Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
MĘŻCZYZNA I KOBIETA - dwa sposoby - cz.2
Autor Wiadomość
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2008-09-05, 10:23   MĘŻCZYZNA I KOBIETA - dwa sposoby - cz.2

Mężczyzna i kobieta - dwa sposoby bycia człowiekiem
podstawowa różnica między mężczyzną a kobietą

źródło: www.szansaspotkania.net

CZĘŚĆ II

Różnice społeczne

Istotne różnice między kobietami a mężczyznami odnotowujemy także w sferze społecznej. Wydaje mi się, że najważniejsza odmienność polega na tym, iż w życiu społecznym kobiety są z reguły bardziej zainteresowane konkretnymi ludźmi, ich losami oraz nawiązaniem osobistych kontaktów z nimi. Z kolei mężczyźni interesują się bardziej grupami społecznymi i możliwością oddziaływania na całe środowiska. Typową konsekwencją tych tendencji jest częstsze działanie kobiet na rzecz konkretnych osób (np. wychowanie dzieci, opieka nad ludźmi starszymi czy chorymi). Natomiast mężczyźni są bardziej skłonni zajmować się zjawiskami dotyczącymi polityki, ekonomii, kultury i innych dziedzin życia społecznego. Sygnalizowana tutaj odmienność nastawień i wrażliwości prowadzi do odmienności funkcji społecznych, typowych dla danej płci. Kobiety zdecydowanie częściej niż mężczyźni pełnią te funkcje, które wiążą się z indywidualnymi kontaktami międzyludzkimi. Więcej więc czasu spędzają w domu, są częściej nauczycielkami, pracownicami służby zdrowia, opieki społecznej itd. Tymczasem mężczyźni — zgodnie z ich predyspozycją — pełnią raczej te funkcje, które wiążą się z ogólną organizacją życia politycznego i społeczno-ekonomicznego, z opracowywaniem globalnych programów i strategii działania. W konsekwencji zajmują częściej stanowiska, określane jako kierownicze.
Czasem taka sytuacja jest interpretowana jako wyraz dyskryminacji i braku równouprawnienia między płciami. Sądzę, że — jako ogólna tendencja — jest to raczej naturalny przejaw odmiennych tendencji i predyspozycji u obu płci niż wyraz dyskryminacji kobiet. Oczywiście zdarzają się konkretne sytuacje, gdzie zajmowanie kierowniczych stanowisk przez mężczyzn bywa rzeczywiście wynikiem dyskryminacji, ale ta nie ogranicza się przecież jedynie do dyskryminacji płci. W świecie współczesnym chyba dotkliwsza jest dyskryminacja związana z pochodzeniem, wyznawaną religią, światopoglądem, przynależnością polityczną itp. Sądzę, że w dojrzale zorganizowanym życiu społecznym nie powinno chodzić o to, by kobiety pełniły dokładnie te same funkcje co mężczyźni, lecz by miały podobną jak oni satysfakcję z wykonywanych zadań, odpowiednie wynagrodzenie materialne oraz uznanie dla ich specyficznego i niezastąpionego wkładu w życie społeczne. Dobrymi krokami w tym kierunku jest coraz większe uznanie i szacunek dla „kobiecych” funkcji społecznych, a także bliskie już realizacji plany (np. w niektórych krajach Unii Europejskiej), by wprowadzić pensje dla kobiet, które nie podejmują pracy zawodowej, lecz zajmują się domem i wychowaniem dzieci.
Kobiety i mężczyźni różnią się nie tylko predyspozycjami i rolami społecznymi, ale także odmiennym stylem zachowania. Można to dosyć łatwo zaobserwować już u małych dzieci. Dziewczęta z reguły bardziej niż chłopcy są posłuszne, skłonne do współpracy i podporządkowania się innym, do zaakceptowania stawianych im wymagań, do zrezygnowania z własnych planów czy potrzeb. Tymczasem chłopcy są bardziej aktywni, skłonni do indywidualizmu, do kierowania się głównie własnymi planami i pomysłami. Ponadto znacznie częściej niż dziewczęta przejawiają agresywność i bunt. Ta odmienność zachowań ma dwie główne przyczyny. Po pierwsze, dziewczęta i kobiety są bardziej uwrażliwione na troskę o dobre relacje z innymi ludźmi, stąd większa skłonność do współpracy, do podporządkowania się i posłuszeństwa. Tymczasem chłopcy i mężczyźni bardziej skoncentrowani są na świecie rzeczy i na osiągnięciu własnych celów dlatego też większy u nich indywidualizm, większe trudności w nawiązywaniu głębszych kontaktów z nauczycielami i wychowawcami, a także skłonności do respektowania bardziej własnych zamierzeń niż oczekiwań ze strony innych. Po drugie, na zachowanie dzieci i młodzieży oddziałuje także odmienna struktura biologiczna, przede wszystkim hormonalna. Hormony męskie, zwłaszcza testosteron, prowadzi z natury do większej aktywności i agresywności. W organizmie mężczyzn jest go około 20 razy więcej niż w organizmie kobiet.
