Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Odwaga wierności - pójście na całość!
Autor Wiadomość
Andrzej 
Mąż jednej żony


Imię małżonka/i: Kama
Wiek: 28
Dołączył: 22 Mar 2006
Posty: 341
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-10-28, 22:05   Odwaga wierności - pójście na całość!

"Gdy Jezus razem z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną". Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: "Synu Dawida, ulituj się nade mną". Jezus przystanął i rzekł: "Zawołajcie go". I przywołali niewidomego, mówiąc mu: "Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię". On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: "Co chcesz, abym ci uczynił?" Powiedział Mu niewidomy: "Rabbuni, żebym przejrzał". Jezus mu rzekł: "Idź, twoja wiara cię uzdrowiła". Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą."
Mk 10, 46-52


Ewangelia na 30. niedzielę zwykłą opowiada historię niewidomego człowieka, który został uzdrowiony przez Jezusa. Został uzdrowiony - ponieważ miał odwagę, by głośno wołać, mimo tego iż "wielu nastawało na niego, żeby umilkł". Kolejnym gestem pełnym odwagi, na jaki zdobył się niewidomy, było zrzucenie z siebie płaszcza. Jest to także gest symboliczny - przypomina zrzucenie z siebie jakiegoś pancerza, kieruje nasze myśli w stronę narodzin. Bo rzeczywiście - ta chwila była dla Bartymeusza ponownym narodzeniem. Spotkanie z Jezusem odmieniło jego życie. Już nie wracał po płaszcz. Już nie było powrotu do tego miejsca, z którego wyruszył. Odtąd całe jego życie zostało podporządkowane Jezusowi.

Zechciejmy sobie zadać pytanie - czy w naszym kroczeniu za Jezusem jesteśmy tak odważni i bezkompromisowi, jak Bartymeusz? Czy umiemy wyrażać naszą wiarę w Jezusa nawet na przekór tym, których kłuje to w oczy? Czy nie dajemy się wbić w kanony politycznej poprawności, kosztem wierności Bogu? Niech przykład uzdrowionego Bartymeusza doda nam odwagi i zachęci do "pójścia na całość" za Jezusem.

ks. Andrzej Adamski

Homilia ks. Piotra Pawlukiewicza wygłoszona 29 października 2006 r. w bazylice św. Krzyża >>
_________________
"Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od ciebie" (Święty Ignacy Loyola)
„Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia” (List św. Pawła do Filipian 4:13)
„I nie uczynił tam wielu cudów z powodu ich niewiary” (Ew. Mateusza 13:58)
www.separacja.org ::: www.sychar.mobi ::: www.modlitwa.info
Ostatnio zmieniony przez Andrzej 2006-10-29, 23:05, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
     
Artur
[Usunięty]

Wysłany: 2006-10-28, 23:07   

Brawo Andrzeju, ten temat nie powinien być martwy.
Proponuję wszystkim refleksję nad słowem Bożym na niedzielę.
Niech to słowo daje nam nadzieję.
Przyjmując z wiarą słowo, przez jego czytanie i medytowanie,
jesteśmy oddani w moc słowa, które daje życie.

Jezu, spraw abym przejrzał.
 
     
Mirela
[Usunięty]

Wysłany: 2006-10-29, 17:50   

Odpowiedzi na te pytania są pewnego rodzaju miernikiem , obrazem nas samych, obrazem
naszych relacji z Chrystusem.

Przypomniała mi się historia, kiedyś o tym pisałam. Historia mojej koleżanki z pracy. Bardzo wyraźnie i mądrze określała się na płaszczyźnie wiary. Reakcje otoczenia niejednokrotnie były bolesne. Spotykało ją wiele przykrości z tego powodu. Zapamiętam ją ( dziś to moja przyjaciółka) z jaką siłą wyrażała przynależność do Chrystusa. Dziś doświadczam tego samego. Gdyby to była inna” odmienność” , pewno bym się bała.
Szkoda tylko ,że „praktykujący chrześcijanie” nie krzyczą Panie z taką siłą głosu ,jak wołając „ratunku” w sytuacji ekstremalnej.

Jeszcze jedno pytanie nasuwa mi się. Czy my na pewno chcemy być uzdrowieni przez takiego lekarza jak Jezus Chrystus ? Czy po wyjściu z gabinetu nie wyrzucamy recept? Dlaczego ciągle chcemy być ślepi? Dlaczego akceptacja środowiska jest dla nas ważniejsza od Chrystusa?

Pozdrawiam serdecznie:)

W czym trudność?
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,02 sekundy. Zapytań do SQL: 9