Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Jak uratować młode małżeństwo?
Autor Wiadomość
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-01-11, 14:42   

Jagodowa...... piszesz:"Fakt troche "uciekam do mamusi"."
Wiesz..... bardzo dojrzała refleksja,dobra refleksja.Zobaczyłaś siebie,jak w lustrze.Prawdziwą swoją naturę.
Może po to właśnie potrzebny był ten Wasz kryzys??
Wiesz..???? Pan Bóg działa najcześciej poprzez innych ludzi.
Daj sobie wyprowadzić dobro,posłuchaj mądrzejszych,co mówią ,poczytaj........
Jagodowa....... bo zapewne wiesz juz że wiedza wcale nie musi równać sie MĄDROSCI.
Szukaj mądrości ,idz z tymi co wygrali,z wygranymi.
Namiary Ci podam.
SApotkania małżńskie ,ich terminarz i miejsca znajdziesz po wpisaniu w gogle..... namiar gdzie można (chyba) dostać płyty CD z warsztatami dla małżństw prowadzonych przez Jacka Pulikowskiego :mailto:artur_kolaczek@o2.pl

Jagodowa..............czy prawda o nas nie jest lecząca?

Pogody Ducha

[ Dodano: 2009-01-11, 14:50 ]
Gdy pisałem Ty tez pisałaś............
Jagodowa....... nie wyciągaj wniosków za głębokich z tego co mói Twój mąz o jego rozmowach z ojcem........... powiedział Ci to co uważał za stosowne.Masz 100% pewność że tylko tyle mu ojciec powiedział?
Że nie dła mu innych ,ostrzejszych wskazówek?reprymendy?
Sądzisz że gdyby dostał takie wsparcie jak Ty sobie wyobraższa to by był skłonny do kontaktów z Tobą??
A mopże właśnie ojciec porzadnie mu zmył czuprynę?????
A te informacje o utrudnianiu kontaktów były może tylko przypieczętowaniem do innych ,ważniejszych słów?

Ja serdecznie,na szybko polecam Tobie i mężowi książkę :"Warto pokochac teściową" Jacka Pulikowskiego.
Znajdziesz ją w netowej księgarni.

[ Dodano: 2009-01-11, 14:59 ]
Jagodowa...pieszesz:"Tyle, że moi rodzice chcą żebyśmy żyli ze sobą zgodnie a teściowie są wrogo nastawieni do mnie i nie wspierają męża w walce o żonę i dziecko wręcz przeciwnie. "

Za szybki osąd,za pochopny.Tak naprawdę to nic na ten temat nie wiesz co i jak mu klarowali.
Sądze że bardzo sie mylisz.
Jagodowa........ Ty zacznij od siebie.Zacznij zmieniać siebie........... nie rodziców męża.
Oni maja juz swój wiek,doświadczenie.............. tak zreszta jak i Twoi rodzice........ daję dolary naprzeciw socjalistycznym złotówkom ,że rodzice meża chcą aby ich wnuczka,ich syn i synowa żyli przykładnie i zgodnie.
Nie szukaj złej woli u innych.
A wiesz dlaczego????????????????
Bo to świadczy że Tobie brakuje dobrej woli.
Zacznij od siebie.Jak pokazujesz na kogoś palcem,coś komus wytykasz , to zobacz na kogo są zwrócone trzy inne??? sprawdż..........................

Nie szukaj w pierwszym rzedzie winy w innych

[ Dodano: 2009-01-12, 13:35 ]
Jagodowa.......... jeszcze kilka refleksji do tego co napisałaś.......... o teściach,o meżu.........

Piszesz:"Teraz zupełnie im już nie ufam."
O rodzicach męża,o tych którzy wychowali Twojego wybranka............... Czy chciałabys usłyszeć że Twój mąż nie ufa zupełnie Twoim rodzicom? Że ma ich za ludzi niegodnych zaufania?
Czy masz pewność że oni sprzeniewierzyli sie wszelkim zasadom współżycia społecznego i rodzinnego?
Czy to tylko (albo az ) Twoja wyobrażnia?

