swoje trudności, a nieporozumienia jakie wydarzyły się między nami nie są powodem, aby przekreślić nasze małżeństwo i rozbijać naszą rodzinę. Myślę, że każdy rozwód negatywnie wpływa nie tylko na współmałżonków, ale także na ich rodziny, dzieci i krzywdzi niepotrzebnie wiele bliskich sobie osób. Oddziaływuje również negatywnie na inne małżeństwa.

Z moją (moim) żoną (mężem) znaliśmy się długo przed zawarciem naszego małżeństwa i uważam, że był to wystarczający czas na wzajemne poznanie się. Po razem przeżytych "X" latach (jako para, narzeczeni i małżonkowie) żona (mąż) jest dla mnie zbyt ważną osobą, aby przekreślić większość wspólnie spędzonych lat. Według mnie w naszym związku nie wygasły więzi emocjonalne i duchowe. Podkreślam, iż nadal kocham żonę (męża) i pomimo, że oddaliliśmy się od siebie, chcę uratować nasze małżeństwo. Osobiście wyrażam wolę i chęć naprawy naszych małżeńskich relacji, gdyż mam przekonanie, że każdy związek małżeński dotknięty poważnym kryzysem jest do uratowania.

Orzeczenie rozwodu spowodowałoby, że ucierpiałoby dobro wspólnych małoletnich dzieci stron oraz byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego. Dzieci potrzebują stabilnego emocjonalnego kontaktu z obojgiem rodziców oraz podejmowania przez obie strony wszelkich starań, by zaspokoić potrzeby rodziny. Rozwód grozi osłabieniem lub zerwaniem więzi emocjonalnej dzieci z rodzicem zamieszkującym poza rodziną. Rozwód stron wpłynie także niekorzystnie na ich rozwój intelektualny, społeczny, psychiczny i duchowy, obniży ich status materialny i będzie usankcjonowaniem niepoważnego traktowania instytucji rodziny.

Wysoki Sądzie, proszę o danie nam szansy na uratowanie naszego małżeństwa. Uważam, ze każda rodzina, w tym i nasza, na to zasługuje. Nie zmienię zdania w tej ważnej sprawie, bo wtedy będę niewiarygodny w każdej innej. Brak wyrażenia mojej zgody na rozwód nie wskazuje na to, iż kierują mną złe emocje tj. złość czy złośliwość. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że nie zmuszę żony (męża) do miłości. Rozumiem, że moja odmowa komplikuje sytuację, ale tak czuję, takie są moje przekonania religijne i to dyktuje mi serce.

Bardzo kocham moją (mojego) żonę (męża) i w związku z powyższym wnoszę jak na wstępie.



List Episkopatu Polski na święto św. Rodziny

Warto jeszcze raz podkreślić, że u podstaw każdej rodziny stoi małżeństwo. Chrześcijańskie patrzenie na małżeństwo w pełni uwzględnia wyjątkową naturę tej wspólnoty osób. Małżeństwo to związek mężczyzny i niewiasty, zawierany na całe ich życie, i z tej racji pełniący także określone zadania społeczne. Chrystus podkreślił, że mężczyzna opuszcza nawet ojca i matkę, aby złączyć się ze swoją żoną i być z nią przez całe życie jako jedno ciało (por. Mt 19,6). To samo dotyczy niewiasty. Naszym zadaniem jest nieustanne przypominanie, iż tylko tak rozumianą wspólnotę mężczyzny i niewiasty wolno nazywać małżeństwem. Żaden inny związek osób nie może być nawet przyrównywany do małżeństwa. Chrześcijanie decyzję o zawarciu małżeństwa wypowiadają wobec Boga i wobec Kościoła. Tak zawierany związek Chrystus czyni sakramentem, czyli tajemnicą uświęcenia małżonków, znakiem swojej obecności we wszystkich ich sprawach, a jednocześnie źródłem specjalnej łaski dla nich. Głębia duchowości chrześcijańskich małżonków powstaje właśnie we współpracy z łaską sakramentu małżeństwa. więcej >>



