Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  AlbumAlbum  NagraniaNagrania  Ruch Wiernych SercRuch Wiernych Serc  StowarzyszenieStowarzyszenie  Chat  PolczatPolczat
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
KOBIETY, KTÓRE KOCHAJĄ ZA BARDZO...
Autor Wiadomość
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-12, 20:51   KOBIETY, KTÓRE KOCHAJĄ ZA BARDZO...

Jestem w trakcie czytania tej właśnie ksiązki. Rewelacja - dla mnie o tyle, że odnajduję tam siebie. To ja - kobieta kochajaca za bardzo. Jednocześnie jestem już na którymś z etapów zdrowienia. Dość dobrze mi to idzie - wolno to wolno - ale znam przyczyny, mam postawioną diagnozę, wiem, w którym kierunku iść.

Mam pytanie do tych, którzy tę ksiązkę czytali a jestem pewna, że ktoś tu czytał, bo właśnie z tego forum wzięłam informację o tej książce. Chodzi mi o to, czy terapia jest niezbędna w wychodzeniu z nałogu miłości - jak sądzicie? Autorka zachęca do założenia własnej grupy - jeśli takowej nie ma w najbliższej okolicy, ale dla mnie to raczej niewykonalne, choć kuszące, bo myślę, że wiele jest kobiet kochajacych za bardzo. Czy na przykład istnienie na forum Sychar może w jakiś sposób zastąpić terapię? Są tu osoby, które są już na "wyższym stopniu rozwoju", które rozumieja problem. czy to wystarczy?
Z drugiej strony obawiam się trochę, że rady będą typowo "chrześcijańskie". Nie chodzi o to, że je neguję, o co to, to nie, ale czy to nie kłóci się trochę z egoizmem, który jest niezbędny w zdrowieniu?

Boję się rad typu wskazówki udzielonej mi dzis przez moją ciocię - "Ty masz cierpieć w imię męki Chrystusa". Nie mogę tego tak przyjąć, bo dotychczasowe takie myslenie doprowadziło mnie do depresji, chorób fizycznych i myśli samobójczych.

Co Wy na to?
 
     
Elżbieta
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-12, 22:54   Re: KOBIETY, KTÓRE KOCHAJĄ ZA BARDZO...

wanboma napisał/a:
Nie chodzi o to, że je neguję, o co to, to nie, ale czy to nie kłóci się trochę z egoizmem, który jest niezbędny w zdrowieniu?

Boję się rad typu wskazówki udzielonej mi dzis przez moją ciocię - "Ty masz cierpieć w imię męki Chrystusa". Nie mogę tego tak przyjąć, bo dotychczasowe takie myslenie doprowadziło mnie do depresji, chorób fizycznych i myśli samobójczych.

Co Wy na to?

- pytanie na ile to egoizm, a na ile zwykłe dbanie o siebie w myśl "kochaj bliźniego jak siebie samego"


- nie "ty masz cierpieć", lecz "ty możesz przyjąć swoje cierpienie i dając je Jezusowi RAZEM z Nim przez nie przejść"

Cierpienie Chrystusa zabrało wszelkie cierpienie (5840 ran ubiczowania), teraz my "jedynie" możemy łaczyć się z Nim, łączyć nasze z Jego..
one jednoczą się, zlewają w jedno - Chrystus odejmuje nam nasze
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-12, 23:16   

Wan. Tak jak pisze Elżbieta: "ty możesz przyjąć swoje cierpienie i dając je Jezusowi RAZEM z Nim przez nie przejść"
Więc przyjmujemy, chociaż bolesne to przyjmowanie. Ale chyba jest to jedyne wyjście, jeśli nie chce się iść tą samą drogą, co nasi małżonkowie.
I - znów przyznaję rację: odróżnić egoizm od zadbania o siebie. No, trochę egoizmu musi w nas być, bo jak inaczej mamy pokochać siebie? Tylko, nie za dużo. :-D
Żeby później nie było o kobietach, "które kochają za bardzo .... siebie".

