Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Cud zdarzył się za późno
Autor Wiadomość
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-02, 11:33   

Leno, napisałaś, że Norbertowi "brakuje równowagi", ale domniemam, że się znacie już lepiej, więc pewnie mozesz tak pisać. :-)

A co ja mogę mieć więcej do Ciebie?
Nie znam Cię Leno. :-)
Pozdrawiam.
 
     
samotna
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-02, 13:29   

Darek napisał:
Przeczytałem zarówno Twoje posty, jak i Twojego męża. Bardzo smutna, wręcz tragiczna historia, lecz koniec wydaje się przynosić wielką nadzieję.

Tak Darku,
nadzieję, że w któryms momencie wydarzy sie cud - cud nawrócenia, przyznania sie do zła, które sie wyrzadziło najblizszym. Dla still to byc moze droga do pojednania z Bogiem, tylko co nam z tego....
Nie chcę byc kołem to ratunkowym/zapasoawym/ to żenujące, a czuję, ze nawet tym dla męża nie jestem.
To juz nie jest życie - to trwanie z dnia na dzień. Wszystko straciło sens.
Nic juz nie będzie takie samo....
 
     
czerwona
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-02, 13:45   

Samotna , nie wszystko straciło sens , może dopiero teraz zaczniesz dostrzegać ten prawdziwy sens. człowiek . każdy , pewnego dnia, zostaje sam ze soba - w róznych sytuacjach - czasme jest to rozwód, czasem choroba , czasem samotność w małżeństwie. Stracony sens trzeba znaleźć na nowo - nie ma innego wyjścia. Inaczej obrażamy Boga.

[ Dodano: 2008-12-02, 13:49 ]
Naprawdę czarny dół się robi kiedy człowiek zostaje sam ze soba - kiedy ten mąż juz naprawdę odejdzie. Nie ma go . Pył po bitwie opadł - same zgliszcza . To jest czarny dół.
 
     
ketram
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-02, 15:26   

Rozmawiałem niedawno z pewnym człowiekiem. Wiele lat temu zmarła mu nagle żona. Został sam z dziećmi. Usłyszałem od niego, że on uważa, iż jego sytuacja była psychicznie łatwiejsza do zaakceptowania - w porównaniu do historii, kiedy mąż/żona opuszcza.
Nie ma sensu prowadzić porównań, wiem - ale chyba rozumiem, co on miał na mysli. A teksty, które sam słyszałem od żony - przecież nikt nie umarł - dźwięczą mi w uszach.
 
     
mami
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-02, 15:40   

Ketram to prawda co mówił znajomy łatwiej o pogodzenie sie ze śmiercią niz z odejściem
dlaczego?
śmierc jest nieodwracalna
nie można myslec,że coś sie może zmienic,
nie ma nadzieji ze on/ona wróci
od razu musisz sie dostosowac do tego że życie płynie nadal z małżonkiem czy bez
i zmieniasz sie pod wpływem zaistaniałej sytuacji na którą nie masz wpływu....
bo życ musisz nadal dla dzieci bez względu na to jak mocno cierpisz

[ Dodano: 2008-12-02, 19:54 ]
Macius napisał/a:
mami napisał/a:
jesli sie w pełni zrozumiało złe postępowanie to należy w końcu przerwac zło, i rozpocząc nowy etap w zyciu

Mami, ale co tutaj przerywać? Zło stało się kilka lat temu, dwie rodziny rozwalone przez czyjąś namiętność, a raczej decyzję o oddaniu się tej namiętności. Mąż Sill ma najwyraźniej jakieś podstawy żeby próbować uznać małżeństwo za zawarte nieważnie, przecież nie robi tego dla zabawy... nb. znalazłem dość obszerne omówienie takich przyczyn: http://www.sw.kazimierz.k...zgodymalz.html.

A Sill przejechała się na związku ze swoim kochankiem, i chce z dzieckiem tego kochanka wrócić do kogoś, kogo jest pewna że jej nie skrzywdzi, bo to dobry człowiek - jak sama napisała. A kochanek zły człowiek, płodzi i porzuca dzieci... nagle na oczy przejrzała! No i jeszcze z tym alkoholem mu wylazło, fuj - jak tu żyć z takim! Lepiej wrócić do męża sakramentalnego, wierzący - to i przebaczyć powinien... a najwyżej oberwie w drugi policzek.

