Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Skąd wziąć siły i wygrać kolejną bitwę o miłość mojego życia
Autor Wiadomość
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-24, 09:21   

elzd1 napisał/a:
rmaciej napisał/a:
boje się wejść do domu Pańskiego - nie jestem godny aby tam być

Hej, Macieju, to już grzech pychy. Każdy jest godny, o ile zechce stanąc przed Krzyżem, mówiąc " Panie, nie jestem godzien....ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja" (por. Mt 8,8).
Jezus odkupił i Ciebie i mnie i łotra na Golgocie

Tak, to prawda.
Macieju, nie czujesz się godny...

przeczytaj cytat o kenozie (mniej kolorowy niż w innym miejscu forum...)

"Wiara pozwoli ci zobaczyć, że twoje ręce i usta, które przyjmują Jezusa, są zawsze brudne - zawsze, również wtedy, gdy jesteś w stanie łaski uświęcającej, bo grzesznikiem jesteś zawsze, a ręce i usta grzesznika pozostają zawsze niegodne, i w tym sensie brudne. Przecież przyjmujesz Jezusa ustami, które potrafią zabijać słowem, przecież twoje słowa nieraz zamiast błogosławić ranią, są źródłem zła i nieszczęścia. I oto te grzeszne usta stykają się z najwyższą świętością Boga. Poznasz wtedy tajemnicę tego, co teologia określa słowem kenoza (od greckiego kenosis - wyniszczanie się). Eucharystia jest kenozą, czyli wyniszczaniem się Boga-Człowieka, ponieważ Jego największa świętość styka się z twoją grzesznością i twoją niegodnością. To jednak nie znaczy, że masz unikać Eucharystii, przecież będziesz tym bardziej godny, im będziesz częściej do Niej przystępował. Jezus z miłością czeka na ciebie, On chce przychodzić, aby ciebie przemieniać, by cię uświęcać, byś stawał się coraz bardziej godnym Jego przyjścia. Święty Jan Apostoł powiedział: "Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy" (1 J 1, 8). Wszyscy jesteśmy grzesznikami i wszyscy jesteśmy niegodni, aby przyjmować Jezusa. Pomyśl, twoje usta są brudne, ale ty powinieneś oczekiwać, że Eucharystia będzie ten brud, ten trąd grzechu, trąd egoizmu usuwała z twoich ust, z twojego serca i twojej duszy. Jezus tak bardzo tego pragnie, że chce, by dokonywało się to nawet za cenę Jego tak wielkiego wyniszczenia, za cenę Jego kenozy. To w świetle wiary zobaczysz, w jak wielkim stopniu Eucharystia jest wyniszczaniem się Chrystusa. On ogołaca się i wyniszcza już przez sam fakt, że ukrywa swój majestat i swoje człowieczeństwo pod postacią kawałka materii - chleba i wina. Ogołaca się z należnej Mu czci i hołdu. A kiedy do Niego przychodzisz z grzeszną dłonią, z grzesznymi ustami i grzesznym sercem, to jest dalszą dla Niego kenozą."
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-24, 17:19   

Elżbieta?? czy Ty musisz cytatami? Nie masz własnych doświadczeń?
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-24, 22:49   

Obawiam się, że piękniej nie ujęłoby - Kenozy Chrystusa - moje marne pisanie..
 
     
nałóg
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-25, 09:19   

Elzbieto............ a tak od siebie nie byłoby pięknie? Po Twojemu?? Czy modlitwa musi byc "klepaniem " formułek?nawet wzniosłych i pięknych ale to tylko plagiat,powtórka,kopia................. a tak od serca,ale własnego?????????
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-25, 11:07   

rmacieju!

Już wiele przeczytałeś...wiele się dowiedziałeś...ale wiele jest ...ale...
Może właśnie te ale...swoje ale....Zapewne chciałbyś harmonii, szczęścia, powodzenia we wszystkim , spełnienia marzeń, udanego życia...jak większosc ludzi... Chciałbyś może dac z siebie wszystko co najlepsze...Tylko jest pewna różnica między "ja idealnym" , a "ja realnym".
Żeby chciec zmierzac do zmian zaczyna się odkrywac swoje realne szanse...swoje nie tylko ułomności ale i zalety. Nie znajdziemy bez wzorca. Człowiek ma jakby wtopioną w swoją tożsamośc pragnienie stawania się miłoscią ( nie chodzi o to ,że chce byc kochany i kochac...to jakby za mało...) Bóg jest Miłoscią i ona jest wzorcem.

