Celem tego forum jest niesienie pomocy małżonkom przeżywającym kryzys na każdym jego etapie (także po rozwodzie i
gdy współmałżonkowie są uwikłani w niesakramentalne związki), którzy chcą ratować swoje sakramentalne małżeństwa
Portal  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  Chat  StowarzyszenieStowarzyszenie
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload  StatystykiStatystyki  PolczatPolczat
 Ogłoszenie 

Poprzedni temat «» Następny temat
Otwarty przez: administrator
2006-04-11, 11:24
Właśnie się dowiedziałam/łem, że...

Czy wierzysz w uzdrowienie Twojego sakramentalnego małżeństwa?
TAK
83%
 83%  [ 119 ]
NIE
16%
 16%  [ 24 ]
Głosowań: 143
Wszystkich Głosów: 143

Autor Wiadomość
żona od 27 lat
[Usunięty]

Wysłany: 2006-08-23, 05:19   

Bóg zapłać Pestko za modlitwę. Sama też bardzo dużo się modlę i są chwile kiedy jeszcze wierzę, że da się uratować to nasze małżeństwo. Mój mąż, mam nadzieję, nie zerwał jeszcze całkowicie przymierza z Bogiem. Chodzi do kościoła, w maju z okazji I Komunii Sw. naszego syna byl u spowiedzi. [/list][/fade]
 
     
aga70
[Usunięty]

Wysłany: 2006-08-23, 19:20   

Witaj , twoja obecność tu na tym forum świadczy o tym, że nie jesteś sama, to nie przypadek,że się tu znalazłaś, Bóg nad Tobą czuwa, a to o czym pisałaś w pierwszym poście, świadczy o tym, kryzys w małżeństwie może pojawić się w kazdym momencie, nawet w takim jak twoje, wydawałoby się sprawdzonym i pewnym.Wiem ,że to nie jest dla ciebie żadna pociecha, ale jak poczytasz inne posty, zobaczysz,że takie uczucia przeżywa prawie każdy z nas, Dla mnie najgorsza była bezsilność, i tu właśnie na tym forum zrozumiałam, że to jest normalne, bezsilność zawsze pojawi się gdy opieramy się na sobie.a zapominamy o tym, że tylko Bóg może zmieniać, nas, naszych małżonków, nawet nasze otoczenie.I zrozumiałam, ze kryzysy są po to byśmy zrozumieli, że coś w naszym życiu było nie tak,coś musimy zmienić, ale nie naszego małżonka, bo tego nie jesteśmy w stanie dokonać, tylko przedewszystkim siebie i swoje życie. Nie załamuj się , bo Bóg nie zsyła na nas nic czego nie bylibyśmy w stanie udzwignąć, przemyśl to i miej nadzieję w Bogu.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2006-08-25, 18:41   

Żono - to my równolatki. Ja w tym roku obchodziłam, o ile tak to można nazwać, równieź 27 rocznicę.
Trzymaj się, zrewsztą nie masz innego wyjścia, tylko żyć i wierzyć.
Pozdrawiam
Elżbieta
 
     
żona od 27 lat
[Usunięty]

Wysłany: 2006-08-25, 19:27   

Dzięki Elżbieto. Odwiedzam to forum już od jakiegoś czasu i byłam przekonanana, że gości tu (w porównaniu z nami) sama młodzież.
U mnie coraz gorzej. Popadam z jednej skrajności w drugą (złość a za chwilę czarna rozpacz). Nawet w pracy nie zawsze jestem w stanie zapanować nad emocjami. Najbardziej martwi mnie fakt, że już za chwilę koniec wakacji i trzeba będzie zająć sie lekcjami syneczka a ja chyba nie jestem w stanie.
Dziś wymyśliłam, że pójdę i opowiem wszystko naszemu proboszczowi, poszłam na nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego, potem długo jeszcze modliłam się przed wystawionym Najświętszym Sakramentem i zrezygnowałam z tego pomysłu, chociaż może szkoda, bo kochanka mojego męża w oczach proboszcza najprawdopodobniej uchodzi za bardzo dobrą parafiankę (jej córka - ok. 12 letnia - śpiewa w chórku, jest bielanką - mamusia zresztą też udziela się przy organizowaniu procesji). No i chyba mojemu mężusiowi zależy bardzo na tym aby nie zszargać opinii jego nowej wybrance. Zawsze bardzo jej bronił (jeszcze przed odkryciem całej prawdy).
Mam jeszcze jeden dylemat. Matka mojego męża (jest całkowicie po mojej stronie) namawia mnie abym o wszystkim powiadomiła męża kochanki. Ja nie jestem przekonana. Chyba jedna cierpiąca z tego powodu rodzina to wystarczająco dużo. Może opamiętają się i jej mąż nigdy nie pozna prawdy (chociaż mieszkamy w małym mieście i mam wrażenie, że wszyscy dokoła doskonale wiedzą co się dzieje), no i szkoda mi jej dzieci, bo cóż one są winne, że taka matka im się trafiła. Co o tym sądzicie?
 