A poważnie: zabrałam się za książkę "Koniec współuzależnienia". Równie świetna, polecam.
 
     
micszpak
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-12, 23:32   

Dobry wieczór, Wan!
Znam tę książkę, czytałam już dawno, później poleciłam i oddałam ją osobom uczestniczącym w terapii grupowej i już do mnie nie wróciła. Cieszę się, że do niej dotarłaś i że Ci się podoba. Z moich doświadczeń wynika, że kobiety, które ją czytały, szybciej i skuteczniej radziły sobie z kryzysami, terapia dawała u nich lepsze wyniki. Po prostu: myślę, że do takiego spojrzenia na swój związek trzeba dojrzeć. Kto dojrzewa, docenia tę lekturę.
Ale jest w tym pewne niebezpieczeństwo, które - jak widzę - i Ty już czujesz przez skórę. Otóż dojrzewanie skutkuje zmianą poglądów, kobieta uczy się zdrowego egoizmu, zaczyna myśleć innymi kategoriami i to może być niebezpieczne dla jej wiary. Patrząc z perspektywy 4 czy 5 lat widzę, że większość kobiet, które zrozumiały, że kochały za bardzo, zdecydowała się na nowe związki po rozwodzie. Są teraz bardziej wymagające i asertywne. Akceptują konkubinaty. Z kryzysów wyszły, ale tak niezależne, że chyba nigdy nie wrócą do dawnych ról, do czasów, gdy odejście partnera było katastrofą, końcem świata.
Moja książka trafiła do dwóch grup, w każdej było ok 10 kobiet. Niestety, nie słyszałam do tej pory o przypadku uratowania któregoś związku, które zdarzyłoby się na skutek odejścia od "kochania za bardzo". Po tej lekturze łatwiej było kobietom wejść w nowe, niż ratować stare. Czasami spotykam którąś z pań. Z trzema z nich mam bliższy kontakt. Zapraszają mnie do swoich nowych domów, zwierzają się, że odkrywają całe dziedziny życia, dotychczas niedostępne, np. radość otrzymywania prezentów lub bycia adorowaną i komplementowaną.
Prawdę mówiąc nie mogą zrozumieć mojej sycharowej ścieżki.
Nawet ta najbardziej doświadczona, po przejściach alkoholowych i epizodzie bezdomności, uprawiająca najstarszy zawód świata i wychowująca kilkoro dzieci różnych ojców (= ona też kochała za bardzo!!!), czyta Biblię i modli się żarliwie licząc na Boże miłosierdzie. Czy to nie stanowi dla Ciebie zagrożenia? Bo, Wan, ja czuję, że dla niej takim zagrożeniem jestem!!!
Wszyscy boimy się ludzi myślących inaczej niż my. A książka o kobietach kochających za bardzo uczy myśleć inaczej.
Dlatego: ostrożnie!
Pozdrawiam
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-12, 23:37   

Mona. Obiema łapami podpisuję się pod tym.
W ogóle z wielką ostrożnością należy traktować wszelkie tego typu pomoce.
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-13, 07:16   

Dziewczyny - bardzo Wam dziękuję za wypowiedzi. Dobrze jest wiedzieć na początku wchodzenia w "nowe" o istniejących pułapkach. Czyli już wiem. Teraz tylko zadbać, aby granicy nie przekroczyć...
 
     
Reniuszek
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-25, 16:53   

Hello kobiety,

Juz wiem, skad to polecenie tej ksiazki? Z tego postu.

Dla mnie rewelacja totalna. "Koniec wspoluzaleznienia" tez przeczytala najpierw, ale ta jest lepsza.

Ale mam wrazenie, ze przesadzacie z tym "nie przekraczaj granicy"....
To tak jakby serce wciskalo jakiegos kontrolera, ktory mowi, dobrze , dobrze, byle nie za dobrze.... To chore jest !

Uwazajcie tez wiec na takie przegiecie ;-)

Uogolnianie, ze iles tam kobiet weszlo w inne zwiazki, czy akceptuje konkubinaty to błąd, bo przeciez nie znamy ich mysli (wiec skad ta statystyka) i ze nie pomoglo to w ratowaniu malzenstwa. Nie wiadomo, czy pomoglo czy nie, bo to ksiazka i tylko ksiazka.
Pomaga tak na prawde Bog, prowadzac przez rozne tzw "pomoce naukowe", tez czlowieka (przewdonik duchowy, terapeuta) czy tez ksiazki ale tez pewne wydarzenia-znaki.
I nie ma co sie okrawac w mysleniu i podejmowaniu mysli z tej ksiazki dla siebie, tak sadze. Kazdy jest inny i nie mozna uogolniac, co komu pomoze i kiedy.

pozdrawiam czule i ide podkreslac zlote mysli z tej ksiazki, co wcale nie zmienia faktu ze zamieniam ja na biblie ;-)

Slowo Boze jest w wielu zrodlach, a zlo zawsze nas moze zatakowac, bo taka juz jego natura.