Możesz budowac w dalszym ciągu po swojemu...masz wybór
Jeden z Psalmów mówi ,ze domu bez Boga się nie zbuduje...

Lęki i obawy jakie się tłoczą są czymś naturalnym...Ty również je masz...Mógłbyś sobie wyobrazic, że w życiu można wyzbyc sie tych leków...obaw...?
Modlitwa jest tutaj czymś bardzo indywidualnym...Czy chodzi w niej o słowa? Czy chodzi o wypowiedzenie niezrozumiałych słów? Czego pragniesz daj w modlitwie...a pragniesz miłowania...Twoje relacje z Bogiem...sam je znasz...rozważasz...oceniasz...może zbyteczne te oceny i przymiarki do Boga do siebie samego? Niedawno w czytaniach na Mszy słyszeliśmy..." Jestem ponad waszymi myślami, a drogi moje sa ponad waszymi drogami", tak mówił Pan Bóg. Wobec tego , czy nasze działanie i myślenie często nie odbiega od logiki Bożej?
rmacieju...
Pozwól się tylko nieśc cały ...z całym bagażem...jaki masz w sobie Chrystusowi...
A dalej to sam odkryjesz jak byc ,jak życ, jak modlic się, jak poukładac życie małżenskie i zawodowe, w szczególności najbardziej potrzebne człowiekowi odpowiedzi również uzyskasz...kim jesteś i dokąd zmierzasz...Chciałabym żebyś odkrywał to z Chrystusem.
Myślę sobie ,że Twoje życie , małżeństwo ma szanse na coś znacznie lepszego... I Ty i małżonka macie do odkrycia w sobie coś realnie pięknego.
Zyczę Wam znalezienia skarbu ukrytego w Was samych...Moze pora...troski dnia codziennego odstawic ...może pora na coś innego....Zapewne wiesz lepiej...
Pozdrawiam serdecznie :)
 
     
rmaciej
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-25, 16:23   

Tak, patrzyłem - bardzo ładnie zrobiona - niektóre rzeczy mnie wzruszyły , niektóre zaś nie przyciągnęły.

Widzicie , ja ciągle szukam nadziei i siły do walki - ale nie widzę szansy że wzmocnię się jeśli wpadnę w skrajną religijność. Są rzeczy w doktrynie kościoła z którymi się nie zgadzam. może tez to jest powód moich trudności. Choć czuje obecność siły nadprzyrodzonej - chociażby patrząc na cud natury - wiem , że ja jestem tylko małym pyłkiem i nie sądzę, aby ktoś był zainteresowany aby mógł powstać. kiedyś spotkałem się z powiedzeniem - Bóg pomaga tym co sobie pomagają i to prawda - bez naszej woli, chęci i akceptacji nic się nie zmieni. Ja teraz obserwując siebie - ciągle jestem rozżalony na to co się wydarzyło i nawet nie umiem walczyć - bo walcząc - czynię to rozdrapuje moją gorycz i ból i z prób pojednania wychodzą scysje. Wczoraj dopiero jedna miła osoba uświadomiła mi, że powinienem walczyć dobrem, cierpliwością i przebaczeniem i tu proszę was , jeśli to możliwe - odmówcie "zdrowaśkę" za mnie - żeby dostał sił optymizmu i wiary we wszystko co dobre i potrafił to wszystko zrobić.
Będę wtedy lepszym człowiekiem dla siebie i innych.
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-25, 16:45   

sofia napisał/a:
Czy zagladłeś na stronę www.szukajacboga.pl , która poleciła Ci Agnicha.
WARTO........

Na tej stronie nie ma mic o Jezusie Eucharystycznym, o Matce Bożej...
Dlatego ludzie smutnieją.
Potrzebujemy Matki. Mamy Matkę.
Tam jest napisane "wystarczy modlitwa".
Nie, modlitwa nie wystarczy.
Dlatego ludzie smutnieją, tracą nadzieję.

Czytając tę stronę nie ma wskazówki w stronę Eucharystii - Chrystusa Obecnego na Ziemi.
Dlatego ludzie są smutni, bo nie odnaleźli Jego Obecnego w Chlebie Żywym.

