Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Czy wszystko straciłem?
Autor Wiadomość
Nico
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-11, 16:58   Czy wszystko straciłem?

Witam wszystkich serdecznie, czytam to forum od pół roku, teraz jednak dopiero zdecydowałem się napisać o mojej sytuacji, która mnie obecnie przerasta, brakuje mi sił i nie wiem co robić dalej. Krótko naświetlę mój problem.
Jesteśmy z żoną dziewięć lat po ślubie, mamy dwójkę kochanych dzieci, żona też jest kochana, chociaż może nie zawsze umiem to jej okazać, tak przynajmniej ona twierdzi. Teraz kiedy odchodzi ode mnie nie wiem co mam robić, jestem zdruzgotany. Raz już chciała to zrobić było to 5 lat temu, chciała odejść do kogoś innego całkiem zresztą przypadkowo poznanego, chyba zauroczenie, była młoda. Strasznie bolało, ale walczyłem jak mogłem, wybaczyłem, chociaż było bardzo ciężko, modlitwa, psycholog w poradni małżeńskiej i no trochę chemii pomogło, żona została ze mną. Potem długie rozmowy z żoną efekt terapii. Obiecała, że nigdy więcej nie wyrządzi mi już takiej krzywdy, ponieważ widziała jak cierpiałem. Teraz twierdzi, że odchodzi bo już mnie nie kocha i niby z nikim nie chce się wiązać, chce po prostu być sama z dziećmi.
Cała ta moja obecna sytuacja zaczęła się w maju tego roku dwa dni po Pierwszej Komunii Świętej mojego starszego syna. Przeczytałem w jej komórce 2 sms-y (reszty nie zdążyłem, wyrwała mi telefon) o jednoznacznej treści wysłane przez kolegę z jej pracy. Żona twierdzi, że były to tylko sms-y i nic więcej, potrzebowała czułości i miłości więc poprosiła kolegę i on jej to dawał. Problem polega na tym, że codziennie spędzają razem po kilkanaście godzin, do późnych godzin nocnych, czasem wraca 4 -5 rano, taki charakter pracy. On często odwozi ją do domu własnym samochodem. Ze mną miała możliwość rozmowy, co najwyżej czasem z rana, zanim wyszedłem do pracy, chociaż przeważnie była zmęczona i zazwyczaj spała. To trwało od ponad półtora roku i trwa nadal. Żona pracuje także w weekendy, więc też nie było czasu na wspólne przebywanie, przeważnie zawsze ja spędzam czas wolny z dziećmi. Bardzo dużym problemem jest też teściowa, gdyż ciągle podburza żonę przeciwko mnie, ostatnio głównie z mojej winy gdyż straciłem dużo pieniędzy na giełdzie i mam to przy każdej okazji wypominane, poza tym uzależniłem się i to był chyba mój największy błąd. Starałem się na początku nic nie mówić liczyłem, że odrobię ale niestety starty były coraz większe a już tego nie wytrzymywałem psychicznie. Kiedy powiedziałem o tym żonie, powiedziała, że damy radę i za parę lat wszystko wróci do normy, spłacimy długi i będzie dobrze, ja poczułem ogromną ulgę, wiedziałem, że ktoś dzieli ze mną wspólny los, razem łatwiej przezwyciężyć trudności. Ale niestety teraz żona twierdzi, że właśnie między innymi z tego powodu oraz awantur jakie miałem o stracone pieniądze z teściową odchodzi.
Po tych sms-ach były kłótnie i awantury, teraz izoluje się ode mnie, chociaż od tamtego czasu robię co mogę, modlę się, sam chodzę do poradni bo ona nie chce, nawet dwa razy zapisałem się na weekendowe spotkania małżeńskie z nadzieją, że może się uda coś zmienić, ale musiałem odwołać bo ona nie chciała jechać. Czekam i czekam ale nic się nie zmienia. Staram się okazywać jej miłość i czułość jak tylko najlepiej potrafię, ale na niej to już nie robi żadnego wrażenia. Żona ma chyba jednak jakieś niewielkie poczucie winny bo czasem mówi, że jej żal mnie że tak cierpię, ale ciągle powtarza, że to wszystko już skończone, że mnie nie chce, że nic nie czuje, woli być sama, żebym sobie kogoś znalazł to poczuję się lepiej. W tym tygodniu rozmawiała z prawnikiem dopytuje co i jak, przygotowuje się do rozwodu. Pozew rozwodowy chce złożyć w nowym roku. Żonie bardzo zależy żebyśmy wszystko załatwili za porozumieniem stron.
Psychicznie już nie daję rady, praca mi nie idzie, wróciły wspomnienia sprzed 5 lat. Wszystko mi się w głowie kłębi i kotłuje, nie mogę spać po nocach, za pół roku, dokładnie 24 czerwca, będzie nasza 10 rocznica ślubu. Co robić? Jak postępować? Co z dziećmi?
Bardzo proszę o radę oraz gorącą o modlitwę za moje małżeństwo o jego uzdrowienie. Pozostający w nadziei.
Nico
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-11, 17:06   

Nico??jesteś hazardzistą? jakie jest twoje uzaleznienie?
 