Dalej piszesz:
"Po części jest mi narękę że mąż nie chciał po mnie tutaj przyjechać bo mi to wymówkę żeby nie spotykać się z jego rodzicami. "

Czyli Ty chcesz grać fer play?? Sądzisz że oni nie chcą Ciebie widzieć?nie chca widzieć matki ich wnuczki? żony ich syna?
I Ty zgodnie z zasadą nie chcesz być tą która pokaże im że sie może mylą?że jestes jak najbardziej odpowiedzialną i rozsądną dziwewczyną?Żę chcesz im odpłacać "pięknym za nadobne" (nota bene tak naprawdę nie wiesz jak było naprawdę).
Jak mając jakieś tam poszlaki doszłaś do wniosku że masz atut w ręku by ukarać i teściów i męża za jednym zamachem unikając z nimi kontaktów?
A może właśnie watro abyś nie grała aż tak fer play (tylko tyle i tylko tym samym oddawała co Ci dali) ale podjeła wysiłek pokazania im swojego serca i troche wyższej duchowości?(zakładając że oni są tacy jak ich sobie okresliłaś) dała przykład że nie jesteś małostkowa ?że potrafisz nawet przebaczać? Nawet wtedy gdyby potwierdziły się Twoje przypuszczenia,że teściowie zachowywali sie tak by nie dopuścić do poprawy relacji Twoich i męza(ich syna)?Choć mam spore wątpliwości czy to jest prawdą....

Dalej piszesz:
"Trudno jest mi sobie wyobrazić w jaki sposób mamy dojśc do porozumienia z teściami z obydwu stron, w stopniu wystarczającym na poczucie że nie zagrażają naszemu małżeństwu."

No właśnie...... może najpierw podejmijcie wysiłek aby udrożnić kanały i szlaki komunikacji pomiędzy Wami?komunikacji małżeńskiej?Nie szukając zagrożenia w osobach Waszych rodziców(teściów).


" Według mnie kluczem jest zrozumienie, że my jako małżeńswto jesteśmy na pierwszym miejscu. Co z tego ze recepta wydaję się prosta skoro przy pierwszych kłopotach uciekamy do rodziców, oboje."

No cóż........... czas dorosnąć......... czas by to zobaczyć siebie jako dorosłych,odpowiedzialnych już też rodziców.Czas zerwać pępowiny. Czy Twój maż uciekał do rodziców??Wydaje mi sie że to Ty uciekłaś?Co nie znaczy że on jest w pełni odpowiedzialny i dojrzały.


Jagodowa..... piszesz dalej w tonie na starcie bardzo utrudniającym właściwe ułożenie sobie realcji z teściami :
"Tyle, że moi rodzice chcą żebyśmy żyli ze sobą zgodnie a teściowie są wrogo nastawieni do mnie i nie wspierają męża w walce o żonę i dziecko wręcz przeciwnie."

zakładasz że tylko Twoi rodzce sa ok a jego sa beeee ............
Sądzę że gdyby nie dopingowali swojego syna,to byś nie miała po co wracać do domu,że znacznie trudniej by sie Wam obojgu rozmawiało.
Pisałas wcześniej że Twoja mama stwierdziła brak uczucia i miłości Twojego męża do Waszej córki i do Ciebie............... czy uważasz że to był ten wyraz wspierania Ciebie przez matkę w trwaniu i w wysiłku by poprawić realcje i komunikację w Waszym małżństwie????? To był ten wyraz wsparcia,nakłaniania do zgody i porozumienia????
Dlaczego dajesz prawo swoej mamie do takich stwierdzeń a odmawiasz ich rodzicom męża?? Czy oni mogli pomyśleć podobnie jak Twoja matka?Mieli takie prawo???
Abstarachuję od tego czy to było zdroworozsądkowe..............z każdej ze stron.

Dalej wyciągasz wnioski i piszesz:
"Na razie skupię sie na relacji z mężem. postaram się z nim porozmawiać również o teściach i moich rodzicach, ale to delikatny temat, musze być ostrożna."

Wiesz co Jagodowa??? a może ustalicie taką sprawdzona zasadę że:
-wszystkie problemy waszego małżeństwa wynikające z kontaktów z Twoimi rodzicami załatwiasz TY
-wszystkie problemy Waszego małżeństwa wynikające z kontaktów z rodzicami męża załatwia On
-oboje powstrzymujecie sie od krytykowania wzajemnie swoich rodzin i rodziców
-Ty nie pozwalasz na zbyt głebokie wchodzenie Twoich rodziców w Wasze małżeństwo
-mąż nie pozwala aby jego rodzice wtrącali się do Was
-oboje podejmujecie wysiłek by pokochać teściowe i teściów nawet gdy nie bardzo ich lubicie............ pokochać ich z szacunku do nich za Wasze wychowanie wzajemne.
Sądzisz że jst to możliwe???
 
