Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Dziś są moje urodziny...
Autor Wiadomość
basilicum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-29, 21:31   Dziś są moje urodziny...

Witajcie,

Po kilkumiesiecznej przerwie powracam znowu na forum z problemem. Przez te kilka miesiecy starałam się zyć tak jak mi radziliście, zająć sie soba, mniej wymagac od męża. I faktycznie troche pomogło. Nasze stosunki z mężem sa w pewnym stopniu lepsze. Zaproponowałam , aby na świeta przyjechala jego mama i spedziła je z nami. Stosunki z tesciowa sa napiete od pierwszej Wigilii po slubie czyli juz 5 lat. Wynika to glownie z psychicznego uzaleznienia meza od tesciowej. Tesciowa jest osoba rozwiedziona i wychodzi z zalozenia, ze po to wychowywala synow, aby teraz nia zajmowali. Pierwsze swieta po slubie okazaly sie koszmarem, tesciowa probowala wodzic rej, a ja sie zbiesiłam i padło wtedy wiele złych słow. Mąż stanąl po stronbie matki, co jeszcze bardziej mnie wkurzylo i zepsuło atmosfere.

Tesciowa ma 2 synow, drugi mieszka obecnie w Anglii. Problem w tym, ze tamtem czuje sie kompletnie zwolniony z obowiązku zajęcia sie matka w czasie swiat. Prosze nie zrozumiec mnie zle, ja jak najbardziej bylam chetna do goszczenia tesciowej, ale nie na kazde swieta, tylko na przyklad co drugie, tak, aby byla rownowaga: raz swieta z moimi rodzicami, raz z meza. Gdy przyjezdza tesciowa nie moge sie bowiem spotkac z wlasna rodzina, bo gdy chche jechac z corka do mojej siostry-matki chrzestnej naszego dziecka- to moj maz wygaduje brednie typu: nie bedziesz zabierac babci wnuczki i zabrania wyjsc.

Pierwsze i drugie swieta byly koszmarem, trzecie-spedzilismy u moich rodzicow bo wymoglam, aby brat wzial matke na wigilie, na czwarte i piate nie przyjechala, bo sie obrazila po trzecich. Czwarte spedzilismy u moich rodzicow (mam na mysli Wigilie), ale moj maz popedzal mnie, ze juz trzeba isc do domu. Na piata bylismy zaproszeni do tesciowa mojej siostry wraz z moimi rodzicami. Moj maz powiedzial, ze nie pojdeizmey, bo rodzina spedza wigilie w swoim domu, a poza tym, gdyby jego matka tez tam byla zaproszona to bysmy poszli. Teraz dla swietego spokoju zgodzilam sie na jej przyjazd. Nie doszlo do scysji, ale bardzo mnie ta wizyta zmeczyla psychicznie. Tesciowa miala wyjechac w poniedzialek 28, ale chyba jej sie znudzilo i namowila meza, aby ja odwiozl 27. Sek w tym, ze ja chcialam wraz z siostra , szwagrem i moimi rodzcami jechac do mojej 83letniej babci , aby Ja odwiedzic na swieta. maz stwierdzil, ze nie zawiezie mnie do babci, bo musi odwiezc mame, bo ona jest chora (ma podobno nadcisnienie). Tak wiec po raz kolejny, 6 juz rok z rzedu pojechalam odwiedzic rodzine doczepiajac sie z dzieckiem do siostry i szawagra. Rodzina juz patrzy na to podejrzliwie. Wczoraj byla kolęda. Przyjelam ksiedza sama. Dzis sa moje urodziny, mąż nawet nie zadzwonil...Nie zadzwonil tez w niedziele po przyjedzie na miejsc z matka. Zadzwonilam wczoraj do niego z pytaniem, dlaczego nie dzwonil, dlaczego sie nie interesuje co sie dzieje z zona i dzieckiem. On mi na to, ze jakby sie cos stalo, to bym zadzwonila...