Można zatem powiedzieć, że nawet zachowania mają swoją płeć. Pewne zachowania okazują się typowe dla płci żeńskiej, a inne z kolei są charakterystyczne dla mężczyzn. Z analizy zachowań „męskich” i „żeńskich” wynika, że rodzice i nauczyciele oczekują od dzieci i młodzieży głównie zachowań typowych dla płci żeńskiej, a więc skłonności do posłuszeństwa, uległości, ciszy i skupienia, respektowania stawianych wymagań, pilnego wykonywania poleceń, poczucia współodpowiedzialności za rodzeństwo czy grupę szkolną. Chłopcom trudniej jest o takie zachowania i dlatego — zwłaszcza w szkole podstawowej i średniej — zwykle to dziewczęta mają lepsze stopnie z zachowania, nawiązują lepszy kontakt z wychowawcami, częściej niż chłopcy wyróżniają się w nauce i są stawiane innym jako wzór postępowania. Różnice w zachowaniu między chłopcami a dziewczętami stają się z reguły mniej widoczne dopiero w okresie studiów uniwersyteckich, gdzie zajęcia skoncentrowane są zdecydowanie bardziej na określonym zagadnieniu, niż na osobistej postawie wobec nauczyciela czy wychowawcy. Oceniając zachowanie chłopców i dziewcząt, a także kobiet i mężczyzn, trzeba więc uwzględniać wyżej opisane odmienności, gdyż w dużej mierze są one wrodzone i spontaniczne, a więc nie związane z jakością wychowania. Trzeba zwłaszcza pamiętać, że chłopców łatwiej jest skłonić do koncentracji uwagi, posłuszeństwa i zaangażowania się w jakąś pracę na zasadzie zainteresowania czy mądrej rywalizacji, niż w oparciu o nakaz czy osobistą więź z wychowawcą.
Marek Dziewiecki, Cielesność, płciowość, seksualność, Wydawnictwo Jedność


Różnice we wrażliwości moralnej, duchowej, religijnej

Różnice między kobietami a mężczyznami dotyczą także sfery moralnej i duchowej. Moralność to zdolność odróżniania tego, co służy rozwojowi człowieka od tego, co wyrządza mu krzywdę. Duchowość zaś to zdolność szukania odpowiedzi na najważniejsze dla człowieka pytania typu: Kim jestem Po co żyję Co jest dla mnie wartością, a co zagrożeniem. Jak powinienem postępować, aby być szczęśliwym W tak rozumianej sferze moralnej i duchowej różnice między mężczyznami a kobietami są na ogół znacznie mniejsze niż w pozostałych sferach. Prawidłowy rozwój prowadzi do sytuacji, w której te odmienności zacierają się. W sferze duchowej osoby obu płci jakby przekraczają własną płciowość, dotykając bezpośrednio tajemnicy bycia człowiekiem. W swej istocie duchowość jest niezależna od płciowości. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni mają bowiem dokładnie ten sam, czyli pełny udział w byciu człowiekiem, posiadają tę samą godność, ten sam sens życia i tę samą hierarchię wartości, Kobiety i mężczyźni stworzeni są na obrazi podobieństwo Boga i w jednakowym stopniu zostali zaproszeni przez Stwórcę do włączenia się w historię Jego miłości i prawdy. Z tego powodu w życiu kobiet i mężczyzn obowiązują te same wartości duchowe, te same normy moralne, te same kryteria postępowania: w miłości i prawdzie, w wierności i odpowiedzialności, w uczciwości i szlachetności.
Dojrzałość duchowa prowadzi więc kobiety i mężczyzn do odkrycia tych samych prawd o sobie i swoim powołaniu oraz tej samej miłości. Tej jedynej, bez której niespokojne i nienasycone pozostają nasze serca. Od strony treści nie powinny zatem występować istotne różnice między moralnością i duchowością męską a żeńską, gdyż nie ma oddzielnych norm postępowania, odmiennych wartości czy odmiennego sensu życia w odniesieniu do kobiet i mężczyzn. Dosyć łatwo natomiast zauważyć między kobietami a mężczyznami różnice we wrażliwości i otwartości na sferę moralną i duchową. Statystycznie rzecz biorąc wyraźnie większą wrażliwością wykazują się w tej dziedzinie kobiety.
Również ta tendencja nie jest zjawiskiem przypadkowym. Kobiety są przecież z natury bardziej uwrażliwione na świat osób, podczas gdy mężczyźni w większym stopniu nastawieni są na świat rzeczy. To właśnie kobiety na co dzień, zwykle od rana do wieczora, mają kontakt z ludźmi: ze współmałżonkiem, z dziećmi, z rodzicami, ze znajomymi i przyjaciółmi. To właśnie one bardzo osobiście przeżywają to, co dzieje się w życiu ich bliskich. One częściej niż mężczyźni stają w obliczu ludzkiego cierpienia, ludzkiej słabości, ludzkich dramatów i kryzysów życia. One częściej niż mężczyźni obserwują z bliska, często „od środka”, los człowieka, jego zmaganie się ze sobą i z tajemnicą życia. Zwykle to właśnie kobiety zajmują się wychowaniem dzieci w domu i w szkole, kontaktem z ludźmi chorymi, starszymi, zaburzonymi, bezradnymi. Wszystkie te doświadczenia jakby siłą rzeczy przywołują pytania o tajemnicę człowieka, o sens jego życia, o podstawowe wartości i zasady moralne, o naturę dojrzałej miłości. Dla mężczyzn nieraz przez wiele lat tego typu pytania jawią się jako pytania teoretyczne, wynikające raczej z wewnętrznej potrzeby szukania prawdy i rozumienia samego siebie niż z konkretnych potrzeb życiowych. Dla kobiet 54 to częściej pytania bardzo praktyczne, wynikające ze spotkań z określonymi ludźmi oraz z konieczności podejmowania ważnych i dramatycznych nieraz decyzji, zwłaszcza w życiu małżeńskim czy rodzinnym.
