Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Przesunięty przez: administrator
2007-04-13, 09:17
Czasem myślę, że moje odejście da mu szczęście....
Autor Wiadomość
Nela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-27, 11:54   Czasem myślę, że moje odejście da mu szczęście....

Chciałabym, aby ktoś mi poradził, gdyż sama nie daję już sobie rady z problemem. Jestem mężatką od 5 m-cy. Razem z Tomkiem poznaliśmy się 7 lat temu, parą byliśmy na 4 lata przed ślubem, mnóstwo wspólnych planów, nadzieii.... i na co to wszystko? Zawsze byłam osobą bardzo pewną siebie, bardzo otwartą, zawsze nazywałam rzeczy po imieniu, a Tomek był zupełnie inny, taki czuły, kochajacy... i to nas do siebie przyciągneło. Zawsze mówię mu, że to on nauczył mnie kochać... . Pragneliśmy być razem i pobraliśmy się. Na tydzień przed ślubem Tomek powiedział mi, że boi się, że nie jest pewien czy tego chce (tzn. mówił, że chce być ze mną, ale po co nam slub). Pomyślałam, że boi się odpowiedzialności, ale byłam pewna, że minie mu to, przecież tak bardzo się kochaliśmy, jednak myliłam się. Tomek zaczoł traktować mnie bardzo zimno, nie rozumiałam tego, starałam się sobie to wytłumaczyć, że to przez prace, że jest zmęczony itp. ( tomek pracował jako barman, szedł do pracy w południe, a wracał nocą). Pewnego dnia Tomek oznajmił mi, że się dusi w naszym związku, że nie ma ochoty wracać do domu, bardzo mnie to zabolało, takie słowa od mojego ukochanego???Pytałam się czy jest ktoś trzeci, ale on zaprzeczał, po jakimś czasie jednak okazało się, że miałam rację. Dziewczyna ta pracowała razem z nim. Wiele łez wylałam, przez te 5 miesięcy schudłam 9 kg, zaczęłam mieć problemy ze zdrowiem. Wkońcu powiedziałam dość. Postawiłam walczyć, czły czas tłumaczę tomkowi, że go bardzo kocham, że jest dla mnie wszystkim, a on mówi, ze skoro mógł zrobić coś takiego to miłość nie istnieje. Tomek jest dla mnie bardzo chłodny, ja chciałabym zapomnieć o wszystkim i być kochaną, ale on mówi, że nie umie byc już inny, że tamtego tomka już nie ma. Poprosiłam, aby się zwolnił z tamtej pracy, a on na to z czego będziemy żyli. Bóg jednak nad nami czuwa, gdyż następnego dnia Tomek dostał ofertę pracy i przyjął ją. To była dla mnie oznaka, że jeszcze nie wszystko stracone... Rozmawiałam z tą dziewczyną, aby dała nam spokój, ona zgodziła się. Myślałam , że wszystko będzie ok, ale... staram się bardzo się staram, chciałabym, aby Tomek na nowo mnie pokochał, ale on mówi, że nie może mi tego obiecać. Kocham go zapomnę o wszystkim, ale nie zniose tego chłodu z jego strony... Proszę o mądre radP

Prosiłam Tomka, abyśmy próbowali ratować nasze małżeństwo. Zgodził się, ale nie ma już miłości z jegi strony, jak mam ją odzyskać? Nie umie mówic mi, że mnie kocha, on poprostu wegetuje, a ja nie mogę patrzeć na to jak on się męczy, tak bardzo bym chciała aby był szczęsliwy. Pytam go co mogę zrobić, a on odpowiada mi na to, że nic. Dużo przeszłam i mam siłe, aby jeszcze troche wytrzymać, ale boję się, że już długo nie dam rady. I co wtedy? Rozwód?? Chyba nie dała bym rady... zbyt wiele dla mnie znaczy sakrament małżeństwa... a Tomek na to mówi, że to staroświeckie poglądy i że w dzisiejszych czasach nikt już na to nie zwraca uwagi. Czy jest możliwe, aby po 5 latach, ktoś nagle odkochał się?? Dla mnie nie, ale on twierdzi, że jest inaczej...
Ostatnio zmieniony przez Nela 2007-03-27, 13:58, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
wabona
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-27, 12:42   