Nie wiem co z tym wszytkim zrobic. Nie jestem dla niego najwazniejsza to na bank. mam spedzic zycie z czlowiekiem, ktory nie widzi potrzeby pielegnacji uczuc, nie pamieta o imieninach, urodzinach, rocznicy slubu oraz prezencie pod choinka? Stac go jedynie na wytzuty typu: kiedy Ty sobie chodzisz do poradni do Pana Pulikowskiego, Twoj kochany mąż siedzi z dzieckiem...

Co z tej sytuacji radzicie? Przyznam, ze kiedys w takiej sytuacji plakalam, teraz juz mi tylko smutno i czuje zażenowanie i złośc, że zaufałam komus takiemu.
 
     
kinga2
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-29, 22:04   

basilicum napisał/a:
Dzis sa moje urodziny, mąż nawet nie zadzwonil...


Witaj,
z okazji Twojego święta życzę Ci odczucia bożej bliskości i miłości. Życzę Ci, aby Anioł Stróż utulił Cię serdecznie i przygarnął w uscisku Anioła Stróża Twojego męża. Ufam, że szepnie mu do serca i przypomni o szczęściu jakie winniście przeżywać wspólnie. Przesyłam Ci modlitwę i ufność w lepsze jutro. Obyś dzisiejszą noc spędziła wtulona w ramiona Ojca Niebieskiego, aby poranek przyniósł Ci moc błogosławieństwa i mądrych rozwiązań. Niech Cię chroni i strzeże Bóg Wszechmogący na wszystkich drogach Twoich i obdarza wszystkimi darami Ducha Świętego. :-D
 
     
gogol
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-29, 23:07   

basilikum!
Odpowiadam ,tylko dlatego,że to mój odwieczny małżeński problem,a małżeństwo jak widzisz juz troche trwa.
Czasami koleje tego mojego małżeństwa same się układały bo ja już nie miałam siły.
Wyszłam za mąż za syna mojej teściowej,najmłodszego.Byłam młoda i taka miłosc do matki była atutem dzis wiem ,że to chora miłośc,pępowina nie została nigdy przecieta.
Moja teściowa jednak nigdy tak mocno nie ingerowała w nasze małżeństwo,jednak więź miedzy nimi była tak wielka ,że nie musiała tego robic ,wszystko toczyło sie samo.
Do dzis jestem na niższej pozycji niż rodzice męża.Cóż mogę powiedzieć,jest to trudna sytuacja i jeżeli ktoś tego nie przeżył nie jest w stanie zrozumieć.
Mój mąż ma dwoje rodzeństwa ale tylko on do dzisiaj sam zajmuje się juz teraz chorą matką ,wiem ,że przegrałam,bo on to chce robic zatracił swoje małżeństwo i twierdzi,że ja przesadzam,konflikty narastały,ciche dni za cichymi,zero dobrych relacji między nami i długo by pisac ,różne dziwne sytuacje ,które dla innych kobiet byłyby nie do pomyslenia.
20 lat męczyłam sie mieszkając z teściami i nikt nie zapytał sie mnie czy jest mi tam dobrze a dzis wszyscy mi nakładaja obowiązek opieki nad teściowa bo ona pomagała wychowac nasze dzieci.Nawet córka nie poczuwa sie do opieki nad matka ,mimo ,że jest na emeryturze i nie ma dzieci,no cóż czasami najkochańsze dzieci nie kochaja matki.Dzis ciągle zabiegam o względy męża ,jest to trudne i czasami upakarzające,nie dawno udało nam sie byc na spotkaniach małżeńskim.
Godze sie z faktem ,że moje życie takie już będzie ,widocznie nie zasługuje na jego uczucie albo śmie twierdzic ,że on nie jest w stanie dac komus ciepłych uczuc.Dzis chce byc szczęśliwa na swój sposób bo jak się skarżę to jest ze mną jeszcze gorzej.dzis stwerdziłam ,że bez terapeuty sie nie obędzie,trudno jest nam ze soba rozmawiac ,strasznie kuleje komunikacja między nami ,podejrzewam ,że sami nie damy rady .Miałam nadzieje ale ona już pomału wygasa,ciągle modle sie o siły wytrwania w moich postanowieniach ale jest mi ciężko.
Jesteście młodzi ,spróbuj z mężem szczerze porozmawiać ,powiedz ,że to dla ciebie ważne,popros aby cię wysłuchał,ratuj małżeństwo póki czas bo może byc nie długo za późno,może wspólne spotkania w poradni małżeńskiej
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 10:38   