Większe uwrażliwienie kobiet na zasady moralne oraz na świat duchowy jest bardzo wyraźnie widoczne u dzieci i młodzieży. Chłopcy zwykle później niż dziewczęta zaczynają interesować się moralnością i sferą duchową. Zainteresowania chłopców w młodszych klasach szkoły podstawowej ograniczają się niemal wyłącznie do poznawania świata rzeczy i jego tajemnic. Najchętniej zajmują się sportem, komputerem, hobby. Tymczasem ich rówieśnice prowadzą już poważne rozmowy o tajemnicy człowieka i ludzkiego życia. Zastanawiają się nad własną przyszłością i powołaniem. Chętniej niż chłopcy czytają książki o ludzkich losach oraz piszą na ten temat wypracowania i wiersze. W konsekwencji dziewczęta i kobiety są z reguły nie tylko wrażliwsze, ale także bogatsze duchowo niż chłopcy i mężczyźni. Częściej i chętniej stawiają pytania o sens życia i tajemnicę człowieka oraz więcej czasu poświęcają na szukanie odpowiedzi. Tymczasem dla chłopców pierwszym motywem do troski o własną duchowość jest często dopiero jakieś bolesne czy zaskakujące przeżycie lub wydarzenie, które niemal przymusza do postawienia pytania o podstawowe wartości i zasady postępowania, godne człowieka i jego powołania. Nieraz punktem wyjścia w pogłębianiu sfery duchowej przez danego chłopca staje się jego bliższy kontakt z dziewczyną, dla której ta sfera jest już ważna i która oczekuje tego samego od swego partnera. Z tego właśnie względu dosyć często zwracają się do mnie nastoletnie dziewczęta prosząc, abym pomógł ich sympatiom w odkryciu czy pogłębieniu wrażliwości moralnej i sfery duchowej.
Ludzka duchowość, która rozświetla tajemnicę człowieka i jego życia, odsłania także tajemnicę i sens ludzkiej płciowości. Ne można skutecznie pomóc wychowankowi w ukształtowaniu w sobie dojrzałej postawy wobec własnej płciowości i seksualności, jeśli nie pomożemy mu rozwinąć w sobie bogatej i pogłębionej sfery duchowej. To właśnie brak sfery duchowej u wielu młodych ludzi powoduje, że obecnie tak wielu z nich patrzy powierzchownie, czy wręcz prymitywnie na własną seksualność: w oderwaniu od miłości i odpowiedzialności. Wielu też podporządkowuje się własnej seksualności i uzależnia się od niej. A to prowadzi do dramatycznych powikłań w życiu osobistym i wspólnotowym. Także w dziedzinie seksualnej nie ma wolności bez duchowości.
Różnice w przeżywaniu religijności
Religijność można określić jako osobistą przyjaźń z Bogiem. Istota dojrzałej religijności jest oczywiście taka sama dla obu płci. Tutaj nie powinno być zróżnicowania, tak jak nie powinno być zróżnicowania między mężczyznami i kobietami, gdy chodzi o istotę moralności czy duchowości. Mężczyźni i kobiety mają szansę odkryć ten sam sens życia i to samo powołanie (sfera duchowa), te same zasady odpowiedzialnego postępowania (sfera moralna) oraz są zaproszeni do tej samej więzi przyjaźni z Bogiem (sfera religijna). Dojrzała religijność, zarówno w odniesieniu do kobiet, jak i mężczyzn, oznacza więc to samo: odkrycie, że Bóg mnie kocha i że obdarza mnie prawdą, która wyzwala. Odpowiedzią jest kochanie Boga ponad wszystko i słuchanie Go bardziej niż ludzi i niż samego siebie. Podobnie jak w sferze duchowej, tak i w sferze religijnej kobiety i mężczyźni przekraczają swoją płciowość, odkrywając ostateczną prawdę o swoim człowieczeństwie: stają przed Bogiem i Stwórcą jako ci, którzy w Chrystusie pragną stać się nowym człowiekiem, wyzwolonym z grzechu i śmierci, aby żyć w świętości i wolności dzieci Bożych.
Mimo, że istota religijności jest identyczna zarówno w odniesieniu do kobiet, jak i mężczyzn, to jednak istnieją wyraźne różnice co do stopnia wrażliwości na ten wymiar ludzkiego życia. Kobiety z reguły są bardziej wrażliwe na sferę religijną i bardziej spontanicznie na nią otwarte. Nie jest to zaskoczeniem, jeśli pamiętamy, że kobiety z natury są bardziej wrażliwe od mężczyzn, gdy chodzi o świat osób i o kontakt z nimi. A istotą religijności jest przecież kontakt i przyjaźń z Bogiem osobowym. Nic więc dziwnego, że dziewczęta łatwiej i szybciej od chłopców uczą się modlić, częściej zadają pytania z dziedziny religijnej, są bardziej niż ich rówieśnicy zainteresowane katechezą, co widoczne jest zwłaszcza w przedszkolu iw młodszych klasach szkoły podstawowej. Kobiety i mężczyźni różnią się także dosyć wyraźnie sposobami przeżywania własnej religijności. Zwykle kobiety modlą się częściej i dłużej niż mężczyźni, regularniej uczestniczą w Eucharystii i w życiu sakramentalnym. Zdecydowanie więcej kobiet niż mężczyzn należy do ruchów i wspólnot religijnych. Chyba nie będzie dużym uproszczeniem twierdzenie, że mężczyźni dążą najpierw do tego, by Boga poznać i zrozumieć, a kobiety pragną się najpierw z Nim po prostu spotkać.
Ponadto kobiety mają tendencję, by doświadczać swojej religijności jako życia w stałej obecności Boga. Mężczyźni natomiast potrzebują z reguły pewnych warunków do spotkania z Bogiem: określonego miejsca (np. kościoła) i czasu (np. rano i wieczorem w ramach modlitwy). Ich kontakt z Bogiem jest więc nieco bardziej sformalizowany, związany ze specyficznymi okolicznościami. Zresztą podobnie przeżywają mężczyźni nie tylko swoją religijność, a więc kontakt z Bogiem, lecz także kontakt z ludźmi. Zwykle wiele godzin dziennie zajęci są aktywnością zawodową i działaniem w świecie rzeczy, po czym jakby „wracają” o określonej porze do świata ludzi i do więzi międzyludzkich.