Nelu - za co on Cię pokochał? Za pewność siebie i otwartość na pewno. Teraz pomyśl, ile z tych cech zostało w Tobie. Czy jesteś w stanie na nowo stać się Nelą sprzed lat? Może wtedy on stanie się tamtym Tomkiem? Czyli, jak każdy tu każdemu radzi - trzeba zacząć od siebie. A to trudne, bo jak odzyskać "dawną świetność", mając w świadomości, że może to nic nie da. Nic nie da - jeśli chodzi o ratowanie małżeństwa, ale da dużo dla samego siebie.
Gdzieś tu też widzę Twoje uzależnienie emocjonalne od Tomka - on nauczył Cię kochać, Ty wciąż mu powtarzasz, że kochasz, a on się dusi. No i bał się ślubu. Może się mylę, co do oceny sytuacji, może to on jest nieodpowiedzialny, ale, niestety, Ty go nie zmienisz, jeśli sam nie zechce. Jedyne, co możesz zrobić, to zająć się sobą - żeby normalnie żyć, żeby funkcjonować. To tyle, co możesz zrobić. Poza tym chyba nic. Do tego modlitwa - to uspokaja, wycisza, pozwala zastanowić się nad sobą i przede wszystkim - zaufać Bogu.
 
     
Nela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-27, 13:18   

Nie dorósł... sama nie wiem nie poznaję go to nie ten człowiek, nie ten w którym się zakochałam. Mam być dawną Nelą? ale ja kiedyś nie byłam dobra dla Tomka, ciągle były awantury, byłam straszną egoistką, ciągle coś mi się nie podobało. Nie wiem czy jeśli stałabym się taka jak kiedyś czy wyszłoby to naszemu związkowi na dobre. Tomek mimo wszystko był przy mnie, a teraz już nie chce, pyta dlaczego jestem taka ugodowa, wybaczam mu wszystko i męczę się z nim. Dziś powiedział mi, że może kto inny da mi szczęscie na które zasługuje bo on nie potrafi. Tylko, że on nie może zrozumieć, że bardzo go kocham. I chcę żyć z nim, mam nadzieję, że mimo tego co mówi zależy mu jeszcze na mnie.
 
     
micszpak
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-28, 08:30   

Nelu, piszesz, że po tylu latach okazuje się, iż nie znasz Tomka. Znałaś go wcześniej jako chłopaka, a teraz jest Twoim mężem. Myślę, że nawet on sam siebie nie zdążył poznać w roli męża. Ślub to duża zmiana: nowe obowiązki, inne perspektywy ("aż do śmierci"), związane z tym wahania i stresy. Mężczyźni często mówią o pułapce, w której się duszą. A wszystko to może być niezależne od Ciebie, od tego, jaka jesteś, kim jesteś... Przecież za drzwiami Waszego domu został świat - bar pełen radosnych dziewcząt i facetów, którzy nigdzie się nie spieszą i nie muszą odpowiadać za miłość..
Wiesz, mój mąż też na skutek mojej postawy (dlatego, że jeteśmy wierzący, że mamy ślub kościelny i dzieci, że jesteśmy starą rodziną) zerwał znajomość z przyjaciółką i ja też, zupełnie jak Ty, od tamtej pory mam wrażenie, że bardzo go skrzywdziłam. Był taki radosny, gdy miał się z nią spotkać. Z takim zapałem wybierał się na te spotkania, kąpał, depilował, golił, wypachniał, nadymał się przed lustrem i wybierał koszule. Auto było zawsze umyte, kwiatki za szybą. Nucenie pod nosem po ukradkowych smsach.
Byłam zrozpaczona. A gdy się poddał i zgasił w sobie tamtą radość, poczułam się winna. Wiem, to głupie, ale chwilami mam poczucie, że krzywdzę swojego męża, krzywdzę przez samo to, że jako żona żądam wierności, nie słowami żądam, ale swoją obecnością, swoją zgodą na dalsze trwanie naszego małżeństwa. A z drugiej strony - on się tak stara. Gdybym teraz zażądała rozstania, zabrałabym mu dom, który budował przez 20 lat. Tak się dla mnie poświęcił, a ja - co? Koszmarne położenie.
Ale dobrze rozumiem Twoje problemy.
Nie wiem, jak można im zaradzić. Nie wiem, ile czasu może trwać taki stan. Nie wiem, co byłoby najlepsze. I dla kogo.
Ale wiem, że Wanboma dobrze Ci radzi. Tylko zajęcie się sobą, zmiana samej siebie jest możliwa. Reszta zdarzy się sama. Nasze przeznaczenie podąża za nami tym szybciej, im szybciej uciekamy z bolesnej dla nas sytuacji. Jak ogon za kotem.
Może mniej bądź ugodowa i mniej wybaczaj, a wypryśnij w swoje życie jak ten kot?
I trzymaj się, dziewczyno!
 
     
Nela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-28, 08:55   

Droga Micszpak!