Nie mnie oceniać czyjś nawrót do wiary - oby to było prawdziwe i głębokie i tego ci szczerze SIll życzę, ale może w tym być nieuświadomiona manipulacja... Mówię to również o sobie, o tym czego się w moim - również świeżym - powrocie do wiary i religijnych praktyk obawiam, ba - czasami wręcz widzę. Wiem że drugiej stronie (mojej zonie) bardzo na religijności zależy i to jest jakaś składowa motywacji - oby jak najmniejsza, oby zanikała, ale ona była i się czasem odzywa jeszcze... parę tygodni temu któregoś wieczora pamiętam taką myśl - że ja już klęczę taki rozmodlony ze 30-40 minut, a ona w sypialni zasnęła i nie widzi nawet jaki ja święty niemal jestem... niewdzięczna ;-) Ale to u mnie może tylko takie dewiacje.

sill12 napisał/a:
Nie chce kłamać przed Sadem Kościelnym, bo wiem, że nie wolno

To po co takie pytania? Mówisz że nie chcesz kłamać, a chwilę dalej jasno dajesz do zrozumienia, że jednak chcesz manipulować.



Maciek niezbyt uważnie przeczytałeś post Silly to nie z teraźniejszym narzeczonym ma dziecko ale z poprzednim partnerem choc partnerzy oboje mieli problem z nałogiem...
mój post chyba tez źle odczytałeś

pisze, że chyba Silly właśnie dojrzewa do tego i zobaczyła ogrom zniszczeń jakie swoim postępowaniem uczyniła
pragnie sie nawrócic i zrehabilitowac...
cóz czy należy ją do końca życia karac za to co zrobiła?
czy to coś zmieni...
myśle, że o wiele wartościowsze będzie jej życie jeśli dokona przemiany swojej zarówno dla innych, dziecka jak i dla siebie
i to jest to przerwanie zła w jakim obecnie jest
tak jak i pisałam, że nie zawsze można zadosuczynic wyrządzonemu złu
bo przecież tych lat cierpienia męża mu nie zwróci
ale może sie w jego oczach zrehabilitowac
przepraszając za wyrządzoną krzywde
Maciek a czy chciałbyś by tobie nie było dane doznac wybaczenia....
by żona trwała w zaciętym gescie braku zgody na pojednanie w obliczu doznanych krzywd?.......
wszyscy popełniamy błedy
dziekujmy za akty wybaczania od skrzywdzonych nawet jak nieświadomie czynimy komuś zło
pozdrawiam

i to oczywiście moje zdanie na temat wybaczania...
 
     
sill12
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-02, 22:29   

Mami
Oprócz męża miałam tylko jednego partnera- to dla niego opuściłam męża i to on jest ojcem mojego syna.

Bardzo uważnie czytam wszystko co napisaliście i jestem Wam bardzo wdzięczna zarówno za słowa otuchy jak i za krytykę- wszystko to jest mi bardzo potrzebne.

Nie wiem kiedy przyjdą pierwsze momenty zwątpienia, jak będą silne i jaki będzie ich efekt, ale od kilku dni, codziennie, dostaję jakieś wsparcie.... Myślę, że jeśli Bóg pozwolił mi zrozumieć... to Bóg również da i siłę abym przemieniła siebie sama i swoje życie. Wierzę w to.

W pierwszym moim poście napisałam, że mojego małżeństwa nie da się już uratować i niestety uważam , że jest to prawda. Ja muszę myśleć teraz o dziecku i nie mogę ryzykować tym czy kolejny związek albo powrót do związku- uda się lub nie. Nie ma więc mowy o "szukaniu bezpiecznej przystani u męża, bo z kochankiem jej nie wyszło" lub u boku jakiegokolwiek innego mężczyzny. Teraz za moje decyzje konsekwencje będzie ponosił również mój synek i muszę o tym pamiętać.
 
     
mami
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-02, 22:58   

Dzisiaj żyję z mężczyzną (nie mamy żadnego ślubu), który jest alkoholikiem i nie liczą się dla niego potrzeby moje, dziecka i rodziny

przepraszam zmyliło mnie to, myslałam ze to kolejny partner
Maciek zwracam honor moja pomyłka w czytaniu postu Silly