Ale ja tez bede ostrozna- obiecuje

[ Dodano: 2007-12-25, 16:58 ]
oczywiscie wkradl sie "chochlik"
NIE ZAMIENIAM BIBLII nawet na najlepsza ksiazke, bo to nie ta kategoria

...a wiara rodzi sie ze słuchania..i z tego Kogo mam w sercu i komu ufam i mysle, ze jest wielką łaską, o ktora jak nie zadbamy, to nam byle co wyrwie... i nie potrzeban bedzie ta czy inna ksiazka.

pozdrawiam serdecznie
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-26, 19:06   

Zastanawiam się....: Wan napisałaś : ....." Chodzi mi o to, czy terapia jest niezbędna w wychodzeniu z nałogu miłości - jak sądzicie? Autorka zachęca do założenia własnej grupy -.... "
Hmmm. Ciekawa propozycja, ale raczej niewykonalna. Dla takich jak my nie ma żadnej pomocy i nikt nami nie chce się zająć, bo nikt nas nie rozumie. Owszem, kobiety, dzieci żyjące w rodzinach alkoholowych, w rodzinach z przemocą - znajdują wsparcie i pomoc, bo są to problemy społeczne. A uzależnienie od miłości? Przeca czegoś takiego nie ma - według specjalistów. Może być - jak mówią - uzależnienie od seksu, ale nie od miłości. Zresztą, dzisiaj rozwody są tak powszechne i każdemu dostęne jak ... choćby telefon komórkowy. I dla niektórych osób rozwód jest sposobem na życie, mówi się "wyścig szczurów" a ja widzę wyścig po kolejne rozwody.

Wiem jak trudno jest samemu podjąć walkę o zmienę siebie, próbowałam, z różnym skutkiem. Udało mi się nawet stworzyć grupę dla takich kobiet, terapeutka świetna ( chociaż świecka osoba), i szło nam bardzo dobrze. Cóż, życie zwyciężyło, terapetka musiała zrezygnować, ośrodek nie miał funduszy, skład grupy i realizowane cele komuś się nie podobały, .... zresztą nie wiem o co poszło, faktem jest, że grupa została rozwiązana. Jednym z punków które ustaliłyśmy było, iż nie ma mowy o tym, by szukać nowego związku, nowego faceta. I terapeutka trzymała się tej zasady, może dlatego że kiedyś też była w takiej jak my sytuacji? Ona wiedziała co nam dolega.
Sporo z nas, tutaj na forum obecnych podporządkowało swoje życie rodzinie, zatraciłyśmy swoją osobowość, przestałyśmy mieć własne życie..., ba, jakiekolwiek działania dla siebie same traktowałyśmy jak coś nam nienależnego. I powoli stałyśmy się cyborgami, nastawionymi na zaspakajanie potrzeb dzieci i męża ( a może męża i dzieci?).
Nagle dano nam wolność, a my........ nie potrafimy z niej korzystać. Jak slyszę "masz pokochać siebie" to patrzę na rozmówcę z rozdziawioną buzią i myślę sobie " a cóż to znaczy?". Bo się podporządkowałam potrzebie bycia żoną i matką, mnie nie było jako odrębnej jednostki.
Moja psycholog wciąż mówi, że najwyższy czas zejść z tego forum, że bycie tutaj jest ciągłym patrzeniem wstecz, tkwię w tym stanie caly czas i nakręcam się bez potrzeby. I chyba ma rację, bo przecież wciąż wałkujemy tutaj temat ew. powrotu zdradzacza, i wcale nam to dobrze nie robi, nie żyjemy ale wciąż czekamy.

Myślę Reniu że masz rację, nie można generalizować, nie można robić statystyk - bo tego się nie da. Ileś kobiet i tak weszło w nowe związki, chociaż nie czytały tej czy podobnej książki. I ileś kobiet mocno trzymających się kościoła - również. Ostatnio rozmawiałam z przyjaciółką - to Ona wciąż się za mnie modliła, to u Niej szukałam duchowego wsparcia, bo była silna wiarą pomimo ciężkiego życia. A teraz mam obawy, że jednak .... poddała się, uległa. Nie sądzę żeby czytała tę książkę.
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-27, 11:03   

Masz rację, Elu - nikt nas nie rozumie... Nawet kiedy idę do spowiedzi - wiem, co ksiądz powie - standardowo - "młoda jesteś, staraj się o unieważnienie" albo "poświęć się całkowicie dziecku". Nie wiem, ale żadna z tych odpowiedzi jakoś mnie nie satysfakcjonuje.
 
     
Reniuszek
[Usunięty]

Wysłany: 2007-12-27, 14:00   

elzd1 napisał/a:
Moja psycholog wciąż mówi, że najwyższy czas zejść z tego forum, że bycie tutaj jest ciągłym patrzeniem wstecz, tkwię w tym stanie caly czas i nakręcam się bez potrzeby. I chyba ma rację, bo przecież wciąż wałkujemy tutaj temat ew. powrotu zdradzacza, i wcale nam to dobrze nie robi, nie żyjemy ale wciąż czekamy.