Różnice między kobietami a mężczyznami dotyczą nie tylko stopnia wrażliwości religijnej i sposobu przeżywania kontaktu z Bogiem, lecz także znaczenia tego kontaktu w codziennym życiu. Kobiety zwykle są bardziej niż mężczyźni świadome, jak ważna jest dla nich stała więź z Bogiem oraz praktyki religijne. Częściej i łatwiej potrafią też mówić o tym do innych osób. Dziewczęta i kobiety, które wchodzą w pogłębiony kontakt z Bogiem, w sposób oczywisty i widoczny nawet z zewnątrz stają się silniejsze w życiu osobistymi zdecydowanie bardziej niezależne od ludzi. Niektórzy chłopcy wręcz złoszczą się oto, że dana dziewczyna przeżywa osobistą i żywą przyjaźń z Chrystusem. Szybko bowiem przekonują się, że taka dziewczyna nie poddaje się ich naciskom czy manipulacjom jak dziewczęta, które nie mają pogłębionego życia religijnego.
Kolejna różnica między płciami w odniesieniu do religijności polega na tym, że z reguły kobiety czują się bardziej od mężczyzn odpowiedzialne za wychowanie religijne swoich bliskich. Chodzi tu zwłaszcza o wychowanie religijne własnych dzieci, ale także o oddziaływanie na inne osoby w kręgu rodziny, przyjaciół czy znajomych. Zwykle to właśnie kobiety wprowadzają dzieci w świat modlitwy i spotkania z Panem Bogiem, rozmawiają z nimi o Bogu, czytają im Pismo święte, prowadzą do kościoła, odpowiadają na pytania z zakresu wiary i moralności. Ponad to kobiety częściej niż mężczyźni współpracują z księżmi, z siostrami zakonnymi i katechetami świeckimi w przygotowaniu dzieci do pierwszej Komunii świętej i do innych sakramentów. Znowu nie powinno to dziwić, gdyż to właśnie kobiety bardziej niż mężczyźni są „specjalistkami” od wprowadzania w świat spotkań i więzi międzyosobowych, a więc także w tajemnicę spotkania człowieka z Bogiem.
Marek Dziewiecki, Cielesność, płciowość, seksualność, Wydawnictwo Jedność
(Sychar posiada pisemną autoryzację tekstów ks.Marka Dziewieckiego)


Różnice psychoseksualne

Wiele młodych, zakochanych par sądzi, że ich miłość niemal automatycznie zapewni im oczekiwane szczęście. „Miodowy miesiąc” jest tylko zapowiedzią szczęścia przebywania ze sobą, które Bóg chce dać małżonkom. Zanim osiągną je na trwałe, ich miłość musi dojrzeć, musi się pogłębić, musi przejść próbę. Małżonkowie rozpoczynając wspólne życie wchodzą w nie z bagażem oczekiwań, nadziei, marzeń. Inność kochanej osoby fascynuje, urzeka, oczarowuje. Jednak po jakimś czasie ta sama inność staje się zarzewiem wielu nieporozumień i konfliktów. Różnice pomiędzy płciami są na tyle duże, że nieuświadomienie sobie ich istnienia i nieuwzględnianie w pożyciu małżeńskim bardzo utrudnia, a czasami wręcz uniemożliwia rozwój głębszej relacji miłosnej.
Już na samym początku miłości bardzo wyraźnie ujawniają się różnice między mężczyzną a kobietą. Kobieta odkrywa w sobie pragnienie bycia potrzebną. Szuka kogoś, komu będzie mogła okazać swą czułość. Dlatego działania seksualne odbiera jako wyraz głębokiego oddania uczuciowego ze strony mężczyzny. Mężczyzna natomiast rozumie miłość jako dawanie siebie przez działanie, aktywność. Nastawiony jest na bezpośrednie przeżycie seksualne1. Zaloty kobiety odczytuje jednoznacznie jako zaproszenie do aktywności seksualnej.
Dążenia mężczyzny do współżycia nie idą często w parze z uczuciowym nastawieniem kobiety. Gdy mężczyzna pragnie współżyć, kobieta może nie odczuwać akurat wtedy sprzyjających ku temu uczuć. Ona będzie jeszcze oczekiwała czułości, on jak najszybszego rozpoczęcia współżycia. Gdy mężczyzna będzie parł do podjęcia współżycia seksualnego kobieta będzie odwlekać tą decyzję.
Seksualność mężczyzny jest w odczuciu wielu małżeństw bardziej dynamiczna i niewyczerpana niż seksualność kobiety. Różnica ta ujawnia się szczególnie w pierwszych latach małżeństwa. dzieje się tak dlatego, że pobudliwość seksualna rozwija się odmiennie u obu płci. U młodej kobiety wrażliwość seksualna jest stosunkowo słaba, zaczyna wzrastać dopiero ok. 20-23 roku życia i osiąga swój szczyt około 40 roku, aby słabnąć w następnych latach. U mężczyzn szczyt pobudliwości przypada około 21 roku życia a już w wieku 40 lat zaczyna się stopniowo zmniejszać. Widać więc wyraźnie, że w okresie kiedy mężczyzna pragnie intensywnego współżycia z racji swojej pobudliwości kobieta dopiero rozbudza się w tej sferze życia. Gdy zaś mężczyzna zaczyna tracić już swoje siły witalne kobieta dopiero osiąga największe zadowolenie ze współżycia seksualnego.
#?-:nbsp;
Pragnienie dużej częstotliwości współżycia wyrażone ze strony mężczyzny może budzić u kobiety sprzeciw i stać się zarzewiem małżeńskich konfliktów. Mężczyzna, który nie rozumie powodów odmowy współżycia ma przeświadczenie, że kobieta go nie kocha, czuje się odrzucony i na dodatek niezrealizowany jako mężczyzna. Jest bowiem tak wrażliwy na gotowość kobiety, że jej obojętność czy bierność sprzyja szybkiemu załamaniu pozytywnego obrazu siebie. Gdy czuje się odrzucony w swojej seksualności, niezrozumiały, niekochany, słabnie jego miłość do żony. Cierpi z powodu zbyt częstych i dla niego nieuzasadnionych odmów współżycia seksualnego. Gdy natomiast mężczyzna nie okazuje wobec żony ochoty do współżycia, ona myśli sobie, że nie jest już dla niego wystarczająco atrakcyjna, ładna i pociągająca. Z tego powodu zaczyna się martwić, obniża się jej poczucie wartości. Czuje się niekochana. Może nawet myśleć, że mąż znalazł sobie kochankę, kobietę ładniejszą i sympatyczniejszą od niej. W tym niepokoju będzie czekała na gesty miłości, pragnęła przytulenia, ciepłego objęcia, czułości, które upewnią ją, że jest nadal kochana przez męża. Wtedy też budzi się w niej gotowość aktu seksualnego.