Wszechświat na miarę człowieka

Wszechświat jest ogromny. Żeby sobie uzmysłowić rozmiary wszechświata, załóżmy, że odległość Ziemia - Słońce to jeden milimetr. Wtedy najbliższa gwiazda znajduje się mniej więcej w odległości 300 metrów od Słońca. Do Słońca mamy jeden milimetr, a do najbliższej gwiazdy około 300 metrów. Słońce razem z całym otoczeniem gwiezdnym tworzy ogromny system zwany Droga Mleczną (galaktykę w kształcie ogromnego dysku). W naszej umownej skali ten ogromny dysk ma średnicę około 6 tysięcy kilometrów, czyli mniej więcej tak, jak stąd do Stanów Zjednoczonych. Światło zużywa na przebycie od jednego końca tego dysku do drugiego - około 100 tysięcy lat. W tym dysku mieści się około 100 miliardów gwiazd. To jest ogromny dysk! Jeszcze mniej więcej sto lat temu uważano, że to jest cały wszechświat. Okazało się, że tak wcale nie jest. Wszechświat jest znacznie, znacznie większy! Jeżeli te 6 tysięcy kilometrów znowu przeskalujemy, tym razem do jednego centymetra, to cały wszechświat, który potrafimy zaobserwować (w tej skali) jest kulą o średnicy 3 kilometrów. I w tym właśnie obszarze, jest około 100 miliardów galaktyk (czyli takich dużych systemów gwiezdnych, oczywiście różnych kształtów, różnych wielkości). To właśnie jest cały wszechświat, który potrafimy badać metodami fizycznymi, wykorzystując techniki astronomiczne. (Wszechświat na miarę człowieka >>>)



Musicie zawsze powstawać!

Możecie rozerwać swoje fotografie
i zniszczyć prezenty.
Możecie podeptać swoje szczęśliwe wspomnienia
i próbować dzielić to, co było dla dwojga.
Możecie przeklinać Kościół i Boga.

Ale Jego potęga nie może nic uczynić
przeciw waszej wolności.
Bo jeżeli dobrowolnie prosiliście Go,
by zobowiązał się z wami...
On nie może was "rozwieść".

To zbyt trudne?
A kto powiedział, że łatwo być
człowiekiem wolnym i odpowiedzialnym.
Miłość się staje
Jest miłością w marszu, chlebem codziennym.

Nie jest umeblowana mieszkaniem,
ale domem do zbudowania i utrzymania,
a często do remontu.
Nie jest triumfalnym "TAK",
ale jest mnóstwem "tak",
które wypełniają życie, pośród mnóstwa "nie".

Człowiek jest słaby, ma prawo zbłądzić!
Ale musi zawsze powstawać i zawsze iść.
I nie wolno mu odebrać życia,
które ofiarował drugiemu; ono stało się nim.

Michel Quoist



Rozważania o wierze/Dynamizm wiary/Zwycięstwo przez wiarę

Klasycznym tekstem biblijnym ukazującym w świetle wiary wartość i sens środków ubogich jest scena walki z Amalekitami. W czasie przejścia przez pustynię, w drodze do Ziemi Obiecanej, dochodzi do walki pomiędzy Izraelitami a kontrolującymi szlaki pustyni Amalekitami (zob. Wj 17, 8-13). Mojżesz to Boży człowiek, który wie, w jaki sposób może zapewnić swoim wojskom zwycięstwo. Gdyby był strategiem myślącym jedynie po ludzku, stanąłby sam na czele walczących, tak jak to zwykle bywa w strategii. Przecież swoją postawą na pewno by ich pociągał, tak byli wpatrzeni w niego. On zaś zrobił coś, co z punktu widzenia strategii wojskowej było absurdalne - wycofał się, zostawił wojsko pod wodzą swego zastępcy Jozuego, a sam odszedł na wzgórze, by tam się modlić. Wiedział on, człowiek Boży, człowiek modlitwy, kto decyduje o losach świata i o losach jego narodu. Stąd te wyciągnięte na szczycie wzgórza w geście wiary ramiona Mojżesza. Między nim a doliną, gdzie toczy się walka, jest ścisła łączność. Kiedy ręce mu mdleją, to jego wojsko cofa się. On wie, co to znaczy - Bóg chce, aby on wciąż wysilał się, by stale wyciągał ręce do Pana. Gdy ręce zupełnie drętwiały, towarzyszący Mojżeszowi Aaron i Chur podtrzymywali je. Przez cały więc dzień ten gest wyciągniętych do Pana rąk towarzyszył walce Izraelitów, a kiedy przyszedł wieczór, zwycięstwo było po ich stronie. To jednak nie Jozue zwyciężył, nie jego wojsko walczące na dole odniosło zwycięstwo - to tam, na wzgórzu, zwyciężył Mojżesz, zwyciężyła jego wiara.

Gdyby ta scena miała powtórzyć się w naszych czasach, wówczas uwaga dziennikarzy, kamery telewizyjne, światła reflektorów skierowane byłyby tam, gdzie Jozue walczy. Wydawałoby się nam, że to tam się wszystko decyduje. Kto z nas próbowałby patrzeć na samotnego, modlącego się gdzieś człowieka? A to ten samotny człowiek zwycięża, ponieważ Bóg zwycięża przez jego wiarę.