     
jagodowa
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-25, 22:03   

nic nam sie nie udalo

mi sie nie udalo
nie wygralam ze swymi uprzedzeniami wobec tesciow
mowilam o nich mezowi liczac na zrozumienie i pomoc jak je przezwyciezyc
mala kropla przepelnila kielich
maz wyprowadzil sie
po tym jak kazal mi sie wynosic a ja powiedzialm ze nigdzie nie ruszam sie ze swoejego domu

czuje sie tak jak bym zostala ukarana
nie wierze ze potrafie byc lepsza
wiem ze moj maz lepszy nie ebdzie
on nie chce z siebie dac nic wiecej zeby uratowac nasze malzenstwo
a moje wysilki maja wrecz odwrotny skutek


pisz eto zeby sobie ulzyc tylko
nie marnujcie nawet czasu zeby mi radzic
nic z tego nie bedzie
jestem beznadziejna
maz chyba ma racje mowiac ze jestem nienormalna
cale zycie staralam sie sobie pomoc i chyba jakos nie wyszlo
nadwrazliwa
naddrazliwa
zarozumiala i egoistyczna
nie tak latwo sie pozbyc samej siebie tej nielubianej i zdiagnowowanej nawet trafnie

wszystko w malutkich kawaleczkach
nie do sklejenia



lece w dol

oczywiscie napiszecie mi ze jezus mnie kocha i mam sie modlic
o co??
zeby mnie wspieral?
w czym?
w byciu lepsza?
za slaba ejstem na to zeby wytrwac
jego tez pewnie zawodze
co z tego ze chce ze kocham ze wierze skoro nie starcza tego wsyztskiego na dlugo
i psuje tylko coraz wiecej wokol siebie


koncze
 
     
..monika..
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-26, 09:14   

jagodowa,
czujesz sie dokladnie jak ja czesto.
ze jestem beznadziejna, zla, nic nie warta. ze jestem nikim.
co wtedy pomaga? nic.
i wiem, ze ktokolwiek napisze Ci teraz cokolwiek dobrego - to do Ciebie i tak nie dotrze. ja w takich momentach staram sie nie myslec - wylaczyc myslenie za wszelka cene. i czyms sie zajac. dla mnie jest to moja pasja - grafika - kiedy mi zle siadam do photoshopa i bez reszty sie na nim skupiam. albo ide na spacer z pieskiem. albo ogladam jakis ukochany film. albo po prostu gdzies sie kule i wyje.
wiem, ze to mysli moze malo konstruktywne, ale... czy zawsze wszystko musi byc konstruktywne? nie da sie powiedziec, ze na dnie rozpaczy cos moze nam pomoc, nie zawsze potrafimy sie pomodlic w tym momencie.
mam niecale 25 lat. niby cale zycie przede mna. wiesz co ja czesto slysze? ze teraz jestem pieknym przykladem pracy nad soba itp... ale ja nie chce byc przykladem! :-( nie chce, zeby ktos mnie postawil na polce i pokazywal jako piekny przyklad pracy i zmian. owszem, zmieniam sie, ale czlowiek jest tylko czlowiekiem. i chcialby byc tak po ludzku szczesliwy. chce kochac i byc kochana, chce byc otoczona bliskimi, troska... mam tyle z siebie do dania! :-(
bardzo opieram sie na Panu. przytulam do Niego z calych sil. ale w swej ludzkiej malosci nie umiem cieszyc sie tylko tym, ze kiedys moze bede w Niebie, blisko Boga na wiecznosc. chcialabym zaznac szczescia i spokoju takze w ludzkim wymiarze. ale niewielkie szanse na to...

co moge Ci powiedziec?
przytulam Cie mocno.
postaraj sie w najgorszych momentach zajac czyms, najgorsze jest ciagle myslenie o sobie, swoich wadach, bledach i beznadziejnej sytuacji.
podobno po kazdej nocy najstaje dzien, a po kazdym zakrecie - prosta...
 
     
jagodowa
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-26, 17:37   

..monika.., dziekuje za twoje slowa
dzis mi lepiej
wsparciem jest swiadomosc chociazby ze nie jestem osamotniona w swoich uczuciach
pozdrawiam cieplo
j.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 9