Mężczyznę bardziej pobudzają bodźce wzrokowe. Odczuwa podniecenie na sam widok nagiej kobiety, jej ciała. Dominacja bodźców wzrokowych sprawia, że z pewną trudnością odkrywa wnętrze kobiety, jej psychikę, jej duchowość. Bodźce wzrokowe stymulują kobietę w mniejszym stopniu. Jest natomiast znacznie bardziej wrażliwsza na dotyk, słuch i zapach. Bodźce te działają na kobietę szczególnie podniecająco lub odpychająco. Dlatego też w pierwszym oglądzie mężczyzny łatwiej kobiecie zwrócić uwagę na jego osobowość. W sferze fizycznej urzeka ją nie wielkość bicepsów, ale higiena ciała, czystość, schludność; w sferze psychicznej wrażliwość, ciepło psychiczne, sposób wyrażania, poczucie bezpieczeństwa, jakie jej daje, zaufanie, wyższe wartości, jakimi żyje. Ulega mężczyźnie tym łatwiej, im bardziej rozpalił on jej sferę emocjonalną2. Przyjemność ze współżycia seksualnego pojawia się u kobiety zazwyczaj dopiero po pewnym czasie, w miarę pogłębienia się relacji osobowej. Z tego powodu usatysfakcjonować w pełni kobietę jest trudniej niż mężczyznę3. Gdy mężczyzna przeżywa silne pragnienie współżycia seksualnego ze swoją żoną utożsamia je z miłością do niej. Do pełni szczęścia wystarczy mu już tylko gotowość żony do współżycia.
Potrzeby emocjonalne kobiety mogą być zaspokojone poprzez same pieszczoty i to do tego stopnia, że nie będzie oczekiwała współżycia seksualnego. Mężczyzna tylko w pełnym zbliżeniu, wnikając w żonę czuje się na swoim miejscu – spełniony, szczęśliwy, dowartościowany, obdarowany. Pieszczoty bez współżycia seksualnego nie są dla niego wystarczające. Mężczyzna bardziej od kobiety pragnie nowych doświadczeń seksualnych, nowych podniet. Natomiast dla kobiety bodźcami erotycznymi są bliskość, czułość, poczucie bezpieczeństwa i wierność. Bodźce te są bezpośrednio związane z jej stanem uczuciowym. Badania wykazują, że u kobiet w związku małżeńskim, który zaspakaja te jej potrzeby, wskaźnik osiągania orgazmu jest pięciokrotnie większy4. Seksualność kobiety jest bardziej „uduchowiona” niż seksualność mężczyzny. Charakter seksualności kobiety ma charakter bardziej całościowy, kompletny. Z tego powodu przeżycie samego rozładowania napięcia seksualnego nie może jej zadowolić. Zaspokojenie seksualne jest silnie złączone z pragnieniem bycia kochaną. Oczekuje stosunku seksualnego, który porwie jej uczucia, wzniesie ducha i obejmie całe ciało. Dlatego kobieta, aby dobrze przeżyć czas współżycia seksualnego, musi mieć stworzone bardzo dobre warunki zarówno zewnętrzne jak i wewnętrzne. Musi się czuć bezpieczna, nic jej nie może przeszkadzać. Różni się tym istotnie od mężczyzny, który nie przywiązuje tak dużej wagi do detali.
Podczas aktu seksualnego pożądanie seksualne u mężczyzny szybko wzrasta, a gdy zostaje zaspokojone, równie szybko opada. Dlatego mężczyzna z racji swoich właściwości psychoseksualnych dąży szybko do momentu współżycia, a po ejakulacji czuje się zmęczony i traci zainteresowanie dalszymi pieszczotami. Takie zachowanie nie znajduje zrozumienie ze strony kobiety, u której, w przeciwieństwie do mężczyzny, odczucia seksualne narastają stopniowo i łagodnie. Natomiast po zakończonym stosunku seksualnym podniecenie u kobiety trwa znacznie dłużej i opada powoli. Właściwa jej dynamika seksualna sprawia, że już rozbudzona pragnie długo trwać w tym stanie. Po zakończeniu stosunku seksualnego oczekuje dalszych pieszczot, zainteresowania ze strony mężczyzny. Gdy mężczyzna pozostawia ją samą sobie, przeżywa poczucie opuszczenia i żal do niego.
We współżyciu seksualnym ujawniają się z całą wyrazistością dwie przeciwstawne tendencje zakodowane w naturze mężczyzny i kobiety. Ich realizacja bez uwzględnienia pragnień i potrzeb współmałżonka napotyka na opór i niezadowolenie. Gdy nie ma porozumienia, obie strony czują się w pewnym sensie oszukane, zawiedzione. Różnice te sprawiają, że małżonkowie, którzy ich nie znają, popełniają fundamentalny błąd we wzajemnej relacji miłosnej. Warto zauważyć, że nie wypływa on często z braku miłości, ale z niewiedzy, która jednak osłabia miłość. Tylko współpraca męża i żony w postawie daru z siebie dla dobra współmałżonka może sprawić, że to, co dzieli ludzi różnych płci, stanie się darem ubogacających kochające się osoby. Każdy z małżonków poczuje się pełnym tylko wtedy, gdy będzie nosił w sobie dwa modele zachowań seksualnych: swój i współmałżonka5. Mąż, który nie tylko troszczy się o swoje dobro, ale także o dobro swojej żony odkrywa ją bardziej ochotną do współżycia, bardziej wyrozumiałą dla jego często niezaspokojonych pragnień seksualnych. Żona, gdy odkrywa męża delikatnego i troszczącego się o jej pragnienia, jest pewna jego miłości. Gdy wyczuwa ją w najbardziej intymnym spotkaniu, staje się coraz bardziej otwarta, chętna do współżycia, gotowa oddać się kochającemu ją mężczyźnie.