Basilicum piszesz - Nie wiem co z tym wszytkim zrobic. Nie jestem dla niego najwazniejsza to na bank. mam spedzic zycie z czlowiekiem, ktory nie widzi potrzeby pielegnacji uczuc, nie pamieta o imieninach, urodzinach, rocznicy slubu oraz prezencie pod choinka? Stac go jedynie na wytzuty typu: kiedy Ty sobie chodzisz do poradni do Pana Pulikowskiego, Twoj kochany mąż siedzi z dzieckiem...

Co z tej sytuacji radzicie? Przyznam, ze kiedys w takiej sytuacji plakalam, teraz juz mi tylko smutno i czuje zażenowanie i złośc, że zaufałam komus takiemu.



Hm...a Ty chciałabyś być najważniejsza ?? A może to właśnie ten problem...walka z teściową , kto ważniejszy ? Tylko po co ??
A jak TY sama w rankingu ustawiasz swoją mamę ? Kto z Nich dla Ciebie ważniejszy ?
I PO CO ROBIĆ TAKI RANKING ??

Skoro ten mąż nie honoruje ważnych świąt, nie dba i nie kupuje prezentów....dlaczego Go tego nie nauczyłaś ? Być może tylko czekałaś ? A były komunikaty na ten temat jsne i proste ?

Dlaczego do Pulikowskiego chodzisz sama ?? Dlaczego meża nie zmotywowałaś....dlaczego ?

I ostatnie pytanie, owszem, trochę ironiczne, za co z góry przepraszam - czy wzięłaś sobie męża z łapanki czy z losowania ?
Nie znałaś Go przed ślubem, nie zdążyłaś poznać, brałaś na oślep , nie poznałaś Jego matki, nie rozpoznałaś ich stosunków.....a może wtedy z grzeczności wszystko Ci pasowało...tylko potem zmieniłaś front ??
Ale to TY Go sobie wybrałaś i to była Twoje decyzja ! Teraz są tego konsekwencje ! Pretensje więc do siebie .

Dla mnie to ciągle trudny i niewyjaśniony temat - rodzice, teściowie , pępowina itp.
Jestem takim człkowiekiem, który rozumie miłość matki do dziecka i dziecka do matki, rozumiem nieodciętą pępowinę i potrafię powoli odcinać....powoli w procesie w miarę bezbolesnej ewolucji a nie rewolucji.

Matkę się kocha bezwzględnie tak jak dziecko....mężą/żonę się warunkuje ....ot problem !
Ja pozwalam na takie kochanie rodziców, wiem, że mama jest najważniejsza , akceptuję to i wcale nie jestem zazdrosna ! Mama , czy teściowa dostają swoje a ja dbam o to, żeby dostać swoje. Nie rywalizuję...bo po co ?? Boję się przegranej.....?? Ale przegranej czego ? Że dostanę mniej od teściowej....to absurd ! Dostanę tyle ile ma dostać żona a teściowa dostaje swoją działkę. Jest starsza, schorowona, więcej się Jej teraz należy i tyle !

