Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
NIE PŁACZ MAMO, WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE! - DZIECKO W ROLI POC
Autor Wiadomość
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-15, 20:04   NIE PŁACZ MAMO, WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE! - DZIECKO W ROLI POC

NIE PŁACZ MAMO, WSZYSTKO BĘDZIE DOBRZE! - DZIECKO W ROLI POCIESZYCIELA :

"Miałem 7 lat, wróciłem właśnie ze szkoły. W domu było cicho, niepokojąco cicho. W kuchni siedziała mama z głową ukrytą w dłoniach. Na stole leżały niedokończone kotlety. Nie usłyszała mnie. Podszedłem i położyłem jej rękę na ramieniu. Podskoczyła. Nie chciałem jej wystraszyć, płakała a ja ją zaskoczyłem. Zrobiło mi się głupio, odsunąłem się o krok. Popatrzyła na mnie z napięciem i po chwili łkając przyciągnęła do siebie. Przytuliła się do mnie. Tak - ona przytuliła się do mnie, a nie przytuliła mnie. Wtedy po raz pierwszy poczułem, że to ja powinienem być oparciem dla niej, nie odwrotnie."
Marcin był jedynakiem, zamyślonym spokojnym dzieckiem, które nie sprawiało żadnych problemów. Ojca pamięta głównie z licznych awantur, gdy całkiem pijany żądał pieniędzy, wytykał żonie jej przewinienia, rzucał przedmiotami, trzaskał drzwiami. Często go nie było i to były te najlepsze dni. Dni, kiedy wracał na łono rodziny przepełnione były lękiem, czekaniem na najgorsze i dojmującym poczuciem bezsilności. Czasem Marcin dziwił się dlaczego mama chce odszukać tatę i sprowadzić go z powrotem do domu. Ale nie miał odwagi głośno powiedzieć o swojej niechęci do ojca i o tym, że tak naprawdę bardzo się go boi.

Mama była centralną postacią w jego życiu. Dla niej zrobiłby wszystko i robił. To dla niej uczył się z pełnym poświęceniem, to dla niej rezygnował z wyjść z kolegami, gdy widział, że go potrzebuje. Był w pogotowiu. Widział jej cierpienie, wielokrotnie słyszał jej samotny płacz. Nie wiedział, jak powinien się zachować, bił się z myślami. Nie myślał o sobie - myślał o niej, o tym jak się czuje, czy się boi, czy da sobie radę z ojcem, czy znów będzie płakać. Matka stała w centrum jego dziecięcej uwagi, choć jego rówieśnicy ganiali właśnie wtedy za piłką, bawili się w policjantów i złodziei i przysparzali rodzicom naturalnych trosk. On był niewidoczny, na pewno całkiem niewidzialny był dla taty, jakby nie istniał. Mama pamiętała o tym by go ubrać, nakarmić, pójść na wywiadówkę. Czasem się do niego uśmiechnęła. Jaki to był uśmiech! Jak przez łzy, trochę nieobecny. Ściskał go za serce. A jednak nawet mama patrzyła jakby przez niego, pochłonięta swoimi troskami. Starał się odgadnąć czego potrzebuje. Wymyślał dla niej niespodzianki: raz umył naczynia i odkurzył mieszkanie. Innym razem przyniósł pochwałę ze szkoły. Narysował laurkę. Szukał sposobu by poczuła się szczęśliwsza i wciąż miał wrażenie, że to i to, i tamto nie działa. Dorastając zaczął pytać "co się stało?" - a ona zaczęła odpowiadać. "Tata znów przepił pieniądze. Nie mam z czego zapłacić za prąd". Pocieszał. "Wszystko będzie dobrze. Jakoś się ułoży." Z biegiem miesięcy i lat nauczył się odpowiednio dobierać słowa, tak by nie używać wyświechtanych sloganów. Wytrenował do perfekcji najbardziej odpowiedni ton głosu. Nauczył się też tego, jaką wagę mają gesty: uścisk, głaskanie po dłoni, głowie, uśmiech. Nade wszystko stał się mistrzem słuchania. Jego mama szybko odkryła, że może swojemu synowi zwierzyć się z największych trosk bo tylko on ją naprawdę rozumie. I tylko on jej nie skrytykuje ani nie będzie wywierał żadnej presji by coś zrobiła, zmieniła. Nie mogła znieść tych dobrych rad zewsząd: "rozwiedź się", "podaj o alimenty", "wzywaj policję". W głowie brzmiał jej rodzinny dekalog: dziecko musi mieć ojca, dbaj o swojego męża - na dobre i na złe, trzeba nieść swój krzyż. Więc niosła potulnie, wraz z synem.