Zaproszenie Jezusa Chrystusa w ten intymny moment życia, współpraca z Duchem Świętym, wysiłek pracy nad sobą — dojrzewanie do postawy daru jest jedynym sposobem, aby każdy z małżonków rozwinął swoją pełną osobowość, odkrył harmonię małżeńską i poczuł się szczęśliwy. Bóg pragnie, aby małżonkowie osiągnęli jak największą harmonię seksualną. Badania empiryczne potwierdzają, że jest ona łatwo osiągalna, gdy istnieje porozumienie psychologiczne i więź uczuciowa. Innymi słowy para małżeńska usatysfakcjonowana seksualnie jest bardziej szczęśliwa. Szczęście pary małżeńskiej sprzyja zaś łatwiejszemu osiągnięciu satysfakcji seksualnej6.
Ksawery Knotz

1 Por. S. Głaz, K. Grzeszek, I. Wiśniewska, Rodzina. Biologiczne i psychologiczne podstawy jej funkcjonowania, s.77.
2 Por. J. C. Dobson, Małżeństwo i seksualizm, Warszawa 1995, s.95-96.
3 Por. R. Mucchielli, Psicologia della vita coniugale, Roma 1993, s.37-38.
4 Por. A. Moir, D. Jessel, Płeć mózgu, Warszawa 1993, s.189.
5 Por. M. Vidal, Morale dell’amore e della sessualita, Assisi 1973, s.162.
6 Por. R Mucchielli, Psicologia della vita coniugale, s.110.

faceci to tylko o jednym
Antoni Krosny

Czy znaleźlibyśmy choć jedną kobietę czy żonę, która by choć raz w życiu nie powiedziała lub nie pomyślała “Faceci to tylko o jednym”? Pewnie byśmy znaleźli, ale wydaje się, że mężczyźni bardzo często postrzegani są przez kobiety, jako ci, którzy tylko to jedno mają w głowie. Co to takiego? Seks! A czy to coś złego?
Jest takie powiedzenie: „Piękne jest to, co jest kochane”. Mężczyźni są stworzeni po to, by kochać kobiety. A kiedy naprawdę kochają, to ukochana jest dla nich najpiękniejsza. Owszem, zauważają, że inne kobiety są ładne, zgrabne itd., ale urok obcych nie ma dla nich wtedy niebezpiecznego magnetyzmu, ponieważ ich serce, uczucia, myśli i pożądanie należą do ukochanej, bo u niej znajdują swoje spełnienie. Czy jednak faktycznie znajdują? Wydaje się, że kobiety często nie bardzo rozumiejąc, jak kochają mężczyźni, nie pozwalają im siebie kochać. Może brzmi to trochę dziwnie, ale wbrew pozorom, nie jest to pozbawione sensu. Gdyby było inaczej, może nie byłoby tak powszechnego tematu „bolącej głowy”, nie byłoby tylu zdrad, nie byłoby tylu niewierności, rozwodów, nieudanych małżeństw z powodu różnic charakterów (za czym jakże często kryje się wstydliwie niewypowiadane tzw. niedopasowanie pod względem seksualnym). I bynajmniej nie oznacza to, że wina leży wyłącznie po stronie kobiet. I kobietom i mężczyznom potrzebne jest odkrycie na nowo piękna, dobra i unikalnej wartości współżycia seksualnego. Potrzebne jest też właściwe zrozumienie, dlaczego “im tylko jedno w głowie” i dlaczego to wcale nie musi być złe.
Mąż patrzy na swoją żonę i kocha ją tak, jak mężczyzna, czyli dokładnie tak, jak to opisał autor „Pieśni nad pieśniami” - nazywając ją swoją przyjaciółką, siostrą i oblubienicą, zachwyca się jej pięknem, urokiem jej nóg, piersi i ust, linią bioder: „Jak piękne są twe stopy w sandałach, księżniczko! Linia twych bioder jak kolia, dzieło rąk mistrza. Łono twe, czasza okrągła: niechaj nie zbraknie w niej wina korzennego! Brzuch twój jak stos pszenicznego ziarna okolony wiankiem lilii. Piersi twe jak dwoje koźląt, bliźniąt gazeli. Szyja twa jak wieża ze słoniowej kości” (Pnp 7,2-5). Tak może pisać tylko zakochany mężczyzna. Bez specjalnych naukowych analiz widać, że w opisie tej księgi biblijnej spostrzeżenia Oblubieńca w odniesieniu do Oblubienicy wyraźnie koncentrują się przejawach jej zewnętrznego piękna. A jednak jakby wbrew temu, w tych opisach jest zawarty przede wszystkim zachwyt, wzruszenie i uwielbienie, a nie po prostu i wyłącznie pożądanie. Tym bardziej nie są one wyrazem przedmiotowego traktowania kobiety. Tak więc jeżeli ktoś by powiedział, że jeśli mąż chce zachwycić się pięknem piersi swojej żony i ofiarować im sto pocałunków, to wtedy traktuje ją przedmiotowo i jedynie myśli o seksie, to w takim razie ów Oblubieniec z Pieśni nad pieśniami musiałby być uznany za zwykłego rozpustnika. Normalny, zdrowy mężczyzna tak właśnie kocha swoją kobietę. I mniejsza wtedy o rozmiary i proporcje, bo dla tego mężczyzny „piękne jest to, co jest kochane”! A nawet więcej: najpiękniejsze! O tym właśnie czytamy w innym miejscu tej samej księgi: „Sześćdziesiąt jest królowych i nałożnic osiemdziesiąt, a dziewcząt bez liczby, [lecz] jedyna jest moja gołąbka, moja nieskalana…(Pnp 6, 8-9). Ta męska forma adoracji ma swoje normalne i naturalne miejsce w miłości i wcale nie trzeba się tego lękać. Lęk pojawia się wtedy, kiedy nie ma pewności, a pewność jest jedynie w miłości. W miłości nie ma takiego lęku. Jest za to tęsknota za ukochaną, troska o nią, zachwyt, chęć bycia z nią. Jeżeli jest taka miłość, to wcale nie trzeba „chować jego oczu do swojej kieszeni”. Wręcz przeciwnie – niech patrzy, niech syci swój wzrok, duszę swoją, niech podziwia i kocha – jakże piękną, swoją, jedyną – Oblubienicę.
