Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Rozmowy z gentelmenem
Autor Wiadomość
gentleman
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 00:35   

Kari, w mojej sytuacji jest trochę inaczej niż w sytuacji Żony Artura. U mnie jest tak, żeby ratować małżeństwo i rodzinę moja żona powinna zrozumieć, że sama również przyczyniła się do rozstania. Ona sama jest daleko od Boga i to że ja obecnie mogę chcieć ratować nie oznacza, że i ona chce. Oboje mamy silne charaktery i bez naszego wspólnego wysiłku nie powiedzie się odbudowa małżeństwa.
A co do bożka w postaci Artura mam odmienne zdanie w tej kwestii. Nie uważam, iż Bóg jest zazdrosny o drugiego człowieka. Poza tym jedno z przykazań bożych wręcz nakazuje taką postawę wobec drugiego człowieka jaką przyjęła Żona Artura :-) . Całkowicie ją popieram w tej postawie i czuję, że czyni słusznie.
 
     
Satine
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 00:42   

Mieszkasz z kochanką i żyjesz z nią i to ŻONA MA CHCIEĆ coś naprawiać? Chyba Ci się coś pomyliło.........
Silny charakter kojarzy mi się z kimś, kto dotrzymuje obietnic. Na przykład przysięgi małżeńskiej..... Troszkę pokory by się przydało...... Gentlemanie......
 
     
żona Artura
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 04:02   

U mnie znowu bezsenne noce...
Satine,
Satine napisał/a:
Mieszkasz z kochanką i żyjesz z nią i to ŻONA MA CHCIEĆ coś naprawiać? Chyba Ci się coś pomyliło.........

moim zdaniem gentlemen,zaczal juz pracowac nad soba,dostrzegł co jest w życiu najważniejsze,wyciagnal wnioski z tego co zrobil,sam fakt,ze pojawil sie na tym forum jest moim zdaniem dużym plusem dla Niego i zgodze sie z tym,ze sam pracujac nad soba,a jego zona nie pracujac nad soba,nie przepracujac razem tego co bylo zawalone, niczego sam nie naprawi... czasami bywa tak,ze jak malzonek ten ktory na poczatku robil wszystko zeby uratowac malzenstwo,po pewnym czasie nie ma juz sil ,moze przyzwyczai sie do zycia w pojedynke,moze ma inne powody,ze juz nie chce byc z tym,ktory opuścił rodzine ...
 
     
Ula79
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 07:24   

Wiesz gentelman po przeczytaniu Twoich kilku postów jawisz mi się jako człowiek o niesamowitej postawie żądaniowej, "żona powinna", "musi" itp. Prawda jest taka, że to ty odszedłeś, zostawiłeś. Skąd wiesz, że żona nie widzi swojej winy? Czy kiedykolwiek z nią na ten temat rozmawiałeś? Mówisz, że ona jest daleko od Boga a kto się przyczynił do oddalenia? Może Twoje odejście pchnęło ją w ramiona kochanka, może zwątpiła w miłość Boga opuszczona przez Ciebie? A może najdalej od Boga jesteś właśnie Ty?
Ciągle rozkazujesz, nawet żonie Artura, rób tak, nie rób tego. Nie wysyłaj smsa, bo może jaśnie pana urazi. Pracuj nad sobą. Prawda jest taka, że osoba, która odeszła tak jak i TY zrobi co będzie chciała, a tym bardziej będąc już w innym związku.

Dlaczego więc osoba pozostawiona ma bać się, obawiać swoich reakcji, poczynań. Nie rozumiem dlaczego, np ja zostawiona dla innej kobiety, moje dziecko wychowujące się bez ojca, na które mąż nie płaci alimentów od ponad roku mam znowu padać na kolana i ciągle przepraszać i obwiniać się. Nie wiem doprawdy nie wiem? Bo ileż można?

A Ty jak przedszkolak nie chcę, nie mogę bo ona to, bo tamto, bo nie przeprosi nie ukorzy się.

Nie wiem czy zastanawiałeś się nad tym jak niszczysz życie swojej kochance, Ona też ma prawo do normalnego związku po bożemu z kawalerem, związku, który pobłogosławi Bóg.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 12:12   

Żono Artura, to nie mąż zmienił ( jak pisze Gentleman ) postawę wobec Cibie, ale to Ty zmieniałaś swoją postawę wobec męza !
Cisza, spokój, brak komentarzy, oceny itp.
Jeżli Ty się zmienisz, to też wszystko okół Ciebie się zmieni.....zauważasz już to pewnie...co ??
Powodzenia ! Piękna była Wasza Wigilia i Ty byłaś SUPER !! Pozdro!!