Joasia, od najmłodszych lat pamięta groźby rozwodu. Jej rodzice nie nadużywali alkoholu, nikt nikogo nie bił. Ale wciąż się kłócili. Nie potrafi odszukać w pamięci obrazu zadowolonych rodziców kiedy byli razem. Mama często wykrzykiwała chęć rozstania, przez całe lata. Joasia przywykła, nie wierzyła w to aż do dnia, gdy mama zaprosiła ją na poważną rozmowę, "jak kobieta z kobietą". Miała 14 lat. I usłyszała, że pozew o rozwód już jest w sądzie i że tego, co tata zrobił mamie nie da się już wybaczyć. Dowiedziała się co to zdrada i krzywda i że tata się wyprowadza. Nie wie co czuła. Długo wtedy rozmawiały, bała się pytać, ale uważnie słuchała. Wtedy pierwszy raz wysłuchała całego tego bólu, jaki nosiła w sobie jej matka. Potem wielokrotnie pozwalała się zapraszać do takich zwierzeń. Sądziła, że to jej obowiązek. Że tylko ona może mamę uratować od załamania się, że teraz są tylko one dwie i muszą sobie pomagać. Nie zauważyła, że to mamy cierpienie jest w centrum ich uwagi, swój ból sprawnie stłumiła, przestała go być świadoma. Miała poczucie, że tylko dzięki niej jej mama poradziła sobie z całym trudnym procesem rozwodowym. Ojca szczerze nienawidziła, tak jak jej mama. Odrzucała jego próby kontaktu z nią, była całkowicie lojalna wobec mamy. Po wielu miesiącach ojciec poddał się, zaprzestał starań o uczucie córki. To ostatecznie przekonało Joasię, że nie jest godzien by należeć do jej rodziny. Zabolało, gdy przestał dzwonić, ale nikomu o tym nie mówiła. Zamiast tego pocieszała mamę: "to nieprawda, że już zawsze będziesz samotna".

Joasia i Marcin, będąc dziećmi, stali się rodzicami dla swoich rodziców. Odwróciły się role i prysło ich dzieciństwo. Ich potrzeby - typowe i ważne w ich wieku - zostały zepchnięte na dno nieświadomości. Górę wzięły potrzeby rodzica - tego skrzywdzonego, niezaradnego. Rodzica, który nie potrafił sięgnąć po wsparcie ze strony innych dorosłych. Rodzica, który był tak pogrążony w swoim bólu, że nie potrafił już dostrzec cierpienia ukochanego dziecka. A przecież te młode osoby cierpiały nie mniej, a może nawet bardziej w sytuacji zgotowanej im przez dorosłych opiekunów.

