Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie, którzy chcą ratować
swoje sakramentalne małżeństwa, także po rozwodzie i gdy ich współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  12 kroków12 kroków  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
jak trwac, gdy tylko jedna strona chce ratowac malzenstwo
Autor Wiadomość
agrafka
[Usunięty]

  Wysłany: 2009-11-18, 13:38   

Kangoo - tak bardzo mi przykro!! Współczuję Ci bardzo i obiecuję modlitwę w Waszej intencji! Nie modlisz się już sama!

Piszesz tak bardzo łagodnie, skulona w swoim cierpieniu. Powiedz, czy Ty się na to wszystko w ogóle nie wkurzasz? Nie masz w sobie GNIEWU?

Niewiele wiem, o Was i Waszej sytuacji. Z tego co piszesz wygląda, jakby Cię Twój Mąż nie szanował. :-(
Módl się nie tylko za niego, ale i ZA SIEBIE! Musisz się przytulić i o siebie zatroszczyć. Bądź dla siebie dobra. Ty i Chrystus - niech dbają o Ciebie. W Nim i sobie szukaj siły. Nie licz na Męża. On może czuć się tym przytłoczony, może nie potrafi. Jest tylko człowiekiem. Może wznieść się na wyżyny i podołać. Zatroszczyć się o Ciebie, o Was. A może nie. Nie możesz się na nim opierać, bo runiecie.

I pisz tu do nas ;-)
 
     
kangoo
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-18, 14:03   

agrafka napisał/a:
Powiedz, czy Ty się na to wszystko w ogóle nie wkurzasz? Nie masz w sobie GNIEWU?
Gniew,krzyk i zal..przeszlam juz przez to,nie mam zalu do nikogo, nawet do meza...wzielam odpowiedzialnosc za nas, bo widac moj maz sobie nie radzi, a dla niego rozwiazaniem jest tylko rozwod...nie winie go,ostatnie 2 lata byly rowniez ciezkie dla niego (rak pecherza, nieplodnosc)tylko za bardzo sie pogubil...dotychczas, on okaz zdrowia, odwazny, meski a po tym slaby psychicznie..szukal ucieczki, i ja ja sobie tez nie poradzilam jako zona zwlaszcza..wiec nie ma we mnie juz zlych emocji..zostala tylko bezradnosc i moje cierpienie i wielka milosc do niego..nie tu nie chodzi o szacunek do mnie..bardziej o szacunek do sakramentu do milosci...dziekuje wam za modlitwe, prosze modlcie sie o mojego meza, o jego nawrocenie..
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-19, 23:47   

właśnie to znalazłam

"....W małżeństwie nie może być miejsca na liczenie, ile się sobie już wybaczyło, ani tym bardziej wypominania, że się ciągle wybacza. Nie może być miejsca na zastanawianie się, czy nieustannym wybaczaniem nie deprawuje się współmałżonka, który po pewnym czasie może zacząć wykorzystywać naiwność i nadużywać bezgranicznej uległości żony czy męża. Są to ludzkie kalkulacje i obawy. Mądre, uzasadnione i logiczne. A tymczasem Jezus mówi: "Nie licz, nie rozważaj, nie zastanawiaj się nad efektem swojego wybaczenia, nad skutecznością i siłą oddziaływania na współmałżonka".

W przypadku wszelkich krzywd w małżeństwie, stawiając sobie pytanie o granice kompromisu i kres uległości, małżonkowie słyszą: "Miłuj męża, żonę, mimo doznawanych przykrości nieustannie módl się za niego (za nią), ale szczególnie wtedy, kiedy cię rani, nie myśl o odwecie, lecz przyjmuj z pokorą dalsze zranienia. Jeżeli czujesz, że już sił ci brakuje, i pytasz się, jak długo masz jeszcze znosić te bóle, powiedz sobie, że wytrwasz do końca, do oddania życia za niego (za nią), że jesteś gotów (gotowa) przyjąć wszystko, co najgorsze, umrzeć dla siebie, nie czuć urazy, wszelkie cierpienia ofiarować za niego (za nią), mimo tego wszystkiego, co on (ona) tobie robi".