Gentlemanie.....hm....jest tak, jak piszą Panie wyżej ! Ty chcesz, żądasz.....ale to nie Twoja żona mieszka z kochankiem ale TY z kochanką...pewnie nie ONa zdradziła, odeszła, zostawiła itp.

Ona ma coś zrozumieć ?? A co ??
Ty zacznij rozumieć, co zrobiłeś swojej rodzinie .
Zacznij od siebie ! Bo jak tak będziesz czekał, to pewnie się nie doczekasz !! Ale pewnie taka Twoja wyczekująca postawa jest Ci bardzo wygodna....co ?? EL.
  
 
     
Kari
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 12:57   

Gentleman, nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Mi nie chodzi o ratowanie Twojego małżeństwa na razie przynajmniej, tylko o ratowanie Twojej duszy i duszy Twojej kochanki. Powtarzam, że żyjecie w grzechu ciężkim, a to oznacza, że wasze dusze są martwe. Czy kochasz samego siebie, czy zależy Ci na tym zeby żyć wiecznie? Czy zależy Ci na tym, żeby Twoja kochanka i żona żyły wiecznie?Czy może tylko używasz na razie kochanki, jak Ci się znudzi to ją rzucisz i masz w nosie jej losy? Skąd wiesz ile czasu ci zostało tu na ziemi, może trzeba się pospieszyć i wrócić do Boga? Dla Ciebie jest jedna droga (jeszcze raz to napiszę): rozstać się z kochanką, wyspowiadać się, trwać w łasce uświęcającej, żyć w samotności, być dobrym ojcem i nie czekać co zrobi żona, tylko modlić się za nią, by też wreszcie przejrzała na oczy i modlitwa za kochankę o jej nawrócenie. Zacznij wreszcie patrzeć na życie z innej perpektywy.
 
     
Satine
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 13:03   

żona Artura napisał/a:
moim zdaniem gentlemen,zaczal juz pracowac nad soba,dostrzegł co jest w życiu najważniejsze,wyciagnal wnioski z tego co zrobil,


Hmmmmmmm, skoro mieszka nadal z kochanką, śmiem się z Tobą nie zgodzić, że dostrzegł, co jest w życiu najważniejsze..... że wyciągnął jakieś wnioski.....jedyny wniosek jaki wyciągnął to chyba taki: mieszkam z kochanką, bo co jeśli żona nie zechce się poprawić i walczyć o mnie? Mam być sam? Żono Artura, żonaty facet mieszkający aktualnie z kochanką nie jest dla mnie autorytetem w sprawach rodzinnych.........przykro mi.....El. ma rację. Gdyby to zachowanie Twojego męża zmieniło się o 180 stopni, jak to pisze gentleman, to Artur by po prostu wrócił do domu, czyż nie? Zmieniłaś się Ty, dlatego widzisz, jak zmienia się nieznacznie świat wokół Ciebie...... i tak trzymaj.
  
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 13:05   

Kari...........taka opowiastaka,kawał......... 35 laetni facet pyta swojego anioła stróża:powiedz mi mój Ty aniele jak to jest w niebie?co tam sie robi???? i co mam robic by sie znależść w tym niebie?????
Aniół stróż :daj mi spokój,coś taki ciekawski?graja w hokeja,w piłkę,w bejsbol......
35 -latek: no ale powiedz co ja mam robić?????,...ja chce być w niebie szczesliwy............
W końcu anioł mu odpowiada:zacznij od jutra grać w hokeja,albo lepiej sędziować....
35-latek" :Aniele,ale ja nigdy nie grałem w hokeja,ja się nie znam na sędziowaniu,ja się tego nigdy nie nauczę.............
Anioł;no i gadaj z nim.............. nawet nie wie że za tydzień ma pierwszy mecz.............
 