Jezus żyje na Ziemi, w Eucharystii.
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-26, 08:45   

rmaciej napisał/a:
Tak, patrzyłem - bardzo ładnie zrobiona - niektóre rzeczy mnie wzruszyły , niektóre zaś nie przyciągnęły.

Widzicie , ja ciągle szukam nadziei i siły do walki - ale nie widzę szansy że wzmocnię się jeśli wpadnę w skrajną religijność. Są rzeczy w doktrynie kościoła z którymi się nie zgadzam. może tez to jest powód moich trudności. Choć czuje obecność siły nadprzyrodzonej - chociażby patrząc na cud natury - wiem , że ja jestem tylko małym pyłkiem i nie sądzę, aby ktoś był zainteresowany aby mógł powstać. kiedyś spotkałem się z powiedzeniem - Bóg pomaga tym co sobie pomagają i to prawda - bez naszej woli, chęci i akceptacji nic się nie zmieni. Ja teraz obserwując siebie - ciągle jestem rozżalony na to co się wydarzyło i nawet nie umiem walczyć - bo walcząc - czynię to rozdrapuje moją gorycz i ból i z prób pojednania wychodzą scysje. Wczoraj dopiero jedna miła osoba uświadomiła mi, że powinienem walczyć dobrem, cierpliwością i przebaczeniem i tu proszę was , jeśli to możliwe - odmówcie "zdrowaśkę" za mnie - żeby dostał sił optymizmu i wiary we wszystko co dobre i potrafił to wszystko zrobić.
Będę wtedy lepszym człowiekiem dla siebie i innych.


Powierzchowne spojrzenie może wyrabiac opinię skrajnej religijności. Boża logika, Boże myślenie nie jest skarnością dla człowieka, ale harmonią duszy , ciała, umysłu. Wszelkie wątpliwości jakie masz...( czyli bariera o jakiej wspominasz ) można rozwiac, wyjaśnic , wyklarowac...w konfesjonale, albo poza jak Ci wygodniej pytajac u źródła, mówiąc o tym...
Kto pyta nie błądzi i nie jest w tym samym miejscu, ale stawia krok do przodu...
Pozdrawiam serdecznie :)
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-26, 12:06   

Witaj Macieju...pozwól że na poczatek posłużę sie kilkoma cytatami z Twoich wypowiedzi...

Od Boga niestety odszedłem już kilka lat wstecz - nieraz bardzo bym chciał móc sie pomodlić - ale ciężko to przychodzi - po tym co zrobiłem .... - wiem , że On wybacza. Ja wierzę że Jest , jest dobry i miłościwy - ale tak naprawdę to ja nie mogę wybaczyć sobie...

w moim przypadku najgorsze jest to , że chyba nie potrafię się polecić, zaufać. poświęcić się modlitwie o to aby moje małżeństwo przetrwało i rozkwitło. Powiem szczerze - boje się wejść do domu Pańskiego - nie jestem godny aby tam być - bo nie potrafiąc do końca uwierzyć - pewnie nic dlatego nie zdziałam. Dlaczego my chrześcijanie widzimy w cierpieniu wyróżnienie.

Bóg pomaga tym co sobie pomagają i to prawda - bez naszej woli, chęci i akceptacji nic się nie zmieni. Ja teraz obserwując siebie - ciągle jestem rozżalony na to co się wydarzyło i nawet nie umiem walczyć - bo walcząc - czynię to rozdrapuje moją gorycz i ból i z prób pojednania wychodzą scysje.

Jesteś chrześcijaninem, wierzysz w Bożą moc, wiesz że wybacza i pomaga tym ktorzy tego chcą.
Macieju...Ty dużo wiesz,duzo już zauważyłeś....więc skoro tyle wiesz i widzisz....dlaczego nie chcesz sobie pomóc?
Bóg ......tylko On jest bezgrzeszny..... Ty, ja,my wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i grzech jest wpisany w naszą naturę.
Bog jest wszechmocny i miłosierny....dał nam szanse na opamietanie, na wyznanie grzechu,na przyznanie sie i uznanie faktu że jesteśmy grzesznikami.Kto uważa że nim nie jest.....jest oszustem. Ty nim nie jesteś, masz świadomość.... więc zrób z niej pożytek.
Nie odmawiaj sobie przebaczenia jak i Bóg Ci nie odmawia...nie rezygnuj z Jego opieki i pomocy.
Cóż to znaczy ...nie jestem godny...?
Czy Ty sadzisz,że Bóg klasyfikuje ludzi na dobrych i złych, na lepszych czy gorszych, dzieli łaską wedle kryteriów.NIE!!! Traktuje i rozdaje wszystkim po równo, pod jednym warunkiem...że się do niego zwrócimy.
Masz szansę na pozbycie sie lęku,rozdrażnienia, poczucia winy....masz szanse na odzyskanie pokoju.
Spokój i cisza w sercu pomoga Ci inaczej spojrzeć na sytuacje,wyciągnąc nowe wnioski, zaprzestać walki która tylko rozdrapuje rany, sprawia dodatkowy ból i niweczy pojednanie.Masz szansę na nowe, inne i skuteczniejsze rozwiązania.