Usłyszysz wówczas słowa, że właśnie przez taką postawę dochodzi się do pełni szczęścia w małżeństwie, gdyż właśnie ci są błogosławieni, szczęśliwi, którzy znoszą wszelkie prześladowania. Im są one większe i dotkliwszy wywołują ból, tym większe szczęście. Szokujący paradoks! A przecież nie ma większego cierpienia, jak krzywda wyrządzona przez współmałżonka, przez osobę ukochaną, jedyną.

Jest to propozycja całkowicie nie mieszcząca się w jakichkolwiek granicach logiki i racjonalności. Często słyszymy słowa: "zostaw go (ją), po co się z nim (nią) męczysz?". Często tak robimy i zostawiamy, odchodzimy, wyrzucamy... Tak po ludzku.

Jezus natomiast proponuje rozwiązanie, które jest rozwiązaniem nie po ludzku, które jest niemądre według mądrości tego świata. Proponuje rozwiązanie - ale i deklaruje pomoc. Piotr także nie od razu to zrozumiał, dopiero perspektywa paschalna dopełniła tego jego nierozumienia. A "może nie tyle dopełniła, ile tylko pokazała inne rozwiązanie, którego nie trzeba rozważać, lecz należy je realizować. Jezus nie powiedział: "Bierzcie, jedzcie i zrozumcie, co Ja czynię". Powiedział: "Bierzcie, to jest Ciało moje" (Mk 14, 22), "

tak postępujcie i nie próbujcie zrozumieć".

Pokazał bardzo konkretny sposób realizacji wszelkich ideałów ewangelicznych, na których małżonkowie powinni budować swój związek. Przypomniał, że bez Niego nic nie jest się w stanie uczynić. Nie "zrozumieć", lecz "uczynić". Powiedział, że nie powinno się próbować rozumieć, gdyż czy to z Nim, czy bez Niego zrozumieć się nie da, ponieważ nie o to chodzi. Chodzi o realizację tych zasad, a nie o ich pojmowanie.

Nie można także zapominać, że w perspektywie życia wiecznego - a taką perspektywę ludzie wierzący muszą brać pod uwagę - bezwarunkowe wybaczenie każdej krzywdy wyrządzonej przez drugiego człowieka, w małżeństwie szczególnie przez współmałżonka, jest warunkiem spodziewanego miłosierdzia Bożego: "Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień" (Mt 6, 14-15).

Źródłem siły do życia postawą ofiary w wybaczaniu, ofiary przez wybaczanie - albo po prostu ofiary zamiast wybaczania - jest tylko Eucharystia. To w niej właśnie znajduje się sedno stwierdzenia: "Beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15, 5).

Bez Ciała Pańskiego nie jest się w stanie podjąć i zrealizować postawy "siedemdziesiąt siedem" - czyli oddania życia za krzywdzącego współmałżonka. Nie jest się w stanie zrealizować żadnego z elementów przysięgi małżeńskiej.

I wygadane - nie rozumieć - tylko - robić , realizować , a wtedy dostaniemy pomoc Jezusa - koniec kropka :lol:
 
     
Jarosław
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-20, 09:45   

Mirakulum napisał/a:

Usłyszysz wówczas słowa, że właśnie przez taką postawę dochodzi się do pełni szczęścia w małżeństwie, gdyż właśnie ci są błogosławieni, szczęśliwi, którzy znoszą wszelkie prześladowania. Im są one większe i dotkliwszy wywołują ból, tym większe szczęście. Szokujący paradoks! A przecież nie ma większego cierpienia, jak krzywda wyrządzona przez współmałżonka, przez osobę ukochaną, jedyną.
:

No nie wiem czy to takie szczęście widzieć jak żona/mąż swoimi czynami oddala się od Boga i życia wiecznego?
Serce ściska wtedy wielki żal, a nie szczęście, że jest się cierpiącym w imię Boga.
Żal po prostu, że może umrzeć nie pojednując się z Bogiem i zapracuje sobie na wieczne potępienie.
 
     
agrafka
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-20, 11:57   

"....A tymczasem Jezus mówi: "Nie licz, nie rozważaj, nie zastanawiaj się nad efektem swojego wybaczenia, nad skutecznością i siłą oddziaływania na współmałżonka".

Gdzie tak mówi???

Mirakulum, możesz podać, gdzie to wyczytałaś - tak przy okazji...