     
Ada
[Usunięty]

Wysłany: 2006-08-25, 20:06   

Moja Droga niestety musisz byc bardziej stanowcza. Nie rozpaczaj szkoda Ciebie to nie Ty masz problemy z soba tylko Twoj maz i jego kochanka. Nie kieruj sie tym , ze on sie stara aby kochance nie zaszkodzic przeciez sie tym nie przejmowal gdy wchodzil w ten zly uklad. (mezczyzni zdradzajacy bronia swoich kochanek to dla nich nornmalka) Postaraj sie porozmawiac z ksiedzem jestem przekonana , ze on moze zdzialac duzo w Waszej sprawie. Najlepiej zrob to zaraz i odwaznie poki jeszcze zwiazek Twojego meza i kochanki jest krotki. W/g Dobsona nalezy szybko zadzialac nie nalezy godzic sie aby to trwalo o 1 dzien dluzej.
Po przeczytaniu Twojej wypowiedzi gdzie przekonalas sie na wlasne oczy co wyprawial Twoj maz i ta pani z cala pewnoscia i z czystym sumieniem radze Ci abys powiedziala o tym ksiedzu a nawet i jej mezowi . Zapros meza jej do kawiarni gdzies gdzie bedziecie sami we dwoje i powiedz mu co widzialas, on musi wiedziec o wszystkim moze razem cos z tym zrobicie. Jestem przekonana, ze jak jej maz sie dowie to wszystko od razu sie skonczy. Pamietaj nie ukrywaj prawdy to nie Ty masz sie wstydzic niech sie wstydza ci ktorzy zawinili.
Ty musisz byc przy swoim mezu stanowcza postaw wszystko na jedną karte powiedz mu , ze nie zgadzasz sie na jego podwojne zycie jak sie nie opanuje od razu to Ty go nie chcesz znac zrob to odwaznie patrzac mu prosto w oczy.
Zycze Ci powodzenia i duzej odwagi.

PAMIETAJ!!! Nie czekaj az sie rozwinie w nich uczucie zrob to teraz poki jest w nich zauroczenie i laczy ich grzech a nie milosc.

Mysle , ze narazie nie musisz o tym mowic synowi jest za maly aby to zrozumiec ale z corka mozesz porozmawiac chyba , ze potrafisz sama dac sobie rade z tym wszystkim.

Pamietaj walcz poki jeszcze nie zapozno.
Pozdrawiam i zycze duzo sily i duzo łaski Bozej.
 
     
Agnieszka2
[Usunięty]

Wysłany: 2006-08-25, 20:55   

Popieram Adę. Ja powiedziałam jej mężowi. Zadziałał, romas się skończył. Mojego małżeństwa to nie uratowało. Ale tamto tak. Widziałm ich dzisiaj - para gołąbków. Dobre i to. Zapobiegłam tragedii choć jednego dziecka (ich) . A TY wstydzić się nie masz czego.
Pozdrawiam
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2006-08-26, 20:08   

Żono - owszem, gości tu młodzież. Ale i my jesteśmy młode - duchem.
To nic, że przybyło trochę siwych włosów. Są doskonałe farby, siwizny nie widać :-D
A wiesz, ja z tych młodych ludzi czerpię siłę. Bo zobacz, oni są pełni wiary, upadają, ale szybko się podnoszą. I po raz kolejny okazuje się, że od młodych my też możemy się uczyć.