Macieju...jesteś świadomym człowiekiem, wykorzystaj więc swoją wiedzę ,spostrzeżenia.... i idź !!!
Zacznij od modlitwy, rozmowy...tak jak potrafisz....a potrafisz chyba mówić prawda?
Skorzystaj z sakramentu pokuty i przyjmij Boże przebaczenie.
Nie zniechęcaj się trudnościami, chwilowymi niepowodzeniami, bo nic nie jest łatwe i proste, i nic nie dzieje się na zawołanie.

Elżbieto...czy Twoim zdaniem strona jaką podała Agnicha jest nie warta przejrzenia?
Dlaczego?....bo za kolorowa?...bo na górze pisze....wystarczy modlitwa?
Sama w innym poście napisałaś/pytałaś....czy do każdego serca dotrze, zwłaszcza zranionego...chodziło o wiersz znacznie prościejszy niz niejeden mądry, teologiczny cytat.
Myślę,ze tak samo jak dziecko uczy się stawiania pierwszych krokow, jak zaczyna naukę od obrazkow...tak i Maciej, który kilka lat wcześniej zagubił Boga musi na nowo, małymi kroczkami Go odnaleźć.
 
     
sofia
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-26, 12:13   

Lenko ...
pięknie to napisałaś - prosto i zrozumiale ,
Pozdrawiam

Zaufajmy Bogu
 
     
rmaciej
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-28, 16:59   

Czytam wasze listy - jedne mnie cieszą , jednych nie rozumiem. Byłem dzisiaj na mszy św. ale nie pobyłem długo - nie mogłem znaleźć ducha tej modlitwy... od pewnego czasu zacząłem próbować się modlić o pomoc, o to żebym nie był tak doświadczany - żebym potrafił pogodzić się lub to zwyciężyć.
Niestety nie zmienię tego , że moja żona chce odejść , że twierdzi , że mówi , że uczucie wygasło, że zawiodła się i że nie czuje bezpieczeństwa w moim towarzystwie. Wiem , że zabrzmi to w takim forum jak bluźnierstwo ale po prostu odechciewa mi się żyć. Niestety ciągle nie potrafię uwierzyć , że Bóg potrafi i chce mi pomóc - jestem ciągle jak w amoku - szamoczę się szukając sposobu na odzyskanie mojej ukochanej. Pewnie nieraz nawet ją krzywdzę swoją nachalnością, ale nie potrafię inaczej reagować - to mocniejsze ode mnie. Chyba nie ma dla mnie ratunku , nie potrafię już uwierzyć , że się uda - po prostu nie potrafię - tylko dlaczego ciągle walczę ? Czy na tym forum są osoby którym się udało posklejać swoje małżeństwa ? Byłem tydzień na wyjeździe poza granicą z przyjaciółmi - nie potrafiłem zapomnieć. Pewnie pisze te posty też po to aby gdzieś się wygadać - to mnie ciągle tak mocno boli że chciałbym cały czas o tym mówić i żeby to coś zmieniło. Ile można walczyć o utraconą miłość małżonka ? miesiąc, rok kto daje temu radę ? nie o powrót ale o powrót miłości. Komuś się to udało czy w życiu po prostu tak jest , że ludzie przestają kochać i porzucają.
Ile trzeba modlitwy i starań aby się udało i jak to zrobić ?