Wyciągnięte do góry ręce Mojżesza są symbolem, one mówią, że to Bóg rozstrzyga o wszystkim. - Ty tam jesteś, który rządzisz, od Ciebie wszystko zależy. Ludzkiej szansy może być śmiesznie mało, ale dla Ciebie, Boże, nie ma rzeczy niemożliwych. Gest wyciągniętych dłoni, tych mdlejących rąk, to gest wiary, to ubogi środek wyrażający szaleństwo wiary w nieskończoną moc i nieskończoną miłość Pana.

ks. Tadeusz Dajczer "Rozważania o wierze"


Małżeństwo nierozerwalne?!... - wierność mimo wszystko

„Ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że ciebie nie opuszczę aż do śmierci" - to tekst przysięgi małżeńskiej wypowiadany bez żadnych warunków uzupełniających. Początek drogi. Niezapisana karta z podpisem: „aż do śmierci". A co, gdy pojawią się trudności, kryzys, zdrada?...

„Wtedy przystąpili do Niego faryzeusze, chcąc Go wystawić na próbę, zadali Mu pyta-nie: «Czy wolno oddalić swoją żonę z jakiegokolwiek powodu?» On im odpowiedział: «czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich mężczyzną i kobietą? Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i będą oboje jednym ciałem. A tak nie są już dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela»"(Mt 19, 3-5). Dwanaście lat temu nasilający się kryzys, którego skutkiem byt nowy związek mojego męża, separacja i rozwód, doprowadził do rozpadu moje małżeństwo. Porozumienie zostało zerwane. Zepchnięta na dalszy plan, wyeliminowana z życia, nigdy w swoim sercu nie przestałam być żoną mojego męża. Sytuacje, wobec których stawałam, zda-wały się przerastać moją wytrzymałość, odbierały nadzieję, niszczyły wszystko we mnie i wokół mnie. Widziałam, że w tych trudnych chwilach Bóg stawał przy mnie i mówił: „wystarczy ci mojej łaski", „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata". Był Tym, który uczył mnie, jak nieść krzyż zerwanej jedności, rozbitej rodziny, zdrady, zaparcia, odrzucenia, szyderstwa, cynizmu, własnej słabości, popełnionych grzechów i błędów. Podnosił, nawracał, przebaczał, uczyt przebaczać. Kochał. Akceptował. Prowadził. Nadawał swój sens wydarzeniom, które po ludzku zdawały się nie mieć sensu. Byt wierny przymierzu, które zawarł z nami przed laty przez sakrament małżeństwa. Teraz wiem, że małżeństwo chrześcijańskie jest czym innym niż małżeństwo naturalne. Jest wielką łaską, jest historią świętą, w którą angażuje się Pan Bóg. Jest wydarzeniem, które sprawia, „że mąż i żona połączeni przez sakrament to nie przypadkowe osoby, które się dobrały lub nie, lecz te, którym Bóg powiedział «tak», by się stały jednym ciałem, w drodze do zbawienia".

Ja tę nadzwyczajność małżeństwa sakramentalnego zaczęłam widzieć niestety późno, bo w momencie, gdy wszystko zaczęto się rozpadać. W naszym małżeństwie byliśmy najpierw my: mój mąż, dzieci, ja i wszystko inne. Potem Pan Bóg, taki na zasadzie pomóż, daj, zrób. Nie Ten, ku któremu zmierza wszystko. Nie Bóg, lecz bożek, który zapewnia pomyślność planom, spełnia oczekiwania, daje zdrowie, zabiera trudności... Bankructwo moich wyobrażeń o małżeństwie i rodzinie stało się dla mnie źródłem łaski, poprzez którą Bóg otwierał mi oczy. Pokazywał tę miłość, z którą On przyszedł na świat. Stawał przy mnie wyszydzony, opluty, odepchnięty, fałszywie osądzony, opuszczony, na drodze, której jedyną perspektywą była haniebna śmierć, I mówił: to jest droga łaski, przez którą przychodzi zbawienie i nowe życie, czy chcesz tak kochać? Swoją łaską Pan Bóg nigdy nie pozwolił mi zrezygnować z modlitwy za mojego męża i o jedność mojej rodziny, budowania w sobie postawy przebaczenia, pojednania i porozumienia, nigdy nie dał wyrazić zgody na rozwód i rozmyślne występowanie przeciwko mężowi. Zalegalizowanie nowego związku mojego męża postrzegam jako zalegalizowanie cudzołóstwa („A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę (...) a bierze inną popełnia cudzołóstwo, I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo" (Mt,19.9)). I jako zaproszenie do gorliwszej modlitwy i głębszego zawierzenia. Nasza historia jest ciągle otwarta, ale wiem, że Pan Bóg nie powiedział w niej ostatniego Słowa. Jakie ono będzie i kiedy je wypowie, nie wiem, ale wierzę, że zostanie wypowiedziane dla mnie, mojego męża, naszych dzieci i wszystkich, których nasza historia dotknęła. Będzie ono Dobrą Nowiną dla każdego nas. Bo małżeństwo sakramentalne jest historią świętą, przymierzem, któremu Pan Bóg pozostaje wierny do końca.

Maria

Forum Pomocy "Świadectwa"

Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 9