No czesc, dzieki, ze ruszylyscie ten temat, bo to wazne. Ja mysle, ze nie chodzi o troszke "na sile" zakladanie takiej grupy terapeutycznej. Tam, gdzie to mozliwe to mozna- jasne, Sama piszesz elz1. ze udalo sie i bylo super.

Ustalilyscie tam z gory taki punkt (fajny) ze nie ma mowy o szukaniu nowego zwiazku, faceta...jak sadze dopoki sie nie wyleczycie. Mnie sie to bardzo podoba taki pomysl grupy wsparcia dla kobiet ktore kochaja/kochaly "za bardzo"

Tak, wlasnie alkoholicy, ofiary przemocy maja opieke, jesli zechca szukac wsparcie, a my nie bardzo - to fakt.
Chociaz powiem wam, ze u mnie w Krakowie sa takie grupy wsparcia przy takim osrodku i nie wiem czy nie skorzystam. Nie sa, jak sadze stricte grupy wsparcia kobiet ktore kochaly za bardzo, ale ogolnie. Mysle, ze ten problem czy jak sie to nazywa choroba jest troche jak rak - toczy z cicha...i ma wiele przejawow, takich bardziej widocznych typu alkoholizm, narkomania czy czeste zmienianie facetow .

Moze by sie mozna nawet ucieszyc, ze sie ma okreslony problem w tzw."czystej postaci"

Ale wiecie co, mysle, ze to forum tez ma poniekad taka funkcje, a do tego, co wazne, nie opiera sie li tylko na samej terapii wsparciu ludzkim, wzajemnym, ale szukamy oparcia w Bogu, w jego prowadzeniu nas wspolnie na tej nielatwej drodze.

Mysle, ze decyzje o odejsciu z forum kazda z nas podejmie w odpowiednim czasie. I dobrze, bo forum nie ma byc dla nas ani na sile tkwieniem w przeszlosci ani zastępnikiem zycia przyszloscia i nadzieja. Ono ma nam pomagac w drodze do Boga- to wiem.

Jesli przeszkadza to zapewne trzeba przemyslec obecnosc na nim ;-)

Tak sobie dywaguje tylko, bo na ten czas potrzebujemy siebie nawzajem.
Jedna bieda niesie druga biede i jest nam lżej, ze sie mozemy wygadac i ze nie trzeba za duzo tlumaczen, opisów, a juz ta strona czytajaca w lot lapie "o co chodzi "

I to jest bardzo cenne.

Wiele tematow jest tu walkowanych, wielu ludzi "odbarcza sie" , znajdujac zwykle ludzkie zrozumienie i tez zwykla ludzka porade u innych.

Nie czarujmy sie, ze bycie forum nas zmieni, ale na pewno jest narzedziem bardzo pomocnym do zmiany, do zmiany myslenia ma swoj temat przede wszystkim

Kazdy z nas jest na innym etapie przezywania siebie, swoich emocji, stad wrazenie., ze grzebiemy sie we wspomnieniach. Ale mysle tez ze to przslowiowe "grzebanie" z czasem nabiera innego sensu, ze podejmujac odpwiedzialnosc za siebie, swoje przezywanie, po prostu zdrowiejemy duchowo.

Tez chcemy pomagać innym, ktorzy sa na cieższych etapach drogi. To rodzi sie niejako naturalnie.

Wiem co to znaczy, bo moi przyjaciele, co prawda nie z forum, bardzo mnie wspieraja. Ale to wy wiecie czasem wiecej, bo czujecie tak samo albo podobnie

To jest na prawde WIELKI DAR, ze jestescie ;-)

A ksiazke polecam gorąco

[ Dodano: 2007-12-27, 14:09 ]
A WIECIE CO?

ze myslalam, zeby stworzyc taka grupe dyskusyjna na temata tej ksiazki, ktora w zasadzie sie juz utworzyla ;-)


jest o czym gadac, oj jest, chociaz najlepsza by byla jednakl "namacalna" nie wirtulana grupa wsparcia,ale lepszeto nic niz

Moze warto, a co wy na to ?

[ Dodano: 2007-12-27, 14:16 ]
Aha i jeszcze jedno ...

mysle ze Bog jest najlepszym i najmadrzejszym lekarzem i czuwa nad nami i naszymi "narzedziami" przy pomocy ktorych zdrowiejemy, leczymy sie.

Warto zaufac Temu, ktory poprowadzi nawet posrod ciemnosci...warto bo niewiele mamy do stracenia

Mozemy wybierac: smierc albo zycie.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 8