To, o czym piszesz, jest prawdziwe i nader słuszne, ale... to program optimum. Dla świętych! Nie każdy dorósł, dojrzał (również w wierze) do takiej postawy. Nie każdy musi być gotowy do poświęcenia za pstryknięciem palców. Od zaraz. Do tego się dochodzi! Latami! Czasami do końca można nie dojść. Liczy się wysiłek. Ale zmusić się nie da!

Prawda Was wyzwoli

Również, a może właśnie przede wszystkim prawda wobec siebie samego. Siebie nie okłamiemy i nie oszukamy. Boga też nie. Możemy się silić na ambitne wybaczanie bez zastanowienia, nadstawianie policzka, uległe znoszenie szyderstw, ale jeżeli nie będzie to PRAWDZIWE, z głębi serca, z przekonania, to prędzej czy później odbije się czkawką.

Najprawdopodobniej Ty jesteś gotowa na taką postawę. Podziwiam i się cieszę!
Ale ci, którzy nie są niech pamiętają, że do słabych przychodzi Pan. Przychodzi, pociesza i daje siłę, łaskę!
 
     
samotna
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-20, 13:15   

agrafko ważne te słowa...., zwłaszcza by w sytuacji jakiej sie znaleźlismy - głebokiego zranienia-nie wpaść w pułapkę, że nie tylko na drodze małzeńskiej ale i duchowej
sobie nie radzimy... .
Każdy z nas jest inny i we wzrastaniu w wierze ma swoje miejsce, swój czas i swoje tempo... . Myślę, że każde zbliżanie do Boga nawet te nieudolne przeplatane upadkami , zwątpieniami, z relacjami mocno burzliwymi, z mnostwem pytań jest już poszukiwaniem Boga - kazda taka próba jest otwieraniem się na Niego na miarę naszych własnych mozliwości, krok po kroku tworzy intymny osobisty kontakt. Nie deprecjonowałabym żadnego z nich, bo jest czyjś, własny, jedyny i niepowtarzalny.
Uważam by w dążeniu do świętości nie zahaczyć o skrajny radykalizm
i stawianiu pod pręgieżem siebie i swoich mysli tak mocno,
że staniemy się własnymi wrogami. Powinniśmy pamietać o miłosierdziu dla samych siebie.
Dobrze pamietać, ze dążenie do doskonałości jest pychą bo doskonały jest tylko Bóg.
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-20, 14:04   

Agraweczko , ja tego nie dostałam na pstryknięcie. to wiele lat bólu i cierpienia , pustki beznadziei .
Ale obok był Pan i tylko czekał , aż dojdę do swojego dna, i zawołam do niego
PANIE RATUJ , ULITUJ SIĘ tak naprawdę i z głębi serca .

to nie bylo wołanie o ratunek dla małżeństwa, tylko osobiście , dla mnie.
byłam na "pustyni ", sam na sam z Jezusem, wtedy tylko ta relacja miała znaczenie. I od niej tylko można zacząć odrodzenie swoje , małżonka , sakramentu.
 
     
kangoo
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-20, 18:19   

nie chodzi o bycie swieta...poprostu chce byc szczesliwa, chce dzielic moje zycie z mezczyzna ktorego wybralam , tak bardzo zawsze pragnelam rodziny,maz, dzieci...tak bardzo pragnelam,bylam szczesliwa...a teraz to wszystko odchodzi...i tylko Ty Panie mozesz mi pomoc....jak zyc wiedzac ze nigdy nie uslysze kochanie,moja zona...mamo!!!...trwam,ale moze brakuje mi wiary, albo moje grzechy ktore popelnialam i bledy sa zbyt duze...bo czuje ze jestem sama.......prosze modlcie sie o moje malzenstwo...daze mojego meza,tak wielkim uczuciem, szczerym, patrzac na niego codziennie dziekowalam Bogu...dlaczego teraz takie cierpienie...odrzucenie...jak zyc?...
 
     
Jarosław
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-20, 19:56   

kangoo napisał/a:
nie chodzi o bycie swieta...poprostu chce byc szczesliwa, chce dzielic moje zycie z mezczyzna ktorego wybralam , tak bardzo zawsze pragnelam rodziny,maz, dzieci...tak bardzo pragnelam,bylam szczesliwa.