Mój mąz swego czasu też nie pamiętał o prezentach....No to ja zaczęłam Mu pokazywać, że powinno się,że ktoś czeka, że robi przykrość. Pokazywanie nie pomodło. Zaczęłam mówić, męża to denerwowało! Potem, kiedy On zapomniał ja robiłam złą minę do tej gry....udawałam, że mi nie zalezy, że niby wszystko ok, że mam to w nosie !

Ale to właśnie nie o to chodzi !! Chodzi o to, że mi zależało, że nie mam w nosie i że mi naprawdę przykro ! I zaczęłam to pokazywać i mówić !!
Kiedy nie dostałam prezentu zwyczajnie rozpłakałam się z żalu i smutku....a mąż powiedział - naprawdę aż tak bardzo Ci zależy, zawsze mówiłaś , że Ci to wisi !
TAK , ZALEŻY !!

Więc jasne i proste komunikaty !!

Robię teraz tak - uprzedzam wcześniej rodzinę, że robię prezenty i sama chciałabym coś też dostać, bo to dla mnie miłe !! Jasno i prosto ! Ot cała tajemnica !! EL.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 13:50   

Basilicum............. chodzisz do Jacka Pulikowskiego............więc kup książkę Jacka "Warto pokochać teściową"............
Jedną dla siebie,drugą dla meża a trzecią dla teściowej.
Może pomoże????? i to zasadnicze pytanie El......dlaczego chodzisz sama do Jacka Pulikowskiego?????
Pulikowski wie o tych Twoich problemach???
 
     
basilicum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 14:27   

nałóg, ksiązke mam, czytałam, mąż nie chche przeczytać, a teściowa wzruszyla ramionami. Do Pana Pulikowskiego chodzę sama , bo męża za nic w świecie nie moge namówić. Mówi, ze sie już nachodzil do poradni w trakcie rozwodu rodziców.

Teściowa w trakcie podbytu stara się męża zmonopolizować. Wynajduje mu zadania, żebyc to czy owo pokazał jej w internecie. A ja w tym czasie zasuwam z przygotowaniami Wigilii i musze się dopraszać pomocy od męża. Jak mąż mi obiwieścił, że jedzie z matka do domu, to chodziła i z triumfem powtarzała: jak dobrze, że kupiłam szynkę, będzie jak znalazł, bo myslałam, że nie przyjedziesz...Albo wygłasza stwierdzenia typu: synku miałam sen, śniło mi się, że siedzisz w dużym ładnym samochodzie, a ja obok ciebie i jestem szczęśliwa...

Albo: marzędla was o domku z ogrodkiem... albo o naszej corce: jak dorośnie to naucze ją piosenek i będzie wystepowac w chórze.. Generalnie probuje realizować jakies swoje wizje, które nijak nie maja sie do tego co ja np. planuję.

EL., a to żona nie powinna czuc sie najważniejsza? A jak to wygląda jak od 6 lat jade do rodziny sama, bo moj maz nie jedzie ze mna?

Co do prezentów to jasno komunikuję co chciałabym dostać. Tylko to wieczne przypominanie już mi zbrzydło. A jak sie rozpłacze to słyszę: eee jak ty ryczysz to nic mi sie z toba nie chce...


Męża nie brałam z łapanki. Tesciowa, a widziałam ja 3 razy przed ślubem, nie była wtedy taka, że probuje narzucic swoje pomysły. Zaczęło sie na miesiąc przed ślubem i wtedy mnie to troche zmartwiło, bo ona jest taka, że żąda od innych, a sama nic nie zaoferuje. Nigdy nie wpadła na pomysł, aby zaprosić nas do siebie na święta. Chce do nas przyjechać, bo to dla niej atrakcja przyjechac do duzego miasta. Wtedy może wysłac pocztówki do koleżanek z pobytu . :)

Generalnie im ona bardziej naciska tym ja nie mam ochoty jej wogole widziec.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 15:25   

Basilikum, nas teściowa też nie zaprasza, my sami sie do Niej wpraszamy.