Czy jest coś nagannego w zwierzaniu się swojemu dziecku ze swoich problemów? Czy wspieranie się na ramieniu swojego potomka krzywdzi go? Czego zostali pozbawieni bohaterowie tej opowieści?
Ani Marcin ani Joasia nie doświadczyli zainteresowania ze strony rodziców, rodzice skupili bowiem uwagę na swoim problemie: alkoholizmie, przemocy, zdradzie, rozwodzie, samotności, niedostatku finansowym. W tym wszystkim nie dostrzegli, że te "ich" problemy w największej mierze dopiekają właśnie ich dzieciom. Bycie świadkiem przemocy, oglądanie ekscesów pijanego ojca, wyobrażenie ojca zdradzającego matkę, uczestniczenie w rodzinnych kłótniach, lęk o byt materialny, przesłuchania na sali sądowej - to wszystko są doświadczenia trudne do uniesienia na młodych barkach. I każde z nich okupione jest przerastającymi możliwości dziecka przykrymi emocjami.
Rodzice powinni wobec takich doświadczeń być wsparciem dla dzieci - nie odwrotnie.

Marcin i Joasia zrezygnowali z części siebie - poświęcili dla dobra jednego z rodziców swoje cele i priorytety: przyjaźnie rówieśnicze, wolny czas, święty spokój, czy wreszcie miłość ojcowską. Opowiedzieli się bowiem po jednej stronie konfliktu, interpretując parę rodzicielską czarno-biało. Tego wymagała lojalność wobec wołającego o pomoc rodzica. Zrezygnowali więc z możliwości budowania relacji z drugim z rodziców, odrzucili ich w swoim sercu, zamknęli tę możliwość.
Podjęli się zbyt trudnego zadania jak na swój wiek i choć wywiązywali się z niego bez zarzutu - zatracili samych siebie. Sztukę tłumienia własnych uczuć i cierpienia doprowadzili do perfekcji. Zamiast zajmowania się sobą wychwytywali nastrój rodzica, zgadywali co jest mu potrzebne, byli "cali dla niego". Nie dla siebie - tej ważnej umiejętności nie nauczyli się w dzieciństwie.
Teraz, jako dorośli, potrafią zatracić się zupełnie w pomaganiu drugiej osobie, ale nie odczytują własnych chęci, pragnień, potrzeb. Nie potrafią rozpoznać, kiedy im dzieje się krzywda i kiedy drugi człowiek przekracza psychologiczne granice ich osoby. Są narażone na wykorzystanie w swoim dalszym życiu, w różnych wymiarach. Jeśli nawet uda im się oswobodzić z tego zbyt bliskiego emocjonalnie związku z matką i zbudują związek z partnerem, prawdopodobnie będą zupełnie podobnie funkcjonować w tym swoim nowym związku. Będą raczej stroną dającą z siebie, skoncentrowaną na potrzebach partnera a rezygnującą z własnych, ale też i godzącą się na "używanie siebie", nie potrafiącą wyrazić sprzeciwu.

Czy więc rodzic ma ukrywać przed swoim dzieckiem swoje kłopoty? Nie ma prostej odpowiedzi. Rozważmy kilka sugestii:

1. Na pewno warto szukać rozwiązań problemów, wyjścia z sytuacji pełnej cierpienia, zgodnie z zasadą, że najważniejszym obowiązkiem rodzica jest zadbać o własne szczęście - bo tylko wtedy jest on w stanie dać szczęście dziecku.

2. Nie szukajmy pocieszenia w dziecku, ale w świecie dorosłych. Nie wrzucajmy całego naszego bólu na młode barki, bo ich przygniecie on bardziej niż nas. Z tą różnicą, że dziecko nie ma właściwie możliwości by się tym bólem z kimś podzielić. A my dorośli możemy zdobyć się na ten wysiłek i poszukać pomocy w świecie nas otaczającym.

3. Nie chodzi o to by udawać przed dzieckiem radość, jeśli tak naprawdę czujemy ból. Nasze dziecko ma prawo usłyszeć, że jest nam ciężko, ale również to, że damy radę i będziemy szukać wyjścia. A nade wszystko ma prawo zostać zapytane: "a jak Ty się czujesz?".