     
Nico
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-11, 17:13   

W tej chwili prawie żadne, staram sie odrobić pieniądze w inny sposób, chociaż przyznam, że czasem obserwuję giełdę (głównie kontrakty) ale to się zdarza raz na tydzień, czasem miesiąc przerwy, czasem dwa tygodnie w zależności od czasu, czasem coś kupię sprzedam, ale nie siedzę całymi dniami tak jak to było rok temu.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-11, 17:20   

Człowiek raz uzależniony pozostaje nim do konca swoich dni..............choc nie zawsze czynnie.Jak zaczyna znowu.............to zwykle wraca ze zdwojoną siłą.
 
     
Nico
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-11, 17:33   

zmieniłem przenzaczenie, gdyż się pomyliłem, prośba o modlitwę miała wstawiona w innym miejscu.
Ostatnio zmieniony przez Nico 2009-12-11, 21:45, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Macius
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-11, 19:31   

Nico napisał/a:
ciągle powtarza, że to wszystko już skończone, że mnie nie chce, że nic nie czuje, woli być sama, żebym sobie kogoś znalazł to poczuję się lepiej. W tym tygodniu rozmawiała z prawnikiem dopytuje co i jak, przygotowuje się do rozwodu


Nico, to niczego jeszcze nie musi przesądzać, cały czas dużo zależy od tego co ty zrobisz. To że jest jakiś inny facet to fatalnie, bo zmniejsza twoje szanse. Ale macie dzieci i przeżyliście szmat czasu razem, więc nawet jak ona tak mówi, to oznacza tylko że tak myśli i czuje na teraz, a nie na zawsze. Ja rok temu miałem założoną sprawę rozwodową, ale moja żona się z niej wycofała, bo bardzo mocno zmieniłem swoje podejście do niej... a słyszałem dokładnie te same słowa, tylko nie było (chyba) tego trzeciego.

Pomyśl co ty robisz (albo nie robisz), co w tobie jest takiego co ją zniechęciło, gdzie zaniedbałeś wasze małżeństwo? Co ty możesz zmienić, naprawić, żeby było lepiej? Żeby ona czuła się bezpiecznie i spokojnie? Żeby spędzać razem więcej czasu, jeśli to jeszcze możliwe.

Tak naprawdę niewiele napisałeś o sobie, trudno coś z tego odczytać... na ile poważne były te tarapaty finansowe? Jeśli to uzależnienie - tak jak napisałeś - to podchodzisz do niego bardzo beztrosko.
 
     
Nico
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-11, 22:50   

Dziękuję Maciuś za słowa otuchy, spróbuje wyjaśnić kilka kwestii,
co do innego faceta to żona zapiera się że nic między nimi nie było, że nawet nic do niego nie czuje, że tylko kolega a ona potrzebowała miłości i czułości, której ja jej nie dawałem, no i niby po to to były te sms-y nic znaczące, które miały jej to dać. Ale ja jestem na tym punkcie uczulony gdyż pamiętam jej sms-y sprzed pięciu lat, które pisała do kogoś z kim chciała się wtedy związać. Wtedy długo się zapierała, że tylko chce odejść, dopiero po jakimś czasie się przyznała do wszystkiego. Boję się, że teraz jest podobnie.
Po tamtym traumatycznym dla mnie zdarzeniu została mi skaza i być może nadwrażliwość. Dlatego teraz jak zobaczyłem u niej w telefonie treść ”Cześć kochanie, bardzo za Tobą tęsknię, już nie mogę się doczekać kiedy znowu się spotkamy” to mało nie straciłem przytomności tak mi się słabo zrobiło.
Po zdarzeniach sprzed pięciu laty pani psycholog z poradni małżeńskiej, po wszystkich spotkaniach ze mną i żoną kazała skrócić relację z teściową, tzn. ograniczyć kontakty, odmawiać kiedy oferuje pomoc, nie jeździć zbyt często na obiady, na które byliśmy zapraszani i mówić wprost, że nie chcemy jej rad. Powiedzieliśmy to teściowej, która była mocno poirytowana, ale obiecała, że już nie będzie się wtrącać.

Podobno taką niechęć żona czuje do mnie od ok. 2 lat, czyli wszystko się zbiega w jednym czasie, tzn. ja grałem na giełdzie a ona zaczęła pracę w której jest obecnie. Nic wcześniej nie mówiła bo nie miała odwagi, ale przez te dwa ostanie lata bardzo się „dusiła” w naszym związku, aż w końcu wszystko w niej wybuchło a pretekstem była awantura o sms-y, tak to przynajmniej wynika z jej relacji.