Pewnie, że ludzie bywają niefajni i wierzę Ci, że Twoja teściowa jakaś taka nie jest Ci za bliska....ale po co rywalizować i ustawiać sie z Nią w szeregu ?
No przecież widzisz, jakie miejsce zajmujesz w rangingu u swojego męża. To jest przykre...ale tak jest i to jest fakt.

Myślę, że Twój mąz też nie za bardzo lubi swoją mamę...ale jakoś Jej tam ulega, podporządkowuje się itp....bo Ona ma metody ! Potrafi przyciągnąć, potrafi zbajerować, zmotywować...to się ucz.

Wiesz...ja dopiero dzisiaj , po Twoim poście zastanawiam się jakie jest moje miejsce w sercu męża ....czy jestem najważniejsza...a może Jego mama , a może nasze dzieci ....i wydaje mi się, że każdy z nas ma tam swoje własne miejsce i już....I nieważne, kto pierwszy a kto drugi....Mam tam miejsce, tego jestem pewna !
Generalnie ja nie rywalizuję z innymi, może właśnie dlatego, żeby nie czuć dyskomfortu, że nie jestem pierwsza....albo zwyczajnie mi to wisi .....i o to jestem zdrowsza i wolniejsza.

A co do Twojego męża....no to widzę, że jest beeee na całej lini....to po co z Nim jesteś ?? EL.
 
     
basilicum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-30, 22:41   

EL., właśnie po raz pierwszy od pięciu lat zastanawiam sie dlaczego jeszcze w tym tkwię. Chciałam, aby było dobrze, ale nie jest. Nie jestem dla Niego ważna i to już sie chyba nie zmieni. Czuję, że utknęłam w marazmie, że życie ucieka mi miedzy palcami, że mogłabym dużo zrobić, gdyby miała z kim wspóldziałać.

Do tego mąż miał przyjechać dzisiaj, ale nie przyjedzie. Zepsuł mu sie samochód i nie wiadomo czy go naprawią przed sylwestrem. Jak powiedziałam, że smutno mi,że będę sama na sylwestra to mi odpowiedział, że mogłam jechac z nim i że takiego rzęcha kupiliśmy od mojego Ojca. Nie wiem juz czy to nie jest przemoc psychiczna.
 
     
basilicum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-31, 21:04   

wabona, ja to rozumiem, to wynagradzanie, ale mnie taka ucieczka męża boli. A dotyczy to świąt i wakacji, kiedy moglibyśmy byc razem. Teściowa twierdzi, że jestem zaborcza. Przecież masz Go cały rok. Tak, tylko, że cały rok to chodzi sie do pracy i widuje wieczorami.

Święta składają sie z okresu przedświatecznego i po światecznego. problem w tym, że z Mężem i teściowa trudno ustalić sprawiedliwy podział. Chciałabym czuć jednośc z mężęm, to, że sie łatwo można z Nim dogadać. Niestety. Jak przyjedzie teściowa to siedza, ona cos mu szepcze i to zazwyczaj na mój temat, moich rodziców, siostry i szwagra. Mnie to wkurza, że moj mąż siedzi i tak tego wysluchuje. W ten sposob tworzy front z nia, a nie ze mna.

Chyba wymagam od męża zbyt dużo. Chciałabym, aby o mnie pamietał, pamietał o imieninach, urodzinach, rocznicy ślubu, od czasu do czasu gdzies zaprosił, żebyśmy poszli gdzies tak jak przed ślubem. Nic z tego. Prośby sa ignorowane, a ostatnio wrecz zapytał: dlaczego nie chodzimy do teatru, koledzy z firmy chodza ze swoimi dziewczynami/żonami... No to co? Bozia rączki ubcieła? Sam nic nie wymysłi, nie zorganizuje. Zaczynam rozumieć powoli jak działa mechanizm zdrady. Zaniedbany partner--> przystojny i ujmujący kolega-->wspólne spedzanie czasu--> zdrada Ehh, przykre to wszytko...
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8