4. Nie ukrywaj przed dzieckiem kłopotów, nie buduj tajemnic - ukryta prawda zmienia klimat w rodzinie, a jej ciężar jest w jakiś sposób wyczuwalny. Jednak bywają sprawy na tyle dramatyczne i powikłane, że trudno jest je przyjąć małemu dziecku czy dorastającemu nastolatkowi. Kwestia ich ujawnienia wymaga długiego zastanowienia i przygotowania się. Warto rozważyć to z innym dorosłym, przyjacielem czy psychologiem.

5. Zastanów się nad tym, jak Twój problem może przeżywać twoje dziecko. Zapewne masz jakieś tego wyobrażenie. Warto je skonfrontować z rzeczywistością, spróbować dowiedzieć się tego od źródła. Ale najpierw wyposaż się w cierpliwość i dociekliwość oraz delikatność. Znajdź czas i miejsce, które sprzyjały by spokojnemu byciu z sobą. Nie zadowalaj się pierwszym zdawkowym: "spoko", "nie ma o czym gadać". "wszystko w porządku" czy też "zostaw mnie". Poobserwuj potomka jak się zachowuje, co maluje się na jego twarzy, czy "ucieka" z domu, czy izoluje się, czy jest bardziej nerwowy, itp. Musisz zdawać sobie sprawę, że Twój problem jest problemem, który ono również odczuwa i przeżywa, często jednak dzieci nie chcą tego okazywać.


Małgorzata Osipczuk, psycholog,
psychoterapeuta, terapeuta uzależnień

(publikacja: maj 2007)

http://www.psychotekst.pl/440.php
 
     
mika1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-15, 23:37   

witam wszystkich
ta powyzsza wypowiedz pani psycholog daje duzo do myslenia.....

ja wlasnie jestem po odwiedzinach mojego meza u naszej 2 letniej corki....

strasznie sie zdenerwowalam i zle sie z tym czuje moze ktos z was moze mi poradzic jak sie zachowac z tak zwana klasa tzn. zeby umiec rozmawiac z mezem bez nerwow bo przeciez cjhodzi o nasze dziecko o jego dobro.

nie wiem dopoki nie dzwoni jest w miare ok staram sie na niego nie nakrecac w sensie zlosci ale....
teraz od ponad tygodnia nie zadzwonil do dziecka a obieczal ze ja wezmie do siebie na weekend.???
dzis przyszedl po 20 ej do nas nawet mnie nie uprzedzil ze ma zamiar przyjsc co juz mnie nastawilo zle do niego

kapalam wlasnie corke ..
wszedl nic nie mowiac od razu zwrocil sie do dziecka corcia bardzo sie ucieszyla.
pytam go czemu nie zadzwonil?cisza
pytam czy pil cos bo wyczulam alkohol -cisza
pytam czy przyjdzie w sobote po dziecko bo chce tez sobie zaplanowac weekend -cisza
ciagle cisza patrzyl tylko na corke :evil:

ubralam dziecko a on nagle wychodzi po paru minutach z cora na korytaz i tam rozmawia z tesciowa przez telefon tzn.dal dziecku telefon zeby porozmawiala z babcia
zagotowalam bo dziecko po kapieli a tam przeciag!!!! mowie mu to on na to ze jest cieplo
ja z kolei mowie mu ze jak dziecko chore to ja jestem przy niej i wtedy go nie ma i zeby sie zastanowil co robi!!!! juz chcialam mu powiedziec zeby sie leczyl ale ...sie powstrzymalam :oops:

on nic sobie z tego nie robil dalej tam rozmawial co bardzo mnie zdenerwowalo dopiero jak mial juz konczyc wszedl do domu porzegnal sie z corka.
powiedzialam mu jeszcze wczesniej w nerwach ze on tu nie jest juz u siebie! :oops:
na co on sie zdenerwowal ze jakto!!! a ja ze gdzie jestem???
(wynajmujemy mieszkanie on sie wyprowadzil i placi czynsz bo ja jestem na wychowawczym jestesmy za granica i nie moge legalnie pracowac szukam pracy na razie na czarno bo dziecko mam w zlobku juz nawet znalazlam prace na razie 8h tygodniowo ale to jest na razie nie za wiele_)
ja mu mowie ze ja nie wiem gdzie ty mieszkasz wyprowadziles sie wiec tu juz nie jest u siebie a ja jestem .
bardzo sie zdenerwowal i powiedzial zebym UWAZALA CO MOWIE! odebralam to jako grozbe....