Co do mówienia mężowi tamtej kobiety. Ja żałuję że nie podjęłam takich kroków, że nie zrobiłam nic. Ja CHCIAŁAM WIERZYĆ swojemu gadowi, że nic się nie dzieje, miałam opaskę na oczach i zasłonięte uszy.
Bardzo żałuję. Bo kto wie, jakby się sprawy potoczyły, gdybym zadziałała.
Ale trudno, stało się. Teraz zostaje mi tylko czekać.

Czy powiedzieć proboszczowi? Trudne pytanie, bo nie wiadomo jaki to człowiek. A o jej opinię się nie martw, ona sama sobie tę opinię szarga. Skoro nie miała żadnych obiekcji wdajać się w romans, to chyba na opinii ludzkiej jej nie zależy. I na własnej rodzinie chyba też nie.

A swoją drogą, zastanawia mnie często spotykana taka podwójna moralność.
"Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek".
A może odwrotnie? Diabłu kadzidła, Bogu resztki ?

Pozdrawiam serdecznie
Elżbieta
 
     
żona od 27 lat
[Usunięty]

Wysłany: 2006-08-28, 21:09   

U księdza byłam. Obiecał rozmowę zarówno z moim mężem jak i z tą panią. W oczach męża pogrążyłam się jeszcze bardziej. Najbardziej przeszkadza mu to, że jego zdrada ujrzała światło dzienne i w oczach wszystkich otaczających go osób nie może już uchodzić za wzorowego ojca i dobrego męża.
Z mężem tej pani mam problem. Jest to bardzo prosty człowiek i mam wrażenie, że nadużywający alkoholu, więc boję się jego reakcji.
Mam prośbę. Wiem, że nie jestem w stanie poradzić sobie sama ze swoimi emocjami. Czy może mi ktoś polecić jakiegoś psychologa? Mieszkam niedaleko Warszawy. Wiem również, że powinnam bardziej zaufać Bogu. Od dawna mam poczucie, że moja wiara jest zbyt słaba. Myślę, żę powinnam pojechać na jakieś rekolekcje. Trochę próbowałam szukać w necie ale nie udało mi się znależć nic odpowiedniego.
 
     
Xev
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-01, 13:00   

Nie boj sie reakcji. I zrob to nalepiej w miejscu publicznym i to przy swiadkach. Ja bym wziela swoja przyjaciolke czy przyjaciela.
I nie czekaj ani chwili dluzej. Tylko kiedy prawda jest znana mozna z nia cos zrobic. Z wrogiem o ktorym nie wiesz wygrac jest trudno. Ponadto prawda oslabi ich zwiazek. Moze wtedy poczuja wyrzuty sumienia i sie opamietaja.
 
     
rot
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-01, 17:59   

Gorzej jak gość się napije i swojej żonie krzywdę zrobi... to też weź pod uwagę, jakby nie było to też kobieta... i możesz mieć później jednak wyrzuty sumienia...
 
     
Katka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-05, 00:21   Wszystkie możliwości i tak nie pomogły..

