Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Proszę o radę...
Autor Wiadomość
mamitusia
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-24, 14:37   Proszę o radę...

Witam wszystkich!!!

Jestem tutaj nowa i mam dość dziwny problem...
Zdaję sobie sprawę z tego, iż niektórzy z Was pewnie wezmą mnie za wariatkę, niedojrzałą kobietę, czy cośw tym rodzaju... Ale mam nadzieję, że choć część z Was mnie zrozumie.
Mam 23 lata, a mój mąż 31. Małżeństwem jesteśmy prawie 2,5, roku, a ogólnie razem jesteśmy prawie 6 lat. Mamy 1,5 rocznego synka. Już przed ślubem zauważyłam, że moje uczucia do obecnego wtedy narzeczonego nie są takie same, jak na początku związku. Na początku było super (wiadomo- byłam bardzo młoda, zauroczona), później trochę się zmieniło. On pił, często spotykał się z kumplami, jakieś tam imperezy beze mnie. Zawsze, gdy się kłóciliśmy, on mówił, że lepiej, gdy się rozejdziemy, a ja głupia zawsze go zatrzymywałam, myślałam, że żaden inny mnie nie zechce- głupi rozum miałam. O zerwaniu powtarzał zawsze przy kłótni. Aż wkońcu kiedyś nie wytrzymałam i zerwałam ja. Wtedy zaczęło się przepraszanie z jego strony, zaczął grozić, że sobie coś zrobi itp, itd. Wróciłam ze strachu. Potem było ok. Przestał pić, zerygnował z kumpli, ale moje uczucia już się zmieniły. No ale oszukiwałam się, że wszystko się jakoś ułoży. Zaplanowaliśmy ślub. Rok przed, zrozumiałam, że jednak Go nie kocham i znowu zerwałam. Wtedy rozpętała się "wojna". Płacz z jego strony, błaganie na kolanach, żebym wróciła. Wmieszał w to moich rodziców. Miałam 21 lat. Dostałam od nich niezły ochrzan!!! Że, jak ja mogę tak robić!!! Wesele zaplanowane!! On niby się tak dla mnie zmienił, bo przestał pić itd. Nie rozumieli, że ja poprostu nie kocham. Ale dosłownie za rękę zaprowadzili mnie do niego, że mam przeporosić i wrócić. Byłam na ich utrzymaniu, z nimi mieszkałam. Powiedzieli, że jeżeli od niego odejdę, to nie chcą widzieć żadnego innego chłopaka w domu. Co miałam zrobić??? Z płaczem wróciłam do P. Myślałam, że moje uczucia zmienią się po ślubie. Myliłam się. Po ślubie dowiedziałam się o paru niespłaconych kredytach męża. Byłam wściekła. Zaszłam w ciążę- myślałam- dziecko napewno zmieni moje uczucia. Przez jakiś czas było ok. Oczywiście po ślubie podczas kłótni też powiedział mi, że jego uczucia nie są takie same,jak kiedyś. Mówił to czesto. Ja zawszemilczała, nie komentowałam. Aż do teraz. Jakieś 3 tyg pokłóciliśmy się. On powiedział, że już mnie nie kocha tak, jak kiedyś. Ja powiedziałam to samo. Nie odzywaliśmy się do siebie. Aż nagle któregośdnia, on stwierdził, że chce wszystko naprawić. Zgodziłam się ze względu na dziecko. Ale ja nie potrafię udawać. Gdzieś po drodze uleciały moje uczucia do niego. Powiedziałam mu o tym. On ciągle o tym gadał, więc dlaczego ja nie mogę... No i rozpętała się kolejna "wojna". On zaraz pożalił się moim rodzicom (mieszkamy z nimi). Powiedział, że on się stara coś naprawić a ja nie chcę. I kolejny ochrzan od rodziców. Powiedziałam im, że ja go jużnie kocham. Nie rozumieją tego. Nie chcą słyszeć nic o rozwodzie. Są katolikami, dla nich to grzech. Przedwczoraj mąż przytulił się do mnie i powiedział, że mnie kocha. Ja milczałam. No i kolejna kłótnia, bo wkurzyło go, że też nie powiedziałam "kocham". Jak mam to powiedzieć, skoro tego nie czuję?? Nie wiem, co robić. Rodzice mnie nie rozumieją, on zwala wszystko na mnie, że to niby przeze mnie rozwala się małżeństwo. Wciąż gadał, że nie czuje tego, co kiedyś, a teraz nagle zaczął kochać. Nie rozumiem tego. Boję się odejść. Nie mam dokąd iść. Poza tym, nie chcę, żeby odebrał mi synka. Jeśli rozwód, to z jego winy. Ale jak długo mam czekać na jakiś jego błąd? Czy mam żyć z kimś, kogo nie kocham? Czy był ktośw takiej sytuacji??? Doradźcie, co mam robić. Jestem w totalnym dołku. Dodam, że w sypialni też nam się nie układa, ale to już z mojej winy. Poprostu nie będę się zmuszała do czegoś, czego nie chcę. Co robić?????
 
     
Nirwanna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-24, 15:47   

mamitusia napisał/a:
Co robić?????

Szczerze? Ja bym na Twoim miejscu na razie nie robiła nic. Nic w sensie - nie składaj pozwu o rozwód, nie czekaj aż mąż to zrobi, nie czekaj na "jakiś błąd z jego strony", nie dziel dziecka, kto je zabierze, a kto nie.... :shock: Bo to co opisujesz.... To w ogóle nie o to chodzi w instytucji małżeństwa!
Ja bym Ci radziła - odpuścić sobie na chwilę myślenie o mężu, a zacząć myśleć o sobie - jako kobiecie, żonie, matce, oraz - najważniejsze - Dziecku Bożym. I jako o dorosłej osobie, która sama kieruje swoim życiem, bo wie o co w nim chodzi. Bez ciągnięcia za rękę przez rodziców, bez przepychanek z mężem, bez kłótni o słowa "kocham - nie kocham"....
Lektury dla Ciebie - "Urzekająca" Stasi i John Eldregde, po kolei wszystkie publikacje Jacka Pulikowskiego, książki o komunikacji w małżeństwie... Rekolekcje i homilie księdza Pawlukiewicza. Owocnej lektury! :-D Pozdrawiam :-)
 
     
marek12b7
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-25, 00:23   

„Każde trudne małżeństwo jest do uratowania”. Im wcześniej weźmiesz się za kryzys tym lepiej i łatwiej.
Jeśli dajemy swój wysiłek zaangażowanie – Pan Bóg pomaga - oczywiście jeśli wierzymy i pozwalamy Bogu działać.
Walcz o małżeństwo –to nie znaczy wykrzykuj swoją rację i udowadniaj błędy małżonka bądź zgadzaj się na krzywdę (ja np. miałem takie postawy) - lecz-raczej szukaj co sam źle robisz zmieniaj się i miej nadzieję ……………………………………………………………………..no i czasami uśmiechaj się w tym wszystkim i miej do siebie dystans.
A inspirację czerpać można z tego forum, tu znajdziesz kogoś kto życzy Ci dobrze
Powodzenia - myślę że warto spróbować
PS. Z dołka zawsze można wyjść. Nieraz po czasie widzimy że ten dołek był nam do czegoś potrzebny i bez niego nie dostrzeglibyśmy wielu ważnych rzeczy
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,01 sekundy. Zapytań do SQL: 9