przepraszam
 
     
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-02, 23:32   

sill12 napisał/a:
Myślę, że jeśli Bóg pozwolił mi zrozumieć... to Bóg również da i siłę abym przemieniła siebie sama i swoje życie. Wierzę w to
...I to jest najbardziej prawidłowa droga ...choc pewnie jeszcze nieraz bedziesz bładzic ,jeszcze nieraz sie zagubisz ...widzisz sill z ludzmi majacymi skazy...jak ty ..czy ja najczesciej jest tak otwieramy oczy...widzimy co złego zrobilismy ..idziemy w dobra stronę...ale ten akt darowania nam nowego ...lepszego zycia jest tak mocny,silny gwałtowny ze od
nadmiaru tego wszystkiego gubimy sie....tysiace głosów na tak...tysiące na nie jakie słyszymy ogarnąc to ,a jeszcze zestawic z naszym nowym ego..i co gorsza wdrożyc w nasz swiat jaki widzimy naszymi oczyma...nasza rzeczywistość...naszych bliskich....jest trudno połączyc w całośc dlatego nadal jeszcze wijemy sie uciekamy..jeszcze raz analizując wpadaja nam złe mysli..jakie do tej pory rzadziły naszym umysłem...my wiemy ze one sa złe...ale czesto to nas przytłacza....tak obecnośc Boga jest najwazniejsza....mnie prywatnie przyniosło ulge ...lecz nadal sie gubię niby rozumiem co sie do mnie mówi..kilka razy analizuje już wiem na 100% i nagle przychodzi chwila i lekcje zapomniane
sill musisz odzyskac spokój wnetrza,rozwage to trudne ....ja tez mam z tym problemy...ale za kazdym razem zaczynam to od nowa....i mysle ze wkoncu to sie uda
bez względu co cie tu spotyka miłego czy niemiłego jak dla mnie ogromny plus za wejscie na to forum i powiedzenia tego co miałas do powiedzenia
pierwszy krok poczyniłaś,drugi najbardziej istotny do Boga tez ..idz dalej a kroki będą coraz wyrażniejsze.....
sill12 napisał/a:
W pierwszym moim poście napisałam, że mojego małżeństwa nie da się już uratować i niestety uważam , że jest to prawda
....sill i znowu chcesz popełnic kolejny błąd znowu decydujesz sama raz to uczyniłaś!!!!!! efekt znasz ta decyzje pozostaw temu jaki was zjednoczył a ty tylko słuchaj i idz do przodu....euforia.....nerwowośc to stany w jakich dokonujemy najwiecej błędów ..czesto takich jakie trudno naprawić.....pozdrawiam i wiele ciepła
 
     
Kari
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-03, 10:20   

Jedyne wg mnie wyjście w tej sytuacji, to zdecydowanie zostawić partnera, w końcu niech dla niego też zdarzy się jakiś cud, może jak upadnie całkiem i dotknie dna to też się obudzi i zrozumie jaką potworną krzywdę wyrządził żonie, dzieciom, Tobie, Twojemu mężowi i może dla niego też rozpocznie się proces nawrócenia, On też jest ukochanym dzieckiem Boga. Jeśli zostaniesz z nim to i Ty i On będziecie trwać w grzechu ciężkim, a w końcu o życie wieczne chodzi. Konsekwencje tego wszystkiego niestety zostaną i tak, jak tu już wcześniej napisano poniosą je również przyszłe, niewinne pokolenia, zadbaj o to, żeby to złagodzić jak najbardziej.
Wszystko już tu chyba napisano w poprzednich postach, ja bym się skupiła jeszcze na zadośćuczynieniu( najpierw spowiedź generalna oczywiście). Dla mnie dbać tylko, żeby jego córki dostawały alimenty to za mało. Spróbuj (na podstawie wielu na tym forum wypowiedzi osób porzuconych przez współmałżonka) wyobrazić sobie, jakie piekło przeżyła jego żona i dzieci. Może czas nawiązać kontakt z tą żoną np.listowny i przeprosić ją za to co zrobiłaś, szczerze okazać jej skruchę, przyznać się do winy. Może wobec córek (nie wiem w jakim są wieku) też by należalo tak zrobić. I chyba do końca życia powinnaś się za nie modlić, żeby Bóg wynagrodził im krzywdy, które im wyrządziłaś, bo bez Twojego udziału może byliby szczęśliwą rodziną. A może alkoholizm Twojego partnera to też efekt jego wyrzutów sumienia? Masz bardzo dużo do zrobienia: uporządkować swoje życie, zadbać o wychowanie syna i poukładać trudne relacje. Bóg na pewno Ci w tym pomoże, ale musisz tego chcieć . Też jestem przekonana, że ktoś się za Ciebie modlił i to nie tylko tu na ziemi, ale pewnie masa Twoich (i tych wszystkich zamieszanych w to osób) przodków po Tamtej stronie.
 