Wiemy czego chcesz, a teraz pomyśl skąd taki obraz w Twojej głowie?
Przykład rodziców? Kogoś znajomego?
Byłaś szczęśliwa? Ile lat by Ci wystarczyło? 30 czy może 50?
Marzysz o Raju.
Choroby, wypadki samochodowe, pół biedy jak śmierć, a jak kalectwo?
Kangoo wybacz, ale z Twoich postów wynika pewien brak dojrzałości, mam wrażenie, że pisze to rozkapryszona, rozpieszczona nie znająca życia dwudziestolatka.
Ból jest wpisany w nasze życie.

Pozdrawiam
Jarek
 
     
kangoo
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-20, 20:33   

troche cie zdziwie Jarku,kazdy tutaj pisze z serca co przezywa, wiec nie oceniaj...gdyz kazdy z nas jest w innej sytuacji i inaczej reaguje...wyobraz sobie ze przezylam bardzo duzo, i to nie tylko z moim mezem...co do rozkapryszonej dwudziestolatki to sie mylisz...a po za tym piszesz o dojrzalasci, gdybysmy wszyscy tu byli dojrzali, to nie bylo by tutaj nas, nie sadzisz...moze w ktoryms momencie nam zabraklo, a moze nadal sie uczymy byc dojrzalymi....ja pisze to co mam w srodku,bo chce sie podzielic,bywaja dni takie jak ostatnio..tzwana desperacja,bo czuje niemoc, bezradnosc, smutek...ale trwam bo mam Jezusa, a ta moja desperacja to wynika z tego ze dopiero zaczelam prostowac swoja droge...
a co do odpowiedzialnosci, to wzielam ja na siebie, i za mojego meza...bo trwam w sakramencie malzenstwa i nawet przez mysl mi nie przeszla ucieczka...a konsekwencje bola i beda bolec...wiec cierpienie i wolanie o pomoc i szukanie-to chyba dobry adres znalazlam...
pozdrawiam
 
     
Mirakulum
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-20, 21:09   

Jarku
proszę nie oceniaj , nie taka nasza rola, już Ci to pisałam na innym temacie

Rz 2, 1: Przeto nie możesz wymówić się od winy, człowiecze, kimkolwiek jesteś, gdy zabierasz się do sądzenia. W jakiej bowiem sprawie sądzisz drugiego, [w tej] sam na siebie wydajesz wyrok, bo ty czynisz to samo, co osądzasz.
 
     
kangoo
[Usunięty]

Wysłany: 2009-11-21, 15:28   

staram sie naprawde..odnalesc sile...pomyslec o sobie...ale gdzies w tym wszystkim zagubilam sie-ja sama...dopoki mamy oparcie,wiem ze jest bliska osoba,dopoki jestesmy szczesliwi...nie myslimy co by bylo gdyby...i tak tez ja robilam zylam dniem,cieszylam sie ze widze mojego meza kolo siebie...az do momentu ...liedy wszystko runelo,w ciagu jednego dnia stracilam to co budowalam przez te lata...milosc, zaufanie,poczucie godnosci...poczucie ze jest sie dobrym...ze umiesz uszczesliwic blisko ci osobe...zawsze myslalam o nas...co dla nas...nie o sobie...wiec jak teraz mam zyc...maz mnie tak zmienil...wydobyl ze mnie to co dobre i piekne...malzenstwo z nim dalo mi szczescie, ktore trudno jest opisac, tym bardziej iz przezylismy razem trudne momenty...z mojej srtony to umacnialo moja milosc...
dlatego teraz choc minelo prawie 5 miesiecy jest mi tak ciezko...tak sie miotam...Bog byl zawsze w moim zyciu...bywaly momenty ze blizej, a i tez ze dalej...od tych miesiecy w samotnosci tylko On mi towarzyszy.....wiec jestem na dnie ...i serce mi wyje...juz nie potrafie...Panie uratuj mnie i moje malzenstwo...nie potrafie odnalesc drogi..

[ Dodano: 2009-11-26, 13:44 ]
i odnalazlam Go...
Tak Panie chce byc Twoim dzieckiem...dla wszystkich zrozpaczonych...
http://www.szukajacboga.c...st-od-ojca.html
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 9