     
gentleman
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 16:00   

Ależ się wszyscy rozpisali na mój temat. To prawda i ja jestem jeszcze daleko od Boga i to prawda, że ja porzuciłem rodzinę. Jednak nie zgodzę się z twierdzeniem, iż ttylko ja jestem odpowiedzialny za rozpad małżeństwa i za tę całą sytuację. Wielką przeszkodą dla próbującego powrócić męża jest duma kobieca. W moim przypadku jest tak, że podjąłem próby powrotu 2krotnie (1 próba w maju, a 2 obecnie), lecz ciągłe wyrzuty, brak odpowiedniej komunikacji i duma kobieca, bardzo przeszkadza w porozumieniu i odbudowie. Zauważyłem, że większość z Was z łatwością przyjęła postawę mojej żony: to mąż jest winny, to on opuścił rodzinę, to on "rozwalił" małżeństwo, to on nie dochował przysięgi, to on jest złym ojcem, itd. itp. Dopóki moja żona (jak i większość porzuconych kobiet) będzie wyrażać taką postawę i zrzucać całą winę na złego męża to nikłe są szanse na jego powrót. Jedynie pokora obojga małżonków, przyznanie iż wina leży po obu stronach i chęć naprawy przez obojga małżonków, jest receptą na trwałą odbudowę małżeństwa. Tak uważam.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 16:13   

gentelmen............ czy wina leży po obu stronach???? żona do łózka kochanki Ciebie wepchneła?nałoznice Ci sprowadziła?
Chyba mylisz pojęcia ..............winy i odpowiedzialności.

Odpowiedzialność za związek,za rodzinę,za małżeństwo .........tak,za to odpowiadająobie strony.

Za zdradę .........zawsze odpowiada ten co zdradził.Bo to była jego decyzja i on musi ponosić konsekwencje.

Wiesz........ każdy "popaprany "człowiek,w każdej dysfunkcji broni się przed poczuciem winy,przed stawaniem w prawdzie o sobie poprzez zamianę poczucia winy na poczucie skrzywdzenia.
Bo gdyby nie ona/on..................
Bo on te zwinien......................
Bo inni tez tak maja..................

Ten mechanizm jest znany m/i jako wypieranie prawdy.
Jak zapytasz zdradzacza/kę dlaczego zdradzili to zawsze znajdzie 1001 przyczyn na usprawiedliwienie zdrady(alkoholik napicia się).
Tak działa dysfunkcja
  
 
     
Satine
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 16:23   

No ale gdzie Twoja pokora i chęć naprawy, skoro mieszkasz z kochanką?Co to ma być? Jakiś sprawdzian dla żony, ile jeszcze wytrzyma i kiedy w końcu da spokój i zaakceptuje Twój grzech? Co to znaczy "druga próba obecnie" - jaka próba, czego? Kogo żona ma przyjmować w tej chwili do domu? Faceta, co w walizce przywiezie rzeczy świeżo wyprane przez kochankę, a jego skóra będzie pachniała obcą kobietą? A badałeś się, czy jesteś zdrowy i nie zaraziłeś się czymś od tej kobiety, choćby żółtaczką lub grzybicą? Ahaaaa, a jak żona nie chce, to używasz kochanki.........Tak jak tu dziewczyny mówiły, przestań oglądać się na żonę i sobą się zajmij, swoim grzechem, swoją postawą.......... Przebadaj się u wenerologa i naprawiaj SWOJE życie, a nie życie żony. MOŻE potem będzie można mówić o naprawie małżeństwa. Z koślawych bali domu nie zbudujesz........... Ręce opadają.............Żona ma absolutną rację, że nie zgadza się na powrót Twój do domu w tej chwili. Nie jesteś gotowy, aby być znowu mężem..........To tak jakbyś przyjechał do kogoś samochodem, który mu ukradłeś i domagał się wybaczenia i tego, aby zrozumiał, że musiałeś ukraść, że to jego wina, bo po co zostawił samochód na parkingu, zamiast w garażu.............. A kiedy zatrzasnął Ci drzwi przed nosem, odjechałeś tym ukradzionym samochodem dalej i psioczysz na niego, że taki wredny jest i Ci nie przebacza.........Tu już nie tylko o wiarę chodzi, o bliskość Boga, a o zwykła ludzką przyzwoitość, o którą nawet niewierzący powinien dbać..........................
Dobrze, że trafiłeś na to forum, ale szukaj pomocy dla siebie i raczej powstrzymaj się od dawania rad, bo możesz tylko komuś zaszkodzić, w tym przypadku wpędzając Żonę Artura w poczucie winy, że nie chce zaakceptować wiarołomnego małżonka i ma tłumić w sobie swoje odczucia, bo może akurat on zechce wrócić do domu, a ona mu w tym przeszkodzi....................A prawda jest taka, że jak ktoś CHCE wrócić do domu, to zrobi wszystko, aby do tego doszło, a nie ogląda się na nikogo. Jak Artur odchodził do kochanki, to sie przejmował żoną i tym, co ona czuje, mówi????? Jakoś go to nie obchodziło. Teraz taki wrażliwy się zrobił?......... A Ty się przejmowałeś żoną i jej dumą, kiedy ją zostawiałeś? To czemu teraz ma to dla Ciebie znaczenie? Bo brakuje Ci odwagi, aby przyznać, tak!!! nawaliłem. Ale tego trzeba chcieć, po prostu. Wygodnie tak się zdradzaczowi tłumaczyć. Mieszkam z kochanką, ale to żony wina.........żal mi Cię, gentleman.........
Idę sobie meliskę zaparzyć, bo się uniosłam, wybaczcie............
 