     
..monika..
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-03, 11:37   Re: Cud zdarzył się za późno

sill12 napisał/a:
Uświadomiłam sobie jak bardzo mnie kochał i jak wielką miłość odrzuciłam. Swoje posty zatytułował "Moja żona (chyba tylko cud może pomóc)"- Cud się zdarzył, bo zrozumiałam mój błąd, ale zdarzył się za późno. Nie wiem co robić???
Mojego małżeństwa nie da się już uratować- to wiem!!!

cud nastepuje, kiedy Pan Bog wkracza w nasze zycie i zaczyna naprawiac cosmy napsuli. kiedy moze z kretych drog, po ktorych bladzilismy, wyprowadzic nas na prosta sciezke, ktora dla nas przygotowal.
a Ty mowisz, ze zdarzyl sie za pozno... no chyba nie wiesz lepiej niz Pan Bog, kiedy mial nastapic? to wlasnie byl TEN czas dla cudu przemienienia Twojego serca! czy, jesli juz zdazylismy zniszczyc sobie zycie, mamy sie obrazic na Pana Boga, ze nie zadzialal wczesniej? czesto jest tak, ze do naszej przemiany potrzebny nam jest upadek. trzeba dziekowac Panu Bogu, ze cud nastapil teraz, a nie za kilka lat..
a teraz musisz skonczyc rezyserowac i mowic "na pewno", "nigdy".. teraz oddaj wszystko w rece Pana Boga.
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-03, 12:02   

Kari napisał/a:

Wszystko już tu chyba napisano w poprzednich postach, ja bym się skupiła jeszcze na zadośćuczynieniu( najpierw spowiedź generalna oczywiście).

Sill, nie może iść do spowiedzi. Nie otrzyma rozgrzeszenia teraz.
 
     
Agnieszka
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-03, 12:04   

Stanowczo protestuję w imieniu Jezusa rzucać potępiających słów . Macius jakim prawem to robisz ??

Znasz przypowieść i jawnogrzesznicy i słowa Pana "nikt cie nie potępił i ja cię nie potępiam"

Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego:

«Nauczycielu, tę kobietę dopiero pochwycono na cudzołóstwie.

W Prawie Mojżesz nakazałnam takie kamienować. A Ty co mówisz?»

Mówili to wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć. Lecz Jezus nachyliwszy się pisał palcem po ziemi.

A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień».

I powtórnie nachyliwszy się pisał na ziemi.

Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na œrodku.

Wówczas Jezus podniósłszy się rzekł do niej: «Kobieto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?»

A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. - IdŸ, a od tej chwili już nie grzesz!».



Co to za słowa i rozliczanie czy była u spowiedzi itd...Co to rozniecanie poczucia winy. Uczeń Chrystusa tak nie robi. Dajcie Jej usłyszeć i poczuć miłość Jezusa , a reszta będzie konsekwencją tej miłości.


Sill witaj serdecznie , nawet nie wiesz jak się cieszę , że tu jesteś. To naprawdę cud, który będzie miał swój happy end.

Piszesz , że nie wiesz czemu myślisz ostatnio o Bogu. To Jezus nas wybiera , nie odwrotnie. On Cię woła po imieniu , jesteś dla niego bezcenna .Odpowiedz na tę miłość A a już nigdy nie będziesz pragnąć. Ta miłość wypełnia całego człowieka i nie da się z niczym innym porównać . Jezus mówi do Ciebie " Oto stoję u drzwi i kołaczę Oto stoję u drzwi i kołaczę......

Oto stoję u drzwi i kołaczę.

Jeśli kto posłyszy mój głos

I drzwi otworzy,

Wejdę do niego

I będę z nim wieczerzał

A on ze mną.

Kochana Sill , Pan wysłuchał modlitw o Ciebie , otwórz mu drzwi
 
     
Macius
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-03, 12:46   

Agnieszka napisał/a:
Stanowczo protestuję w imieniu Jezusa rzucać potępiających słów . Macius jakim prawem to robisz ??

Nie widzę w tym co napisałem potępienia i nie taka była moja intencja, może faktycznie trochę to autorytarnie zabrzmialo co napisałem... Zapytałem o parę konkretów po prostu, o takie rzeczy które służą wzmacnianiu tego, co Sill określiła jako 'myślenie o życiu w kontekście Boga'. Może jako facet jestem po prostu bardziej konkretny i takich konkretow szukałem?