Witajcie, ja zrobiłam już wszystko co tutaj proponujecie. Odkryłam prawdę w czerwcu. Dopytywałam się co się dzieje, co robi, to mi powiedział wtedy, że kocha inną kobietę. Że się pogubił i sam nie wie czego chce. Mąż upierał się, żebym pojechała z dziećmi na kilka dni w celu podratowania ich zdrowia. Sam wybrał się wtedy na weekend z ta kobietą. Zostali zauważeni przy wyjeździe. Ja i tak wierzyłam jemu. Na drugi dzień po powrocie ona wyparła się wszystkiego w rozmowie z moim znajomym. Ja nadal wierzyłam mężowi. Ale znalazłam przypadkowo w samochodzie numer telefonu na karteczce z jej firmy. Telefon był na Mazury do hotelu. Potwierdzono mi, że tam byli. Ja nadal mu wierzyłam. Oni dalej kontaktowali się, twierdził, że tego potrzebuje, że nie może zrezygnować z kontaktów z ta kobietą, że jeszcze nie wie czy chce walczyć o rodzinę. Doprowadzało mnie to skrajnych uczuć - delikatnie mówiąc. Opowiadał mi o niej , jakie ma zalety, jaką ma wspaniałą córkę - o rok starszą od naszej. Byłam zdruzgotana. Widział, że nie wytrzymuję ciągłych sms-ów i telefonów, nawet w domu przy mnie. Nawet w sypialni na dobranoc i o 6 rano na dzień dobry.
Powiedział, wiem że źle znosisz nasze kontakty, to wyjdę na balkon, bo jesteśmy umówieni na kontakt na 22-gą. Po godzinie nie wytrzymałam i zadzwoniłam na jej domowy numer znany mi z bilingu. Chciałam im przeszkodzić. Odebrał jej mąż. Wyłączyłam się. Zadzwoniłam jeszcze raz. Targały mną silne emocje.Nie przedstawiłam się. Powiedziałam tylko, że go podziwiam, że tak cierpliwie znosi tak częste kontakty mojego męża z jego żoną. On spokojnie odpowiedział: Pani jest żoną pana....... Odpowiedziałam że tak. Ich kontaktów nie dało się ukryć bo mój mąż zapłacił za komórkę 1300 zł. Byli ze sobą w stałym kontakcie nawet w czasie jej urlopu z mężem i córką. Podobno wtedy właśnie jej mąż się upił i ją zbił. To samo po powrocie. Ona uciekła do swoich rodziców. I właśnie wtedy zadzwoniłam ja.
Powiedziałam mu o weekendzie. Wtedy to ona się przyznała. Ale podobno fizycznie nas nie zdradzili.
Mój mąż nadal twierdził, że kocha inną, ale łaskawie nie podjął jeszcze decyzji co dalej. Potem sms-em poinformował mnie, że podjął decyzję. Przez 2 tygodnie mówił mi codziennie, że kocha inną, że podjął decyzję, że chce się wyprowadzić, tylko nie ma gdzie. Ale nie będzie wiązał się z nią. Choć nadal ją kocha i wie, że ona go nigdy nie odtrąci. Tego wyznania nie wytrzymałam. Powiedziałam, nie mów mi że się wyprowadzisz, tylko się wyprowadź. Nie gadaj tylko to zrób. Nie mogę już tego dłużej znieść. Kocham Cię, ale tak mocno mnie ranisz, że nie mogę się zgodzić na takie traktowanie mojej miłości. Potrafił obudzić mnie w nocy, że jednak dostał wiadomość z pracy, że musi wyjechać bardzo rano, więc np o godz. 2 prasowałam mu koszulę. a on jak się później okazywało, i sam mi to potwierdzał, jechał rano przed pracą do niej.
Po wyprowadzce - 3 noce niby w hotelu, tylko nie w naszym mieście, tylko tam gdzie mieszka ona. Potem wynajął mieszkanie. Nie mógł przyjść do dzieci w sobotę, żebym mogła iść do pracy, bo pojechał się urządzać w Ikei oczywiście z nią i jej córką. Pierwsza rzecz to karnisz, firaneczki i kwiatek na okno - to kupuje facet, który podobno liczy się z każdym groszem i wynajmuje mieszkanie tymczasowo, żeby przekonać się czego od życia chce.
Ona się rozwodzi ze swoim mężem. To właśninie jej mąż mnie o tym poinformował. Powiedział, że im tego nie daruje. Podobno pije coraz więcej. Grozi jej i mojemu mężowi. Trochę się dlatego kryją. Ale ona sprowadziła się już do naszego miasta. Spotkałam się z nią. Usłyszałam ciekawą historię naszego małżeństwa. On ją też już oszukuje. Ale ona mu jeszcze wierzy. Pouczyła mnie jeszcze, że ona nigdy by swojego męża nie wyrzuciła z domu. A ja to zrobiłam. Tak, powiedziałam, mu, nie męcz mnie tymi wyznaniami, że już nie możesz ze mną mieszkać, że się wyprowadzisz, tylko to zrób. Teraz to ja jestem tą złą, która go odtrąciła. Niech i tak będzie. Ja go nadal kocham, potrzebuję, tęsknię. A on dzisiaj był kilkanaście minut u dzieci, bo jak twierdził bolała go głowa. Nie mógł zostać dłużej. Jechał położyć się spać. Do domu nie dojechał jednak jeszcze przez godzinę. Sprawdziłam. W domu go nie było. To samo było wczoraj. Już nie daję rady. Ta kobieta zapytała w czasie naszej rozmowy czego od niej oczekuję, czy chcę, żeby się usuneła. Powiedziałam że tak, że może to pozwoli mu sie naprawdę zastanowić czego chce. Ona powiedziała, że jeszcze nie wie czy to zrobi. Po co mi to wszystko. On nadal mnie oszukuje. jakby grał na dwa fronty. Przede mną gra niezdecydowanego, przed nią pokrzywdzonego. Nie wiem ile mi przyjdzie czekać na przebudzenie mojego męża. Czy to nastąpi? Modlę się o to bo zaczyna brakowac mi sił i wiary czy to nastąpi. Nie wiem jak postępować czy dzwonic, czy nie. Czy zaczynać z nim rozmowę czy nie. Nic już nie wiem.