     
samotna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 16:43   

Jeszcze miły gentelmenie odpowiedz mi jak wygladały te twoje dwie próby powrotu...??????????????
Bo widzisz wg. mnie próba powrotu, bez względu na to czy taką zgodę, szansę na powrót
otrzyma się od współmałżonka = zerwaniem związku z kochanką/kiem,
długa szczera rozmowa z żoną/mężem, wyznanie za siebie swoich win...bez względu na to czy druga strona wyzna swoje...., jasne określenie swojego stanowiska, czyli
jasny komunikat - jestem sam/sama, zależy mi na ......,
pracuję nad sobą, zrobiłem/zrobiłam już to i to w kierunku naprawy, zrozumienia tego co się wydarzyło..., robię nadal to i to....trwam i zostawiam Ci przestrzeń na przemyslenie....,
na decyzję....,
Bo widzisz ja mam wrażenie, ze u Ciebie te próby były tylko takim bezpiecznym sondażem między wierszami....sondując na ile jeszcze moja żona jest miękka, na ile jeszcze ewentualnie istnieje cień szansy na powrót, na ile jeszcze jestem nadal dla niej ważny...., jak dalece mogę się jeszcze posunąć w swoich poczynaniach...czy jeszcze mam jakis wpływ na żonę i jej decyzje, czy już przekroczyłem magiczną granicę za którą nie ma nic....
więc tak widzę twoje próby powrotu jako takie bezpieczne macanie
nie tracąc przy tym nic, nie dając z siebie nic......bez ryzyka.

Wiesz - z własnego podwórka znam przypadek, gdzie mąz zostawił zonę z kilkorgiem dzieci, zdrada, inna kobieta....potem chęć powrotu..., ale oczywiście na warunkach zdradzacza....,
że dopiero zerwie z kochanką jak go najpierw żona do domu przyjmnie....,
mądra jednak ta żona była bo na to nie poszła..., warunek był najpierw zerwiesz
z kochanką, potem przez jakis czas bedziesz pracował nad sobą..., będziesz jak prawdziwy mąż i ojciec, a potem będzie decyzja czy moze walizy na nowo wnieść do chałupy....,
ale nie skorzystał...tak bardzo mu na rodzinie zależało.....zbyt duże ryzyko...zerwie
z babą.....wygody zabraknie......poduchy tym samym spod tyłka wylecą....a tu ogrom
pracy i nie wiedzieć czy warto....
 
     
gentleman
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 16:48   

Satine, niewiele zrozumiałaś i nie wiesz kompletnie jaka jest moja sytuacja. Twoja postawa bardzo przypomina mi postawę mojej żony. Niestety mylisz się, że chciałem wrócić do żony a ona się nie zgodziła na mój powrót. To była raczej rozmowa o tym abyć dać naszemu małżeństwu szansę, próbę na odbudowanie. lecz to nie było tak, że ja przyszedłem skruszony i prosiłem lub błagałem o przyjęcie. Mężczyzna raczej takich rzeczy nie robi.
Moja rozmowa z małżonką była prowadzona w duchu pojednania i chęci naprawy przez OBOJGA MAŁŻONKÓW! I proszę przestańcie w końcu ciągle powtarzać o zdradzie cielesnej, że od tego trzeba zacząć! Nie tędy droga do pojednania, pojednanie zaczyna się w sercu i chęci naprawy, odbudowy a nie od tego czy będę żył sam czy z kochanką!
A wszelkie obelżywe stwierdzenia, że powinienem się przebadać na choroby weneryczne, itp. pominę aby zachować cierpliwość. Satine i czemu ty walczysz ze mną? Walka Twoja nie odniesie żadnego skutku, nie tędy droga, nie w taki sposób. Nie walcz z mężczyzną bo nie wygrasz, on zresztą też nie.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 16:53   