Jest taka piękna scena w filmie Kazimierz Kutza „Pułkownik Kwiatkowski”, w której dopiero co poślubieni małżonkowie muszą się rozstać, bo tytułowy pułkownik Kwiatkowski zostaje aresztowany przez UB. Wtedy jego żona prosi go, by rozpiął jej bluzkę i staje przed nim z odsłoniętymi piersiami. Ona patrzy mu w oczy, a on patrzy na jej piersi i płacze mówiąc: „Taką zapamiętam cię do końca życia”. I co? Seks? Nieprzyzwoitość? Bynajmniej. To właśnie wzruszenie, o którym tu piszę. Obraz faceta, który całym sercem kocha kobietę (tak jak mężczyzna!) i kobiety, która kocha pozwalając się kochać.
W takiej miłości, w takim wzruszeniu, najlepiej znajduje się to szczególne nabożeństwo małżonków względem siebie, które potocznie jest zwane współżyciem małżeńskim lub seksualnym. Celowo napisałem „szczególne nabożeństwo”, bowiem idąc za słowami Pieśni nad pieśniami, Oblubieniec adoruje Oblubienicę, czci ją, podziwia, wzrusza się jej pięknem, cieszy się nim, obdarzając ją sobą, swoimi uczuciami, pieszczotami, ciepłem, bezpieczeństwem. I to nie jest, jak mówią niektórzy, zasadniczo eros, czyli jakby jakaś gorsza, czy mniej szlachetna forma miłości. Wręcz przeciwnie, to jest sacrum, czyli święte. I nabożeństwo, to jest właściwe słowo. Nie należy dzielić człowieka na kawałki i nie należy dzielić jego miłości na warstwy lepsze i gorsze. Ona ogarnia całego człowieka i wyraża się we wszystkich ludzkich wymiarach, a tu w szczególny sposób poprzez znaki ciała. Mężczyzna wyraża to na sposób męski, a kobieta na sposób kobiecy. W tym nabożeństwie komunia osób naprawdę wyraża się poprzez ciało, ale z drugiej strony te komunijne znaki ciała bez harmonii (komunii) w sferze ducha, stają się profanacją i świętokradztwem!
Życie niesie ze sobą mnóstwo trudności, powstają konflikty, zranienia i czasem naprawdę brak jest uczuciowego klimatu dla zbliżenia, a czasem po prostu troski i zmartwienia zbyt mocno dotknęły kobietę, by „miała ochotę na seks”. Tyle, że mądra i kochająca kobieta powinna umieć to przekazać mężczyźnie tak, by nie poczuł się odrzucony. I to wcale nie jest trudne. Jak? A wystarczy choćby małe przytulenie, wyjaśnienie, nic specjalnego, ale cokolwiek, jakiś gest, jakieś słowa, w których będzie zawarty przekaz miłości, „zależy mi na tobie”, „kocham cię”, „potrzebuję teraz twojej cierpliwości i wyrozumiałości”. To bardzo ważne. Bo zwyczajna odmowa, czy okazanie niechęci do zbliżenia bez jakiegokolwiek innego pozytywnego komunikatu ze strony żony, w doświadczeniu mężczyzny może być odebrane jako odrzucenie. A nie jest dobrze, gdy ktokolwiek czuje się odrzucony. Natomiast pozytywna komunikacja zamienia tę potencjalnie negatywną sytuację w coś, co rodzi głębszą więź. To całe przeżycie może stać się ich wspólnym, i wtedy to nie jest tylko tak, że on chce, a ona nie i tyle, czyli wyłącznie negatywnie, ale zmienia się w chociaż on chce, a ona nie, to on kocha ją, a ona jego, bo wzajemnie starają się siebie zrozumieć, bo nawet w takich chwilach pozostają dla siebie darem.
I nie chodzi tu tylko o seks. Jeżeli mężczyzna naprawdę kocha, to seks bez uczuć jest dla niego bez sensu, a ma sens tylko wtedy, kiedy jest CHCIANY. Seks, który nie jest chciany, który nie ma swej wewnętrznej, miłosnej legitymacji, staje się upokorzeniem. Jeżeli więc miałoby być tak, że kobieta wewnętrznie nie pragnąc współżycia z mężem, zgadza się na nie dla „świętego spokoju”, „w imię utrzymania związku”, „małżeńskiego obowiązku” czy też „żeby nie szukał gdzie indziej”, to poniża i upokarza nie tylko siebie, ale też swojego męża, to przekreśla miłość i komunię, to ze świętości czyni kłamstwo. I podobnie mąż, jeżeli dąży do współżycia z żoną nie licząc się z tym, czy ona tego pragnie, tak samo czyni rzecz obrzydliwą i rani tę, którą powinien kochać. Kobieta musi czuć się wolna, musi przeżywać i doświadczać wolności zarówno w darze współżycia, jak i w powiedzeniu „nie”, bez ryzyka i lęku o to, czy to nie zaszkodzi ich związkowi. Mało tego, ona też musi w takiej sytuacji poczuć, że nadal jest kochana, że może liczyć na zrozumienie ze strony męża, że są blisko niej jego uczucia, opieka, siła, czułość, choć wyrażona inaczej. I kochający mąż też te dobre uczucia musi umieć żonie zakomunikować: pocałunkiem, przytuleniem, miłym słowem.