W twoim tekście są zawarte dokładnie moje myśli, uczucia i obawy. Tomek zrezygnował z tamtej pracy, ale zgasł, a ja obwiniam się za to. Ostatnio zastanawiałam się czego ja chcę.... chcę, aby on był szczęśliwy, a może jedynym sposobem na jego szczęście jest rozstanie się ze mną??? Boję się tej myśli, ale ona jest we mnie. Rozmawiamy, przytulam go i czekam... Tomek mi mówi, że gdybym dawniej była taka jak teraz to nie było by żadnych problemów... Dawniej załatwiałam wszystko krzykiem, teraz rozmową, prośbą. Moja przyjaciółka często mi mówi, że poprostu się poniżam i prosi, abym przestała się przed nim płaszczyć. Ona szanuje Tomka, ale nie może już patrzeć na moje łzy. Boję się każdego dnia, że poprostu wstanie, a ja już go nie zobaczę... Tomek boi się odpowiedzialności, nie dorósł do małżeństwa, ale dlaczego mówi mi o tym po ślubie? Wczoraj pytał dlaczego ja znoszę ten jego nastroj i to wszystko? Czy on nie może zrozumieć, że bardzo go kocham? Mam nadzieję, że kiedyś usłyszę dziękuję za moją wytrwałość.
 
     
micszpak
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-28, 11:51   

Nelu, nikt nie ROZUMIE, że inny go kocha. A jak już ZROZUMIE, to chce jak najszybciej wiać, bo na rozum to miłość jest niepojęta i przerasta każdego. Może dlatego, że wymaga oddania całego siebie, a kto nie kocha, ten nie ma zamiaru całego siebie dawać, wie o tym, zdaje sobie sprawę, że rachunki mogą być nierówne i boi się tego? Miłość dzieje się poza rozumem, czasami nawet całkiem go wyłącza. Dlatego dziewczyny na forum radzą często, żeby przestać prosić partnera "na rozum". I dlatego Bóg, który również sięga poza rozum, tak wiele tu może.
Piszesz, że mąż rozmawia z Tobą, zastanawia się, pyta... Czuje, że Wasze problemy wynikają z jego postawy. Pomyśl, w jak marnym jest nastroju, skoro dziwi się, że jeszcze go znosisz. Ciężko mu. A z drugiej strony - może nieświadomie? - próbuje zrzucić na Ciebie odpowiedzialność za powstałą sytuację, skoro twierdzi, że gdybyś była inna, nie byłoby (dawniej) problemów. Więc jeśli naprawdę Tomek ma teraz doła, wylezie z niego, bo TY JUŻ SIĘ ZMIENIŁAŚ I ON TO WIDZI.
A jeśli ta jego męczeńska postawa to tylko gra w szantaż, żeby zrzucić na Ciebie odpowiedzialność za zdradę? Jeśli to gra, to myślę, że szybko mu się znudzi, ty tę grę przejrzysz, i wszystko się wyjaśni. Nawet jeśli nie po Twojej myśli, to przynajmniej nie będziesz żyła z poczuciem, że go krzywdzisz.
 
     
Nela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-03-28, 12:23   

Pytałam go o to czy został ze mną tylko po to, aby mnie zniszczyć ( moja psychikę) abym to ja powiedziała, że odchodzę.. a on mi na to, że jakby nie chciał być ze mną to by nie był. Sama nie wiem on się stara, tylko nieraz są takie dni, że nie widzę w tym celu. Chciała bym, żeby powiedział, że jest szczęśliwy, że widzi sens w tym wszystkim. Mam nadzieję, że to wszysto przetrwamy i mnie. Pytanie tylko jak długo mam czekac? Boje się że pewnego dnia ja powiem dość. Nie chciałabym tego, ale jeśli jeszcze długo to potrwa to nie wiem co będzie... Cały czas czekam, staram się obudzić w nim miłość, bo przecież była we mnie nadal jest i im więcej jest problemów tym jest mocniejsza.

[ Dodano: 2007-04-06, 16:54 ]
Witam po długim czasie!
Minęło już trochę czasu i pomogło. Pomogła modlitwa, ale pomogło jeszcze coś, powiedziałam "dość" teraz wiem , że sama nie wierzyłam w to co mówię, ale powiedziała. W ubiegłą niedzielę znalazłam jego "trzeci" telefon, zajrzałam do niego gdy jeszcze spał i znalazłam połaczenia od tej drugiej (sms były usuniete) Wpadłam w szał i rzuciłam telefonem o ściane, ile wkońcu można prosić. On obudził się i zapytał co się stało wtedy sama nie wiem dlaczego zaczełam walić go w ramiona, piersi, rękoma z całej siły. Powiedziałam, że dość, dłużej nie wytrzymam, oświadczyłam, że odchodzę. On na to "nawet nie żartuj!" przeprosił, osobiście zniszczyłam kartę telefoniczną. A teraz w naszym związku jest super. Zdaję sobie sprawę, że może udawać, ale jak patrzę mu teraz w oczy to nie widzę tej niechęci do mojej osoby. Bedę czujna, nie dam się juz oszukiwać i powiedziałam mu o tym otwarcie. Cały czas się modlę i proszę Boga, aby tak zostało. Teraz chociaż jestem dobrej myśli!!!
 