no nic jak poszedl zadzwonilam do tesciowej i sie pozalilam troche sie uspokoilam ta rozmowa
teraz jak to pisze juz po fakcie to moze rzeczywiscie nie zachowalam sie odpowiednio ale .....bo zaczelam sppotkanie od wymowek....
ale z drugiej strony mialam prawo sie zdenerwowac a to jego traktowanie mnie jak smiecia nie pomaga ...bo ja jestem cierpliwa i duzo zniose ale tez mam swoje nerwy :evil:

tesciowa mi powiedziala ze powinnam z nim rozmawiac spokojnie bez wymowek albo po prostu milczec bo jemu jest tez ciezko i tez ma nerwy i jak on ma do nas wrocic jak nie ma tu spokoju :shock:

nie wiem poradzcie cos kochani bo znowu zaczynam tracic wiare w to ze jeszcze sie dogadam z mezem...
pozdrawiam
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-16, 11:10   

No Miko , niezbyt ładnie postapilać. Owszem miałas prawo sie zdenerwować, ale nie mialas prawa odreagogywac na nikim, równiez na męzu.
Trudno Ci będzie teraz oczekiwac czego milego, jakiegos pozytywnego gestu od męza.
Trudno, stalo się.
Myśl teraz co dalej i jak dalej postepowac. Złościa i zdenerwowaniem niczego nie osiągniesz . EL.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-16, 16:25   

Elusia.
A niby dlaczego nieładnie?
Facet odchodzi kiedy chce, przychodzi kiedy chce, dziecko po kąpieli wynosi w przeciągi, żony nie zauważa, traktuje jak powietrze, nie dotrzymuje słowa, nie zajmuje się dzieckiem - więc niby jak można na takiego zareagować?
Może w pas się kłaniać? Może płatki róż po nóżki sypać - że łaskawie przyszedł do dziecka?

EL.
Przestań wpędzać ludzi w poczucie winy i nie proponuj poniżania się - bo dla jakiej idei?
Tobie wyszło uległościa, ale nie każdy daje sobą pomiatać.
Uważam, że Mika miała prawo się zdenerwować i powiedzieć co myśli o takim zachowaniu. Ona też jest Człowiekiem.
Może już dość na tym forum porad, by służyć szanownym za podnóżek.

Przyjęło się, że "facet nie wróci bo nie ma spokoju" - tak właśnie powiedziała teściowa Miki. Więc niech on na ten spokój zapracuje, niech przyniesie do domu.
Mówię dość takim postom i takim radom, że uleglość i pokora. My mamy prawo do szacunku. A jeśli sami nie zadbamy o to - nie możemy też wymagać od innych, by nas szanowali.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-16, 16:50   

Pokora to nie uległość i bycie czyimś podnóżkiem !! Pokora to cichość serca i milość ...a to nie jest równoznaczne z brakiem godności !
Nie mówię też o uległości wobec osoby która nas krzywdzi !
Mówię o spokojnym i z godnością załatwianiu swoich spraw !! A danie sie sprowokować i wybuchy złości, to jest własnie nasze upodlenie się i nasz upadek a nie zwycięstwo !!
Pokora to spokojne stanie przy swoich zdaniu . Pokornie mozna również mówić - nie zgadzam się na grzech, na zdradę, na kłamstwa ! Z pokora przyjmuje sie pomoc Boga .
Złość, wybych , zdenerwowanie....nic nie dadzą...najwyżej kaca moralnego po kolejnym upadku .
To o czym mówisz Elzd, jest walką metodami naszych oprawców...ząb za ząb...a chyba nie o to chodzi ? A złego najbardziej denerwuje nasz spokój...bo wtedy też najwięcej traci...bo za spokojem idzie milość! A nasz złość, to jego metoda walki...nie Boga !
Miko, Ty sobie rób jak uważasz, ja wypowiadam tylko swoje zdanie ! Pozdrawiam! EL.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-16, 16:55   

EL.
Przeczytaj jeszcze raz co napisałaś poprzednio. I nie wzbudzaj w nikim poczucia winy.
 