Natomiast jeżeli chodzi o pieniądze to sprawa wygląda następująco: kupiliśmy niedawno mieszkanie, mieliśmy trochę jeszcze odłożonych pieniędzy na jego wykończenie, co prawda niewiele rzeczy zostało do wykończenia ale jeszcze trochę. Jeżeli chodzi o moje pieniądze, które straciłem z tych odłożonych to ok 40 tys. Ale problem jest trochę bardziej złożony, gdyż razem ze mną inwestował mój brat, a właściwie to ja za niego robiłem inwestycje kupowaliśmy akcje (niestety w złym momencie), on mnie poprosił żebym mu pomógł, ponieważ on nie ma Internetu więc ja robiłem wszystko za niego. Brat na akcjach z 200 tys. jakie posiadał stracił ok 150 tys., gdy mu zostało 50 tys. wpadł w panikę i zaczął mnie błagać żebym to jakoś odzyskał, niestety akcje szły w dół, jedyna możliwość jak mi przyszła do głowy to były kontrakty, no i tu niestety straciłem resztę. Dlatego czuję się odpowiedzialny dodatkowo za pieniądze brata, przynajmniej za te 50 tys. o których bart do tej pory nic nie wie. Ponieważ spłacamy kredyt za mieszkanie, a dużo nie zarabiamy, to te kwoty są dla nas trudne do spłacenia. Ponadto mam jeszcze jeden dług, o którym wie żona tj. 10 tys. które pożyczyłem od szwagra jeszcze w trakcie gdy była hossa. Trochę to wszystko zakręcone ale w życiu nic nie jest proste.

Odnośnie mojego uzależnienia, to faktycznie było, gdyż przez ok. rok siedziałem i nic nie robiłem tylko siedziałem przed monitorem i gapiłem się w notowania indeksów. Należy dodać że, gdy wszystko straciłem to miałem depresję i to przez kilka miesięcy, to było ciężkie gdyż jak twierdzi żona, nie było ze mną prawie żadnego kontaktu, no bo ciągle myślami byłem na giełdzie. W tej chwili wiem że jak chcę to nie wchodzę i nie obserwuję notowań, dlatego patrzę na to z dystansu.
 
     
Kari
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-12, 13:53   

Nico, trudna sprawa. Trochę sie nie dziwię, że żona ma dość. Ja cięzko przeżyłabym takie straty finansowe i uzależnienie męża, spostrzegałabym go jako nieodpowiedzialnego czlowieka i nie czułabym sie bezpiecznie. Bałabym się o przyszłość swoją i dzieci, chyba wolałabym się odciąć finansowo. Myślę, że musiałabym mieć jakieś bardzo konkretne przesłanki i wizję lepszej przyszlości, żeby tego nie zrobić. Nie miałabym zaufania do męża, czy dalej nie będzie jakiś strat i długów. A to już poważny kryzys. Jeśli nałożyć na to brak czułości i pomocy z Twojej strony ( bo jak siedziałeś przy komputerze, to pewnie dziećmi się nie zajmowałeś i domem) to nić dziwnego, że żona jest sfrustrowana. Wiadomo, że kusy podsyła w takich wypadkach wątpliwych pocieszycieli i kobieta może na to pójść.
Co robić? na pewno najpierw uporządkować swoje relacje z Bogiem, tj. spowiedź , komunia św. i dużo modlitwy o pomoc w tych wszystkich sferach, które żle funkcjonują. No i trzeba zacząć od siebie : ostre zmiany w sposobie funkcjonowania w domu, zaangażowanie w życie dzieci, żony, pomoc na bieżąco, szukanie razem rozwiązania spraw finansowych. Więcej czulości, życzliwości, zainteresowania. Dla dzieci rozwód jest zawsze traumatycznym przeżyciem, tłumacz żonie, żeby chociaż dla dzieci dała wam jeszcze szansę. Może znowu poradnia katolicka, może wyjazd na spotkania małżeńskie, walcz, ale z pomocą Boga, bo tylko On wie jak się do tego zabrać.
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-12, 15:45   

Kari............ gdyby Nico nic nie robił ,to by nie stracił kasy.............. Kasa dziś jest lub jej nie ma...........ale to wcale nie zanczy że to ma być tak zawsze.

Mam swoje doświadczenia w tym...................
 
     
marek12b7
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-12, 16:27   

Nico - ja tak patrze: - niezbędne porządkowanie poszczególnych obszarów życia
Poradnia uzależnień, zobaczenie kim jestem
Jasne, proste i przejrzyste działania pozbawione tajemnic, koniec z oszukiwaniem siebie i innych

Pan Bóg pomaga nam popaprańcom - zaufamy Mu! Nie lękajmy się!
Życie możne być proste i piękne - dajmy sobie szansę, dajmy szanse naszym bliskim
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-12-12, 21:57   

Pytanie , które dla mnie okazało się kluczowe

CO JEST NAJWIĘKSZYM PRAGNIENIEM TWOJEGO SERCA ?

http://nearlyangel.wrzuta...s._pawlukiewicz

i szukać , czytać . Ja jak tylko tu trafiłam czytałam historie ludzi , słuchałam kazań Ks. Pawlukiewicza , oj. A Pelanowskiego . wszystkie linki które zamieszczali inni przeglądałam , i Pan dawał odpowiedzi na wszystkie wątpliwości i pytania .
Z Bogiem - trzymaj się .
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 8