Niestety, chyba jednak dość często bywa i tak: „dzisiaj nie mam ochoty”, „śpij”, „źle się czuję” itd. raz, drugi, dziesiąty, dwudziesty, z życia małżonków znika nie tylko seks, ale też uczucia. Oblubienica jest nieustannie zajęta: dziećmi, życiem innych (w tym także bohaterów seriali typu „M jak miłość”), aktywnością zawodową, społeczną, ciekawymi powieściami czytanymi przed snem, a w końcu jest zbyt zmęczona. Czy to coś złego? No, nie, oczywiście, że nie. Tyle tylko, że dla Oblubieńca nie zostaje jej już nic. Jak to nic? No przecież dla niego gotuję, dla niego piorę, dla niego sprzątam, wszystko robię dla niego! A on? No właśnie on! Ciągle go nie ma, tylko siedzi w tej pracy, a jak już przyjdzie, to nie ma z niego żadnego pożytku, o, i nawet jajko obiera nie od tej strony, jak się powinno… A Oblubieniec, choć dostanie obiad, jak wróci z pracy, to jeszcze pragnie JEJ. Bo jak siedział w pracy to tęsknił za nią… Owszem, cieszą go dzieci, i obiad, i czyste koszule, ale … dopiero w drugiej kolejności. Bez miłości Oblubienicy, czyli także bez możliwości zakomunikowania przez Oblubieńca miłości względem Oblubienicy w sposób właściwy mężczyźnie i bez miłosnego przyjęcia tego wyznania przez Oblubienicę, cała reszta gaśnie. A do tego potrzebny jest jej czas wyłącznie dla nich dwojga, czas na wyrażenie miłości, na adorację i na przyjęcie tego wyznania, na odpowiedź Oblubienicy, tak jestem twoja i kocham ciebie. To wydaje się takie oczywiste i w tej oczywistości takie niepotrzebne. A jednak właśnie przez to, że jest to często lekceważone i pomijane, ziemia małżeńskich uczuć wysycha. Niepostrzeżenie płomień miłości jakby traci blask, przestaje przyciągać swoim ciepłem. Chwilę potem miłość leży już blada i nijaka, jak organizm w stanie wegetatywnym. Niby nie umarła, niby żyje. On już też nie ma ochoty na seks, bo Oblubienica go nie chce, bo go odrzuca. Oblubienica też nie ma ochoty na seks, bo nie czuje się kochana i też czuje się porzucona. Smutne to, bo wtedy właśnie, kiedy miłość nie znajduje swojego spełnienia w życiu małżonków, przychodzą pokusy. Szatan bardzo chętnie przychodzi na te opustoszałe miejsca i zaczyna na nich własne uprawy.
Ona i on muszą siebie nieustannie nawzajem szukać, przebaczać, a nade wszystko umieć zobaczyć to, że w tych wszystkich trudnościach i pomimo wszystkich niedoskonałości, to nadal jest ten sam Oblubieniec, ta sama Oblubienica. Co najmniej równie cudowni, jak w chwili pierwszego zachwytu. Kto wie, czy wtedy ludzie nie są najbliżsi prawdy o sobie – tym zachwyconym spojrzeniem najbardziej kochając i potwierdzając dobro, które w nich jest. Może tak właśnie patrzy na nas Bóg, wzywając byśmy to dobro podjęli, byśmy go nie zagubili, abyśmy nie pozwolili, by przesłoniły go chwasty.
Cóż, nie ma żadnych wątpliwości, jeżeli chodzi o kobietę i mężczyznę, to różnią się bardzo. Jeśli chodzi o przeżywanie i komunikowanie miłości również. A jednak, i ona i on, jednego i drugiego potrzebują, jak powietrza i wody. Wniosek z tego taki, że wcale nie będzie im łatwo spotkać się ze sobą, być ze sobą, w tym także w tych bardzo intymnych przestrzeniach. Tym bardziej trudno, że od dziecka z ekranów karmieni są obrazami spontanicznej i łatwej miłości, która niemal zawsze płynnie, bezproblemowo i harmonijnie kończy się w łóżku. Nie są jednak bez szans. Ale muszą zdać sobie sprawę z tego, że naturze miłości jest zdecydowanie bliżej natury rośliny, o którą trzeba nieustannie się troszczyć, by nam nie zwiędła i miała się dobrze, niż natury soczystego i dojrzałego jabłka, które, ot tak sobie, jest gotowe do tego, by je zerwać z gałęzi drzewa i zjeść.
Na zakończenie dedykuję czytelnikom miłosny dialog Oblubieńca i Oblubienicy z Księgi Pieśni na pieśniami:

O jak piękna jesteś, jakże wdzięczna, umiłowana, pełna rozkoszy! Postać twoja wysmukła jak palma, a piersi twe jak grona winne. Rzekłem: wespnę się na palmę, pochwycę gałązki jej owocem brzemienne. Tak! Piersi twe niech mi będą jako grona winne, a tchnienie twe jak zapach jabłek. Usta twoje jak wino wyborne, które spływa mi po podniebieniu, zwilżając wargi i zęby.
Jam miłego mego i ku mnie zwraca się jego pożądanie. Pójdź, mój miły, powędrujemy w pola, nocujmy po wioskach! O świcie pospieszmy do winnic, zobaczyć, czy kwitnie winorośl, czy pączki otwarły się, czy w kwieciu są już granaty: tam ci dam miłość moją. Mandragory sieją woń, nad drzwiami naszymi wszelki owoc wyborny, świeży i zeszłoroczny dla ciebie, miły mój, chowałam. (Pnp 7,7-14)
„Im tylko jedno w głowie” ??? Jeśli TAK, to oby tak.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8