     
EL.
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-16, 17:02   

Nie mamy prawa Elzd niegodnie się zachowywać nawet wobec naszych oprawców.
I nie rozumiem dlaczego Ty o poczuciu winy tu piszesz ? No niegodne zachowanie jest nie na miejscu i tyle...i nie dawaj komuś prawa do złych zachowań.
Nie mówię tu o żadnej winie !! EL.
 
     
Ola2
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-16, 19:25   

Zgadzam się z Elzed1, tak samo odebrałam posty El. I to że popieram Elzed1, to nie oznacza, że ja czy ona jesteśmy za wybuchami złości.

"Mówię o spokojnym i z godnością załatwianiu swoich spraw !! A danie sie sprowokować i wybuchy złości, to jest własnie nasze upodlenie się i nasz upadek a nie zwycięstwo !!"

A Ty co? Tak pstryk i się od razu zrobiło? Też się awanturowałaś. Odpuściłaś, jak się znalazł pan od kawy i dopiero zmądrzałaś.
Żeby nie wybuchnąć na męża, który dom jak chlew traktuje, potrzeba katorżniczej roboty i ćwiczenia nowych sposobów komunikowania swoich potrzeb - w sposób dobitny, z godnością i bez podniesionego głosu. Nim to zacznie działać, jeszcze nie raz, ani dwa się wybuchnie. I też ma się do tego prawo.

A Ty El zabierz się w końcu za tą komunikację w pisaniu. To łatwiejsze niż gadanie. Piszesz i za godzinę czytasz, szlifujesz i dopiero wysyłasz. A nie tak co ślina na klawiaturę przyniesie.
Tak napisałaś i to człowiekowi krew mrozi w żyłach:

"Nie mamy prawa Elzd niegodnie się zachowywać nawet wobec naszych oprawców."

A teraz popatrz na drugie zdanie:
"Nie powinno się Elzed niegodnie się zachowywać nawet wobec naszych krzywdzicieli".

No, a teraz wyciągnij wnioski i idź poćwiczyć.
 
     
mami
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-16, 22:07   

mnie się wydaje, że każdy dostaje tyle ile daje zarówno Mika jak i jej mąż

dlatego mamy prawa reagowac nerwowo na stresową sytuacje w tym wypadku odwiedziny dziecka tak małego jak ma Mika o tej porze to idiotyzm ani sie pobawic ani ukołysac do snu bo przecież zaraz sobie idzie tatus
choc zawsze powtarzam bez emocji i złości jednak uważam też, że jak długo mozna nas prowokować bo to czysta prowokacja i uczenie uległości odejde to popamiętasz... nie dam ci pieniedzy to inaczej będziesz mówić to czysty szantaz i miała prawo sie bronić jak umie by pokazac mężowi, że nie wolno jej stanąć na głowie
a postawa Miki świadczy tylko o tym, że mimo że walczy o siebie czuje sie potem winna
nie obwiniam jej jeśli już to oboje się przyczynili do tej sytuacji z większym naciskiem na męża wchodzisz do mojego domu zachowuj się grzecznie Mika nie zareagowała by tak nerwowo gdyby jej nie sprowokował kto czytał jej posty wie, że jest raczej skłonna do pojednania i kompromisu dla dobra ratowania małżeństwa jej mąż zachowuje sie jagby mu wolno było wszystko a przede wszystkim nie czuje sie winny choc z opisu słów jakie do Miki mówił raczej też nie był bez winy więc dlaczego "rzuca kamieniem"...
może więcej samokrytycyzmu w stosunku do siebie samego ludzie będą robić a łatwiej bedzie się żyło, nie tylko w małżeństwie... ale to utopia
 