Jest coraz gorzej.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-28, 19:19   

Rmacieju. To już postęp, przestąpiłeś drzwi kościoła. Wyszedłeś, ale następnym razem może zostaniesz dłużej?
Wiesz, nie od razu przychodzi dar, jakim jest pokój ducha, ja zmagam się z tym od kilku lat bardzo intensywnie, przedtem też co prawda chadzaliśmy razem regularnie do kościoła, ale nie czułam "ducha modlitwy", jak to napisałeś. O co się modlić, pytasz.
To już Ty sam masz odkryć, nikt Ci nie powie, jakie masz pragnienia w sercu. czy o powrót miłości, czy o pokój w sercu i pogodzenie się z tym, że jesteś sam? Któż z nas to może wiedzieć? Pewnie o jedno i drugie, i jeszcze, jak napisałeś, żebyś umiał się pogodzić.
A niby jakie masz wyjście, trzeba się pogodzić bo nie zmienisz decyzji żony.
Wiesz, za kilka miesięcy my obchodzilibyśmy trzydziestą rocznicę ślubu. A od kilku dni jesteśmy po rozwodzie, wbrew mojej woli, wbrew moim chęciom, pewnie wbrew planom Pana Boga, bo nie tak miało się potoczyć.
Czy ja się pogodziłam z obecnym stanem, nie wiem, chyba nie. Ale uznałam, że Pan ma dla mnie "wyjście awaryjne", na razie jestem wciąż na etapie przyzwyczajania się do sytuacji, przyzwyczajam się już ponad trzy lata.
Wszyscy mi radzą żeby się modlić, nawet wbrew sobie. I robię to, czasami. Nawet zwykłe "Ojcze nasz" przychodzi mi z trudnością, bywa, że mówię wyuczone formułki i to wszystko. A jak jest szczególnie trudno, wtedy nawet tę modlitwę czytam słowo po słowie, bardzo powoli, wpatrując się w zdania z książeczki.
Pytasz "ile można walczyć... kto temu da radę?".
Ano nie walczyć, bo walka to kolejne rany, kolejne cierpienia, walka to agresja.
Trwać, czekać, prosić Pana, tylko prosić mądrze, najlepiej niech On sam wybierze, co dla nas najlepsze.
A kto to wytrzyma?
Ty wytrzymasz, tak samo jak ja wytrzymuję, jak wytrzymują inni znani mi i nieznani. Bo człowiek jest silnielszy niż mu się wydaje, zniesie więcej niż myśli. Bóg nas wspiera, daje siły. Bo bez Niego cóż byśmy mogli? Nic by się nie dało wytrzymać.
Przyjdzie czas, gdy usłyszysz jedno zdanie, jedno kazanie, i wtedy ono dotrze do Twojego serca, wtedy zaczniesz szukać prawdziwego Boga, nie zaś swojego wyobrażenia o Nim.
Trzymaj się.
 
     
rmaciej
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-13, 22:50   

Życie biegnie dalej i .. nic się nie zmienia. może tylko , że ja nie widząc nadziei zacząłem sie modlić - błagać - bo ja nie widzę już drogi. Podpowiedzi typu daj czas - jaki czas i jak długo, pewnie i tak już nic nie uratuje. nadziei brak bo nic się nie zmienia - zapytałem na forum czy jest tutaj ktoś komu się udało wyjść z takiego kryzysu - zero odpowiedzi. Nooo to trzeba byc nie lada optymistą aby się podnieść z takich zdarzeń. Właściwie nie wiem na co liczyłem - musiałem tylko chyba gdzieś opisać mój ból. Nie, nie mam do nikogo żalu, po prostu nie wiem czego się spodziewałem - ja pewnie nie chcę przyjąć w moim stanie żadnej nadziei. Nie mam pretensji do nikogo. Muszę zaakceptować to co nieuchronne. Mimo , że modlę sie codziennie i staram sie polecić Bogu moje troski - nie moge uwierzyć ciągle , że jest ktoś kto mi pomoże. Bóg pomaga tylko tym co sobie pomagają - ja na razie tego nie potrafię...
 
     
lena
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-13, 23:36   

Macieju...udało sie....udało sie mnie, udało El, udało jeszcze innym.
El szczęsliwa , ja ciesze sie tym co mam, a mam wiele w porównaniu z zeszłym rokiem....i mam nadzieje na więcej i jeszcze lepiej....ot pazerna taka jestem.
Moj mąz "krzywdziciel"stanął w prawdzie sam z sobą....nie , nie od razu....potrzebowała wielu lat na to, ale w koncu stało się.Wiele dokonał, wiele zmienił, a w sobote razem pojechalismy do Częstochowy. Przeszedł sam siebie, stanął przed tymi ludźmi twarza w twarz,ujawnił się ......udowodnił,że można.....że mozna wyjśc z bagna, że mozna sie zmienić.
Odzyskał swoja godnośc i ..... moje zaufanie.Tak ....chyba jestem w stanie już zaufac.
Sama nie wierze że to mówie.
Widać można.