     
gosia_
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-09, 12:22   

zazdroszczę ci ale całym serduszkiem ciesze się że wam się udało :->
 
     
Nela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-11, 10:35   

Sama sobie zazdroszczę, ale boje się, że któregoś dnia to wróci.... cholernie się boję, jak mój mąż ma gorszy dzień np. jest zmęczony i nie ma humoru, ochoty na przytulanie, to moja "głupia główka" juz sobie wymyśla, że pewnie mysli o tym jak jest mu źle itp... Głupe to patrzę na niego jak śpi i tak bardzo go kocham... i tak bardzo się boję.... wiem jedno i to dzięki Wam kochani, nie mogę pokazać mu, że sie boję i nie pokazuję i jest dobrze, mam nadzieję, że kiedyś, (wiem, że wszystko potrzebuje czasu) minie mi ten strach. Tomek jeszcze się nie odnalazł, jeszcze ma pewne myśli, widzę to ale nie pytam, wszytko jest zbyt świerze. I tylko Bogu dziękuję za to i Wam!!
 
     
Julka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-11, 10:42   

Nela!
Jak wspaniale to czytać! Masz rację nie pokazuj, że się boisz, że jesteś podejrzliwa...
Ja też tak jeszcze czasem mam, ale coraz rzadziej na szczęście.
Musi liczyć sie tylko DZIŚ, musimy zapomnieć o jakimś "wczoraj" i jakimś "jutro", ważne jest TERAZ, inaczej można zwariować.

Wiesz ja też Go ciągle podejrzewałam i nawet sprawdziłam w którymś momencie Jego telefon, a w nim był taki jeden numer którego nie znałam, a bardzo często o różnych porach się powtarzał. I powiedziałam Mu o tym, byliśmy wtedy na kawie w kafejce. A On na to: "pokaż który to numer" - pokazałam, a On w tej kafejce wziął telefon i wybrał ten numer... Zbaraniałam, a On mówi: "dzieńdobry, a do kogo ja się dodzwoniłem, aaa, mama Majki (Majka to koleżanka córki), to świetnie, bo własnie miałem do Pani dzwonić, czy mogłaby Pani przywieźć Madzię ze zbiórki w piątek?"
Nawet nie wiesz jak mi było łyso!!
Przypomnieliśmy sobie oboje, że Madzia (córcia) dzwoniła na ten telefon do koleżanki, bo mąż ma "darmowe weekendy" i dlatego tak się powtarzał... Przeprosiłam Go za to...
Długo potem śmialiśmy się z tego...
 
     
Jo-anka
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-11, 11:06   

Nela, Julka i ja mam podobnie. Tez staram się pokazywać ze ufam Mu a te lęki chowam głeboko i oddaję Bogu. Tylko mój M. to straszny prowokator- robi to specjalnie niestety.

Nelu cieszę się ze Wam się udaje
 
     
Nela
[Usunięty]

Wysłany: 2007-04-11, 11:08   

Julka,
powiem ci, że to chyba normalne... te nasze podejrzenia. Jak T. "kręcił" z tą dziewczyną pewnego dnia natchnęło mnie aby sprawdzić bilungi, nawet te ze stycznia, same sms do niej i najwięcej było ich w dni w które ja przeżywałam koszmary w domu. Dlatego nie wierzę w niewinnośc tej dziewczyny, bo T ciągle powtarzał, że to jego wina. Powiedziałam mu, że nie zniosę kolejnych oszustw i kłamstw i mam nadzieję że to uszanuję, jak oszuka mnie kolejny raz to chyba, nie bede miała siły, aby dać mu szansę. Ale masz racje JULKA liczy się DZIŚ!!!! A DZIŚ jest cudowne, bo on jest ze mną dlatego, że CHCE, a nie dlatego, że ja proszę go o to i płaczę!!!!

[ Dodano: 2007-04-11, 12:13 ]
Jo-anko!

Napisz troszkę wiecej, może coś poradzimy!!
Z tekstu, który napisałaś zbyt mało wynika
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,03 sekundy. Zapytań do SQL: 10