     
atama
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-16, 22:10   

Zupełnie niepotrzebna ta dyskusja...
Mika sama zauważyła, że nie jest zachwycona swoim zachowaniem wobec męża.
Przyznała się do niepotrzebnego wybuchu złości i kropka.
Sama zauważyła, że przyczyna tkwi głębiej....
Zdecyduje też sama co dalej z tym zrobi.....

El dobrze ujęła sedno sprawy.....
EL. napisał/a:
Pokora to spokojne stanie przy swoich zdaniu . Pokornie mozna również mówić - nie zgadzam się na grzech, na zdradę, na kłamstwa ! Z pokora przyjmuje sie pomoc Boga .
Złość, wybych , zdenerwowanie....nic nie dadzą...najwyżej kaca moralnego po kolejnym upadku .


Jeszcze nie raz upadniemy, ale też po upadku wstaniemy i taki upadek też uczy pokory, bo przypomina, że jesteśmy słabi....

Nasza nadzieja jest w tym, że Moc w słabości się doskonali.

a
 
     
mika1
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-16, 22:32   

witam was i dziekuje za wasze slowa

zdania sa podzielone ale to dobrze
macie tacje sama musze dojsc do tego zeby potrafic bez nerwow rozmawiac z mezem

tylko to jest taka porazka ze jak probuje zachowac spokoj to zawsze cos nawet najdrobniejszego moze mnie wyprowadzic z rownowagi no i to sie nakreca bo on juz jak przychodzi to jest burkliwy i nie sklonny do rozmowy a mnie to wystarcza zeby wybuchnac :oops:

poiszcie prosze i doradzajcie bardzo tego potrzebuje i na pewno nie tylko ja

to wszystko jest bardzo swieze i potrzeba na to czasu wiem o tym ale ja jestem bardzo impulsywna i chce wszystko juz i teraz :roll:
pozdrawiam was wszystkie
 
     
atama
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-16, 23:34   

No to piszę.... :-) , bo taka myśl mi przyszła...po przeczytaniu, togo co wkleiła Elzd..w innym temacie..
Wszystko co najważniejsze dla nas zaczyna się w sercu, na jego dnie....i stamtąd wypływają nasze decyzje...
Jeśli podejmiesz DECYZJE o Miłości, to zaprosisz Ją do siebie....Ona zbuduje w Tobie ciszę, uodporni Cię na przykre zachowania....a nawet pozwoli na spokojny ton w rozmowach z "burkliwym" mężem.... słowem.....będziesz się zmieniała...
Nawet cierpliwości będzie coraz więcej..... ;-)

a
 
     
zuza
[Usunięty]

Wysłany: 2008-05-16, 23:55   

mika1 napisał/a:
witam was i dziekuje za wasze slowa

zdania sa podzielone ale to dobrze
macie tacje sama musze dojsc do tego zeby potrafic bez nerwow rozmawiac z mezem

tylko to jest taka porazka ze jak probuje zachowac spokoj to zawsze cos nawet najdrobniejszego moze mnie wyprowadzic z rownowagi no i to sie nakreca bo on juz jak przychodzi to jest burkliwy i nie sklonny do rozmowy a mnie to wystarcza zeby wybuchnac :oops:

poiszcie prosze i doradzajcie bardzo tego potrzebuje i na pewno nie tylko ja

to wszystko jest bardzo swieze i potrzeba na to czasu wiem o tym ale ja jestem bardzo impulsywna i chce wszystko juz i teraz :roll:
pozdrawiam was wszystkie


A nie dziw się- jesteś skrzywdzona- czyli wróg- w twojej obecnści czuje się niekomfortowo.
Opanuj emocje- ty powinnaś kierować rozmowami.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 8