We mnie początkowe posty Sill wzbudziły nieufność... a teraz sam nie wiem, nie wypowiadam się już w tym wątku... w każdym razie dobrze jej i jej dziecku życzę. Faktycznie wygląda to na jakiś punkt zwrotny. Jeśli tak, to dopiero początek długiej drogi.
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-03, 13:05   

Maćku, nie wyczułam chęci potępienia.
Przecież Ty również jesteś w trudnej sytuacji i widać, że chcesz dobrze (masz dobre intencje). Nie zawsze wychodzi dobrze nawet jakby się chciało, aby wychodziło zawsze.
Mamy nasze projekcje i nieuświadomione urazy - tak było, i jest, i miejmy nadzieję kiedyś nie będzie. :-D
Maćku, jest ok. Możesz nadal się wypowiadać! Jak najbardziej wskazane.
Pozdrawiam.
Z Panem Bogiem!
 
     
Agnieszka
[Usunięty]

Wysłany: 2008-12-03, 13:17   

Macius , ok , ok . Faceci myśla i reaguja trochę inaczej niż kobiet to fakt. Biorę na to poprawkę. :-> Ale wiesz ja tak reaguję bo kiedyś na forum pojawił się chłopak , który żył grzesznie i szukał drogi. Ja mu na dzień dobry pojechałam z przykazaniami i wypunktowaniem grzechów. Bardzo często głosimy ewangelię grzechu , a nie miłości. Jezus głosił ewangelię miłości. Ewangelia była dla grzeszników , a nie dla sprawiedliwych bo przecież jak mówi Pismo "nie potrzebuja lekarza zdrowi".

Ten chłopak poszedł sobie i często zastanawiam się co się z Nim stało.....
Gdybym ogłosiła mu ewangelię miłości....
Mówisz o tych wskazówkach dla Sill jako kontekście Jej szukania/myślenia o Bogu . Nie mają sensu sakramenty bez wiary. One zawsze powinny iść za decyzja serca o nawróceniu . Bo inaczej mogą stać się tylko wypełnieniem pewnego prawa. Tu przychodzi mi na mysl historia Niikodema , namiestnika żydowskiego , któty był dobry, który żył religijnie, ale brakowało mu tej najważniejszej cząstki - zaufania Jezusowi.

Nawrócenia i nowonarodzenia z Ducha potrzebowała tak samo grzeszna samarytanka z miasteczka Sychar jak i Nikodem .

Jeżeli moje napomnienie było ostre to Cię przepraszam , ale fajnie uczyc się na cudzych błędach.

A tu wspaniałe kazanie Sługi Bożego ks. Blachnickiego apropos takich sytuacji

http://www.blachnicki.oaz...grzesznica.html

[ Dodano: 2008-12-03, 14:44 ]
Drogi bracie i siostro , niezależnie czy jesteś grzeszna samarytanką czy religijnym Nikodemem tylko bezgraniczne zaufanie Jezusowi da nam biblijne spełnienie obietnic Bożych.

Jeżeli jeszcze w swoim życiu nie ogłosiłeś , że Jezus jest Twoim jedynym Panem i Zbawicielem to proszę uczyń to teraz . Mozesz pomodlić się tą lub podobna modlitwą


Panie, Ty znasz moje serce. Nic nie jest przed Tobą zakryte. Ty znasz moje grzechy i moją niewierność, wątpliwości i cierpienia. Panie, chcę dzisiaj na nowo zawierzyć Twojej miłości. Oddaję Ci wszystko: moje grzechy, niepokój, wątpliwości, to co mnie przygniata i odbiera mi radość, bo to tylko jest naprawdę moje. Wszystko składam w Twoje ręce, uznaję, że jesteś moim Panem, że jesteś moim Lekarzem i Zbawcą. Usuń z mojego serca wszelki cień braku zaufania, wątpliwości. Ześlij w moje serce Ducha Twojego. Niech ten Duch zbliży mnie do Ciebie. Przyjmij, o Panie, dzisiaj na nowo moje zawierzenie. Bądź moim Panem i Zbawicielem. Amen.

." Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz. Albowiem sercem wierzy się ku usprawiedliwieniu, a ustami wyznaje się ku zbawieniu. Powiada bowiem Pismo: Każdy, kto w niego wierzy, nie będzie zawstydzony". Rzym. 10,9-11
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 8