Diabeł ubrał sie w ornat i na mszę ogonem dzwoni...............
Gentelmen ...........Ty podobnie.
Ty zdradziłeś a żona ma w pokorę uderzać...........bo Ty tak chcesz.
A Satine nie walczy z Tobą.......ona otwiera Ci szeroko otwarte oczy.......ale bielmem zdrady zaszłe
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-28, 16:54   

Gentleman , ja uważam podobnie jak Nałóg.
Za małżeństwo odpowiedzialni byliście - jesteście oboje, ale za zdradę odpowiedzialność bierzesz tylko Ty !
Wiesz....zdaję sobie sprawę, ża baby ględzą, bywają jędzowate, marudzą, nadmiernie kontrolują i nawet przesalają zupę ( aczkolwiek nic nie dzieje się bez przyczyny!).....ale żeby to był powód do zdrady, odejścia, porzucenia rodziny ??

Mówisz, że próbujesz wrócić....a żona zbyt dumna ? Hm.....a może zbyt jeszcze obolała ? Być może nie potrafi poradzić sobie z Twoją zdradą, porzuceniem ? Może tak być !
Może ciągle obrażaona na Ciebie, może dopiero co się pozbierała i zwyczajnie się boi, być może rzeczywiście zamknęła już za Tobą drzwi na zawsze ......tego nie wiemy.
Ale Twoja postawa, żeby i Ona się ukorzyła nie jest dobrą postawą . Ty oczekujesz czegoś od kogoś ....
Tak jak tutaj wielu z nas , kiedy trafia po raz pierwszy żąda za swoją miłość do współmałżonka takiej samej wielkiej miłości.....a przecież nie każdy umie tak kochać, nie każdy tak chce itp.
Owszem, my możemy chcieć czegoś tam dla siebie.....noooo np .lepszej pensji.....ale na pewne sprawy to my nie mamy wpływu !

Wiesz.....nauczyłam się na tym forum omijać pojęcie winy....kto bardziej winny, kto bardziej skrzywdził. Rozumiem, że czasem nie da się z kimś wytrzymać i wiem, że niektórzy idą łatwą drogą, zastępują sobie mężów/ żony kimś innym. Z czasem okazuje się, że wcale ta droga nie jest łatwa...... A czasem jest tak, że tak naprawdę nie ma powodu, żeby zdradzić i porzucić....a się to robi.....wtedy samemu sobie się te powody wymyśla , kogoś oskarżyć niesłusznie ......szuka się winy w tym drugim człowieku, że przez niego itp.....
Po co szukać winy ?? Czy nie lepiej wyciągnąć rękę i powiedzieć PRZEPRASZAM ZA WSZYSTKO !! I zaprosić na kawę....i rozmawiać o wszystkim co miłe i dobre i nie wracać do tego co złe......albo wrócić i spróbować spokojnie opowiedzieć co bolało....chociaż nie zawsze się to da.
Lepiej uwolnić się od rozliczania...kto bardziej, kto mniej ....po co ??

Co TY możesz od siebie Gentleman ? Bez rozliczania, bez szukania większej winy.....bo po co ?
Chcesz wrócić do żony mimo wszystko co sobie zrobiliście.....czy chcesz rozliczać za upadek małżeństwa ?
Nie koniecznie żona Cię zrozumie...więc zostaw ! Teraz tylko czyń dobro, dawaj spokój.

W pewnym momencie swojego życia zrozumiałam, że mąż myśli w pewnych kwestiach inaczej niż ja.....i doszłam do tego w wielkich bólach - że On ma do tego prawo , a ja nie mam prawa burzyć Jego światopoglądu. Jesteśmy inni, różni i mamy do tego prawo.
Niech sobie żona myśli co chce...pozwól Jej nawet myśleć, że jest bez winy....i tak kiedyś zrozumie.....bo przecież nie o licytację i rozliczanie Ci chodzi ale o bycie razem, o bycie rodziną .....nie ?! Pozdro!! EL.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 8