Zycie biegnie dalej i wciąż sie zmienia, ale nikt niczego za nas nie załatwi...niestety.
Nikt z nas nie leżał do gory brzuchem, choc niektore wypowiedzi na to wlasnie mogly wskazywac.
Nikt macieju!
Chcesz zmian zacznij od siebie....z nadzieja ale nie oczekiwaniem.
Niestety macieju....czas,ktorego tak nie znosisz....a on stale ucieka.

Właściwie nie wiem na co liczyłem - musiałem tylko chyba gdzieś opisać mój ból. Nie, nie mam do nikogo żalu, po prostu nie wiem czego się spodziewałem - ja pewnie nie chcę przyjąć w moim stanie żadnej nadziei. Nie mam pretensji do nikogo. Muszę zaakceptować to co nieuchronne. Mimo , że modlę sie codziennie i staram sie polecić Bogu moje troski - nie moge uwierzyć ciągle , że jest ktoś kto mi pomoże. Bóg pomaga tylko tym co sobie pomagają - ja na razie tego nie potrafię...

no własnie macieju....na co liczyłes?....że cos stanie sie bez twojego udziału?
Już, dzis, za miesiąc?
Dobrze ,ze nie masz do nikogo pretensji, dobrze że się modlisz, ale niedobrze ze liczysz na kogoś....z nas.
Twoje życie w Twoich rękach., a z Boża pomocą wiele możesz zdziałac
 
     
NORBERT
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-14, 07:38   

Macieju El sie udało,Lenie sie udało ..i wielu innym...tak bo razem tego chcieli..razem podjeli oczyszczanie i zabieganie o szcunek swego związku...jezeli ci pomoże ..to masz piszącego do ciebie faceta jaki jest w tym samym miejscu co ty ..mimo że ja pokajałem sie za wszystkie moje złe uczynki,mimo ze wiele zrozumiałem,rozpoczołem juz intensywną pracę nad sobą....nadal mam kłopoty ze zrozumieniem ..słowa czas..czas i to jest przyczyną wciąż popełnianych błędów...mając nadzieję że separacja w jakiej obecnie się znajdujemy..otworzy nam oczy na tyle szeroko ze po wszystkich złych rzeczach jakie sie wydarzyły...wyciągniemy nauki by ratowac nasz związek.
Na dzien dzisiejszy ja przynajmniej jestem w stanie głosno powiedziec zresztą nieraz na tym forum napisałem o moim zrozumieniu tego co spaprałem,tego co w sobie mam zmienic,tego jaki winien byc partner-nie błądze wciąż w poczuciu fantazji że to ja mam byc biedny,skrzywdzony-taki stan czułem na początku,zanim przyszło pełne zrozumienie...
teraz jedynie co czuje to smutek i pustkę,brak osoby jaką naraziłem na to wszystko z mojej sytrony.Wiem jedno chce budowac siebie,zmieniać wszystko co było złe a tym i miec nadzieje na odbudowaniego mego związku...ale ..własnie ale przychodzi taka chwila że druga strona jest tym juz niezainteresowana..i wtedy twoje prośby,próby kontaktu,nadopiekuńczość ,miłe słowa,gesty,rozmowy sa odbierane jako nowe ataki....co zrobić odsunąc się na bok dać ten czas...choc to nieraz problem,niecierpliwość i bardzo trudno to przychodzi...ale bez
jednego najważniejszego szcegółu tego że druga strona przestanie czuć wciąż to uczucie ofiry,skrzywdzenia scalanie związku jest niemozliwe......to sa moje odczucia
jak one znajdują sie w twoim swiecie pomyśl....
kiedys lena napisała w swojej wypowiedzi do jakiegoś postu...czas ,ale czas można przyspieszyc a to zalezy tylko od nas samych....własnie ja sie nadal jeszcze potykam choc tyle we mnie nauki i zrozumienia nadal popełniam błędy..lecz teraz juz potrafię sie uczyć na tych błędach..i myslę ze o to chodzi
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8