[ Dodano: 2006-09-05, 01:49 ]
a może wyślę zdjęcie 1.5 rocznego synka z dopiskiem czy może spojrzeć sobie w oczy wiedząc że niszczy szczęście takiego bezbronnego maluszka lub cos w tym rodzaju.
 
     
Ada
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-05, 12:10   

Katka bardzo potrzebujesz w tej chwili wyciszenia aby opadly emocje.
Nie kontroluj go nie dzwon bo on teraz zyje w amoku nie tylko Ciebie oklamuje ale i siebie.
Ty dzwoniac do niego sama sie napedzasz. Szkoda Twojego zdrowia.
Badz silna . Nie pozwol aby kochanka rozwalila Ci RODZINE.
Napisz do meza , ze masz zal do niego ze niszczy spokoj wlasnym dzieciom i Tobie zycie napisz mu ze nigdy nie podpiszesz mu rozwodu bo nigdy mu nie wybaczysz tego co on w tej chwili wyprawia. Wyslij mu zdjecie calej rodziny niech mu ta fotka przypomni gdzie jego miejsce. Na oslode musze Ci napisac , ze on nigdy ani ona nie beda szczesliwi bo za duzo jest krzywdy na ich drodze do szczescia.
Jak widze to ta kobieta jest duzo silniejsza od Ciebie walczac o swoje miejsce na ziemi. Wie kiedy zostawic wszystko i gonic za innym mezczyzna. Wie , ze jak minie zauroczenie to nic nie wskora.
Ty niepotrzebnie wyrzucilas go z domu. Chociaz nie wiem jaki on byl wczesniej czlowiekiem przed rpmansem moze faktycznie nie masz o kogo walczyc.
Jedno moge Ci doradzic jezeli byl przed zdrada dobrym ojcem i dobrym mezem - walcz!!!. Nie pozwol go sobie odebrac.
W ratowaniu Rodziny wszystkie chwyty sa dozwolone.
Nieraz warto zataic prawde aby nie krzywdzic drugiego czlowieka, nieraz nie warto wszystkiego wiedziec aby siebie nie krzywdzic, nieraz trzeba wybaczyc i duzo zapomniec aby przetrwac i nie poddac sie slabosci.

Zycze Ci duzej mocy przetrwania.
Ada
 
     
Katka
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-05, 13:56   

Tak naprawdę to nie ja go wyrzuciłam. Ale ponieważ słyszałam to od niej, od niego i teraz pada takie stwierdzenie, to musze to przemyśleć. To on przez dwa tygodnie twierdził, że nie może ze mna już mieszkać, że kocha inną. To on szukał ogłoszeń i chodził oglądać mieszkania. opowiadał mi o nich, o tym gdzie i za ile.
To on powiedział naszej córeczce, że mamy juz nie kocha, następnego wieczoru powiedział, że kocha inną panią, jeszcze następnego pokazał jej zdjęcie tej kobiety. jak sie wyprowadzał, to powiedział dziecki: wiedz, że tatus, nie wyprowadza się od ciebie, ale od mamy. Wiedz, że tatus chciał z wami pomieszkać jeszcze do czwartku, ale mama sie nie zgodziła. to był poniedziałek. to nie ja go wyrzuciłam.
 
     
elzd1
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-05, 19:14   

Katka, przykre jest to co piszesz.
Tój mąż zachowuje sie tak jak wszyscy zdradzacze : nie może się zdecydować, kłamie i Tobie i kochance, Chce Ciebie obciążyć winą i wybielić się przed dzieckiem.
Ja nie widzę żadnego powodu by tę kobietę chronić, skoro wiesz o ich romansie, nie ukrywaj tego przed jej mężem. A jeeli nawet baba dostanie od niego po głowie, nic się nie stanie, należy jej się. jeżeli ptzy okazjo oberwie i Twój mąż, tym lepiej, zasłużył sobie.
Dziecko, tu jest gorsza sprawa, on manipuluje bo nie chce przezd dzieckiem czuć się winny, udaje skrzywdzonego. No i tutaj nie wiem co poradzić, prawdy powiedziec nie można, kłamać nie ma jak.
Ale, czy warto kryć tatusia? Może lepiej powiedzieć dziecku prawdę? On i tak już powiedział to, czego nie miał prawa mówić "że mamy nie kocha, że kocha inną panią", to było podłe z jego strony.

Niewiele mogę pomóc, ale jestem z Tobą. Trzymaj sie jakoś.

Pozdrawiam
Elżbieta

[ Dodano: 2006-09-05, 20:26 ]
Rot - nawiązuję do postu żony od 27 lat i Twojej odpowiedzi:
"Gorzej jak gość się napije i swojej żonie krzywdę zrobi... to też weź pod uwagę, jakby nie było to też kobieta... i możesz mieć później jednak wyrzuty sumienia..."

A niby dlaczego zdradzana żona ma mieć wyrzuty sumienia? Czy to ona narozrabiała czy tamta? Przykro mi, ale kobieta, która łajdzaczy się w krzakach z obcym facetem nie zasługuje na dobre traktowanie. Nie bała się wtedy? To teraz niech ew. zapłaci malutką karę za to, co zrobiła.
Powiadasz "kobieta".
A ja mam dla takiej inne określenie.Dla faceta również. I nie jest to cenzuralne, dlatego nie napiszę dosłownie.

pozdrawiam
elżbieta
 
     
żona od 27 lat
[Usunięty]

Wysłany: 2006-09-05, 21:45   

Tak Elżbieto, ja też nie jestem w stanie myśleć o niej "kobieta". Ona posunęła się nawet do tego, że groziła mi procesem o zniesławienie. Odpowiedziałam jej, że proszę bardzo, ja się nie boję, w tym co powiedziałam nie ma nawet odrobiny kłamstwa.
Katko, nie wysyłaj zdjecia własnego kochanego dziecka do takiej osoby. To zupełnie inna kategoria ludzi. Nie licz na to, że kochanka Twojego męża ma jakiekolwiek wyrzuty sumienia albo że przestrzega podstawowych zasad moralnych. Gdyby tak było nigdy nie znalazła by się w roli kochanki.
Co do faktu wyrzucenia męża z domu to nie wiem czy to nie jest lepsze rozwiązanie. Ja ze swoim nadal mieszkam pod jednym dachem. Nadal mu piorę, prasuję, gotuję. Nie potrafię podać obiadu dzieciom a jemu nie. Ciągle pamietam go takim jaki był kiedyś. Dziś nie znajduję w nim nic z człowieka z którym przeżyłam tyle naprawdę bardzo szczęśliwych lat. Wczoraj zapytałam go czy już wie jak chce dalej żyć. Odpowiedź brzmiała : jeszcze nie. Czasami mam wrażenie, że on, widząc w jakim jestem stanie, czeka kiedy wreszcie wyląduję w szpitalu psychiatrycznym. Nie rozumiem jak człowiek może sie tak zmienić. Myślę, że to działanie szatana.
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 11